Czerwone niebo nad nami
Sezon serialowy 2009/2010 definitywnie się kończy: z Human Targetem już się pożegnaliśmy, Lost i Fringe mają finały w tym tygodniu, za dwa tygodnie koniec FlashForwarda, a dziś jesteśmy świadkami zakończenia pierwszego sezonu najnowszej produkcji ABC jaką jest V. Sezon był krótki, bo zawierający jedynie dwanaście odcinków, ponadto włodarzy stacji przerwali emisję po czwartym odcinku, robiąc tym samym czteromiesięczna przerwę. V (znane w Polsce jako Goście) to reimaginacja popularnego w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia serialu o inwazji obcych i formującym się ruchu oporu ze strony ludzi. Czy nowe V spełniło swoją rolę?
Na dzień dzisiejszy, jest to mój zdecydowany faworyt w kończącym się sezonie, bijąc Capricę czy wyżej wspomnianych Zagubionych. Nie ukrywam też tego, że Wijce, jak ich pieszczotliwie określam, zauroczyli mnie do tego stopnia, że przebili moją ukochaną historię o 4400, wręcz zakochałem się w wykreowanym świecie przedstawionym i nie mogę doczekać się kontynuacji. Więc o co chodzi? Mamy oklepany motyw przybycia obcej rasy, która jest oczywiście o niebo lepiej rozwinięta cywilizacyjnie i technologicznie od nas. Wyglądają jak my, zachowują się jak my, rozlokowali swoje statki nad największymi miastami Ziemi i zaoferowali pomoc we wszystkich dziedzinach życia, począwszy od oferowania darmowych świadczeń medycznych, skończywszy na dzieleniu się nieskończonymi źródłami energii. Wydawać by się mogło, że to cud (co zresztą jest wielokrotnie poruszane w różnoraki sposób), ale okazuje się, że przyjaźnie nastawieni Przybysze są niewolnikami totalitarnego reżymu królowej Anny, w rzeczywistości bliżej im do gadów niż ssaków, a ich zamiary wcale nie są takie zacne. Formuje się ruch oporu zbudowany z ludzi i grupy Obcych, którzy sprzeciwiają się rządom i fikcyjnej błogości od królowej-matki, lecz wszystko działa w głębokiej konspiracji, a niczego nieświadomi ludzie żyją w przekonaniu o błogosławieństwie w postaci pojawienia się dwudziestu dziewięciu okrętów nad ich głowami.

Cóż, motyw oklepany, ale twórcy nieźle sobie z tym poradzili. Już w pierwszym odcinków padają słowa: Stary, to prawie jak w Dniu Niepodległości, nawiązując do popularnego filmu o podobnej tematyce. W porównaniu do starej wersji z lat osiemdziesiątych, wprowadzono kilka zmian, jednak ogólny motyw pozostał ten sam: Przybysze, udając ludzi, próbują doprowadzić ludzkość do zagłady. Tutaj jednak ruch oporu jest jedynie malutką grupką zwaną Piątą Kolumną, która ma nikłe szanse na zwycięstwo. Co zasługuje na pochwałę? Zdecydowanie kreacje głównych bohaterów, które od razu są akceptowane przez widza, a które wyróżniają się ze wszystkich innych seriali. Erica Evans (w tej roli nadzwyczajna Elizabeth Mitchell, czyli Juliet Burke z Zagubionych) jest agentką federalną, która zostaje włączona do formacji pomagającej Przybyszom, jednak jest gorliwą działaczką Piątej Kolumny i jako jedna z niewielu zna prawdę o Przybyszach. Ryan Nichols (Morris Chestnut) to afroamerykański biznesmen, którzy w rzeczywistości jest zbuntowanym Przybyszem, jednym z bojowników oryginalnego ruchu oporu, a jego działania w przeszłości spowodowały skutki widoczne w czasie teraźniejszym dla serialu. Ojciec Jack Landry (tutaj genialny Joel Gretsch, czyli agent Tom Baldwin z 4400) jest natomiast katolickim księdzem, który przez przypadek dowiaduje się o niecnych zamiarach Przybyszów. V wyróżnia się spośród masy innych seriali czymś, co określiłbym brzydko jako recykling aktorów. Twórcy postanowili nie rekrutować jedynie nowych twarzy, co jest zwyczajem wśród współczesnych metod castingu, przez co na planie pojawia się mnóstwo nowych twarzy, o których zdążyliśmy już zapomnieć, a które wywołują w naszych sercach przyjemne ciepło. Takim oto sposobem, jako główni bohaterowie pojawiają się, oprócz wyżej wymienionych, Morena Baccarin jako Anna (Firefly, StarGate), Laura Vandervoort jako Lisa (Supernatural), ale także Nicolas Lea (agent Krycek z Z Archiwum X), Michael Trucco (Sam Anders z Battlestar Galactici), Alan Tudyk (Firefly), Samantha Ferris (The 4400) czy Rekha Sharma (Galactica). I takie coś właśnie lubię! Trzeba też wspomnieć o niesamowitym i nadzwyczajnym Charlesie Mesure w roli Kyle’a Hobbesa, który raz na zawsze zmienia definicję najlepszej postaci drugoplanowej.
