Poczytaj mi, Mamo
Wakacje mijają i zdajemy się tego nawet nie zauważać. Wikipedia mówi, że wakacje to okres wolny od nauki szkolnej [źródło cytatu], a mnóstwo ludzi traktuje to dosłownie, odcinając się od wszystkiego, co kojarzą lub łączą w skomplikowany sposób ze znienawidzoną szkołą. Nie będę marudził, że młodzież nie lubi i nie szanuje edukacji, którą otrzymuje za darmo, bo to ciekawy temat na inny dzień, ale muszę zauważyć i podkreślić, że coraz więcej ów młodych ludzi utożsamia szkołę między innymi z literaturą, do której czują się zmuszani, co skutkuje tym, że przestają czytać cokolwiek. Smutne, aczkolwiek prawdziwe.
Osobiście nie jestem jakimś wielkim bibliofilem, który czyta kolejną opasłą księgę codziennie i nie widzi świata poza biblioteką, ale muszę się przyznać, że czytam stosunkowo sporo. Staram się, aby w ciągu tygodnia przeczytać chociaż jedną książkę, jednak na wakacjach coś gorzej mi to idzie. O ironio, mam mnóstwo czasu, nie czuje się przez nic przyciskany, nie muszę myśleć o jutrzejszym sprawdzianie z fizyki czy kolejnej lekcji geografii, jednak w ciągu ostatniego miesiąca skończyłem zaledwie jedną książkę, przy czym w drugiej, zakładka tkwi w połowie od dwóch tygodni. W roku szkolnym o wiele ładniej to wygląda, potrafię przeczytać nawet do dziesięciu tomów na miesiąc. Nie ukrywam, że głównie czytam fantastykę(-naukową), ale także ostatnio próbuję sił z horrorami, kryminałami, thrillerami i powieściami historycznymi. Najśmieszniejsze jest to, że uważam to za rzecz naturalną, wręcz standard ludzki, jednak nie, oczywiście społeczeństwo znów zadziwia człowieka, który tyle razy się na nim zawiódł i ma fałszywe nadzieje na jego polepszenia z dnia na dzień. Ludzie nie czytają literatury, nawet frakkin’ uczniowie nie sięgają po obowiązkowe z założenia lektury szkolne, które mają na celu poszerzyć ich horyzonty, czegoś nauczyć o brutalnym świecie oraz odchamić, co poniektórym się bardzo by się przydało.
Najsmutniejsze jest to, że coraz więcej młodych ludzi jest zaskoczona faktem, że jakiś tam odsetek wciąż czyta. Jest to dla nich abstrakcja, coś nie do pojęcia, rzecz niemożliwa, że ktoś wieczorem siada w fotelu i bierze do ręki książkę. Argumenty co niektórych są wręcz żenujące, gdy mówią, że nie przeczytają książki, bo już ją ekranizują. Film w żaden sposób nie odda tego, co przekazuje nam autor na piśmie, bo bardzo trudno jest na ekranie pokazać emocje lub wewnętrzne przemyślenia bohatera. Ale co tam, po co to komu? Coraz głębiej uciera się stereotyp, że po książki sięgają już tylko kujony, nerdy lub no-life’y, bo przecież lepiej jest spotkać się z kumplami w World of Warcraft lub napisać jakiś komentarz na naszej-klasie. Książka staje się reliktem przeszłości, a ratują ją nieliczne premiery, które trafiają do wszystkich, między innymi Harry Potter J. K. Rowling. Ludzie mogą mówić, co chcą, ale to istny fenomen, że tak wiele młodych ludzi, wręcz dzieci, jednak wróciło na chwile do książek, by przenieść się na magicznego świata i przeżyć niezliczone przygody z Harrym, którego tak cenią. Miło jest popatrzeć, jednakże ubolewam nad tym, że jedno dziecko na sto przeczyta z własnej woli coś innego. Sytuacji z pewnością nie polepszają rodzice, którzy nie zachęcają swoich pociech do wybierania lektur i nie czytają im we wczesnym dzieciństwie, by obeznać z literaturą, najgorsi są jednak rówieśnicy, którzy wręcz czasami przechwalają się, że nigdy w życiu nie przeczytali żadnej książki. Gdy jest to siedmiolatek – to nic dziwnego, bo jeszcze ma czas. Dwunastolatek – to zaczyna być niepokojące. Siedemnastolatek – to żenujące. Człowiek, który nie obcuje w żaden sposób z literaturą, staje się jednocześnie człowiekiem uboższym mentalnie. Bo jak chociażby powiększy swój zasób leksykalny? Poprzez filmy i gry komputerowe?
Chciałem jednak zauważyć ciekawą i fajną rzecz. Mianowicie jest jedna grupa społeczna, może nie jakaś popularna w mass-mediach, ale bliska mojemu sercu, która czyta stosunkowo dużo książek. Więc któż to taki? Oczywiście, że fani Gwiezdnych wojen. Może i odległa galaktyka zaczynała się w filmach, ale każdy prawdziwy fan wie, że wszechświat się wciąż rozszerza, a to przez wciąż wydawane nowe powieści science-fiction. Nie znam innych grup, które tak często nie tylko czytają cokolwiek, ale także kupują na bieżąco najnowsze pozycje. Przynajmniej ta jedna rzecz jest kryształkiem cukru w czarze goryczy. Tak mówimy wszyscy.


