Rzut okiem na wyniki wyborów
Kilkukrotnie mówiłem już sobie, że nie będę już zajmował się polityką na łamach tego bloga czy też w ogóle w internecie, bo do niczego konstruktywnego to nigdy nie prowadzi i tylko jeszcze bardziej działam ludziom na nerwach, ale wyniki wczorajszych wyborów chyba zasłużyły na słówko komentarza. Jak wiemy (a mam przynajmniej taką nadzieję), dwadzieścia cztery godziny temu mieliśmy szansę na wprowadzenie zmian w naszym kraju, jakkolwiek dumnie i wyniośle nie miałoby to brzmieć. Tak, zdaję sobie sprawę, że ranga współczesnych wyborów nie równa się temu, co działo się choćby dwadzieścia lat wcześniej, wiem także, że mimo wszystko teraz większość głosujących kieruje się zasadą mniejszego zła, a także to, że tak naprawdę nic nie zmienimy swoim jednym głosem… Bla-bla-bla. Hej, co się stało z tą osobą, która zawsze namawiała wszystkich do pójścia do urny? – zapytacie. Nie wiem, chyba umarła.
Na wybory oczywiście poszedłem, chociażby z poczucia obywatelskiego obowiązku, który dosyć mocno się we mnie zakorzenił jakiś czas temu – biorę to głównie za kwestię patriotyzmu. Co się zmieniło? Ano, to, że pierwszy raz szedłem do lokalu wyborczego z wyraźną niechęcią odnośnie kandydatów, gdyż nie widziałem innej perspektywy niż kontynuacja tego, czego świadkami byliśmy przez ostatnie kilka lat. Tradycyjnie już zagłosowałem na SLD, zarówno do Sejmu, jak i do Senatu, z czego zaraz się wyspowiadam, ale chciałem wpierw powiedzieć o moich przewidywaniach. Byłem gotów się założyć, że frekwencja nie dobije poziomu pięćdziesięciu procent (ten zakład bym wygrał), ale wydawało mi się, że mocny elektorat PiS-u stanie na wysokości zadania, podczas gdy wszyscy inni oleją stojące gdzieniegdzie urny, czego konsekwencją będzie zwycięstwo partii Jarosława Kaczyńskiego. Typowałem, że do Sejmu dostaną się w takiej kolejności: PiS, Platforma, SLD, Palikot i PSL; PJN-owi i innym mniejszym partiom nie dawałem żadnych szans. Cóż, przynajmniej udało mi się zgadnąć kogo będziemy widzieć w sejmowych ławach, chociaż wyniki procentowe mnie zaskoczyły.
Wiele osób mnie pyta dlaczego głosujesz na SLD? Często zdarza mi się zostać nazwanym hipokrytą z powodu głosowania na partię, z której programem się nie zgadzam (pozdrowienia dla Asi, Maćka i Magdy!) albo pieprzonym komuchem (raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!), ale jakoś odbija się to ode mnie. Prawda jest taka, że moje poglądy pokrywają się z założeniami SLD w takim samym stopniu jak z tym, co oferuje chociażby Janusz Palikot, ale już dawno temu doszło do mnie to, że dzisiejszy świat nie jest w stanie zagwarantować mi realizacji wszystkich moich wizji państwa. Platforma już pokazała, co potrafi, PiS zresztą nie był lepszy; do PSL-u nie mam żadnych ciągot, PJN byłby zmarnowanym głosem (a na dodatek głosem na przeciwną stronę barykady), o Korwinie nie wspominając. A partia Janusza Palikota? Palikot jest przystojniejszą wersją świętej pamięci Andrzeja Leppera, który za target wziął nie rolników, a młodzież, której zaoferował populistyczne hasła rodem z postanowień kandydata na przewodniczącego szkoły. Miałem krótką chwilę zawahania i chciałem oddać na niego swój głos… Na szczęście szybko wróciłem do swoim pierwotnych zamierzeń.
Więc dlaczego to SLD? Metodą eliminacji bym do tego nie doszedł, bo mógłbym po prostu oddać nieważny głos, co wielu moich znajomych zrobiło. Do tej pory w tak zwanej wolnej Polsce kilka partii już miało stery rządów w swoich rękach i to właśnie lata 1995-2005 uważam za najlepsze pod wieloma względami. Moim celem nie jest wykłócanie się o wizję funkcjonowania kraju, bo każdy ma swoją i pewnie z niej nie zrezygnuje po przeczytaniu moich grafomańskich wywodów. Ale chciałem przy tej okazji wspomnieć o tuzinie ludzi, którzy wczoraj uznali, że bardzo zabawnym będzie przypomnienie mi o słabym wyniku mojej partii. Wiem, że macie mnie za starego komucha (zresztą sam czasami używam takiego określenia w ramach żartu), wiem też, że wyniki SLD lecą na łeb na szyję z każdymi wyborami… Zrozumiałbym takie przypominanie porażki, gdybym działał w partii, gdybym utożsamiał się z nią, gdybym chociaż liczył na jakikolwiek sukces… Najśmieszniejsze wydało mi się to, że głównie czepiali się mnie ludzie, którzy zagłosowali na Palikota, który w tym Sejmie będzie najwyżej maskotką. Pozwolę sobie zacytować mojego znajomego, Tymoteusza, który wczoraj na fejsbuku podzielił się takim oto pytaniem: Na czym będzie polegać aktywność partii Palikota? Na świńskim ryju co tydzień na sali? Palikot nabrał takiej hałastry i zgrai, że nie ma mowy o jakimkolwiek programie, powskakują jednocześnie z ludzie z Racji i Faktów i Mitów przy kupie liberałów, krzykaczy, zer i awanturników.
