<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dziennik pokładowy Aquenrala</title>
	<atom:link href="http://aquenral.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://aquenral.net</link>
	<description>Autor: Krzysztof Rewak, pseudonim Aquenral.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jul 2010 07:30:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Endor 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 18:47:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3263</guid>
		<description><![CDATA[Pilchowicki Endor jest wydarzeniem z tradycjami. Organizowany od ośmiu lat, jest jedyną w swoim rodzaju formą spotkania fanów Gwiezdnych wojen, gdzie nie ma oficjalnego programu, nikt nie przygotowuje żadnych prelekcji, a jedynym celem jest integracja ludzi z całego fandomu&#8230; na wielu płaszczyznach. Głównym organizatorem jest Banita, który co roku udostępnia swoją działkę w Pilchowicach, by [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Pilchowicki Endor jest wydarzeniem z tradycjami. Organizowany od ośmiu lat, jest jedyną w swoim rodzaju formą spotkania fanów <em>Gwiezdnych wojen</em>, gdzie nie ma oficjalnego programu, nikt nie przygotowuje żadnych prelekcji, a jedynym celem jest integracja ludzi z całego fandomu&#8230; na wielu płaszczyznach. Głównym organizatorem jest Banita, który co roku udostępnia swoją działkę w Pilchowicach, by fani mogli rozpalić ognisko, napić się piwa i innych trunków oraz oddać swobodnym dyskusjom na miliard różnych tematów, począwszy od filmów pokroju <em>Zębów</em> i <em>Ludzkiej stonogi</em>, a skończywszy na czynnościach fizjologicznych Tremayne&#8217;a.</p>
<p align="justify">Endor 2010, ósma już edycja, był moim debiutem na tej powszechnie szanowanej imprezie. Wcześniej nie miałem nigdy chęci się tam wybrać, chociażby z racji mojej abstynencji alkoholowej, ale w tym roku wreszcie się przekonałem, że warto jechać nawet pół Polski, by spotkać się z tak wspaniałymi i wartościowymi osobami. I co? I nie żałuję, a wręcz jestem zachwycony formułą spotkania, zgromadzonymi ludźmi i całym przedsięwzięciem, ale może zacznę od początku? O godzinie 11:13 dnia dwudziestego czwartego lipca bieżącego roku wyruszyłem z mojej rodzinnej Legnicy z półpełnym plecakiem, kurtką przeciwdeszczową w ręku i biletem do Gliwic w portfelu, by za dwie godziny spotkać się z (już podaruję sobie wypisywanie imion, bo znów wszyscy będziecie płakać, że nie wiecie o kim mówię) Ravem, Appo i Urthoną z Wrocławia oraz Amadeuszem i Minim z Wielkopolski. Jeżeli wierzyć PKP, przed szesnastą pokonałem dwieście siedemnaście klików w jakże niedocenianych polskich pociągach, płacąc za bilet w jedną stronę niecałe dwadzieścia złotych, co zasługuje na wielkie uznanie, szczególnie biorąc pod uwagę stosunek długości jazdy do ceny do komfortu.</p>
<p align="justify">Pod gliwickim dworcem czekali już na nas Jaya, Guf i Girdun, a po chwili pojawił się <em>Mand&#8217;alor</em> Immo, któremu co rusz wymyślałem nowe przydomki oraz Radek. Gdzieś mignął nam Tremayne, Death i Vissan, jednak szybko zapakowali się niczym burżuazyjni magnaci w Orzeła Siedem, by dotrzeć do Pilchowic na własną rękę; nam pozostał lokalny przewoźnik, notabene cholernie drogi, o czym trzeba z rozgoryczeniem wspomnieć. Przed piątą zero zero dotarliśmy do naszego docelowego miejsca przeznaczenia, czyli działki Banity, gdzie przywitaliśmy się z gospodarzem i ruszyliśmy do pobliskiego sklepu, by zaopatrzyć się z chleb, napoje gazowane, energetyzujące i alkoholowe oraz coś do upieczenia nad słynnym pilchowickim ogniskiem.</p>
<p align="justify">Ósma edycja Endoru była przełomowa pod kilkoma względami, jednak nie mnie jest oceniać te zmiany; akcje z poprzednich ognisk znałem jedynie z opowieści, które urosły do rangi mitów w polskim fandomie, więc nie jestem w stanie obiektywnie podsumować zeszłotygodniowych wydarzeń. Pierwszy raz zabrakło tak zwanej <em>starej gwardii</em>, więc średnia wieku drastycznie się obniżyła, pokazując, że rośnie nowe serce fandomu. Pierwszy raz również postanowiono przełamać monopol ogniska Banity na ostateczne przyrządzanie kiełbasek, gdyż Viciu zabrał ze sobą przenośnego grilla, by móc oddać się przyjemnościom nocnego smażenia przepysznej karkówki, za którą na marginesie muszę podziękować Kubie. Zdaniem uczestników poprzednich edycji, było też o wiele grzeczniej, gdyż nikt nie odpadł, a jedyne osoby, które poszły spać, zrobiły to z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie, jak dotychczas, zmuszone przez tak zwaną Moc w płynie.</p>
<p align="justify">Serdecznie chciałbym w tym miejscy pozdrowić wszystkich uczestników Endoru, gdzie lista obecności wygląda następująco: (alfabetycznie) Amadeusz, Appo, Aquenral, Banita, Bidon, Death, Dev, Girdun, Gunfan, Jaya, Immo, Mini, Radek, Rav, Tremayne, Urthona oraz Vissan. Dodatkowe buziaki należą się ekipie, która nie poszła spać i wytrwała całą tą surrealistyczną noc, gdzie poruszyliśmy wiele bardzo dziwnych tematów, a wiele z nich niekoniecznie nadawałoby się na publikację w takim miejscu. Jestem też pełen podziwu dla ekipy telefonicznej, z którą budziliśmy nasze koleżanki w okolicach od pierwszej do trzeciej w nocy, by przedstawić się jako greccy bogowie, dwunastu apostołów lub inne znane postacie biblijne&#8230; W sumie wypadałoby chyba przeprosić wszystkie dziewczęta za przerwanie snu, więc niniejszym bardzo przepraszam za siebie i swoich kolegów.</p>
<p align="justify">Endor jest wydarzeniem, które każda osoba uważająca się za część fandomu chociaż raz powinna przeżyć. Cieszę się, że miałem okazję lepiej poznać kilka osób (szczególnie miło rozmawiało mi się z Bidonem i Tremaynem), pośpiewać przy ognisku, spróbować bourbona (Mandalorianie wiedzą, co jest dobre!) i nawet jechać tym cholernym pociągiem ze świetną ekipą. Endor 2011? Och, z prawdziwą przyjemnością się znów wybiorę, mając nadzieję, że przedwczorajszy skład się utrzyma, a i dojdzie kilka starych i nowych twarzy. Za takie właśnie rzeczy kocham fandom i jestem dumny, że jestem jego częścią. Z każdą taką imprezą uświadamiam sobie jak wspaniałymi ludźmi są fajni <em>Gwiezdnych wojen</em>&#8230; szczególnie w sytuacjach, które w żaden sposób nie są powiązane z odległą galaktyką. Na koniec jeszcze podziękowania dla Urthony za <a href="http://picasaweb.google.pl/100581043859293786099/PilchowiceEndor2010#" target="_blank">masę wspaniałych zdjęć</a> i do zobaczenia za rok!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mit alkoholu</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Jul 2010 09:22:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3243</guid>
		<description><![CDATA[Krzychu, idziemy na piwo? Jak kilka razy na łamach Dziennika pokładowego wspominałem, a co można było zauważyć w moim zachowaniu na wszelakich imprezach, również tych osiemnastkowych, ale również i na zwykłych wypadach ze znajomymi, alkoholu nawet nie tykałem. Wyjaśniałem to wielu osobom, aczkolwiek uzasadnienie ogranicza się do stwierdzenia, iż jestem upartym człowiekiem, który próbuje sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><em>Krzychu, idziemy na piwo?</em></p>
<p align="justify">Jak kilka razy na łamach <em>Dziennika pokładowego</em> wspominałem, a co można było zauważyć w moim zachowaniu na wszelakich imprezach, również tych osiemnastkowych, ale również i na zwykłych wypadach ze znajomymi, alkoholu nawet nie tykałem. Wyjaśniałem to wielu osobom, aczkolwiek uzasadnienie ogranicza się do stwierdzenia, iż jestem upartym człowiekiem, który próbuje sobie coś udowodnić, gdzie to <em>coś</em> jest metaforycznym przedstawieniem możliwości zwyciężenia z własnymi słabościami. Udało mi się? Udało, gdyż do dnia swoich osiemnastych urodzin nie piłem ani razu, z czego jestem dumny, mimo nieprzychylnych głosów, opinii i złośliwych komentarzy wielu ludzi. Teraz natomiast mogę pić, zarówno legalnie względem prawa, jak i własnego sumienia, ale&#8230; Wciąż nie czuję żadnej potrzeby.</p>
<p align="justify">Pierwszym argumentem może być to, że przez te kilka ostatnich lat, gdzie moi rówieśnicy zawsze bawili się z alkoholem, ja wyrobiłem sobie zdolność do wkręcania się w atmosferę imprezy bez jakichkolwiek używek. I czy to typowa impreza, czy wycieczka szkolna, czy jakiś konwent, przyzwyczaiłem się już do bycia trzeźwym, chociaż nadrabiam to niespaniem całe noce, przez co wyglądam równie tragicznie jak reszta, miewam tymczasowe utraty świadomości (ach, te <em>blekałty</em>!) i kontroli motorycznej, ogólnie można by posądzić mnie rano o syndrom dnia następnego. Na szkolnej wyciecze w Karpaczu moi koledzy z pokoju byli zafascynowani tym, że potrafię wczuć się w klimat bez chociażby łyka wódki, ale, co najdziwniejsze, wcale nie czuję się z tym jakoś gorzej. Ot, funkcjonuję jak wszyscy inni, bawię się tak samo dobrze, nie przeszkadzam innym, a inni nie przeszkadzają mi. Ale argument, że umiem się rozerwać bez alkoholu nie jest dobrą wymówką, by nie pójść gdziekolwiek, prawda?</p>
