Czy jestem złym człowiekiem?
Zło to jedna z dwóch, podstawowych wartości moralnych, przeciwieństwo dobra.
… tak przynajmniej twierdzi niczym niezastąpiona w definiowaniu wszystkich trudnych terminów Wikipedia. Postawmy jednak sobie pytanie: czymże tak naprawdę jest zło? Oho, zaczyna się temat etyczno-religijno-egzystencjalny, czyli coś, co nieczęsto pojawia się na łamach mojego Dziennika, a jest sprawą na tyle ciekawą i wartą dyskusji, że poświęcę te kilkadziesiąt kilobajtów, by przelać swoje refleksje. Ale wpierw wróćmy do pytania z tytułu owego artykułu: czy jestem złym człowiekiem? Asia twierdzi, że jestem; sam, po dłuższych refleksjach, podzielam tę opinię. Natomiast Wojciech wczoraj stwierdził, iż (tu cytat) każdy dobry człowiek mówi o sobie, że jest zły. No, okej, jestem bardzo, bardzo zły, ale dlaczego tak uważam?
Zacznijmy może od tego, iż przymiotnikiem zły określało się (i czasami wciąż określa) zjawiska człowiekowi nieznane. W tym kontekście źli byli ludzie innych wyznań, złe były ekscentryczne wynalazki, zła nawet była herbata sprowadzona do Europy w XVI wieku. Złym oczywiście stało się także wszystko, co komuś w jakikolwiek sposób szkodziło, więc w konsekwencji przyrównano to, co obce do tego, co niebezpieczne. Ludzie zawsze się bali odmienności, zawsze starali się trzymać swoich norm, niekiedy tylko jawnie się im przeciwstawiając (ach, te rewolucje), zawsze też starali się walczyć z ów wyłamującymi się przed szereg. Idąc za tym tokiem myślenia, każda inność jest traktowana źle, bo ludzie się jej po prostu boją. Czas więc powrócić do pytania ze wstępu i na nie jasno odpowiedzieć; więc dlaczego uważam się za złego człowieka, no, dlaczego?
Adam twierdzi, iż nie pasuję do większej części dzisiejszej młodzieży, a konkretyzując, do mojej klasy. Cóż, była to głębsza refleksja po kilku głębszych na osiemnastce kolegi, podczas gdy ja piłem przesłodzoną herbatę, ale uznałem, że, no cóż, to prawda. Och, jakie to straszne, co nie? No cóż, tutaj zaczyna się definiowanie mojej złej natury, gdyż złym człowiekiem niewątpliwie jestem, odnosząc się do tego, co wyżej napisałem. Nie piję alkoholu, co jest zjawiskiem zdecydowanie nieczęstym, szczególnie jeśli chodzi o ludzi w moim wieku. Interesuję się tym, czym się interesuję i nie obchodzi mnie zdanie innych na ten temat. Jestem osobą, która wręcz odruchowo wytyka ludziom ich błędy i wady, mówi szczerze, co o nich sądzi i nie boi się powiedzieć prawdy, nawet przy niesprzyjających okolicznościach. Ponadto kieruję się własnym systemem etyczno-moralnym i mam własne spojrzenie na świat, które większości ludzi może się wydawać nieprzyjemne. Żeby było jeszcze śmieszniej, mam skrzywione poczucie humoru, które nie każdy rozumie i za które nie zamierzam nikogo przepraszać; nie mniej jednak, jestem osobą specyficzną.
Weźmy na przykład moje podejście do cech, które się ogólnie uważane za negatywne, czyli złe. Sztandarowym przykładem jest mój stosunek do czegoś, co nazywa się egoizmem i altruizmem. Podczas, gdy jestem gorącym zwolennikiem i wyznawcą tego pierwszego, to drugiego kompletnie nie rozumiem i nie ogarniam. Egoizm jest dla mnie… naturalny? I nie chodzi mi wcale o to, że troszczę się tylko o siebie, że nie interesuje mnie nikt inny, o nie. Jestem egoistą, ale takim, który rozszerza swoje pole manewru na osoby mi bliskie: rodzinę, przyjaciół, nawet kolegów. Los nieznajomych jakoś mnie nie rusza, może to wina mojego wychowania, może czegoś, co siedzi w głębi mnie, ale po prostu nie potrafiłbym być altruistą. Owszem, zdarzy mi się pomóc komuś nieznajomemu na ulicy, ale to wynika raczej z chęci zrobienia czegoś konstruktywnego raz na jakiś czas niż z potrzeby niesienia pomocy. W gruncie rzeczy, jestem chyba dobrym człowiekiem, ale przymiotnik zły jakoś lepiej do mnie pasuje; przynajmniej lepiej mi z takim określeniem, gdyż mogę się odróżnić od reszty społeczeństwa. Chyba czas zakończyć tę refleksję, a na zakończenie się nada piosenka Johnny’ego Casha, Hurt, w której się przedwczoraj zakochałem. So say we all!
