Porażka roku
Jeśli jesteście stałymi czytelnikami moich dywagacji na wszelakie tematy, z pewnością zauważyliście prośbę o głosowanie na Dziennik pokładowy w onetowskim konkursie Blog Roku 2009, w którym miałem, a w zasadzie wciąż mam, wątpliwy zaszczyt uczestniczyć. Nie no, okej, idea jest dobra, bo warto promować świetnych bloggerów i ich dzieła, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Wczoraj zagadała do mnie, poprzez komunikator Gadu-Gadu, autorka bloga Szelest Stron, Ewelina Dziubińska, która startuje w mojej kategorii w owym konkursie. Doszliśmy razem do wniosku, że Blog Roku jest źle skonstruowany, że niektórzy ludzie nie rozumieją przesłania, że potrzebne byłyby zmiany. Tak, zmiany są bolesne i zawsze ciągną ze sobą koszta, ale niosą również możliwość ewolucji i widmo poprawienia dziedziny, której się tyczą. Ale dlaczego w ogóle narzekam?

Spójrzmy na pierwszą dziesiątkę blogów w kategorii Ja i moje życie, w której startuję. Pierwsze miejsce zajmuje blog nieuleczalnie chorej osoby, trzecie należy do matki (jeśli dobrze rozumiem) zmarłego dziecka, później znów się powtarzają motywy zmarłych i chorych. Zdaję sobie sprawę, że wyjdę teraz na bezwzględnego drania bez uczuć, ale muszę to publicznie napisać, bo korci mnie to od samego początku trwania owego konkursu. Powinna powstać osobna kategoria dla, nie bójmy się tego stwierdzić, sierot życiowych, których popularność blogów bazuje jedynie na współczuciu, bo nie przedstawiają one ze sobą żadnej wartości merytorycznej. Tak, zdaję sobie sprawę, że ludzie przechodzą swoje osobiste tragedie, muszą czasami przejść przez piekło i chcą się tym z innymi podzielić, ale… dlaczego to jest tak celebrowane przez internetową społeczność? Przykro mi, że ludzie cierpią, ale jaki jest sens opisywania tego wszystkiego? Przez takie oto pamiętniki, prawdziwe blogi przegrywają w niezdrowej rywalizacji pomiędzy ludzkim współczuciem a potrzebą zdobywania informacji. I nie chodzi mi wcale o to, że nie jestem już nawet w pierwszej dziesiątce (cóż, 30. miejsce też jest dobre), bo nie zależy mi już jakoś szczególnie na zwycięstwie, ale to jest, najzwyczajniej w świcie, nie fair, a ja nie lubię, gdy coś przeczy ogólnie przyjętym standardom.
W zeszłym roku zwyciężyła dziewczynka, która opisywała swoje życie po śmierci ojca. Spójrzmy: kiepska platforma do blogowania, paskudny wystrój, mnóstwo brzydkich reklam, zero gramatyki, składni, poprawności ortograficznej czy interpunkcyjnej. Ale jednak zwycięzca, czyli, jakby nie patrzeć, wzór do naśladowania. Gdyby wszystkie blogi wyglądały tak jak ten, już dawno przestałbym przeglądać lokalną blogosferę. No cóż, niestety, ale wygrywa ludzka słabość do ludzkiej słabości (tak, wiem jak to brzmi) i prawdziwy blog nie ma żadnych szans ze zmarłymi i nieuleczalnie chorymi, a ludzi zasługujących na palmę pierwszeństwa jest co nie miara. Ech, jest jednak tak jak jest i nic z tym nie zrobimy, chociaż bardzo ucieszyłbym się z kategorii dla połamańców, którą można by dyplomatycznie nazwać, chociażby, Problemy życiowe.
A skoro jesteśmy przy konkursach, dziękuję wszystkim dobrym duszom, które wysłały tego esemesa na mnie, dzięki czemu piastuję trzydzieste miejsce, o! Z dniem dzisiejszym startuję w kolejnym konkursie, miejmy nadzieję, że pozbawionym niezdrowej rywalizacji. So say we all!