<p align="justify">A więc może przekona kogoś fakt, że alkohol w ogóle mi nie smakuje. Wódkę piłem raz, symbolicznie z Tatą na osiemnastkę, rum i wino wywołują u mnie dreszcz lekkiego obrzydzenia, a piwo jest najzwyczajniej w świecie niesmaczne. Fakt, moje jedyne doświadczenia z tym ostatnim obejmują wciąż nieznany dla mnie arabski browar, Warkę, Okocimia, Reddsa i Despedarosa, z czego jedynie tego ostatniego mogę pić bez wykrzywienia, ale nie widzę sensu w zmuszaniu się do sączenia jakże przereklamowanego piwa, nawet do towarzystwa. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że większość ludzi twierdzi, iż nie lubi tego smaku, a pije jedynie, bo inni piją, a nie wypada odmówić. Okej, jeszcze tego głupiego Desperadosa rzeczywiście mogę wypić, nawet dla tego abstrakcyjnego pojęcia towarzystwa, ale czy jest to mi jakoś bardzo potrzebne? Nie, nie sądzę.</p>
<p align="justify">A na koniec zostawiłem jeszcze jedną sprawę, która została nagłośniona przez naszego kochanego Fejsbuka, a o której chcę się publicznie wypowiedzieć. Tak, oczywiście, że mi chodzi o założoną przez Kacpra grupę <em><a href="http://www.facebook.com/group.php?gid=128727283835135" target="_blank">Chcemy upojenia alkoholowego Krzysztofa &#8222;Aquenrala&#8221; Rewaka!</a></em>, która zdobyła szerokie grono fanów&#8230; O dziwo, włączając w to nawet osoby, których nie znam. Grupa w założeniu ma być żartobliwa, dzisiaj nawet wrzuciłem zdjęcie, które miałoby świadczyć o moim stanie na osiemnastce Kuby, jednak niestety jest ono niechybnie sfałszowane i zrobione ku uciesze innych. Jakoś nie widzę jakiejś wielkiej potrzeby wprowadzenia się w stan upojenia, po prostu lubię panować nad samym sobą i nie chcę później słuchać o rzeczach, których nie pamiętam. Mam do siebie samego szacunek i wolę się tego konsekwentnie trzymać. Tak, wiem, że zawiodłem kilkanaście, a może i nawet kilkadziesiąt osób, ale w najbliższej przyszłości nie zamierzam dużo pić, przykro mi. <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Księża to&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jul 2010 09:21:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3214</guid>
		<description><![CDATA[&#8230; pedofile. Ileż razy w ciągu roku można usłyszeć opinię, iż każdy ksiądz, nieważne na którym stopniu drabiny hierarchii kościelnej, nieważne z jakim stażem, nieważne z jakimi cechami charakteru, z jaką przeszłości i o jakich poglądach, lubi sobie czasami nagrzeszyć z dziećmi, a najlepiej z ministrantami? Sponsorem dzisiejszej motywacji jest wywiad jaki Olga Jackowska, pseudonim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">&#8230; <strong>pedofile</strong>. Ileż razy w ciągu roku można usłyszeć opinię, iż każdy ksiądz, nieważne na którym stopniu drabiny hierarchii kościelnej, nieważne z jakim stażem, nieważne z jakimi cechami charakteru, z jaką przeszłości i o jakich poglądach, lubi sobie czasami nagrzeszyć z dziećmi, a najlepiej z ministrantami? Sponsorem dzisiejszej motywacji jest wywiad jaki Olga Jackowska, pseudonim artystyczny Kora, udzieliła w zeszłotygodniowej Angorze, gdzie opowiedziała o swoim traumatycznym dzieciństwie, kiedy to księża (zauważcie, że celowo używam rzeczownika w liczbie mnogiej) molestowali ją seksualnie, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Wiadomo, zawsze znajdą się zboczeńcy, którzy będą chcieli wykorzystać dzieci i współczuję kobiecie przeżyć, ale bardzo nie podobało mi się to, co przedstawiała w rozmowie z dziennikarzem.</p>
<p align="justify">Według słów piosenkarki, każdy ksiądz ma ciągoty do młodzieniaszków, a tezę opiera na swoich doświadczeniach. No, powiedzcie mi czy takie stwierdzenie przeszłoby Wam przez gardło bez wyrzutów sumienia i przeświadczenia o kłamstwie? Fakt, jak już wyżej wspomniałem, zdarzają się księża-pedofile, ale czy nie znajdziemy zboczonych nauczycieli, mechaników samochodowych, polityków czy sprzedawców w dziale zabawkowym w supermarkecie? A argumenty, że pedofilia wśród księży jest gorsza, bo dotyka naszych rzekomych autorytetów, są po prostu śmieszne w swoim tragizmie; czy może być gorszy i lepszy pedofil? To jest dobry temat na dłuższy artykuł, ale nie ukrywam, że jestem bardzo konserwatywny jeśli chodzi o takie sprawy, a o karze śmierci chyba się już kiedyś gdzieś wypowiadałem. Pedofilia wśród księży to fakt, ale nie jest to zjawisko powszechne, ot, skrajne przypadki. Niedobrze jest uogólniać, prawda?</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>złodzieje</strong>. Kto nie słyszał krążących wszędzie opinii, że każdy ksiądz jest złodziejem, który trzepie nie wiadomo jakie miliony z coniedzielnej tacy. Okazuje się nagle, że każdy z koloratką kupuje jedynie najdroższe samochody za pieniądze bogobojnych staruszek, robi machlojki podatkowe na skale międzynarodową, a wszystkie środki na kościół przepuszcza na prywatne sprawy. Ech, nie cierpię takich mądrali, co z poważna miną wygłaszają takie tezy i nie mają sobie nic do zarzucenia. Prywatnie chodzę do legnickiego kościoła pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, gdzie proboszcz od kilku lat zbiera na remont świątyni i rzeczywiście widać, że wszystkie pieniądze przeznacza na ten cel.</p>
<p align="justify">No i znów można dywagować jak to jednostki ludzkie różnią się między sobą, jak to są księża dobrzy i księża źli, jak to pieniądz potrafi wpłynąć na człowieka, ale czy będzie to miało jakiś cel? Ostatnio kilku moich znajomych dołączyło do fejsbukowej grupy <em>Opodatkować polski Kościół</em>; zastanawiałem się chwilkę nad kliknięciem magicznego <em>Lubię to!</em>, ale w końcu zrezygnowałem, gdyż co konkretnego mogłoby to dać? Oczywiście, że jestem zniesmaczony całą sytuacją, gdzie ludzie Kościoła mają przedziwne ulgi podatkowe, są zwolnieni z rożnych opłat, sprowadzają samochody z zagranicy bez ceł&#8230; Ale czy mogę jakoś temu zaradzić? No, najwyżej głosując na lewicę w zbliżających się wyborach, o.</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>hipokryci</strong>. To już jest chyba opinia popularniejsza niż obydwie powyższe, bo jakże łatwo nazwać kapłana hipokrytą, widząc dzisiejsze realia? Wystarczy przyrównać sposób ich życia do tego, co nauczał Jezus Chrystus, a co zostało nam przekazane w czterech ewangeliach. Bardzo lubię pytanie zadawane przy okazji otwierania nowych świątyń: <em>Czy Jezus chciałby mieszkać w takim pałacu</em>? Myślę, że nie podobałaby mu się wizja zamieszkania w Watykanie, który jest manifestacją bogactwa Kościoła i jego wywyższania się nad zwykłych ludzi. Gdzie tutaj jakaś równość, o której było tak głośno w Biblii? Jezus sam wychodził do ludzi, rozmawiał z tłumem, spotykał się z nimi i nauczał, podczas gdy papież zamyka się w swoich komnatach, odcinając się od świata, by raz na jakiś czas wyjrzeć przez balkon i pobłogosławić swoje owieczki.</p>
<p align="justify">Hipokryzja i zakłamanie szerzą się we wszystkich kościelnych instytucjach, bo ludzie zapomnieli o swojej misji. Zdarza się jakaś perełka, która stara się żyć nie tylko według Biblii, ale również według własnego sumienia, ale takowi kryją się po malutkich parafiach lub zamykają się w klasztorach, a żadni władzy, awansu i pozycji kapłani wspinają się coraz wyżyj i wyżej, depcząc wszystkie ideały. W którym momencie coś poszło źle, że wszystko skręciło w zły zakręt na którymś rozdrożu? Gdybyśmy się nad tym głębiej zastanowili, doszlibyśmy do średniowiecza, a może i wcześniej, aż w końcu powiedzielibyśmy sobie, że to i tak nieuniknione, gdyż zawsze się tak działo z tego typu instytucjami. <em>Wszystko to zdarzyło się wcześniej i zdarzy się znowu</em>. Ale, mimo wszystko, abstrahując od wszystkich skrajnych przypadków, od medialnej nagonki, od wyszukiwania na siłę wad, mogę powiedzieć, że księża to po prostu&#8230;</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>zwykli ludzie</strong>. Człowiek to człowiek, bez względu na to jaką funkcję piastuje. Wszyscy mamy jakieś wady, wszyscy czemuś ulegamy, wszyscy mamy słabości i nikogo nie powinno to zaskakiwać. Ksiądz to też człowiek, tak samo jak nauczyciel czy pracownik fizyczny, ale społeczeństwo wymaga od niego czegoś więcej, gdyż utarło się, iż ma być niezachwianym autorytetem, osobą, do której zawsze można się zwrócić o pomoc, kimś, kto może być ideałem. Taki człowiek musi nie tylko spełniać swoje powinności wobec Boga, ale nagle się okazuje, że musi być rodzicem, nauczycielem, psychologiem i cholera wie kim jeszcze. Może i powinien być, kto wie? Ale to są zwykli ludzie, żadne nadistoty, więc mogą się złamać tak samo jak i my. Stereotypy lubią się jednak żywić skrajnościami, by potem wyrabiać wizję w głupim społeczeństwie. Nie twierdzę, że każdy ksiądz jest czysty jak łza, że jest dobry, prawy, wspaniały i idealny, ale nie powiem też, że wszyscy są zakłamanymi hipokrytami, złodziejami, pedofilami i sztanami. Prawda leży zawsze gdzieś pośrodku, tylko tego środka nikt jeszcze niestety nigdy nie znalazł.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powróciwszy z Egiptu</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/10/powrot/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/10/powrot/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Jul 2010 08:36:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3189</guid>