Ech, tak, to ma charakter ironiczny, moi drodzy. Dziękuję.


Tak naprawdę to czy jesteś dobry czy zły jest względne – świetnie to widać w KotORze II, gdzie dając żebrakowi kilka kredytek przyczyniamy się do jego śmierci. ;)
A tak nawiasem, chciałem coś podobnego napisać.
@Raith, nie ma to jak porównywać życia do gry komputerowej. :)
@Raith
to nei jest wzglednosc tylko przypadek :)
@Aquenral
strasznie poplatany artykul… zly i dobry ma niejasne granice… ale sprowadziles zlo do bycia innym. glupie :) fakt ze ludzie nazywaja czesto zlem to czego nie rozumieja, co jest nowe itd.. ale to nie znaczy ze to cos de facto jest zle. nie bede definiowac zla i dobra bo musialbym zrobic jakis wiekszy risercz w temacie moralno-filozoficzno-etymologicznym. egoizm o ktorym wspomninasz w swojej radykalnej formie mozna nazwac zlem. ale kazdy z nas jest egoista – czlowieczenstwo, ktore odroznia nas od zwierzat pozwala nam wzniesc sie ponad egoizm dzieki empatii, ktora kazdy ma w wiekszym lub mniejszym stopniu. zas co do stwierdzenia „kazdy dobry czlowiek mowi o sobie ze jest zly” to to jest chyba jakas logiczna kontrtautologia, bo oznaczalaby ze zli ktorzy mowia ze sa zli sa dobrzy. a co zas do tego ze ty jestes zly bo przez swoja „zla innosc” nie pijesz alkoholu.. no prosze cie! nie wmowisz mi ze neipicie alkoholu jest zle :)
@Larofan, to akurat pierwszy przykład z długiej listy, która ciągnie się przez cały trzeci akapit. Chciałem podkreślić to, że jestem inny, chociaż potrafię się przystosować do społeczeństwa i w miarę dobrze z nim kooperować. Cały artykuł jest strasznie poplątany, bo musielibyśmy się najpierw poznać, żebyś zobaczył jaki naprawdę jestem; poza tym, jest też pisany nieco ironicznie, trochę by pośmiać się z samego siebie, co nigdy nikomu przecież nie zaszkodziło.
Mówisz, że źle jest sprowadzać zło do bycia innym. Ale zauważ, że to sam język polski rzuca nam kłody pod nogi, gdyż przymiotnik zły odnosi się do wielu cech; podczas, gdy w angielskim mamy bad, evil, angry, wrong i tak dalej, u nas występuje tylko proste zły. A jak kto to interpretuje, to już jego sprawa. :)
@Aquenral
ok ok – sory za to „strasznie poplatany” – sam nie pisze lepszych :D jezyk polski nie rzuca nam klod pod nogi wcale – istnieja sliczne zamienniki twoich przykladow takie jak „rozgniewany” czy „niepoprawny”.. tylko ze ich sie nie uzywa, bo w pisaniu esemesow w komorce za duzo znakow zjadaja… co zas do „evil” i „bad” to wlasnie „evil” mialoby znaczenie o jakie ci chodzi.. podczas gdy „bad” jest tak samo wieloznaczne zdaje sie jak „zły” :) a interpretacja następuje przez „odnośnik” lub „kontekst” jak kto woli, wedlug modelu komunikacji Jakobsona :) bez kontekstu wychodza tylko pomylki…
@Larofan, ależ ja wiem, że to wszystko jest strasznie poplątane; jestem tego w pełni świadomy i nie musisz mnie za to przepraszać. Ale masz świętą rację, wszystko zależy od kontekstu i tego trzeba się trzymać. :)
Więc moje stanowisko.
Dobro i zło faktycznie nie istnieją. [Najczęściej] Nie wierzę w istnienie czystej emanacji Dobra lub Zła (np. Bóg, Szatan). Podział na dobro i zło jest wytworem ludzkim, a uszczególniając ludzkiego sumienia. Ów podział pozwala na podjęcie właściwej decyzji – przy czym dla każdego człowieka (każdego sumienia) najwłaściwsza decyzja będzie inna.
