img

Życie, część II: Studia

Już jakiś czas temu skończyły się pojękiwania ludzi, którzy przypominali mi o braku aktywności na Dzienniku pokładowym, więc straciłem jakikolwiek czynnik motywujący do pisania. Wierzcie mi lub nie, ale mam lub miałem szkice tuzina artykułów, począwszy od serialowych recenzji kultowej Buffy the Vampire Slayer i opowiadającego o wojnie w Iraku Generation Kill, poprzez relację z drugiego tour de fandom, a skończywszy na przybliżeniu sylwetek osób, które mnie inspirują. Nie umiem powiedzieć czy którykolwiek z tych tekstów ujrzy jeszcze światło dzienne, ale wczoraj złapałem natchnienie i postanowiłem wrócić do swojego starego bloga; dodałem sobie zajęcie blogger w fejsbukowym obszarze „praca” (co całkiem przyzwoicie i ładnie wygląda) i wymyśliłem temat, który poruszę. Co byłoby lepsze od podsumowania oczekiwań i pierwszych wrażeń z nowego etapu życia, który zaczynam, a konkretnie z jakże to zachwalanego przez wszystkich studiowania.

Automatyka i robotyka na wydziale Elektroniki na Politechnice Wrocławskiej. Dla osób, które nie mają zielonego pojęcia o naukach ścisłych, brzmi to strasznie, nieco egzotycznie i z pewnością bardzo ciężko. Nie pamiętam już w którym momencie wybrałem ten konkretny kierunek na tej właśnie uczelni, ale trzymałem się tej decyzji na pewno przez całą drugą i trzecią klasę liceum. Dlaczego? Praktycznie zagwarantowana dobrze płatna praca plus coś, co zaspokoi moje ambicje (w końcu podobno to jeden z najlepszych kierunków na PWr) – czego chcieć więcej? I chociaż tegoroczna matura nie poszła dokładnie po mojej myśli, a wyniki zdecydowanie mnie nie usatysfakcjonowały, dostałem się do wymarzony kierunek z pierwszego rzutu rekrutacyjnego, więc nie mogę na nic narzekać. Przeraża mnie fakt, iż mamy trzysta osób na roku, jeszcze straszniejsze są statystyki mówiące o zdawalności pierwszego roku, ale… Ale przecież to studia, podobno najpiękniejszy okres życia i punkt przełomu, od którego zależy cała moja przyszłość.

Mieliśmy już zajęcia wstępne i obowiązkowe behapy, które okazały się być tragicznie nudnymi wykładami, ale przynajmniej poznałem kilka osób z całego kraju, z którymi – miejmy nadzieję! – będę studiował przez najbliższe pięć lat. Plan zajęć układamy sobie sami jutro, a wygląda całkowicie inaczej niż sobie go wyobrażałem: po pierwsze, mamy bardzo mało godzin zajęć, gdyż tylko czterdzieści na dwa tygodnie, co jest liczbą jeszcze mniejszą niż godziny w klasie maturalnej. Jeżeli uda mi się zrealizować swoją wizję rozkładu, będę miał wolne czwartki, w piątki będę miał tylko dwie godziny ćwiczeń, a od poniedziałku do środy będę miał zajęcia po piętnastej, jednak wszystko zależy od tego jak inni ludzi z kierunku przede mną wybiorą swoje godziny. Nawet przedmioty wyglądają całkiem przyzwoicie, gdyż spodziewałem się czegoś ciężkiego na pierwszej linii ognia, a tutaj mamy raptem kilka godzin analizy, algebry, programowania, grafiki i miernictwa… No tak, plus dwie godziny tygodniowo filozofii i etycznych aspektów pracy inżyniera, które zabronią mi chyba budować robotów, które zniszczą świat i przetrzebią rodzaj ludzki.

Chodzi między ludźmi mądrość życiowa jakoby to nie ogromna ilość materiału, jego czasochłonność czy po prostu niezrozumienie ciężkich przedmiotów powodowało takie dziesiątkowanie liczby studentów po pierwszym roku. Podobno ludzi pokonują studia, a konkretniej to życie studenckie, bo można było zdać maturę stuprocentowo, a jednak wpaść w pułapkę wolności i nowych możliwości. Sam się trochę tego boję, chociaż mam nadzieję, że mimo wszystko ogarnę się w miarę szybko i nie popełnię typowych błędów młodych ludzi, którzy dopiero co wyrwali się z rodzinnego gniazda i wyjechali do wielkiego miasta w poszukiwaniu przygód. Już teraz sobie stanowczo powiedziałem, że nie będę lekceważył uczelni i niech ludzie (starsi i mądrzejsi, którzy już jakiś czas studiują) śmieją się z tego, ale zamierzam chodzić na wszystkie zajęcia jakie tylko mam przewidziane w planie, włącznie z wykładami, które według wielu są nieobowiązkowe. Średnio dwadzieścia godzin w tygodniu to jest naprawdę mało, więc myślę, że uda mi się bezproblemowo wypełnić to postanowienie. Docelowo chcę też maksymalnie ograniczyć alkohol w tygodniu, bo pierwszy rok, mimo wszystko, chcę się uczyć, a nie studiować.