		<description><![CDATA[Patrzcie, jednak żyję. Wczorajszego wieczoru wróciłem z tygodniowego pobytu z rodziną w kraju faraonów, a dokładniej w Makadi Bay koło Hurghady w gorącym Egipcie. Tak się złożyło, że w trakcie owych wczasów, stałem się człowiekiem pełnoletnim według prawa polskiego, co oznacza, że przekroczyłem magiczną dla wieku granicę osiemnastu lat. Żeby było jeszcze śmieszniej, dokładnie w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Patrzcie, jednak żyję. Wczorajszego wieczoru wróciłem z tygodniowego pobytu z rodziną w kraju faraonów, a dokładniej w Makadi Bay koło Hurghady w gorącym Egipcie. Tak się złożyło, że w trakcie owych wczasów, stałem się człowiekiem pełnoletnim według prawa polskiego, co oznacza, że przekroczyłem magiczną dla wieku granicę osiemnastu lat. Żeby było jeszcze śmieszniej, dokładnie w ten sam dzień odbyła się druga tura wyborów prezydenckich, w których chciałem wziąć udział, co uniemożliwiła mi katastrofa samolotu pod Smoleńskiem, która zaowocowała przedterminowym głosowaniem, co z kolei nie pozwoliło mi skreślić kratki przy odpowiednim nazwisku w pierwszej turze. Ale może zacznijmy od początku, okej? Od razu też zaznaczę, że nie poruszę dzisiaj żadnego konkretnego tematu, a wpis będzie natury sentymentalnej.</p>
<p align="justify">Egipt jest&#8230; gorący. To zdecydowanie pierwsze wrażenie, które zapada w pamięć, bo temperatury osiągają wysokości, które nie działają dobrze na człowieka, noce są tragiczne, a woda w morzu jest aż surrealistyczna ze swoimi trzydziestoma pięcioma stopniami. Pierwszy raz byłem poza Europą i pierwszy raz byłem w tak ogromnym ośrodku wypoczynkowym, więc muszę o tym napisać kilka słów. Egipt to kraj będący sumą dwóch całkowicie odmiennych światów: krainy turystycznej oraz Egiptu właściwego. Gdy ta pierwsza zajmuje jedynie kilka procent powierzchni kraju, obejmując głównie wybrzeże oraz duże miasta i jest przystosowana do wizyt gości z cywilizowanego świata, to druga część jest po prostu przerażająca. O biedzie w krajach afrykańskich słyszał każdy, ale zobaczyć to na własne oczy&#8230; Wszędobylski brud, śmieci każdego rodzaju leżące na drogach, bose dzieci biegające między zniszczonymi domami oraz żołnierze stojący co kilkaset metrów z karabinami w ręku tworzą zdecydowanie nieprzyjemną mieszankę, która raczej nie zachęca do odwiedzin w kraju faraonów. Fakt, Teby były fantastyczne, te wszystkie świątynie i grobowce robiły piorunujące wrażenie i na pewno warto chociaż raz tam pojechać, by to wszystko zobaczyć, ale ogólne wrażenie z <em>niecywilizowanej</em> części kraju jest straszne.</p>
<p align="justify">Okej, mamy dzień czwartego lipca, Amerykanie świętują rocznicę odzyskania niepodległości, a Krzysztof osiąga pełnoletność. Czy jest jakaś różnica między ostatnim dniem jako siedemnastolatek a pierwszymi godzinami człowieka dorosłego? Nie. Bardzo zaskoczył i ucieszył mnie fakt, że obsługa hotelowa zostawiła w moim pokoju tort urodzinowy z kartką z życzeniami opierając się na dacie urodzenia pobranej z paszportu &#8211; bardzo miły gest, który z pewnością zapamiętam. A, właśnie, wypadałoby też wspomnieć o początkach mojej przygody z alkoholem, bo chyba sobie nie wyobrażaliście, że do końca życia pozostanę abstynentem, hę? Arabskie piwo nieznanej mi marki miało tylko jedną zaletę, mianowicie było zimne, a tak to mnie nie zachwyciło, rum był zdecydowanie za mocny, wina będę musiał jeszcze popróbować w innych wariantach, bo wytrawne mi jakoś nie przypadło do gustu, jedynie wódka z pepsi wypita z Tatą była w porządku. Żeby nie było, nie piłem sam, bo towarzyszył mi Amadeusz, którego jakimś cudem spotkałem te tysiące kilometrów od domu.</p>
<p align="justify">No i na koniec wybory prezydenckie. Tak się złożyło, że przez przypadek dowiedziałem się, że w Hurghadzie będzie możliwość oddania głosu, więc tuż przed wyjazdem pognałem do Urzędu Miasta, by wyrobić sobie odpowiedni papier zezwalający na głosowanie. Nie żebym był jakimś wielkim zwolennikiem Bronisława Komorowskiego, przy którym ostatecznie postawiłem krzyżyk, ale kierowałem się subiektywną oceną mniejszego zła, gdyż mój kandydat nie przeszedł do drugiej tury, a rządy Kaczyńskiego mieliśmy przez ostatnie pięć lat, więc nie było innej możliwości. Co mnie zaskoczyło? Kolejka do lokalu wyborczego (umiejscowionego w lokalnym spa prowadzonym przez dwie Polki) z minuty na minutę robiła się coraz dłuższa, aż do tego stopnia, że ja z Rodzicami staliśmy prawie pięćdziesiąt minut, a niektórym szykowało się przynajmniej dwugodzinne oczekiwanie. Jak się czuje? Ano, cieszę się, że spełniłem swój obywatelski obowiązek i to jeszcze w dniu osiemnastych urodzin poza granicami kraju &#8211; takie coś z pewnością będzie się długo pamiętać.</p>
<p align="justify">Ot, taka bezsensowna notka czasami się przydaje, bo można się wygadać w miejscu publicznym, mając nadzieję, że ktoś to kiedyś przeczyta. Na sam koniec chciałem podziękować wszystkim duszyczkom, które pamiętały o moich urodzinach i złożyły mi życzenia próbując się dodzwonić, pisząc esemesy, zostawiając wiadomości na Gadu-Gadu i życząc tak naprawdę wszystkiego na forum. Gdyby wszystko się spełniło, byłbym naprawdę wniebowzięty. Zatem już kończę i zaczynam dokładnie planować całe wakacje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/10/powrot/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pokolenie MMO</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/01/mmo/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/01/mmo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Jul 2010 10:52:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci Neostrady]]></category>
		<category><![CDATA[gry]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[World of Warcraft]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3183</guid>
		<description><![CDATA[Komputer służy mi głównie do bliżej niesprecyzowanej pracy związanej z zagadnieniami dotyczącymi tworzenia stron internetowych, do utrzymywania kontaktu z wieloma osobami, które mieszkają nawet po kilkaset klików ode mnie, przez co odpadają konwencjonalne spotkania, a także do dzielenia się swoimi czasem bezsensownymi przemyśleniami na przeróżnych forach i na łamach Dziennika pokładowego. Internet mam od jakichś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Komputer służy mi głównie do bliżej niesprecyzowanej pracy związanej z zagadnieniami dotyczącymi tworzenia stron internetowych, do utrzymywania kontaktu z wieloma osobami, które mieszkają nawet po kilkaset klików ode mnie, przez co odpadają konwencjonalne spotkania, a także do dzielenia się swoimi czasem bezsensownymi przemyśleniami na przeróżnych forach i na łamach <em>Dziennika pokładowego</em>. Internet mam od jakichś dobrych siedmiu lat, więc już dawno zainteresowałem się innymi aspektami niż gry komputerowe, nad którymi będę dzisiaj dywagował. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że przez ostatnie kilka lat nie tknąłem żadnej gry poza wesołą siekaniną mieczem świetlnym z <em>Jedi Academy</em> z kolegami, <em><a href="http://games.adultswim.com/robot-unicorn-attack-twitchy-online-game.html" target="_blank">Robot Unicorn Attack</a></em>, przy którym mogę się odstresować podczas przerzucaniu plików między bazami danych, ewentualnie kilkuminutową grą na Playstation 2 mojego brata w którąś z rozgrywek na dwie osoby. Nie wiem dlaczego, ale taki rodzaj rozrywki w ogóle mnie nie ciągnie. Po prostu.</p>
<p align="justify">Wynika to być może z faktu, że uważam bieganie z wirtualnym mieczem i zbieranie złotych, lewitujących i obracających się wokół własnej osi monet za marnotrawstwo czasu w czystej postaci. To samo się tyczy zdobywania kolejnych poziomów zaawansowania (<em>wbijania leveli</em>), wypełniania zadań (<em>questów</em>) czy poddawania się innym, bliżej dla mnie niezrozumiałym wydarzeniom. No dobra, ale trzeba tutaj się jakoś rozgraniczyć, bo wrzucam wszystko do jednego worka, co nigdy nie wychodzi na plus. Dla spokoju ducha, podzielę gry, o których zamierzam mówić na trzy rodzaje: gry dla jednego gracza, gry z trybem multiplayer oraz MMO. Podczas, gdy do pierwszych nie mam żadnych zastrzeżeń, chociaż bardzo szybko mogą człowieka znudzić, drugie są całkiem fajnym sposobem na spędzanie wolnego czasu, gdzie można pohasać z grupką kolegów i postrzelać do siebie bez żadnych konsekwencji, to ememo jakoś nie potrafię zdzierżyć. I to nie wiem ile czasu bym się do nich przekonywał albo próbował zaakceptować, po prostu nie mogę się przezwyciężyć.</p>
<p align="justify">Wikipedia ma całkiem porządny artykuł o brzydko brzmiącym tytule <em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/MMO" target="_blank">Massively multiplayer online game</a></em>, gdzie wyróżnione zostają różne typy rozgrywki podzielone według różnych klasyfikacji. Przeglądam sobie to wszystko i nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, dlaczego jest to taki internetowy fenomen? Jaki sposobem <em>World of Warcraft</em> potrafiło oczarować, ilu, jedenaście milionów graczy? Jak to jest, że kolejne miliony grają w jakieś przeglądarkowe oGame, Zielone Królestwo czy inne cholerne BiteFighty? I na dodatek jeszcze za to płacą! Okej, rozumiem, że można sobie pograć od czasu do czasu, ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy jak wygląda prawdziwa gra w typowe MMO: trzeba jej poświęcić mnóstwo wolnego czasu, który można by spożytkować w inny, bardziej produktywny lub konstruktywny sposób. Wcale nie neguję idei gier MMO, bo co złego mogłoby być w interakcji z innymi ludźmi z całego świata poprzez wirtualną rzeczywistość? Problemem jest jednak to, że całe rzesze ludzi zatracają się w Azeroth lub innym wyimaginowanym świecie, tracąc nierzadko kontakt z rzeczywistością, zaniechując swoje prawdziwe życie na rzecz zdobywania magicznych amuletów czy innego bezwartościowego śmiecia.</p>
