Błąd 644: Nie można wczytać Avatara

Avatar (2009)

James Cameron. W środowiskach fanów fantastyki naukowej jest to człowiek legenda, twórca słynnego cyklu Terminator, reżyser Aliens i deweloper trójwymiarowej technologii przeznaczonej do kin. Gdy tylko w marcu dowiedziałem się, że od trzech lat pracuje on nad nowym filmem, z miejsca zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety, jedyną informacją w owym czasie był nic niemówiący tytuł Avatar oraz fakt, iż głównego bohatera będzie grał bliżej nieznany nikomu wtedy Sam Worthington. Długi czas nie publikowano żadnych zdjęć z planu, nie przeciekały żadne informacje, nie zaprezentowano nawet oficjalnego plakatu – wszystko tworzono w ścisłej tajemnicy, a jedynymi osobami, które cokolwiek wiedziały, byli inni znani ludzie kina, przed którymi Cameron chwalił się swoją pracą. Koniec końców, rozpoczęła się gigantyczna kampania reklamowa, a sam film pojawił się na ekranach w grudniu tego roku; jest świeżo po seansie, więc postaram się przybliżyć Wam powody, dla których musicie obejrzeć Avatara.

Widzieliście może tegorocznego Star Treka? Był to świetny fantastyczno-naukowy film przepełniony akcją, efektami specjalnymi i klimatem; oglądało się go z prawdziwą przyjemnością. Był niczym w porównaniu z Avatarem. Dzieło Camerona miało być przyrównywane do wprowadzenia dźwięku w filmach – jest to oczywisty eufemizm i chwyt reklamowy, co nie zmienia faktu, że film pozostawia w człowieku niezapomniane wrażania. Co jest największym plusem? Z pewnością efekty specjalne, których nie da się opisać w kilku zdaniach. Pan Cameron nie próżnował przez cztery lata i Avatar jest istnym majstersztykiem i prawdziwą ucztą dla oka. Praktycznie cały film, każda pojedyncza scena i całość razem wzięta, naprawdę wszystko jest zrealizowane w najnowszej technologii trójwymiarowego kina, nad którą reżyser pracował przez ostatnie lata. Nie uświadczymy nielicznych efektów, które towarzyszą nam w większości filmów 3D z ostatnich lat – Avatar zmienia dla mnie postrzeganie filmów trójwymiarowych, a raczej zmienia ich klasyfikowanie. Wszystkie Epoki lodowcowe 3 mogą się schować ze swoją technologią, bo po prostu nie dorastają Avatarowi do pięt. Cała Pandora, planeta, na której dzieje się akcja filmu, jest wygenerowana w CGI, ale olśniewa swoją urodą i bujnością przyrody. Na’vi, humanofelinoidalni (jest taki wyraz?) natywni, również wyglądają całkiem naturalnie, mimo karykaturalnej budowy ciała przystosowanej do panujących na księżycu warunków grawitacyjno-atmosferycznych. Wszystko, naprawdę wszystko jest idealnie dopracowane i dopięte na ostatni guzik, nikt niczego nie zaniedbał, wyraźnie widać, że nie szczędzono pieniędzy na efekty. I bardzo dobrze, o to przecież nam chodzi, prawda?

OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI
W poniższej sekcji znajduje się streszczenie Avatara.
Jake i Neytiri

Jake Sully, weteren-kaleka, zostaje członkiem programu Avatar na Pandorze w układzie Alfa Centauri. Dostaje on wyhodowane dzięki inżynierii genetycznej ciało wojownika Na’vi, którym może zdalnie sterować z bezpiecznego laboratorium. Wkrótce okazuje się, że chciwi urzędnicy i bojowo nastawieni wojskowi chcą doprowadzić do eksterminacji tubylców, by zdobyć niewyobrażalnie drogi i potrzebny surowiec energetyczny występujący jedynie na Pandorze. Żeby było jeszcze śmieszniej, Sully zakochuje się w córce wodza plemienia, pięknej (według na’viański standardów) Neytiri. Po splocie kilkunastu wydarzeń, dochodzi do wielkiej bitwy pomiędzy ludźmi a Na’vi, która kończy się wygnaniem najeźdźców z Pandory. Amerykańskim happy endem jest permanentna przemiana Jake’a w niebieskiego humanofelinoida.

KONIEC SPOILERÓW
W tym miejscu kończy się streszczenie Avatara.
Jake Sully w swoim avatarze

Tak, zdaję sobie sprawę, że często miewam tendencje do przesadzania, szczególnie, gdy jestem świeżo po doświadczeniu czegoś, ale uważam, że Avatar to film roku 2009. Zdecydowanie, definitywnie i bezkompromisowo – najlepsze dzieło światowej kinematografii bieżącego roku. Dzięki niemu, do czołówki moich ulubionych aktorów trafia Sam Worthington, którego znamy teraz jako Marcusa z Terminatora: Zbawienie, a wkrótce zobaczymy jako Perseusza w Zmierzchu tytanów, Sigourney Weaver, mimo swojego wieku, pokazała, że wspaniale sobie radzi na wielkim ekranie, a i miło było zobaczyć piękną i niepowtarzalną Michelle Rodriguez. Avatar Jamesa Camerona dostaje ode mnie 10/10, za czym idzie mocna rekomendacja i oficjalny znaczek must-see. Zdecydowanie polecam wszystkim, nieważne czy lubią kino sci-fi czy też nie – ten film po prostu trzeba zobaczyć. So say we all!

 

10/10? Nie za dużo? Jeszcze filmu nie widziałem, ale nie chce mi się wierzyć, że jest aż taki dobry. Z drugiej strony, Twoje opinie są zwykle w miarę rzetelne i trafne w stosunku do mnie ;) więc wkrótce się wybiorę do jakiegoś kina

Tylko pytanie: IMAX czy zwykły multiplex?

autor: James Tiberius | #1
26 gru 2009 roku o godz. 21:31

James Tiberius pyta:
Tylko pytanie: IMAX czy zwykły multiplex?

Ja byłem w legnickim Heliosie, który, co prawda ma salę do filmów 3D, ale w gruncie rzeczy to zwykłe kino. IMAX najbliższy jest chyba w Łodzi, więc w moim wypadku zdecydowanie odpada. :)

autor: Aquenral | #2
26 gru 2009 roku o godz. 22:00

Film bardzo dobry. Nie tylko ze względu na efekty, ale również na fabułę. Śmiało można go nazwać najlepszym filmem roku.

autor: Fixer | #3
27 gru 2009 roku o godz. 16:34

Zakochałem się w tym filmie. Neytiri też jest niczego sobie :P. Choć kilka wątków było z góry wiadomych, to nie zmienia to faktu, że rzeczywiście jest to kawał wyśmienitego kina które po prostu trzeba koniecznie zobaczyć. Jeśli chodzi o ocenę ja daję 11/10.

autor: Asimmo | #4
29 gru 2009 roku o godz. 22:08

autor: Ty | #x
napisano dzisiaj, w tej chwili