Owszem, widzę wszystkie niedociągnięcia, ale jakoś mnie nie rażą jak innych. Przybysze wdarli się do mojego serca i zagnieździli się w nim na dobre, zajmując miejsce obok ukochanej przeze mnie Galactici. Nie ma co porównywać obu seriali, bo to całkiem inna kategoria, ale Wijce mają w sobie to niezidentyfikowane jeszcze przeze mnie coś, co powoduje, że jestem ich oddanym i zapalonym fanem. Może to klimat, który przez wszystkie odcinki jest tak gęsty, że można zawiesić siekierę w powietrzu nim przesyconym? Może to właśnie powrót ulubionych aktorów, bo gdzie indziej zobaczyłbym Joela Gretscha skoro The 4400 skasowano? A może to tylko fakt, że łatwo utożsamić się z bohaterami? Nie wiem, naprawdę nie mam zielonego pojęcia, ale Przybysze ciągną mnie do siebie mimo wszystko. Muzyka, chociaż nie wyeksponowana, jest magiczna, co można odczuć chociażby w ostatniej scenie Red Sky, gra aktorska też niczego sobie (pomijając kreacje Przybyszów na okrętach, szczególnie postaci Anny i Marcusa), więc do czego można by się przyczepić? Ano, jest taka jedna rzecz…

Sure back then, the effects were kind of cheesy, but I loved it (…) – śpiewał Dave Doré w A New Crew in Town. Efekty specjalne to najdziwniejsza część całej produkcji jeśli chodzi o Gości. Potężne krążowniki Przybyszów majestatycznie unoszą się nad ziemskimi miastami i wyglądają niesamowicie; niekiedy zapierają dech w piersiach. Na mojej tapecie na pulpicie od dwóch tygodni widnieje okręt nad Moskwą i jest najzwyczajniej w świecie epicki. To samo tyczy się wahadłowców Wijców, które są piękne w swej prostocie. Ach, te poczwórne dysze silników napędzanych niebieską energią, mmm… Niczego sobie też były tak zwane Poszukiwacze, nie narzekam też na holograficzną technologię, której używa się tu na potęgę. I w tym miejscu kończą się zachwyty, a zaczyna tradycyjne, polskie narzekanie, a jest na co narzekać. Porzekadło mówi, że trzeba oceniać wnętrze, nie bacząc na to, co widzimy z zewnątrz, ale w takim razie efekty są tragiczne. Wnętrza krążowników są okropne, ktoś musiał spieprzyć jakiś algorytm, bo ściany i podłogi nie zawsze nadążają za poruszającymi się postaciami, a niektóre technologiczne nowinki jak Przeżeracz czy iglaste łózko są tragicznie wyrenderowane, co pozostawia jedynie niesmak i odrobinę smutku, bo przecież można by to zrobić lepiej. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko komercyjna ABC, a wszyscy chyba pamiętają sztandarowy przykład ichniejszych efektów specjalnych: łódź podwodną w Zagubionych.
Podsumowanie? Pomimo kilku wad, uważam, że to najlepszy serial tego sezonu. Może to się zmieni po finale Zagubionych, jednak ich nieklimatyczny szósty sezon jest przyćmiony przez inwazję Przybyszów. Nie mogę się doczekać jakże odległego listopada, kiedy to Wijce powrócą z drugim sezonem i mam nadzieję, że będzie intensywniej. Więcej wybuchów, więcej jaszczurek, więcej ruchu oporu, więcej Hobbesa – to mnie usatysfakcjonuje w pełni. Zapraszam wszystkich na moją prelekcję na temat serialu na zbliżających się Dniach Fantastyki we Wrocławiu, a tych, którzy jeszcze nie widzieli albo zatrzymali się w połowie, zachęcam gorąco do kontynuacji. Warto, naprawdę, chociażby dla samego, zaskakującego Red Sky. W komentarzach proszę o używanie zaspoilerowanego tekstu, by nie zepsuć zabawy innym. V otrzymuje ode mnie mocne 9/10, gdzie jeden punkt ucieka za efekty specjalne wewnątrz statków i grę aktorską pani Baccarin. We are of peace. Always.