<p align="justify">Ach, już słyszę głos Kacpra wyzywający mnie od hipokrytów, bo przecież nigdy nie grałem w żadne MMO, więc nie powinienem się wypowiadać. Szkopuł polega na tym, że jednak nie mówię niczego złego o samych grach, a raczej o ich wpływie na ludzi. Czy nie chciałbym pograć? Nie, dzięki, naprawdę mnie jakoś nie ciągnie, a ostatnio próbuję nieco ograniczyć czas spędzany przy komputerze, więc jakiekolwiek MMO odpada w moim przypadku. W środowiskach fanowskich od jakiegoś czasu wszyscy przeżywają coraz to nowsze trailery najnowszej produkcji BioWare&#8217;u, czyli <em>The Old Republic</em>, którego akcja będzie osadzona w starożytnych czasach galaktyki <em>Gwiezdnych wojen</em>. Wszyscy ze zdziwieniem reagują na moje odpowiedzi, iż nie interesuje mnie to w ogóle i nie zamierzam grać. <em>Ale to przecież Star Warsy!</em> &#8211; można usłyszeć, ale przecież <em>Star Wars: Galaxies</em> nie było niczym innym niż tOR, a nawet nie zagrałem w darmową wersję demonstracyjną. Już abstrahuję od tego, że nie lubię tego okresu historycznego jakim są czasy trzy i pół tysiąca lat przed bitwą o Yavin&#8230; Po prostu nie chce mi się grać.</p>
<p align="justify">Jest natomiast jeszcze jedna rzecz, rzecz która mnie przeraża w samym sobie, rzecz która może być interpretowana przez niektórych, że mogę być jeszcze w jakiejś części normalny. W bliżej nieokreślonej przyszłości na rynku gier MMO ma pojawić się tytuł <em>Battlestar Galactica Online</em>, który jakimś dziwnym sposobem mnie poruszył; któż nie chciałby wylecieć Viperem klasy drugiej z hangarów <em>Galactici</em>, by zniszczyć parę cylońskich raiderów? Nie wiem dlaczego, ale być może to będzie pierwsze MMO, w które zagram. Ot, by sprawdzić i ewentualnie mieć podstawy do  dalszego narzekania na cały gatunek. Zatem <em>do zobaczenia po drugiej stronie</em> i nie dajcie się zwariować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/01/mmo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dni Fantastyki 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Jun 2010 09:29:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[konwenty]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3156</guid>
		<description><![CDATA[Mój ostatni tydzień wyglądał zdecydowanie dziwnie, gdyż od wtorku do piątku spędzałem czas w szpitalu na kardiologii (spokojnie, nic mi nie jest), do niedzieli nie spałem nawet jednej minuty, bawiąc się na wrocławskich Dniach Fantastyki, by w końcu odespać te pięćdziesiąt sześć godzin na nogach szesnastogodzinnym snem. Jak minął konwent? Dni Fantastyki 2010, bo o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Mój ostatni tydzień wyglądał zdecydowanie dziwnie, gdyż od wtorku do piątku spędzałem czas w szpitalu na kardiologii (spokojnie, nic mi nie jest), do niedzieli nie spałem nawet jednej minuty, bawiąc się na wrocławskich Dniach Fantastyki, by w końcu odespać te pięćdziesiąt sześć godzin na nogach szesnastogodzinnym snem. Jak minął konwent? <strong>Dni Fantastyki 2010</strong>, bo o nich będzie mowa przez cały ten sentymentalny wpis, odbyły się w dniach 25-27 czerwca bieżącego roku we wrocławskim CK Zamek w Leśnicy; oprócz tradycyjnych bloków programowych, w tym również gwiezdnowojennego, pojawił się blok fantastyczno-naukowy, który był głównym celem mojej wizyty ze strony prelekcyjnej&#8230; Aczkolwiek, tak naprawdę, najważniejszym priorytetem było samo spotkanie się z tymi wszystkimi ludźmi z całej Polski, by spędzić razem te kilka dni w niesamowitej atmosferze, za co czas gorąco podziękować.</p>
<p align="justify">Na samym początku chciałem gorąco podziękować <strong><abbr title="Ludwik, Loodwik tudzież Chlodwig">Mateuszowi</abbr></strong>, z którym się widzę niestety dopiero trzeci raz w życiu, a z którym rozmawiam prawie codziennie. Mimo tego, iż nie spełniłeś obietnicy przyjścia po mnie na dworzec, wciąż pozostajesz moim fandomowym bratem i chcę żebyśmy spotykali się jak najczęściej&#8230; A nawet jeszcze częściej! Konkurs wiedzowy o <em>Zagubionych</em> był przedni, mimo niektórych dziwnych pytań i nieuznawania naszych odpowiedzi (od kiedy pilot helikoptera jest profesją naukową?) był świetnie spędzoną godziną, która zaowocowała zacnymi nagrodami (ach, ten piąty sezon na dvd) i na miejscu chciałem też znowu pogratulować wszystkim współzawodnikom oraz Hani z Wojtkiem, z którymi zajęliśmy trzecie miejsce. A skoro jesteśmy przy tym, podziękowania imienne lecą również do <strong><abbr title="Moof albo Grzybal">Patryka</abbr></strong>, który był drugą osobą odpowiedzialną za konkurs, a który wytrzymywał ze mną tyle czasu bez narzekania. No i przyszedł po mnie na dworzec, więc wielki plus dla całego Otwocka!</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Amadeusz albo Misza">Amadeuszowi</abbr></strong> już kiedyś powiedziałem, że ożeniłbym się z nim, gdyby któreś z nas było kobietą i wciąż się trzymam tego stwierdzenia&#8230; No, chyba, że któremuś z nas wpadnie do głowy idiotyczny pomysł operacji, co raczej by mnie nieco odrzuciło&#8230; Uhm&#8230; Nieważne, zapomnijmy o tym. Bardzo było mi miło poznać Miszę, wielkie dzięki za ten cały spędzony razem czas, wspólne posiłki i wszystko inne, czego nie jestem w stanie wymienić, bo zabraknie mi miejsca w bazie danych na taką ilość informacji. Do zobaczenia za tydzień, kochany! <strong><abbr title="Mini">Tymkowi</abbr></strong> też się oczywiście należy wielki, heteroseksualny buziak, bo również mnie gorąco przywitał na dworcu zwalającym z nóg uściskiem i karteczką <em>Nie masz nuk, lol</em>, a później dotrzymywał towarzystwa przez cały, długi, pięćdzisięciosześciogodzinny Dzień Fantastyki. Panowie, dzięki Wam Wielkopolska staje się jednym z moich ulubionych województw i chcę się w końcu wybrać na jakieś Wasze spotkanie!</p>
<p align="center"><img src="http://img696.imageshack.us/img696/8803/76524649.jpg"></p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Hernán 'Sky' Cortés">Michał</abbr></strong> stał się bohaterem konwentu, więc chciałem złożyć hołd Hernánowi Cortésowi, trzykrotnemu wszechwładcy Chile, Urugwaju, Ekwadoru, Paragwaju, Argentyny i Peru, mając nadzieję na ponowne go spotkanie w przyszłości. Szkoda, że nie udało Ci się trafić na mój konkurs wiedzowy o <em>Battlestarze</em>, bo miałbyś szansę go wygrać, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo być może zwyciężysz w nim na następnym konwencie! Skaj zasłużył sobie jeszcze na dodatkowe podziękowanie i gorącego całusa za odwiedzenie mnie w szpitalu, kiedy to poprowadziliśmy naprawdę przyjemną rozmową na nerdowskie tematy. Ojciec Cortésa, <strong><abbr title="Ray Solar albo Pan Literka">Marcin</abbr></strong>, przybył z Mroźnej Północy i jestem nadzwyczaj usatysfakcjonowany zawarciem tej jakże ekscytującej znajomości z tak barwną osobą jaką jest polski odpowiednik doktora House&#8217;a. Żal wyciska z fok ostatnie łzy, że nie mogliśmy sobie zrobić wspólnego zdjęcia (zarówno chwalebnego Kantyna Teamu, jak i zespołu diagnostycznego), ale nadrobimy to w przyszłości, obiecuję.</p>
<p align="justify">Pierwszy raz dziękuję publicznie moim legniczanom, gdyż zawsze robiłem to na naszym prywatnym forum, jednak czas przełamać tę dziwną formę, więc <strong><abbr title="Mr. Hania">Łukasz</abbr></strong> zaczyna nową tradycję. Bezsenność we Wrocławiu najwyraźniej nie jest tylko moim problemem, ale nawet ja nigdy nie miałem <em>blackouta</em> w łazience. Okazało się, że chłopak jest wybitnym nauczyciele pokory, kiedy to zbił litrową butelkę wódki truskawkowej innych legniczan, za co Wojtek chciał go wyrzucić z naszego fanklubu. Nie rozumiem do teraz ja można było zapomnieć imienia Daniela Graystone&#8217;a, ale jestem pewnie podziwu względem wygłoszonej przez Hanię prelekcji. Fizyka kwantowa jakoś mnie trochę rozbudziła w niedzielny poranek, profesjonalne wykonanie zachwyciło (od dzisiaj sam będę robił takie prezentacje!), więc jestem w stanie powiedzieć, że była to najlepsza prelekcja na jakiej byłem, o! No i bardzo przyjemnie było się tę plazmę krawkowo-gluonową, nie powiem, że nie. <strong><abbr title="Azzedar">Wojtkowi</abbr></strong>, który siedział ze mną zdecydowaną większość konwentu, również gorąco dziękuję, a moim marzeniem jest by więcej takich ludzi jeździło z Legnicy na konwenty. Pełny profesjonalizm i zdrowe podejście, oto czego potrzebuje każdy fan!</p>
<p align="justify">Bardzo było miło mi w końcu poznać <strong><abbr title="Kaysh">Paulinę</abbr></strong>, która według kantynowego drzewa genealogicznego jest moją córką. Cóż, być może to patologia, że widzimy się dopiero pierwszy raz w życiu, chociaż bardziej chore mogłoby się wydawać to, że jest ode mnie jedynie dwa lata młodsza, ale niczemu to nie przeszkadza. Cholernie się cieszę, że wyruszyłaś w świat, by spotykać się z resztą fandomu i fajnie się wśród nas zaaklimatyzowałaś, do zobaczenia na wakacjach! A skoro jesteśmy przy rodzinie, trzeba wspomnieć o <strong><abbr title="Girdun">Michale</abbr></strong>, któy jest adoptowanym bratem mojego szwagra po nieżyjącej już żonie. Jak będziesz studiował we Wrocławiu, pewnie będziemy się spotykać częściej, ale podziwiam Cię za to, że po konwencie miałeś jeszcze czas na koncert. Ja już bym dawno umarł.</p>
