Ja, ACTA i ja
Gorąco ostatnio w polityce, prawda? Ostatecznie uznałem, że jednak warto byłoby wskrzesić Dziennik pokładowy jako miejsce moich wywodów na każdy ciekawy dla mnie temat, a obecna sytuacja społeczna wydała mi się idealnym pretekstem do tego. Pozwolę sobie bez zbędnych dłuższych wstępów (i tłumaczeń dlaczego nie pisałem przez ostatnich parę miesięcy) przedstawić temat dzisiejszego artykułu, a będzie nim oczywiście refleksja na temat ustawy ACTA, o której słyszymy od kilkunastu dni non stop. Wedle mojego skromnego zdania, nie ma żadnego sensu opisywanie tutaj założeń kontrowersyjnego dokumentu, bo każdy, kto chciał, już mógł je gdziekolwiek przeczytać; nie będę też bawił się w obiektywne ocenianie czegokolwiek, bo nie taki jest cel tego bloga. Stary, dobry i narzekający na wszystko ja wracam, więc niektórzy już wiedzą czego się mają spodziewać.
Nie jestem wielkim przeciwnikiem ACTA, od których polski internet pęka w szwach, co jednak – uwaga! – nie kwalifikuje mnie automatycznie jako jej zwolennika. Faktem jest to, że jestem raczej przeciwnikiem przeciwników, a mam ku temu całkiem poważne podstawy, które będę powolutku wyjaśniał, choć mam świadomość, że nikogo do niczego nie przekonają… Zresztą nie taki jest cel tego wpisu.
Internet oszalał, a ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Któregoś dnia zostaliśmy zasypani informacjami o tajemniczej ustawie Unii Europejskiej, która podpisana w tajemnicy przed ludźmi, ma uderzyć w nasze podstawowe prawa gwarantowane nam przez Kartę Praw Człowieka i nie wiadomo jeszcze co innego. Skąd się o tym dowiedzieliśmy? Och, oczywiście, że z kwejka (którego nawet nie zalinkuję, by pokazać pogardę tym serwisem), co pociągnęło ze sobą ciekawą rzecz: internauci uznali, że są okłamywani przez wszystkich wokół i mogą wierzyć tylko sobie. I w tym momencie już nikt nie troszczył się o to, że WikiLeaks ujawniła dokumenty o ACTA już kupę czasu temu… Przecież to nieistotne, przecież trzeba budować jak największe poczucie zagrożenia! Tak więc mogliśmy przeczytać, że zostanie nam odebrany wolny internet, że będziemy inwigilowani w każdej dziedzinie życia, a do więzienia pójdziemy za najmniejsze przewinienie. Nie wiem czy ludzie są tak ograniczeni naturalnie czy sami się ograniczają i nie wiedzą podstawowych rzeczy na temat sieci i dzisiejszego świata: jeżeli komuś zależy, i tak będzie wiedział o nas wszystko (polecam wyguglować hasło echelon). Potem padło hasło, jakoby ACTA miałaby nam wyłączyć fejsbuka, Wikipedię, Google… Nie wiem czy to po prostu absurdy, czy może część fantastyki naukowej? Ludzie, ogarnijcie się!
No i mój ulubiony moment: internauci biorą sprawy we własne ręce! Zaczęło się od ataków tak zwanych Anonymous, którzy prymitywną metodą zdejmowali kolejne strony rządowe, by okazać brak poparcia dla naszego rządu, który zdecydował się podpisać pod ustawą. Fakt, zdarzyło się kilka ciekawych ataków, chociażby ten na stronę premiera, gdzie wypisano słowa Donald Tusk jest złym człowiekiem, ale reszta była – co już kilka razy przytaczałem i bardzo mi się to porównanie spodobało – zwykłym wandalizmem; każdy głupi potrafi podnieść kamień i wybić szybę na przystanku autobusowym. Ale po co? Ach, no przecież zapomniałem, że internauci uznali owe działania z nową Wojnę Światową! Zaraz pojawiły się hasła dziadek walczył z Hitlerem, ojciec ze Stalinem, a my z ACTA albo obrzydliwe parodie symbolu Polski Walczącej, że aż chciałem udusić ich autorów. Pamiętacie z lekcji języka polskiego czy historii o bojowym duchu Polaków, szczególnie przy omawianiu epoki romantyzmu? Nie wiem dlaczego, ale właśnie to chyba obudziło się wśród moich koleżanek i kolegów, którzy nagle poczuli potrzebę wybicia się, pokazania, że im zależy i że potrafią. Skądś pojawiły się patriotyczne hasła, które najwyraźniej mi urągają, skoro nie jestem po ich stronie.
