Już się zmierzcha

» Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury.

Zmierzch (2005)

Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem – bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako Saga Zmierzch. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny szum społeczny i zbudowany przez autorkę świat przedstawiony, o którym wiele słyszałem, a który niszczy wszystko to, w co do tej pory wierzyłem: książki opowiadają o miłości między śmiertelną dziewczyną i wampirem, który w imię większej sprawy porzucił typowy dla swojego gatunku tryb życia i przestał posilać się ludzką krwią. Oprócz wampira-wegetarianina pojawiają się wilkołaki, które mogą przybierać postać wilka w dowolnie wybranym momencie, a wszystko jest opisywane z perspektywy nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez przypadek znalazła się w samym środku mitycznego świata. No dobra, okej, zobaczmy, czym ludzie się tak podniecają – pomyślałem, po czym pożyczyłem wszystkie cztery opasłe tomy (pozdrowienia dla siostry Michała) i… się zakochałem.

Książki, mimo swojej objętości (odpowiednio 416, 480, 560 i 720 stron), czytało mi się nadspodziewanie szybko, miło i przyjemnie: na każdą, oprócz Przed świtem, przypadł jeden wieczór. Jedyne, do czego mogę to porównać, to cykl Harry Potter J. K. Rowling, tomy od piątego wzwyż. Pani Meyer stworzyła tak interesujący świat przedstawiony, że nie można mu się oprzeć. Nawet ja, osoba, która zacięcie broniła praw wampirów jako typowych morderców, musiałem ulec temu urokowi. Nawet nie wiecie jak głupio jest mi o tym pisać, ale trudno mi się nie utożsamić z główną bohaterką, Bellą Swan; do reszty również się mentalnie przywiązałem i szkoda było mi się z nimi rozstawać po lekturze ostatniego tomu. Okazuje się, że książki nie są typowymi romansidłami, a przepełnia je akcja, mistyczno-mityczne zagadnienia i wiele problemów głębszych niż mogłoby się wydawać. Autorka stworzyła świetną świat i coś człowieka skręca w środku, gdy dowiaduje się, że Przed świtem kończy naszą przygodę z rodziną Cullenów. No, dobra, ale o co w ogóle chodzi?

OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI
W poniższej sekcji znajduje się streszczenie sagi Zmierzch.

Bella Swan przeprowadza się do swojego ojca mieszkającego w Forks w stanie Waszyngton, gdzie poznaje tajemniczego chłopaka, Edwarda Cullena, w którym natychmiast się zakochuje. Wychodzi na jaw, że Edward jest wampirem, jednak jego rodzina dawno przestała zabijać ludzi – stali się łagodnie usposobionymi wegetarianami. Wkrótce okazuje się, że indiańskie plemię mieszkające w pobliżu jest w rzeczywistości watahą wilkołaków, których głównym zadaniem jest ochrona ludzi przed wampirami. Sytuację pogarsza fakt, iż Jacob Black, najlepszy przyjaciel Belli, jest samcem alfą sfory. Bieg wydarzeń zmusza wampiry i wilkołaki do współpracy, by chronić Bellę wpierw przed nowo narodzonymi, dzikimi wampirami, a później przed potężnym rodem Volturi. Bella wychodzi za Edwarda i rodzi hybrydę, coś jak Hera Helo i Sharon. Wszystko dobrze się kończy, a nieśmiertelna Bella, już jako wampir, ma trwać przy Edwardzie do końca świata.