Stąd więc to częste poplątanie – dla kogoś jesteś zły, bo nie chcesz się z nim napić (myśli, że się wywyższasz), ale dla mnie jesteś „tym dobrym”, bo ja uważam, że alkohol jest „dobry w odpowiednich granicach, a totalny brak alkoholu najlepszy”. Albo inny przykład poplątania: mówisz komuś, że jest brzydki. Ty w swoich oczach jesteś „tym dobrym”, bo cenisz sobie szczerość. Osoba, do której zostały skierowane te słowa może zareagować w stosunku do Ciebie na dwa sposoby – wersja optymisty: „Wiesz co, inteligencja nie zawsze idzie w parze z urodą”; wersja pesymisty: „Chociaż Ty mi prawdę powiedziałeś.” Na pewno w oczach świadków będziesz zły, bo byłeś niemiły. Lubię plątaniny. ;P
Jeśli chodzi o postrzeganie ‘inny = zły’, nie odczuwam tego tak bardzo, chociażby z tej racji, że jestem nonkonformistą (żyję w zgodzie z własnymi przekonaniami, poglądami i nie podążam bezmyślnie za tłumem). Jestem pewien, że takie patrzenie ‘inny = zły’ występowało w dawnych czasach, a w Polsce, kraju wiecznych pesymistów i obywateli rozpaczliwie pragnących akceptacji, ostatnim bastionie konserwatyzmu i Kościoła w Europie Środkowej, ten infantylizm występuje nadal.
A z tymi – z całym szacunkiem – „pięknymi powiedzeniami” to bym uważał. Mogą nieźle zamącić w głowie. Wyznaję zasadę, że „każda treść ubrana w piękne słowa wygląda pięknie.” Więc zanim zaakceptujesz1 jakieś „piękne powiedzenie” zadaj sobie 2 pytania: „A dlaczego?” i „A przykład?”2
„Każdy dobry człowiek mówi o sobie, że jest zły.” Ja to rozumiem w tym sensie, że jest niedowartościowany, a nie, że ma błędne zdanie o sobie. Ale jestem pewien, że nie każdy dobry człowiek jest niedowartościowany. Poza tym taka niewiara w siebie jest rzeczą wyniszczającą i należy ją w sobie zwalczać.
I stanowczo się nie zgadzam z Twoim stwierdzeniem, że nie przejmujesz się tym co inni mówią. Z gruntu widzenia psychologii – twierdzeń autoprezentacji – nie ma prawie takich osób, którzy się nie przejmują swoim wizerunkiem (z wyjątkiem osób niepełnosprawnych psychicznie oraz socjopatów). I być może skłoniło Cię do napisania tego tekstu to, że czujesz, że inni postrzegają Cię jako złego człowieka. Jednak Ty nie czujesz się z tym źle, bo postrzegasz siebie jako pozytywną osobowość i nie czynisz nic wbrew sobie.
1 Wiele ludzi zamiast pomyśleć od razu akceptuje i daje się urzec pięknu słów. Manipulację pt. „piękne powiedzenia” często wykorzystują osoby, które chcą przyciągnąć do siebie jak największą rzeszę słuchaczy i które narzucają innym swoją opinię za pomocą takich właśnie środków. Często robią to niestety ludzie religijni: księża, katecheci, lamowie, „prorocy” itd.
2 I wydawać by się mogło, że te dwa pytania są kompatybilne. Ale ktoś komuś wmówił właśnie „pięknymi słowami” tak, że te słowa skierowały się przeciw sobie. To było dla mnie ciekawe. Przyszedł do nas pan praktykant pedagogiki do liceum i rozmawiał z nami. Powiedział nam, że jego profesor mówił mu, że lepiej nie zadawać pytań „dlaczego?” Koleżanka dla żartu zapytała: „A dlaczego?” I odpowiedział: „Bo można usłyszeć niemiłą prawdę.” Dopiero później uświadomiłem sobie („a drugi przykład?”), że taka manipulacja jest niewłaściwa – nie pytając „dlaczego?” nie dowiesz się wiele o świecie.
Jak się rozgadam, to już nie minie. Chyba faktycznie pisać piękniej, a nie dłużej. Już zasypiam na siedząco. ;P
Pozdrawiam.
a ja sie troche zgodze tym profesorem… pytanie ‘dlaczego’ nigdzie nie prowadzi… moze wrecz wkurzyc rozmowce po ktorymstam zadanym pytaniu.. dzieci zadaja pytanie ‘a dlaczego?, a dlaczego?, a dlaczego?’ testujac cierpliwosc doroslego… z puntku widzenia komunikologii odpowiedniejsze bylyby pytania „kto tak twierdzi?” „co kaze ci tak myslec?” albo „co ma na to wplyw?”
