<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dziennik pokładowy Aquenrala &#187; recenzje</title>
	<atom:link href="http://aquenral.net/category/recenzje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://aquenral.net</link>
	<description>Autor: Krzysztof Rewak, pseudonim Aquenral.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jul 2010 07:30:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Dwie minuty i trzydzieści siedem sekund</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 15:07:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3058</guid>
		<description><![CDATA[Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają niesamowitego, niemożliwego do opisania fenomenu fizycznego, który polega na przesunięciu czasowym świadomości w jedno miejsce w przyszłości. Wszyscy na Ziemi, każdy spośród siedmiu miliardów ludzi, widzi swoją przyszłość przez równe dwie minuty i siedemnaście sekund, by natychmiastowo powrócić do rzeczywistości&#8230; Rzeczywistości, która już nigdy nie będzie taka sama jak przed kilkoma chwilami.</p>
<p align="justify">Jest to fabuła fantastyczno-naukowej powieści Roberta Jamesa Sawyera z 1999 roku, która ukazała się (niestety nie w Polsce) pod tytułem <em>Flashforward</em>, jednak większość czytelników <em>Dziennika pokładowego</em> najprawdopodobniej będzie ją kojarzyła raczej jako główne wydarzenie w najnowszej produkcji ABC pod jakże zmienionym tytule <em>FlashForward</em>. Serial luźno bazuje na książce, ogólnie rzecz biorąc, był całkiem przyjemny w odbiorze, mimo kilku zgrzytów, o których się dzisiaj nie wypowiem, ale skasowano go po pierwszym sezonie z powodu niskiej oglądalności. Nie sądzę, by wielu fanów przeczytało książkę, chociażby z racji braku polskiego wydania i problemów ze sprowadzeniem czegokolwiek zza granicy, a warto, naprawdę warto i zaraz postaram się to udowodnić. </p>
<p align="justify">Śmiem stwierdzić, że oryginalna książka jest tysiąc razy lepsza od jej serialowej adaptacji. By rozwiać wszystkie wątpliwości, kupiłem ją poprzez <a href="http://www.empik.com/flash-forward-sawyer-robert-j,1468095,ksiazka-p" target="_blank">empik.com</a> za niecałe osiemnaście złotych, zresztą i tak nie lubię czytać na ekranie komputera. Czarna okładka może i nie robi wrażenia, szczególnie irytuje biały kwadracik reklamujący serial, ale cóż poradzimy, że jest to nowe wydanie skierowane do potencjalnych nowych czytelników, którzy będą szukali przygód swoich ulubionych bohaterów? I tutaj już pojawia się pierwsza niespodzianka! Mianowicie jedyną postacią łączącą obie formy jest Lloyd Simcoe, który i tak spełnia różne role. Fakt, Theo Procopides jest analogią do Demitriego, możemy też przeczytać o Dimitriosie, który bardziej przypomina agenta Ala niż Dema, ale nie ma żadnego odpowiednika Marka Benforda czy doktora Simona Camposa. Jednak nie tylko to jest inne, gdyż książkowe przesunięcie świadomości zostało opisane już na samym początku powieści z perspektywy jego twórców, więc praktycznie nie istnieje motyw poszukiwania sprawców. Inną sprawą jest różnica w czasie przy przesunięciu świadomości, która wynosi ponad dwadzieścia jeden lat, co zostało skrócone w serialu na potrzeby pchnięcia akcji do przodu.</p>
<p align="justify">Co mi się spodobało? Dokładnie to samo, co w większości prac fantastyczno-naukowych, coś, co po prostu uwielbiam, coś, co jest niezrozumiałe dla każdego, kto nie jest fanem gatunku. Oczywiście, że mówię o tak zwanym <em>technobełkocie</em> (mowie pseudonaukowej), który pojawia się na stronach powieści jeszcze gęściej niż w serialu, a jest jednak nieco bardziej spójny z rzeczywistymi badaniami naukowymi. Dla kogoś, kto amatorsko interesuje się fizyką, wszystkie te nazwy, wszystkie maszyny, wszystkie teorie są po prostu wspaniałe. Któż nie chciałby czytać o CERNie, Zderzaczu Tachinowo-Tardionowym, neutrinach, plazmie kwarkowo-gluonowej czy LHC? Moja wiedza na temat fizyki kwantowej jakoś nikogo nie powali, ale wystarcza do opanowania całego podanego technobelkotu. O czym jeszcze warto wspomnieć? Książka zawiera sporo materiałów paradokumentalnych rozpoczynających poszczególne rozdziały, które opisują wydarzenia na świecie po masowym <em>prolepsis</em>, a także wycinków z Mozaiki, które opisują przyszłość w roku 2030. Spośród wszystkich notatek, najbardziej zaintrygowały mnie te, gdzie papież nawołuje do modlitw&#8230; Papież nazywający się Benedykt XVI, podczas, gdy książka wyszła w 1999 roku. Ciekawe, nieprawdaż?</p>
<table align="left" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="48">
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /><br />
</tr>
</table>
<p align="justify">W tej sekcji znajdują się informacje na temat fabuły, więc czytasz je na własną odpowiedzialność; jeżeli nie chcesz sobie popsuć frajdy z czytania książki, przeskocz do następnego akapitu. <font color="white">Gdy wszyscy ludzie na Ziemi tracą przytomność, naukowcy w CERNie, którzy próbowali wytworzyć w LHC bozon Higgsa, święty Graal fizyków, zdają sobie sprawę, że do tego doprowadzili. Jeden z nich, Theo Procopides, który nie miał żadnej wizji, dostaje wkrótce informację, że zostanie zamordowany, jednak nikt nie chce udzielić mu żadnych szczegółów. Naukowcy postanawiają, ze zgodą ONZ, powtórzyć eksperyment, uprzedzając wcześniej całą ludzkość&#8230; Wszystko odbywa się jak wówczas, jednak żadne przebłyski nie następują; syntezuje się za to bozon Higgsa. Okazuje się, że globalne przesunięcie świadomości jest powiązane z eksplozją supernowej 1987A, która wyrzuciła w przestrzeń kosmiczną ogromną masę neutrin. W 2030 roku następuje kolejne zderzenie w LHC, ludzie tracą przytomność, ale jedynie doktor Simcoe ma wizję&#8230; Wizję, która odbiega miliardy lat w przyszłość, gdy nawet Ziemia przestała istnieć jako planeta w wyniku zderzenia dwóch galaktyk&#8230;</font></p>
<p align="justify"><em>Flashforward</em> nie jest jedynie fantastyczno-naukowym bełkotem, ale także całkiem przyzwoitym thrillerem, co pokazuje jak wszechstronnie uzdolnionym pisarzem jest Robert J. Sawyer. Muszę przyznać, że chyba będę musiał się zainteresować innymi dziełami tego autora, gdyż w moim prywatnym odczuciu pisze nawet lepiej niż zachwalany przez wszystkich i być może trochę przereklamowany Dan Brown, który mimo wszystko umie stworzyć dobrą powieść. Komu się spodoba <em>Flashforward</em>? Każdemu, kto oglądał na bieżąco serial i czuje niedosyt po finałowym odcinku, ale także wszystkim innym miłośnikom fantastyki naukowej na najwyższym poziomie. Każdy inny człowiek nieorientujący się w temacie może zostać przytłoczony mnogością technicznych terminów i bliżej niewyjaśnionych zjawisk fizycznych, niektórym też może przeszkodzić brak polskiej wersji, jednak uważam, że to kawał dobrej literatury. Zatem będzie to całkiem sprawiedliwa <strong>dziewiątka</strong> w dziesięciostopniowej skali, o. Życzę miłej lektury.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czerwone niebo nad nami</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 08:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[V]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2876</guid>
		<description><![CDATA[Sezon serialowy 2009/2010 definitywnie się kończy: z Human Targetem już się pożegnaliśmy, Lost i Fringe mają finały w tym tygodniu, za dwa tygodnie koniec FlashForwarda, a dziś jesteśmy świadkami zakończenia pierwszego sezonu najnowszej produkcji ABC jaką jest V. Sezon był krótki, bo zawierający jedynie dwanaście odcinków, ponadto włodarzy stacji przerwali emisję po czwartym odcinku, robiąc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Sezon serialowy 2009/2010 definitywnie się kończy: z <em>Human Targetem</em> już się pożegnaliśmy, <em>Lost</em> i <em>Fringe</em> mają finały w tym tygodniu, za dwa tygodnie koniec <em>FlashForwarda</em>, a dziś jesteśmy świadkami zakończenia pierwszego sezonu najnowszej produkcji ABC jaką jest <a href="http://aquenral.net/2009/11/25/v/"><em><strong>V</strong></em></a>. Sezon był krótki, bo zawierający jedynie dwanaście odcinków, ponadto włodarzy stacji przerwali emisję po czwartym odcinku, robiąc tym samym czteromiesięczna przerwę. <em>V</em> (znane w Polsce jako <em>Goście</em>) to <em>reimaginacja</em> popularnego w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia serialu o inwazji obcych i formującym się ruchu oporu ze strony ludzi. Czy nowe <em>V</em> spełniło swoją rolę?</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy, jest to mój zdecydowany faworyt w kończącym się sezonie, bijąc <em>Capricę</em> czy wyżej wspomnianych <em>Zagubionych</em>. Nie ukrywam też tego, że <em>Wijce</em>, jak ich pieszczotliwie określam, zauroczyli mnie do tego stopnia, że przebili moją ukochaną historię o 4400, wręcz zakochałem się w wykreowanym świecie przedstawionym i nie mogę doczekać się kontynuacji. Więc o co chodzi? Mamy oklepany motyw przybycia obcej rasy, która jest oczywiście o niebo lepiej rozwinięta cywilizacyjnie i technologicznie od nas. Wyglądają jak my, zachowują się jak my, rozlokowali swoje statki nad największymi miastami Ziemi i zaoferowali pomoc we wszystkich dziedzinach życia, począwszy od oferowania darmowych świadczeń medycznych, skończywszy na dzieleniu się nieskończonymi źródłami energii. Wydawać by się mogło, że to cud (co zresztą jest wielokrotnie poruszane w różnoraki sposób), ale okazuje się, że przyjaźnie nastawieni Przybysze są niewolnikami totalitarnego reżymu królowej Anny, w rzeczywistości bliżej im do gadów niż ssaków, a ich zamiary wcale nie są takie zacne. Formuje się ruch oporu zbudowany z ludzi i grupy Obcych, którzy sprzeciwiają się rządom i fikcyjnej błogości od królowej-matki, lecz wszystko działa w głębokiej konspiracji, a niczego nieświadomi ludzie żyją w przekonaniu o błogosławieństwie w postaci pojawienia się dwudziestu dziewięciu okrętów nad ich głowami.</p>
<p align="center"><img src="http://img64.imageshack.us/img64/4200/105bro.jpg"></p>
<p align="justify">Cóż, motyw oklepany, ale twórcy nieźle sobie z tym poradzili. Już w pierwszym odcinków padają słowa: <em>Stary, to prawie jak w Dniu Niepodległości</em>, nawiązując do popularnego filmu o podobnej tematyce. W porównaniu do starej wersji z lat osiemdziesiątych, wprowadzono kilka zmian, jednak ogólny motyw pozostał ten sam: Przybysze, udając ludzi, próbują doprowadzić ludzkość do zagłady. Tutaj jednak ruch oporu jest jedynie malutką grupką zwaną Piątą Kolumną, która ma nikłe szanse na zwycięstwo. Co zasługuje na pochwałę? Zdecydowanie kreacje głównych bohaterów, które od razu są akceptowane przez widza, a które wyróżniają się ze wszystkich innych seriali. Erica Evans (w tej roli nadzwyczajna Elizabeth Mitchell, czyli Juliet Burke z <em>Zagubionych</em>) jest agentką federalną, która zostaje włączona do formacji pomagającej Przybyszom, jednak jest gorliwą działaczką Piątej Kolumny i jako jedna z niewielu zna prawdę o Przybyszach. Ryan Nicols (Morris Chestnut) to afroamerykański biznesmen, którzy w rzeczywistości jest zbuntowanym Przybyszem, jednym z bojowników oryginalnego ruchu oporu, a jego działania w przeszłości spowodowały skutki widoczne w czasie teraźniejszym dla serialu. Ojciec Jack Landry (tutaj genialny Joel Gretsch, czyli agent Tom Baldwin z <em>4400</em>) jest natomiast katolickim księdzem, który przez przypadek dowiaduje się o niecnych zamiarach Przybyszów. <em>V</em> wyróżnia się spośród masy innych seriali czymś, co określiłbym brzydko jako <em>recykling aktorów</em>. Twórcy postanowili nie rekrutować jedynie nowych twarzy, co jest zwyczajem wśród współczesnych metod castingu, przez co na planie pojawia się mnóstwo nowych twarzy, o których zdążyliśmy już zapomnieć, a które wywołują w naszych sercach przyjemne ciepło. Takim oto sposobem, jako główni bohaterowie pojawiają się, oprócz wyżej wymienionych, Morena Baccarin jako Anna (<em>Firefly</em>, <em>StarGate</em>), Laura Vandervoort jako Lisa (<em>Supernatural</em>), ale także Nicolas Lea (agent Krycek z <em>Z Archiwum X</em>), Michael Trucco (Sam Anders z <em>Battlestar Galactici</em>), Alan Tudyk (<em>Firefly</em>), Samantha Ferris (<em>The 4400</em>) czy Rekha Sharma (<em>Galactica</em>). I takie coś właśnie lubię! Trzeba też wspomnieć o niesamowitym i nadzwyczajnym Charlesie Mesure w roli Kyle&#8217;a Hobbesa, który raz na zawsze zmienia definicję najlepszej postaci drugoplanowej.</p>
<p align="justify">Owszem, widzę wszystkie niedociągnięcia, ale jakoś mnie nie rażą jak innych. Przybysze wdarli się do mojego serca i zagnieździli się w nim na dobre, zajmując miejsce obok ukochanej przeze mnie <em>Galactici</em>. Nie ma co porównywać obu seriali, bo to całkiem inna kategoria, ale Wijce mają w sobie to niezidentyfikowane jeszcze przeze mnie <em>coś</em>, co powoduje, że jestem ich oddanym i zapalonym fanem. Może to klimat, który przez wszystkie odcinki jest tak gęsty, że można zawiesić siekierę w powietrzu nim przesyconym? Może to właśnie powrót ulubionych aktorów, bo gdzie indziej zobaczyłbym Joela Gretscha skoro <em>The 4400</em> skasowano? A może to tylko fakt, że łatwo utożsamić się z bohaterami? Nie wiem, naprawdę nie mam zielonego pojęcia, ale Przybysze ciągną mnie do siebie mimo wszystko. Muzyka, chociaż nie wyeksponowana, jest magiczna, co można odczuć chociażby w ostatniej scenie <em>Red Sky</em>, gra aktorska też niczego sobie (pomijając kreacje Przybyszów na okrętach, szczególnie postaci Anny i Marcusa), więc do czego można by się przyczepić? Ano, jest taka jedna rzecz&#8230;</p>
<p align="center"><img src="http://img208.imageshack.us/img208/3646/105aq.jpg"></p>
<p align="justify"><em>Sure back then, the effects were kind of cheesy, but I loved it (&#8230;)</em> &#8211; śpiewał Dave Doré w <em>A New Crew in Town</em>. Efekty specjalne to najdziwniejsza część całej produkcji jeśli chodzi o <em>Gości</em>. Potężne krążowniki Przybyszów majestatycznie unoszą się nad ziemskimi miastami i wyglądają niesamowicie; niekiedy zapierają dech w piersiach. Na mojej tapecie na pulpicie od dwóch tygodni widnieje okręt nad Moskwą i jest najzwyczajniej w świecie epicki. To samo tyczy się wahadłowców Wijców, które są piękne w swej prostocie. Ach, te poczwórne dysze silników napędzanych niebieską energią, mmm&#8230; Niczego sobie też były tak zwane Poszukiwacze, nie narzekam też na holograficzną technologię, której używa się tu na potęgę. I w tym miejscu kończą się zachwyty, a zaczyna tradycyjne, polskie narzekanie, a jest na co narzekać. Porzekadło mówi, że trzeba oceniać wnętrze, nie bacząc na to, co widzimy z zewnątrz, ale w takim razie efekty są tragiczne. Wnętrza krążowników są okropne, ktoś musiał spieprzyć jakiś algorytm, bo ściany i podłogi nie zawsze nadążają za poruszającymi się postaciami, a niektóre technologiczne nowinki jak Przeżeracz czy iglaste łózko są tragicznie wyrenderowane, co pozostawia jedynie niesmak i odrobinę smutku, bo przecież można by to zrobić lepiej. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko komercyjna ABC, a wszyscy chyba pamiętają sztandarowy przykład ichniejszych efektów specjalnych: łódź podwodną w <em>Zagubionych</em>.</p>
<p align="justify">Podsumowanie? Pomimo kilku wad, uważam, że to najlepszy serial tego sezonu. Może to się zmieni po finale <em>Zagubionych</em>, jednak ich nieklimatyczny szósty sezon jest przyćmiony przez inwazję Przybyszów. Nie mogę się doczekać jakże odległego listopada, kiedy to Wijce powrócą z drugim sezonem i mam nadzieję, że będzie intensywniej. Więcej wybuchów, więcej jaszczurek, więcej ruchu oporu, więcej Hobbesa &#8211; to mnie usatysfakcjonuje w pełni. Zapraszam wszystkich na moją prelekcję na temat serialu na zbliżających się Dniach Fantastyki we Wrocławiu, a tych, którzy jeszcze nie widzieli albo zatrzymali się w połowie, zachęcam gorąco do kontynuacji. Warto, naprawdę, chociażby dla samego, zaskakującego <em>Red Sky</em>. W komentarzach proszę o używanie zaspoilerowanego tekstu, by nie zepsuć zabawy innym. <em>V</em> otrzymuje ode mnie mocne <strong>9/10</strong>, gdzie jeden punkt ucieka za efekty specjalne wewnątrz statków i grę aktorską pani Baccarin. <em>We are of peace. Always.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierciożercy</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2010 09:52:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2039</guid>
		<description><![CDATA[Plakat promocyjny Ostatnio mało czytam. Na mojej półce przy łóżku leży rozpoczęta w październiku Diuna Herberta, Roland Stephena Kinga, bożonarodzeniowe prezenty w postaci Cieni Mindora i dwóch ostatnich tomów Nocy Coruscant (których nawet jeszcze nie otworzyłem), Opowieści wampiryczne, w których zostało mi do przeczytania jedno, ostatnie opowiadanie oraz Lalka Prusa. Na półce z książkami leży [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://images4.wikia.nocookie.net/starwars/images/0/08/Death_Troopers_poster.jpg" width="250">Plakat promocyjny</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Ostatnio mało czytam. Na mojej półce przy łóżku leży rozpoczęta w październiku <em>Diuna</em> Herberta, <em>Roland</em> Stephena Kinga, bożonarodzeniowe prezenty w postaci <em>Cieni Mindora</em> i dwóch ostatnich tomów <em>Nocy Coruscant</em> (których nawet jeszcze nie otworzyłem), <em>Opowieści wampiryczne</em>, w których zostało mi do przeczytania jedno, ostatnie opowiadanie oraz <em>Lalka</em> Prusa. Na półce z książkami leży jeszcze dziewięć książek, przez które nie udało mi się przebrnąć, między innymi sławetne <em>Dzieci Jedi</em> Barbary Hambly czy <em>Zwycięstwo na Centerpoint</em> Allena. Jako fan <em>Gwiezdnych wojen</em>, chcąc, nie chcąc, jestem osobą dużo czytającą, ale niestety zamyka się to raczej w jednym gatunku literackim, czyli w prozie fantastyczno naukowej, od której z rzadka uciekam. Ale przejdżmy do właściwego tematu, okej? W zeszłym tygodniu w polskich księgarniach pojawiła się najnowsza pozycja z tegoż uniwersum, czyli <em><strong>Szturmowcy śmierci</strong></em> (w oryginale <em>Death Troopers</em>) Joe Schreibera, a mnie wczoraj wreszcie udało się ich zakupić. Zacząłem czytać po dziewiątej wieczorem i się zakochałem.</p>