KONIEC SPOILERÓW
W tym miejscu kończy się streszczenie sagi Zmierzch.
Edward Cullen

Nie ma co ukrywać, fabuła jest przewidywalna do bólu. Każdy może się domyślić czy Bella stanie się wampirzycą, w kogo wpoi się Jacob albo jak będzie wyglądało ostateczne starcie z Volturi. Okazuje się, że Zmierzch wcale nie wypacza czystego wampiryzmu – to Cullenowie są wyrzutkami, outsiderami. Wszystkie inne wampiry funkcjonują normalnie i nie mają problemów etyczno-moralnych przy zaspokajaniu swojego głodu. Idealnie wręcz rozwiązali kwestię wilkołaków z La Push i Dzieci Księżyca – wilkołaki są dalej wilkołakami i nie mogę kontrolować swojego przekleństwa. Książka jest dobra, ale… dla mnie. Jest dobra dla osoby, która jest świadoma, że to czysta fikcja i wcale nie chodzi mi o sprawy wampiro-wilkołacze. Wyobrażam sobie, co musi czuć dziewczę, które nie doświadczyło nigdy miłości, a stawia się przed nią wyidealizowany związek Belli i Edwarda. Nawet ja odczuwałem efekty prania mózgu po lekturze, ale byłem świadomy jak to może wyglądać; książki wyrabiają w młodych ludziach chore spojrzenia na miłość. Nie oszukujmy się, Edward Cullen został maksymalnie możliwie wyidealizowany, mało brakowałoby i nawet ja mógłbym się zakochać. Na dodatek, wszystko jest opisywane z perspektywy słabej emocjonalnie i psychicznie siedemnastolatki, z którą nie sposób się nie utożsamić. A Edwarda szukać ze świecą w prawdziwym świecie. Inna rzeczą, na którą zwrócił mi wczoraj uwagę Patryk, jest fakt, że książki te może i mogą mieć szkodliwy wpływ na człowieka, ale też propagują coś dobrego. Mianowicie wracają do typu mężczyzny-romantyka, który jest szczery, czuły i dobry. Dzisiaj jest moda na dresów i metroseksualistów, a dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca: takich, którzy odnoszą się do kobiet z szacunkiem, przepuszczają przodem, całują w dłoń. Może pijawka-Cullen coś zmieni w kobiecych umysłach? Wyraźnie propagowana też jest wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem, czyli coś, czego nie uświadczymy w dzisiejszej (pop)kulturze. To temat na inny, długi wpis, ale myślę, że autorka postąpiła dobrze wplatając w fabułę ten motyw.

Zmierzch jest niesamowity i uważam, że trzeba go przeczytać, by zrozumieć, o co chodzi. Sam jeszcze dwa tygodnie temu narzekałem, ale podobno tylko pasące się na łące krowy nie zmieniają swoich poglądów. Jeśli nie odstrasza Cię perspektywa spędzenia wieczoru z zakochaną po uszy nastolatką, a chcesz spojrzeć na to z całkiem innej strony, a na dodatek lubisz klimaty fantasy, polecam z czystym sercem. Słyszałem, że filmowe adaptacje zostały zrobione kiepsko, ale mówię wprost: nie zrażajcie się nimi. Szczerze jednak polecam ścieżkę dźwiękową do Zmierzchu napisaną przez Cartera Burwella – oczywiście McCreary to to nie jest, ale jest całkiem przyjemna i sympatyczna. Moja ogólna ocena to 7/10, z czego sam Zmierzch otrzymuje 8/10, Księżyc w nowiu6-/10, Zaćmienie7-/10, a Przed świtem mocne 7+/10. Teraz pozostaje mi tylko przeczytać Intruza Meyer, a później biorę się za zakończenie The 4400: Welcome to Promise City i Promises Broken. A abstrahując już od książek, chciałem życzyć wszystkim Czytelnikom wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku. So say we all!

 

Cieszę się, że nie uległeś opiniom Mądrej-Większości-Która-Nie-Czytała i postanowiłeś sam sprawdzić, jaki jest Zmierzch. Ogólnie zgadzam się z Twoimi ocenami. ;)

autor: Raith | #1
23 gru 2009 roku o godz. 13:20

Wczoraj ponad 20 osób zyczyło mi, żebym znalazła swojego Edda, czyz to nie dobry znak? :D „Jesteś moją własną odmianą heroiny” hahaha, do tej pory nie wiem dlaczego Bella na to poleciala xD Tak, filmy sa kiepskie, szczegolnie „Księżyc w nowiu” ale Edward nadal daje radę ;p Aha i Pattinson wcale nie jest gejem, ewentualnie możemy uznać, że jest bi!

autor: laguna | #2
23 gru 2009 roku o godz. 13:33

Raith się cieszy:
Cieszę się, że nie uległeś opiniom Mądrej-Większości-Która-Nie-Czytała i postanowiłeś sam sprawdzić, jaki jest Zmierzch.

