Poza czerwoną linią: Prolog

Witajcie, moi drodzy. Macie przed sobą niepowtarzalną okazję przeczytania pierwszej części prologu mojego najnowszego dzieła pisanego prozą. Jest to Poza czerwoną linią, czyli psychologiczna powieść fantastyczno-naukowa, którą mam zamiar ukończyć w najbliższej przyszłości. Głównych bohaterów mam już wykreowanych, zresztą tak jako tło historyczne oraz notatki na temat pojazdów, wojskowości i techniki. Życzę miłej lektury i przypominam, że to dopiero pierwszy fragment, a i tak może się zmienić.

PROLOG
ZŁE SNY

Niewyraźne obrazy, przygłuszone dźwięki, odczuwanie swoich wszystkich słabości i nagle ketonowa eksplozja wewnątrz twojego mózgu, która wyzwala nieskończone pokłady hormonów. W jednym momencie widzisz wszystko z największą dokładnością, słyszysz każde, nawet najmniejsze, wyładowanie elektryczne przechodzące pomiędzy przerwanymi kablami zwisającymi z komputerów na mostku. Zdaje ci się, że jesteś niezwyciężony. Myślisz, że poprowadzisz swoich ludzi do zwycięstwa, że będziesz umiał doskonale dowodzić flotą, że zgnieciesz przeciwników w proch. To wszystko jest tylko ułudą. Iluzją spowodowaną faktem, iż umierasz, a to ostatnie sekundy twojego życia.

Nie inaczej czuł się admirał Jacob Bear stojący na mostku ciężkiego pancernika klasy Celtic, ERS Angel. Jego okręt był statkiem flagowym Floty Ziemskiej, symbolem, wokół którego zdążyła już narodzić się legenda. Angel brał udział w galaktycznej wojnie domowej od samego początku, od partyzanckiego ataku eskadr myśliwców Konnoru na kopalnię uranium należącą do Republiki Denonu. Wojna rozdarła zjednoczoną dotąd galaktykę, co odbiło się na każdym jej obywatelu. Były przypadki, gdzie przyjaciele stali po dwóch rożnych stronach barykady, zdarzało się, że syn zestrzeliwał ojca w bezpośredniej walce myśliwców albo brat nakazywał wystrzelić pociski z bronią atomową w jednostkę brata. Tragiczne przeżycie dla każdego, jednak admirał Bear zdawał się stracić najwięcej. Jego rodzice zginęli, gdy niszczyciel Republiki Konnoru zaatakował ośrodek wypoczynkowy na orbicie Neptuna, brat został wcielony do Floty Denonu i zginął podczas bitwy o stację Centurion, a jedyny syn zdezerterował i zestrzelił go jego najlepszy przyjaciel, ówczesny dowódca grupy powietrznej Angela. Od tamtej pory admirał zachowywał się jakby świat przestał istnieć; widać było jak się załamał, czasami odchodził od zmysłów, jednak wszyscy na jego statku go szczerze kochali i oddaliby za niego swoje cenne życie.

Tego dnia los spłatał jednak wszystkim figla. ERS Angel wracał z Otchłani, tajnej bazy Floty Ziemskiej, gdzie został zatankowany i uzbrojony, po czym właśnie wracał do Układu Słonecznego, by dołączyć do głównego trzonu Floty, który miał przypuścić ostateczny szturm na Konnor. Pech chciał, że w niezbadanym systemie gwiezdnym flota rebeliantów przygotowała zasadzkę. Specjalnie opracowany okręt wytwarzający sztuczną studnię grawitacyjną opóźnił prędkość Angela do podświetlnej, a wtedy krążowniki rozpoczęły atak.

