img

Pół na pół

Zdarza mi się utrudniać życie wyimaginowanymi problemami, ale to już chyba wiecie, prawda? Bardzo tego nie lubię, ale coś wewnątrz mnie uznało za zabawne stawianie sobie nierzeczywistych przeszkód, a ja muszę się temu bezwiednie poddawać. Ostatnio postanowiłem wreszcie obejrzeć ponownie The 4400, czyli jeden z moim ulubionych seriali, który ostatnio widziałem w okolicach 2007 roku, kiedy to kończył się czwarty sezon na USA Network. Kiedyś już gdzieś o tym pisałem, ale moim zdaniem opowieść o czterech tysiącach i czterystu ludziach, którzy powrócili z przyszłości w wielkiej kuli światła należy do trójki najlepszych produkcji telewizyjnych jakie widziałem, obok nieśmiertelnego Battlestara oraz niesamowitego Breaking Bad. To mój pierwszy serial, który śledziłem na bieżąco, więc nie dziwi mnie ogromny sentyment jakim go darzę, ale muszę przyznać, że trochę bałem się powtórkowego maratonu. A gdyby mi się teraz nie spodobał? Gdyby okazało się, że cały motyw ratowania świata przed nadchodzącą katastrofą jest płytki, Jordan Collier przestałby być już tak charyzmatycznym liderem Ruchu promycyny, a wszystkie założenia fabularne przestałyby mi się podobać?

Obejrzałem całe trzydzieści jeden godzin serialu przez ostatni miesiąc i ponownie się zakochałem. Długo mógłbym pisać o definitywnych zaletach The 4400 przez które mógłbym polecić tę produkcję każdemu i pewnie usłyszycie taki wywód na tegorocznych wrocławskich Dniach Fantastyki, ale nie to mi dzisiaj przyświeca przy pisaniu tego artykułu. Wyobraźcie sobie, że w 2004 roku w okolicach Seattle pojawia się znikąd 4400 ludzi, którzy znikali w tajemniczych okolicznościach przez ostatnio sześćdziesiąt lat. Nie wiedzą gdzie byli, nie postarzeli się nawet o dzień, a w ich żyłach pojawił się nowy neuroprzekaźnik, promycyna, która umożliwia wykorzystanie nieużywanych obszarów mózgu. Przez następne dwa lata trwają zaawansowane badania nad promycyną, powstaje program tworzenia żołnierzy z nadzwyczajnymi zdolnościami, a jeden z Powracających, Jordan Collier, mężczyzna, który zmartwychwstał i widział mroczną przyszłość świata po Katastrofie, kradnie cały rządowy zapas substancji i wciela w życie plan dystrybucji promycyny.

Strzykawki z zielonożółtym płynem są rozdawane za darmo, ale jest jeden szkopuł. Istnieje pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo, że zyskasz zdolność, którą najlepiej byłoby nazwać mocą superbohatera, jednak nie wiesz czy będzie to telekineza, prekognicja, umiejętność tworzenia trzęsień ziemi czy wytwarzanie wirusa, który będzie zabijał wszystkich wokół. Jeżeli jednak trafisz w drugą połówkę możliwych konsekwencji, umrzesz tragiczną śmiercią poprzez liczne wylewy i udary. Pół na pół, to wszystko. Żeby uatrakcyjnić całą sytuację, rządy na całym świecie natychmiastowo zdelegalizowały promycynę, by każdy, kto rozprowadzał w jakikolwiek sposób lub zażył nielegalną substancję, trafia do więzienia bez procesu. A Jordan Collier, człowiek, który jest najbardziej poszukiwaną osobą na Ziemi, obiecuje ziszczenie się raju w momencie, gdy każda osoba na planecie weźmie zastrzyk… Poniesie to za sobą śmierć ponad trzech miliardów ludzi, czyli największą zbrodnię ludobójstwa w historii, a może tylko największe masowe samobójstwo? Pozostała część wytworzy u siebie zdolności, które Collier nazywa cudami. Poświęcenie jednego pokolenia ludzkości na rzecz ewolucji w bardziej zaawansowaną rasę.