Nie wiem dlaczego piszę to wszystko; wokół panuje szum, internet jest zalany tym całym badziewiem, znajomi idą na jakieś manifestacje czy inne pochody. Co rusz zapraszają mnie na kolejne spędy albo wzywają do podpisywania następnych petycji, które przecież nic nie dadzą. Przed chwilą śmiałem się z fejsbukowej próby doprowadzenia rządu Tuska do dymisji… Wiecie, co jest najzabawniejsze? Jak myślicie, kto wygrałby wybory, gdyby miały się znowu odbyć? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie, ale pamiętajcie, że starszych ludzi mało obchodzi Wasza internetowa wolność. Ogólnie cała sytuacja mnie po prostu… Bawi? To pewnie źle, ale porównania z komunizmem albo z utopijnym (uhm, antyutopijnym) Rokiem 1984 Orwella są zwyczajnie śmieszne. A najzabawniejsze jest właśnie to ogólne poruszenie, gdzie każdy stał się ekspertem od unijnego prawa (którego zresztą sam nie znam i nie rozumiem), specem od praw człowieka i w ogóle najbardziej oczytaną i obeznaną ze wszystkim osobą na świecie. A jeżeli zapytasz kto przeczytał tę całą ustawę – cisza.
Zamknięto Megaupload, gdzie hostowano wszystkie seriale i kreskówki świata, więc podniósł się szum, co jest całkiem zrozumiałe. Nienawiść do unijnej ustawy osiągnęła chyba wtedy apogeum, ale jakoś nikt nie zwrócił uwagi, że pan Kim „Dotcom” został aresztowany, a jego serwis zamknięty bez żadnych specjalnych nowych poprawek prawa. Facet łamał prawo, więc się doigrał i nic nie pomoże porównywanie jego wyroku z wyrokami zabójców czy gwałcicieli (to już inna kwestia, o której kiedyś już chyba pisałem). Płaczecie, że odbiera Wam się prywatność, ale jednocześnie wrzucanie setki zdjęć na niezabezpieczonego fejsbuka, udostępniacie swoje dane każdemu, kto tylko wejdzie na wasz profil… Albo podpisujecie wirtualne petycje, gdzie Wasze mejle są kierowane na farmy, z których żyją twórcy spamu. Ale przecież lepiej zwalić to na biedną Unię Europejską! Nie sądziłem, że będę kiedyś bronił UE, ale chyba tak to wygląda.
Nie mam zielonego pojęcia jak będzie wyglądał internet po wprowadzeniu nowego prawa. Jeżeli rzeczywiście będzie się to równało końcowi piractwa, jakoś to zdzierżę. Będę miał przynajmniej więcej czasu dla dziewczyny i znajomych czy na naukę lub książki, a myślę, że to dobra rzecz. Nawet jeżeli pozamykają wszystkie serwisy hostingowe, wciąż pozostaną nam nielubiane przeze mnie torrenty, więc alternatywa będzie istnieć zawsze… Jednak myślę, że wiele się nie zmieni, bo kto miałby to wszystko kontrolować? I tak już jesteśmy nieźle kontrolowani – nie potrzeba nam nic więcej. A jeżeli to wszystko jest wielką zasłoną dymną przed czymś jeszcze większym? Spójrzcie na to społeczne oburzenie, które przerosło chyba kogokolwiek oczekiwania – nie byłoby one idealnym odwróceniem uwagi od czegoś innego? ACTA nie zmienia prawa w jakiś rewolucyjny sposób i w gruncie rzeczy wygląda bardziej jak pic na wodę, na który nabrało się pół internetu.
Ale co ja mogę wiedzieć? Ja tylko na bieżąco zawsze interesowałem się polityką, słyszałem o tej ustawie już jakiś czas temu i mam jakieś pojęcie o procesach zachodzących w naszym społeczeństwie. Większość ludzi przeczytała trzy obrazki i obejrzała filmik na jutubie, więc są większymi ekspertami ode mnie, więc chyba nie powinienem się wypowiadać… O ile ten wpis kogoś nie poruszy do tego stopnia, by wybić mi kilka wirtualnych szyb.