Jak to jest, gdy nadchodzi twój koniec? Widzisz jak przed tobą wyrastają nagle dziesiątki wrogich wojennych okrętów wyposażonych w setki baterii dział konwencjonalnych i wysuwające się spod grzbietu wyrzutnie broni atomowej. Kątem oka zauważasz jak myśliwce, jakże podobne do twoich, tylko pomalowane na bordowo, lecą w twoją stronę, zasypując twój statek gradem pocisków. Słyszysz alarm włączony przez nadgorliwego żółtodzioba, który dopiero co został przez ciebie mianowany XO, gdyż stary Karl zginął podczas pierwszej eksplozji, jednak starasz się go nie słuchać. Syrena alarmu cichnie i z głośników wydobywa się rozkaz ewakuacji i nie zdajesz sobie nawet sprawy, że właśnie ty go wydałeś. Obserwujesz jak oficer łącznościowy zrywa słuchawki ze swoich uszu i biegnie razem z operatorami FTL ku hangarom, by odlecieć na pokładzie któregoś z transportowców. Widzisz jak para żołnierzy próbuje utorować zatłoczone korytarze ? nieskutecznie. W końcu zauważasz ów żółtodzioba, który został pierwszym na Angelu i przekonujesz się, że płacze. Po chwili uświadamiasz sobie, że z twoich oczu również płyną słone łzy, jednak gestem rozkazujesz młodemu porucznikowi, by opuścił mostek. Kolejna eksplozja wywołuje wstrząs wzdłuż linii konstrukcyjnej całego pancernika, a ty otrzymujesz automatyczny raport o stanie technicznym okrętu.

ERS Angel umiera, a ty razem z nim.

To nie był zwyczajny okręt. Nie mówimy już nawet o tym, że nigdy nie przegrał żadnej bitwy, że zawsze umiał wyjść z najgorszej sytuacji i potrafił zażegnać każde zagrożenie. To można powiedzieć o wielu statkach we Flocie, więc coś innego go wyróżniało. Wszyscy oficerowie, piloci czy mechanicy czuli, że Angel potrzebuje miłości, by istnieć. Może i jego tytanowy szkielet utrzymywał wszystkie pokłady w całości, ale cały personel wręcz kochał ten okręt. Był to ich dom, miejsce gdzie żyli, świętowali sukcesy, zbierali się po porażkach. Miejsce, gdzie umierali twoi najlepsi przyjaciele, lecz także ich znajdowałeś. Ot, zwykły statek, jednak dla całej załogi było to miejsce niewątpliwie magiczne.

Widzisz jak ostatnie myśliwce wylatują jak kanarki z otwartej klatki, niczym szczury z tonącego okrętu, jednak masz przeczucie, że nie możesz zwyczajnie wstać i wyjść. Wiesz, że po stracie Angela, jedynego dziecka, jakie ci pozostało, nie będziesz miał dlaczego żyć. Dalsze życie nie będzie miał żadnego sensu. Dlatego też stoisz na mostku i widzisz jak kolejne głowice nuklearne uderzają w poszycie twojego statku. Widzisz jak komputery, jeden po drugim, zapalają się od siebie, by ogień strawił wszystko, co napotka na swojej drodze. Lśniący napis CIC leży na ziemi, tuż u twoich stóp, a jedyne, co możesz zrobić, to uronić kolejną łzę.

Jak wygląda koniec admirała Jacoba Beara? Mówi się, że przed śmiercią człowiek widzi całą swoją przeszłość, podobno obrazy przelatują przed oczami, aż w końcu człowiek zasypia na zawsze. Admirał jednak nie widział ani scen z dzieciństwa, ni pierwszego pocałunku, ani dnia ukończenia szkoły oficerskiej, ani awansu na stopień admirała. Jedyne, co miał przed załzawionymi oczami, to widok wciąż rosnącego flagowego okrętu Floty Konnoru.

