Telewizja, Olimpiada i cała reszta
Nie oglądam telewizji. Jak na osobę uzależnioną od bieżącego dopływu informacji i wytrwałego widza (aktualnie) ośmiu seriali, takie stwierdzenie może brzmieć dziwnie, prawda? Owszem, bardzo lubię być na bieżąco ze wszystkich, co się dzieje na świecie, włączając w to oczywiście politykę (krajową i światową), prawdziwe problemy społeczne i gospodarcze, konflikty zbrojne, katastrofy, wydarzenia kulturalne; można by wymieniać w nieskończoność, ale przecież nie o to tu chodzi. Seriale? Owszem, ale znów muszę przypomnieć, że serial różni się z definicji od telenoweli, bo Zagubieni, House czy Caprica nijak się mają do Mody na sukces, rodzimego Klanu czy innego Na dobre i na złe. Telewizora nie włączam, bo nie muszę: informacje mam na bieżąco w internecie dzięki aplikacji TVN24, a seriale… no cóż, wiadomo jak to dziś wygląda. Owszem, raz na jakiś czas włączę właśnie TVN24 albo Comedy Central (ach, dziewiąty sezon Hożych doktorów), na wakacjach jeszcze oglądałem zaległe sezony House’a na TVP2, ale ogólnie stronię od telewizora. Wczoraj jednak jakoś usiadłem na fotelu, czekając na zwolnienie łazienki, więc obejrzałem Wiadomości telewizji publicznej. Dzięki temu mamy kolejny artykuł, o.
Co mnie najbardziej zirytowało w całym wydaniu telewizyjnego dziennika? Chyba fakt, że mamy już dwadzieścia lat wolnych mediów, a dziennikarze wciąż nie nauczyli się prowadzić głupich programów informacyjnych. Nie wiem jak to jest na innych kanałach, ale z tego, co pamiętam, zawsze Polsat miał skłonności do informowania nas o milionach kłopotów różnych jednostek, najczęściej chorych lub styranych życiem, a dopiero później raczył widownię tym, co jest naprawdę ważne. I właśnie to mnie wczoraj dobitnie uderzyło, gdyż wpierw usłyszałem o wszędobylskiej Olimpiadzie w Vancouver, potem o niedoszłym gwałcicielu z Zielonej Góry, a dopiero pod koniec o katastrofie na Maderze, gdzie zginęło mnóstwo osób, no, ale lepiej zostawić to na samą końcówkę, niczym ciekawostkę kulturową. Okej, jeszcze zrozumiałbym, gdyby wpierw powiedziano o jakichś błahych wydarzeniach na polskiej scenie politycznej, które są zupełnie bezsensowne, ale przynajmniej odnoszą się do czegoś realnego. Tutaj wręcz muszę zahaczyć o wcześniej wspomnianą kanadyjską Olimpiadę Zimową, bo to się aż woła o pomstę do nieba.
Irytuje mnie fakt, że podczas olimpiad, nieważne czy letniej, zimowej czy jakichkolwiek innych mistrzostw świata w jakiejkolwiek piłce, Polaków ogarnia nagle bezpodstawne i zintensyfikowane zainteresowanie sportem. Nagle wszyscy stają się zapalonymi fanami siatkówki, hokeja czy innej dyscypliny, której zasad nawet nie znają. Nie inaczej jest z Vancouver 2010, z której transmisje zapychają dosłownie cały program telewizji publicznej, a na dodatek (nie ukrywam, że boli mnie to najbardziej) zmienia plany w telewizjach zagranicznych, przez co House, Fringe czy Caprica mają opóźnienia w emisji. Rozumiem, że Telewizja Publiczna realizuje swoją misję edukacyjną (pozdrawiam producentów show Gwiazdy tańczą na lodzie), ale czy transmisja sportowych wydarzeń zaliczają się do owego programu? Nie wiem na ile to sportowe zainteresowanie jest prawdziwe, a na ile spowodowane tym, że nic innego się w świecie nie dzieje lub wewnętrznym imperatywem o nazwie To przecież Olimpiada, muszę oglądać, ewentualnie zwykłym owczym pędem, ale nie podoba mi się ta przymusowa sportyfikacja telewizji, tym bardziej publicznej. Wiem, narzekam, mimo, iż nie korzystam, no, ale przecież mogę chyba wyrazić własne zdanie, prawda? So say we all!