<p align="center"><img src="http://img709.imageshack.us/img709/4104/29763613.jpg"></p>
<p align="justify">Artykuł zaczyna się niepokojąco wydłużać, a ja w głowie jedynie skreślam nazwiska tych, którym jeszcze muszę napisać parę zdań. Na pewno muszę wspomnieć o <strong><abbr title="Bolek">Szymonie</abbr></strong>, który znalazł niesamowity bodziec do stanu błogości jakim było smyranie mojej klatki piersiowej. Świetnie było Cię znowu, spotkać i mam nadzieję, że niedługo znów się jakoś zobaczymy, stary. Przykro mi, że nie wziąłem tego <em>Battlestara</em> i przeproś ode mnie Sylwię, ale to wina polskiej służby zdrowia, o! Kto tu jeszcze był niesamowity? Ach, jakże mogłem zapomnieć o parze, bez której to wszystko byłoby niemożliwe? <strong><abbr title="Taraissu">Iza</abbr></strong> i <strong><abbr title="Wedge">Karol</abbr></strong> umożliwiają nam spotkanie się, dobrą zabawę i świetne spędzenie czasu, gdyż czuwają nad organizacją i trzymają to wszystko w garści; nie wyobrażam sobie konwentu bez Was i nie chcę nawet na takowym kiedykolwiek być.</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Radek">Radkowi</abbr></strong> (któremu nie chciało się wymyślać nicka) i <strong><abbr title="Immo">Wojtkowi</abbr></strong> (<em>Mand&#8217;alorowi</em>, któremu nie okazuję szacunku, krzycząc <em>Cześć, Wojtku!</em>) podziękuję razem, wybaczcie, ale jakoś jesteście połączeni na stale w mojej podświadomości. Żałuję, że nie mogłem się zjawić na Waszym konkursie, gratuluję pierwszego miejsca, które robi z Was osoby mające największą wiedzę o <em>Gwiezdnych wojnach</em> w Polsce i chcę, żebyśmy spotykali się jak najczęściej, bo to wstyd, że średnio wypada nam jedno spotkanie na pół roku. Zostańmy na chwilę jeszcze przy Śląsku, bym mógł podziękować <strong><abbr title="Tremayne">Tomkowi</abbr></strong>, z którym niby już się poznałem na zeszłorocznych DeeFach, ale nigdy nie mieliśmy okazji lepiej się poznać poza Kantyną. Obściskiwanie na powitanie gęsto owłosionego olbrzyma z maczugą nigdy nie było jakoś moim priorytetem życiowym, tak samo jak rysowanie serduszek na jego plecach i obserwowanie jak hasa po szkolnych korytarzach w samej bieliźnie, ale poznanie tak ciekawej osoby, która trzyma się swego zdania do końca i nikogo nie udaje, by zdobyć znajomych jest wystarczającą rekompensatą za ekscentryczne zachowania.</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Padme">Kasiu</abbr></strong> i <strong><abbr title="Sev">Miśku</abbr></strong>, cieszę się, że chociaż z Wami widuję się stosunkowo często, jednak każde kolejne spotkanie jest dla mnie balsamem dla duszy, hihi. Tak się składa, że cholernie Was lubię i smucę się nad tym, że Kasia mieszka ponad dwieście klików stąd&#8230; Chociaż, z drugiej strony, daje jej to rzadsze okazje nazywania mnie zdrobniałymi nazwami owoców i narzekaniem, że się nie ogoliłem. A na poważnie, wielki buziak jeszcze się należy za wizytę w szpitalu (dwukrotną!) i perspektywę przyszłych spotkań. Następni w kolejce do publicznego podziękowania będą <strong><abbr title="Rav">Bartek</abbr></strong> z <strong><abbr title="Appo">Kubą</abbr></strong>, którzy są również podstawą dobrego konwentu, a także <strong><abbr title="Malak">Maciek</abbr></strong>, <strong><abbr title="Urthona">Aleksander</abbr></strong> i reszta wrocławskiego fanklubu.</p>
<p align="justify">Wybaczcie mi już za zbiorowe podziękowania, ale przeraża mnie ilość tekstu powyżej. Tak więc, buziaki do Legnicy, skąd przyjechali (oprócz powyższych) <strong><abbr title="Dziki">Daniel</abbr></strong>, <strong><abbr title="KAcpeross lub Moonwalker">Kacper</abbr></strong>, <strong><abbr title="Fixer">Tomek</abbr></strong> i <strong><abbr title="Wszelak">Wojtek</abbr></strong>. Nie mogę pominąć Wałbrzycha, który wysłał jedynie dwuosobową ekipę, jednak udało mi się miło pogadać z <strong><abbr title="Aresz">Arkiem</abbr></strong>; Częstochowa również nie popisała się wielką delegacją, ale jestem zaszczycony, gdyż mogłem spotkać się z <strong><abbr title="Indy Jones albo Shermi">Dawidem</abbr></strong>. Super było zobaczyć wszystkich ze Śląska (<strong><abbr title="Akasha">Daria</abbr></strong>, <strong><abbr title="Dev">Mikołaj</abbr></strong>, <strong><abbr title="Yuri">Dawid</abbr></strong>, <strong><abbr title="Jaya">Marzena</abbr></strong> z <strong><abbr title="Guf">Pawłem</abbr></strong> oraz wszyscy inni) ze szczególnym wyróżnieniem dla <strong><abbr title="Bidon">Bartka</abbr></strong>, który użył swoich magicznych zdolności, aby moja wuwuzela zniknęła na prawie cały czas trwania konwentu oraz dla <strong><abbr title="Ri">Samuela</abbr></strong>, z którym się nie pożegnałem, bo jestem zwykłym huncwotem. Wielkopolska też była niczego sobie, więc po buziaku dla <strong><abbr title="Heavy Metal Mando">Jana</abbr></strong>, <strong><abbr title="Nestor">Łukasza</abbr></strong>, <strong><abbr title="Strider">Mateusza</abbr></strong> i całej reszty wesołej ekipy, gdzie muszę wyszczególnić <strong><abbr title="Burzol">Bartka</abbr></strong>, który odwalił kawał dobrej roboty, relacjonując cały konwent na żywo przez <a href="http://twitter.com/BastionStarWars" target="_blank">Twittera</a>. Kraków też ładnie dopisał i ślę gorące pozdrowienia dla <strong><abbr title="Marc">Marcina</abbr></strong>, mając nadzieję, że wkrótce do Was wpadnę. Nie mogę oczywiście zapomnieć o <strong><abbr title="Nyka">Pawle</abbr></strong>, <strong><abbr title="Yeleń">Adamie</abbr></strong>, <strong><abbr title="Kika">Marcie</abbr></strong> z <strong><abbr title="Halcyon tudzież Noyclah">Radkiem</abbr></strong> i każdej jednej duszyczce, które przewinęły się przez leśnicki Zamek, a o których zapomniałem tutaj wspomnieć. </p>
<p align="center"><img src="http://img571.imageshack.us/img571/4049/28689489.jpg"></p>
<p align="justify">Uff, mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony, jeśli nie pojawił się na powyższej liście, ale pamięć ludzka jest zwyczajnie zawodna i mogłem najnormalniej w świecie o kim zapomnieć, jednak nie myślcie, że nie lubię Was i nie będę dziękował za wspólnie spędzony czas. Przykro mi, że nie wszyscy, którzy mieli jechać, przyjechali, tyczy się to szczególnie delegacji legnickiej, szkoda mi też tych, którzy z góry zapowiadali, że się nie pojawią (Kraków, Goleniów), a wielki buziak należy się dla wyżej wymienionego Raya, który pojawił się mimo wcześniej rezygnacji na forum Bastionu. Poza tym wspaniałą robotę odwalił Urthona, fotografując wszystkich przez całe trzy dni, zapisując tym samym wszystko w historii, którą raczej nie będziemy dzielili się z naszymi dziećmi.</p>
<p align="justify">Konwenty zaliczam do dni, które są jednymi z najlepszych w moim życiu. Na ten wynik składa się wiele czynników, a są to prelekcje, budowa programu, organizacja, baza noclegowa i jej wyposażenie, ale na pierwszym miejscu stawiam ludzi, którzy są podstawą każdego konwentu i dla którym jedzie się czasami taki kawał drogi, by tylko się spotkać i pośmiać we wspólnym towarzystwie. Zwykła osoba spotkana na ulicy nie zrozumie więzi jaka łączy wszystkich przez te trzy dni, być może nas wyśmieje, możliwe, że popuka się jedynie w czoło, ale z pewnością nie pomyśli, że to może by wspaniałe. Jesteśmy przecież tylko bandą fanatyków, a na dodatek widzimy się maksymalnie dwa razy w roku, więc jak mogą wyglądać relacje między takimi ludźmi? Przecież to chore, głupie i dziecinne&#8230; Całe szczęście, że oprócz takich osób są jeszcze świetni ludzie, którzy jeżdżą na konwenty, a gdyby fani byliby szerzej rozwiniętą grupą społeczną, tworzyliby najlepszą z najlepszych.</p>
<p align="justify">Żeby to zrozumieć, wystarczy zjawić się w takim miejscu i poczuć magię konwentu. Zawiążą się znajomości, które być może dotrwają do końca żywota, ktoś być może spotka swoją przyszłą ukochaną, a kto inny podbije Chile &#8211; gdzie indziej można tego doświadczyć? Widzę na przykładzie swoich znajomych i rodziny, że <em>zwykli ludzie</em> tego po prostu nie rozumieją, ale także nie chcą rozumieć (no, poza paroma wyjątkami) używając tak zwanego argumentu kobiecego brzmiącego <em>bo tak</em>! Warto pojechać na konwent, przyszłoroczne Dni Fantastyki, StarForce, Pyrkon czy cokolwiek innego, chociażby dla spojrzenia na to z innej perspektywy. Ja kiedyś postanowiłem spróbować i uważam, że była to świetna decyzja, która kilka rzeczy w moim życiu i we mnie zmieniła. Na lepsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego wolimy Facebooka?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/20/facebook/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/20/facebook/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 16:19:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[technologie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci Neostrady]]></category>
		<category><![CDATA[informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[portale społecznościowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3103</guid>