- Autor: Krzysztof Rewak; 26 stycznia 2012
- w kategorii Niemożliwe do kategoryzacji
- otagowano jako ACTA, Donald Tusk, Facebook, Google, historia, internet, książki, polityka, Polska, Unia Europejska, Wikipedia
Komentarzy do wpisu: 13
-
Niewiedza, niewiedza i jeszcze raz niewiedza. Większość ludzi biegających z kamieniami po ulicach nie ma tak na prawdę pojęcia czym jest ACTA. I powiedzmy sobie szczerze, nie chodzi tu wcale o ograniczenie czyjejś wolności, chodzi o to że ludzie chcą oglądać filmy i słuchać muzyki za darmo. Naprawdę cieszyłbym się gdyby ludzie wyszli na ulicę w obronie swojej wolności, choćby tej wirtualnej ale wątpię aby tak było. Ale mimo to, choć mój protest raczej jest cichy sam się z ACTĄ nie zgadzam. Zbyt wiele tam moim zdaniem miejsc w których można dokonać nadużyć. Ot, tak jak PIPĘ i SOPĘ należałoby to jeszcze gruntownie przedyskutować. Tak czy inaczej mi się internet podoba taki jaki jest – półdziki twór w którym prawo jest dość umowną rzeczą.
A najlepiej to wszystko chyba skomentował polski komiksiarz – Śledziu co już u siebie cytowałem:
„(…) mój stuff także od lat kursuje po różnych chomikach i osiołkach, czy gdzieś tam. I jakoś mnie dupa nie boli (no krztynkę boli z powodu gównianych skanów, bo kolory na mordę lecą (…)” -
Pierdolicie – jeden z zapisów w acta mówi o mozliwości prowadzenia postępowania przeciwko jednej ze stron na wniosek wlasciciela praw autorskich BEZ poinformowania i wysluchania wyjasnień tej strony. Super przepis kurwo…
-
A mnie boli jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałeś: udział w tej całej szopce ludzi, którzy z punkty widzenia prawa nie mają głosu w debacie o kreowaniu polityki. Dlaczego to takie ważne? Ano, bo nabija to statystyki. Petycji co prawda gimnazjalista nie podpisze (bo mam nadzieję, że te wszystkie serwisy ogarniają jakoś wiek sygnujących) ale do wydarzenia na Facebooku już dołączy. W taki sposób któraś ze stron przeciwnych ustawie chwaliła się jakiś czas temu milionem ‘lajków’. Cóż, milion pełnoletnich osób to faktycznie jest już jakaś siła. Tylko ilu z tego miliona to niepełnoletni, którzy dołączają do akcji, bo ‘kto nie skacze ten za ACTA, hop, hop’?
Druga sprawa odnośnie ludzi to Anoni. Do diabła, ta organizacja to tzw. script kiddies, zresztą pogardzana za oceanem (głównie dlatego, że przypisuje sobie zasługę za obalenie SOPA, gdy był to w głównej mierze credit organizacji pokroju Google). W międzyczasie u nas po jednym ataku DDoS na strony rządowe są czczeni jako bohaterowie XXI wieku. Co więcej, przy okazji ich ataków ktoś wrzuca naszym lokalnym głodnym chwały romantycznym umysłom tutorial do wykonywania takich operacji – można tylko liczyć, że pamięć wygaśnie razem z zapałem i nie będzie to przysłowiowe danie wędki niezbyt rozgarniętej części polskiej sceny internetowej.
No, to chyba tyle co chciałem dołożyć.
-
To teraz ja.
Uważając się za przeciwnika przeciwników, wiele straciłeś w moich oczach. Owszem, cała ta nagonka jest męcząca / śmieszna / whatever, ale nihil novi sub sole. W mniejszym stopniu mogliśmy się nasycić do granic dobrego smaku kapitanem Wroną i miejscem pochówku śp. Lecha Kaczyńskiego. Jednak nie powinno się moim zdaniem tylko ze względu na masy oszołomów zmieniać swojego zdania, zarówno w tę jak i w drugą stronę!
Odrzucając kwejka (za którym także nie przepadam), i wspomniane wyżej masy, pozostaje nam wiele poważnych i mniej poważnych, ale nadal szanowanych osobistości i instytucji które są zdecydowanie przeciwne ACTA. Listę takich osób można by zamknąć postaciami Burzola i Strida, którzy to w powyższych komentarzach, krótko i na temat przedstawili swój pogląd. Coś więc w tym jest.
