Uzależniony od muzyki

Zapuściłem się, prawda? Ostatni wpis opublikowałem półtora tygodnia temu, przestałem nawet pisać na Twitterze, ale na dniach postaram się to wszystko nadrobić. Po pierwsze, zanim jeszcze zacznę dzisiejszy wywód, chciałem powiedzieć, że bardzo cieszy mnie fakt, iż mimo braku nowych wpisów, blog jest odwiedzany codziennie przez dość sporą liczbę czytelników; autorowi zawsze jest miło, gdy ktoś docenia jego pisanie, więc dziękuję wszystkim, o. Należy się Wam również kilka słów wyjaśnienia, dlaczego porzuciłem na chwilę działalność pisarską: ano, jestem w trakcie wykonywania dużego (jak na moje możliwości) projektu, który wkrótce zobaczy światło dzienne na łamach tego bloga, a mogę powiedzieć, że jest związany z Capricą i wkładam w niego mnóstwo pracy, czasu i wysiłku. Co tam u mnie? Ano, wegetuję sobie, próbując robić coś konkretnego i konstruktywnego, oglądam seriale, przygotowuję się psychicznie do Pyrkonu oraz słucham muzyki. I to jest właśnie to, do czego dziś zmierzam! Muzyka – zdecydowanie nieodłączna część mojego, choć nie tylko, życia, rzecz, bez której nie wyobrażam sobie spędzania wolnego czasu i jedna z ulubionych form rozrywki, jakie jest mi w stanie zaoferować dzisiejszy świat. Prawie każdy blogger w końcu pisze taki artykuł, gdzie przedstawia swoje gusta muzyczne, jednak ja wolę skoncentrować się na tym, dlaczego tego słucham, po co i co to dla mnie znaczy.

Fakt, mogę powiedzieć, że jestem uzależniony od muzyki i nie będzie to jakaś gruba przesada. Po prostu nie wyobrażam sobie dnia bez znanych mi rytmów, drogi do szkoły bez słuchawki w uchu czy też siedzenia w pokoju z wyłączoną wieżą. Z głośników wciąż sączy się jakaś muzyka, najczęściej jest to Bear McCreary (chwała mistrzowi!), chociaż mogę z ręką na sercu powiedzieć, iż słucham prawie wszystkiego. Jeśli mnie znacie, wiecie, że wręcz kocham muzykę instrumentalną, głównie filmowo-serialową, a nazwiska wyżej wymienionego McCreary’ego, Giacchino, Williamsa czy Aboulkera zajmują wysokie miejsca w mojej klasyfikacji najczęściej słuchanych utworów (via last.fm). Soundtrack z Battlestara gości na moim odtwarzaczu praktycznie codziennie i nie jestem pewien czy mi się kiedykolwiek znudzi; to, co zaserwował nam kompozytor, jest mistrzostwem świata i niekwestionowanym numerem jeden wśród muzyki filmowej, a sentyment jaki mam do samej Galactici czyni z tego wszystkiego coś, co wykracza poza jakąkolwiek klasyfikację. Jest w niej coś magicznego, chwytającego za serce i wywołującego dreszcze, że aż chce się słuchać dalej i czekać na kolejną płytę mistrza. Dlatego też McCreary towarzyszy mi zawsze w trakcie nauki (jeśli takową w ogóle uprawiam), rozwiązywania wszelakich zadań matematycznych i fizycznych czy pisania wypracowań na języku polskim; ostatnio nawet pisałem próbną maturę na angielskim przy Storming New Caprica, Apocalypse, Part 1 i The Graystone Family.