<p align="justify">Mam mieszane uczucia co do książkowych horrorów. Zacznijmy może od tego, że nawet średnio przepadam za filmami, ale swoje korzenie ma to w tym, iż kino ostatnich lat koncentruje się na <em>gore</em><sup>(<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gore" target="_blank">wtf?</a>)</sup>, które mnie zdecydowanie brzydzi. Jeszcze rok temu zastanawiałem się jak książka może kogokolwiek przestraszyć i za radą koleżanki wypożyczyłem ze szkolnej biblioteki znane i lubiane w świecie <em>Lśnienie</em> Kinga. Och, król horroru, jak go nazywają, jakoś mnie nie oczarował. Książka była zwyczajnie nudna, ale postanowiłem się nie łamać i zabrać się za coś innego. Graham Masterton pisał bardzo ciekawie, ale to były raczej thrillery, a nie czystogatunkowe horrory, no, niestety. Dlatego, gdy usłyszałem o pierwszej pozycji ze świata <em>Gwiezdnych wojen</em> będącą horrorem dla dorosłych czytelników (tak, mam świadomość istnienia serii <em>Galaxy of Fear</em>) coś we mnie drgnęło. Z jednej strony, miałem nadzieję na coś epickiego, czegoś, przez co polubię książkowe horrory, z drugiej &#8211; bałem się, że znów dostanę nudny gniot, które pewnie i tak nie skończę.</p>
<p align="justify"><em>Death Troopers</em> zrobili w Stanach furorę. Premiera książki była poprzedzona wielką kampanią reklamową, której, co prawda, nie możemy porównywać do tego, co uświadczyliśmy przy <em>Mocy wyzwolonej</em>, jednakże to była jedynie część całego projektu multimedialnego, a <em>Szturmowcy</em> to tylko zwykła powieść. Pojawiły się plakaty ze świetną grafiką autorstwa Indiki, powstał suplement do gry <em>Star Wars: Galaxies</em>, potworzyło się mnóstwo <em>in-</em> i <em>out-univerowych</em> źródłem, chociażby <a href="http://twitter.com/TK329" target="_blank">konto TK 329</a> na Twitterze. Schreiber nawet opublikował soundtrack do książki. Medialna burza przetoczyła się przez amerykański rynek, a przez dziwną polityką wydawniczą Amberu, powieść pojawiła się w Polsce trzy miesiące po światowej premierze. Przez pierwszy tydzień nie było jej w legnickim Empiku, ale wczoraj pojawił się jeden egzemplarz, który natychmiastowo zakupiłem. Książkę przeczytałem w dwie godziny, co może jest spowodowane jej minimalistyczną objętością, ale przejdźmy do konsensusu.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/arrow.png" width="16"> <strong>Aquenral ocenia</strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Fabuła: <strong>8+</strong>/10.<br />
Dialogi: <strong>7</strong>/10.<br />
Opisy: <strong>8+</strong>/10.<br />
Klimat: <strong>10</strong>/10.</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><strong>Ogółem: 8+/10</strong>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Szturmowcy śmierci</em> wciągnęli mnie niesamowicie i odnowili moją wiarę w horrorystów. Książka jest krótka, dziwnie zbudowana, jeśli chodzi o rozdziały, które mają niekiedy po trzy strony, z początku trochę nudzi, ale muszę przyznać, że to jedna z najlepszych pozycji spod znaku <em>Gwiezdnych wojen</em>, przebija ją jedynie Stover ze swoim <em>Zdrajcą</em> i ewentualnie któryś Luceno, Traviss bądź Reaves. Najciekawsze jest to, że czytając, nie mamy wrażenia, że jesteśmy w odległej galaktyce; rzecz mogłaby się dziać w każdym uniwersum, w każdej rzeczywistości, gdyby nieco pozmieniać nazwy własne. Jedynym wątkiem, który rzuca się w oczy i jest dany jakby na siłę (co nie znaczy, że przeszkadza), jest pojawienie się Hana Solo i Chewbaccy, którzy wprowadzają atmosferę Starej Trylogii. I gdyby wszystkich Rodian, Wookieech i Dugów zamienić na ludzi, a niszczyciel gwiezdny na jakiekolwiek inne laboratorium, byłaby świetna powieść dla każdego czytelnika, bo, powiedzmy sobie szczerze, niewielu sięgnie po książkę z logiem <em>Star Wars</em>. Ale wróćmy do fabuły&#8230; Najlepsze jest to, że wszystko jest ładnie i w miarę racjonalnie wytłumaczone; jakoś nie podobała mi się idea zombie w odległej galaktyce, ale muszę przyznać, że Schreiber nieźle z tego wybrnął.  Stworzył też całkiem ciekawych bohaterów z doktor Cody na czele, którą chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć w jakiejś książce. Ale największą zaletą <em>Szturmowców&#8230;</em> jest ich klimat. Krótkie rozdziały, mroczna atmosfera, wyważone dialogi i momentami makabryczne opisy nadają całej książce niesamowitą atmosferę grozy. Czytając to w nocy, w całkowitej ciszy, ma się wrażenie jakbyś sam znalazł się na opuszczonym gwiezdnym niszczycielu <em>Vector</em> i szedł pustym korytarzem, bojąc się, co Cię znajdzie za następnym zakrętem. Powraca imperialny wydział broni biologicznej z <em>Galaxy of Fear</em>, autor widocznie wystarczająco zgłębił galaktykę, gdyż pojawiają się tak mało znane rasy jak Paaerdaugowie, wspomina się o Dniu Życia, a akcja jednego rozdziału rozgrywa się na Galantosie. Nie ma upychanych na siłę wstawek o podmiotach znanych z filmów, co uparcie stosuje w swoich książkach Michael Reaves, a co mi się zdecydowanie nie podoba.</p>
<p align="justify">Podsumowanie? Jest to jedna z najlepszych książek, które noszą na okładce znak <em>Star Wars</em>, bardzo dobry horror i świetna rozrywka na zimową noc. Fakt, jest może za krótka, ale ma niesamowity klimat, który wynagradza naprawdę wszystko. Polecam ją wszystkim, naprawdę, bo to kawał dobrej, współczesnej literatury. Z niecierpliwością czekam na prequel, również autorstwa Schreibera, który ma sie pojawić pod koniec tego roku. <em>So say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już świta</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 13:46:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1786</guid>
		<description><![CDATA[Daybreakers (2010) Przechodzę ostatnio niesamowicie zaawansowaną fascynację wampirami i wszystkim, co jest z nimi pośrednio lub bezpośrednio związane, więc nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż wybrałem się do kina na najnowszą produkcję braci Spierig o wdzięcznym tytule Daybreakers. Można by powiedzieć, że to kolejny film bazujący na wampiromanii wywołanej Zmierzchem, ale tutaj się pojawia pewna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://www.shockya.com/news/wp-content/uploads/daybreakers_poster3.jpg" width="200"><em>Daybreakers</em> (2010)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Przechodzę ostatnio niesamowicie zaawansowaną fascynację wampirami i wszystkim, co jest z nimi pośrednio lub bezpośrednio związane, więc nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż wybrałem się do kina na najnowszą produkcję braci Spierig o wdzięcznym tytule <em><strong>Daybreakers</strong></em>. Można by powiedzieć, że to kolejny film bazujący na wampiromanii wywołanej <em><a href="2009/12/23/zmierzch/" target="_blank">Zmierzchem</a></em>, ale tutaj się pojawia pewna niekonsekwencja: <em>Świt </em>jest całkowitym przeciwieństwem (i to dosłownie) świata stworzonego przez panią Meyer. Gdy tylko zobaczyłem <a href="http://www.youtube.com/watch?v=ayYiMygqlfo" target="_blank">trailer na Youtube</a> przed dwoma tygodniami, od razu zakochałem się w tytule i nie mogłem się doczekać premiery. Byłem, zobaczyłem&#8230; i zaraz postanowię Was przekonać do przejścia się do kina.</p>
<p align="justify">Mamy rok 2019, dziesięć lat wcześniej wybuchła epidemia, która przekształciła większą część ludzkości w wampiry (od razu zaznaczam, że to prawdziwe wampiry, które muszą pić ludzką krew, nie wychodzą na słońce, a ich odbić nie widać w lustrach), które postanowiły prowadzić dalej konsumpcyjną cywilizację człowieka. Wiadomo, zmiany są bolesne i tak dalej, więc mamy kilka innowacji: przebudowę miast na potrzeby nocnego życia, modyfikacje samochodów do jazdy w dzień, butiki z ciepłą krwią na dworcach&#8230; I to jest chyba najwspanialsza rzecz w tym filmie: klimatycznie zbudowany świat przedstawiony. Nie odczuwamy tego, że wszyscy ludzie w całym mieście to w rzeczywistości potwory, które piją kawę z krwią, a na imprezy przynoszą krew w butelkach po winie. Głodujący bezdomni chodzą z kartonikami z napisami <em>Proszę o krew</em>, a w telewizji lecą reklamy pasty do kłów <em>Bielsze nie będą</em>, jednak wydaje się to&#8230; naturalne? Mnie wszystkie takie rzeczy niesamowicie bawiły, wprowadzały mroczną atmosferę i nastrój, który opacznie mi się udzieliły, ale pokazały też, że wampiry to też ludzie, jeśli wiecie o co mi chodzi. No właśnie, a gdzie się podziewają poczciwi <em>Homo sapiens</em>? Nieliczne egzemplarze, które przeżyły masową wampiryzację ukrywają się w słonecznych miejscach w obawie przed prześladowaniami na tle stricte rasowym, bowiem nasi bladzi przyjaciele polują na nich i przetrzymują na farmach, gdzie pobiera się hektolitry krwi, by zaspokoić wampirze potrzeby. I tutaj się zaczyna cała fabuła, która jest mocnym, naprawdę mocnym fundamentem całego filmu.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://gfx.filmweb.pl/ph/97/23/209723/105992.1.jpg" width="200">Narada wojenna.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Brakuje krwi. No, kto by pomyślał, że tak przyziemna sprawa jak brak pożywienia może zaszkodzić wampirzej cywilizacji? Nieśmiertelni i piękni są narażeni na obrzydliwą mutację, która przemienia ich w instynktownie szukające krwi bestie z wielkimi pazurami, kłami, skrzydłami i całą resztą wyposażenia, którego ludzki wampir nie posiada. Firmy hematologiczne (które zmieniły target z rynku medycznego na spożywczy) próbują opracować substytut krwi, który wcale nie ma pomóc umęczonej rasie ludzkiej, ale przeprowadzić wampiry znad przepaści, na którą same się zapędziły. Znowu pojawia się ten niesamowity klimat: głodujące wampiry przyspieszają własną mutację, pijąc własną krew, w mediach mówi się o braku krwi w trzecim świecie i o pożarach wywoływanych przez płonące zwampiryzowane zwierzęta, które wychodzą na światło słoneczne, dzieci rozkopują cmentarze, mając nadzieję na znalezienie choć kropelki krwi, a wszędzie panuje nieufność i atmosfera nadchodzącej burzy. W takim świecie żyje Edward (cholera jasna!) Dalton, miłośnik ludzi i hematolog, który został zmieniony w wampira wbrew sobie. Oczywiście spotyka ludzką kobietę, oczywiście jest ona piękna i oczywiście zakochuje się ? w taki oto sposób mamy całkowitą odwrotność <em>Zmierzchu</em>. Edward pojawia się sam w domu pełnym ludzi, którzy marzą tylko o jego śmierci, a sam chce się stać na powrót człowiekiem, bo okazuje się, że proces dewampiryzacji jest możliwy (ot, ciekawostka naukowa). </p>
<p align="justify">Fabuła może wyglądać teraz na przewidywalną, ale z ręką na sercu powiem, że takiego zakończenia z pewnością się nie spodziewałem. Nie ma tutaj typowej amerykanizacji przemysłu filmowego (no, poza plakatem rekrutacyjnym do armii z Wujem Samem), która ostatnio zdominowała wszelakie kinowe produkcje. Okej, podniecam się klimatem, zachwycam fabułą, ale przecież coś trzeba było spieprzyć, prawda? Ano, prawda. Efekty specjalne, które wykonywała ta sama firma, co do <em>Władcy pierścieni</em>, zawiodły mnie; inaczej się nie wyrażę, bo szkoda cennych bajtów w bazie danych. Sam efekt płonących wampirów na świetle słonecznym był już średni, ale niesmak wzbudziły u mnie przede wszystkim zmutowane wampiry, które grasowały po mieście w poszukiwaniu krwi. Sam pomysł jest świetny: nie pijesz ludzkiej krwi, więc zamieniasz się w potwora; dla takiego idealisty jak Edward to nie lada wyzwanie etyczno-moralne, bo spożywanie krwi też uważa za potworny czyn. Jedyną sceną, gdzie mutant mi się podobał, był atak ów stwora na Edwarda w jego własnym domu. Biedny ogrodnik wyczuł zapach butelki z krwią przyniesionej przez brata Eda i nie mógł powstrzymać głodu. Moment, gdy zlizuje krople krwi z mebli i rysuje szponami na skrzydłach szafki jest po prostu piękny; późniejsza walka wypada słabo, no, ale nie jest z drugiej strony taka tragiczna. Mimo wszystko, myślę, że można było wyłożyć więcej pieniążków i zrobić coś atrakcyjniejszego wizualnie, bo mam dziwne wrażenie, że połowa budżetu poszła na ostatnią bitwę w centrum hematologicznym.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/arrow.png" width="16"> <strong>Aquenral ocenia</strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Trailer: <strong>10</strong>/10.<br />
Fabuła: <strong>9+</strong>/10.<br />
Klimat: <strong>10</strong>/10.<br />
Efekty: <strong>5</strong>/10.<br />
Muzyka: <strong>2</strong>/10.</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><strong>Ogółem: 7-/10</strong>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">O aktorach nie będę się wypowiadał, bo zagrali dobrze. Asia zauważyła, iż Ethan Hawke wygląda przystojniej jako człowiek niż wampir (cóż, ja nie zwróciłem na to uwagi), ale spodobała mi się rola Willem Dafoe jako Elvisa. Małym smaczkiem dla mnie, jako fana <em>Gwiezdnych wojen</em>, było pojawienie się Jaya Laga&#8217;aii  (Gregar Typho) jako wampirzego senatora z proludzkimi sympatiami. Na całej linii zawiodłem się na muzyce: nie mam zielonego pojęcia, kto ją pisał, ale mam wrażanie, że nawet nikt jej nie skomponował. Przydałaby się potężna orkiestra albo chociaż smętne <em>Running Up That Hill</em> Placebo z trailera, a tu nic. Polało się sporo krwi, wyrwano wiele kończyn i zjedzono jeszcze więcej ludzi, ale myślę, że można byłoby trochę okroić film z brutalności. Mówi się, że <em>Zmierzch </em>jest gwałtem na wampirach. Cóż, trzeba obejrzeć <em>Daybreakers </em>i dopiero wtedy się wypowiedzieć, o. <em>So say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Witamy w Mieście Obietnicy</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 16:24:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Jordan Collier]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1730</guid>
		<description><![CDATA[Promises Broken (2009) Battlestar może i jest najlepszym serialem fantastyczno-naukowym jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale jest inna produkcja, która bezkompromisowo bije Galacticę na głowę, szczególnie jeśli chodzi o podstawę fabularną. Chodzi mi oczywiście o The 4400, czyli niedocenianą produkcję CBS z lat 2004-2007, która przez naprawdę długi czas była moim ulubionym serialem, a i wciąż zajmuje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://farm3.static.flickr.com/2669/4100781006_92a0b19d66.jpg" width="160"><em>Promises Broken</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Battlestar</em> może i jest najlepszym serialem fantastyczno-naukowym jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale jest inna produkcja, która bezkompromisowo bije <em>Galacticę</em> na głowę, szczególnie jeśli chodzi o podstawę fabularną. Chodzi mi oczywiście o <em><strong>The 4400</strong></em>, czyli niedocenianą produkcję CBS z lat 2004-2007, która przez naprawdę długi czas była moim ulubionym serialem, a i wciąż zajmuje w moim sercu ważne miejsce. Trudno wszystko pokrótce opisać, bo główna fabuła oś fabularna skręcała czasami w dziwne miejsca, ale postaram się Wam wyjaśnić główne wątki, bym spokojnie przeszedł do właściwej recenzji. W postapokaliptycznej przyszłości światem rządzi brutalna i potężna elita, która zwyciężyła w Wojnie. Opozycjoniści porywają dokładnie 4400 ludzi z przeszłości, konkretnie z przełomu XX i XXI wieku, wstrzykują do ich organizmów sztuczny neuroprzekaźnik, wywołując nadprzyrodzone zdolności, po czym <em>odstawiają</em> ich zbiorowo do 2004 roku. Kilkanaście zdarzeń doprowadza w końcu do tego, że Jordan Collier, zmartwychwstały lider 4400, przejmuje rządowy zapas promcyny, owego neuroprzekaźnika z przyszłości, rozpoczynając swój plan dystrybucji, który ma uratować świat przed czyhającą w przyszłości Katastrofą. Jedynym mankamentem jest jedna z właściwości promcyny: zabija ona połowę ludzi, którzy biorą zastrzyk. Gdy młody Danny Farrell podejmuje decyzję i wstrzykuje sobie ową substancję do krwi, zyskując zdolność rozprzestrzeniania promycyny przez powietrze, pogrąża całe Seattle w chaosie. Ruch Colliera przejmuje inicjatywę, nazywając metropolię Miastem Obietnicy i odcinając się od struktur rządowych. Ostatnią sceną ostatniego odcinka jest Tom Baldwin, główny bohater, agent NTAC i pośrednik między teraźniejszością i przyszłością, siedzący we własnym domu i kontemplujący zażycie promycyny. I w takim właśnie miejscu USA Network zostawiło nas wszystkich na lodzie, serial skasowano z ramówki i nigdy byśmy nie dowiedzieli jak to wszystko się kończy&#8230;</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://farm3.static.flickr.com/2651/3903944503_097a5e8146.jpg" width="160"><em>Welcome to Promise City</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">&#8230; ale od czego jest pojęcie <em>expanded universe</em>? Napisano cztery książki z serii <em>The 4400</em>. Akcja dwóch pierwszych rozgrywa się podczas drugiego i trzeciego sezonu serialu, ale dwie następne opowiadają już o zdarzeniach po <em>The Great Leap Forward</em> i na tych pozycjach chcę się dzisiaj skupić. <em><strong>Welcome to Promise City</strong></em> Grega Coksa i <em><strong>Promises Broken</strong></em> Davida Macka to, nie oszukujmy się, tak zwane <em>must-read</em> dla każdego fana czterech-czterystu. Przykro mi to pisać, ale jestem na dzień dzisiejszy chyba jedyną osobą w Polsce, która przeczytała owe powieści, a reprezentują one ze sobą naprawdę wysoki poziom. Zaskoczyło mnie to, ale obaj panowie wykonali kawał dobrej roboty i wyraźnie widać, że zależało im na spójności ze światem przedstawionym. Rozwiązują się wątki (niestety nie wszystkie) z serialu, których nie dało się zrealizować albo zniknęły bez słowa wyjaśnienia w połowie show: powraca Dennis Ryland, którego ostatnio widzieliśmy w trzecim sezonie, widzimy, co się dzieje z Richardem Tylerem po jego zesłaniu do więzienia, przewijają nam się Pasażerowie, którzy przewijali się przez wszystkie sezony i aż miło czytać te nazwisko: Heather Tobey, Gary Navarro, Orson Bailey, Tess Doerner, Lewis Mesirow, Lindsey Hammond&#8230; Niestety stosunkowo dawno oglądałem <em>The 4400</em> (co zamierzam niedługo nadrobić), więc nie wyłapałem wszystkich smaczków, ale nieraz się uśmiechnąłem widząc jak autorzy popisują się swoją wiedzą, nawiązują do prawie każdego odcinka (a to szarlotka z Evanston, a to <em>No Exit</em> PJa, nie mówiąc już o incydencie z inhibitorem). Głównymi bohaterami wciąż pozostają Tom Baldwin i Diana Skouris, ale na pierwszy plan wysuwają się też inni, których raczej nie spodziewałem się znów zobaczyć: Richard Tyler czy Jed Garrity.