Nie jaram się „Grą o Tron”
Od jakiegoś czasu wszystkie internetowe serwisy poświęcone ogólnej tematyce serialowej (choć nie tylko) wychwalają pod niebiosa najnowszy obraz stacji HBO jakim jest Gra o Tron. O tym, że zbliża się zima, co jest hasłem nowej produkcji, słyszę non stop od przynajmniej połowy roku, prawie każdy znajomy, który ma jakąkolwiek styczność z amerykańską telewizją, zachwala i poleca to ponoć fantastyczne widowisko, a nie spotkałem jeszcze nikogo, kto narzekałby na ekranizację powieści niejakiego George’a R. R. Martina. Strider zapytał mnie ostatnio jak to się stało, że Gra… nie znalazła się na liście aktualnie oglądanych przeze mnie seriali (albo chociaż na liście, która nosi wiele mówiący tytuł do obejrzenia w przyszłości), a ja pokrótce wyjaśniłem to w komentarzu, ale uznałem, że wypadałoby się szerzej wypowiedzieć na temat mojej niechęci do cudownego dziecka HBO. Ostatnio na wielu fejsbukowych kanałach wyrażam swoją opinię na ten temat, co powinno się nazwać oficjalnie hejtingiem, ale przynajmniej mam kilka argumentów, którymi mogę się bronić… Więc dlaczego, kolokwialnie mówiąc, nie jaram się Grą o Tron?
Pamiętacie The Walking Dead AMC, które miało monumentalnych rozmiarów kampanię reklamową, równie szybko otrzymało zamówienie na drugi sezon (praktycznie tuż po premierze pierwszego odcinka), a które nazywano już najlepszą produkcją 2010 roku? Jeżeli chodzi o moją opinię, był to średni serial, który mógłby być o wiele, wiele lepszy, jednak twórcy najwyraźniej zgubili się gdzieś w połowie drogi podczas pisania scenariusza. Wcale nie przeszkadza mi to, na co wielu narzeka, czyli skoncentrowanie się na bohaterach, a nie na walce zombie, bo od jakiegoś czasu to właśnie przedstawianie postaci najbardziej interesuje mnie w telewizji. The Walking Dead było po prostu przereklamowaną produkcją, która miała i wciąż ma niezły potencjał, a której chyba nie wypadało nawet krytykować, chociażby ze względu na nazwę stacji, nazwiska twórców i kultowy pierwowzór… I mam niejasne przeczucie, że przy Grze o Tron dostanę to samo. Tutaj jednak już pojawiają się pierwsze, malutkie na pierwszy rzut oka różnice, bo na przykład w moim rankingu amerykańskich stacji AMC bije HBO na głowę, choć wiem, że to dość kontrowersyjne stwierdzenie. Ta pierwsza wybiła się tak naprawdę ostatnio, a Breaking Bad, Rubicon, The Killing czy The Prisoner są w czołówce listy najlepszych seriali w moim mniemaniu i pierwsze w kolejce do polecania komukolwiek. A HBO? Genialna Kompania braci i na tym kończy się moja przygoda z tą stacją, choć True Blood czeka gdzieś tam na swoja kolej, a Sopranos przypomina o sobie co jakiś czas, by w ogóle dostać się na listę do obejrzenia. Więc nie podniecam się na sam dźwięk trzech literek ha, be i o i to jest właśnie punkt pierwszy z kilku, które jeszcze się pojawią.
Gra o Tron w rzeczywistości jest pierwszym tomem książkowego cyklu Pieśni Lodu i Ognia, lecz na potrzeby telewizyjnego rynku za oceanem postanowiono wybrać krótszy tytuł. Kto zapamiętałby tak długą nazwę, hę? Z doświadczenia wiem, że ekranizacje są bardzo często o wiele gorsze od swoich oryginalnych pierwowzorów i to mógłby być czynnik wpływający na moją niechęć do serialu, jednak śmiałbym się sam z siebie, gdym miał użyć jakiego argumentu publicznie. Weźmy choćby Harry’ego Pottera i jego nieszczęsne adaptacje kinowe, które łamią moje serce i momentami nawet gwałcą w brutalny sposób moje dzieciństwo, ale mimo wszystko każdą jedną część widziałem na wielkim ekranie i zamierzam obejrzeć też część siódmą i pół. Nawet w trzy de, więc równie dobrze mógłbym powiedzieć, że nigdy już nie obejrzę nic, co miało książkę jako pierwowzór, gdyż stuprocentowo to spieprzą. Oj nie, prawdziwym powodem, dla którego przywołałem fakt, iż Gra o Tron jest stworzona na podstawie powieści, jest to, że wolałbym rzeczywiście najpierw przeczytać ten oryginał. Zdaję sobie sprawę, że świat poszedł do przodu i literatura powoli odchodzi z mentalności społecznej (choć tutaj muszę też wspomnieć o pewnym fenomenie, gdyż wielu znajomych po seansie zamierza zapoznać się z powieścią Martina), ale i tak wolałbym dorwać książki zanim ruszę serial. Dobry argument?