Mieszka cztery kilometry od uczelni, co uważam za odległość idealną. Nie mam za blisko, więc nie zgnuśnieję w typowo wrocławski (a może wielkomiejski?) sposób, ale również jest tak daleko, bym poświęcał więcej czasu niż potrzeba na dojazdy. Mój rower już stoi w mieszkaniu i czeka na któreś z pierwszych zajęć, bo właśnie w ten sposób zamierzam się poruszać po mieście póki nie spadnie śnieg, choć połączenia autobusowe mam świetne. Rowerem jadę dwanaście minut, autobusem dziesięć, tramwajem trochę więcej z racji, że przystanek mam dalej, a piechotą (bo już próbowałem) jakieś czterdzieści minut, więc uważam, że jest to całkiem przyzwoity czas, szczególnie jeżeli przyrównam sobie chociażby odległość jaką pokonuje Wojtek. Od wtorku mieszkałem już u siebie, czyli na Bartoszowicach, więc mniej więcej wiem już gdzie wszystko, co mi potrzebne do życia się znajduje: warzywniak, rzeźnia, apteka, a nawet sklep samoobsługowy!

Jeżeli kiedykolwiek miałbym napisać swoją autobiografię, jej część pewnie opisywać będzie studia; dostanie jakiś ładny tytuł nawiązujący pośrednio do popkultury w stylu Studiowanie w czasach cholery, a będzie opatrzona wielką rzymską cyfrą dwa. Książkę pewnie nazwałbym, nawiązując do wypowiedzi sierżanta Espery, Gówno to kogo obchodzi, bo taki właśnie byłby jej target… Ale nie ma co filozofować! W poniedziałek zaczynam studiować (a raczej uczyć się!) pełną gębą, więc podobno nie będę miał czasu na takie głupoty… A to, że właśnie teraz zachciało mi się reaktywować blogowanie, to tylko kolejne potwierdzenie mojego kroczenia po drugiej stronie brzytwy Ockhama, jeżeli mogę w ogóle użyć takie określenie na uprzykrzanie, a raczej utrudnianie sobie życia. Niedawno usłyszałem, że studia to nie wyścigi – to fakt, ale moja przekręcona ambicja nie pozwoli mi chyba na coś innego niż zaliczenie wszystkiego w terminie. Z tego miejsca chciałbym jeszcze pozdrowić wszystkich właśnie zaczynających ten piękny etap życia; studia pokonają tylko słabych, więc pobijmy je na zbite jabłko i pokażmy kto tutaj naprawdę rządzi.




Komentarzy do wpisu: 9



  1. Strid pisze:

    Ciesz się, że dopiero teraz studia zaczynasz, może ominie cię czas w którym student=bezrobotny… Albo będzie jeszcze gorzej :P

  2. Misiek pisze:

    Obok Bartoszowic jest Wyspa Opatowicka, którą z góry i autorytarnie określam jako mój teren. Łapy precz.

  3. Kedar pisze:

    Widzę, że nie tylko UTP zaczyna rok 26 września, a nie gdzieś w październiku ;) ja mam około 180 ludzi na roku w tym 6 dziewczyn, więc bije to rekord Elektronika ;) podobno w pierwszym semestrze będę miał piątki wolne, a w czwartki 2 godziny matmy…

    Napisz coś o tour de fandom, nie powiem, że liczyłem na artykuł o tym od sierpnia ;)

  4. NLoriel pisze:

    „raptem kilka godzin analizy, algebry (…) miernictwa”
    Nie wiem, jak na PWr (pewnie podobnie), ale na PW to te właśnie przedmioty służyły odpowiedniej redukcji pogłowia pierwszorocznych ;) Szczególnie miernictwo (a.k.a. druty) to bat na „tych po ogólniaku” :)

    • Krzysiek pisze:

      U nas też robią na tym straszny przesiew, ale trzymam za siebie kciuki i mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle. O miernictwie nigdy nie słyszałem nic złego, algebra też podobno jest prosta, za to analiza jest typowym przedmiotem, na którym pada pół roku. (;

  5. Stele pisze:

    A druty to nie przypadkiem teoria obwodów? ;) Jako, niestety znów, pierwszoroczny elektryk mogę się wypowiedzieć.

    Miernictwo takie tragiczne nie jest. Najważniejsze na pierwszym roku to zrozumieć całą matmę, wtedy reszta już pójdzie jakoś naturalnie, aż do wejścia wyższej matmy. :D

Zostaw odpowiedź


Licencja Creative Commons
Teksty autorstwa Krzysztofa Rewaka są dostępne na
licencji Creative Commons 3.0: Uznanie autorstwa.
Licencja Creative Commons
Ilustracje autorstwa Jana Wawrzyniaka są dostępne na
licencji Creative Commons 2.5: Uznanie autorstwa + Bez utworów zależnych.
Dziennik pokładowy Aquenrala stoi na silniku WordPressa od 2008 roku.
Aktualnie używany szablon: ManuEdian DynamicWP, tłumaczenie: perfecta.pro