- Autor: Krzysztof Rewak; 19 maja 2010
- w kategorii Szeroko pojęta kultura
- otagowano jako ABC, Battlestar Galactica, Caprica, CGI, Dni Fantastyki, fantastyka naukowa, film, Firefly, muzyka, recenzje, seriale, technologia, The 4400, USA, V, Zagubieni
Komentarzy do wpisu: 20
-
Mnie też nie rażą pewne błędy, ale.. one są. Np. Czemu Wojsko USA i rząd nie reagują? I takie różne. Czemu 5 kolumna praktycznie ciągle dostaje po dupie ;x? Joshua sobie legalnie na statku rozmawia, nikt się jeszcze nie zorientował. Czemu Joshua nie zabije Anny, ma wiele okazji by to zrobić, wystarczy zastrzyk. No miliardy tego jest.. ale jak się o tym nie myśli, to jest super:)
-
Ściągnę i obejrzę. Ogólnie to były niektóre pytania itp. jakie pojawiły się u mnie przez 11 odcinków. Ciężko uwierzyć, że ludzie by tak od razu obcym zaufali. Mówimy tu o specyficznym gatunku – LUDZIE – którzy zabijają podbijają i pragną przejąć wszystko. Czekam więc na napisy i odcinek ;>
-
bez seriali czlowiek by osiwial :) to jak czytanie ksiazki rozdzial po rozdziale :D tylko ze czytac nie trzeba umiec ;)
-
w zasadzie zgadzam się ale mam jedno ale pani Baccarin moim zdaniem gra Annę bardzo dobrze w końcu nie gra człowieka tylko obcą u której uczucia to udawanie a nie rzeczywistość a widzałam ją i w stargate i serenity i uważam że jest bardzo dobrą aktorką a V to moim zdaniem popisówka dwóch pań Ericii i Anny co nie znaczy że inni aktorzy grają gorzej ale panie zwracają na siebie największą uwagę
-
Hobbes mistrz. Anna mistrz. Reszta mocno daje radę.. Tylor tylko trochę czasem.. ale on ma taki styl aktorski najwidoczniej :) szkoda, że nie ma już tego przyjaciela Tylera, koleś byl fajny. Brandon sie nazywał?
-
Kto mi wytłumaczy o co chodziło z końcówką? ;d [spoiler] Shyer jest w Piątej Kolumnie czy jak? bo po co inaczej miał by ratować Joshua’ę? no i jak przybysze zabarwili kolor nieba na czerwony? [koniec spoilera] Dużo odpowiedzi szykuje się w następnym sezonie ;d
-
Twoje odczucie jest prawidłowe bo takie ma być podła gadzina pozbawiona skrupułów nieznająca emocji i żadnych innych uczuć zimna,bezwzględna,wyrachowana,wyrafinowana,po prostu obca emocje uczucia znająca tylko z definicji,niby jak twoim zdaniem należy grać istotę nie odczuwającą emocji? gestykulacją? to niezbyt pasuje do postaci Anny mojm zdaniem Baccarin jest świetna w tej roli i zgadzam się że aktor grający Hobbsa też mistrz ale gra jednak człowieka a to jest jednak różnica,co do Tylera ma mało ról na kącie ten aktor a skoro wielu ludzi się na niego wścieka na rolę,to znaczy że jednak chłopak daje rade
-
Obejrzałem Oo’ i na usta ciśnie się tylko jedno „WTF”.. a na nawet jeszcze jedno „Kiedy drugi sezon?!”. Jednym słowem MIAZGA. Rzadko widzi się tak dobre odcinki. Mistrzostwo. Nie mam słów. Na razie jestem w szoku.