Jeszcze lepszym może być to, że kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy fascynowała mnie konwencjonalna fantastyka, zabrałem się za to opasłe tomisko. Tylko pierwszy tom, bodajże w pierwszej lub drugiej klasie gimnazjum, najwyraźniej wypożyczony od ojca któregoś z kolegów… Prawie tysiąc stron, porządnie poprowadzonej fabuły brak, a całość przypominająca raczej książkę telefoniczną. Udało mi się kiedyś przeczytać cały Stary Testament, choć nie wiem czy dam jeszcze kiedykolwiek mu radę w całości; walczyłem z Silmarillionem Tolkiena i zwyciężyłem z iście biblijnym stylem i nazwami własnymi będącymi co drugim wyrazem w każdym zdaniu… Ale nie mogłem przebić się przez niekończącą się listę nazwisk, którą zaserwował mi Martin. Zdaję sobie sprawę, że powieść rozpoczynająca ten cykl (a każda następna powieść podobno dłuższa od poprzedniej!) została wielokrotnie uhonorowana najważniejszymi nagrodami w dziedzinie literatury fantasy, ale najwyraźniej nigdy nie zdołam docenić kunsztu takiego rodzaju, co odnosi się również do moich licznych prób przeczytania kultowej Diuny. Czytam dużo i choć przez większą część mojego krótkiego życia stawiałem raczej na ilość niż jakość – wystarczy spojrzeć na półkę z setką książek opatrzonych logiem Gwiezdnych wojen w moim domu – niektóre powieści po prostu mnie pokonały. Zatem dlaczego serial miałby do mnie trafić, skoro mam takie, jeżeli mogę to tak wyolbrzymić, przykre wspomnienia z lat wcześniejszych?
A skoro już mówimy o fantastyce, muszę też powiedzieć, że nie fascynuje mnie ona tak jak kiedyś. Pamiętam dziesięcioletniego mnie pochłoniętego przez Śródziemie wyczarowane przez Tolkiena. Elfy, enty, krasnoludy, orkowie, smoki, magia, miecze… Jak mógłbym się temu oprzeć, jak ktokolwiek mógłby przy takiej szarej i często smutnej rzeczywistości? Władca pierścieni jest sztandarowym przykładem fantastycznego świata zbudowanego z połączenia podań ludowych i średniowiecznych realiów wraz z szczyptą inwencji twórczej autora, co wtedy bardzo mi się podobało, jednak im dalej w las… tym fantastyczne światy bardziej nijakie? Szybko się okazało, że przepiękne, choć momentami przecież straszne Śródziemie jest prawie identyczne z Alagaësią Paoliniego, a ta z kolejnym światem, a ten jeszcze z następnym. W którymś momencie całkowicie porzuciłem fantasty na rzecz fantastyki naukowej i chociaż Tolkien na zawsze pozostanie w mojej pamięci, nie sądzę, by cokolwiek było jeszcze w stanie mnie do siebie przekonać. Wspomnę jeszcze tylko o mojej fascynacji wampirami, które przecież powinny należeć do fantastycznych krain magii i miecza, jednak całkiem nieźle (a nawet lepiej) dają sobie radę we współczesnym świecie lub w alternatywnych wymiarach – pewnie dlatego tak bardzo trafia do mnie Angel Whedona i mam nadzieję, że spodoba mi się wcześniej wspomniane True Blood… A Gra o Tron? Kolejny świat wymyślony od zera, gdzie królują średniowieczne standardy? Wolałbym jakieś wychylenie się od konwencji, a najlepiej jej całkowite przełamanie, jednak słyszałem jedynie o wspaniałym dramacie w klimacie fantasy, co zdecydowanie mnie nie przekonuje.