W gruncie rzeczy otrzymaliśmy to samo, co mieliśmy kilka dni temu. Każdy (znów mam tę nadzieję) zagłosował zgodnie ze swoim sumieniem czy poglądami i może spokojnie dalej sobie narzekać na wszystko, co mu się tylko (nie)spodoba. Tusk dalej będzie nas mamił swoimi nierealnymi wizjami nowego porządku wszechświata, Pawlak się cieszy, bo pewnie pozostanie wicepremierem, Kaczyński stwierdzi, że zwyciężył, więc nie odejdzie, co obiecywał przed wyborami, Palikot narobi takiego zamieszania, że odechce się komukolwiek na niego następnym razem głosować, a Korwin-Mikke będzie domagał się unieważnienia wyborów. A Napieralski? Napieralski odejdzie, a na jego miejsce pewnie wskoczy następna osoba, która nie będzie potrafiła ogarnąć polskiej lewicy… Ale do tego chyba się już przyzwyczaiłem.


- Autor: Krzysztof Rewak; 10 października 2011
- w kategorii Co tam, panie, w polityce?
- otagowano jako demokracja, Donald Tusk, Grzegorz Napieralski, Janusz Palikot, Jarosław Kaczyński, Legnica, PiS, PO, polityka, Polska, PSL, RPP, SLD, wybory
Komentarzy do wpisu: 8
-
-
O, a myślałem Krzysztofie, że w swej przewrotności będziesz głosować na Palikota. A tum się zdziwił. W każdym bądź razie ja na niego głosowałem. Chciałem się odegrać na SLD, które praktycznie nic nie zrobiło. Obiecali związki partnerskie, a ustawę wprowadzili dopiero, gdy kadencja się kończyła i nie było szans na jej wprowadzenie. Poza tym niektórzy członkowie SLD przerażają mnie swoimi wypowiedziami, które bardziej pasowałyby do PiS-u. Co ciekawe za rządów SLD, komisja majątkowa przyznała najwięcej Kościołowi. Co więcej, to prezydent Kwaśniewski podpisał konkordat. Taka lewica to nie lewica. Myślę, Krzysztofie, że mogłeś też wziąć w swoim głosowaniu pod uwagę fakt, że w Partii Palikota jest bardzo dużo osób spoza sceny politycznej, którzy udzielali się w organizacjach pozarządowych, którzy mają charyzmę i ambicję – inną niż pozostanie w Sejmie na następną kadencję. Mam nadzieję, że wprowadzi to trochę świeżego powietrza i wygna stamtąd parę politycznych dinozaurów. A Palikot poza tymi swoimi happeningami jest osobą spokojną, widziałem parę wywiadów, w których nie rzucał wibratorami/świńskimi ryjami, chociaż muszę przyznać, że czasem również jego wypowiedzi mnie przerażały, chociaż z trzeciej strony nie boi się mówić prawdy mocnymi słowami i potrafi otrzeźwieć co-po-niektórych.
-
Natomiast PO to dla mnie partia bezideowa.
-
Ha! Widać, że nie tylko ja mam dziwne poczucie, że RP to taka Samoobrona w technicolorze ;)
-
A ja uważam, że powinno się dać Palikotowi szansę. Może się naprawdę zmienił? Ale to zobaczymy już niedługo. :P
-
Populistycznych liberałów jeszcze u koryta nie było. Podstawową rolą Palikota jest zabełtanie prawicowym betonem. Co z tego wyjdzie – zobaczymy. Czy z niego coś wyrośnie, czy będzie bodźcem do odrodzenia lewicy pod innym sztandarem, coś się zmieni. Taką mam przynajmniej nadzieję. :P
-
Już dawno nie było wpisu z którym nie zgadzałbym się prawie w 100% :D













Takie małe spostrzeżenie… piszesz, że uważasz lata 1995-2005 za najlepsze pod wieloma względami dla Polski i dlatego popierasz SLD. Prawie połowa tego okresu to rząd Jerzego Buzka i AWS, a więc nie lewicy ;D Oczywiście możesz mi odpowiedzieć, że w tych latach prezydentem był Kwaśniewski, co by się zgadzało. Jednak odniosłem wrażenie, że w kontekście tego wpisu chodzi bardziej o rządy partii niż poszczególnych jednostek. Ciekaw jestem co tak bardzo cię urzekło w latach 1995-2005, a było autorstwem SLD, że uznałeś „tą stronę barykady” za swoją? Pytam wyłącznie z ciekawości, bo nie znam dobrze twoich poglądów, a z tego tekstu własciwie nie dało się ich wyłuskać ;P