W tym momencie wracamy do refleksji, którą podzieliłem się na samym początku tego artykułu. To samo pytanie zadawałem sobie cztery lata temu, gdy USA Network emitowało czwarty sezon The 4400, później dywagowałem na ten temat przy początkach istnienia tego bloga. Kolejny seans znów postawił mnie przed tym dziwnym pytaniem, które jest praktycznie gigantycznym przejawem nerdyzmu w najczystszej postaci, jednakże ma w sobie coś… ciężkiego moralnie? Czy wziąłbyś promycynę, znając wszystkie możliwe konsekwencje tego prostego zastrzyku? Byłem szczerze zaskoczony, gdy troje moich znajomych, którzy uważają się za fanów Czterech-Czterystu odpowiedziało mi na to pytanie twierdząco. Pytam wszystkich czytelników o to samo, a zaraz postaram się wytłumaczyć mój punkt widzenia.

Lubię swoje życie. Niby takie proste zdanie, a czy każdy może z ręką na sercu powiedzieć to samo? Nawet w świecie stworzonym przez René Echevarrię i Scotta Petersa na potrzeby serialu zauważono, że zastrzyki promycyny są niesamowitym niebezpieczeństwem, zarówno dla tych, którzy potencjalnie umrą od przeładowania spoidła wielkiego, ale także dla tych, u których wytworzą się nadzwyczajne zdolności. Normalny człowiek, przynajmniej w moim mniemaniu, nie powinien nawet myśleć o podjęciu takiego ryzyka – pięćdziesiąt procent to wcale nie jest dużo. To wręcz bardzo mało, szczególnie, że na szali leży nasze życie, a to, jak wiemy, mamy tylko jedno. Pobudzenie mózgu? Wytworzenie sobie nadzwyczajnej zdolności, dzięki której staniesz się częścią czegoś, co mężczyzna z kompleksem mesjasza nazywa cudem i niebem na ziemi? Ciekawość czy organizm byłby sobie w stanie poradzić z nowym neuroprzekaźnikiem? Sam sobie potrafię postawić wiele argumentów za wzięciem promycyny… Ale mimo wszystko myślę, że ostatecznie bym nie zaryzykował.

Aktualnie Ziemię zamieszkuje prawie siedem miliardów ludzi. Weźmy ze statystyki, że przeżyje jedynie trzy i pół miliarda, które Jordan Collier poprowadziłby do zbawienia. Jeżeli wierzyć mitologicznej otoczce, świat jest ocalony od katastrofalnej przyszłości, a rasa ludzka zbliża się do Boga i wkracza na nowy poziom ewolucyjnej ścieżki Ale pojawia się jedno ale. Jak wiele jest wokół nas smutku i cierpienia? Jak wielu ludzi zapędziło się w ślepą uliczkę i nie mają żadnych perspektyw na przyszłość? Promycyna mogłaby dać im szansę na niezwykłość, na poprawienie swoich żyć… Ale czy można dawać taką możliwość zagubionym? Nieszczęśliwym, którzy mogliby źle wykorzystać ofiarowane dary? Wszyscy wiemy jaki jest świat i jacy są ludzie, więc czy ludzkość byłaby gotowa na taki wielki krok naprzód? Promycyna jest tylko tworem fantastyki naukowej, ale czy nie można sobie pogdybać Co by było, gdyby…? Apokalipsa św. Jana mówi o zbawieniu ludzkości poprzez puryfikację świata, a czy czymś innym można byłoby nazwać śmierć ponad trzech miliardów ludzi?