</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie obu książek.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Welcome to Promise City</em> zaczyna się już po Wielkim Krok Naprzód. Seattle jest już formalnie Miastem Obietnicy, Jordan Collier jest królem na zamku, a p-pozytywni wszędzie się panoszą. <font color="white">Szalony p-pozytywny grabarz i agentka NTAC postanawiają dokończyć <em>dzieło</em> Danny&#8217;ego Farrella i używając swoich zdolności, klonują ciało chłopaka wraz ze zdolnością wytwarzania wirusa promcyny. Tymczasem Collier odbija Richarda Tylera z rządowego tajnego więzienia dla p-pozytywnych i wykorzystuje go jako zawodowego zabójcę, który poluje na Oznaczonych, wciąż panoszących się po świecie. </font> <em>Promises Broken</em> jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej książki. Armia Stanów Zjednoczonych otacza Miasto Obietnicy, jednak Jordan wcale nie chce wywoływać wojny. <font color="white">Gdy kryzys przeradza się w otwarty konflikt na ostrą amunicję, a rząd USA wykorzystuje do walki nadżołnierzy ze zdolnościami, Collier broni miasta za wszelką cenę. Trójka pozostałych przy życiu Oznaczonych buduje w kooperacji z Dennisem Rylandem broń opartą na antymaterii, która ma niszczyć wiązania promycyny, pozbawiając ludzi zdolności. Ryland nie wie, że agenci z przyszłości mają inny cel. W ostatnim starciu wszystko, dosłownie wszystko, będzie zależało od decyzji podjętej przez Toma Baldwina.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie obu książek.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Koniec <em>Promises Broken</em> jest większym cliff-hangerem niż <em>The Great Leap Forward</em>, a ostatnie zdanie brzmi: <em>Here ends the First Saga of The 4400</em>. Niestety, z tego co widzę na Amazonie, nie ma jeszcze żadnych zapowiedzi kolejnych powieści z cyklu, które niewątpliwie chciałbym przeczytać. Mam szczerą nadzieję na kontynuację, bo serial z pewnością już nie wróci, a książki szybko i przyjemnie się czyta, a autorzy potrafią stworzyć niesamowity klimat. Pierwsza opisywana powieść otrzymuje ode mnie <strong>6/10</strong>, a druga &#8211; <strong>8/10</strong>, ale polecam wszystkim, którzy widzieli serial, bo to po prostu trzeba przeczytać, o. Więc <em>so say we all</em> i <em>We&#8217;re not a threat, we&#8217;re salvation. The world will have to deal with us</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Błąd 644: Nie można wczytać Avatara</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Dec 2009 14:30:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Avatar]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[James Cameron]]></category>
		<category><![CDATA[Terminator]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1663</guid>
		<description><![CDATA[Avatar (2009) James Cameron. W środowiskach fanów fantastyki naukowej jest to człowiek legenda, twórca słynnego cyklu Terminator, reżyser Aliens i deweloper trójwymiarowej technologii przeznaczonej do kin. Gdy tylko w marcu dowiedziałem się, że od trzech lat pracuje on nad nowym filmem, z miejsca zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety, jedyną informacją w owym czasie był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://photogallery.filmofilia.com/data/media/11/avatar_poster_01.jpg" width="180"><em>Avatar</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">James Cameron. W środowiskach fanów fantastyki naukowej jest to człowiek legenda, twórca słynnego cyklu <em>Terminator</em>, reżyser <em>Aliens</em> i deweloper trójwymiarowej technologii przeznaczonej do kin. Gdy tylko w marcu dowiedziałem się, że od trzech lat pracuje on nad nowym filmem, z miejsca zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety, jedyną informacją w owym czasie był nic niemówiący tytuł <strong><em>Avatar</em></strong> oraz fakt, iż głównego bohatera będzie grał bliżej nieznany nikomu wtedy Sam Worthington. Długi czas nie publikowano żadnych zdjęć z planu, nie przeciekały żadne informacje, nie zaprezentowano nawet oficjalnego plakatu &#8211; wszystko tworzono w ścisłej tajemnicy, a jedynymi osobami, które cokolwiek wiedziały, byli inni znani ludzie kina, przed którymi Cameron chwalił się swoją pracą. Koniec końców, rozpoczęła się gigantyczna kampania reklamowa, a sam film pojawił się na ekranach w grudniu tego roku; jest świeżo po seansie, więc postaram się przybliżyć Wam powody, dla których musicie obejrzeć <em>Avatara</em>.</p>
<p align="justify">Widzieliście może tegorocznego <em>Star Treka</em>? Był to świetny fantastyczno-naukowy film przepełniony akcją, efektami specjalnymi i klimatem; oglądało się go z prawdziwą przyjemnością. Był niczym w porównaniu z <em>Avatarem</em>. Dzieło Camerona miało być przyrównywane do wprowadzenia dźwięku w filmach &#8211; jest to oczywisty eufemizm i chwyt reklamowy, co nie zmienia faktu, że film pozostawia w człowieku niezapomniane wrażania. Co jest największym plusem? Z pewnością efekty specjalne, których nie da się opisać w kilku zdaniach. Pan Cameron nie próżnował przez cztery lata i <em>Avatar</em> jest istnym majstersztykiem i prawdziwą ucztą dla oka. Praktycznie cały film, każda pojedyncza scena i całość razem wzięta, naprawdę wszystko jest zrealizowane w najnowszej technologii trójwymiarowego kina, nad którą reżyser pracował przez ostatnie lata. Nie uświadczymy nielicznych efektów, które towarzyszą nam w większości filmów 3D z ostatnich lat &#8211; <em>Avatar</em> zmienia dla mnie postrzeganie filmów trójwymiarowych, a raczej zmienia ich klasyfikowanie. Wszystkie <em>Epoki lodowcowe 3</em> mogą się schować ze swoją technologią, bo po prostu nie dorastają <em>Avatarowi</em> do pięt. Cała Pandora, planeta, na której dzieje się akcja filmu, jest wygenerowana w CGI, ale olśniewa swoją urodą i bujnością przyrody. Na&#8217;vi, humanofelinoidalni (jest taki wyraz?) natywni, również wyglądają całkiem naturalnie, mimo karykaturalnej budowy ciała przystosowanej do panujących na księżycu warunków grawitacyjno-atmosferycznych. Wszystko, naprawdę wszystko jest idealnie dopracowane i dopięte na ostatni guzik, nikt niczego nie zaniedbał, wyraźnie widać, że nie szczędzono pieniędzy na efekty. I bardzo dobrze, o to przecież nam chodzi, prawda?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie <em>Avatara</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://blogs.amctv.com/scifi-scanner/avatar2.jpg" width="180">Jake i Neytiri</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Jake Sully, weteren-kaleka, zostaje członkiem programu Avatar na Pandorze w układzie Alfa Centauri. Dostaje on wyhodowane dzięki inżynierii genetycznej ciało wojownika Na&#8217;vi, którym może zdalnie sterować z bezpiecznego laboratorium. <font color="white">Wkrótce okazuje się, że chciwi urzędnicy i bojowo nastawieni wojskowi chcą doprowadzić do eksterminacji tubylców, by zdobyć niewyobrażalnie drogi i potrzebny surowiec energetyczny występujący jedynie na Pandorze. Żeby było jeszcze śmieszniej, Sully zakochuje się w córce wodza plemienia, pięknej (według na&#8217;viański standardów) Neytiri. Po splocie kilkunastu wydarzeń, dochodzi do wielkiej bitwy pomiędzy ludźmi a Na&#8217;vi, która kończy się wygnaniem najeźdźców z Pandory. Amerykańskim <em>happy endem</em> jest permanentna przemiana Jake&#8217;a w niebieskiego humanofelinoida.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie <em>Avatara</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/0f/Jake_flying_Great_Leonoptyrex.jpg" width="180">Jake Sully w swoim avatarze</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Tak, zdaję sobie sprawę, że często miewam tendencje do przesadzania, szczególnie, gdy jestem świeżo po doświadczeniu czegoś, ale uważam, że <em>Avatar</em> to film roku 2009. Zdecydowanie, definitywnie i bezkompromisowo &#8211; najlepsze dzieło światowej kinematografii bieżącego roku. Dzięki niemu, do czołówki moich ulubionych aktorów trafia Sam Worthington, którego znamy teraz jako Marcusa z <em>Terminatora: Zbawienie</em>, a wkrótce zobaczymy jako Perseusza w <em>Zmierzchu tytanów</em>, Sigourney Weaver, mimo swojego wieku, pokazała, że wspaniale sobie radzi na wielkim ekranie, a i miło było zobaczyć piękną i niepowtarzalną Michelle Rodriguez. <em>Avatar</em> Jamesa Camerona dostaje ode mnie <strong>10/10</strong>, za czym idzie mocna rekomendacja i oficjalny znaczek <em>must-see</em>. Zdecydowanie polecam wszystkim, nieważne czy lubią kino sci-fi czy też nie &#8211; ten film po prostu trzeba zobaczyć. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już się zmierzcha</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Dec 2009 10:54:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[J. K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1613</guid>
		<description><![CDATA[&#187; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury. Zmierzch (2005) Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako Saga Zmierzch. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&raquo; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/1/1d/Twilightbook.jpg/250px-Twilightbook.jpg" width="180"><em>Zmierzch</em> (2005)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em><abbr title="Twilight, 2005">Zmierzch</abbr></em>, <em><abbr title="New Moon, 2006">Księżyc w nowiu</abbr></em>, <em><abbr title="Eclipse, 2007">Zaćmienie</abbr></em> i <em><abbr title="Breaking Dawn, 2009">Przed świtem</abbr></em> &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako <em>Saga Zmierzch</em>. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny szum społeczny i zbudowany przez autorkę świat przedstawiony, o którym wiele słyszałem, a który niszczy wszystko to, w co do tej pory wierzyłem: książki opowiadają o miłości między śmiertelną dziewczyną i wampirem, który w imię większej sprawy porzucił typowy dla swojego gatunku tryb życia i przestał posilać się ludzką krwią. Oprócz wampira-wegetarianina pojawiają się wilkołaki, które mogą przybierać postać wilka w dowolnie wybranym momencie, a wszystko jest opisywane z perspektywy nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez przypadek znalazła się w samym środku mitycznego świata. <em>No dobra, okej, zobaczmy, czym ludzie się tak podniecają</em> &#8211; pomyślałem, po czym pożyczyłem wszystkie cztery opasłe tomy (pozdrowienia dla siostry Michała) i&#8230; się zakochałem.</p>
<p align="justify">Książki, mimo swojej objętości (odpowiednio 416, 480, 560 i 720 stron), czytało mi się nadspodziewanie szybko, miło i przyjemnie: na każdą, oprócz <em>Przed świtem</em>, przypadł jeden wieczór. Jedyne, do czego mogę to porównać, to cykl <em>Harry Potter</em> J. K. Rowling, tomy od piątego wzwyż. Pani Meyer stworzyła tak interesujący świat przedstawiony, że nie można mu się oprzeć. Nawet ja, osoba, która zacięcie broniła praw wampirów jako typowych morderców, musiałem ulec temu urokowi. Nawet nie wiecie jak głupio jest mi o tym pisać, ale trudno mi się nie utożsamić z główną bohaterką, Bellą Swan; do reszty również się mentalnie przywiązałem i szkoda było mi się z nimi rozstawać po lekturze ostatniego tomu. Okazuje się, że książki nie są typowymi romansidłami, a przepełnia je akcja, mistyczno-mityczne zagadnienia i wiele problemów głębszych niż mogłoby się wydawać. Autorka stworzyła świetną świat i coś człowieka skręca w środku, gdy dowiaduje się, że <em>Przed świtem</em> kończy naszą przygodę z rodziną Cullenów. No, dobra, ale o co w ogóle chodzi?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Bella Swan przeprowadza się do swojego ojca mieszkającego w Forks w stanie Waszyngton, gdzie poznaje tajemniczego chłopaka, Edwarda Cullena, w którym natychmiast się zakochuje. <font color="white">Wychodzi na jaw, że Edward jest wampirem, jednak jego rodzina dawno przestała zabijać ludzi &#8211; stali się łagodnie usposobionymi <em>wegetarianami</em>. Wkrótce okazuje się, że indiańskie plemię mieszkające w pobliżu jest w rzeczywistości watahą wilkołaków, których głównym zadaniem jest ochrona ludzi przed wampirami. Sytuację pogarsza fakt, iż Jacob Black, najlepszy przyjaciel Belli, jest samcem alfą sfory. Bieg wydarzeń zmusza wampiry i wilkołaki do współpracy, by chronić Bellę wpierw przed nowo narodzonymi, dzikimi wampirami, a później przed potężnym rodem Volturi. Bella wychodzi za Edwarda i rodzi hybrydę, coś jak Hera Helo i Sharon. Wszystko dobrze się kończy, a nieśmiertelna Bella, już jako wampir, ma trwać przy Edwardzie do końca świata.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://fc09.deviantart.net/fs32/f/2008/220/a/1/Edward_Cullen_by_NovemberNightsx.jpg" width="180">Edward Cullen</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie ma co ukrywać, fabuła jest przewidywalna do bólu. Każdy może się domyślić czy Bella stanie się wampirzycą, w kogo wpoi się Jacob albo jak będzie wyglądało ostateczne starcie z Volturi. Okazuje się, że <em>Zmierzch</em> wcale nie wypacza czystego wampiryzmu &#8211; to Cullenowie są wyrzutkami, outsiderami. Wszystkie inne wampiry funkcjonują normalnie i nie mają problemów etyczno-moralnych przy zaspokajaniu swojego głodu. Idealnie wręcz rozwiązali kwestię wilkołaków z La Push i Dzieci Księżyca &#8211; wilkołaki są dalej wilkołakami i nie mogę kontrolować swojego przekleństwa. Książka jest dobra, ale&#8230; dla mnie. Jest dobra dla osoby, która jest świadoma, że to czysta fikcja i wcale nie chodzi mi o sprawy wampiro-wilkołacze. Wyobrażam sobie, co musi czuć dziewczę, które nie doświadczyło nigdy miłości, a stawia się przed nią wyidealizowany związek Belli i Edwarda. Nawet ja odczuwałem efekty prania mózgu po lekturze, ale byłem świadomy jak to może wyglądać; książki wyrabiają w młodych ludziach chore spojrzenia na miłość. Nie oszukujmy się, Edward Cullen został maksymalnie możliwie wyidealizowany, mało brakowałoby i nawet ja mógłbym się zakochać. Na dodatek, wszystko jest opisywane z perspektywy słabej emocjonalnie i psychicznie siedemnastolatki, z którą nie sposób się nie utożsamić. A Edwarda szukać ze świecą w prawdziwym świecie. Inna rzeczą, na którą zwrócił mi wczoraj uwagę Patryk, jest fakt, że książki te może i mogą mieć szkodliwy wpływ na człowieka, ale też propagują coś dobrego. Mianowicie wracają do typu mężczyzny-romantyka, który jest szczery, czuły i dobry. Dzisiaj jest <em>moda</em> na dresów i metroseksualistów, a dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca: takich, którzy odnoszą się do kobiet z szacunkiem, przepuszczają przodem, całują w dłoń. Może pijawka-Cullen coś zmieni w kobiecych umysłach? Wyraźnie propagowana też jest wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem, czyli coś, czego nie uświadczymy w dzisiejszej (pop)kulturze. To temat na inny, długi wpis, ale myślę, że autorka postąpiła dobrze wplatając w fabułę ten motyw. </p>
<p align="justify"><em>Zmierzch</em> jest niesamowity i uważam, że trzeba go przeczytać, by zrozumieć, o co chodzi. Sam jeszcze dwa tygodnie temu narzekałem, ale podobno tylko pasące się na łące krowy nie zmieniają swoich poglądów. Jeśli nie odstrasza Cię perspektywa spędzenia wieczoru z zakochaną po uszy nastolatką, a chcesz spojrzeć na to z całkiem innej strony, a na dodatek lubisz klimaty fantasy, polecam z czystym sercem. Słyszałem, że filmowe adaptacje zostały zrobione kiepsko, ale mówię wprost: nie zrażajcie się nimi. Szczerze jednak polecam ścieżkę dźwiękową do <em>Zmierzchu</em> napisaną przez Cartera Burwella &#8211; oczywiście McCreary to to nie jest, ale jest całkiem przyjemna i sympatyczna. Moja ogólna ocena to <strong>7/10</strong>, z czego sam <em>Zmierzch</em> otrzymuje <strong>8/10</strong>, <em>Księżyc w nowiu</em> &#8211; <strong>6-/10</strong>, <em>Zaćmienie</em> &#8211; <strong>7-/10</strong>, a  <em>Przed świtem</em> mocne <strong>7+/10</strong>. Teraz pozostaje mi tylko przeczytać <em>Intruza</em> Meyer, a później biorę się za zakończenie <em>The 4400</em>: <em>Welcome to Promise City</em> i <em>Promises Broken</em>. A abstrahując już od książek, chciałem życzyć wszystkim Czytelnikom wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To tylko początek &#8211; V, sezon 1.0</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/11/25/v/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/11/25/v/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 09:59:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[Stargate: Universe]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[V]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1183</guid>
		<description><![CDATA[Kojarzycie Battlestara, którym Was męczę co jakiś czas? Jest to nowa produkcja bazująca na starym pomyśle, gdyż serial Battlestar Galactica był emitowany oryginalnie w 1978 roku. Współczesna wersja nie jest remakem, bo odbiega konwencją od pierwotnej wersji, ma innych bohaterów, inne założenia fabularne tudzież inaczej się kończy. Taka operacja nazywa się fachowo reimagine, co ładnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;"><script type='text/javascript' language='javascript' charset='utf-8' src='http://s3.polldaddy.com/p/2300862.js'></script><noscript> <a href='http://answers.polldaddy.com/poll/2300862/'>View Poll</a></noscript></div>