Jest w tym coś na tyle dużego, że nie wydaje mi się by porównania do Orwella były śmieszne. Oczywiście nie samym internetem „reżim” żyje, ale wystarczy rzut oka na uprawnienia i rozwiązania jakie już obowiązują i te które mają niedługo nadejść… Cóż, moim zdaniem niewiele zostało pokoleń które będą mogły cieszyć się orłelem w pełni.
Zasłona dymna? Przyszło mi to do głowy. Bo skro to wszystko miało być takie super tajne, to czemu jednak coś wyciekło, wywołując burzę w społeczeństwie… STOP! Bo kotłujące się pod czaszką teorie spiskowe mnożą się nad potrzebę. Krótko:
Nie lubię ACTA. Nie hipsteryzuj: też nie lub.
I pisz częściej! -
Burzol wraz z Raelem pięknie podsumowali powody, dla których ACTA należy się karny jeżyk. Strid trafił w samo sedno, pisząc o motywacji protestujących. Uznaję argumenty, których używasz punktując potknięcia uczestniczących w protestach. Fajnie, że to robisz, potrzeba nam krytyki.
Byłem na dwóch demonstracjach przeciwko ACTA – z jednej wyniosłem nawet porzucony transparent „ACTA SRAKTA LUBIĘ PLACKI” – anarchistyczna była świetnie zorganizowana i na wysokim poziomie, organizowana przez KoLibrów była żenująca, zdezorganizowana i pełna wylewania żali na wszystko (a także machania siusiakami… yyy… własnymi logo). Ale gdzieś w duchu cieszę się, że to się dzieje. Bo to zawsze o krok bliżej chwili, w której tworzący prawo czują na sobie nasz wzrok. I tyle.
To nie jest zarzut do Ciebie konkretnie (bo nie myślę tak o Tobie, chociaż w sumie co z tego, że z Kwejka?), ale gorzej niż na niedouczonych protestujących patrzy mi się na ludzi, którzy „są ponad” i „srają już acta”. Mam chwilami wrażenie, że byliby tak samo ponad nawet wtedy, gdyby masowe protesty dotyczyły jakiegoś ludobójstwa.
-
Zacznę od tego, że jestem przeciwniczką podpisania umowy (chociaż już po przysłowiowych ptokach), a mimo to sposób, w jaki społeczeństwo protestowało i hasła, które mieli wypisane na transparentach oburzyły mnie i naprawdę zadziwiły. Szczerze nie spodziewałam się, że manifestujący ograniczą swe hasła do paru wulgaryzmów, chwytliwego „co ja akcze?”, czy też użyją symboli, które były co najmniej niesmacznie w stosunku do sytuacji. Źle dla mnie, jako przeciwniczki, źle dla ludzi, którzy podzielają mój pogląd, źle, że utożsamia się moją osobę i bliskich mi ludzi z młodziakami, których nie stać na wysilenie wyobraźni i utworzenie porządnego, silnego sloganu.
Umowy, nie przeczytałam. Pozwól, że postaram się usprawiedliwić. Nie jestem, jak to określiłeś: „specjalistką od unijnego prawa”, doszłam więc do wniosku, że nie będę się porywać z motyką na Słońce, nie wspominając o tym, że jeżeli bym jednak postanowiła przebrnąć przez dokument, większości czytanego tekstu najprawdopodobniej bym nie zrozumiała.
Moja wiedza o ACTA opiera się na tym, co wyszukałam na portalach internetowych, oraz na tym, co sama wywnioskowałam podczas rozmów z mądrzejszymi i bardziej doświadczonymi ode mnie. Wystarczyło, by opowiedzieć się po stronie protestujących.
Jako, że uważasz, iż w całym tym zgiełku, który zapanował po wyłonieniu ACTY na światło dzienne nie chodzi wcale o cenzurę, a jedynie o swobodę ściągania plików – muszę się z tym zgodzić. O tyle, o ile handlowanie kopiami filmów na pobliskim targu wydaje mi się parszywym zajęciem, samo oglądanie filmów, czy też seriali online nie wydaje mi się wcale złe. Co więcej – w ogóle nie wydaje mi się, by takie osoby mogły być postrzegane w kategorii „przestępców”, a tego, czy tak traktowane będą, czy też nie, jeszcze nie wiemy.