		<description><![CDATA[Zdążyliście już pewnie zauważyć, że od tygodnia Dziennik pokładowy ma swoją stronę na popularnym serwisie społecznościowym jakim jest Facebook, gdzie każdy może zostać fanem moich wywodów. Wystarczy kliknąć znaczek Lubię to! i dołączyć do innych czytelników, co, nie ukrywam, sprawia mi nieopisaną radość i daje satysfakcję, że jednak ktoś mnie czyta. Na sytuację dzisiejszą, jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Zdążyliście już pewnie zauważyć, że od tygodnia <em>Dziennik pokładowy</em> ma swoją <a href="http://www.facebook.com/Aquenral.Net" target="_blank">stronę</a> na popularnym serwisie społecznościowym jakim jest Facebook, gdzie każdy może zostać <em>fanem</em> moich wywodów. Wystarczy kliknąć znaczek <em>Lubię to!</em> i dołączyć do innych czytelników, co, nie ukrywam, sprawia mi nieopisaną radość i daje satysfakcję, że jednak ktoś mnie czyta. Na sytuację dzisiejszą, jest już czterdziestu <em>fanów</em>, liczba ta wciąż rośnie, a ja gorąco zachęcam do klikania. Dlaczego w ogóle postanowiłem stworzyć taką możliwość? Oczywiście, że dla reklamy, szczególnie, że Facebook ostatnio przeżywa swój złoty wiek jeśli chodzi o internautów z Polski i powoli, lecz sukcesywnie wypiera jakże popularną niedawno w nadwiślańskim kraju naszą-klasę.</p>
<p align="justify">Polak to istota dziwna, szczególnie jeśli chodzi o dziwne poczucie patriotyzmu w sferze internetowej. Weźmy na przykład komunikatory: gdy jeszcze Skype się jakoś przyjął, praktycznie nikt nie używa MSN czy Yahoo, a polskie Gadu-Gadu jest najpopularniejszą siecią. To samo tyczy się chociażby serwisów aukcyjnych, gdzie Allegro zniszczyło doszczętnie konkurencję jaką mógłby stanowić globalny eBay albo platform mikrobloggingowych, gdzie Blip już dawno pokonał Twittera. Do tej pory identyczna sytuacja miała miejsce z serwisami społecznościowymi, gdyż miliony Polaków zachwycało się rodzimym projektem naszej-klasy, ignorując światowego potentata jakim jest Facebook. Przed rejestracją konta na naszej-klasie długo się wzbraniałem, znając ze słyszenia wewnętrzne funkcjonowanie portalu, ale tak się złożyło, że na Facebooku konto założyłem z przyjemnością.</p>
<p align="justify">Jakież było moje zdziwienie, gdy mogłem znaleźć jedynie pięciu znajomych, podczas, gdy na naszej-klasie dostawałem zaproszenia co krok. <em>Ot, Polak nie przyzwyczajony do zagranicznych wojaży</em>, pomyślałem, po czym wylogowałem się i zapomniałem o całej sprawie. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po roku zacząłem otrzymywać zaproszenia od dziesiątek ludzi, którzy jakby nagle odkryli, że ktoś kiedyś stworzył Facebooka. Zrobił się boom, mnóstwo ludzi przepłynęło z naszej-klasy do zagranicznego tworu, twierdząc, że uciekają od niskiego poziomu merytorycznego, nierealizowania założeń programowych przez portal, ciągłej komercjalizacji i tak zwanych <em>dzieci Neostrady</em>. Okazało się, że nikomu bliżej w Polsce nieznany Facebook nadaje się idealnie do celów migracyjnych&#8230; by stać się w końcu tym samym, co znienawidzona nasza-klasa.</p>
<p align="justify">Na Śledzika narzekał każdy; kogo by nie zapytać, leciały wulgarne epitety i nieprzyzwoite porównania. Tak zwana <em>Tablica</em> na Facebooku pełni identyczną rolę, a nawet potrafi być bardziej irytująca, ale podoba się wszystkim. Jak to jest, że coś, co jest uznane za standard na zachodzie, jest automatycznie lubiane przez nas, podczas gdy wprowadzenie takich samych rozwiązań u nas wiąże się ze społeczną dezaprobatą? Facebooka długo nie używałem, bo nie widziałem żadnej potrzeby, ale ostatnio jakoś się do niego przyzwyczaiłem do tego stopnia, że wchodzę codziennie. Naszej-klasy nigdy nie odwiedzałem regularnie, nigdy nie byłem na bieżąco z klasowym forum, a teraz wchodzę jeszcze rzadziej, właśnie przez Facebooka, na którego wszystko się przeniosło. Bo o ileż fajniej jest zrobić sobie quiz <em>Kim jesteś w Drużynie A</em> albo sprawdzić z kim będziesz się całować według maszyny niż przeglądać tylko zdjęcia znajomych, których nie widziało się kilka(naście) lat? No i jeszcze ten magiczny przycisk <em>Lubię to!</em>, który wyznaczył już nowy trend wyrażania aprobaty w internecie.</p>
<p align="justify">Więc dlaczego wolimy Facebooka? Dlatego, że jest zagraniczny? Jest czymś innym? Jest momentami tak abstrakcyjnie głupi, że zastanawiam się nad kasacją konta? Wystarczyło, że kilku osobom się bardzo spodobał i już zaczęło się rejestrować setki tysięcy Polaków. Maszyna sama się nakręcała, a tego skutki widzimy dzisiaj. Nawet na podkładce w Burger Kingu jest ikonka Facebooka, która zachęca do zostania fanem hamburgerów. Nie ukrywam, mnie Facebook również o wiele bardziej odpowiada niż nasza-klasa, ale nie jestem pewien czy mógłbym to jakoś logicznie uargumentować. Dobrze, że jest jakaś alternatywa, chociaż mam niejasne wrażenie, że wkrótce i to się znudzi, a wtedy Facebook wyląduje w koszu na śmieci, by jego miejsce zajął inny portal robiący furorę wśród polskiej młodzieży. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/20/facebook/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Do broni, kamraci!</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 14:11:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3088</guid>
		<description><![CDATA[No, patrzcie&#8230; Miałem zaplanowany na dziś artykuł przedstawiający realia polskiego fandomu i zachęcający do przyjazdu na konwenty (w szczególności na zbliżające się wielkimi krokami Dni Fantastyki we Wrocławiu; to już 25 czerwca!), ale byłem wczoraj na pełnometrażowej wersji Drużyny A, więc postanowiłem zrobić jejże recenzję. Zauważyłem jednak, że ostatnio recenzowałem książkowego FlashForwarda Sawyera, przez co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">No, patrzcie&#8230; Miałem zaplanowany na dziś artykuł przedstawiający realia polskiego fandomu i zachęcający do przyjazdu na konwenty (w szczególności na zbliżające się wielkimi krokami Dni Fantastyki we Wrocławiu; to już 25 czerwca!), ale byłem wczoraj na pełnometrażowej wersji <em>Drużyny A</em>, więc postanowiłem zrobić jejże recenzję. Zauważyłem jednak, że ostatnio recenzowałem książkowego <em>FlashForwarda</em> Sawyera, przez co byłby przesyt tematyczny, bo ileż można opisywać dzieła kulturalne, a mam równie dobry temat do opisania, więc właśnie go dziś poruszę. Temat, który wypłynął u nas w klasie na którejś z przerw międzylekcyjnych, temat mocno kontrowersyjny, temat, który zmusza do głębszej refleksji i zdrowego uargumentowania. Cóż to? Ano, legalizacja broni w Polsce.</p>
<p align="justify">Wojciech zabłysnął nieuargumentowanym i opozycyjnym w stosunku do reszty klasy stwierdzeniem, iż broń palna winna zostać w Polsce prawnie zalegalizowana. Odnosił się zapewne, niestety nie jestem tego teraz potwierdzić w stu procentach, do amerykańskiego prawa, które jakoś funkcjonuje u naszych przyjaciół zza oceanu, a które pozwala w niektórych stanach na noszenie gnatów przez każdego obywatela. Pacyfistą nie jestem zdecydowanie, ale jakoś nie widzę takiej sytuacji w państwie nad Wisłą&#8230; Cóż, stwierdzenie, że <em>byłoby bezpieczniej</em>, początkowo wywołało u mnie bardziej salwę śmiechu, ale potem, już z dala kpiących uwag ze strony rówieśników, zacząłem się nad tym zastanawiać.</p>
<p align="justify">Do czego doszedłem? Jedyną opcją, jaką przyjmuję do wiadomości jest możliwość posiadania broni na posesji prywatnej do użycia tylko na niej. Przykładowa sytuacja numer jeden wygląda tak: siedzisz sobie spokojnie w domu, oglądasz mecz, jesz odgrzewaną w mikrofalówce pizzę i słyszysz trzask: to jakiś skurwysyn włamuje się do Twojego mieszkania. Jeżeli zabiłbyś go albo chociaż obezwładnił, może on, dzięki polskim realiom, nawet Cię podać do sądu za napaść. Chore? Niestety, tak wygląda rzeczywistość, ileż było takich spraw roztrząsanych w mediach? Wariacja sytuacji numer jeden, gdzie prawo pozwala trzymać broń we własnym domu, a co ważniejsze, pozwala na jej użycie: włam do Twojego mieszkania, strzał w nogę, bandyta jedzie do więzienia, koniec bajki. Jeden z nielicznych przepisów w prawie niektórych stanów w USA to właśnie świętość własności prywatnej. <em>To jest moje i tylko moje, nikt niech nawet nie waży się tego tknąć, bo zabiję</em>. I wszystko w świetle prawa.</p>
<p align="justify">Ale zawsze jest jakieś <em>ale</em>. W tym przypadku tym nielubianym spójnikiem będzie jakże często krytykowana przeze mnie polska mentalność. Nie będę się enty raz rozpisywał, że to wynika z pięćdziesięcioletniego zacofania względem cywilizowanego świata przez zamknięcie żelazną kurtyną albo ma korzenie o ksenofobicznym podłożu, bo to nic nie da; Polak jest jaki jest i koniec. Gdyby broń była ogólnie dostępna, na ulicach działby się rzeczy&#8230; straszne. Będę szczery, nawet teraz boję się przejść wieczorem niektórymi ulicami, a co by było, gdyby każdy potencjalny człowiek przechodzący z naprzeciwka miałby glocka albo innego kolta za paskiem. Albo tacy pseudokibice po meczu? Kije bejsbolowe czy inne łomy by im nie wystarczyły, to pewne, gdyby mieli ciekawsze rozwiązania. </p>
<p align="justify">Nie, legalizacja broni nie była dobrym rozwiązaniem, nie w dzisiejszych realiach. Człowiek, który posiada broń, może zrobić głupi błąd, którego nigdy by nie popełnił, nie mając tejże broni. Błąd, którego nie dałoby się poprawić, bo jego konsekwencje sięgałby granicy życia i śmierci. Błąd, którego można by żałować do końca swojego życia. Nie sądzę, by argumenty, że była to jedynie samoobrona uspokoiły Twoje sumienie, bo, powiedzmy sobie szczerze, byłbyś w stanie pozbawić życia drugiego człowieka? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwie minuty i trzydzieści siedem sekund</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 15:07:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3058</guid>
