Rybkon 2009/2010
Rok 2009 się już skończył, a ja, wbrew wszystkim trendom, nie napisałem żadnego podsumowania i życzeń noworocznych. Dlaczego? Czyżby mi się nie chciało? Nie miałem weny? Uznałem, że i tak Was to nie zainteresuje? Może wszystkiego po trochu, ale mam niespodziankę, czyli raport z Rybkonu 2009/2010, czyli elitarnego i prywatnego, legnicko-chojnowsko-wrocławsko-śląskiego minikonwentu, który odbył się w dniach 31.12.2009-01.01.2010 w Legnicy. Skąd taka nazwa i o co w ogóle chodzi? O tym poniżej, zapraszam do czytania.
***
Rybkon nieoficjalnie rozpoczął się o godzinie 12:04, kiedy to na Dworzec Legnica wjechał pociąg z nieodległego Wrocławia (najdalszej dzielnicy Legnicy) i wysiedli z niego Komisarz Sev i Padme, czyli Michaś i Kasia. Przywitał ich nie kto inny niż ja, czyli Aquenral-Krzysztof, aktualnie dowodzący całą operacją; odprowadziłem gości do mojego domu, gdzie miał się odbyć właściwy Rybkon, ale o tym zaraz. Postanowiliśmy się wybrać na film Avatar w towarzystwie Mr. Hani, Fixera i Dzikiego, a w kinie dołączył do nas Darkdedudis (tak, to sami członkowie legnickiego fanklubu). Po filmie nastąpiła krótka konfrontacja, której punktem zwrotnym był telefon do Matki Hani, co ostatecznie zmusiło samego Hanię do dołączenia do ekipy Rybkonu. Dziki i Darkdedudis odłączyli się pod kinem, a reszta ruszyła do HQ, gdzie dołączył do nich Atroniss, czyli Artur. Po dziewiętnastej Rybkon się rozkręcił.
Muzyka była przednia: wpierw odtworzono złote przeboje Seva z jego empeczwórki, a wśród wykonawców można była poznać Modern Talking, Franka Kimono, Michaela Jacksona, Tenacious D, Nightwisha i ABBĘ. Później zmieniono odtwarzacz na mp3 Aquenrala, który zaserwował zapętlone The Riddle Gigi’ego d’Agostino, a później mieszankę Skilleta, Nightwisha i Jona Lajoie. Jadło i napitki również były niczego sobie: smażone kiełbaski i kurczak, trzy rodzaje sałatek, mnóstwo chipsów prosto z Chojnowa, słone orzeszki, mnóstwo ciasta i jeszcze więcej kartonów z sokami pomarańczowymi i jabłkowymi. Ze względu na kwestie prawne, Rybkon propagował całkowitą abstynencję od napojów alkoholowych, co nikomu nie przeszkodziło dobrze się bawić (coooo?). Jak to bywa, Hania wyżarł wszystkie orzeszki, po czym skierował swoją uwagę na chipsy. Rozmowy przedstawiały zdecydowanie wysoki poziom: wpierw dysputowano o Battlestarze, później skierowano się na fandom, Turkish Star Wars, znów fandom, sprawy prywatne i na totalne absurdy, począwszy od tego, że Kasia miała kiedyś gołębia (co niesamowicie rozbawiło Hanię do tego stopnia, że spadł z sofy, płacząc ze śmiechu), a skończywszy na udowodnieniu naukowym tezy, iż zarost rośnie szybciej, gdy człowiek nie śpi. Wybicie dwunastej celebrowano symbolicznym toastem, jednak Artur z Hanią musieli trochę no-life’ować i włączyć komputer o 23:50, by przeglądnąć strony Lockerz. Okazało się, że Sev jest mistrzem, jeśli chodzi o zakręcone kwadraty, a Hania potrafi tańczyć Scoobi-Doo z nogą i bez nogi, cokolwiek nie miałoby to znaczyć.
Około piątej nad ranem postanowiliśmy podzwonić po ludziach, życząc im szczęśliwego nowego roku. Na pierwszy ogień poszedł Rav, którego brutalnie obudziliśmy, krzycząc, że potrzebujemy baniaków i nawozu do konia. Następna była Magda, gdzie Sevuś dzielnie udawał Forwalla, nie wiedząc, że ten siedzi obok niej. Rozmowa również się skończyła wrzaskiem Hani, który domagał się baniaków. Ale nawet rozmowa z Hellem wydaje się słaba w porównaniem z półgodzinną konwersacją z Ludwikiem:
Hania: (…) I jak, dobrze się bawiłeś dziś w nocy?
Ludwik: Ano, całkiem fajnie.
Hania: No tak, to zrozumiałe, w Twoim wieku młodzi ludzie lubią pobalować. A jakieś miłe dziewczęta spotkałeś?
Ludwik: Ehe. (…) Wdepnąłem w rzygi.
