Twórczość fanów jako element kultury fandomowej

TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ,
czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze?

Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane przez liczną rzeszę fanów w różnym stopniu (fani Gwiezdnych wojen uważają kanon za świętość, Trekkerzy interpretują wszystko po własnej myśli, a w jeszcze innych źródłach nie istnieje żadne prawo kanoniczności i wszystkie wydarzenia sobie przeczą), ale jedna rzecz trapi wszystkich: żadna fanowska praca nie dostanie się do oficjalnego świata przedstawionego. Mimo to, fani ogólnie pojętej fantastyki wciąż piszą, rysują i tworzą, a fani Gwiezdnych wojen, mimo restrykcyjnej polityki George’a Lucasa, zaliczają się do czołówki najpłodniejszych fandomów.

Pamiętam, że jako dziesięciolatek w czwartej klasie szkoły podstawowej rysowałem na nudniejszych lekcjach ilustracje do książek z cyklu Nowa era Jedi. Może to dziwne zainteresowanie jak na małe dziecko, ale Yuuzhan Vongowie i ichniejsza technologia zawsze mnie fascynowały, więc przelewałem moje wyobrażenia na ich temat na papier za pomocą ołówka i gumki. Niedawno znalazłem plik kartek A4 i z uśmiechem na twarzy obejrzałem moje wszystkie prace: zniszczenie Sernpidala, oblężenie Gyndine, misję nad Myrkrem czy panoramę Yuuzhan’tara. Jako dziesięciolatek bez samokrytyki marzyłem, by ktoś kiedyś wydał wznowienia tychże książek, począwszy od Wektora pierwszego, a skończywszy na Szlaku przeznaczenia (dalej jeszcze nie zdążyłem przeczytać) z moimi ilustracjami ? wydawało mi się, że byłby to nie lada zaszczyt. Teraz, siedząc na podłodze i śmiejąc się z moich szkaradnych voxynów i ogniodmuchów, naszła mnie refleksja: dlaczego przestałem rysować? Wiadomo, nie każdy ma talent, a moje prace nie zaliczały się do najwybitniejszych, ale przecież mogłem rysować do przysłowiowej szuflady. Przestałem rysować, bo w końcu uznałem, że rzeczywiści mi to nie wychodzi, ale zabrałem się za coś, co uznałem za poważniejsze: pisanie. Fan-fiction to chyba najprężniej rozwijająca się dziedzina twórczości fanów na całym świecie; byłem święcie przekonany o swoim talencie pisarskim, a polonistka podnosiła moją samoocenę, wystawiając same piątki z wypracowań (cóż, nie zauważyłem, że większość moich kolegów ze szkolnej ławy też dostawało same piątki). Napisałem jedno opowiadanie, ale zaciąłem się w połowie. Zacząłem drugie… I też go nie skończyłem. W szóstej klasie rozpocząłem prace nad tworzeniem całkowicie nowego świata, gdyż akcja nowego dzieła miała rozgrywać się w galaktyce Yuuzhan Vongów podczas wojny cremleviańskiej, ale i tym razem nic nie wyszło, a czterdzieści pięć stron A4 przez długi czas leżały na dysku twardym, by w końcu zostać sformatowanymi. Zdałem sobie sprawę, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy i nigdy nie napiszę czegoś dłuższego niż kilkanaście stron. Ostatnio znów mnie złapała wena i zacząłem kreować całkiem nowy świat i nowe realia, by zrobić podwaliny pod przyszłe opowiadania, ale wyszedłem ze świata Gwiezdnych wojen, opuszczając tym samym rejon twórczości fanów na rzecz twórczości własnej.