		<description><![CDATA[Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają niesamowitego, niemożliwego do opisania fenomenu fizycznego, który polega na przesunięciu czasowym świadomości w jedno miejsce w przyszłości. Wszyscy na Ziemi, każdy spośród siedmiu miliardów ludzi, widzi swoją przyszłość przez równe dwie minuty i siedemnaście sekund, by natychmiastowo powrócić do rzeczywistości&#8230; Rzeczywistości, która już nigdy nie będzie taka sama jak przed kilkoma chwilami.</p>
<p align="justify">Jest to fabuła fantastyczno-naukowej powieści Roberta Jamesa Sawyera z 1999 roku, która ukazała się (niestety nie w Polsce) pod tytułem <em>Flashforward</em>, jednak większość czytelników <em>Dziennika pokładowego</em> najprawdopodobniej będzie ją kojarzyła raczej jako główne wydarzenie w najnowszej produkcji ABC pod jakże zmienionym tytule <em>FlashForward</em>. Serial luźno bazuje na książce, ogólnie rzecz biorąc, był całkiem przyjemny w odbiorze, mimo kilku zgrzytów, o których się dzisiaj nie wypowiem, ale skasowano go po pierwszym sezonie z powodu niskiej oglądalności. Nie sądzę, by wielu fanów przeczytało książkę, chociażby z racji braku polskiego wydania i problemów ze sprowadzeniem czegokolwiek zza granicy, a warto, naprawdę warto i zaraz postaram się to udowodnić. </p>
<p align="justify">Śmiem stwierdzić, że oryginalna książka jest tysiąc razy lepsza od jej serialowej adaptacji. By rozwiać wszystkie wątpliwości, kupiłem ją poprzez <a href="http://www.empik.com/flash-forward-sawyer-robert-j,1468095,ksiazka-p" target="_blank">empik.com</a> za niecałe osiemnaście złotych, zresztą i tak nie lubię czytać na ekranie komputera. Czarna okładka może i nie robi wrażenia, szczególnie irytuje biały kwadracik reklamujący serial, ale cóż poradzimy, że jest to nowe wydanie skierowane do potencjalnych nowych czytelników, którzy będą szukali przygód swoich ulubionych bohaterów? I tutaj już pojawia się pierwsza niespodzianka! Mianowicie jedyną postacią łączącą obie formy jest Lloyd Simcoe, który i tak spełnia różne role. Fakt, Theo Procopides jest analogią do Demitriego, możemy też przeczytać o Dimitriosie, który bardziej przypomina agenta Ala niż Dema, ale nie ma żadnego odpowiednika Marka Benforda czy doktora Simona Camposa. Jednak nie tylko to jest inne, gdyż książkowe przesunięcie świadomości zostało opisane już na samym początku powieści z perspektywy jego twórców, więc praktycznie nie istnieje motyw poszukiwania sprawców. Inną sprawą jest różnica w czasie przy przesunięciu świadomości, która wynosi ponad dwadzieścia jeden lat, co zostało skrócone w serialu na potrzeby pchnięcia akcji do przodu.</p>
<p align="justify">Co mi się spodobało? Dokładnie to samo, co w większości prac fantastyczno-naukowych, coś, co po prostu uwielbiam, coś, co jest niezrozumiałe dla każdego, kto nie jest fanem gatunku. Oczywiście, że mówię o tak zwanym <em>technobełkocie</em> (mowie pseudonaukowej), który pojawia się na stronach powieści jeszcze gęściej niż w serialu, a jest jednak nieco bardziej spójny z rzeczywistymi badaniami naukowymi. Dla kogoś, kto amatorsko interesuje się fizyką, wszystkie te nazwy, wszystkie maszyny, wszystkie teorie są po prostu wspaniałe. Któż nie chciałby czytać o CERNie, Zderzaczu Tachinowo-Tardionowym, neutrinach, plazmie kwarkowo-gluonowej czy LHC? Moja wiedza na temat fizyki kwantowej jakoś nikogo nie powali, ale wystarcza do opanowania całego podanego technobelkotu. O czym jeszcze warto wspomnieć? Książka zawiera sporo materiałów paradokumentalnych rozpoczynających poszczególne rozdziały, które opisują wydarzenia na świecie po masowym <em>prolepsis</em>, a także wycinków z Mozaiki, które opisują przyszłość w roku 2030. Spośród wszystkich notatek, najbardziej zaintrygowały mnie te, gdzie papież nawołuje do modlitw&#8230; Papież nazywający się Benedykt XVI, podczas, gdy książka wyszła w 1999 roku. Ciekawe, nieprawdaż?</p>
<table align="left" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="48">
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /><br />
</tr>
</table>
<p align="justify">W tej sekcji znajdują się informacje na temat fabuły, więc czytasz je na własną odpowiedzialność; jeżeli nie chcesz sobie popsuć frajdy z czytania książki, przeskocz do następnego akapitu. <font color="white">Gdy wszyscy ludzie na Ziemi tracą przytomność, naukowcy w CERNie, którzy próbowali wytworzyć w LHC bozon Higgsa, święty Graal fizyków, zdają sobie sprawę, że do tego doprowadzili. Jeden z nich, Theo Procopides, który nie miał żadnej wizji, dostaje wkrótce informację, że zostanie zamordowany, jednak nikt nie chce udzielić mu żadnych szczegółów. Naukowcy postanawiają, ze zgodą ONZ, powtórzyć eksperyment, uprzedzając wcześniej całą ludzkość&#8230; Wszystko odbywa się jak wówczas, jednak żadne przebłyski nie następują; syntezuje się za to bozon Higgsa. Okazuje się, że globalne przesunięcie świadomości jest powiązane z eksplozją supernowej 1987A, która wyrzuciła w przestrzeń kosmiczną ogromną masę neutrin. W 2030 roku następuje kolejne zderzenie w LHC, ludzie tracą przytomność, ale jedynie doktor Simcoe ma wizję&#8230; Wizję, która odbiega miliardy lat w przyszłość, gdy nawet Ziemia przestała istnieć jako planeta w wyniku zderzenia dwóch galaktyk&#8230;</font></p>
<p align="justify"><em>Flashforward</em> nie jest jedynie fantastyczno-naukowym bełkotem, ale także całkiem przyzwoitym thrillerem, co pokazuje jak wszechstronnie uzdolnionym pisarzem jest Robert J. Sawyer. Muszę przyznać, że chyba będę musiał się zainteresować innymi dziełami tego autora, gdyż w moim prywatnym odczuciu pisze nawet lepiej niż zachwalany przez wszystkich i być może trochę przereklamowany Dan Brown, który mimo wszystko umie stworzyć dobrą powieść. Komu się spodoba <em>Flashforward</em>? Każdemu, kto oglądał na bieżąco serial i czuje niedosyt po finałowym odcinku, ale także wszystkim innym miłośnikom fantastyki naukowej na najwyższym poziomie. Każdy inny człowiek nieorientujący się w temacie może zostać przytłoczony mnogością technicznych terminów i bliżej niewyjaśnionych zjawisk fizycznych, niektórym też może przeszkodzić brak polskiej wersji, jednak uważam, że to kawał dobrej literatury. Zatem będzie to całkiem sprawiedliwa <strong>dziewiątka</strong> w dziesięciostopniowej skali, o. Życzę miłej lektury.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uzależniony od informacji</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/11/wiedza/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/11/wiedza/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Jun 2010 15:29:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3045</guid>
		<description><![CDATA[Patrzcie, żyję. Naprawdę żyję. Po pięciodniowym obozie matematycznym, gdzie stosunek liczby godzin snu do liczby godzin robienia zadań wynosił jakieś 1:3, nie każdy mógłby powiedzieć to samo. Wróciłem zdecydowanie zniszczony, mój mózg przypominał rozgotowany makaron, a temperatura dobiła konkretniej, ale ogólnie rzecz biorąc, jestem usatysfakcjonowany i zadowolony. Ba, powtórzyłbym to znowu, szczególnie mając naszą klasę. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Patrzcie, żyję. Naprawdę żyję. Po pięciodniowym obozie matematycznym, gdzie stosunek liczby godzin snu do liczby godzin robienia zadań wynosił jakieś 1:3, nie każdy mógłby powiedzieć to samo. Wróciłem zdecydowanie zniszczony, mój mózg przypominał rozgotowany makaron, a temperatura dobiła konkretniej, ale ogólnie rzecz biorąc, jestem usatysfakcjonowany i zadowolony. Ba, powtórzyłbym to znowu, szczególnie mając naszą klasę. Okej, sytuacja wyjaśniona, wiecie już dlaczego przez tydzień nie pojawiło się nic nowego, więc mogę już przejść do tematu, nad którym zastanawiałem się krótką chwilę w autobusie, słuchając Starego Dobrego Małżeństwa (ach, to <em>Jest już za późno, nie jest za późno</em>!) i odbierając mejle przez telefon. Mianowicie, w Lubiatowie, w którym mieliśmy okazję spędzić pięć dni, za cholerę nie mogłem znaleźć zasięgu operatora komórkowego, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem uzależniony od telefonu.</p>
<p align="justify">Może jest to zbyt przesadzone stwierdzenie, a muszę chyba nakreślić całą sytuację. Ośrodek Haleszka umiejscowiony jest w Lubiatowie w województwie lubuskim nad Jeziorem Sławskim, wszystko jest świetne, na zakwaterowanie nie można narzekać, jedzenie jest dobre, ale jest jeden szkopuł. Cóż to takiego? Mój telefon nie mógł jakoś ogarnąć sygnału operatora komórkowego, przez co większość czasu miałem te nieprzyjemne zero kresek, esemesy mogłem przesyłać jedynie w bliżej nieokreślonych miejscach w całym ośrodku, który w całkowicie losowy sposób zmieniały swoje położenie przestrzenne, a rozmowa była możliwa tylko nad jeziorem. I w taki oto sposób uniemożliwiono mi nie tylko łatwą komunikację ze światem (tja, Mama już mi wypomniała tego jednego, jedynego esemesa), ale, przede wszystkim, dostęp do internetu. Dlatego też ostatnie zdanie poprzedniego akapitu powinno wyglądać następująco: (&#8230;) <em>utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem uzależniony od dostępu do danych</em>.</p>