Skończyły mi się Gwiezdno-wojenne książki, czy mogę prosić jutro o następną porcje? :D
Co do notki masz racje. Ostatnio często się spotykam ze zdziwioną miną kolegi czy koleżanki, która pyta czy naprawdę oprócz 6 filmów GW istnieją książki rozszerzające galaktyke :p
Komentarz :
Ludzie są ogłupieni , coraz bardziej durni i nawet nie znam słów które by okresiły półanalfabetów tworzących połowę naszego społeczeństwa .Stronią od książek i ich repertuar słowny ogranicza się do kur*** i chu**** oraz na ch**** się paczysz kur***.Myślę że ta niechęc do książek rodzi się już gdy pierwszy raz słyszy się od równieśnika , wujka itp. że szkoła jest zła , że marnuje nasz czas.Fakt szkoła jest miejscami męcząca , miejscami nauczyciele „nauczają „od niechcenia , często w szkołach obcóje się z idiotami którzy grają w CSa , oglądają filmy z wyjebanymi efektami i twierdzą iż lektury są chu****owe .Od dłuższego czasu staram się przeciwdziałac temu upadkowi młodzieży , a zwłaszcza mojego rocznika .Czytam lektury , staram się aby szkoła nie była tylko złem koniecznym ,w pewnym stopniu staram się nawracac innych. Co do samych książek oprócz lektur czytam tylko i wyłącznie Gwiezdne Wojny , rzadko zdarza mi się wziąśc w obroty cos innego .Czym dla mnie jest książka ? Źródłem wiedzy , słownictwa i rozrywki , czasami lepszej od filmów czy gier .Jestem jak największym zwolennikiem książek
„obcóje”… to wszystko wyjaśnia :P
„Co do samych książek oprócz lektur czytam tylko i wyłącznie Gwiezdne Wojny , rzadko zdarza mi się wziąśc w obroty cos innego .Czym dla mnie jest książka ? Źródłem wiedzy , słownictwa i rozrywki , czasami lepszej od filmów czy gier .Jestem jak największym zwolennikiem książek”
To bardzo źle, że się ograniczasz tylko do „Gwiezdnych wojen” :)
Eh. No widzicie ;) co ten kapitalizm z wami robi?
W Związku Radzieckim wszyscy umieli pisać, szkoła była miejscem pełnym radości i uśmiechu i wychodziło się z wiedzą, która nie byłą wykuta na pamięć, a zostawała już w głowie na zawsze i potrafiło się ją wykorzystać w praktyce!
W świecie gdzie wszystkimi rządzi pieniądz, seks i kłamstwo będzie już tak zawsze, wszystko co wymaga od nas zaangażowania będzie złem ;)
Na szczęście.. już niedługo..
Bo Związek Radziecki podbije cały świat!
Wtedy dziać się będzie dobrze, wszystkie dzieci uśmiechać się będą a my będziemy mieć autostrady i profesjonalną kadrę inżynierską!
Chwała Rusi!
No dobra, pocytujmy, pokomentujmy ;)
„(…)zakładka tkwi w połowie od dwóch tygodni. (…)”
Jak powszechnie wiadomo ja mam zakładkę na przed-przed-przedostatniej stronie od… 6 lat?
„(…) Coraz głębiej uciera się stereotyp, że po książki sięgają już tylko kujony, nerdy lub no-life?y, bo przecież lepiej jest spotkać się z kumplami w World of Warcraft (…)”
O nie! Ci co grają w World of Warcraft to też nerdy i no-lify. Zresztą nie tylko w to, jest też masa innych gier w które lubię nołlajfić.
„(…) lub napisać jakiś komentarz na naszej-klasie. (…)”
Jakby nie patrzeć to pisanie komentarzy w jakiś tam sposób rozwija. O ile te komentarze trzymają poziom (nie musi być wielki). Uczy to też komunikować się itd. itd. No wiesz o co chodzi… chyba.
„(…) Bo jak chociażby powiększy swój zasób leksykalny? Poprzez filmy i gry komputerowe? (…)”
No gry komputerowe też rozwijają. Międzynarodowe MMO – pomagają rozwijać umiejętności posługiwania się językami obcymi, gry RPG – tutaj często jest dużo czytania więc i „zasób leksykalny” idzie do przodu. I podobnie jak poprzednio – tutaj też można by długo wymieniać.
@Mr. Hania
Kochanieńki, wiesz, że nie o to chodzi, że gry też mają funkcje dydaktyczne. Tak, wiem, że mają. Ja poruszam problem wtórnego analfabetyzmu w Polsce oraz degeneracji społeczeństwa, a Twój Szturm jest kultowy i nie musisz o nim przypominać :>
hahaha, chcialam skomentowac fbloga, ktorego nazwa to ‘aquenral’, niestety jak zawsze zostalo mi to uniemozliwione xd nastepnie chcialam przeczytac notke, ale weszlam w komentarze i skonczylo sie na tym ,ze przeczytalam komentarz Artexa i mojego sasiada, ktory niezwykle sie madruje, czego dawno nie widzialam haha;d
jutro musze nadrobic czytanie Twojego hmm, zeby nei urazic, blogaska ;ddddd