<p align="justify">Kojarzycie <em><a href="http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/" target="_blank">Battlestara</a></em>, którym Was męczę co jakiś czas? Jest to nowa produkcja bazująca na starym pomyśle, gdyż serial <em>Battlestar Galactica</em> był emitowany oryginalnie w 1978 roku. Współczesna wersja nie jest remakem, bo odbiega konwencją od pierwotnej wersji, ma innych bohaterów, inne założenia fabularne tudzież inaczej się kończy. Taka operacja nazywa się fachowo <em>reimagine</em>, co ładnie brzmi w języku polskim jako reimaginacja, a jest bardzo popularna ostatnimi czasy (<em>Planeta małp</em> Burtona czy też <em>Bionic Woman</em> Eicka). Fani starych seriali sci-fi z pewnością pamiętają produkcję o tytule <strong>V</strong> z 1983 roku opowiadającą o Przybyszach, którzy mają niecne zamiary względem ludzkości, jednak wydają się być przyjaźnie nastawieni. Serial był hitem w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a dziś ktoś postanowił reimaginować jego realia, tworząc nowe <em>V</em>, bardziej odpowiadające naszym czasom. Producentem został sam Scott Peters (tak, to twórca <em>The 4400</em>), a główne role otrzymały same serialowe gwiazdy, między innymi Elizabeth Mitchell (<em>Zagubieni</em>), Joel Gretsch (<em>The 4400</em>) i Morena Baccarin (<em>Firefly</em>). Stacja ABC wydała grube miliony na reklamę, pierwszy odcinek obejrzało ponad 14 milionów Amerykanów plus kolejne miliony widzów w internecie, a pierwsza część pierwszego sezonu zakończyła się właśnie dziś. Wrażenia? Trudno wyrazić je w kilku słowach.</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://mytakeontv.files.wordpress.com/2009/11/118453_0350_pre.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Założenia fabularne są proste i mogłoby się wydawać, że wręcz splagiatowane z innych filmów fantastyczno-naukowych: przybywają Obcy w wielkich statkach kosmicznych, są oczywiście na wyższym poziomie technologiczno-cywilizacyjnym, ale zamiast niszczyć Ziemi, oferują oni pomoc. Dwadzieścia dziewięć okrętów zajmuje miejsca nad największymi ziemskimi miastami (Nowy Jork, LA, Londyn, Kair, Moskwa, Tokio&#8230;), a naczelny dowódca Przybyszów, bo tak się sami nazwali, nawiązuje łączność z ludźmi, gwarantując, że przybyli w pokoju i chcą jedynie wspólnego dobra. I w tym momencie pojawia się główny motyw oryginalnej serii: Przybysze wcale nie są ani tak przyjaźnie nastawieni, ani tacy ładni i przystojni, gdyż w rzeczywistości są zielonymi gadami, które klonują ludzką skórkę, by się do nas upodobnić, wejść w nasze szeregi i zniszczyć od środka. Mają swój ukryty cel, ale także opracowali cholernie skomplikowany plan, o niebo lepszy i przemyślany niż ten <a href="http://aquenral.net/2009/10/22/plan/" target="_blank">brata Cavila</a>. Na długo przed przybyciem floty, stworzyli komórki Przybyszów, które miały wywoływać rozruchy i zamieszki; byli niczym Cyloni. I to jest właśnie chyba najlepsza część serialu: wszechobecna nieufność. Zaczynam się czuć, jakbym znów oglądał <em>Galacticę</em> i zastanawiam się czy ojciec Travis lub agentka Malik to Cyloni&#8230; tfu! Przybysze. Był to mój ulubiony wątek w <em>Battlestarze</em>, a tutaj może być jeszcze ciekawiej, bo nikt nie ogranicza niczego liczbą modeli i powtarzalnością kopii.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://img69.imageshack.us/img69/4801/56275200.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Co mi się bardzo spodobało? Bohaterowie są nadzwyczaj wyraziści i człowiek może się z nimi bez przeszkód utożsamić (w przeciwieństwie do innej produkcji ABC, <em>FlashForwarda</em>). Agentki Eriki Evans (tak, to Juliet z <em>Zagubionych</em>) biegającej z bronią i walczącej z Przybyszami nie da się nie polubić; to samo zresztą tyczy się ojca Jacka Landry, duchownego, któremu przybycie obcych namąci w głowie w kwestii wiary. Tajemniczy Ryan Nicols jest wręcz ekstraordynaryjny, jeśli mogę użyć takiego słowa i czuję, że w przyszłości odegra jeszcze większą rolę. Jedynie nie trawię Tylera, syna Eriki, który jest stereotypowym nastolatkiem zafascynowanym Przybyszami, a także Anny, przywódczyni obcych. Wszyscy się podniecają urodą pani Baccarin, ale ja nie dostrzegam w niej nic wybitnie pociągającego; już Mitchell i Vandervoort są o niebo ładniejsze. I teraz jedna z najważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o filmy i seriale fantastyczno-naukowe: efekty specjalne. Informatycy odwalili kawał dobrej roboty, a producent zadbał o wszystkie niuanse, bo wszelakie CGI wygląda naprawdę świetnie, a nie doświadczymy żadnego przesytu. Krążowniki Przybyszów są piękne w swojej prostocie, ichniejsze wahadłowce ładnie przecinają niebo, a technologia nie zadziwia, ale podoba się oku. A skoro już jesteśmy przy kwestiach technicznych, trzeba wspomnieć o muzyce, której kompozytorem jest bliżej mi nieznany Marco Beltrami. Podczas pierwszego seansu nie zauważyłem nic szczególnego, ale po dzisiejszym porannym maratonie z <em>V</em> (cały sezon 1.0), muszę przyznać, iż jest bardzo ładna, tylko mało wyeksponowana. Z całego serca liczę na wydanie płyty ze ścieżką dźwiękową, bo dobrej muzyki serialowej nigdy nie jest za dużo.</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://tvbythenumbers.com/wp-content/uploads/2009/08/V-2009.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Największą wadą pierwszej części pierwszego sezonu jest jej długość. No, powiedzcie mi czy słyszeliście kiedykolwiek o tym, by robić serial za miliony dolarów, który ma tylko cztery odcinki? Fakt, wszystkie te cztery odcinki w mojej skali do dziesięciu otrzymują noty powyżej osiem plus, ale dlaczego ABC każe nam czekać na kontynuację aż do wiosny 2010? Skoro już jesteśmy przy ocenianiu&#8230; Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że <em>V</em> tak mi się spodoba. Media pisały, że dają oceny 11/10 odcinkowi pilotażowemu, ale wiem jak to bywa z krytykami; tym większe było moje zaskoczenie po pozytywnym odbiorze nie tylko 1&#215;01, ale także następnych odcinków. Klimat mnie niesamowicie szybko wciągnął i mogę oficjalnie mówić, że jestem fanem <em>V</em>. Chcę jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach, mianowicie o spadku oglądalności i konwencji fabularnej. W internecie aż huczy od informacji o wciąż obniżającym się wskaźniku liczby widzów nowej produkcji ABC. Okej, spada, ale powiedzcie czy jakikolwiek serial notuje teraz wzrost oglądalności? Nie wiem czy w ogóle taki termin istnieje w tej branży, a wynik 14 milionów widzów to najwyższa zanotowana do tej pory oglądalność. Najwyższa! Więc jak, do cholery, ma się jeszcze bardziej podnieść? I tak <em>V</em> bije na głowę słabego <em>FlashForwarda</em> czy jeszcze gorsze <em>Stargate: Universe</em>. Druga rzecz to ciągłe narzekania ludzi na konwencję fabularną: wszyscy mówią, że jest za mało tajemnic, za mało wątków, za mało <em>Zagubionych</em>. A żeby było śmieszniej, ci sami <em>frakkin&#8217;</em> hipokryci piszą, że w <em>FF</em> jest za dużo wyżej wymienionych cech.</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy jest to mój ulubiony serial, a w ogólnym rozrachunku jest na drugim miejscu, tuż za <em>Galacticą</em>. Mam świadomość, że to dopiero cztery odcinki, ale zaprezentowały one tak wysoki poziom, że muszę wystawić ocenę <strong>9/10</strong>, a co za tym idzie, polecić <em>V</em> każdemu, bo to świetny serial dla zatwardziałych fanów sci-fi, jak i doskonały początek dla kogoś, kto z tematyką fantastyczno-naukową nie miał wcześniej do czynienia. Zatem oglądajcie <em>V</em>, a ja czekam na 1&#215;05, a tymczasem&#8230; <em>We are of peace. Always.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/11/25/v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwazja: Uchodźcy</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 06:57:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[komiksy]]></category>
		<category><![CDATA[Moc]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1090</guid>
		<description><![CDATA[Ten artykuł, a raczej recenzja, został zapowiedziany już w lipcu, kiedy to na łamach forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen oceniłem pierwszy zeszyt nowej komiksowej serii wydawnictwa Dark Horse, Star Wars: Invasion. Na wstępie zaznaczę, że okres historyczny, w którym rozgrywa się akcja komiksów, czyli słynna nowa era Jedi (lata 25-35 po bitwie o Yavin), [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Ten artykuł, a raczej recenzja, został zapowiedziany już w lipcu, kiedy to na łamach forum <a href="http://gwiezdne-wojny.pl/" target="_blank">Bastionu polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em></a> oceniłem pierwszy zeszyt nowej komiksowej serii wydawnictwa Dark Horse, <em>Star Wars: Invasion</em>. Na wstępie zaznaczę, że okres historyczny, w którym rozgrywa się akcja komiksów, czyli słynna nowa era Jedi (lata 25-35 po bitwie o Yavin), to moja ulubiona epoka: galaktyka zostaje zaatakowana bez ostrzeżenia przez bezlitosnych najeźdźców, zakon Jedi staje na krawędzi zagłady, a Nowa Republika pada pod ciosami Yuuzhan Vongów. Dziewiętnaście książek z tego okresu opowiada o brutalności tejże wojny, jednak korporacje Lucasa zakończyły wydawać cokolwiek z logiem NEJ w 2003 roku, kiedy to opublikowano <em>Jednoczącą Moc</em>, po czym zabrano się z erę Dziedzictwa, która rozwijana jest do dziś. Skłamałbym, gdybym powiedział, że oficjalna zapowiedź przeszła obok mnie bez echa; byłem wręcz wniebowzięty, wiedząc, że mój ulubiony okres będzie dalej rozwijany i znów będę miał możliwość ujrzeć Yuuzhan Vongów, moją ulubioną rasę, w akcji.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://images4.wikia.nocookie.net/starwars/images/e/eb/Invasion_poster.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://images2.wikia.nocookie.net/starwars/images/thumb/e/eb/Invasion_poster.jpg/250px-Invasion_poster.jpg" width="180"></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie ukrywajmy: miałem wielkie nadzieje na wspaniałą serię komiksową, a otrzymaliśmy nawet niezłe dzieło, ale nie szczyt oczekiwań i marzeń. Dlaczego dziś pojawia się ta recenzje, chociaż pierwszy numer ujrzał światło dzienne w lipcu? Ano, dziś ukazał się piąty odcinek zamykający pierwszy wątek serii, <em>Refugees</em>. Zacznijmy może od scenariusza, którym zajął się bliżej nieznany mi Australijczyk, Tom Taylor. Nie mogę narzekać na fabułę, gdyż pan Taylor rzeczywiście zapoznał się z książkami i całą resztą EU, co widać na każdej stronie: pojawiają się liczne nawiązania do powieści, innych komiksów, a nawet gier komputerowych. Wszystko trzyma się kanonu, jedyne uchybienie to kolor miecza Anakina Solo w drugim numerze. Mamy bardzo ładnie poprowadzoną linię fabularną, która zaczyna się hitchcockowskim wybuchem &#8211; inwazją Yuuzhan Vongów na Artorias &#8211; po czym obserwujemy losy tytułowych uchodźców: księcia Finna, który kiedyś stanie się rycerzem Jedi, króla Caleda organizującego ruch oporu przeciw okupantowi, a także księżniczki i królowej złapanych przez najeźdźców i przetrzymywanych na okręcie niewolniczym. Niestety zostały wprowadzone liczne tzw. <em>zapchajdziury</em>, między innymi walka z sithiańskim tuk&#8217;atą czy wątek na Nar Shaddaa, jednak nie odbiera to całej przyjemności z czytania; pojawiają się również perełki takie jak bitwa o Rychel czy oblężenie i vongizacja Artorias, dla których warto zdobyć te komiksy.</p>
<p align="justify">Rysunkami zajął się Colin Wilson, którego znamy z <em>Dziedzictwa</em> i <em>Rebelliona</em>; twórca, którego prace są bardzo różnie oceniane i interpretowane przez fanów. Mnie osobiście rysunki bardzo się spodobały, Wilson świetnie kreuje technologię, okręty, miejsca i bitwy, jednak wielu narzeka na jego postaci. Mnie urzekło to, że wszyscy bohaterowie są wzorowani na okładkach książek (zarówno oryginalnych, jak i Tsuyoshi Nagany), co jest pewną konsekwencją i bardzo umila czytanie. Ciekawostką jest fakt, iż kobiety zdecydowanie lepiej wychodzą autorowi, a ich smukłe kształty mocno kontrastują z krępymi sylwetkami wszystkich mężczyzn.  Przedstawiciele obcych ras wyglądają zabójczo, Yuuzhan Vongowie wiodą prym, ale ilustracje z Wookieemi, Vratiksami czy Pau&#8217;anami też są niczego sobie. Obowiązkowo muszę wspomnieć o niesamowicie klimatycznych okładkach autorstwa Jo Chen, które są jednymi z najładniejszych jakie do tej pory widziałem.</p>
<p align="justify">Co do kwestii świata przedstawionego, wspomniałem już, że scenarzysta całkiem nieźle zna <em>Expanded Universu</em> i umie je wykorzystać. Dialogi obfitują w nawiązania do wszystkiego, niczym żywcem wyjęte z powieści Jamesa Luceno, pojawiają się bohaterowie znani z kart wielu powieści, widzimy rzeczy, które nigdy dotąd nie zostały w taki sposób przedstawione. I to jest właśnie najpiękniejsze: <em>Invasion</em> jest znakomitą ilustracją do książek z cyklu <em>Nowa era Jedi</em>. Rasa Chazrachów została wprowadzona w 2000 roku, a dopiero dwa miesiące temu zobaczyliśmy jak w rzeczywistości wyglądają. Tu-Scart i Sgauru pojawili się w <em>Punkcie równowagi</em> i do dziś nie było również żadnych wizualnych przedstawień tych potworów. Wracają bohaterowie tacy jak Kyp Durron (wyglądający identycznie jak w <em>Essential Guide to the Force</em>!), ukazane są retrospekcje z wydarzeń na Sernpidalu, widzimy stan Hana oraz bezradność jego rodziny. Na Artorias powstaje ruch oporu, któremu przewodniczy król Caled i wiążę z tym wątkiem wielkie nadzieje.Największym minusem całej serii jest&#8230; główny bohater, gdyż Finn jest najzwyklejszym w świecie <a href="http://aquenral.net/2009/10/10/jack/" target="_blank">jackiem fabularnym</a> &#8211; a szkoda. Pierwszy główny wątek tak naprawdę zakończył nie wyjaśniając żadnych spraw, a wprowadzając nowe pytania. Typowy serialowy <em>cliff-hanger</em> stosowany z taką lubością przez twórców <em>Zagubionych</em> czy najnowszego <em>FlashForwarda</em>. Moim marzeniem byłby drugi wątek o nazwie <em>Resistance</em> ukazujący działania Caleda na Artorias i całkowicie odcinający nas od Finna. Z pewnością możemy też liczyć na numer lub kilka z perspektywy Yuuzhan Vongów (swoisty <a href="http://aquenral.net/2009/10/22/plan/" target="_blank"><em>The Plan</em></a>) oraz kontynuację wątku rodzeństwa Solo. Zastanawia mnie tylko jak daleko to wszystko się posunie? Czy ujrzymy oblężenie Coruscant? Będziemy świadkami masakr ze strony voxynów? Zobaczymy Yuuzhan&#8217;tar? Oby.</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy <em>Invasion: Refugees</em> otrzymuje ode mnie ocenę <strong>6+/10</strong>: nie jest wybitnie, nie spełniło moich wszystkich oczekiwań, ale jednak dobrze jest znów zobaczyć te wszystkie wytatuowane mordy i być świadkiem inwazji na galaktykę. Teraz pozostaje nam czekać na wydanie zbiorcze, a także modlić się o szybkie opublikowanie w Polsce przez Egmont. A szósty numer? Niestety będzie przerwa i zobaczymy go prawdopodobnie najbliżej dopiero w marcu. Do tego czasu zachęcam wszystkich do <a href="http://invasion.starwars.legnica.pl/" target="_blank">przeczytania</a> <em>Refugees</em> i podzielenia się swoimi opiniami. <em>Do-ro&#8217;ik vong pratte</em> i <em>so say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I mają plan!</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/10/22/plan/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/10/22/plan/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2009 17:07:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=887</guid>
		<description><![CDATA[OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMIW poniższym artykule mogą znajdować się ewentualne spoilerydo sezonów 1-4 serialu Battlestar Galactica. The Plan (2009) Gdy tylko skończyłem Daybreaka w lipcu, już zatęskniłem za następnymi odcinkami najlepszego serialu wszech czasów: Battlestar Galactici. Co prawda, gdzieś tam przewinął się pilotażowy odcinek Caprici, a z głośników i słuchawek wciąż sączy się Bear McCreary, ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższym artykule mogą znajdować się ewentualne spoilery<br />do sezonów 1-4 serialu <em>Battlestar Galactica</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" title="Plan" src="http://release24.pl/img.php?id=9325&#038;this_image_comes_from_http_release24.pl.jpg" width="160" height="210"/><em>The Plan</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Gdy tylko skończyłem <em>Daybreaka</em> w lipcu, już zatęskniłem za następnymi odcinkami najlepszego serialu wszech czasów: <em>Battlestar Galactici</em>. Co prawda, gdzieś tam przewinął się pilotażowy odcinek <a href="2009/08/12/caprica/"><em>Caprici</em></a>, a z głośników i słuchawek wciąż sączy się <a href="2009/08/10/bsg-ost/">Bear McCreary</a>, ale brakowało mi tego klaustrofobicznego klimatu battlestarów, walk kosmicznych, tosterów i Szóstek. Na szczęście ktoś pomyślał o biednych fanach i postanowił nakręcić tak zwany deser, czyli kolejny, po <em>Razorze</em>, pełnometrażowy film, którego akcję osadzono w realiach wojny cylońsko-kolonialnej, gdzie będziemy mogli znów poczuć na własnej skórze jak to jest, gdy cała ludzka rasa zostaje zniszczona w jednym momencie, a resztki cywilizacji uciekają na pokładzie zabytkowego okrętu, broniąc się przed potężnymi przeciwnikami. Reżyserią zajął się sam Edward James Olmos, który odgrywa również rolę komandora (aktualnie admirała) Williama Adamy &#8211; człowieka, który jest dowódcą jedynego okrętu wojennego, battlestara <em>Galactica</em>. Premiera filmu na DVD: 27 października bieżącego roku, ale tutaj macie okazję przeczytać pierwszą recenzję tego oto dzieła, zatem gorąco zapraszam do lektury.</p>
<p align="justify"><em>The Plan</em> fabularnie nie przedstawia niczego nowego, nie wprowadza nic spektakularnego ani nie zmienia postrzegania tegoż uniwersum. Jest to przedstawienie odcinka pilotażowego i kilkunastu akcji z przestrzeni dwóch pierwszych sezonów z perspektywy Cylonów, konkretniej Numeru Jeden, Johna Cavila, a także Samuela T. Andersa oraz Simona, Numeru Cztery. Większość filmu jest retrospekcją, gdyż akcja właściwa dzieje się tuż przed ewakuacją ruchu oporu z Caprici i odnalezieniem Nowej Caprici. Przewijają nam się wszystkie modele Cylonów (oprócz niesławnego Daniela, Numeru Siedem), a także większość bohaterów, których spotykaliśmy przez wszystkie sezony: adm. William Adama, kpt. Karl Agathon, dr Gaius Baltar; zabrakło jedynie pani prezydent Roslin i majora Adamy, za co film ma u mnie małego plusika. Co może irytować? Fakt, że <em>The Plan</em> składa się w jednej trzeciej z fragmentów, które już widzieliśmy na małym ekranie (33 minuty, wysadzanie zbiorników wodnych, zamach bombowy Dorala, postrzelenie Adamy, rajd na farmę i tak dalej, i tak dalej&#8230;) i może nas to w pewnym momencie znudzić, bo ile razy można oglądać to samo? Racja, miło znów popatrzeć na <em>Grand Old Lady</em> i całą załogę, którą zdążyliśmy pokochać, ale wolałbym chyba zobaczyć coś całkowicie nowego. Natomiast bardzo ciekawym zabiegiem jest pokazanie jak Cyloni żyli wśród ludzi, mijali się na pokładzie <em>Galactici</em> albo próbowali ułożyć sobie inne życie.