Olimpiady nie oglądam, zaledwie zerknę co jakiś czas co tam się dzieje ( w weekend może obejrzę coś przy posiłku, ale to już rzadkość xd ). Z telewizji regularnie oglądam jedynie Pierwszą Milość, nie pytaj dlaczego – po prostu się wkręciłem, chociaż i tak jestem cały zeszły tydzień w plecy ze względu na brak czasu. Aha, no i czasami moje ulubione kreskówki. :D
Hmm, ja osobiście oglądam tylko biathlon,bo to dyscyplina, która mnie interesuje od dziecka.Co do zapychaczy programu…Telewizja zawsze była dla mas, to też zawsze będzie ;]Nic nowego. Co do olimpiady – najśmieszniejsze jest to,że wszystkie dziedziny sportu,tu też zimowego, komentuje tylko dwóch panów, którzy znają się na sporcie, jak ja na technice nakładania tapety na twarz ^^ Zawsze było tak, że nawet olimpiada przesłaniała inne, nieraz stokroć ważniejsze wydarzenia na świecie, ale powiedzmy sobie szczerze : jakiego przeciętnego pustaka interesuje, że gdzieś w mieście,którego położenia nie potrafi pokazać, ginie wielu ludzi?…No właśnie ^^Tak więc, reasumując, telewizja dla inteligentów i ludzi zaangażowanych w ważne sprawy światowe niemalże nie istnieje. Kuinuinu! ^^
Aqu, ja nie wiem, gdzie Ty widzisz ową „sportyfikację” telewizji. Sytuacji, w której raz na dwa lata dostajemy porządną dawkę sportu w TV, z pewnością nie można nazwać przesadą. W porównaniu z ostatnimi latami, co z resztą wielce mnie martwi, imprez sportowych transmitowanych jest coraz mniej. Chwała Bogu za Cyfrę <3.
Co do "pędu" na Olimpiadę. Nie będąc choć trochę zainteresowanym sportem, nie zrozumiesz tego zjawiska :P. Sam orientuję się w wielu dyscyplinach, na punkcie wielu mam bzika, ale są i takie, na które przez 4 lata między IO nie spojrzę. Gdy jednak przychodzi Olimpiada siedzę, od rana do wieczora zapatrzony w telewizor, obojętnie co transmitują. I to jest właśnie ta magia Igrzysk… ogląda się wszystko, z generalnie podobnym zainteresowaniem. Nie nazwałbym tego zatem "pędem", a pasją :P.
Że wszelkie programy informacyjne poświęcają im mnóstwo czasu, to imo całkiem normalne. W końcu to największa impreza świata (czemu się zaprzeczyć nie da).
Tak to się widzi, okiem wielkiego fana sportu :P.
Cóż, Olimpiada jak wiadomo zawsze cieszyła się sporym zainteresowanie :) Niektórych szczerym, innych – sezonowym.
Osobiście jestem fanką piłki nożnej i wiernie kibicuję jednej drużynie od prawie trzech lat, więc mniej więcej orientuję się, kto naprawdę interesuje się sportem, a kto nie ;P
I tak mało jest Olimpiady w tym roku przez przesunięcie czasowe ;< Ja na przykład chciałem sobie obejrzeć Half Pipe, ale leciał o 2 w nocy i to w środę. o/ Więc ogólnie nie masz co narzekać ;P
@Rav
Jeździsz na desce jak Trem?
olimpiada dobrze ze jest… nie przeszkadza.. ale czasami zmeczony czlowiek chce usiasc przed telwizorem i zobaczyc cos innego niz olimpiada ale sie nie da i wtedy wlasnie trafia szlag…
Zobaczywszy w Twoim opisie na gg, że dodałeś kolejny artykuł postanowiłam go przeczytać. Nie do końca rozumiem Twoje oburzenie dotyczące telewizji. Owszem, zgodzę się z Tobą, co do ‘trafności’ i stopnia ciekawości polskich ‘seriali’. Faktycznie – nie można zaliczyć ich do światowej czołówki.
