Być (fanem) albo nie być

Hej, mała, jestem fanem „Gwiezdnych wojen” – takim tekstem z pewnością można zdobyć serce niejednej młodej damy. No cóż, każdy lubi to, co mu się podoba, niektóre rzeczy mogą się innym wydawać przynajmniej dziwne, ale najważniejsze jest to, by nie wstydzić się swoich zainteresować. Ja mówię otwarcie, że jestem fanem fantastyki naukowej i uważam, że to moja prywatna sprawa, więc nikt nie powinien mnie oceniać przez pryzmat mojego hobby. Fanem Gwiezdnych wojen jestem od prawie dziesięciu lat (najwcześniejsze wspomnienia sięgają 2001 roku), były one ze mną przez prawie całą szkołę podstawową, wszystkie trzy klasy gimnazjum i dotychczasową całość liceum, George Lucas zarobił na mnie dobre kilka tysięcy dolarów (ach, te wszystkie książki, komiksy i reszta kolekcjonerstwa), nie wspominam już nawet o czasie pożartym przez odległą galaktykę, bo wynik wyliczeń mógłby mnie przestraszyć. Prawda jest taka, że związało się to ze mną w tak ścisłej symbiozie, że jeszcze niedawno nie mogłem sobie wyobrazić bez tego życia, gdyż stało się to jego nieodłączną częścią, czymś tak dla mnie naturalnym jak chodzenie do szkoły czy czytanie książek (notabene większości z logiem Star Wars). A kilka dni temu doszedłem do wniosku, że… to mnie już w ogóle nie kręci.

Straciłem do tego wszystkiego jakoś zapał, jakiekolwiek chęci i motywację. Prawda, mam cholernie wielki sentyment i niejasne przeczucie, że moja fascynacja odległą galaktykę wróci i to pewnie niedługo, ale czuję się z tym zdecydowanie nieswojo. Ciekawostka autobiograficzna #1: w gimnazjum również miałem okres odpłynięcia od Gwiezdnej Sagi, jednak zainteresowanie wróciło po kilku miesiącach, by w końcu z tego powstał fanklub. O, właśnie, legnicki fanklub Gwiezdnych wojen, czyli moje trzyletnie dziecko, dzięki któremu jestem tym, kim dzisiaj jestem. Już abstrahując od faktu, że to jedno z moich największych osiągnięć życiowych i całkiem przyjemna forma spędzania wolnego czasu, fanklub, a później i fandom, dał mi możliwość spotkania się z gronem niesamowitych osób, z którymi w inny sposób nigdy bym się pewnie nie spotkał. I mimo mojej przerwy od Gwiezdnych wojen, ci ludzie wciąż są świetnymi kumplami, a nawet i przyjaciółmi. To właśnie jest powód, dla którego najbardziej cenię dzieło Lucasa – łączy ludzi lepiej niż cokolwiek innego i nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim zjawiskiem. Co mogę zawdzięczać jeszcze swojej pasji? Z pewnością to, że przez ostatnie dziesięć lat przeczytałem mnóstwo książek, przez co nie tylko wzbogaciłem swój język, ale także zdobyłem mnóstwo praktycznej w abstrakcyjnych sytuacjach wiedzy, ale o tym już chyba kiedyś pisałem na łamach tego bloga.

Najśmieszniejsze w tej całej sytuacji jest to, że mam to przeświadczenie, iż to tylko tymczasowe zniechęcenie, dlatego też kupuję na bieżąco literaturę i wciąż prowadzę fanklub. Wiem, że żałowałbym sprzedania chociaż jednej książki z mojej kolekcji (tutaj się muszę pochwalić, bo udało mi się skompletować wszystkie wydane w Polsce przez Amber książki, czyli około 120 pozycji), więc tylko patrzę na te wszystkie grzbiety z uczuciem nostalgii. Tutaj chciałbym podzielić się swoją refleksją na ten temat; co prawda, nie była ona jakoś szczególnie długa ani głęboka, ale to zawsze coś! Mam z tym wszystkim styczność praktycznie codziennie, więc najzwyczajniej mi się to przejadło, bo ileż można się ekscytować tym samym? Stopniowo przestawałem interesować się nieścisłościami w kanonie, niedopatrzeniami autorów, wszystkimi tymi małymi rzeczami, które mnie zawsze irytowały, aż w końcu uznałem, że chyba trzeba sobie zrobić odpoczynek. Cóż, problem polega na tym, że prowadzę legnicki fanklub, działam aktywnie w fandomie i posiadam naprawdę dużą wiedzę na temat tej galaktyki, że nie mogę oderwać się o tego całkowicie. No cóż, może to i dobrze, przynajmniej mam pewność, że wrócę.