Chciałem zakończyć jeszcze jednym ciekawym aspektem. The 4400 było bardzo złożonym serialem, a twórcy nie zapominali o interesujących tematach. Załóżmy hipotetycznie, że 4400 ludzi wróciło w kuli światła w 2004 roku. Załóżmy, że Jordan Collier został zabity, zmartwychwstał i rozdał ludzkości promycynę. Załóżmy, że rządy świata zaczęły wojnę z promycyną, jednak liczba pozytywnych wciąż rośnie i rośnie… W tej sytuacji mamy podzielony świat na tych, którzy zyskali zdolności oraz zwyczajnych ludzi, którzy żyją zgodnie z prawem – czy taka sytuacja mogłaby długo trwać? Są dwie opcje: albo pozytywni atakują negatywnych, wybijając do jednego i zostając dominującą rasą na planecie, albo rozpoczynają się polowania na tych, którzy wzięli zastrzyk, ktoś wpada na pomysły obozów koncentracyjnych, wkrótce dochodzi do holokaustu. A co z testem, który przewidywałby czy człowiek będzie w stanie wytworzyć nowy neuroprzekaźnik? Ludzkość zostałaby podzielona na dwie klasy, a takie coś nigdy nie sprzyjało pokojowi. Lubię sobie czasami tak pogdybać, oderwać się od nudnej rzeczywistości… Gorzej by było, gdybym zaczął wierzyć w urojenia, prawda?

The 4400 nigdy nie zostało zakończone we właściwy sposób, gdyż piąty sezon został skasowany zanim wyprodukowano choć jeden odcinek. Strajk scenarzystów w 2007 roku zebrał swoje żniwo, jednak historia została kontynuowana w formie książkowej, która całkiem ładnie zamknęła serialowe wątpliwości i niezakończone wątki, ale również pozostawiła furtkę na przyszłość. Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was zaczęło kiedyś swoją przygodę z 4400, lecz nigdy jej nie skończyło z wielu powodów; Wam wszystkim chcę powiedzieć, że warto spróbować jeszcze raz. Czy kiedykolwiek kogoś zawiodłem moimi propozycjami serialowymi? Mówię teraz do każdego, komu poleciłem Battlestara, Firefly’a, V, Prisonera, Breaking Bad czy Rubicon. No i na koniec ponowię pytanie z treści powyższego tekstu, cytując serialowego Willa: Szanse to pół na pół, weźmiesz zastrzyk?




Komentarzy do wpisu: 24



  1. Krzysiek pisze:

    Ciekawi mnie tylko jedna rzecz, dlaczego Jordan Collier ma takie kocie oczy? :D

  2. Strid pisze:

    Pytanie nie powinno brzmieć – czy weźmiesz tą całą promycynę lecz czy ktokolwiek może ci tego zabronić. Od dawna śmieszą mnie wykrzykiwania „narkotyki są złe!” czy późniejsze „dopalacze są złe!”. No są co najmniej szkodliwe ale jak rząd może jednocześnie zakazywać trucia się jednym specyfikiem podczas gdy inne są całkowicie legalne? Podobnie jest z twoimi przemyśleniami. Nie ważne czy ktoś tego chce czy nie chce, ważne czy ma możliwość wyboru i nie będzie z tego powodu prześladowany.

    • Krzysiek pisze:

      Czy ktokolwiek może mi tego zabronić? No cóż, wszystkie używki od marihuany zaczynając, a na metamfetaminie kończąc są zabronione przez większość krajów. W Finlandii zastanawiają się nad delegalizacją papierosów. W krajach, gdzie obowiązuje prawo koraniczne zakazane są wszelakiej maści alkohole. Myślisz, że to nie zostałoby natychmiastowo zabronione? W serialu wszystkich, których złapali zamykano w kwarantannie i poddawano działaniu inhibitora – u nas byłoby to samo.

      A z możliwością wyboru… Mówisz jak prawdziwy wyznawca Jordana Colliera! <:

      • Strid pisze:

        Nie wiem czy mnie obrażasz czy mi słodzisz bo 4400 nie oglądałem :P
        A co do zakazywania wszystkiego. Cóż, od razu powiem, że jestem zwolennikiem zakazu palenia w pubach, klubach itd. Ale zakaz sprzedaży? Spójrz na to z innej strony. Załóżmy, że została wprowadzona prohibicja w Polsce. Jaki jest tego efekt? Zniknięcie pijaków z ulic? Zmniejszenie liczby wypadków spowodowanych alkoholem? Za przeproszeniem – gówno prawda. Efektem tego byłaby prawdopodobnie zwiększona liczba zgonów spowodowana spożywanie alkoholi niewiadomego pochodzenia a także powstanie „podziemia” zajmującego się ich produkcją. Zakaz sprzedaży tytoniu? Podobna sytuacja.

