Czy wziąłbym promycynę?
Czy wziąłbym promycynę? Trudne pytanie, zadawałem je sobie ze dwa lata temu, kiedy to miał przyjemność oglądać na bieżąco czwarty sezon wyśmienitego serialu jakim było The 4400. Czterech czterystu z pewnością odcisnęli na mnie swoje piętno, tak jak Gwiezdne wojny, Harry Potter, Władca pierścieni, Lost czy Hoży doktorzy. Możecie powiedzieć: ale przecież ten serial był nudny, ale się z Wami nie zgodzę. Co prawda, to prawda, miewał słabsze momenty (trzeci sezon), ale fabularnie miótł, bo rzadko się spotyka takie postacie jak Jordan Collier czy dr Kevin Burkhoff, a jeszcze rzadziej – środek na zbawienie, czyli promycynę.
Czymże jest ów promycyna? Ano, fikcyjny neuroprzekaźnik, który został wszczepiony tytułowym 4400 przez ludzi z przyszłości. Ciało, po przyjęciu określonej dawki, przyswaja sobie nową substancję i zaczyna ją wytwarzać. Ale po cholerę nam kolejny neuroprzekaźnik? Wiemy, że człowiek wykorzystuje jakieś 7% potencjału własnego mózgu, a promycyna uwalania kolejne procenty. Mówiąc prostszym językiem: po prostu zyskujemy nadprzyrodzone, nadzwyczajne zdolności. Jak przystało na serial sci-fi, mamy nie tylko telekinezę czy telepatię, ale także wszelkiego rodzaju prekognicje, manipulacje genetyczne, kriokinezy, technopatie i setki innych zdolności. Ubichinon jest jedynym enzymem, który powstrzymuje działanie promycyny. No dobra, fajnie, można zyskać zdolność, więc dlaczego w ogóle pojawia się pytanie, czy kiedykolwiek bym wziął zastrzyk? By dostać się do mózgu, neuroprzekaźnik poprzez krew musi przejść przez ciało modzelowate w mózgu (tzw. spoidło wielkie), które łączy obie półkule. Tak się składa, że u niektórych ów spoidło jest większe, a u innych mniejsze (chodzi najprawdopodobniej o gęstość tkanki) i promycyna nie może przepłynąć razem z krwią, co powoduje zatok, którego konsekwencją są konwulsje, krwotoki i w końcu śmierć.
Aha, więc wychodzi, że mamy szanse pół na pół. Fifty-fifty. 50/50. John Locke mawiał, że przeznaczenie jest figlarną dziwką; przypuszczam, że miał rację. Ale nawet, gdybym żył z realiach świata 4400, skąd miałbym wziąć ten cholerny zastrzyk?
Tuż po swoim zmartwychwstaniu, Jordan Collier porwał rządowy zapas promycyny i rozpoczął plan dystrybucji promycyny. Wierzył, że, gdy cały świat weźmie zastrzyk (3 miliardy umiera, drugie tyle zyskuje zdolności), uda się zwyciężyć w nadchodzącej wojnie z brutalną i potężną elita, a także zapobiec Katastrofie. Cóż, ambitny plan, ale nieco niehumanitarny, prawda? Oczywiście, rząd zabronił zażywania i rozpowszechniania promycyny, więc Collier stał się most wanted on Earth, a promycyna musiała być rozprowadzana w podziemiu. No i tutaj trafiamy do mojego pytania z początku: czy wziąłbym promycynę?
Nie, nie wziąłbym. Po pierwsze, jestem człowiekiem praworęcznym, co zmniejsza moje szanse na przeżycie zastrzyku. Głupio się złożyło, ale leworęczni mają lepsze spoidło wielkie, więc lepiej idzie. Jednak śmierć przez głupi zielony zastrzyk mnie nie przekonuje do siebie. Po drugie, nie wiadomo, jaką zdolność bym zyskał. Neutralizacja promycyny? Regeneracja? Pirokineza? Okej, ale gdyby tak jakaś obrzydliwa mutacja albo zdolność zabijająca wszystkich wokół? Albo wirus promycyny? Nie, dzięki, nie chcę został największym zbrodniarzem świata. No i po trzecie: promycyna była nielegalna na całym świecie, więc w lepszym przypadku trafiłbym do wiezienia, w gorszym – dostałbym kulkę w łeb. Poza tym nie uśmiechałoby mi się uciekanie przed nadżołnierzami.
Dobra, żebyście nie pomyśleli, że zwariowałem do końca. I ku sprostowaniu: potrafię odróżnić świat fikcyjny od rzeczywistego, a to wszystko to zwykłe wywody rodzaju Co by było gdyby? A Wy? Wzielibyście zastrzyk? (fajnie by było, gdyby ktoś podał nawet argumenty)


Za duuuużo serialów sci-fi :P
Nieprawda. Ja naprawdę staram się to ograniczać, znaczy się: oglądanie seriali. Teraz oglądam tylko to: Zagubieni, Hoży doktorzy, House, Camera Cafe, Wojny klonów, The 4400 (ew. powtórki) i okazjonalnie Gotowe na wszystko, więc nie jest tak źle.
Zgodzę się ktostam1535, za dużo seriali. Choć też nie pogardzę serialami takimi jak Dr.House, Lost, Hoży Doktorzy, Camera Cafe czy Wojny Klonów. Lecz nie lubię The 4400
Witamy w Mieście Obietnicy…
Promises Broken (2009)
Battlestar może i jest najlepszym serialem fantastyczno-naukowym jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale jest inna produkcja, która bezkompromisowo bije Galacticę na głowę, szczególnie jeśli chodzi o podstawę fabularną. Chodzi …