-
Finał faktycznie był świetny, a drugi sezon zapowiada się bardzo apetycznie. :D
I ogólnie podpinam się pod listę osób, których dziwi fakt, że wygląd statków z zewnątrz jest wręcz? porażający (statki na tle największych miast świata robią ogromne wrażenie), a wewnątrz są tak paskudne. Czasami wystarczy się przypatrzeć jak jego mieszkańcy się po nim poruszają? i faktycznie, chodzić chodzą, ale na pewno nie po podłodze, która jest pod nimi, :P
Co do gry Anny i Marcusa: no cóż, to, że grają bez emocji jest bardzo odczuwalne i trochę mnie od nich odpycha, ale? tak jak powiedział ktoś wyżej, to nie są ludzie. To są obcy. Bez emocji. ;P
A co do Kyle?a to się zgadzam. Genialnie zagrana postać. Co on takiego w sobie ma, że wszyscy, którzy ogladają ?V?, po prostu go uwielbiają? :D
A co do samego serialu jeszcze, to faktycznie jest dobry, ale jakoś mnie porwał tak jak Ciebie. ;) Ale temat był tyle razy wałkowany via priv, że chyba nie ma sensu kolejny raz tego omawiać. :D
-
Tak jak świetny był odcinek finałowy tak równie świetny jest napisany artykuł przez Ciebie.
Co do postaci Anny to osobiście uważam ją za arcydzieło ‘V’. Jej postać jest bardzo złożona. Nikt z Was nie zastanowił się nad bardzo istotną sprawą jaką jest oryginalny ‘V’ z 1983-1986. Na świecie jest około 3mln fanów tej klasycznej produkcji.Ci fani utożsamiają serial z rolą Jane Badler która odgrywała liderkę obcych -Dianę. Morena Baccarin spotkała się z nią przed powstaniem pierwszych zdjęć do nowego ‘V’. Scott Rosenbaum zdawał sobie sprawę z tego,że nowy projekt musi zawierać elementy ze starego ‘V’. Morena uczyła się niektórych gestów twarzy i mowy aby zadowolić wszystkich którzy tak bardzo chcieli zobaczyć starą Królową ‘V’ czyli Dianę. W związku z tym wielu oczekuje, że w drugim sezonie pojawi się matka Anny którą być może okaże się właśnie Jane Badler. zdecydowanie Anna to czarny charakter który dodaje smaku i pikanterii tej magicznej produkcji.Jej bohaterka musi taka byc. Gdyby okazało się,że do projektu powróci kilka starszych postaci (a wiele na to wskazuje) może się okazać ,że będzie to największy hit serialowy roku 2011. Trzymam kciuki za wszystkich fanów i za Ciebie Krzysztofie. Abyś nadal pisał tak wspaniałe i mądre artykuły prosto z serca.We are of Peace! Always! Już chyba tego nie usłyszymy w przyszłym sezonie…
-
No to tak, mój post będzie pewnie dość chaotyczny i niespecjalnie spójny. Nawet nie wiem od czego zacząć. Zacznijmy od plusów bo jest ich mniej. Przede wszystkim pomysł na bohaterów – to jest geniusz tego serialu. Ksiądz uganiający się za jaszczurkami w ludzkich skórach to jest to. Agentka FBI prowadząca dochodzenie w sprawie Piątek Kolumny będąca członkinią Piątek Kolumny – to jest to. Wrobiony najemnik (tak jakby), którego wszyscy uwielbiają (mnie najbardziej on przypomina Wolverine’a) – to jest to. Fakt, jest trochę postaci które sprawiają że mam ochotę wyłączyć DVD, jak np. nasz wielce ukochany Tyler (który stopniem irytacji najbardziej przypomina mi Orihime z anime Bleach). Aktorzy ich grający też nie są tacy straszni (dzięki za informację badler, bo Morena była jedną z tych „gorszych” ale teraz zdecydowanie wsadzam ją do innego worka). Akcja. Akcja to było coś co sprawiło, że bardzo fajnie oglądało mi się pierwsze cztery odcinki i czekałem na kontynuację sezonu. W odróżnieniu jednak od FlashForwarda tutaj znacznie spowolniła całą akcję a kolejne odcinki tylko mi się dłużyły. Co do efektów – generalnie zgadzam się z przedmówcami – statkom mówimy TAK, wnętrzom NIE. W jednym z tych pierwszych odcinków bardzo podobała mi się ta taka kulka co wparowała na „rekrutację” Piątej Kolumny.