Hania: Ale butem czy na boso? (…) Jeśli butem, może go umyj, bo będzie śmierdział.
Ludwik: Zostawiłem na korytarzu.
Hania: To wspaniale. A te dziewczęta? Jakaś Ci się konkretnie spodobała? (…) Nie chcesz teraz się żenić? Wolisz poślubić jakąś starą i brzydką? A może ty jesteś homo, co?
Ludwik: Nie nie…
Hania: Może boisz się dziewcząt? (…)
A dlaczego Rybkon? Ano, przy stole stoi sporych rozmiarów akwarium, gdzie pływają dwa skalary: biały i czarny. Szybko okazało się, że ten drugi (większy) to Murzyn, rybia wersja Mace’a Windu. Sev, z nadmiaru emocji, zaczął wyzywać skalara: Hey, you! Rybish, motherfrakker, do you speak it? Rybkon? Ładnie brzmi, tak konwentowo, bo wszyscy stwierdzili, że atmosfera bardzo przypomina takowe wydarzenia (no, poza standardowym upojeniem alkoholowym). Ważniejszymi punktami programu, swoistymi achievmentami, była gra w ping-ponga o czwartej nad ranem (Artur złamał stół!) oraz lepienie bałwana o szóstej. Swoją drogą, trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że wszyscy przejęli natywny zwyczaj łapania się z podbródek w kontemplacyjnym geście Hani, legnickie słynne Cooooo? i okazało się, że nie można zrobić facepalma nogą.
***
Żeby było już jakoś formalniej: wszystkiego najlepszego w 2010 (mamy jeszcze szmat czasu przed końcem świata!) i spełnienia tych marzeń, które nie kolidują z moimi. Dziękuję i so say we all.


COOO?
Ekhm, dziekuję za rozmowe…xD
„-Forwall, właśnie z Tobą rozmawiam przez telefon
-Acha”
Szczęśliwego Nowego Roku! Mamy 18 laaaaaaat!! xD :D:D
@laguna, w zasadzie podziękowania należą się Sevowi, bo to on podawał się za Forwalla oraz Hani, który na Ciebie krzyczał. Baniaków do tej pory nie dostaliśmy, a Ty nieładnie przerwałaś połączenie (jako jedyna, nawet Ludwik rzucał monetą czy kończyć rozmowę czy nie!)
Nie ma to, jak spędzenie miło czasu w dobrym towarzystwie ;)
Eh, człowiek sobie wraca kulturalnie z sylwestra, a tutaj dzwonią trzeźwi ludzie i w dodatku chcą rozmawiać przez ponad pół godziny. Rozmowy były miłe, acz jestem lekko zniesmaczony, że zostałem tak perfidnie oszukany i Mr. Hania bezczelnie udawał Fixera. Szczerze mówiąc pod koniec nie miałem pojęcia już z kim rozmawiam, a okazuje się, że dalej z Hanią. Mam nadzieje, że Sev i Padme chociaż nie byli udawani. :<
A rozmowę skończyłem, bo tak chciał los. Wypadł orzeł (lub reszka, nieważne, wypadło to co miało skończyć rozmowę.), więc musiałem się pożegnać. ;< Niemniej jednak dziękuje za tą interesującą rozmowę.
Jak czytam, Legnickie podgrodzie umiłowanego Wrocławia :P bawi się całkiem, całkiem…i wielka radość że ktoś jeszcze Jona L. zarzuca …!!!
Ciekawi mnie najbardziej to zdanie: „a skończywszy na udowodnieniu naukowym tezy, iż zarost rośnie szybciej, gdy człowiek nie śpi.„ Szczęśliwego Nowego Roku!
@James Tiberius, już na tegorocznych Dniach Fantastyki postawiłem taką tezę i widzę jej potwierdzenie każdej bezsennej nocy. Doszliśmy do tego, że podczas snu organizm spowalnia swoje reakcje, zmniejsza się częstotliwość uderzeń serca, więc krew płynie wolniej, ogółem metabolizm cichnie. Skoro wszystko jest zwolnione, wzrost włosów, a więc i zarostu, również zanika, a skoro całą noc siedzimy, rozmawiając i się śmiejąc, wszystko działa jak za dnia i wieczorem trzeba się ogolić, o!
No to ja widzę, że ładnie się bawiliście.
Ja tam kulturalnie ze znajomymi z klasy wypiłem szampana i po wystrzeleniu zapasów petard spędziliśmy kilka godzin przy kartach zajadając smakołyki własnej roboty :D
Epic.
Trzeba było mnie zaprosić phi.
Niezapomniany Sylwester i konwent w jednym (‘cooo? ‘ xD)
Dzięki za wszystko, moi drodzy! :)
Pisze się „cuoooo(o)…” („u” na drugiej miejscu jest obowiązkowe). W sumie to ten wpis widziałem już wcześniej, ale myślałem że znowu chodzi o jakiś zwalony konwent to mi się czytać nie chciało :F