Uważam, że bunty i sprzeciwy są uzasadnione jako, że w umowie jest zbyt wiele wolnych przestrzeni, które przez pojedyncze osoby mogą zostać bardzo rozległe interpretowane. Dopóki umowa nie stanie się jasna, przejrzysta i konkretna, dopóki wyżej wspomniany sprzedawca, handlujący kopiami filmów na targu będzie stał na równi z użytkownikami sieci, którzy ściągają, a po wypróbowaniu dóbr faktycznie kupują (?Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści? przez Centrum Cyfrowe), ACTA będzie zagrożeniem, stawiającym zorganizowanych handlarzy podróbkami na równi z ludźmi, którzy piratami na szeroką skalę nie są.
Nie mówiąc o tym, że o ile udostępniam swoje dane na fejsbuku, wolność mi smakuje, preferowałabym więc, aby moje prywatne maile i załączniki w nich pozostały kwestią jedynie moją i odbiorcy – w żadnym wypadku nie mojego dostawcy internetowego. -
Łohoho no muszę sie w końcu zgodzić z kimś odnośnie tego zasranego ACTA, okej nic dobrego to za sobą nie niesie , ale tak naprawde jakby przejrzeć wszystkie głupie ustawy, traktaty i wszelkie inne gówna znajdziemy tryliard chorych przepisów które pozwalają na przeróżne głupoty, które praktycznie powinny nam uniemożliwić normalne życie. No ale tu sie nie da sie nie zgodzić, że bez sensem ustanawianie nowych praw, które staną się martwymi przepisami. Fakt należy wyrazić sprzeciw, okej demonstracje świetny pomysł, fajnie że ludzie się jakoś zmobilizowali, ale dokładnie to co powiedziałeś przyrównywanie tego do walk poprzednich pokoleń o wolność kraju jest CO NAJMNIEJ niestosowne. Budzi sie jakis pseudo-patriotyzm, który jest w sumie tylko buntem wywołanym potrzebą walczenia o coś. takie gówno zawsze jednoczy tak jak w gimnazjum moja niedokońca zgraną klase jednoczyla walka z wychowawczynia ;p (no głupie przyrównanie ale jest). suma sumarum wyszło pare ciekawostek :) ogólnie wszyscy wiedzą, że ACTA jest głupia i nic nie zmieni, ale :
1) głosują bo tak ktoś im rozkazał to wykonuja i tyle, pare osób już na tym wpadło. (o i tu sie powołam na ksiedza z duszpasterstwa, który właśnie krytykował, że ktoś tam sie wypowiedział (o ile dobrze zrozumiałem z naszego ukochanego ruchu Palikota, ale tego nie wiem), że jak wchodzi na sale sejmowa, to wszystkie osobiste poglady zostawia przed nią, po reprezentuje ludzi. tu chodziło o kwestie wiary, ale nawet pal sześć to. Wszyscy leca do tego koryta, i zostawiaja przed sala sejmowa rozum. Robia to co ktoś tam inny wymyslil, – a czemu tak ? – a kogo to obchodzi ? powiedzieli ze mam robic to robie.)
2) Tusk i cała hołota udowodnili jak nie odpowiedzialni są… cały czas nie chce mi sie wierzyć w to że gdzieś tam login był admin a hasło admin1… jak to przeczytałem to miałem mine w stylu „że co kurwa?” i uznałem za kiepski żart/prowokacje
3) PiS poraz kolejny nieudolnie chce pokazywac że popiera naród w wyrażenia sprzeciwu co do rządu i liczy na to, że nachapie na tym poparcia i znowu dojdzie do władzy. wniosek – PiS sie niedlugo posypie bo po raz kolejny nie umie wykorzystywać takich okazji jak ta. wiec baj baj Jareczek i mam cichą nadzieje że te resztki co odchodzą pokolei z PiS-u założą jaką porządną partie konserwatywną.
4) Europarlament to kolejna farsa. Jakiś koleś powiedział że mu się właśnie to wszystko nie podoba i podpisuje jakas rezygnacje, bo on taki wielki przeciwnik ACTA jest.. właśnie o to chodzi, że to wszystko jest takim cyrkiem na kółkach, że te ustawy mają jakieś marne znaczenie. I nie wiem po co ktoś udaje że wierzy w działalność tych wszystkich urzędów
5) Wszystkie nowe przepisy są martwe i tak każdy robi co chce. Ktoś powiedział że pomimo tego że to podpiszemy to NIK – uwaga – OBIECAŁ że nie będzie korzystał z możliwości jakie daje mu ACTA do inwigilowania ludzi >.< na ja pie*****…. to po co ta ustawa… i co to znaczy obiecał NIK….I jeszcze jedno podsumowanie co do 'przecietnych obywateli'.