Czujesz swąd ognia, jednak nie przejmujesz się tym. Ludzie, których czeka nieunikniona śmierć, przestają się przejmować nic nieznaczącymi drobiazgami na rzecz innych drobiazgów, które umilały im całe życie. Dlatego admirał wyciąga z pogniecionej i zakrwawionej marynarki ostatnie cygaro i zapala je, zaciągając się aromatycznym dymem. Zapomina, że oficer łącznościowy nie wyłączył nadawania z C2, więc słyszą go wszyscy, zarówno w maszynach wroga, jak i w wahadłowcach z Angela. Admirał śpiewa swoją ulubioną piosenkę, którą niegdyś odnalazł w głębinach globalnej sieci, piosenkę, która kojarzyła mu się zawsze z nadzieją na miłość. Dla admirała to najpiękniejsza i najsmutniejsza chwila w życiu. Dla uczestników bitwy ? zdecydowanie najsmutniejsza. W jednym momencie wszyscy wyłączają silniki i wstrzymują ogień, chcąc oddać hołd admirałowi Bearowi.

Nie mów mi, gdy będę umierać, bo nie chcę tego wiedzieć…

I w tym tragicznie epickim momencie, w ostatniej chwili życia admirała Jacoba Beara, piosenka się urywa. Najzwyczajniej w świecie się kończy, a wraz z nią kończy się żywot admirała oraz istnienie ERS Angela, który właśnie wbija swój dziób w mostek okrętu flagowego wroga. Dochodzi do nuklearnej eksplozji o sile milionów megaton, która pożera oba statki w mgnieniu oka. Fala jądrowego piekła rozchodzi się po systemie gwiezdnym, niszcząc maruderów, którzy znaleźli się zbyt blisko okrętów, a w tym również statek wytwarzający studnię grawitacyjną.

W jednej chwili wszyscy budzą się z nostalgii, włączając napędy FTL i przyspieszając do prędkości nadświetlnej. Pozostawiają wrak ERS Angela, unoszący się bezkresnej próżni nienazwanego systemu gwiezdnego, by wkrótce układ nazwano nazwiskiem admirała, a sam Angel stał się pomnikiem galaktycznej wojny domowej. W ostatniej chwili przed skokiem, zauważasz, że okręty wroga zaprzestają pościgu, widzisz jak chowają się baterie i atomówki. I wtedy przychodzi najlepsza i najgorsza wiadomość w Twoim życiu.

Wojna się zakończyła.

 

Po samej retrospektywie zapowiada się ciekawie :)
Zobaczymy, co dalej.

Pzdr

autor: Michał | #1
31 lip 2009 roku o godz. 19:30

Więc tak: nie jest tak źle. Jednak jest kilka błędów. Po pierwsze: zbyt długie zdania, czasem można się w nich pogubić; w niektórych zdaniach zamiast przecinków można by zastosować kropki. ;) Po drugie: zdarza Ci się za dużo przymiotników, chociaż gdzieniegdzie są one wręcz niezbędne. Po trzecie: miesza mi się w głowie z tymi wszystkimi broniami (ale to może jest moja wina, bo nie przepadam za s-f ;P). Kilka błędów językowych:
- „jednak admirał Bear zdawał się stracić” („zdawało się, że admirał Bear stracił”),
- „a jego syn zdezerterował i zastrzelił go jego najlepszy przyjaciel” (można doznać pomieszania :P),
- „swoje cenne życie” (przykład zbyt dużej ilości przymiotników; same użycie sformułowania „oddaliby za niego swoje życie” jest wyrazem tej niesamowitej lojalności).
A teraz ta lepsza strona: :P
Bardzo podoba mi się oraz bardzo pasuje do sytuacji przechodzenie w pewnych momentach do drugiej osoby liczby pojedynczej. Dobre jest również użycie wielu (ale nie ZBYT wielu – pamiętaj o tym) przymiotników. Bardzo bogate słownictwo. Stworzyłeś, jak Ci nakazałem :P, cały świat. Prawie idealnie (chociaż to trzeba cały czas ćwiczyć) „malujesz” słowem. I ostatnia rzecz: składam hołd dla Twojej kreatywności.
i PS osz qrde, zainspirowałeś mnie :P

autor: ktostam1535 | #2
31 lip 2009 roku o godz. 20:03

autor: Ty | #x
napisano dzisiaj, w tej chwili