<p align="justify">Film ten skłonił mnie do głębszej refleksji nad sensem fabularnym, a konkretnie nad wątkiem Ostatecznej Piątki i Johna Cavila i byłbym wdzięczny, gdyby ktoś mi to wyjaśnił, najlepiej w komentarzu pod tym artykułem. Piątka uciekła z Ziemi (tej oryginalnej) około trzy i pół tysiąca lat <em>temu</em>  i podróżując z relatywistyczną prędkością, trafiła do układu kolonialnego. Wtem zawarli rozejm z Centurionami Caprican i wyhodowali osiem modeli, w tym Numer Jeden, brata Cavila. Cavil zapuszkował Siódemkę i całą Ostateczną Piątkę, jednak przed Upadkiem ulokował ich na różnych planetach. I w tym miejscu pojawia się moje pytanie: mianowicie, kiedy Cavil przebudził Piątkę? Saul i Ellen musieli być już od dawno we Flocie, gdyż byli znani bynajmniej Adamie, a Sam był znanym sportowcem, nie mówiąc już o Szefie, który służył na kilku battlestarach (w tym na <em>Pegasusie</em>). Wcześniej się niestety nad tym nie zastanawiałem, ale teraz nie mogę logicznie złożyć tej łamigłówki, ech.
<p align="justify">A wracając do filmu, najlepszą rzeczą, jaką mogli zrobić i zrobili, jest pokazanie kilku spośród dwunastu kolonialnych światów. Do tej pory widzieliśmy tylko Capricę oraz Taurona i Scorpię (<em>Razor</em>), a teraz mamy Gemenon, Picon czy Canceron. Dwanaście Kolonii wydaje się być teraz bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej. Inną rzeczą jest pokazanie znów wszelakiej cylońskiej technologii, począwszy od raiderów, przez baseshipy (ach, te kształty), aż po Centrum Odrodzenia i Kolonię. Świetnie ukazano także atak na Capricę, och, brakowało mi tego w odcinku pilotażowym. Tutaj muszę wspomnieć, że zawiodłem się na efektach specjalnych, gdyż serial zwalał z nóg, a tutaj Centruioni wyglądają strasznie sztucznie, a zatapianie Aquariusa było tragiczne. Natomiast muzyka McCreary&#8217;ego było, jak zawsze, świetna, a motyw główny, <em>Apocalypse</em> wchodzi w pierwszą dziesiątkę moich ulubionych utworów.
<p align="justify"><em>The Plan</em> jest dobry, ale niestety to wszystko. Wszystko wygląda jakby było robione na <em>odwal się</em>, nie czuć tego battlestarowego klimatu, jednak, mimo wszystko, każdy fan powinien to obejrzeć. Brakowało mi jedynie rozwiązania wątku <em>Astral Queen</em>m ale wprowadziło nową Szóstkę (notabene, bardzo ładnie wyglądają jako brunetki) i przypomniało nam wszystko, za co kochamy ten serial. <em>Razor</em> był o niebo lepszy, ale z czystym sercem mogę dać mocne <strong>6+/10</strong>. Teraz tylko czekam na następny film, którego akcja ma się dziać na Ziemi&#8230; <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/10/22/plan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nigdy więcej tureckiego filmu!</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 15:01:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=773</guid>
		<description><![CDATA[[PG-18] OSTRZEŻENIE PRZED PSYCHOZĄOmawiany temat może mieć szkodliwy wpływ na Twoją psychikę. Dzień dobry, cześć i czołem, na początku chciałem wytłumaczyć całą sytuację, by nikt nie miał wątpliwości, co do mojej sprawności psychicznej. W dniach 26-27 września bieżącego roku odbyły się Inne Sfery 2009, za które podziękuję na samym dole tego wpisu, by wpierw wyżalić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>[PG-18] OSTRZEŻENIE PRZED PSYCHOZĄ</strong><br />Omawiany temat może mieć szkodliwy wpływ na Twoją psychikę.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Dzień dobry, cześć i czołem, na początku chciałem wytłumaczyć całą sytuację, by nikt nie miał wątpliwości, co do mojej sprawności psychicznej. W dniach 26-27 września bieżącego roku odbyły się <strong>Inne Sfery 2009</strong>, za które podziękuję na samym dole tego wpisu, by wpierw wyżalić się na temat tego, co widziałem. Punkt programu o zachęcająco brzmiącej nazwie <em>Noc filmów plugawych</em> trwał całą noc z soboty na niedzielę, a ja mam zwyczaj nie spać na konwentach fantastycznych. Plan pokazu obejmował nadzwyczajny film, który mogę zdecydowanie nazwać najgłupszym filmem jaki kiedykolwiek w życiu widziałem. Najgorsze w całej sytuacji jest to, że byłem obecny na dwóch (w sumie to na półtorej) seansach tego <em>dzieła</em>, co wywołało wiele szkód w mojej psychice. Zatem trzymajcie się foteli, bo zagłębiamy się w świat tureckiego kina fantastyczno-naukowej akcji.</p>
<p align="justify"><strong><em>Dünyayi kurtaran adam</em></strong> znaczy tyle, co <em>Mężczyzna, który uratował świat</em>, jednak internet nadał mu nazwę <em>Turkish Star Wars</em>, czyli <em>Tureckie Gwiezdne wojny</em>. Zaznaczam od razu, że nie są to <em>Gwiezdne wojny</em> w języku tureckim. Film ten powstał w 1982 roku, czyli pięć lat po filmie George&#8217;a Lucasa, w momencie, gdy <em>Imperium kontratakuje</em> jeszcze nie dotarło do Turcji. Główną rolę zagrał Cüneyt Arkin, znany turecki aktor, który na scenie istnieje do dziś; reżyserem jest nie mniej znany Çetin Inanç (<em>Turkish Rambo</em>, <em>Turkish Rocky</em>, <em>Turkish Jaws</em>). Muzykę do filmu napisał John Williams&#8230; Zaraz, zaraz, jak to? Ano, tak się złożyło, że pan Inanç <em>zapożyczył</em> sobie motyw przewodni filmów o Indianie Jonesie, który wykorzystał na potęgę w swoim dziele. Podobno można znaleźć i inne motywy muzyczne, ale moje ucho o siódmej rano wyłapało tylko przerobioną wersję głównego motywu ze starego <em>Battlestara</em>. Zabolało mnie to cholernie, bo jak można tak wykorzystywać pracę innych i jeszcze na tym zarabiać (film przecież sprzedawano), ale nie to było najgorsze: w filmie były wklejone sceny wycięte żywcem z <em>Nowej nadziei</em>. Sceny walk kosmicznych były akcją nad Gwiazdą Śmierci, pojawiali się szturmowcy, występowały eksplozje rodem z filmu. W zasadzie ten film, oprócz tychże scen, nie ma nic wspólnego z baśnią Lucasa, ale internetowy tytuł przylgnął tak bardzo, że każdy zna ten film jako <em>Tureckie Gwiezdne wojny</em>.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="200">
<tbody>
<tr>
<td align=center><object width="200" height="160"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tx7PYAAOwxE&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/tx7PYAAOwxE&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="200" height="160"></embed></object><br />Finałowa scena</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">W zasadzie, miał być to kawał dobrego kina akcji w realiach post-apokaliptycznych z wątkiem miłosnym w tle; ot, fantastyczno-naukowa heroiczna tragedia. Obraz przedstawia wiele problemu, które uciekają dzisiejszemu zabieganemu społeczeństwu, a także wykorzystuje motywy znane w kulturze od wieków. Ważnym elementem jest religia, wspomina się o postaciach historycznych jak Mahomet i Jezus (którego mieszkańcy budują miasta pod ziemią!), a tolerancja religijna i ekumenizm wysuwają się na pierwszy plan. Warto wspomnieć w ważnym wątku miłości, zarówno tradycyjnej, jak i homoseksualnej, a także bezinteresownej miłości do dzieci. Widzimy świat po nuklearnym holokauście, co daje nam do myślenia nad naszą przyszłością, zmusza do introspekcyjnej refleksji. Poruszany jest także wątek polityczny (wymuszenia terytorialne, ekspansja agresorów, emigracja, rola uchodźcy w społeczeństwie), ale wszytko koncentruje się na prostej, aczkolwiek bardzo głębokiej konwencji walki dobra ze złem. Cały ten akapit brzmi jak recenzja najnowszej superprodukcji, która podbija serce każdego widza, prawda? W rzeczywistości są tam takie momenty, ale wykreowane najwyraźniej przez przypadek; no cóż, zdarza się. Jest to bezsensowna siekanina, gdzie bohaterowie wciąż biegają i zabijają przerośnięte mupety w brutalny sposób (przebijanie ich klatek piersiowych ich własnymi rękami, odrywanie głów, przepoławianie) i rzucają tak idiotycznymi cytatami, że nie jestem zdolny ich nawet przytoczyć.</p>
<p align="justify">Film jest tak głupi i psychodeliczny, że polecam go każdemu, bo można się naprawdę dobrze pośmiać z przedstawionych idiotyzmów. Trwa on półtorej godziny i każdy go skończy ze łzami w oczach i bólem brzucha ze śmiechu. Każdy fan powinien zobaczyć to przynajmniej raz w życiu, zresztą tak jak <em>Holiday Special</em>; w sumie tak to wszystko by wyglądało, gdyby George był Turkiem. Muszę oczywiście wszystkim podziękować za Inne Sfery, bo na konwenty jeździ się dla ludzi! Oczywiście ogromne i gorące podziękowania dla ekipy legnickiej w składzie ja, Kacpeross, Zayne, Hania, Fixer, Wszelak, Hell, Dziki, Corran i Klotek, indywidualne poniżej.</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>na początek mój kochany <strong>Komisarz Sev</strong>, współzałożyciel jakże wspaniałego Regimentu &#8217;92 (chwała na wieki!), przewodnik po zakamarkach Wrocławia, autor prelekcji o 11 rano w niedzielę i swój chłop; toż to prawdziwy legniczanin, bez słów!</li>
<li>wielkiego buziaka musi też dostać <strong>Rav</strong>, który cały konwent był moim Chewiem, bo co to za Han Solo bez Chewbaccy? Dzięki za konkurs wiedzowy, grę w BSG, pomoc w skakaniu w nadświetlną i dzwonienie do ludzi w nocy</li>
<li><strong>Łedżissu</strong>, jesteście kochani! Wrocław bez Was to nie Wrocław, o! Następnym razem nie możemy się wkopać w tego całego BSG, nocujcie na terenie konwentu i nie cieszcie się tak z powodu kopalni w Legnicy, bo u Was zbudują dwa razy większą! Przyjeżdżajcie do Legnicy i do zobaczenia w październiku, moi drodzy. A, i Łedż, nie postarałeś się z <em>Holiday Special</em>!</li>
<li><strong>Padme</strong>, bardzo miło się z Tobą rozmawiało, pokazujesz, że można się bawić na konwencie bez alkoholu i tak trzymać! Następnym razem wyciągnij więcej Ślązaków, bo nie wypada tak samej jeździć w tak dalekie i niebezpieczne strony. Do zobaczenia na Niuconie i odezwij się czasami za pomocą jakiegoś komentarzyka</li>
<li><strong>Hellu</strong>, stęskniłem się za Tobą przez te wakacje, musimy się widywać częściej. Twojego przedstawienie szybko nie zapomnę, masz to jak w banku, mój drogi. Twoja rozmowa z Onomą chyba wejdzie na stałe do kanonu opowieści konwentowych. Baw się dobrze w Łedżolandii, a co do <strong>Nyki</strong>, to o wiele lepiej wyglądasz w krótkich włosach (krótkie włosy ftw!)</li>
<li><strong>Wszelak</strong>, jesteś niezastąpionym ludzkim budzikiem, który potrafi wypić tyle, że ja bym umarł od samego patrzenia; wkręcenia kumplom z klasy, że się nawaliłem i rzygam też było niczego sobie, heh. Brawo za prelekcję i umiejętności manualne przy podłączaniu głośników, mój wspaniały informatyku!</li>
<li><strong>Shevu</strong> i cała ekipa wałbrzyska: nie spodziewałem się, że pojawicie się tak liczni i cholernie miło mnie zaskoczyliście. Sympatycznie się gadało z <strong>Areszem</strong>, z którym do tej pory nie miał przyjemności się zapoznać. Trzymaj ich krótko i prowadź ten fanklub tak, by stał się drugim najlepszym na Dolnym Śląsku (rzecz jasna, pierwszym jest Legnica)</li>
</ol>
<p align="justify">Legnicy podziękowałem powyżej, więc czas na resztę, z którymi dane mi było się znów spotkać. Urthona, który zrobił wspaniałe zdjęcia, Appo, Revan, Jenth, która wygrała wiedzówkę, Obi-Wan i Szare Miecze oraz Haart, a także ludzie od <em>Battlestara</em> (a ja uważałem się za nerda, ech), wszystkie nerdy, miłe panie z przedszkola i nieprzyjemny cieć &#8211; jesteście świetni! Jeszcze podziękowania dla Mateusza i Marcina, że odebrali telefon w środku nocy i pogadali z nami chwilkę. Teraz trzeba czekać na Niucon 2009, Tatooine, Pyrkon 2010 i Dni Fantastyki 2010! Kocham Was wszystkich!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na granicy światów &#8211; 1. sezon Fringe</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Sep 2009 14:45:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Fringe]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[technologia]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[Z Archiwum X]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=721</guid>
		<description><![CDATA[Nie tak dawno wspominałem, że jednym z seriali, które zamierzam obejrzeć jest Fringe (w Polsce emitowany jako Fringe: Na granicy światów), a że nie rzucam słów na wiatr, obejrzałem cały pierwszy sezon i jestem Wam winien recenzję. Battlestar mnie zachwycił swoją magią, ale Fringe nie jest przykładem hard sci-fi, mimo poruszanych tu problemów. Nie martwcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://static.tvfanatic.com/images/gallery/fringe-poster.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" title="Fringe" src="http://static.tvfanatic.com/images/gallery/fringe-poster.jpg" alt="" width="150" height="200" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie tak dawno <a href="2009/08/26/seriale/">wspominałem</a>, że jednym z seriali, które zamierzam obejrzeć jest <em><strong>Fringe</strong></em> (w Polsce emitowany jako <em>Fringe: Na granicy światów</em>), a że nie rzucam słów na wiatr, obejrzałem cały pierwszy sezon i jestem Wam winien recenzję. <em>Battlestar</em> mnie zachwycił swoją magią, ale <em>Fringe</em> nie jest przykładem <em>hard sci-fi</em>, mimo poruszanych tu problemów. Nie martwcie się, nie będzie żadnych nieoznakowanych spoilerów, więc możecie czytać bez obaw, gdyż mam nadzieję, że również sięgniecie po to dzieło. Podchodziłem do tego bardzo entuzjastycznie: po pierwsze, tworzyli to twórcy <em>Zagubionych</em>, a po drugie, miało bardzo dobre recenzje i opinie. Obejrzałem (podziękowania dla Siwca) i&#8230; mam kolejny serial na liście moich ulubionych seriali.</p>
<p align="justify"><em>Fringe</em> &#8211; dziwna nazwa? Słownik podaje, że oznacza to tyle, co <em>skraj</em> czy <em>brzeg</em>, co w rzeczywistości bardzo dobrze odnosi się do świata rzeczywistego serialu. Mamy oddział FBI, który zajmuje się badaniem spraw paranormalnych określanych mianem Wzorca. Pojawiają się świetne wątki, między innymi teleportacja, wilkołaki czy projekcje astralne, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że autorzy nie skąpili nam technobełkotu, który wręcz wylewa się z każdego odcinka. Osobiście jestem wielkim fanem takiej formy w produkcjach fantastyczno-naukowych i wolę takie wyjaśnienia niż anioły czy bogowie. Wszystko jest wyjaśniane, a człowiek, który nie orientuje się w zawiłościach genetyki, chemii molekularnej czy fizyki kwantowej może w to naprawdę uwierzyć. Inna rzeczą jest to, że sam serial odbiega od konwencji, którą J. J. Abrams przedstawił nam w <em>Zagubionych</em>. Każdy odcinek jest o czymś innym, a sprawy początkowo nie są niczym powiązane, co przypomina mi <em>Z Archiwum X</em>, jednak śmiem twierdzić, że <em>Fringe</em> bije Muldera i Scully na głowę jeśli chodzi o zjawiska paranormalne; fakt, nie uświadczymy Obcych, a technologia zdaje się mieć swoje ograniczenia, ale wygląda to wszystko o wiele bardziej realnie i współcześnie. Każdy odcinek ma również elementy głównego strumienia fabularnego, jednakże tak zmyślnie wplecione w całość, że nikomu nie przeszkadzają, a w późniejszym okresie pięknie rozwijają akcję.</p>
<p align="justify">Urzekają również bohaterowie, chociaż nie mamy skomplikowanej analizy psychicznej, którą zaserwowano nam w <em>Battlestarze</em>, aczkolwiek przywiązujemy się do nich, gdyż możemy w nich odnaleźć nasze cechy. Główna bohaterka, Olivia Dunham, jest młodą i atrakcyjną agentką FBI, która brutalnie zderza się z ponurą rzeczywistością, gdzie technologia jest wykorzystywana do złych celów. Zostaje ona przydzielona do specjalnego wydziału, którym kieruje Philip Broyles (aktor, który grał Matthew Abbadona w <em>Zagubionych</em>) i szybko werbuje Petera Bishopa oraz jego ojca, Waltera, który przebywał ostatnie 18 lat w szpitalu psychiatrycznym po tym, jak doprowadził do śmierci asystentki. Walter Bishop jest ekspertem w dziedzinie nauki jaką jest <em>fringe science</em> i ongiś pracował do rządu amerykańskiego i wojska, produkując przerażające technologie. Bohaterowie są angażowani do coraz dziwniejszych spraw, które w końcu doprowadzą ich do&#8230; Niespodzianka!</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie pierwszego sezonu <em>Fringe</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><font color="white">Walter Bishop i William Bell pracują jaką naukowcy na Harvardzie, opracowując coraz to nowsze technologie dla wojska; eksperymentują między innymi nad dziećmi, z których chcą wykreować superżołnierzy. Bishop trafia do szpitala psychiatrycznego, a Bell zakłada firmę Massive Dynamics, stając się najbogatszym i najbardziej wpływowym człowiekiem na świecie. Pisze on również swój manifest i powołuje organizację ZFT, której członkowie zamierzają nie dopuścić do zbliżającej się Wojny. 18 lat później wypadek lotu hamburskiego powoduje utworzenie specjalnej jednostki, która ma się zająć sprawą Wzorca oraz atakami, które przeprowadza ZFT prowadzone przez bezwzględnego byłego pracownika Bella, Davida Roberta Jonesa. Wkrótce okazuje się, że ZFT chce otworzyć przejście do alternatywnej rzeczywistości, by zabić Williama Bella, który przedostał się tam w tajemniczy sposób. Ostatnia scena <em>1&#215;20</em> to Olivia Dunham (na której w przeszłości Bell przeprowadzał eksperymenty z cortexiphanem) rozmawiająca z Williamem Bellem w jednym z wieżowców WTC w roku 2009.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie pierwszego sezonu <em>Fringe</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Właśnie słucham świetnego utworu <em>The Fringe Equation</em> Michaela Giacchino i z niecierpliwością czekam na pierwszy odcinek drugiego sezonu, który startuje 17 września. Jeszcze kilka ważnych rzeczy na koniec, o których muszę wspomnieć. Po pierwsze, w serialu nie występuje Jack, co jest niewątpliwie zaletą. Kim, a raczej czym jest Jack? Jest to określenie głównego bohatera, którego tak naprawdę nikt nie lubi (na przykład Jack z <em>Zagubionych</em>, Lee z <em>Battlestara</em>, Kyle z <em>4400</em> czy Czerwony Power Ranger). Po drugie, <em>Fringe</em> jest cholernie klimatyczny, ale też zagmatwany. Konwencja fabularna pozwala na oglądanie pojedynczych odcinków, ale wcześniej wspominany główny strumień fabularny jest stosunkowo skomplikowany; do trzech czwartych sezonu nie wiemy nawet kto jest <em>tym złym</em>. Ponadto, odcinki są na zadziwiająco wysokim poziomie; rzeczywiście, nie podobał mi się tylko jeden, 1&#215;15 <em>Inner Child</em>.</p>