        • Krzysiek pisze:

          Jestem zwolennikiem zakazu palenia w miejscach publicznych, ale w wersji nieco rozszerzonej, niż ta, która dziś obowiązuje. Chcesz palić w domu? Okej, nie ma sprawy. Tak samo jak palić w knajpie, w której właściciel na to pozwala. Ale nigdzie indziej, a tym bardziej nie na ulicy, w parku czy na przystanku autobusowym.

          Prohibicja? Historia nas uczy, że niemożliwe do wprowadzenia, poza tym niektóre używki już tak się zakorzeniły w mentalności ludzi, że zwyczajnie nie dałoby się ich wykorzenić. W gruncie rzeczy jestem za legalizacją nawet marihuany, w myśl zasady mnie to nie dotyczy, a przynajmniej byłyby z tego jakieś korzyści (unormowanie rynku, wpływy do budżetu), ale to temat na dłuższą wypowiedź chyba.

    • James pisze:

      To chcesz mi powiedzieć, że narkotyki czy dopalacze nie są złe? Ile ludzi od nich umarło i ile jeszcze umrze? Powinni tego zakazać i jeszcze bardziej karać za użycie i rozprowadzanie!

      • Gajowy pisze:

        Rozumiem że skoro narkotyki i dopalacze są z definicji złe, to także alkohol i papierosy. Wszak od nich ludzie także giną. Ale nie o to chodzi Striderowi. Chodzi o możliwość wyboru. Czy mogę sobie pozwolić na decydowanie o swoim życiu, czy może wole by ktoś trzymał mnie pod niewidzialnym kloszem, mówiąc co mogę zrobić z samym sobą a co nie. A może tak się kiedyś przyzwyczaimy do tego że ktoś jest od nas mądrzejszy i wie lepiej co dla nas dobre, że w majestacie prawa pozbawi się nas całkowicie wolności? A może to już się dzieje…?

        • Krzysiek pisze:

          No dobrze, koleżko, ale paląc wspomniane papierosy, szkodzisz nie tylko sobie, ale także innym, w tym i mnie. Gdyby istniał duży czerwony guzik, który niszczyłby wszystkie papierosy na świecie to wcisnąłbym go bez wahania.

          • Gajowy pisze:

            Hola, hola! Mówię o ograniczaniu wolności osobistej. Jeśli będę strzelał z pistoletu na oślep, w każdym możliwym kierunku, to mogę wyrządzić komuś krzywdę tym samym ingerując w czyjąś wolność. Bo komuś może się nie podobać że został postrzelony, tak jak komuś może się nie podobać że jego płuca i ubranie przesiąkają dymem z papierosa. Dlatego cywilizowani ludzie nie strzelają gdzie popadnie, i nie palą po przychodniach, galeriach handlowych i w innych miejscach gdzie przewija się dużo ludzi. Lub przynajmniej grzecznie poproszeni, przestają strzelać i palić. Możesz powiedzieć że człowiek pod wpływem narkotyków może być niebezpieczny dla otoczenia, czyli szkodzić tak samo jak ten papierosowy dym czy pistolet. I masz rację. Ale wydaje mi się że równe niebezpieczeństwo sprawia osoba od wpływem alkoholu, choroby psychicznej, wielkiej ambicji; a także jednostka która uświadamia sobie że ci którzy nami rządzą są „be!”.

            Myślę że się wybroniłem tym razem, ale temat wolności osobistej nie zawsze jest taki prosty:P

          • Marek pisze:

            Nie mam jak odpowiedzieć na post pana Gajowego, więc odpowiem tutaj.

            Jeśli będę strzelał z pistoletu na oślep, w każdym możliwym kierunku, to mogę wyrządzić komuś krzywdę tym samym ingerując w czyjąś wolność. Bo komuś może się nie podobać że został postrzelony (…)

            Dlatego też jestem wielkim zwolennikiem utrzymania zakazu posiadania broni, a nawet zniesienia tych uprawnień, które istnieją w tym momencie.