A żeby nie było wątpliwości, że to wciąż ja, powiem, że przerzuciłem się z jednego fikcyjnego uniwersum na drugie i teraz obiektem mojej głębokiej fascynacji jest reimaginowany świat Dwunastu Kolonii, gdzie człowiek zabawił się w Boga, tworząc rasę Cylonów, a resztki ludzkiej cywilizacji ku zbawieniu wiedzie jeden okręt zwany Galacticą. Realia Battlestara i Caprici wciągnęły mnie tak szybko, że nie sądziłem, iż takie coś jest w ogóle możliwe, ale… No właśnie, pooglądam sobie kilkanaście razy moje ulubione odcinki, posłucham McCreary’ego, pokrzyczę So say we all!, ale w końcu znajdzie się rzecz, która przywróci mnie do gwiezdnowojennej galaktyki. Przypuszczalnie będzie to coś, co przywróci mi wiarę w to uniwersum, jakaś książka, komiks, a może fanklubowe spotkanie lub konwent, a wtedy z mojej tapety na pulpicie zniknie Kara Thrace, a z telefonu ulotnią się muzyczny motyw Adamy jako dzwonek, muzyka aktywująca Cylonów jako dźwięk esemesa i odznaka Pegasusa na tapecie, by ich miejsce zajęło coś związanego z Gwiezdnymi wojnami. No, a tymczasem przygotowuję się na prelekcję o Yuuzhan Vongach na Pyrkonie, pracuję nad fanklubową stroną i będę musiał wyruszyć do kiosku po nowy komiks. Ach, to bycie fanem, so say we all!




Komentarzy do wpisu: 14



  1. Daala pisze:

    Hmm, powiem tak,co za dużo, to nie zdrowo, a taka przerwa dobrze Ci zrobi. Tylko nie odpłyń nam…:)

  2. Zayne pisze:

    Masz z Gwiezdnymi Wojnami to samo co ja.

  3. Jak będziesz sprzedawał książki to daj znać! Hej.

  4. Herkay pisze:

    Wiesz co, powiem Ci, że mamy jakiś taki okres, bo ja, pomijając swoje zdrówko, też miałem czasowe „odpłynięcie” od Gwiezdnych Wojen…. Trzeba do tego wrócić jednak. :D

  5. Fehu pisze:

    Ja to odpłynięcie mam na stałe chyba już :)

  6. KAcpeross pisze:

    Dobra, pamiętasz, jak po Tatooine mieliśmy ochotę na filmy? Tak samo będzie teraz, nie łam się, albo odstaw ten chłam (BSG) :P. A, jak będziesz się pozbywał kolekcji, to biorę ludziki lego i figurki ;o

  7. Aquenral pisze:

    Sam jesteś chłamem, ech, odczep się od mojej Galactici! Fakt, po Tatooine coś niesamowicie mnie tknęło i nawet w zeszłym tygodniu oglądałem Nową nadzieję, ale… ot, obejrzałem i już. Może Imperium mnie ruszy na nowo? :>

  8. James Tiberius pisze:

    Zostawić sci-fi? Nigdy w życiu ;d Prędzej umrę niż przestanę oglądać Treka ;d

    Muszę przyznać, że Twój blog wygląda coraz lepiej ;d

  9. To wszystko przez to Słońce! >. Aq)

    Dlaczego nie chcą mi powiedzieć, co stało się z tą dziewczyną? (w sensie twórcy BSG co stało się z Karą)

    So „For the Horde” Say We All!

  10. Larofan pisze:

    to ciekawe bo wlasnie neidawno zrobilem sobie projekcie wszystkich filmow Star Wars w kolejnosci ich wydania :D
    z takimi fascynacjami juz tak jest ze co jakis czas nastepuje zmeczenie materialu ;) z reguly fascynacje te odzywaja z nagla i zaczynaja plonac silnym ogniem w momentach gdy najbardziej potrzeba jest cos zrobic… tj matura.. tj praca magisterska i inne dzialania wymagajace wiekszej ilosci czasu i skupienia… takze spoko – do matury zachce ci sie spowrotem na bank :D

  11. Aquenral pisze:

    @Larofan, które wersje oglądałeś, oryginalne czy edycję specjalną? No i która część najbardziej Ci się podoba. :>

    A swoją drogą, nie wiem dlaczego, ale Aksimet oznaczył Twój komentarz jako spam.

  12. Bolek pisze:

    Nie załamuj się. Ja ostatni kryzys miałem w 99 r. i od tamtego czasu nic. Rety… ale ze mnie stary nerd…

  13. Burzol pisze:

    Przerwa od SW to rzecz normalna, fascynacja gwiezdnowojenna to zazwyczaj sinusoida. Najważniejsze, żeby pamiętać, że to ma być hobby, a nie obowiązek; to ma być dla przyjemności i tylko dla Ciebie. Dlatego sam sobie wybieram co mi się podoba w EU, a co w twórczości Lucasa ;).

    PS. Piszę, bo wiem, że istnieje wśród Polaków pewne zamieszania odnoście słowa „bynajmniej”, które mylnie zamieniają z „przynajmniej”. Mam nadzieję, że wiesz, że pisząc „niektóre rzeczy mogą się innym wydawać bynajmniej dziwne” piszesz, że niektóre rzeczy mogą się innym wydać normalne?

  14. Aquenral pisze:

    @Burzol, dzięki za zwrócenie uwagi. Ilu to ciekawych rzeczy człowiek się dowiaduje przez całe swoje życie, heh. :)

Zostaw odpowiedź


Licencja Creative Commons
Teksty autorstwa Krzysztofa Rewaka są dostępne na
licencji Creative Commons 3.0: Uznanie autorstwa.
Licencja Creative Commons
Ilustracje autorstwa Jana Wawrzyniaka są dostępne na
licencji Creative Commons 2.5: Uznanie autorstwa + Bez utworów zależnych.
Dziennik pokładowy Aquenrala stoi na silniku WordPressa od 2008 roku.
Aktualnie używany szablon: ManuEdian DynamicWP, tłumaczenie: perfecta.pro