Już powiedziałem Mateuszowi, że mój stosunek do Gry o Tron to czysta niechęć, jednak zapytał mnie o to czy oglądałem. Co to byłoby za hejtowanie, gdybym był wiernym widzem przygód Boromira w Westeros? Och, wtedy nazwałbym to krytyką, ale tak jest przecież o wiele fajniej. Cieszę się, że koniec pierwszego sezonu zbliża się wielkimi krokami, bo wreszcie odetchnę od wszędobylskiego wizerunku mężczyzny wyglądającego na króla, który siedzi na gigantycznym tronie – mówię zarówno o postach na forach, wpisach na fejsbuku czy reklamach na stronach internetowych. Wiem, że kiedyś pewnie wezmę się za oglądanie, chociażby chcąc sprawdzić czy rzeczywiście HBO wyprodukowało takie arcydzieło jak o nim już się mówi, ale będzie to raczej przyszłość dalsza niż bliższa. A co mnie boli? Nazywanie Gry o Tron najlepszym serialem jaki kiedykolwiek się widziało po… Ilu? Ośmiu odcinkach? Och, dajcie spokój.



- Autor: Krzysztof Rewak; 6 czerwca 2011
- w kategorii Szeroko pojęta kultura
- otagowano jako Angel, Biblia, fantastyka naukowa, fantasy, Gra o Tron, Gwiezdne wojny, Harry Potter, HBO, Joss Whedon, Kompania braci, literatura, seriale, The Walking Dead, True Blood, Władca pierścieni
Komentarzy do wpisu: 18
-
Nie musisz oglądać ze mną mogę sama :) Pierwszy odcinek serialu obejrzałam raczej przypadkiem, mało z niego zrozumiałam, ale spodobał mi się na tyle, że sięgnęłam po książkę. Książka spodobała mi się bardzo, mimo, że nigdy nie byłam wielką fanką fantasy i przeczytałam bardzo mało rzeczy z tego gatunku. Po lekturze jeszcze raz obejrzałam pierwszy odcinek, a potem następne. Z dużą przyjemnością i zainteresowaniem.
„The Walking Dead” również bardzo mi się podoba, podobnie jak ekranizacje „Harrego Pottera”:)
A oceniać serial jako najlepszy można, moim zdaniem, dopiero wtedy kiedy zobaczy się go w całości.-
Ano fakt. Pod ekranizacjami Pottera się nie podpisuje. Uwielbiam wszystkie! A GOT oglądać będę. Po prostu nie jaram się tym :-) Kolejny serial do zaliczenia i zapomnienia.
-
-
Od razu przejdę do rzeczy. Cytuję:
„Ostatnio na wielu fejsbukowych kanałach wyrażam swoją opinię na ten temat, co powinno się nazwać oficjalnie hejtingiem, ale przynajmniej mam kilka argumentów, którymi mogę się bronić?”
W takim razie wyliczę: pierwszy argument wyjawia, że AMC jest lepsze od HBO. I zgadzam się z tym w zupełności! Ale… co to ma do Gry o Tron? Każdej stacji zdarzają się gity i wpadki, tak jak wspomniany „The Walking Dead”, o którym innym razem.
Drugi. Coś tam o ekranizacjach. Ani słowa o ekranizacji „Pieśni Lodu i Ognia”, tylko co nieco o Harry Potterze. Mówisz, że najpierw wolałbyś przeczytać książkę… Rozumiem po to, żeby mieć gorsze zdanie o serialu? Ja z „Pieśnią…” nie miałem nic wspólnego i ogląda mi się całkiem miło. „Dobry argument?” Nie. ;)
Kolejny to krytyka książki. Oceniasz serial na podstawie książki? Wiadomo, że fabuła jest znacznym elementem łączącym, ale dobrą książkę ocenia się głównie na podstawie narracji, sposobu napisania, prowadzenia dialogów… Wiadomo, że serial rządzi się swoimi prawami. A akurat fabuła, część wspólna obu dzieł, jest według mnie bardzo ciekawa, a niektóre postacie świetne.
