Uzależniony od informacji
Patrzcie, żyję. Naprawdę żyję. Po pięciodniowym obozie matematycznym, gdzie stosunek liczby godzin snu do liczby godzin robienia zadań wynosił jakieś 1:3, nie każdy mógłby powiedzieć to samo. Wróciłem zdecydowanie zniszczony, mój mózg przypominał rozgotowany makaron, a temperatura dobiła konkretniej, ale ogólnie rzecz biorąc, jestem usatysfakcjonowany i zadowolony. Ba, powtórzyłbym to znowu, szczególnie mając naszą klasę. Okej, sytuacja wyjaśniona, wiecie już dlaczego przez tydzień nie pojawiło się nic nowego, więc mogę już przejść do tematu, nad którym zastanawiałem się krótką chwilę w autobusie, słuchając Starego Dobrego Małżeństwa (ach, to Jest już za późno, nie jest za późno!) i odbierając mejle przez telefon. Mianowicie, w Lubiatowie, w którym mieliśmy okazję spędzić pięć dni, za cholerę nie mogłem znaleźć zasięgu operatora komórkowego, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem uzależniony od telefonu.
Może jest to zbyt przesadzone stwierdzenie, a muszę chyba nakreślić całą sytuację. Ośrodek Haleszka umiejscowiony jest w Lubiatowie w województwie lubuskim nad Jeziorem Sławskim, wszystko jest świetne, na zakwaterowanie nie można narzekać, jedzenie jest dobre, ale jest jeden szkopuł. Cóż to takiego? Mój telefon nie mógł jakoś ogarnąć sygnału operatora komórkowego, przez co większość czasu miałem te nieprzyjemne zero kresek, esemesy mogłem przesyłać jedynie w bliżej nieokreślonych miejscach w całym ośrodku, który w całkowicie losowy sposób zmieniały swoje położenie przestrzenne, a rozmowa była możliwa tylko nad jeziorem. I w taki oto sposób uniemożliwiono mi nie tylko łatwą komunikację ze światem (tja, Mama już mi wypomniała tego jednego, jedynego esemesa), ale, przede wszystkim, dostęp do internetu. Dlatego też ostatnie zdanie poprzedniego akapitu powinno wyglądać następująco: (…) utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem uzależniony od dostępu do danych.
Nie lubię być niedoinformowany, o. Wiąże się to z pewnością z moją wewnętrzną potrzebą ogarnięcia wszystkiego, co mnie otacza, tym bliżej niezidentyfikowanym imperatywem zdobywania informacji, które na pierwszy rzut oka są nieprzydatne, ale mogą być istotne. Po prostu nie lubię czegoś nie wiedzieć w momencie, gdy mógłbym. Wynikają z tego moje zainteresowania, gdzie bieżąco śledzę wydarzenia polityczne, interesuję się historią czy też czytam książki, których wypożyczenie przez osobę w moim wieku zaskakuje bibliotekarkę. I właśnie dlatego też codziennie przeglądam portale informacyjne, na które się przerzuciłem po rezygnacji z telewizji, w której i tak oglądam jedynie TVN24. Więc teraz postawcie się w sytuacji, gdzie nie możecie nawet sprawdzić mejla, by zobaczyć, że przyszła już moja paczka do empiku, a nawet wejść na głupiego Twittera. Brr…
Żeby było jeszcze śmieszniej, jedynie ja miałem takie problemy, bo Era, Plus czy Play miały pełny zasięg w Lubiatowie, ale jakoś udało mi się przetrwać. Bardziej intryguje mnie to jak długo taki stan rzeczy mógłby trwać i dlaczego tak bardzo mnie to uderza. Teraz nadrabiam bieżące wydarzenia… O, pozytywnie zaskoczył mnie fakt wybrania Marka Belki na stanowisko prezesa NBP. Niby nic, ale jednak czuję się dobrze, wiedząc o tym fakcie; a nuż się kiedyś przyda? Informacje są podstawą wszystkiego w dzisiejszym świecie, więc nic dziwnego, że staram się gromadzić się ich jak najwięcej, a moja dobra pamięć na to łaskawie pozwala. Za informacje płaci się grube pieniądze, a ich odpowiednie wykorzystanie potrafi wprowadzić wielkie zmiany. Dobrze jest być na bieżąco z współczesnym światem. Naprawdę.


- Autor: Krzysztof Rewak; 11 czerwca 2010
- w kategorii Człowiek zagubiony w społeczeństwie
Komentarzy do wpisu: 14
-
Na bieżąco, no ale powinny być też w życiu momenty, w których trzeba odpocząć od nawału informacji…
Dobrze jest se usiąść na łące pod drzewkiem, bez telefonu, książek, czegokolwiek i po prostu myśleć o niebieskich migdałach – uciec od całęgo cyrku w szkole, w mieście, w kraju, a nawet od swoich własnych problemów. Chwila wytchnienia każdemu się przyda.