Dlaczego? Po co rysowałem to wszystko i bezsensownie pisałem? W jakim celu, skoro nic z tego nie ujrzało światła dziennego, nie mówiąc już o publikacji w internecie? Doszedłem do wniosku, że każdy fan jest tak bardzo związany ze swoim ukochanym uniwersum, że chce w jakiś sposób wnieść coś od siebie. Jeżeli człowiek umie rysować ? rysuje. Jeżeli potrafi pisać ? pisze. Inni rzeźbią, tworzą modele i kostiumy, śpiewają albo kręcą własne fanowskie filmy. Kacper Karcz z Legnicy (nick KAcpeross) opowiada na pytanie dotyczące rysowania: Rysuję, bo umiem, po czym dodaje: Wprowadzam postacie z ?Gwiezdnych wojen? w sytuacje jakie sam sobie wymyślę. Fani czasami czują się przygnieceni ciężarem rozbudowanego kanonu, w którym nie mogą znaleźć wszystkiego, co by chcieli, więc sięgają po ołówki, kredki i farby. Mogą w taki sposób wizualizować swoje myśli i wyobrażenia. Rysunki, nieważne jakie by nie były, nigdy nie oddadzą tyle, co opowiadania i dłuższe formy literackie, za czym idzie fakt, iż nie mogą tyle namieszać w ogólnie przyjętym kanonie. Radek Salamończyk z Włocławka (w fandomie znany jako Foleb), autor opowiadania Pogrom nad Cypharem, twierdzi, iż napisał swoją pracę pod wpływem weny twórczej i impulsu. Miałem taki motyw w głowie, który mnie nie opuszczał – przypomina sobie Foleb. Wszystko widziałem w głowie, niczym film, po czym tylko przelewałem to na papier, zamieniając obrazy w litery. W założeniu, Pogrom jest pierwszym opowiadaniem z cyklu, ale w kwietniu 2009 ucichły wszystkie informacje na temat kolejnych części. Niektórzy porzucają pracę umysłową i tak jak Tomasz Rewak z Legnicy (znany również jako Fixer) tworzą repliki rekwizytów i zbroi z Gwiezdnych wojen. Fixer na swoim koncie, a raczej w warsztacie, ma już mandaloriańską zbroję, pełny ubiór Człowieka Pustyni, szatę Jedi i rękojeść miecza świetlnego, a teraz pracuje nad projektami niekoniecznie związanymi z uniwersum Lucasa (twarzołap z filmów Obcy oraz insygnia admiralskie z serialu Battlestar Galactica. Na zadane pytanie, dlaczego robi to wszystko, odpowiada bez zastanowienia: Po prostu lubię to robić, sprawia mi to przyjemność. Poza tym miło jest popatrzeć na wszystko ze świadomością, że zrobiłeś to sam.

Jak widać, fani nie próżnują. Na forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen co rusz pojawiają się nowe opowiadania, a Redakcja organizuje konkursy plastyczne, by promować młodych twórców. Większa część fanów tworzy lub tworzyła cokolwiek w przeszłości, chociaż nie każdy się teraz do tego przyznaje. Publikowane dzieła są różnie napisane, a autorzy mają zróżnicowane ambicje, ale prawda jest smutna: George Lucas nigdy nie włączy żadnej fanowskiej pracy, a tym bardziej pochodzącej od polskiego autora, do gwiezdowojennego kanonu. Prawdą jest to, że zorganizowano kilka konkursów (między innymi słynny Darth Who?), ale fani mają znikomy wpływ na losy tegoż uniwersum. Świadomość, iż tworzone przez nas prace nigdy nie zostaną kanonizowane nikomu jednak nie przeszkadza. Wystarczy wejść na forum Bastionu i zobaczyć, że Heavy Metal Mando dodał kolejne rysunki na swojego bloga, a Nadiru Radena opublikował kolejne opowiadanie. Wtedy trzeba tylko zaparzyć sobie herbatkę, rozsiąść się wygodnie w fotelu i doświadczyć, co twórcy chcą nam przekazać. A nuż zmotywuje nas to do stworzenia czegoś własnego?

Adnotacja

Wszystkie osoby cytowane w tekście wyraziły zgodę na publikację własnych wypowiedzi oraz danych personalnych. Esej brał udział w konkursie na artykuł prasowy organizowanym przez Bastion polskich fanów Gwiezdnych wojen.

 

Cóż, rysuje się i pisze zazwyczaj dla swojej satysfakcji, ja tak zazwyczaj staram się coś robić :)
Dla czystej satysfakcji, poprawiając błędy i robiąc następną rzecz lepiej.
Szkoda, że nic z fan-ficów nie będzie kanonizowane, bo opowiadania Nadiru Radeny są naprawdę świetne, wg. mnie mogłyby znaleźć się w jakichś książkach.

autor: Herkay | #1
18 gru 2009 roku o godz. 15:39

O, nawet został umieszczony wywiad zemną ;>
Osobiście bardzo polecam tego typu hobby.

autor: Fixer | #2
18 gru 2009 roku o godz. 19:24

Przeczytałem to i trzy prace, które zwyciężyły i uważam, że powinieneś stanąć na podium. To się czyta tak jakos lekko i miło, masz świetny styl pisania. :)

autor: James Tiberius | #3
19 gru 2009 roku o godz. 10:42

Zgadzam się. Podium się należy, bo czyta się to lekko i miło.

autor: foleb | #4
19 gru 2009 roku o godz. 12:17

Dzięki, panowie, no, ale szacowne jury wybrało inne prace, a decyzja jest ostateczna, bezdyskusyjna i niepodważalna. Ale miło słyszeć takie słowa. :)

autor: Aquenral | #5
19 gru 2009 roku o godz. 19:35

autor: Ty | #x
napisano dzisiaj, w tej chwili