Cóż, zazwyczaj nie ufam opinii ludzi, szczególnie jeśli to ogólna opinia ludu, poza tym wolę sam sprawdzić. Błogosławieni, którzy uwierzyli… niestety nie odnośni się do mnie.

autor: Aquenral | #3
23 gru 2009 roku o godz. 14:22

Cóż, po twojej opinii chyba sięgnę po te książki podczas tej przerwy świątecznej. Myślałem nad nimi wcześniej, ale jakoś nie byłem przekonany.

autor: Herkay | #4
23 gru 2009 roku o godz. 14:47

Powinieneś być przykładem dla tych wszystkich, którzy nie czytali, a potępiają. Jak zawsze wszystko świetnie ująłeś. ;*

autor: Freecia | #5
23 gru 2009 roku o godz. 14:53

film tez jest dobry!
ale skoro piszesz, ze ksiażka jeszcze lepsza, to chyba sie zdecyduje na przeczytanie. pozdrawiam

autor: pałłł | #6
23 gru 2009 roku o godz. 18:36

Odstawiam Gwiezdne Wojny i biorę się za Zmierzch, kiedy tylko dorwę książkę. Wesołych!

autor: Atroniss | #7
23 gru 2009 roku o godz. 22:01

Przeczytałeś Zmierzch. Współczuje [*]

autor: Rav | #8
23 gru 2009 roku o godz. 23:34

Wesołych :) Zmierzch jak zmierzch, raczej mnie nie przekonasz do takich książek, czepiłbym się jednej rzeczy, a mianowicie tego szacunku do kobiet. Wiadome jest powszechnie, że poszanowanie do nich mam minimalne, ale jakoś je nadal przepuszczam w drzwiach :D Nie wiem czy wyraźnie napisałem, trochę późno ;d

autor: Forwall | #9
24 gru 2009 roku o godz. 02:21

Idea wampirów-„wegetarian„ jakoś u mnie nie przechodzi – wampir to wampir i tak ma być. To samo z wilkołakami, które przecież nie mogą kontrolować swojej przemiany. Film widziałem i książki nie tknę nawet kijem przez szmatę ;d

autor: James Tiberius | #10
24 gru 2009 roku o godz. 12:17

W końcu. Nie mogłem się doczekać aż w końcu to przeczytasz. Zgadzam się w pełni z Twoją wypowiedzią.

Co do wampirów wegetarian. Sam Sapkowski przedstawił Nam wampira który krwi nie pił w ogóle. Mowa tu o Regisie, wyższym wampirze który zaprzyjaźnił się z wiedźminem Geraldem.

Co do wilkołaków. W książce było to wytłumaczone. Ludzie z La Push nie byli wilkołakami. Byli zmiennokształtnymi. A to duża różnica.

Na zakończenie. Polecam wszystkim te książki. Ale przestrzegam. Nie zaczynajcie od filmu.

Wesołych Świąt! ^^

autor: Asimmo | #11
24 gru 2009 roku o godz. 12:37

Asimmo wypomina:
Co do wilkołaków. W książce było to wytłumaczone. Ludzie z La Push nie byli wilkołakami. Byli zmiennokształtnymi. A to duża różnica.

Wyżej napisałem:
Idealnie wręcz rozwiązali kwestię wilkołaków z La Push i Dzieci Księżyca ? wilkołaki są dalej wilkołakami i nie mogę kontrolować swojego przekleństwa.

Przecież wszystko napisałem, a nie chciałem nadto spoilerować. ;)

autor: Aquenral | #12
24 gru 2009 roku o godz. 12:53

autor: Ty | #x
napisano dzisiaj, w tej chwili