Moje obsesyjne uwielbienie McCreary’ego wcale nie przeszkadza mi w słuchaniu innej, bardziej odpowiedniej dla mojego pokolenia muzyki. Nie mogę powiedzieć, że nie lubię muzyki rockowej, bo na niej w zasadzie wyrosłem, chociaż kieruję się w stronę tego dziwnego tworu, który nazywany jest rockiem alternatywnym. Nie gardzę również metalem, chociaż wolę lżejsze klimaty, a najlepiej muzykę symfoniczną, więc prym wiodą tutaj Nightwish i Sabaton. Jedyne, do czego jakoś nie potrafię się przekonać, to elektro, techno i pochodne. Najciekawsze jest to, w jaki sposób zaczynam przygodę z danym wykonawcą, bo najczęściej jest to zwykły przypadek lub konsekwencja oglądania seriali. Weźmy na przykład Skilleta, którego znalazłem po obejrzeniu niesamowitego klipu muzycznego z Battlestara na YouTube; mnóstwo piosenek na moim dysku wzięła się z tego, że wystąpiły w jednym odcinku któregoś z moich ulubionych seriali i zwyczajnie wpadły mi w ucho (Breath Murdocha czy Ain’t no Reason Dennena). Nie wspominam już nawet o All Along the Watchtower, które jest moim prywatnym prawie zboczeniem, bo aktualnie mam dwadzieścia siedem coverów oryginalnej piosenki Boba Dylana i jakoś mi się nie nudzą (ach, to ? ????????? ?? ? ??????!), a wręcz pozwalają na ujrzenie czegoś w szerszej perspektywie.

Inną rzeczą jest to, że bardzo często słucham tylko jednej piosenki w kółko, aż do obrzydzenia. Cały dzisiejszy dzień słucham We are the World w wykonaniu USA for Africa (Jackson, Dylan, Joel, Turner, Wonder i cała reszta), od kilku dni mielę bez przerwy Not Ready to Make Nice w wykonaniu Dixie Chicks, a wcześniej wciąż leciało Myszy i ludzie Myslovitz, Pain Three Days Grace czy Hurt Johnny’ego Casha. Potem tylko dokładam to do listy odtwarzania, ale tekst piosenki zapamiętam na zawsze i będę z nią wiązał jakieś wspomnienia. O, i na to też chciałem zwrócić uwagę: bardzo często, wręcz za często, wczuwam się w daną piosenkę. Znajduję jakieś podobieństwa do mojego życia i bieżących wydarzeń, przez co inaczej ją interpretuję, w inny sposób rozumiem jej przesłanie, ogólnie rozumiem ją na swój sposób. Czasami po prostu trzeba się oderwać od rzeczywistości, a muzyka jest najlepszym na to sposobem, bo jaki problem jest we włączeniu całej dyskografii McCreary’ego, zamknięciu oczu i odpłynięciu gdzie indziej? Pozdrawiam i polecam, so say we all!

 

Uzależnienie od muzyki jest naturalne i … piękne!

autor: Mentosso | #1
17 mar 2010 roku o godz. 13:28

Ja też często słucham ciągle jednej piosenki <3
Niestety, moja wiedza muzyczna nie pozwoliła mi rozpoznać któregokolwiek z wykonawców powyżej, niemniej jednak w najbliższym czasie posłucham sobie tych utworów : )
Poza tym, muzyka również jest częścią mojego życia – no nie tak wielką jak Gwiezdne Wojny, ale na pewno ważną : P

autor: Darth Kamil | #2
17 mar 2010 roku o godz. 13:31

Jak chcesz sobie posłuchać symfonicznego metalu to polecam ostatnią płytę Manowara – God of War.
Odnośnie wpisu, cytując mądrości pewnego Franka z Fejsbuka: „Bez muzyki, która go ozdabia, czas jest tylko nudną produkcją terminów i dat, za które trzeba płacić rachunki.” o/