<p align="justify">Wystarczy. Polecam wszystkim, bo to naprawdę dobrze wykorzystany czas na przyjemnej rozrywce; moja ocena: <strong>9/10</strong>. <em>So say we all</em> i uważajcie na Obserwatora!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>[1x00] Caprica/Kapryka</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/08/12/caprica/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/08/12/caprica/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Aug 2009 14:03:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=444</guid>
		<description><![CDATA[Caprica (2009) Caprica, tak uparcie spolszczana przeze mnie jako Kapryka, to spin-offowy prequel Battlestar Galactici. W roku 2009 powstał pilot, a sam serial, rozpoczynając się 1&#215;01 Rebirth, zawita na ekrany telewizorów w styczniu 2010 roku. Dzisiaj zajmę się oczywiście samym odcinkiem pilotażowym oraz wspomnę nieco o soundtracku, który wyszedł jako osobna płyta. Czy Kapryka stanie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="170">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d0/CPDVDC.jpg" alt="" width="155" height="180" />Caprica (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em><strong>Caprica</strong></em>, tak uparcie spolszczana przeze mnie jako <em>Kapryka</em>, to spin-offowy prequel <em>Battlestar Galactici</em>. W roku 2009 powstał pilot, a sam serial, rozpoczynając się 1&#215;01 <em>Rebirth</em>, zawita na ekrany telewizorów w styczniu 2010 roku. Dzisiaj zajmę się oczywiście samym odcinkiem pilotażowym oraz wspomnę nieco o soundtracku, który wyszedł jako osobna płyta. Czy Kapryka stanie się kolejnym serialem, który będę śledził na bieżąco? Zaraz zobaczymy.</p>
<p align="justify">Do <em>Kapryki</em> podchodziłem ostrożnie i sceptycznie, bojąc się zniszczenia klimatu i magii <em>Battlestara</em>, które tak pokochałem. Wikipedia podaje, iż jest to familijna saga. Myślałem, że będzie to nudna opowieść o prawniku, naukowcu i ich dzieciach, coś na wzór połączenia <em>Sędzi Anny Marii Wesołowskiej</em>, <em>Na dobre i na złe</em> oraz <em>Mody na sukces</em>, jednak srogo się pomyliłem. <em>Kapryka</em> trzyma klimat Dwunastu Kolonii, jest ciężka, mroczna, tajemnicza. Jako odcinek pilotażowy, przemówiła do mnie o wiele lepiej niż chociażby pilot <em>Battlestara</em> (ach, ta pierwsza godzina!). Moje wszystkie obawy rozpierzchły się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo opowieść o Kapryce zauroczyła mnie kompletnie. Jest inna niż <em>Battlestar</em>, a zaletą jest fakt, iż można ją oglądać bez BSG, chociaż fani mogą wyłapywać powiązania i nawiązania, które uprzyjemniają rozrywkę. Ale przyjrzyjmy się wszystkiemu bliżej&#8230;</p>
<p align="justify">58 lat przed upadkiem Dwunastu Kolonii. Caprica przypomina teraźniejszą Ziemię: ludzie żyją w pośpiechu, mamy podziały na lepszych i gorszych, niektórzy próbują się oderwać od rzeczywistości, występuje rasizm, widzimy przykłady terroryzmu na tle religijnym. Powstaje nowa sekta, niebezpieczna dla spokojnych Kolonii Kobolu, której wyznawcy czczą Jedynego Boga (tak, wyraz specjalnie napisany wielką literą), porzucając tradycyjny politeizm na rzecz groźnego monoteizmu. Szkoły i instytucje publiczne starają się iść z duchem czasu, nie zmuszając nikogo do religii, jednak kaprykańskiemu rządowi się to nie podoba. Szczególnie, gdy Żołnierze Jedynego zaczynają stosować ataki terrorystyczne na planecie. Występuje też, wyraźnie poruszony, motyw rasizmu i widać jak Kaprykanie wyrażają się z nienawiścią w stosunku do Tauronów. Spodobało mi się to, iż Joseph Adama, chcąc być uważanym za poważniejszego prawnika, zmienił swoje rodowe taurońskie nazwisko na kaprykańskie Adams, jednak po najtrudniejszej chwili w jego życiu, powrócił do korzeni, dając nadzieję własnemu synowi&#8230; Synowi, który w przyszłości, za pięćdziesiąt osiem lat, ocali resztki Dwunastu Kolonii od zagłady, prowadząc je do mitycznej Ziemi.</p>
<p align="justify">Jednak najlepszym wątkiem jest dla mnie wątek Daniela Graystone&#8217;a, który wkrótce wynajdzie <strong>Cy</strong>bernetyczno-<strong>L</strong>ogiczny <strong>O</strong>rganizm <strong>N</strong>euronowy, który z kolei na zawsze zmieni losy świata, zarówno Kapryki, jak i Ziemi. I to jest właśnie najlepsze, wiemy jak wszystko się zakończy, bo Cyloni wkrótce się zbuntują i eksterminują całą rasę ludzką, jednak wciąż nie wiemy w jaki sposób ani dlaczego. Już w pilocie widzimy genezę cylońskiego monoteizmu, w który tak później uparcie wierzyli, a także ich wolnej woli i logicznego myślenia. Widzimy Williama Adamę (<em>młodego Starego</em>), który w przyszłości ocali Kolonie, ale teraz to tylko zwykły chłopak, który średnio lubi piramidę i ma trudne kontakty z ojcem. No i sam Daniel Graystone, którego nazwisko nie zachowało się do Upadku, jednak kto wie? A samo imię? Nie kojarzy Wam się z niczym, co ma związek z cyfrą Siedem?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie 1&#215;00 <em>Caprica</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><font color="white">W zamachu terrorystycznym na Caprice ginie Zoe Graystone, córka naukowca Daniela Graystone&#8217;a, a także rodzina Josepha Adamsa. Szybko okazuje się, że Zo była geniuszem komputerowym i opracowała sposób przeniesienia całej ludzkiej świadomości do wirtualnego świata. Zrozpaczony ojciec pragnie wskrzesić córkę, próbując wynaleźć technologię, która przyszłości zostanie nazwana Odrodzeniem i będzie jedyną drogą cylońskiej prokreacji. Tak się składa, że ten sam Daniel Graystone opracowuje pierwszy model automatu bojowego i wgrywa w niego świadomość własnej córki, dając mu nadzwyczajną inteligencję, zdolności manualne oraz wolną wolę. Tak powstaje pierwszy Cylon, którego rasa w przyszłości zgładzi całą ludzką cywilizację&#8230;</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie 1&#215;00 <em>Caprica</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Jakie mam nadzieje na serial? Chciałbym zobaczyć wybuch pierwszej wojny z Cylonami, chociaż będzie trudno pogodzić chronologię (akcja pilota dzieje się 58 lat przed Upadkiem, a wojna rozpoczęła się 52 lata przed). Chociaż zawsze pierwszy odcinek może nas powitać planszą z napisem <em>Sześć lat później</em>. Niesamowite byłoby pojawienie się Ostatecznej Piątki, czego <em>frakkin&#8217;</em> mocno oczekuję. Zobaczyć jeszcze raz Saula? Bezcenne. Pilot <em>Caprici</em> otrzymuje ode mnie mocne <strong>8+/10</strong> i czekam z niecierpliwością na właściwy serial.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img src="http://static.nigmae.net/nilland/uploads/posts/2009-06/1245628998_caprica-soundtrack.jpg" alt="" width="150" height="150" />Okładka OST</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Muzyka Kapryki&#8230; Soundtrack zdobyłem jeszcze przed obejrzeniem odcinka pilotażowego i szczerze mówiąc, nie spodobał mi się. Jednak teraz, po 1&#215;00, mogę śmiało stwierdzić, że jest dobry, naprawdę dobry. O niebo lepszy od ścieżki dźwiękowej z pilota <em>Battlestara</em>. Autorem muzyki oczywiście jest Bear McCreary, który zmienił nieco swój styl. Nie doświadczymy tu epickich zwrotów muzycznej akcji czy innych podniosłych rytmów, bo to nie te klimaty. OST <em>Caprici</em> jest mroczny i wprowadza wiele nowych motywów muzycznych. Niesamowity motyw rodziny Graystone&#8217;ów można usłyszeć między innymi w <em>The Graystone Family</em>, a utwór <em>Cybernetic Life Form Node</em> czy <em>A Tauron Sacrifice</em> to mistrzostwo tejże płyty. Najlepsze jest jednak nawiązanie do mojego ukochanego motywu Adamy w <em>The Adama Name</em>. Tylko, tak jak mówiłem, lepiej wpierw obejrzeć pilot, aby potem muzykę analizować przez pryzmat wydarzeń, gdyż inaczej wiele stracimy. Ogólna ocena to <strong>6+/10</strong>: jest dobrze i mam nadzieję, że będzie lepiej. <em>So Say We All!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/08/12/caprica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Battlestar wg Beara McCreary&#8217;ego</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/08/10/bsg-ost/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/08/10/bsg-ost/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 12:28:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=377</guid>
		<description><![CDATA[Bear McCreary jest dla mnie niekwestionowanym mistrzem muzyki filmowej, a raczej serialowej. Jeszcze w zeszłym miesiącu oburzyłbym się niemiłosiernie, gdyby ktoś mi tak powiedział, jednak po siedemdziesięciu godzinach seansu Battlestara, muszę odebrać palmę pierwszeństwa Michaelowi Giacchino, który nie tak dawno temu przebił u mnie Johna Williamsa, aby oddać ją McCreary&#8217;emu. Wystarczy spojrzeć na mój profil [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Bear McCreary jest dla mnie niekwestionowanym mistrzem muzyki filmowej, a raczej serialowej. Jeszcze w zeszłym miesiącu oburzyłbym się niemiłosiernie, gdyby ktoś mi tak powiedział, jednak po siedemdziesięciu godzinach seansu <em><a href="2009/07/20/battlestar/">Battlestara</a></em>, muszę odebrać palmę pierwszeństwa Michaelowi Giacchino, który nie tak dawno temu przebił u mnie Johna Williamsa, aby oddać ją McCreary&#8217;emu. Wystarczy spojrzeć na <a href="http://www.lastfm.pl/user/Aquenral" target="_blank">mój profil</a> na last.fm, by przekonać się, co ostatnio najczęściej słucham: praktycznie jedynie ścieżkę dźwiękową z <em>Battlestara</em>. Przez ostatni miesiąc odsłuchałem już ponad 900 utworów i jakoś mnie to nie nudzi, a wręcz przeciwnie &#8211; wciąż odkrywam nowe walory poszczególnych kawałków. Ale zacznijmy od początku&#8230;</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" title="Sezon 1" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/c/c0/Battlestar_Galactica_CD.jpg" alt="" width="150" height="150" />Sezon 1: Nic epickiego</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Ścieżka dźwiękowa sezonu pierwszego nie powaliła mnie na kolana. Większość utworów jest po prostu nijaka, najzwyczajniejsza w świecie, niczym się nie wyróżnia spośród dziesiątek innych płyt z muzyką innych seriali. W porównaniu do soundtracku <em>Zagubionych</em> Giacchino, wypada rzeczywiście słabo. Jednak są plusy, to trzeba przyznać. Po raz pierwszy występuje mój ulubiony motyw muzyczny, mianowicie <em>A Good Lighter</em> z odcinka <em>The Hand of God</em> oraz jego wariacja z udziałem chóru, <em>Wander My Friends</em>, która nieodłącznie będzie mi się zawsze kojarzyła z Billem Adamą, a jej fragment gości teraz jako dzwonek w moim telefonie. Warto wspomnieć o nieco nostalgicznym <em>A Two Funerals</em>, intrygujących <em>Battlestar Operatica</em> (włoska opera o tosterach!) i <em>Battlestar Muzaktica</em> oraz klasycznym <em>The Shape of Things to Come</em>. Ogółem soundtrack przedstawia się średnio, moja ocena to <strong>5+/10</strong>, poza tym ma brzydką, odbiegającą od reszty okładkę z Karą i Lee. Szczerze mówiąc, zawiodłem się w tym momencie, ale z nadzieją włączałem już druga płytę&#8230;</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" title="Sezon 2" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/4/4c/Battlestar_Galactica_CD2.jpg" alt="" width="150" height="150" />Sezon 2: Majstersztyk</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">&#8230; i był to strzał w dziesiątkę. Oficjalny soundtrack drugiego sezonu jest arcydziełem, mistrzostwem muzyki serialowej, istnym majstersztykiem. Wybaczcie, że tak wychwalam, rzucając setką epitetów, ale trudno inaczej to określić, bo płyta rzeczywiście zapiera dech w piersiach. Podczas gdy muzyka pierwszego sezonu była monotonna i nudna, tutaj pojawiają się epickie utwory, które nieszybko odejdą w zapomnienie. Już sam początek zachwyca, gdyż mamy możliwość odsłuchać kolonialnego hymnu, <em>Colonial Anthem</em>, który jest niczym innym niż odnowioną wersją starej czołówki serialu. Później motyw pułkownika Saula Tigha (świętego Mikołaja) w <em>Martial Law</em> oraz chyba mój ulubiony utwór: <em>Pegasus</em>. Jest to stonowana, łagodna muzyka, jednak ma w sobie to coś, nutkę tajemniczości, brzmi wręcz baśniowo i magicznie, a za razem strasznie. Płytę warto zdobyć dla samego <em>Something Dark Is Coming</em>, utrzymanego w tonacji <em>Pegasusa</em> oraz przepięknego, chwytającego za serce <em>Roslin and Adama</em>. <em>Reuniting The Fleet</em> jest nową aranżacją starego, dobrego motywu Adamy, <em>One Year Later</em> wręcz zmusza do refleksji nad mijającym czasem, a w <em>Worthy Of Survival</em> jest to coś. Oczywiście są tutaj nic niewnoszące utwory, jak <em>Baltar&#8217;s Dream</em> czy <em>Black Market</em>, który nie wpadły mi w ucho, ale reszta jest piękna. Zdecydowanie najlepszy soundtrack jaki słuchałem, kawał dobrze zrobionej muzyki, więc mogę dać z ręką na sercu <strong>10/10</strong> i polecić wszystkim, bo spodoba się także ludziom, którzy nie oglądali <em>Battlestara</em>.</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" title="Sezon 3 " src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/02/Battlestar_Galactica_CD3.jpg" alt="" width="150" height="150" />Sezon 3: Miła odmiana</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">W sezonie trzecim wprowadzono innowację: Muzykę, specjalnie pisaną przez duże <em>M</em>. Adaptowano stary utwór Boba Dylana (oraz cover Jimiego Hendriksa) i Bear McCreary stworzył coś, co jest największym plusem tej płyty, bodajże najlepszym utworem w całym <em>BSG</em>. Cóż to takiego? Ano, <em>All Along the Watchtower</em>, który wyszedł o niebo lepiej niż oryginał i słucha się go z zapartym tchem. Nawiązanie do Muzyki również pojawia się w <em>Heeding The Call</em>, który trzyma apokaliptyczny klimat. Świetny jest również <em>Admiral and Commander</em>, bodajże najlepsza wersja motywu Williama Adamy, najlepiej oddająca wszystkie emocje. Epickie <em>Storming New Caprica</em> przypomina o bitwie o Nową Kaprykę, które przeszła do historii jako genialny manewr starego Adamy oraz porażkę battlestar <em>Pegasusa</em>. <em>Battlestar Sonatica</em> idealnie współgra z poprzednimi <em>Battlestar&#8230;</em> z pierwszej płyty, a <em>Gentle Execution</em> znów ma w sobie to <em>coś</em>. Warto jeszcze wspomnieć o <em>Adama Falls</em>, bo reszta nie reprezentuje ze sobą niczego nadzwyczajnego. Ot, zwykła muzyka filmowa/serialowa. Jeszcze wrócę do <em>All Along the Watchtower</em>, które jest do tej pory jedynym utworem z tekstem, który da się zaśpiewać (ewentualnie wcześniej były słowa, ale po włosku, irlandzku, celtycku i w sanskrycie. Ogółem <strong>7/10</strong>, o wiele lepiej niż soundtrack trzeciego sezonu <em>Zagubionych</em>.</p>
<blockquote><p><em>There must be some way out of here<br />
Said the joker to the thief<br />
There&#8217;s too much confusion<br />