Dalszy akapit opowiada o fantastyce i nie chciało mi się go czytać. Tutaj już czas na podsumowanie. Cała argumentacja dotycząca Gry o Tron to właściwie ostatnie zdania akapitów tego artykułu. Reszty można nie czytać – sens pozostaje ten sam. Nie czuję się zupełnie przekonany, treści nie widzę tutaj żadnej, tylko luźne przemyślenia na temat ekranizacji powieści, fantastyki… Jeśli taki był zamysł tego artykułu, to jest napisany ciekawie, ale jeśli miała to być jakaś konstruktywna argumentacja („przynajmniej mam kilka argumentów, którymi mogę się bronić”), to trochę nie wyszło. Ot, taki hejting, trochę trollowany… :(Grę o Tron lubię i mógłbym napisać dlaczego, ale nie mam nawet przeciw czemu ripostować. Na pewno nie jest to mój serial „top1″, ani nawet „top5″. Bez przesady, takie rzeczy to po jakimś czasie…
-
Potężne kampanie promocyjne seriali i miniseriali HBO to nic nowego, „Gra o Tron” chyba niespecjalnie tu odstaje… choć można mieć takie wrażenie, jeśli się dużo siedzi na portalach poświęconych fantastyce. Mnie takie rzeczy nie łapią, raczej daję się złapać na haczyk gatunku (tu: nie do końca fantastyczna fantasy) i określonej renomy autora pierwowzoru (książki sci-fi i fantasy nie przypadkiem dostają nagrody Nebula i Hugo) tudzież stacji, która produkuje serial. A co jak co, ale HBO rzeczywiście ma się czym pochwalić – „John Adams” i „Band of Brothers” w pierwszej linii, czyli moim zdaniem najlepsze filmowe/serialowe dzieła historyczne w, nomen omen, historii, a potem doskonałe „Rome”, dynamiczne „Generation Kill” i klimatyczne „Pacific”. Można rzec, że wiem, czego oczekiwać od stacji ;)
Co do samego „Game of Thrones” – nie powala na kolana, ale z pewnością robi wrażenie. I wygląda na to, że jak się rozpędzi, stanie się czymś naprawdę świetnym. Nie wiem, jak inni, ale ja nie spotkałem żadnego serialu, który zaczynałby się od razu na poziomie arcydzieła… Z jednym, znaczy się, wyjątkiem, jakim jest oczywiście BSG :D
-
Słaby z ciebie „hejter”. Zajrzyj na Bastion i spróbuj jeszcze raz.
-
W „Grze o Tron” walczą o tron xd wtf.
-
No i Aquenral ma czego chciał.
-
Ściągnąłem kilka odcinków, tak z nudów bo chciałem sobie coś obejrzeć a na zasysanie całych sezonów nie miałem czasu, czy nawet ochoty. Obejrzałem 3-4 odcinki i żaden mnie nie porwał na tyle bym stał się jakimś wielkim fanem tego serialu. Jednak podoba mi się strona wizualna, ale ciągle siedzi mi w głowie takie przeświadczenie, że „gdzieś to już widziałem”..
-
Serial „Gra o tron” jest fenomenalny, bo to kilka godzin samego gadania, które mimo to ogląda się z zapartym tchem. Natomiast nie jest to najlepszy serial jaki kiedykolwiek powstał, bo to miejsce zarezerwowane jest dla „The Wire” też wyprodukowane przez HBO.
-
Jak bym miał ejczbijoł to bym się jarał.
-
a ja się jaram ale nie mocno z tatkiem oglądamy każdy odcinek na dekoder sobie nagram i jak on ma wolne to siedzimy patrząc w pudełko. I powiem tak nic nie przebije rodziny SOPRANO !! :P
-
A ja też się jaram :D:D bardzo fajny serial, jeżeli nie fabuła to same efekty zasługują na uznanie, zresztą zobaczcie sami –
Gra o Tron Efekty













Nie jaram się „Grą o Tron” . Po pierwszym odcinku miałem dość, ale siostra chciała dalej więc oglądamy razem, ale ani z tego przyjemności nie czerpię, ani w pamięci na długo nie pozostanie. I w zasadzie pod wszystkim podpisuje się obiema rękoma. Uważam, że „The Walking Dead” mimo ogromnego potencjału było raczej takie se i nie rozumiem jak po kilku odcinkach można mówić o „najlepszym serialu”. Z serialem trzeba przeżyć lata i serial musi przetrwać lata, aby można było tak o nim powiedzieć. Ja oglądam bardzo dużo seriali (teraz już trochę mniej niestety), ale jakbym miał wymienić najlepsze seriale to będzie to 5 góra 6 tytułów i na pewno nie będzie to żaden, który jeszcze trwa.
A najlepszym serialem HBO były „Opowieści z krypty”!!!