autor: Appo | #3
17 mar 2010 roku o godz. 13:50

Spróbuje napisać coś z sensem ;p

W muzyce najlepsze jest to, że jest tyle jej odmian, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja osobiście bardziej celuje w Metal, Rock, Industrial Metal etc. Choć osobiście spotykam się czasem ze słowami krytyki kierowanymi pod moim adresem ze względu na słuchanie Rammstein’a,. Że to naziści i w ogóle niemcy, szfaby itp. Tylko fajnie by jeszcze było jakby ci ludzie wiedzieli co oni śpiewają. W większości ich tekst dotyczy tematów kontrowersyjnych, ale niektóre piosenki mają głębię i jakieś przesłanie. Moim zdaniem muzyka powinna mieć jakiś sens, a nie jak na przykład to nieszczęsne techno, które wymieniłeś. Kończę już mój wywód, bo i tak za dużo już napisałem. <3

autor: Rav | #4
17 mar 2010 roku o godz. 14:48

Wreszcie napisałeś nową notkę! ;d też słucham dużo muzyki i też mogę słuchać każdego gatunku, chociaż preferuję muzykę z lat 70 i 80 ;d

BTW to nowe „We Are The World„ ssie ;d

autor: James Tiberius | #5
17 mar 2010 roku o godz. 15:50

Appo i Rav – bardzo dobry gust muzyczny, Manowar i Rammstein sa super :D
Muzyka jest jedna z piękniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek mnie spotkały. Jestem pewien że będzie ze mną przez całe życie, bo prawdę mówiąc muzyka jest dla mnie jak rodzic – była ze mną przez całe życie. Zainteresowanych moim gustem muzycznym odsyłam do mojego wpisu na blogu.

autor: Atroniss | #6
17 mar 2010 roku o godz. 17:41

Zgadzam się z pierwszym komentarzem ;>

autor: Karol_Hellruner | #7
17 mar 2010 roku o godz. 20:48

@Rav

pierwsze slysze zeby ktos krzywil sie na Rammstein twierdzac ze to nazisci O_O To jak twierdzic ze Tatu to komunistki :D podejscie gimnazjalisty…

moj gust muzyczny ostatnio sie zdeprecyzowal… jakos nie zachwycaja mnie nowosci muzyczne a tym czasem cos do mnie trafi, pojedyncza sztuka

autor: Larofan | #8
18 mar 2010 roku o godz. 08:57

Większość zespołów wymienionych przez Ciebie kojarzę, jednak za dużo orkiestry i chóru w utworach zespołu Sabaton nie dostrzegłem. Dla Ciebie to warto polecić jak już wspomniał Appo ostatnią płytę zespołu Manowar (którego bym do symfonicznego metalu nie zaliczył, raczej do power metalu ) , a z samego metalu symfonicznego to poleciłbym Within Temptation ( album Mother Earth ), Therion, Tristanie ale tutaj tylko płyty z Vibeke (z tego co pamiętam to 2 pierwsze) i ostatnią płytę Epiki.

autor: Girdun | #9
18 mar 2010 roku o godz. 13:26

„We are the World w wykonaniu USA for Africa (Jackson…” lol4 tego pedofila! Może jeszcze zaczniesz chodzić do tyłu?

autor: KAcpeross | #10
18 mar 2010 roku o godz. 15:53

Skąd wiesz, że chodzi o tego złego Jacksona? Tam tych Jacksonów to chyba z miliard śpiewało, jakieś La Toye, Marlony, Randy czy inne Jackie… Skąd ich się tyle bierze? :<

autor: Aquenral | #11
18 mar 2010 roku o godz. 18:18

@Larofan

A ja się spotkałem z takim odczuciem, niestety.

Poza tym muzykę można podzielić jeszcze na dwa typy: muzykę słuchaną z płyty/mp3/komputera itp. i muzykę słuchaną na koncertach IMHO lepszą, bo na niektórych koncertach(Rammstein<3) do ukochanej muzyki dodawane jest jeszcze mega oprawa wizualna <3

autor: Rav | #12
18 mar 2010 roku o godz. 18:26

autor: Ty | #x
napisano dzisiaj, w tej chwili