Idą święta… Jakie święta?
Wczoraj, to jest 15 sierpnia, obchodziliśmy Święto Wojska Polskiego upamiętniające zwycięstwo Polaków w bitwie warszawskiej podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku. Gdyby armia Józefa Piłsudskiego nie odparła wówczas ataku Czerwonych, nie wykluczone, że moglibyśmy być do dziś częścią ZSRR jako Polska Socjalistyczna Republika Radziecka… mmm, jak to dumnie brzmi, prawda? Cud nad Wisłą, bo również takie określenie funkcjonuje w polskiej świadomości historycznej (chociaż to też zależy, bo wielu młodym ludziom data 1920 niestety nic nie mówi), jednak się wydarzył, a nasi pradziadkowie mogli się cieszyć wolnością przez następne dwadzieścia lat. Dzisiaj upamiętniamy to Świętem Wojska Polskiego, które zostało ustanowione osiemnaście lat temu i nie jest dniem wolnym od pracy.
Zaraz, zaraz, czyżbym się pomylił? Przecież wszystkie sklepy były wczoraj zamknięte, bynajmniej nie z powodu niedzieli, ale dnia ustawowo wolnego od pracy. Gdyby piętnasty nie wypadł akurat w ten dzień tygodnia, odczulibyśmy to może bardziej. Cóż, nie mogliśmy kupić kiełbasek na grilla czy sześciopaku ziemnego Lecha, gdyż tego dnia wypada Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, czyli upamiętnienie zabrania Matki Boskiej do nieba. Ustawa mówi właśnie o tym kościelnym święcie, ignorując kompletnie święto narodowe, jakby nigdy nie istniało; no bo w sumie po co świętować coś, dzięki czemu istniejemy jako naród, prawda? O ileż fajniej będzie zatrzymać krajową gospodarkę na jeden dzień, by przypodobać się Kościołowi. Fakt, dni wolne od pracy są potrzebne, ale dlaczego musimy tak brutalnie łączyć życie religijne z funkcjonowaniem państwa?
Myślę, że idealnym przykładem będzie przywołanie szóstego stycznia, czyli Trzech Króli. Jako dobry chrześcijanin, wracam ze swojej szkoły po piętnastej i idę do kościółka na siódmą. W żadnym wypadku nie przeszkadza mi fakt, że musiałem się uczyć, a moim Rodzicom, że byli w pracy. Dlatego też otwarcie mówię, że jestem stuprocentowym przeciwnikiem ustanowienia szóstego stycznia dniem wolnym… Chociażby dlatego, że frekwencja w kościele wynosi jakieś 20% ze zwykłej mszy, więc dla kogo to miałoby być? Żydów? Ateistów? Największym absurdem naszego kalendarza świąt są natomiast Zielone Świątki, które zawsze wypadają w niedzielę. Jakim sposobem znalazły się one w ustawie o dniach wolnych od pracy? Nie mam zielonego pojęcia i mnie to irytuje… Nawet nie wiem, co mogą o tym sądzić wyżej wymienieni ateiści czy osoby innych wyznań. No i jak się mogą czuć?
Żebym nie wyszedł na całkowitego satanistę i anarchistę, muszę wspomnieć o Bożym Narodzeniu i Wielkanocy, które przecież też są świętami kościelnymi, które są wolne od pracy, jednak nie przeszkadzają mi w żadnym stopniu. Wydarzenia te są głęboko zapisane w tradycji i kulturze Polaków, poza tym lwia część narodu to jednak chrześcijanie, więc nie widzę problemu… Ech, brzmię jak hipokryta, prawda? Wniebowzięcie czy Zielone Świątki mi przeszkadzają, ale Boże Narodzenie jest już w porządku? Nie wiem, nie potrafię tego uargumentować logicznie, bo głupio mi jakoś odnosić się do rangi wydarzenia i społecznego nastawienia, bo i tak wszyscy mnie za to zjedzą… Ale uważam, że osobom najbardziej poszkodowanym, czyli zawsze na wszystko krzyczącym ateistom, nie przeszkadza przerwa w grudniu, a przynajmniej nigdy nie zauważyłem jakichś wrogich komentarzy pod jej adresem.
Zróbmy na koniec statystykę… Mamy dwanaście dni wolnych od pracy: 1 stycznia (Nowy Rok, święto okolicznościowe), ruchomy pierwszy i drugi dzień Wielkanocy (kościelne), 1 maja („Święto Państwowe”), 3 maja (Święto Narodowe Trzeciego Maja, rocznica uchwalenia Konstytucji), ruchomy pierwszy dzień Zielonych Światek (kościelne), ruchome Boże Ciało (kościelne), 15 sierpnia (Wniebowzięcie NMP, kościelne), 1 listopada (Wszystkich Świętych, kościelne), 11 listopada (Narodowe Święto Niepodległości, upamiętnienie odzyskania wolności spod zaborów w 1918) oraz 25 i 26 grudnia (Boże Narodzenie, kościelne). Daje nam to w sumie osiem kościelnych, trzy państwowe i jeden związany z tradycją. Nie uważacie, że coś tu nie gra?


- Autor: Krzysztof Rewak; 16 sierpnia 2010
- w kategorii Człowiek zagubiony w społeczeństwie
- otagowano jako ateizm, Boże Narodzenie, chrześcijaństwo, gospodarka, historia, Józef Piłsudski, Kościół, Polska, statystyka, święta, Trzech Króli, Wielkanoc, wojsko, ZSRR
Komentarzy do wpisu: 4
-
Ponoć przed wojną (drugą światową) Zielone Świątki trwały dwa dni – i oba były wolne. Więc to, że my nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, wynika tylko z tego, że komuna nas (społeczeństwo) odzwyczaiła.
Dobrze, że nie miała tych kilkudziesięciu lat więcej, jak w ZSRS, bo teraz biegalibyśmy za Dziadkiem Mrozem… A gdyby nie Bitwa Warszawska, to na dodatek nie wiedzielibyśmy, kiedy świętować Nowy Rok.A w Izraelu w każdy szabat nie jeździ transport publiczny, a w Yom Kippur to nawet Twój własny (ateistyczny / chrześcijański / muzułmański / jakikolwiek) samochód nie ma prawa wystawić nosa z garażu. Za to u nas cały czas te circa 90% społeczeństwa _deklaruje się_ jako katolicy, więc dla mnie to miłe, że państwo stara się im pomóc w uwolnieniu od wyzysku krwiożerczego kapitalisty w _ich_ najważniejsze święta.
-
Protestanci (a dokładniej któryś tam odłam) mają dwa dni wolne z powodu Zielonych Świątków, przysługują one im wg Konstytucji.
Jakby tak wszystkie dni świąt katolickich były wolne od pracy, to w gruncie rzeczy w ogóle by do pracy nie chodzili ludzie – codziennie jest „święto” jakiegoś świętego :)
Po za tym wszelkie święta narodowe (poza 11 listopada, 1i 3 maja) są mniej ważne niż katolickie, w mniemaniu rządu. Taka rzeczywistość :P -
Ziemny Lech lol













To chyba podchodzi pod wyśmiewanie sie z Głowy Państwa, co nie? :D