I can&#8217;t get no relief</em></p></blockquote>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" title="Sezon 4" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d7/Battlestar_Galactica_CD4.jpg" alt="" width="150" height="150" />Sezon 4: Epicki finał</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Bear McCreary napracował się najbardziej na ścieżką do czwartego sezonu, gdyż została ona wydana na dwóch płytach. Nie podzielono na sezony 4.0 i 4.5, lecz na pierwszej płycie mamy muzykę z odcinków 4×01-×18, a na drugiej &#8211; z <em>Daybreaka</em>, finału całej serii. Dziwne posunięcie, ale identycznie postąpił M. Giacchino przy trzecim sezonie <em>Zagubionych</em>, gdzie druga płyta to była ścieżka z <em>Greatest Hits</em> i <em>Through the Looking Glass</em>. Pierwsza płyta jest stosunkowa dobra, o wiele lepsza od sezonu pierwszego. Cieszę się, że dali nam posłuchać <em>Gaeta&#8217;s Lament</em> (także w wersji instrumentalnej!) wykonany przez aktora grającego Feliksa Geatę. <em>Resurrection Hub</em> jest wręcz mistyczny, ma klimat <em>Pegasusa</em> i przypomina o cylońskiej technologii zmartwychwstania. Oczywiście mamy nową aranżację motywu Adamy, <em>Farewell Apollo</em>, o bardziej celtyckim brzmieniu, grane na głośnych piszczałkach oraz nostalgiczne <em>Grand Old Lady</em>, piękne w swojej prostocie. Ale najważniejszy jest utwór #17: <em>Kara Remembers</em>, wykorzystujący Muzykę, grany na pianinie. Po pierwszym odsłuchaniu, przeszły mnie dreszcze. Warto jeszcze wspomnieć o mrocznym <em>Blood on the Scales</em> z odcinka o tej samem nazwie oraz <em>Funeral Pyre</em>. Reszta jest poniżej poziomu, a raczej poniżej moich oczekiwać, czyli poprzeczki ustanowionej przez soundtrack drugiego sezonu. Ogólnie jest bardzo dobrze, ale mogłoby być lepiej.</p>
<p align="justify">Druga płyta jest bardziej&#8230; skondensowana. <em>Caprica City, Before the Fall</em> jest ładnym utworem o bezsensownej retrospekcji, a <em>Adama in the Memorial Hallway</em> znów przywołuje motyw Adamy, chociaż jest słabsze nawet od oryginalnego <em>A Good Lighter</em>. Epickie <em>Assault on the Colony</em> trwa ponad piętnaście minut (aż!), jednak nie ustępuje przed <em>Storming New Caprica</em>. W <em>The Passage of Time</em> znów występuje motyw przemijania czasu, lecz nie tak wpadający w ucho jak w drugim sezonie. Nawiązując do <em>Kara Remebers</em>, powstało również <em>Kara&#8217;s Coordinates</em> dotyczące ostatniego skoku, które jest dobre, ale nie tak, jak mogłoby być. <em>Earth</em> wywołuje odczucie smutku i nadziei, ale dopiero przed nami są dwa najlepsze utwory na tej płycie: <em>The Heart of the Sun</em>, przy słuchaniu którego czuć gęsią skórkę oraz przepiękne <em>So Much Life</em>. Nie da się ich opisać słowami, trzeba je po prostu odsłuchać. Sezon czwarty, jako całość otrzymuje <strong>8+/10</strong>, bo mogło być o wiele lepiej.</p>
<p align="justify">Zdecydowanie polecam wszystkim te wszystkie pięć płyt plus ewentualnie nieopisany tutaj soundtrack z pilota serialu, którego autorem jest Richard Gibbs. Średnia ocena to <strong>7++</strong>, co powinno wystarczyć każdemu fanowi <em>Battlestar Galactici</em>, muzyki instrumentalnej oraz reszcie ludzi. Słuchanie takiej muzyki naprawdę nie boli, wystarczy tylko chcieć. <em>Tak mówimy wszyscy</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/08/10/bsg-ost/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Battlestar Galactica: So Say We All!</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Jul 2009 18:58:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=232</guid>
		<description><![CDATA[Piąty sezon Zagubionych zakończył się wprost bombowo, The 4400 skasowali i nie mają jakoś ambicji, by przywrócić na antenę, więc zacząłem szukać jakiegoś nowego serialu, któremu dałbym się wciągnąć. Niestety (a może i na szczęście?), w moim przypadku bardzo trudno oderwać się od jednego zainteresowania, to widać szczególnie przy wcześniej wspomnianych dwóch produkcjach; Zagubionych śledzę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Piąty sezon <em>Zagubionych</em> zakończył się wprost bombowo, <em>The 4400</em> skasowali i nie mają jakoś ambicji, by przywrócić na antenę, więc zacząłem szukać jakiegoś nowego serialu, któremu dałbym się wciągnąć. Niestety (a może i na szczęście?), w moim przypadku bardzo trudno oderwać się od jednego zainteresowania, to widać szczególnie przy wcześniej wspomnianych dwóch produkcjach; <em>Zagubionych</em> śledzę na bieżąco, wciąż słucham Michaela Giacchino, a z kolei Jordan Collier od lat gości na moim avatarze i kupuję, jedną po drugiej, wszystkie wychodzące w USA książki opowiadające o 4400. Moja zdolność do szybkiego pobierania i zapamiętywania informacji przydaje się na tyle, że pamiętam prawie wszystkie poboczne wątki i nawet trzecioplanowych bohaterów, więc trudniej mi rozstać się z serialem, szczególnie, gdy <a href="http://aquenral.net/2009/06/15/czlowiek-a-fikcja/">przywiążę się</a> do którejś z postaci.</p>
<p><center></p>
<table border="0" width="400">
<tbody>
<tr>
<td><a href="http://goofybeast.files.wordpress.com/2008/04/last-supper.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" title="Ostatnia Wieczerza w wydaniu cylońskim" src="http://goofybeast.files.wordpress.com/2008/04/last-supper.jpg" alt="" width="387" height="147" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p></center></p>
<p style="text-align: justify;">W taki oto sposób dotarłem do produkcji NBC znanej jako <em><strong>Battlestar Galactica</strong></em>. Gorące podziękowania należą się Wedge&#8217;owi, który nie tylko namawiał mnie do BSG, ale także umożliwił obejrzenie wszystkich czterech sezonów plus filmów pełnometrażowych plus webisodów; naprawdę, naprawdę dziękuję i jestem dozgonnie wdzięczny. Ale dlaczego? Albowiem, <em>Battlestar</em> zauroczył mnie całkowicie; wprost zakochałem się w historii Dwunastu Kolonii, ucieczce po cylońskim nuklearnym holokauście oraz w poszukiwaniach nowego domu. Zafascynowali mnie Cyloni, nawet nie tyle zwykli Centurioni, co <em>skóry</em>, ale także ichniejsza technologia, która tak bardzo przypomina mi yuuzhańską: raidery, baseshipy, hybrydy. Można by rzec: <em>miód, cud i orzeszki</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale o co w ogóle chodzi? Bez większych spoilerów można powiedzieć tylko tyle: Cyloni, automaty zaprojektowane przez ludzi, zbuntowali się i wywołali wojnę, którą w rezultacie przegrali i zostali wygnani poza obręb znanej galaktyki. Czterdzieści lat później wracają, by zniszczyć ludzkość: atakują Dwanaście Kolonii Kobolu i doprowadzają rasę ludzką do wyginięcia. Nuklearnej zagładzie udaje się uciec jedynie 50 tysiącom uchodźców oraz jednemu okrętowi wojennemu, battlestarowi <em>Galactice</em>, któremu dowodzi komandor William Adama. Celem wyprawy, istnego exodusu, jest odnalezienie Ziemi, gdzie można byłoby się schronić przed Cylonami.</p>
<p style="text-align: justify;">Co mi się najbardziej spodobało? Szczerze mówiąc, sam nie wiem, bo jest wiele czynników. Na początek to, co najbardziej widoczne: efekty specjalne. Jest ich mnóstwo i widać jak ewoluują wraz z serialem. Ostatnia bitwa w finałowym odcinku to istny majstersztyk i perfekcja wykonania. Muzyka? Bear McCreary spisał się niesamowicie tworząc klimatyczną linie muzyczną, a <em>Roslin and Adama</em>, <em>All Along the Watchtower</em>, <em>Admiral and Commander</em> czy <em>Wander My Friends</em> powoli stają się moimi ulubionymi utworami instrumentalnymi. Ale najbardziej urzekła mnie chyba gra aktorska i kreacja bohaterów. W <em>Zagubionych</em> mamy ładnie narysowane historie postaci, jednak BSG przebija wszystko. Niesamowita Kara <em>Starbuck</em> Thrace czy świetny William Adama to bohaterowie świetnie stworzone, jednak nikt i nic nie przebije genialnego Gaiusa Baltara i Karla <em>Helo</em> Agathona. Mistrzostwo &#8211; brak mi innych słów.</p>
<p style="text-align: justify;">Są i wady, jak zawsze, nie ma nic idealnego. Kilka odcinków niesamowicie nudziło, wciśnięte były na siłę, na chama. Niektórzy bohaterowie, którzy zapowiadali się bardzo dobrze, nagle stali się tacy bezbarwni (Lee?), a z kolei inni nie zostali całkowicie wyeksploatowani (tak, chodzi mi między innymi o Romo Lampkina). No cóż, plusów jest jednak o wiele, wiele więcej niż minusów, więc jest dobrze. Polecam każdemu, nie tylko fanom sci-fi, naprawdę warto.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>So Say We All!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przeklęte Hmongi, mnożą się jak borsuki&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/06/07/gran-torino/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/06/07/gran-torino/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Jun 2009 09:47:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Clint Eastwood]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[ksenofobia]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=145</guid>
		<description><![CDATA[Żebyście mnie nie posądzili już na wstępie o ksenofobię i rasizm; nie, to nie o to chodzi. Powyższe to cytat z najnowszego filmu Clinta Eastwooda, Gran Torino. Ostatnio pisałem jedynie o alkoholu i skutkach jego przedawkowania, więc trzeba odskoczyć od smutnej rzeczywistości i wejść w świat szeroko pojętej kultury. Krótko mówiąc: Czas na recenzję! Jako, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/c/c6/Gran_Torino_poster.jpg"><img title="Plakat filmu" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/c/c6/Gran_Torino_poster.jpg/200px-Gran_Torino_poster.jpg" alt="Plakat filmu" width="150" height="220" align="right" /></a><p class="wp-caption-text">Plakat filmu</p></div>
<p style="text-align: justify;">Żebyście mnie nie posądzili już na wstępie o ksenofobię i rasizm; nie, to nie o to chodzi. Powyższe to cytat z najnowszego filmu Clinta Eastwooda, <em>Gran Torino</em>. Ostatnio pisałem jedynie o alkoholu i skutkach jego przedawkowania, więc trzeba odskoczyć od smutnej rzeczywistości i wejść w świat szeroko pojętej kultury. Krótko mówiąc: <em>Czas na recenzję</em>! Jako, że wpisy na tym weblogu są długie i odstrasza to wszystkie boty, mogę domyślać się, że mam przed sobą osoby inteligentne, które już odgadły, że dzisiaj zajmę się ów <em>Gran Torino</em>. Wielkich spoilerów nie będzie, wszak to zwykła recenzja, więc czytajcie (i komentujcie) bez obaw.</p>
<p style="text-align: justify;">Walt Kowalski (grany przez nieśmiertelnego Clinta Eastwooda) to typowy przykład bohatera, który nie jest bohaterem. Polak, który walczył w Korei, później pięćdziesiąt lat pracował w fabryce Forda, po czym przeszedł na spokojną emeryturę. Właśnie zmarła jedyna osoba, którą kochał, jego żona, a rodzina wcale nie pomaga. Kowalski jest typowym amerykańskim cowboyem, który ratuje bezbronnych, wspomaga biednych, zawsze przy sobie ma strzelbę, jednak nie uważa się za bohatera. Sarkastyczny i cyniczny wobec wszystkich, nawet księdza. Zawsze mówi prawdę, nieważne jaka by nie była, <em>wali prosto z mostu</em>. Tutaj się jednak kończą jego zalety i pojawia się największa wada. Mianowicie, Walt Kowalski jest rasistą, ksenofobem czy jak chcecie nazwać osobę, która nienawidzi innych ras. Chiński lud Hmong nazywa <em>Żółtkami</em>, Afroamerykanów (Murzynów, jakby ktoś nie załapał) &#8211; <em>asfaltami</em>, a resztę ee&#8230; wulgarnymi określeniami damskich narządów rozrodczych. Przekleństwa lecą w filmie jak piasek z worka Grzesia, który idzie przez wieś, jednak nie przeszkadza to tak bardzo, nie razi <em>aż tak</em> w oczy. Ogólnie nie lubię filmów, gdzie co trzecie słowo to <em>ja pierdolę</em>, przerywane <em>kurwą</em>, jednak są wyjątki, gdzie trzeba to pokazać, żeby przedstawić realia filmu. Czy chińska młodzież z gangu powie <em>Przepraszam pana bardzo, czy mógłby pan się przesunąć?</em> tylko krzyknie, przeklnie co drugi wyraz i pokaże środkowy palec. Cóż, niestety tak wygląda prawdziwy świat.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Śmierć jest gorzko-słodka. Gorzka od rozstania się z ukochaną osobą, słodka od zbawienia.</em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Nigdy nie lubiłem Clinta Eastwooda. Głównie dlatego, że kojarzę go ze starymi westernami, gdzie mruczy i pluje na psy, a ja westernów jakoś nigdy nie darzyłem wielką miłością. W <em>Gran Torino</em> po raz pierwszy doceniłem tego aktora; bardzo szybko wskoczył do czołówki moich ulubionych. Dziwne, że jeden film może tak bardzo zmienić postrzegania innego człowieka: aktora czy reżysera. <em>Gran Torino</em> pięknie ukazuje przemianę człowieka. Ukazuje, że taka przemiana jest możliwa, że ludzi mogą, a czasami muszą się zmieniać. Widzimy dramat starego człowieka, który, u kresu swych dni, nie ma już szczęścia. Opętany ksenofobicznymi myślami i wspomnieniami z wojny koreańskiej, nie może znieść faktu, że w <em>jego</em> dzielnicy mieszkają już sami ludzie o innym kolorze skóry. Jednak w pewnym momencie coś się zmienia, gdy młody Thao próbuje ukraść jego ukochane Gran Torino.</p>
<p style="text-align: justify;">Co do zakończenia: wyrażę się w kilku krótkich zdaniach. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Finał, może nie <em>cliffhanger</em> jak w <em>Lost</em>, jednak szokuje, prowadzi do refleksji. Bardzo smutny, jednak dzięki niemu film staje się czymś więcej niż filmem. To osobiste doznanie, kiedy to widz utożsamia się z postacią; niewielu reżyserom udaje się taka sztuka. Mogę, z ręką na sercu, powiedzieć, że Eastwoodowi się udało dokonać czegoś takiego. Obiektywnie oceniam film na bardzo dobre <strong>9+</strong> na dziesięciostopniowej skali. Polecam wszystkim. Naprawdę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/06/07/gran-torino/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Geneza Rosomaka</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/05/07/geneza-rosomaka/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/05/07/geneza-rosomaka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 May 2009 16:32:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[X-Men]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=122</guid>
		<description><![CDATA[Przyszedł czas na recenzję, bo dawno nic konstruktywnego nie pisałem (ostatnio pastwiłem się nad księdzem Popiełuszką), a trzeba nadrabiać zaległości. Do kina często nie chadzam, co się powoli zmienia za nowo wybudowanego multipleksu w Legnicy, który wyświetla filmy na bieżąco, równo z premierą. Na pierwszy ogień poszedł X-Men Origins: Wolverine (u nas pod pięknym tytułem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Przyszedł czas na recenzję, bo dawno nic konstruktywnego nie pisałem (ostatnio pastwiłem się nad księdzem <a href="http://aquenral.net/2009/04/06/popieluszko-wolnosc-jest-wsrod-nas/" target="_blank">Popiełuszką</a>), a trzeba nadrabiać zaległości. Do kina często nie chadzam, co się powoli zmienia za nowo wybudowanego multipleksu w Legnicy, który wyświetla filmy na bieżąco, równo z premierą. Na pierwszy ogień poszedł <strong><em>X-Men Origins: Wolverine</em></strong> (u nas pod pięknym tytułem <em>X-Men Geneza: Wolverine</em>), czyli prequel do trylogii opowiadającej o przygodach mutantów. W tym tygodniu czeka mnie <em>Star Trek</em>, który jest tworzony przez ekipę <em>Zagubionych</em>, więc na rzecz uproszczenia życia, nazywam go <em>Zagubionymi w kosmosie</em>, a także <em>Anioły i demony</em> na podstawie książki Dana Browna, potem <em>Terminator 4: Salvation</em>, <em>Harry Potter i Książe Półkrwi</em>, aż w końcu <em>2012</em>, a w grudniu <em>Avatar</em> Jamesa Camerona.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale wróćmy do mutatnów. Z zasady, <em>X-meni</em> mieli być ekranizacją komiksu, jednak można powiedzieć najwyżej o bazowaniu na oryginale. Nie chcę zanudzać szczegółami, bo sam ich nie znam (nie siedzę tak głeboko w Marvelu), ale wiem, że filmy odbiegają wydarzeniami czy postaciami od pierwowzoru. Cóż, mnie to tak bardzo nie przeszkadza, ale kto wie, co chodzi po głowie maniakom? <em>Geneza: Wolverine</em> to przyjemna opowieść o drwalu&#8230; Zaraz, zaraz, jakim do cholery drwalu? Zacznijmy od początku, samiutkiego prologu filmu. Uwaga na lekkie spoilery!</p>
<p style="text-align: justify;">Wolverine, a raczej James Howlett, żyje z bratem, mamusią i ojczulkiem w domku, gdzie wiodą idylliczne życie. Jedynym mankamentem jest to, że Jimmy i Vincent to mutanci, którzy przez przypadek zabijają ojca, a później i prawdziwego &#8211; biologicznego &#8211; tatka, po czym wyruszają jako nieśmiertelni żołnierze, by walczyć na frontach wojny secesyjnej, obu światowych czy wietnamskiej. W końcu zostają zwerbowani do <em>drużyny przekoksów</em>, która jest finansowana przez rząd USA, a skupia samych mutantów. Szybko się jednak okazuje, że odwalają oni jedynie brudną robotę. Dalej nie ma sensu opowiadać, w końcu wypadałoby obejrzeć ten film, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">Odczucia? Moim skromnym zdaniem, <em>Rosomak</em> to najlepsza część serii (w tej chwili kwadrylogii) <em>X-Men</em>. Na pewno ciekawsza od czystej nawalanki, którą był <em>Ostatni bastion</em>, fabularnie też miecie <em>X2</em>, a efektami &#8211; <em>X-Mena</em>. Wolverine to bohater, który jest <em>bohaterem utworu</em>, a nie bohaterem-herosem, przez co &#8211; o ironio! &#8211; jest o wiele bardziej lubiany. Kto lubi napuszonych superherosów, którzy niby mają być idolami, jednak wychodzą na sieroty takie jak Scott <em>Cyklop</em> Summers czy inny Spider-Man. Wolverine jest łajdakiem, jest pół człowiekiem, pół zwierzęciem. Próbuje się go pokazać raz tak, raz tak, więc sami musimy zadecydować jak mamy na niego patrzyć. <em>Geneza</em> pokazuje nam go inaczej niż poprzednie (następne?) części, ale wciąż go lubimy.</p>