Aqu – zweryfikuj to. :)Tak,tak, jestem lekkoduchem, a dla ścisłości powiem, że nie wyobrażam sobie mnie i wertowania po nocach wielu artykułów czy przeglądania całej masy literek. ;]
Telefon, komputer, telewizor – ja do tych rzeczy podchodzę z dystansem i nie przypominam sobie,żebym świrowała z powodu braku zasięgu czy internetu. To domena mojej siostry. -
Bez telefonu to się zgodzę, bez telewizora również, ale bez książek? Siedzenie w cieniu drzewa z dobrą literaturą jest wytchnieniem. Co do komputera. Ciężko jest się obejść bez internetu.
-
1 do 3 ;o? to przeciez normalnie.
18 godzin na nogach, 6 snu. Tak jak powinno być. ew. 7 snu.
-
Ja natomiast mam inny na to pogląd. Przestałem się interesować wydarzeniami w świecie już dawno temu. Nie mam pojęcia kto zostanie kim, o śmierci prezydenta dowiedziałem się od sąsiada. Nie obchodzą mnie katastrofy gdzieś na końcu świata, nie obchodzi mnie kto w tamtym roku nie pomógł powodzianom, nie obchodzi mnie temperatura w Honolulu lub rekordowe powodzie w Zimbadwe.
Nie wynika to z ignorancji. Jeśli coś dotyczy mnie pośrednio lub bezpośrednio, dotyka mojego świata (np. podwyżka cen paliw), lub wiąże się z moimi zainteresowaniami, to miło o tym poczytać/posłuchać. Nie obchodzi mnie to czy Belka będzie kimśtam, lub kto zostanie prezydentem. Nie mam na to wpływu, nawet gdybym miał to nie należy to do tego co chcę robić.
Tak samo z zagadnieniami naukowymi. Lubię usłyszeć kiedy nowa misja na Marsa, jaki teraz mają sprzęt ale to czy ktoś odkrył nową funkcję mózgu, opracował nową teorię powstania Wszechświata. Nawet nieprawdopodobnie rewolucyjna teoria- nie obchodzi mnie to. Do niczego mnie to nie przybliży, nie stanę się dzięki temu lepszym człowiekiem. Jedyne co mi to da to wiedzę o tym. Co się z kolei przekłada na głębszy temat – poszukiwani informacji na własną rękę. Bo dostęp do informacji to nie tylko czytanie newsów, ślepe spoglądanie na to co się dzieje, ale też szukanie odpowiedzi na pewne pytania.
Jedni szukają odpowiedzi na to jak żyć w religiach, inni w filozifiach ludzi jak Platon, Schopenhauer czy ktokolwiek inny. Ja lubię na takie tematy rozmawiać, ale nie poszukuję na siłę odpowiedzi, nie staram się utwierdzić w przekonaniu że jestem Buddystą lub Ateistą. Dosyć niedawno dowiedziałem się, że jestem deistą. I to tylko dlatego, że cała ta wiedza do niczego mi się nie zda.
-
Spokorniejesz przez to! ;d
-
Hellu, od Twojej zasady są odstępki.
Ja śpię np 6 h w dni powszednie, 12 h w dni wolne od szkoły :P
Lubię spać. ^^
Nie wiem,jak inni….:) -
Ja zaś nie mogę wytrzymać nawet tygodnia bez dostępu do Bastionu. Wiem ile informacji przecieka mi przez palce, i tak mnie to denerwuje … ;D
-
Daala. No spoko ja też. Ale to jest cholernie niezdrowe ;)
-
TFU2 na prawdę miażdży ;o i czemu nie mogliby takiego filmu zrobić? W połączeniu jeszcze z trailerem do TOR? To by było mega.. a ile kasy? Opłacało by się >.>
-
Obóz matematyczny? Nigdy nie byłem przekonany do tego typu aktywności. Nie jest to czasem strata czasu? No chyba, że to zwykły obóz , a nazwa dodana dla zmylenia rodziców.
-
Ta, miałem zupełnie, tak samo, po powrocie z konkursu, chociaż, mieliśmy tam telewizor i radio pod prysznicem. :D
Z telefonem miałem tak samo, ale jak byłem na obozie, w poprzednie wakacje.
Gdy wracam do domu, skądś gdzie nie ma dostępu do świata, to na początek, włączam takie witryny jak: onet.pl, facebook itd. Sprawdzam, też czy ktoś nie napisał komentarz na moim blogu.












Brak dostępu do informacji jest jak brak powietrza. Sam spędzam godziny na czytaniu nowych informacji. Im więcej wiesz tym masz większe pojęcie o otaczającym Cię świecie. Z drugiej jednak strony im wiesz mniej tym spokojniej śpisz.