Powróciwszy z Egiptu
Patrzcie, jednak żyję. Wczorajszego wieczoru wróciłem z tygodniowego pobytu z rodziną w kraju faraonów, a dokładniej w Makadi Bay koło Hurghady w gorącym Egipcie. Tak się złożyło, że w trakcie owych wczasów, stałem się człowiekiem pełnoletnim według prawa polskiego, co oznacza, że przekroczyłem magiczną dla wieku granicę osiemnastu lat. Żeby było jeszcze śmieszniej, dokładnie w ten sam dzień odbyła się druga tura wyborów prezydenckich, w których chciałem wziąć udział, co uniemożliwiła mi katastrofa samolotu pod Smoleńskiem, która zaowocowała przedterminowym głosowaniem, co z kolei nie pozwoliło mi skreślić kratki przy odpowiednim nazwisku w pierwszej turze. Ale może zacznijmy od początku, okej? Od razu też zaznaczę, że nie poruszę dzisiaj żadnego konkretnego tematu, a wpis będzie natury sentymentalnej.
Egipt jest… gorący. To zdecydowanie pierwsze wrażenie, które zapada w pamięć, bo temperatury osiągają wysokości, które nie działają dobrze na człowieka, noce są tragiczne, a woda w morzu jest aż surrealistyczna ze swoimi trzydziestoma pięcioma stopniami. Pierwszy raz byłem poza Europą i pierwszy raz byłem w tak ogromnym ośrodku wypoczynkowym, więc muszę o tym napisać kilka słów. Egipt to kraj będący sumą dwóch całkowicie odmiennych światów: krainy turystycznej oraz Egiptu właściwego. Gdy ta pierwsza zajmuje jedynie kilka procent powierzchni kraju, obejmując głównie wybrzeże oraz duże miasta i jest przystosowana do wizyt gości z cywilizowanego świata, to druga część jest po prostu przerażająca. O biedzie w krajach afrykańskich słyszał każdy, ale zobaczyć to na własne oczy… Wszędobylski brud, śmieci każdego rodzaju leżące na drogach, bose dzieci biegające między zniszczonymi domami oraz żołnierze stojący co kilkaset metrów z karabinami w ręku tworzą zdecydowanie nieprzyjemną mieszankę, która raczej nie zachęca do odwiedzin w kraju faraonów. Fakt, Teby były fantastyczne, te wszystkie świątynie i grobowce robiły piorunujące wrażenie i na pewno warto chociaż raz tam pojechać, by to wszystko zobaczyć, ale ogólne wrażenie z niecywilizowanej części kraju jest straszne.
Okej, mamy dzień czwartego lipca, Amerykanie świętują rocznicę odzyskania niepodległości, a Krzysztof osiąga pełnoletność. Czy jest jakaś różnica między ostatnim dniem jako siedemnastolatek a pierwszymi godzinami człowieka dorosłego? Nie. Bardzo zaskoczył i ucieszył mnie fakt, że obsługa hotelowa zostawiła w moim pokoju tort urodzinowy z kartką z życzeniami opierając się na dacie urodzenia pobranej z paszportu – bardzo miły gest, który z pewnością zapamiętam. A, właśnie, wypadałoby też wspomnieć o początkach mojej przygody z alkoholem, bo chyba sobie nie wyobrażaliście, że do końca życia pozostanę abstynentem, hę? Arabskie piwo nieznanej mi marki miało tylko jedną zaletę, mianowicie było zimne, a tak to mnie nie zachwyciło, rum był zdecydowanie za mocny, wina będę musiał jeszcze popróbować w innych wariantach, bo wytrawne mi jakoś nie przypadło do gustu, jedynie wódka z pepsi wypita z Tatą była w porządku. Żeby nie było, nie piłem sam, bo towarzyszył mi Amadeusz, którego jakimś cudem spotkałem te tysiące kilometrów od domu.