Dziwi mnie natomiast to, w jaki sposób odnosisz się do rzekomej, jak to nazwałeś ‘sportyfikacji telewizji’. Być może z racji na moje jakby nie patrzeć zaineteresowanie sportem nie będę w pełni obiektywna, ale mimo wszystko nie zgadzam się z Twoją opinią.
Kto, jak kto, ale Ty – inteligentny i dobrze obserwujący świat ( i interpretujący pewne zależności) człowiek powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że media wbrew pozorom nie są niezależną instytucją. Tak, mają one swobodę wypowiedzi itp., ale działają po to, aby zapokoić potrzeby i wymagania swojego konsumenta. (Tak, praca dziennikarza powinna dostarczać rzetelnych informacji etc., ale w dzisiejszym świecie sprowadza się ona do szukania afer, sensacji i informacji, które są w stanie zainteresować oglądających czy czytających.) Ludzie tak naprawdę o wiele bardziej przejmują się bieżącymi wydarzeniami sportowymi, niż różnego rodzaju wypadkami czy katastrofami. Czemu? Może chociażby dlatego, że poczucie przynależności do państwa, z którego pochodzi zwyciężający sportowiec jest dla nich czymś szczególnym, a może dlatego, że przez te parenaście dni co cztery lata mają szansę uczestniczyć (właśnie za pośrednictwem mediów) w większym międzynarodowym wydarzeniu. Nie twierdzę, że olimpiada jest ważniejsza od tragedii ludzi, bo w ogóle nie można rozpatrywać tego w tych samych kategoriach. Jednak wydaje mi się, że akurat przy ocenie mediów, jako instytucji ulegającej ‘sportyfikacji’ trzeba zwrócić przede wszystkim uwagę na fakt, że to, co dzieje się akurat w telewizji publicznej (i nie tylko) jest spowodowane oczekiwaniami społeczeństwa. I tak, rozumiem, że w społeczeństwie są grupy, czy jednostki, które nie są w żaden sposób zaangażowane czy zainteresowane sportem, a większość ludzi, którzy siedzą wpatrzeni w transmisje olimpijskie, w rzeczywistości też nie mają ze sportem nic wspólnego. Ale trzeba zrozumieć, że skoro instnieje zapotrzebowanie na daną usługę, duże zapotrzebowanie (bo w tym przypadku mówimy naprawdę o większości) to media robiły, robią i robić będą wszystko, by sprostać ich wymaganiom, bo jakby nie patrzeć, właśnie tak jest skonstruowany jest współczesny świat i nie zapowiada się, aby coś lub ktoś miał to zmienić, szczególnie biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że w grę wchodzą tu niemałe pieniądze.
A tak na koniec – faktycznie zgodzę się z Tobą, że rzeczywiście większość kibiców kończy swoje wspieranie „ulubionych zawodników” tuż po zakończeniu telewizyjnej tramsmisji, a szkoda.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na następny artykuł.
I tutaj już się pojawia sedno sprawy. Po prostu nie interesuję się sportem; wolę sam poćwiczyć niż patrzeć jak inni robią to za mnie. A dlaczego narzekam? Ano, w sumie miałem zły dzień, który ciągnie się już chyba z tydzień (ech), więc muszę to jakoś odreagować. :D
Takie tam gadanie..
Ja osobiście nie cierpię sportu, mdłości mnie biorą na sam widok literek ?WF?, słowem wszelkie próby oglądania atletycznej aktywności fizycznej mnie odrzucają…a mimo to totalnie się z Tobą nie zgadzam. Bo raz na dwa lata po prostu lubię zobaczyć jak najlepsi sportowcy na świecie próbują się w swoich dyscyplinach. Jak zjeżdżają z górki na jednej lub dwóch deskach, albo tak śmiesznie szorują szczotkami (curling pozostanie chyba na zawsze żartem całego sportowego środowiska, nie wiem jak można poważnie podchodzić do tej dyscypliny).
Ale nawet gdybym nie miał takiej sezonowej gorączki uważam, że jeżeli TVP miałaby mieć jakieś obowiązki publiczne, to na pewno byłoby to emitowanie Olimpiady – bo o to chodzi w tej imprezie, żeby cały świat oglądał zawody najlepszych na świecie. Z resztą telewizja nie robi tego bezinteresownie – według wyliczeń specjalistów, dotychczas TVP zarobiła na emisjach z Vancouver 21,4 mln złotych.