Nie lubię takich pytań. To tak samo, jak ktoś się mnie kiedyś zapytał: „Jaki czołg był najlepszy w II wojnie światowej?” Zbyt ogólne pytanie. Dla kogo zły, w jakiej sytuacji, z której strony barykady stoisz itd. Zbyt ogólnie. Ale zastanówmy się i postarajmy się odpowiedzieć na to pytanie.
Jak dla mnie każdy jest aniołem i diabłem jednocześnie. Nie ma ludzi skrajnych w jakąkolwiek stronę. Każda decyzja jest dla niektórych dobra, a dla innych zła. Tak działa cały świat. Jeżeli ja kupię sobie piwo w knajpie, to dla sprzedawcy jestem dobry, a dla bezdomnego zły. Zawsze musi być równowaga. Jeżeli pojawia nam się jakiś sku****yn na świecie, który gnębi i zabija, to niemal natychmiast pojawia się ktoś dobry. Nie ma wyboru, równowaga ma być i już.
Jeżeli chodzi o Ciebie Krzysiu, jest tak, jak podane wyżej: zawsze jesteś pośrodku. Odchylenia wszelakie są tylko chwilowe, po pewnym czasie wahadło wróci na środek i tak.
Larofan
Pytanie „dlaczego?” właśnie prowadzi dokądś. ;] Pyta się o przyczynę zjawiska, rzeczy, dzięki czemu można dowiedzieć się skąd pochodzi, jak jest zrobione, jak działa i wiele innych. I pewnie, że może wkurzyć.
Ale mam takie nieodparte wrażenie, że zbyt uogólniłem tutaj to „dlaczego?” To prawda, że w niektórych sytuacjach może i lepiej nie pytać dlaczego, jeżeli np. rzeczywiście się nie chce słyszeć niemiłej rzeczy, ale nie w każdej sytuacji. Chodzi o to, żeby po prostu tej zasady „nie pytaj >dlaczego?<" nie traktować jako złotej, uniwersalnej zasady. Przez ten przykład, dochodzę jednak do wniosku, że czasem ludzie potrafią sobie BARDZO dziwne rzeczy wmówić. ;]
Człowiekiem złym nie jesteś, bardziej to świat jest zły dla takich ludzi jak my, albo nie jesteśmy dostosowani do dzisiejszych jego realiów.
Jesteś szczery do bólu i wytykasz innym ich błędy? Toś Ty mnie w akcji nie widział, ja jestem szczera, upierdliwa i że tak powiem, zdawkowo chamska. ;] Oczywiście mam spaczone poczucie humoru, jestem pyskata…oooo – i to strasznie, do tego twierdzę,że jeśli ktoś robi coś gorzej ode mnie, moim oczywistym obowiązkiem jest pojechanie takiemu człekowi po ambicji.Jestem skrajną indywidualistką i jeśli ktoś mi powie,że jestem głupia,bo robię coś inaczej niż wszyscy, to oczywiście mu odpyskuje długim wywodem pełnych dziwnych słów, których istnienia 70 % ludzi nawet nie jest świadome,albo po prostu szybko zgaszę(w sytuacji,gdy mam napad lenia).Wszystko wole robić po swojemu,a jak ktoś próbuje mi narzucić swoje sposoby zachowania lub myślenia, dostaje ode mnie prezent w postaci wkurzającej miny i szybkiego „spadaj”,ewentualnie przewrócenia oczami. Indywidualizm,to coś co se bardzo cenie, jak ktoś nie jest w stanie zaakceptować mojej perspektywy spostrzegania świata, to trudno. Zawsze miałam świadomość, że nie pasuję do świata, w którym się obracam,ale jakoś mi nie przeszkadza to,że nie mam 300 znajomych na nk, a jedynie paręnaście osób na gg, z którymi mogę pogadać.Nie będę mówić,że mam mało znajomych, bo jestem za bardzo inteligentna czy nikt mnie nie rozumie, bo to bujda – najzwyczajniej w świecie większość ludzi ma mnie po pewnym czasie po prostu dosyć, bo do ludzi kojących nerwy za bardzo nie należę.Jesteś zły?Zweryfikuj jeszcze raz to stwierdzenie,bo coś blado na moim tle wypadasz. :P