<p style="text-align: justify;">Plusy? Niewątpliwie jest ich cała masa. Począwszy od samego Rosomaka (ach, ten znienawidzony przez doktora Coxa Hugh Jackman), poprzez genialnie pokazaną postać Gambita (jak mi go brakowało w poprzednich częściach), aż do Strykera. Warto wspomnieć o drużynie mutantów, procesie adamentyzacji, Broni X, agenta Zero. Jednak są i minusy, wiadomo. Po pierwsze, nie podobał mi się Deadpool, był wciśnięty na siłę. <em>Zmartwychwstanie</em> dziewczyny Logana też było nie na miejscu. No i trzeba powiedzieć o łysej pa&#8230; o Xavierze, który się pojawił chyba tylko po to, by zareklamować <em>Star Treka</em>. No cóż, nie ma filmów bez minusów.</p>
<p style="text-align: justify;">Ogólnie film dostaje 7/10, byłoby więcej, gdyby ktoś zajął się na poważnie muzyką. Jednakże polecam każdemu, a szczególnie fanom science-fiction, świata Marvela, a także samych X-Menów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/05/07/geneza-rosomaka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Popiełuszko. Wolność jest wśród nas</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/04/06/popieluszko-wolnosc-jest-wsrod-nas/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/04/06/popieluszko-wolnosc-jest-wsrod-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Apr 2009 13:27:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=96</guid>
		<description><![CDATA[Czasami człowiek ma taki etap w swoim życiu, że nie chce mu się nic robić, wszystko traci dla niego sens, nie widzi przyszłości w swoim życiu; przestaje się wtedy uczyć, spotykać z przyjaciółmi, pisać bloga&#8230; Na szczęście mnie to nie dotyczy, a działalność pisarską zarzuciłem na pewien czas z braku chęci. Ale wszystko kiedyś wraca, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Czasami człowiek ma taki etap w swoim życiu, że nie chce mu się nic robić, wszystko traci dla niego sens, nie widzi przyszłości w swoim życiu; przestaje się wtedy uczyć, spotykać z przyjaciółmi, pisać bloga&#8230; Na szczęście mnie to nie dotyczy, a działalność pisarską zarzuciłem na pewien czas z braku chęci. Ale wszystko kiedyś wraca, więc macie niepowtarzalną okazję do poczytania moich wywodów kolejny raz. O czym to ja miałem pisać? Ano tak, o najnowszym polskim dziele, filmie <em>Popiełuszko. Wolność jest wśród nas</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">Zacznijmy od początku. Mianowicie polskie produkcje jakoś mi nie podchodzą, szczególnie te z ostatnich lat. Uwielbiam stare polskie komedie, a także kilka nowszych, ale nic innego nasi rodacy nie umieją zrobić porządnie. Teraz powstają żałosne filmy <em>komediowe</em>, które są wulgarniejsze od niejednego dresa albo filmy papieskie lub patriotyczne. Ja rozumiem, że Polska jest krajem chrześcijańskim, w którym dominuje teokracja, a przynajmniej kościelna oligarchia, ale nie przesadzajmy. No kurcze, przecież powstają, jak grzyby po deszczu, obrazy opiewające papieża albo bohaterskich żołnierzy polskich. Te drugie to jeszcze mogę obejrzeć, ale ile można oglądać biografię Jana Pawła II przedstawioną na milion różnych sposobów? Poza tym polskie produkcje wyglądają po prostu marnie. Weźmy na przykład <em>Katyń</em> Wajdy: niby niezły film, jednak nie ma <em>tego czegoś</em>, a konkretnie historii żołnierzy skazanych na śmierć. Zamiast mówić o dzielnych bojownikach o wolność, p. Wajda pokazuje nam dramaty matek, żon i kochanek żołnierzy, co dla mnie &#8211; przeciętnego widza &#8211; tylko zwiększa nudę. Ale to nie o tym miałem&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Popiełuszko. Wolność jest wśród nas</em> to oczywiście produkcja o świętej pamięci księdzu Jerzym Popiełuszce, który został zamordowany przed funkcjonariuszy SB. Historia świetna, bo i ukazuje sukinsynowatość PRL-u, jak i strajki w Stoczni, a także przedstawia <em>bohatera narodowego</em>, czyli ks. Popiełuszkę. Żeby potem nie było, to wielki człowiek, który nie bał się przeciwstawić reżymowi i cenię go za to, ale nie popadajmy w paranoję: czy o każdym księdzu, który wychylił się za czasów Polski Ludowej należy kręcić film? I to taki kiepski? Dzisiejszy sens utwierdził mnie, że filmy papieskie i pochodne mogą być dobre, ale nie robione przez Polaków. <em>Sorry, Winnetou</em>, ale taka jest prawda. <em>Popiełuszko&#8230;</em> był za długi, zbyt mało treściwy &#8211; to po pierwsze. Rozpoczęto milion wątków, których nigdy nie dokończono. Bezsensownie wstawiano urywki filmowe sprzed dwudziesty lat, które pokazywały pogrzeb kard. Wyszyńskiego czy zamach na Jana Pawła II? No kurde, co to ma wspólnego z ks. Jerzym? Tylko jedna scena utknęła mi w pamięci i spodobała się. Mianowicie pacyfikacja Stoczni. Z tego to byłby film! Oczywiście produkcji obcokrajowej, żeby wszystkiego nie spieprzyć przez pryzmat patriotyzmu czy innych wartości.</p>
<p style="text-align: justify;">Więc dlaczego poszliśmy ze szkołą na taki właśnie film? <em>Aby szerzyć wartości patriotyczne</em>. Wolałbym pójść na film o generale Sikorskim, który kiedyś-tam ma być wyswietlany, niż oglądać kolejną historię księdza&#8230; Księdza, który był wielkim człowiekiem, jednak polski film go przerysował na Jamesa Bonda, Supermana i Hana Solo w jednym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/04/06/popieluszko-wolnosc-jest-wsrod-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nikt nie przejdzie, czyli Zdrajca Matta Stovera</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/01/12/nikt-nie-przejdzie-czyli-zdrajca-matta-stovera/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/01/12/nikt-nie-przejdzie-czyli-zdrajca-matta-stovera/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 15:09:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Matthew W. Stover]]></category>
		<category><![CDATA[Moc]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=90</guid>
		<description><![CDATA[- Czujesz się pusty, Czujesz się sam. Samotny. Prawie przerażony, ale też silny, prawda? - Skąd&#8230;? - Znam nazwę tego uczucia. To wolność. - Też mi wolność. - A jak miałbyś się czuć? Jesteś wolny, Jacenie Solo. To samotność, to pustka, to przerażenie. Ale i siła. (str. 115) Wczoraj dobrałem się do Zdrajcy, bodajże z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>- Czujesz się pusty, Czujesz się sam. Samotny. Prawie przerażony, ale też silny, prawda?<br />
- Skąd&#8230;?<br />
- Znam nazwę tego uczucia. To wolność.<br />
- Też mi wolność.<br />
- A jak miałbyś się czuć? Jesteś wolny, Jacenie Solo. To samotność, to pustka, to przerażenie. Ale i siła.</em> <sup>(str. 115)</sup></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj dobrałem się do <em>Zdrajcy</em>, bodajże z dwudziesty raz. Ale zaraz, jakiego zdrajcy? <em>Zdrajca</em> to powieść Matthew Woodring Stovera, będąca trzynastym tomem cyklu <em>Nowa era Jedi</em>, stanowiącej część książkowej serii <em>Gwiezdne wojny</em>. Zaraz spytacie się jak można czytać jedną książkę dwadzieścia razy? Ano, można, szczególnie, gdy jest to książka trudna, a <em>Zdrajca</em> niewątpliwie takim dziełem jest. Ponadto, przy każdym czytaniu można ujrzeć coś nowego, co przeoczyło, zlekceważyło czy też nie zrozumiało podczas ostatniej lektury. Trzynasty tom? Czyli nie ma sensu czytać bez poprzednich? Niekoniecznie, gdyż fabuła kręci się tylko wokół jednej osoby, a raczej jej przemyśleń, więc poprzednie części nie są do końca potrzebne. Ale co w tej jednej książce jest takiego fascynującego?</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Zdrajca</em> jest po prostu inny. Taki&#8230; Stoverowy. Co odróżnia tę książkę od setki innych? Fabuła nie koncentruje się na epickich walkach, chwalebnych śmierciach czy historycznych romansach, lecz na osobie Jacena Solo, który, porwany przez tajemniczą Vergere, staje się zupełnie nowym człowiekiem. Nie, żeby nie było ów walk czy śmierci, bo książka zawiera i takie fragmenty, jednak Jacen jest najważniejszą postacią i wokół niego wszystko się kręci. Nie czytałeś i nie chcesz sobie zepsuć zabawy? Zjedź do akapitu poniżej, gdy dalej znajdują się spoilery.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;">Podczas misji, której celem było zlikwidowanie królowej voxynów, a podczas której zginął Anakin Solo, Jacen trafia do yuuzhańskiej niewoli. Jest tam torturowany nie tylko przez pozagalaktycznych najeźdźców poprzez Objęcia Cierpienia, ale także przez tajemniczą Vergere, ni Jedi, ni Sitha, która pozbawia go więzi z Mocą. Jacen zaczyna rozumieć ból i fakt, iż cierpienie i gniew mogą uczynić go silniejszym. To na pewno jeden z motywów, które później popchną go na Ciemną Stronę, aż w końcu stanie się Darthem Caedusem. Bądź co bądź, Jacen poznaje yuuzhańską faunę i florę, aż w końcu dostaje się na Yuuzhan&#8217;tar, <em>ojczysty </em>świat Yuuzhan Vongów. Tsavong Lah zaparcie wierzy, iż to młody Solo jest wcieleniem boga, a Vergere podsyca w nim tę ideę. Wreszcie chłopak <em>przyjmuje</em> Światło Drogi Prawdy i udaje marionetkę Yuuzhan Vongów. Po poświęceniu Gannera, Jacen ucieka z Yuuzhan&#8217;tara wraz z Vergere, by pomóc tworzącemu się Sojuszowi Galaktycznemu&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify;">Tak, mam świadomość, że to bardzo lakoniczne streszczenie, ale <em>Zdrajcy</em> nie da się skrócić. To trzeba przeczytać, jest to lektura obowiązkowa dla fanów <em>Gwiezdnych wojen</em>, ale nie tylko. Po książce naprawdę polubiłem Jacena; zawsze był lalusiem, taką ciotą. Tutaj wydoroślał, stał się facetem z jajami, w końcu został moim ulubionym bohaterem z EU. Więc na czym polega niesamowitość <em>Zdrajcy</em>? Na wszystkim. Na przemianie Jacena. Na mądrościach i herezjach Vergere. Na obronie Studni Mózgu Świata. Na przybliżeniu yuuzhańskiego stylu życia. I w końcu na wewnętrznych przemyśleniach. <em>Wszystko co ci mówię, jest kłamstwem</em>. Jeżeli naprawdę myśleliście, że to był mój tekst, to grubo się myliliście. Często używam cytatów z <em>Gwiezdnych wojen</em>, a wy nawet nie macie o tym zielonego pojęcia. W każdy razie, polecam <em>Zdrajcę</em> każdemu; naprawdę warto.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>- Ale żyjesz. I tylko to się liczy. Znalazłem cię. Po tak długim czasie. To najważniejsze. Żyjesz.<br />
- Nie.<br />
- Ależ tak, to najważniejsze. Nie masz pojęcia, co to znaczy dla Nowej Republiki, że żyjesz! Co to będzie znaczyło dla Jainy&#8230;<br />
- Ale ja nie żyję.</em><em> (&#8230;)</em><br />
<em>- Jesteś marwty?<br />
- Właśnie. I ty też. </em><sup>(str. 194)</sup></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/01/12/nikt-nie-przejdzie-czyli-zdrajca-matta-stovera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Harry Potter i Insygnia Śmierci</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/01/03/harry-potter-i-insygnia-smierci/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/01/03/harry-potter-i-insygnia-smierci/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jan 2009 08:46:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[homofobia]]></category>
		<category><![CDATA[J. K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=82</guid>
		<description><![CDATA[Przedwczoraj obejrzałem na TVNie filmową adaptacje książki Joanne Rowling Harry Potter i więzień Azkabanu. Z kolei, wczoraj rano obejrzałem trailer najnowszej produkcji, Harry Potter i książę półkrwi i coś mnie tknęło, aby znów wrócić do lektury. Spojrzałem na półkę, pomiędzy powieściami Tolkiena i cyklem Dziedzictwo, stoi sześć książek. Gdzie siódma? Ano, pożyczyłem kiedyś Cioci i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Przedwczoraj obejrzałem na TVNie filmową adaptacje książki Joanne Rowling <em>Harry Potter i więzień Azkabanu</em>. Z kolei, wczoraj rano obejrzałem <a href="http://harrypotter.warnerbros.com/harrypotterandthehalf-bloodprince/" target="_blank">trailer</a> najnowszej produkcji, <em>Harry Potter i książę półkrwi</em> i coś mnie tknęło, aby znów wrócić do lektury. Spojrzałem na półkę, pomiędzy powieściami Tolkiena i cyklem <em>Dziedzictwo</em>, stoi sześć książek. Gdzie siódma? Ano, pożyczyłem kiedyś Cioci i nie miałem jak jej przeczytać. Uwziąłem się jednak akurat na ostatni tom, <em>Harry Potter i Insygnia Śmierci</em>, więc napisałem szybko na Gadu-Gadu do Kuzynki, która pożyczyła mi hardcoverową wersję książki. Zacząłem czytać równo o 19:11.</p>
<p style="text-align: justify;">Skończyłem o 0:29.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatni raz siódmą część cyklu czytałem w dniu jej premiery, więc nikogo nie powinien zdziwić fakt, że zapomniałem co niektóre wątki poboczne, więc musiał sobie to wszystko odświeżyć. Czytałem pół nocy i uznałem, że p. Rowling napisała powieść genialną. Gdy teraz zestawimy ze sobą <em>Harry&#8217;ego Pottera i kamień filozoficzny</em> oraz <em>Harry&#8217;ego Pottera i Insygnia Śmierci</em>, zobaczymy jak w ciągu siedmiu książek można rozwinąć postać. Potter wydoroślał, stał się mężczyzną, postacią, którą nawet polubiłem. Nigdy nie wybaczę autorce zabicia mojej ulubionej postaci cyklu, Syriusza Blacka, jednak po <em>Zakonie Feniksa</em>, wreszcie przekonałem się co do samego Pottera. Jednak to nie Potter, Syriusz czy inna postać zachwyciła mnie w <em>Insygniach Śmierci</em>. Był to retcony. Czym jest retcon?</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Retcon</em> (ang. <em>retroactive continuity</em> &#8211; &#8222;wsteczna ciągłość&#8221;) &#8211; stworzenie dodatkowego, często fabularnego wyjaśnienia, które prowadzi do pogodzenia wydawałoby się sprzecznych tekstów. Retcon to zazwyczaj synteza informacji z kilku źródeł poszerzona o nowe elementy. <sup>(<a href="http://www.ossus.pl/biblioteka/Retcon#Konflikty_w_kanonie" target="_blank">źródło</a>)</sup></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">W <em>Gwiezdnych wojnach</em> jest masa takich nawiązań. Najbardziej znany jest fakt, iż Vader był ojcem Luke&#8217;a, choć Obi-Wan zarzekał się, że Anakin nie żyje. <em>Prawda zależy od punktu widzenia</em>. Jest mnóstwo takich rzeczy, głównie pomniejszych, jak nazwa Imperialne Centrum = Coruscant, albo fakt, iż Kaleeshowie występowali w komiksach Marvela. A gdzie w <em>Insygniach Śmierci</em> pojawiają się te retcony? Wszędzie. Aha, tutaj małe ostrzeżenie przed spoilerami, choć nie wierzę, by ktokolwiek nie przeczytał jeszcze tej książki.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszymi i zarazem najważniejszymi retconami są oczywiście tytułowe Insygnia Śmierci, czyli Czarna Różdżka, Kamień Wskrzeszenia oraz Peleryna Niewidka. Ale co to? Przecież zarówno Peleryna Niewidka, jak i Czarna Różdżka pojawiły się w pierwszym tomie cyklu, jako peleryna Jamesa Pottera oraz różdżka Albusa Dumbledore&#8217;a. Kamień Wskrzeszenia to również nic innego jak pierścień Marvolo, który jest zobaczyliśmy w <em>Ksieciu Półkrwi</em>. Uwielbiam takie nawiązania, gdy przez wszystkie książki pojawiają się, czasami tylko wspominane, aż w końcu okazują się najważniejszymi przedmiotami, potężniejszymi nawet od horkruksów lorda Voldemorta.  Zresztą praktycznie nikt nie wiedział o ich istnieniu, rzecz jasna oprócz Dumbledore&#8217;a, Grindelwalda oraz szalonego Ksenia Lovegooda. Rowling na pewno wszystkich zaskoczyła, bo nikt nie mógł pomyśleć o tym, że te trzy przedmioty, które pełniły funkcje drugo- i trzecioplanowe, przydadzą się do pokonania Czarnego Pana. Kolejnym przykładem jest medalion Slytherina, który pojawił się w <em>Zakonie Feniksa</em>, a dokładniej był wyrzucany podczas sprzątania domu Blacków. Ciekawi mnie tylko jedna rzecz: czy Rowling już od dawna planowała taki zabieg, czy tylko przejrzała stare skrypty, aby znaleźć ciekawe przedmioty?</p>
<p style="text-align: justify;">A skoro już wspominałem Dumbledore&#8217;a i Grindelwalda, znalazłem bardzo ciekawą informację. Mianowicie, pani Rowling po premierze <em>Insygniów Śmierci</em> udzieliła wywiadu klasy C-Canon (tak, to już moje oznaczenie), gdzie odpowiedziała na kilkanaście pytań dziennikarzy. Takim sposobem wiemy, na przykład, jak nazywa się żona Dracona Malfoya. Ale nie chciałem o tym mówić. Autorka powiedziała, że Albus Dumbledore był homoseksualistą i kochał się w przyjacielu z dzieciństwa, Gellercie Grindelwaldzie. I teraz stawiam wam pytanie: jeśli szanowaliście i lubiliście postać dyrektora Hogwartu, czy dalej go lubicie, mimo, iż jest gejem? Tak, to taki test na waszą homofobię.</p>
<p style="text-align: justify;">Tym miłym i optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis i zachęcam każdego do przeczytania (ponownie) całej książki, patrząc na wszystkie smaczki, które ukryła między wierszami p. Rowling. Niech Moc będzie z Wami wszystkimi.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: left;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/01/03/harry-potter-i-insygnia-smierci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