Teraz niezgrabnym krokiem przejdę do największego, moim zdaniem, mankamentu tego serialu czyli kompletnego braku logiki. [spoiler]To o czym pisał Hell, czyli brak jakiejkolwiek reakcji ze strony rządów krajów takich jak USA (a wręcz przeciwnie: „proszę, nie odlatujcie!”) nie wiedząc kompletnie NIC o potencjalnym zagrożeniu. Ciemna masa ślepo idąca za Przybyszami – tak, pochodzą z zupełnie innej galaktyki (w sumie nawet nie powiedzieli skąd) i wyglądają kompletnie tak jak my (fakt, Anna przecież to załatwiła w pierwszym odcinku tekstem o „naszych naukowcach”). Ich technologia też jest kompletnym nieporozumieniem, bo potrafią odtworzyć wynik eksplozji na podstawie zdjęcia ale nie mają kamer na pokładzie swojego statku („heh. ciekawe kto jest szpiegiem – pewnie nigdy go nie wykryjemy!”, „heh, ciekawe kto strzelał – pewnie nigdy go nie wykryjemy”, tak można długo). No i oczywiście moje ulubione, czyli „Cholera, musimy przekonać do siebie ludzi! Napiszmy nic nieznaczący dla tych tłuków tekst „JOHN MAY LIVES”, to na pewno ich przekona!”. Pomijając fakt, że przez cały odcinek kombinowali jak to wnieść na statek (Joshua pewnie nie miał czerwonego mazaka, a na przybyszowym komputerze nie można przygotowywać takich plików, musi to zrobić ktoś przy pomocy ludzkiego komputera) to przecież po drodze zabili tylu Przybyszów, że mogliby ich spokojnie oskórować i pokazać jak wyglądają naprawdę i to na gigantycznych telebimach.[koniec spoilera] A to dopiero wierzchołek góry lodowej kretynizmów zawartych w tym serialu, ale ani nie chce mi się myśleć ani ich wypisywać. Ostatni odcinek trochę ratuje ten sezon w moich oczach, ale też nie było to dla mnie nic aż tak epickiego. [spoiler]W każdym bądź razie nie nastąpiło to na co tak bardzo liczyłem, czyli „Ha, wyruchaliśmy Was a teraz GIŃCIE!!! *blam blam blam*” i rozpierducha na całego, czyli coś dzięki czemu miałbym powód żeby czekać na następny sezon. A tu jakieś czerwone niebo, które pewnie w pierwszym odcinku drugiej edycji uzasadnią „No heh, nawaliły nam jakieśtam systemy, nie macie się o co martwić. We are of Peace!” i ludzie znowu będą cieszyć michy i się do nich ślinić.[koniec spoilera]
Podsumowując, serial dobry – z braku niczego lepszego obecnie do oglądania można popatrzeć. Niestety, nie gloryfikuję go tak jak Aquenral czy tam reszta, do poziomu Zagubionych, Battlestara, FlashForwarda mu brakuje naprawdę SPORO. Poziomem logiki nawiązuje do Herosów, ale tam przynajmniej były kolesie z mocami i się napieprzali (i to było coś! :D).
-
brzmi ciekawie chyba się nań skuszę
-
No raczej :D Kuś się kuś.
A jak tam FlashForward:>? Aq może ocenisz ten serial ;>?
-
Zgadzam się z Badlerem ja też jestem fanką „starego v” i moją bohaterką była Diana i dlatego uważam że pani Baccarin świetnie radzi sobie w roli Anny i mimo pewnych braków i niedomówień w scenariuszu serial wart jest i oglądania i kontynuacji#18
-
Eh… aż się boję o tą recenzję „Zagubionych”, bo już teraz wiem, że się definitywnie z nią nie zgodzę. ;D
-
Z twoją oceną „V” się zgadzam. Serial jest świetny, jednak oglądając odcinki od tak szóstego do dziewiątego, zauważyłem coraz większe słabnięcie poziomu, ale mam nadzieję, że to się zmieni po obejrzeniu dziesiątego odcinka.
Ech co do finału sezonu tak wszyscy chwalą Red Sky. Ciekawe czy także spełni moje oczekiwania.
Pozdrawiam.
Trackbacki/Pingbacki
- FINAŁOWA RECENZJA: Czerwone Niebo nad nami… | POLSKIE CENTRUM SERIALU V
- RECENZJA: Red Rain | V-serial: Visitors Polska













Prosiłbym używać poniższego kodu do oznaczania spoilerów, z góry dziękuję. :)