No i na koniec wybory prezydenckie. Tak się złożyło, że przez przypadek dowiedziałem się, że w Hurghadzie będzie możliwość oddania głosu, więc tuż przed wyjazdem pognałem do Urzędu Miasta, by wyrobić sobie odpowiedni papier zezwalający na głosowanie. Nie żebym był jakimś wielkim zwolennikiem Bronisława Komorowskiego, przy którym ostatecznie postawiłem krzyżyk, ale kierowałem się subiektywną oceną mniejszego zła, gdyż mój kandydat nie przeszedł do drugiej tury, a rządy Kaczyńskiego mieliśmy przez ostatnie pięć lat, więc nie było innej możliwości. Co mnie zaskoczyło? Kolejka do lokalu wyborczego (umiejscowionego w lokalnym spa prowadzonym przez dwie Polki) z minuty na minutę robiła się coraz dłuższa, aż do tego stopnia, że ja z Rodzicami staliśmy prawie pięćdziesiąt minut, a niektórym szykowało się przynajmniej dwugodzinne oczekiwanie. Jak się czuje? Ano, cieszę się, że spełniłem swój obywatelski obowiązek i to jeszcze w dniu osiemnastych urodzin poza granicami kraju – takie coś z pewnością będzie się długo pamiętać.
Ot, taka bezsensowna notka czasami się przydaje, bo można się wygadać w miejscu publicznym, mając nadzieję, że ktoś to kiedyś przeczyta. Na sam koniec chciałem podziękować wszystkim duszyczkom, które pamiętały o moich urodzinach i złożyły mi życzenia próbując się dodzwonić, pisząc esemesy, zostawiając wiadomości na Gadu-Gadu i życząc tak naprawdę wszystkiego na forum. Gdyby wszystko się spełniło, byłbym naprawdę wniebowzięty. Zatem już kończę i zaczynam dokładnie planować całe wakacje.


- Autor: Krzysztof Rewak; 10 lipca 2010
- w kategorii Prywatne refleksje i przemyślenia
- otagowano jako Afryka, alkohol, Egipt, Europa, fandom, historia, Jarosław Kaczyński, rodzina, Smoleńsk, urodziny, USA, wybory
Komentarzy do wpisu: 10
-
Czyli wyjazd był udany? Tak, no to dobrze. Ja przyznam, że w Egipcie, byłem raz, ale jak byłem mały, więc nic nie pamiętam… Może poza jakimiś pojedynczymi epizodami, gdy np. pływam w basenie. Przyznam, ze nieźle się złożyło z Amadeuszem, że zamieszkaliście razem (przynajmniej tak mi mówił, przed wyjazdem) w hotelu. I dzięki Ci Amadeuszu, że dowiozłeś życzenia do Krzysztofa, bo bałem się, że zapomnisz czy co. :D
No i dobrze, że zagłosowałeś. Różnica KOM – KACZ, była mała, więc każdy głos się liczył.
D&D -
Krzysiek,nie martw się, przez najblizsze dni będziesz miał też Egipt w Legnicy…
Ja u siebie mam 35 stopni w cieniu, a co dopiero w wielkim,betonowym mieście.
A Amadeusz to chyba tam Ci spadł z nieba,o ! :P -
No najlepszego yo ;) za 2 – 3 lata twoja wątroba już nie bedzie w stanie przyjmować alkoholu tak jak w wieku lat kilkunastu ;P Niedługo skończy się liceum i zaczną studia.. i inne bzdety! NIE POLECAM.
-
Piwo ci nie posmakuje, bo trzeba go trochę wypić by zaczeło w ogóle smakować.
Whiskey to już w ogóle jeszcze gorzej!
A Mohito to nie wiem XDNo. ;_; ale teraz pisz notki i nadrabiaj zaległości.
-
Proszę, przeoczyłem Twoje urodziny, z moją pamięcią do dat nie ma się w sumie co dziwić. Tak czy inaczej: Wszystkiego Najlepszego! Spóźnione ale szczere. :)
-
Wiem, że się czepiam, ale nie mogę inaczej… „Owych” wczasów, nie „ów”! Ów – owego, owe – owych. http://pl.wiktionary.org/wiki/%C3%B3w
No i wszystkiego najlepszego :) -
Ja pamiętałem, że masz kiedyś urodziny, nie wiedziałem tylko, że akurat tego dnia ;-). Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin, pomyślnej pełnoletności! :)













No proszę. Tyle kilasów i spotkać kolegę. Nie tyle kolegę, co kolegę fandomowego! To dopiero musiał być szok. Ktoś nie jedzie na Chorwację od 16? :P