Battlestar Galactica: So Say We All!

Piąty sezon Zagubionych zakończył się wprost bombowo, The 4400 skasowali i nie mają jakoś ambicji, by przywrócić na antenę, więc zacząłem szukać jakiegoś nowego serialu, któremu dałbym się wciągnąć. Niestety (a może i na szczęście?), w moim przypadku bardzo trudno oderwać się od jednego zainteresowania, to widać szczególnie przy wcześniej wspomnianych dwóch produkcjach; Zagubionych śledzę na bieżąco, wciąż słucham Michaela Giacchino, a z kolei Jordan Collier od lat gości na moim avatarze i kupuję, jedną po drugiej, wszystkie wychodzące w USA książki opowiadające o 4400. Moja zdolność do szybkiego pobierania i zapamiętywania informacji przydaje się na tyle, że pamiętam prawie wszystkie poboczne wątki i nawet trzecioplanowych bohaterów, więc trudniej mi rozstać się z serialem, szczególnie, gdy przywiążę się do którejś z postaci.

W taki oto sposób dotarłem do produkcji NBC znanej jako Battlestar Galactica. Gorące podziękowania należą się Wedge’owi, który nie tylko namawiał mnie do BSG, ale także umożliwił obejrzenie wszystkich czterech sezonów plus filmów pełnometrażowych plus webisodów; naprawdę, naprawdę dziękuję i jestem dozgonnie wdzięczny. Ale dlaczego? Albowiem, Battlestar zauroczył mnie całkowicie; wprost zakochałem się w historii Dwunastu Kolonii, ucieczce po cylońskim nuklearnym holokauście oraz w poszukiwaniach nowego domu. Zafascynowali mnie Cyloni, nawet nie tyle zwykli Centurioni, co skóry, ale także ichniejsza technologia, która tak bardzo przypomina mi yuuzhańską: raidery, baseshipy, hybrydy. Można by rzec: miód, cud i orzeszki.

Ale o co w ogóle chodzi? Bez większych spoilerów można powiedzieć tylko tyle: Cyloni, automaty zaprojektowane przez ludzi, zbuntowali się i wywołali wojnę, którą w rezultacie przegrali i zostali wygnani poza obręb znanej galaktyki. Czterdzieści lat później wracają, by zniszczyć ludzkość: atakują Dwanaście Kolonii Kobolu i doprowadzają rasę ludzką do wyginięcia. Nuklearnej zagładzie udaje się uciec jedynie 50 tysiącom uchodźców oraz jednemu okrętowi wojennemu, battlestarowi Galactice, któremu dowodzi komandor William Adama. Celem wyprawy, istnego exodusu, jest odnalezienie Ziemi, gdzie można byłoby się schronić przed Cylonami.

Co mi się najbardziej spodobało? Szczerze mówiąc, sam nie wiem, bo jest wiele czynników. Na początek to, co najbardziej widoczne: efekty specjalne. Jest ich mnóstwo i widać jak ewoluują wraz z serialem. Ostatnia bitwa w finałowym odcinku to istny majstersztyk i perfekcja wykonania. Muzyka? Bear McCreary spisał się niesamowicie tworząc klimatyczną linie muzyczną, a Roslin and Adama, All Along the Watchtower, Admiral and Commander czy Wander My Friends powoli stają się moimi ulubionymi utworami instrumentalnymi. Ale najbardziej urzekła mnie chyba gra aktorska i kreacja bohaterów. W Zagubionych mamy ładnie narysowane historie postaci, jednak BSG przebija wszystko. Niesamowita Kara Starbuck Thrace czy świetny William Adama to bohaterowie świetnie stworzone, jednak nikt i nic nie przebije genialnego Gaiusa Baltara i Karla Helo Agathona. Mistrzostwo – brak mi innych słów.

Są i wady, jak zawsze, nie ma nic idealnego. Kilka odcinków niesamowicie nudziło, wciśnięte były na siłę, na chama. Niektórzy bohaterowie, którzy zapowiadali się bardzo dobrze, nagle stali się tacy bezbarwni (Lee?), a z kolei inni nie zostali całkowicie wyeksploatowani (tak, chodzi mi między innymi o Romo Lampkina). No cóż, plusów jest jednak o wiele, wiele więcej niż minusów, więc jest dobrze. Polecam każdemu, nie tylko fanom sci-fi, naprawdę warto.

So Say We All!




Komentarzy do wpisu: 3



  1. Wszyscy wiedzą, że to genialny serial wymyślony w ZSRR ;) niestety wersja amerykańska, którą oglądałeś ma wady. Wersja Rosyjska jest ich pozbawiona. Polecam!

  2. Aquenral pisze:

    Tak, wiem, wiele słyszałem o tej słynnej wersji z komandorem Ivanem Adamoviczem i Kariną Tracewiczówną, gdzie USyloni napadli na Dwanaście Republik Radzieckich, a ????????? szuka nowego domu. Niestety nie mogłem jej nigdzie znaleźć :(

  3. Chwała Rusi! Niech żyje Karina i jej ??????? ?????!

Trackbacki/Pingbacki

  1. Dziennik pokładowy Aquenrala

Zostaw odpowiedź


Licencja Creative Commons
Teksty autorstwa Krzysztofa Rewaka są dostępne na
licencji Creative Commons 3.0: Uznanie autorstwa.
Licencja Creative Commons
Ilustracje autorstwa Jana Wawrzyniaka są dostępne na
licencji Creative Commons 2.5: Uznanie autorstwa + Bez utworów zależnych.
Dziennik pokładowy Aquenrala stoi na silniku WordPressa od 2008 roku.
Aktualnie używany szablon: ManuEdian DynamicWP, tłumaczenie: perfecta.pro