Komentarze typu przeciez ściągając płytę nikt na tym nie traci tylko ja zyskuje wiec komu szkodze? a tak i tak zarobiaja miliardy wiec im te moje pare złotych nie są potrzebne – ale wciąż to jest kradzież. Nowe ustawy są potrzebne w sprawie internetu. coś o tym wiemy, z kolegą autorem posta, pisząc wspaniałą prace na temat hackingu <3 ale akurat ACTA jest wyjatkowo głupia tu nie ma co ukrywać, ale przecież już od dawna się spotykamy z blokowaniem rzeczy łamiących prawa autorskie. choćby YouTube. sam mam jeden filmik zablokowany bo dodałem utwór którego nie jestem autorem xD i to bardzo szybko aż byłem zaskoczony.
Dobra, moja wypowiedź zrobiła się chyba cholernie nieskładna, bo jestem już zmeczony i chce wyrazić jak najwiecej myśli na raz a to nigdy dobrze nie służy… -
Dzięki Bogu, że nie dałeś nabrać na to całe NieDlaAktowe przedstawienie. Bez urazy, ale pasowałeś mi do takiego, który krzyczałby na ulicy „Nie dla Acta!”. Cieszę się jednak, że to temat na który mogę się z tobą zgodzić. Masz 100% racji. ACTA nie zmieni naszego życia diametralnie. Jest to jedynie źle sformułowana umowa. W całym tym proteście, btw niezwykle podobnym do „gdzie jest krzyża”, mało jest ludzi rozumiejących tą sprawę i merytorycznie wykładających co jest w umowie złe. Całą tą niby-rewolucję dominuje zbiorowa histeria, potęgowana przez krzykaczy i smarkaterię.
Mówiłeś trochę o porównywaniu ACTY do komunizmu. Kiedy czytałem takie teksty, miałem wrażenie, że oni specjalnie ubliżają swoim dziadkom i zabijają ich pamięć. Nie wiem, skąd takie coś takiego się bierze.
W sprawie rzekomej przegranej Tuska w następnych wyborach : Całkiem spory procent protestujących to osoby nieletnie, które nie mają ani umiejętności wyborczej, ani własnej opinii o tym. Reszta z dużym prawdopodobieństwem zapomni o tym do następnych wyborów. Jedynie mały odsetek (chociaż właściwie nie nieważny, patrząc na poprzednie wybory) będzie się trzymał urojenia na temat totalitarnego kraju.PS. Kwejka nie lubisz, a demoty i komixxy już lajkujesz? Your argument is invalide.













Daleki jestem od internetowych rewolucjonistów-krzykaczy, zatem zawołałbym ?ACTA srakta?, gdyby nie sposób, w jaki ta umowa została ustalona i do czego może prowadzić dalej. Amerykanie spróbowali zrobić swoją SOPĘ i jeszcze dowcipniej brzmiąca PIPĘ, które były dobrymi przykładami tego, jak twórcy praw* na całym świecie piszą złe prawo, usiłując przejąć kontrolę nad czymś, czego zupełnie nie rozumieją, czyli nad internetem. Tamte akty przewidywały przede wszystkim blokadę system DNS, która zwykłym ludziom przeszkodziłby w używaniu internetu…ale w żaden sposób nie zatrzymałby piractwa. I to jest chyba kolejny problem: że nie ma dobrego wyjścia prawnego, najprawdopodobniej nie ma innej opcji – albo internet pozostanie tym, czym jest: niekontrolowalnym miejscem wolności (oczywiście do pewnego stopnia, już istnieją metody na walkę ze złem w internecie, chociażby z pedofilią), albo zacznie być całkowicie kontrolowany przez Grupę, rękami dostawców internetowych. I to jest wcale nie jest wizja niemożliwa, a patrząc na ilość protestów i naprawdę nikłe reakcje ze strony władz na stosunkowo nieszkodliwą ACTĘ, wcale nie takie trudne to wymuszenia na ludziach. A to już jest niebezpieczne.
* Zupełnie inną kwestią jest to kto jest zainteresowany wprowadzeniem zaostrzeń wobec internautów. To przecież nie rządy, ani twórcy, ani nawet Zbigniew Hołdys, tylko Myszka Miki i reszta największych kompanii rozrywkowych, które mają tak duże zyski ze starego systemu dystrybucji, że zapłacą wiele i zrobią niemal wszystko, żeby nowa technologia została zwyczajnie zdelegalizowana.