Krzysiu, prowadząc ten blog powinieneś mieć w dupie wybieranie na blog roku i inne pierdoły, bo to trochę nie w Twoim stylu, tak mi się wydaje, ale dobrze wiesz dlaczego ta dziewczynka zwyciężyła. Mało kto, cierpiąc z powodu utraty kogoś tak bliskiego, jak ojciec czy matka, pisze o tym wszystkim na bieżąco. Poza tym blog roku wybiera się głosowaniem przez sms, bo tak zrozumiałem, więc ludzie ze współczuciem głosowali na nią, miała wielu czytelników etc. Zrozumiałbym, gdyby wynik zależał od jakiegoś jury, czy coś, wtedy pretensje byłyby uzasadnione, lecz skoro zebrała najwięcej głosów, dlaczego mają jej odebrać tytuł?
Ja również zgłosiłem swój blog do tego konkursu. Również uważam, że blogi mówiące o różnego rodzaju chorobach ludzi (itp.) powinny mieć osobną kategorię. ja mam jednak trochę inny problem. Mój blog w około 50% jest oparty na mojej twórczości. Chciałem więc go zgłosić do kategorii „Moje zainteresowania i pasje”. W regulaminie jest jednak zapisane, że osoby poniżej 16 lat (skończę je w czerwcu) muszą zgłaszać się do kategorii teen, która jest dla mnie mniej korzystna. To również powinno zostać jakoś zmienione, lub uregulowane w inny sposób.
a. mówiłem, że nie wygrasz
b. zabij brata, będziesz miał o czym pisać
Cóż, ująłeś to, o czym rozmawialiśmy w sposób, który niezależnie od tego czy się komuś podoba on czy też nie, genialny.
Szkoda, że w dużym konkursie wychodzą takie niefajne sytuacje.
Może to wina niedopatrzenia onetu albo podchodzenia do samych blogów z przymrużeniem oka, mało poważnie?
Ja tez sie zgadzam, nie startuje w zadnej kategorii bo poki co nie mam chyba z czym :) Ale ludzkie wspolczucie nie powinno brac gory nad ocena profesjonalizmu. Niektorzy pokrzywdzeni przez los obraziliby sie, gdyby traktowano ich jak jakies niezdolne do wyrownanej walki pomyje. Kategoria „zycie zycie jest nowela” jak najbardziej powinna byc.
P.S.
podoba mi sie rada Mr. Hani :)
No, kurcze, teraz mi to mówisz? Trzeba było wcześniej, kiedy miałem jeszcze jakieś szanse. Teraz to sobie mogę, ech. :<
Zabij Fixera. Wiem, że jak się bierze udział w jakimś konkursie, nawet jeśli powierzchownie nie zależy, to i tak w głębi siebie pragnie się wygranej. Ale sponio, mam Jacksona w avatarze, wygrałem lans, miałem niebieską twarz i wygrasz. O właśnie, znów napiję się barwnika i będziesz pisał o mojej chorobie, ok? pap :*
:D i zaoszczędziłem :D
ja zgłosiłem się z ciekawości, na dzień dzisiejszy w mojej kategorii „foto” prowadzi również blog onetowy, tak samo jak w kilku innych wiele z czołówki to onetowe pamietniki, będzie miała się czym chwalić firma.
„jesteśmy liderem, zobaczcie jak wiele blogów w naszej platformie jest docenianych przez internautów, chcesz być sławny? załóż u nas konto” ;)
Oczywiście zgadzam się z Tobą. Z ciekawości przeglądnąłem blogi, które przeszły do 3 etapu. I co? Brak mi słów! Tak niski poziom jest hańbą dla bloggerów, ot co.
Dla mnie niepojęte jest, że ktoś kto przeżywa tragedię, bierze udział w konkursie na najlepszy blog. Rozumiem chęć podzielenia się swoimi uczuciami – tak może komuś łatwiej, ale walczyć o laptopa…!? To już nawet nie chodzi o konkurencję…
Z drugiej strony, jak wyobrażasz sobie uruchomienie kategorii dla cierpiących i umierających – trochę niesmaczne…
Gratuluję 30-ego miejsca. To już na prawdę coś! Serio!
Już szkoda słów, by komentować BR2009 – podobno o zmarłych źle się nie mówi ;o)
Jest jednak dobra strona konkursu, operatorzy sieci komórkowych ucieszą się z wyników sprzedaży kart pre-paid. Otóż, jak w każdej plotce tak i w tej jest ziarnko prawdy, niektórzy obrotni kandydaci hurtowo kupowali startery by głosować… na siebie ;) Tyle w temacie.
Pozdrawiam serdecznie.