            Dlatego cywilizowani ludzie nie strzelają gdzie popadnie (…)

            Cywilizowani ludzie nie strzelają w ogóle, więc o czym tu mówimy? Twoja wolność osobista kończy się tam, gdzie zaczyna się moja. Pozdrawiam.

          • saunterer pisze:

            Myślę że się wybroniłem tym razem, ale temat wolności osobistej nie zawsze jest taki prosty:P

            Nie jest, nie jest. O ile generalnie zgadzam się z Tobą, to weźmy pod uwagę, że za leczenie skutków zażywania używek przez chcących (którym podobno non fit iniuria) tak naprawdę „Pan płaci, pani płaci – wszyscy płacimy proszę pani„. Publiczna służba zdrowia.

      • saunterer pisze:

        To chcesz mi powiedzieć, że [...] dopalacze nie są złe? Ile ludzi od nich umarło i ile jeszcze umrze?

        Ano właśnie, ilu?

      • Strid pisze:

        Wydaje mi się czy już zakazali? Poza tym czytaj ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałem, że „narkotyki czy dopalacze nie są złe”.

  3. Drauger pisze:

    Jeżeli chodzi o kawę, herbatę, alkohol, papierosy, narkotyki czy dopalacze to moim zdaniem powinny być legalne. Jeżeli jesteś na tyle głupi by ich używać, albo inaczej na tyle głupi by używać ich w takich ilościach by zaszkodzić swojemu zdrowiu czy doprowadzić się do śmierci to twoja sprawa.
    To się nazywa selekcja naturalna, natura eliminuje najsłabsze osobniki w tym przypadku najgłupsze. Ja osobiście używam pierwszych trzech produktów, no chyba że przesadzę z trzecim to czasami użyje czwartego, ale czynie to z pełną świadomością jak wpływa to na mój organizm i jakie mogą być skutki zażywania tego.

    A co do 4400, zaznaczając że nie oglądałem ani jednego odcinka. na pytanie „Czy wziąłbyś promycynę, znając wszystkie możliwe konsekwencje tego prostego zastrzyku?” jeżeli możliwe warianty były by tylko śmierć lub zdolności to bez zastanowienia odpowiadam Tak.

    • Krzysiek pisze:

      Mieszkając na Mroźnej Północy pewnie przydałaby Ci się termokineza. W Szwecji byłbyś bogiem, mogąc za pomocą umysłu zwiększać temperaturę. :D

  4. Jan pisze:

    Nie będę się rozpisywał. Za duże ryzyko utraty życia. A lubię żyć.

  5. JTK pisze:

    Dopiero zauważyłem, że nie wypowiedziałem się jeszcze odnośnie treści i pytania zadanego przez autora ;( więc czas to zrobić teraz! ;d

    Nie, nie wziął bym promycyny, jest zbyt niebezpieczna i tak jak mówi pan Jan, za bardzo lubie żyć, by ryzykować.

  6. Daala pisze:

    Ja proponuję promecynę włączyć w obieg wśród polskich polityków , powiedzmy z parę razy :D
    Nie trzeba będzie robić drugiego Egiptu (chociaż ludzie na portalach już coś kombinują w tym kierunku) I byłoby po krzyku.

    • Drauger pisze:

      Nigdy nie dawać promecyny politykom, wyobraź sobie taką sytuacje Jaruś czy inny Ziobro bierze ją i dostaje np jakiś „mind control” i ludzkość czeka zagłada, a przynajmniej mroczne czasy.
      Jak to pisałem zdałem sobie sprawę że tak mogło być z Rydzykiem tyle że on wziął wczesną wersje i jego zdolności działają tylko na słabsze umysły.

Zostaw odpowiedź


Licencja Creative Commons
Teksty autorstwa Krzysztofa Rewaka są dostępne na
licencji Creative Commons 3.0: Uznanie autorstwa.
Licencja Creative Commons
Ilustracje autorstwa Jana Wawrzyniaka są dostępne na
licencji Creative Commons 2.5: Uznanie autorstwa + Bez utworów zależnych.
Dziennik pokładowy Aquenrala stoi na silniku WordPressa od 2008 roku.
Aktualnie używany szablon: ManuEdian DynamicWP, tłumaczenie: perfecta.pro