<p align="justify">Nie lubię być niedoinformowany, o. Wiąże się to z pewnością z moją wewnętrzną potrzebą ogarnięcia wszystkiego, co mnie otacza, tym bliżej niezidentyfikowanym imperatywem zdobywania informacji, które na pierwszy rzut oka są nieprzydatne, ale mogą być istotne. Po prostu nie lubię czegoś nie wiedzieć w momencie, gdy mógłbym. Wynikają z tego moje zainteresowania, gdzie bieżąco śledzę wydarzenia polityczne, interesuję się historią czy też czytam książki, których wypożyczenie przez osobę w moim wieku zaskakuje bibliotekarkę. I właśnie dlatego też codziennie przeglądam portale informacyjne, na które się przerzuciłem po rezygnacji z telewizji, w której i tak oglądam jedynie TVN24. Więc teraz postawcie się w sytuacji, gdzie nie możecie nawet sprawdzić mejla, by zobaczyć, że przyszła już moja paczka do empiku, a nawet wejść na głupiego Twittera. Brr&#8230;</p>
<p align="justify">Żeby było jeszcze śmieszniej, jedynie ja miałem takie problemy, bo Era, Plus czy Play miały pełny zasięg w Lubiatowie, ale jakoś udało mi się przetrwać. Bardziej intryguje mnie to jak długo taki stan rzeczy mógłby trwać i dlaczego tak bardzo mnie to uderza. Teraz nadrabiam bieżące wydarzenia&#8230; O, pozytywnie zaskoczył mnie fakt wybrania Marka Belki na stanowisko prezesa NBP. Niby nic, ale jednak czuję się dobrze, wiedząc o tym fakcie; a nuż się kiedyś przyda? Informacje są podstawą wszystkiego w dzisiejszym świecie, więc nic dziwnego, że staram się gromadzić się ich jak najwięcej, a moja dobra pamięć na to łaskawie pozwala. Za informacje płaci się grube pieniądze, a ich odpowiednie wykorzystanie potrafi wprowadzić wielkie zmiany. Dobrze jest być na bieżąco z współczesnym światem. Naprawdę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/11/wiedza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory tuż-tuż</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Jun 2010 09:44:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3023</guid>
		<description><![CDATA[Wybory nieuchronnie się zbliżają, pogłębiając jedynie moje rozdrażnienie niemożnością oddania w nich głosu, rząd zdecydowanie odmawia wprowadzenia stanu wyjątkowego, który pomógłby powodzianom, ale także odłożyłby termin głosowania, a sieć już huczy od przewidywań wyników. Na jaką stronę bym nie zajrzał, tam inne sondaże, inne wyniki, inne twarze na prowadzeniu; czasem jest to Komorowski, niekiedy Kaczyński, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Wybory nieuchronnie się zbliżają, pogłębiając jedynie moje rozdrażnienie niemożnością oddania w nich głosu, rząd zdecydowanie odmawia wprowadzenia stanu wyjątkowego, który pomógłby powodzianom, ale także odłożyłby termin głosowania, a sieć już huczy od przewidywań wyników. Na jaką stronę bym nie zajrzał, tam inne sondaże, inne wyniki, inne twarze na prowadzeniu; czasem jest to Komorowski, niekiedy Kaczyński, bywa nawet Korwin-Mikke. Mój brat znalazł wczoraj ciekawą stronę z tak zwanym <a href="http://www.test-wyborczy.pl/" target="_blank"><em>testem wyborczym</em></a>, który zadaje nam tendencyjne pytania, po czym generuje listę kandydatów, z którymi nasze przekonania najbardziej się pokrywają. Nie ukrywam, że bardzo mnie to zaintrygowało i nie mogłem przepuścić okazji do potwierdzenia własnych poglądów politycznych. Szczerze mówiąc, rozwiązywanie testu zajęło mi trochę czasu, bo niektóre pytania mnie, mówiąc kolokwialnie, <em>zagięły</em>, ale w końcu wynik wyszedł taki, jaki chciałem.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-content/themes/Caprican/images/right-enabled.gif" width="12"> <strong>Na skróty&#8230;</strong></p>
<p><small><strong>Napieralski: 90.38%</strong><br />
Ziętek 80.77%<br />
Pawlak 76.92%<br />
Lepper 73.08%<br />
Morawiecki 69.23%<br />
Olechowski 65.38%<br />
Kaczyński 63.46%<br />
Komorowski 57.69%<br />
Jurek 57.69%<br />
Korwin-Mikke 38.46%</small></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Dziewiędziesięcioprocentowa zgodność z programem Grzegorza Napieralskiego jakoś mnie nie zaskoczyła, a zaraz przedstawię swoje wszystkie odpowiedzi w teście. Korwin-Mikke i Marek Jurek na samym dole również nie byli dla mnie zaskoczeniem, w przeciwieństwie do Bogusława Ziętka, który jest dla mnie jedną wielką niewiadomą tych wyborów. I to wcale nie dlatego, że ma jakiekolwiek szanse na wygraną, ale z tego powodu, iż nawet nie wiem jak ów kandydat wygląda; istny człowiek-tajemnica. Martwi mnie Lepper na czwartej pozycji, gdzie zgadzam się z trzema czwartymi jego poglądów, nie sądziłem też, że Kaczyński przebije Komorowskiego. Tak, zdaję sobie sprawę, że te tylko kilka pytań, które nijak się mają do ogólnego programu wyborczego, ale coś tu jest nie tak. Musiałbym zrobić jakiś sondaż czy wyniki pokrywają się z przekonaniami ludzi, bo jak na razie, wychodzi pół na pół; sytuacja zgadza się stuprocentowo albo ankieta zaskakuje, dając na pierwszym miejscu Kornela Morawieckiego.</p>
<p align="justify">Spośród dwudziestu sześciu pytań, jedynie trzy nie pokryły mi się z oficjalnym programem Napieralskiego.<em> Pytanie 4: Czy Polska powinna stać się członkiem strefy euro w ciągu najbliższych 5 lat?</em> To jest pytanie kompletnie teoretyczne, na które musiałem odpowiedzieć przecząco, gdyż nie ma fizycznej możliwości, byśmy płacili europejską walutą w przeciągu najbliższych lat. 2017? Może. Ale z pewnością nie 2015. <em>Pytanie 12: Czy polscy żołnierze powinni angażować się w misje za granicą?</em> Tutaj też długo myślałem, ale w końcu zaznaczyłem brak własnego zdania. Gdyby skonkretyzować pytanie, gdyby określić czy są to misje bojowe czy pokojowe, wtedy mógłbym udzielić jakiejś odpowiedzi, ale przeciwko wysyłaniu polskich żołnierzy do walki jestem przeciwny (nie, pacyfistą nie jestem). No i jeszcze końcówka, <em>Pytanie 26: Czy pary homoseksualne powinny mieć prawo adopcji dzieci?</em> Jak to stwierdził Paweł, cytuję, <em>już lepsze mieć dwóch ojców niż gnić w bidulu i wyrosnąć na przestępcę</em>.</p>
<p align="justify">Wybory tuż-tuż, a mnóstwo ludzi nawet nie wie na kogo głosować. Ten test jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli ma się jakieś wątpliwości, ale ja raczej traktuję go jako ciekawostkę internetową, która najwyżej może potwierdzić nasze zdanie. Na wybory trzeba iść i już; kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że im się nie chce albo też <a href="http://manobuso.wordpress.com/2010/05/17/glos-niewazny-w-wyborach-prezydenckich/" target="_blank">celowo unieważniają</a> swoje głosy. I nie ważne już jest na kogo głosujesz, najważniejsze jest to, by robić to zgodnie ze swoimi poglądami. To, że masz przekonania skrajnie prawicowe, liberalne czy też lewicowe, nie znaczy, że się czymś różnisz; co człowiek, to pogląd. Tak trudno jest przejść się 20 czerwca do najbliższej urny, skreślić jedno nazwisko i mieć poczucie spełnionego obywatelskiego obowiązku? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naokoło Wieży</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 19:44:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość własna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3014</guid>
		<description><![CDATA[All Along the Watchtower to zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Postanowiłem oddać hołd Bobowi Dylanowi i napisać krótkie opowiadanie bazujące lekko na jego dziele, mam nadzieję, że nie jest to łamanie prawa. Errata w pierwszym z góry komentarzu, gdyby ktoś nie załapał wszystkiego, a opinie i oceny, jak zwykle, mile widziane. Zatem zapraszam do czytania. *** [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><em>All Along the Watchtower</em> to zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Postanowiłem oddać hołd Bobowi Dylanowi i napisać krótkie opowiadanie bazujące lekko na jego dziele, mam nadzieję, że nie jest to łamanie prawa. Errata w pierwszym z góry komentarzu, gdyby ktoś nie załapał wszystkiego, a opinie i oceny, jak zwykle, mile widziane. Zatem zapraszam do czytania. </p>
<p align="center">***</p>
<p align="center"><strong>NAOKOŁO WIEŻY<br /><small>AUTOR: KRZYSZTOF REWAK</small></strong></p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Musi być stąd jakieś wyjście&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W pogrążonym w nieskończonej ciemności korytarzu unosił się słodki odór świeżej krwi. Tam, gdzie sekundę temu stało trzech mężczyzn pracujących jako specjalistyczna ochrona, w tym momencie leżały jedynie skórzane worki na kości. W jednej chwili przemienili się z kochających mężów, opiekuńczych ojców i troskliwych synów w truchła, które nigdy już nie przemówią, które nigdy nie wrócą do domu, które nigdy nawet nie pomyślą. Ich krew, powoli sącząca się z pojedynczych ran w centralnych punktach czaszek, leniwie zalewała idealnie czyste fugi między białymi kafelkami podłogi korytarza. Nawet jedyny świadek tejże smutnej sceny został unieszkodliwiony, gdy jeden z włamywaczy użył niezidentyfikowanej nowinki technicznej, która usmażyła całą elektronikę w przemysłowej kamerze umiejscowionej pod ścianą. W taki oto sposób spokojny korytarz stał się na dwie sekundy miejscem krwawej łaźni, by w ciągu kolejnej chwili powrócić do normalności.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wraz z końcem pracy kamery, w korytarzu zabrakło jedynego źródła światła, którym była migająca dioda stanu czuwania. Dwaj uzbrojeni mężczyźni, którzy czaili się teraz za sporych rozmiarów pojemnikiem na odpady chemiczne, byli przygotowani na ewentualność pogrążenia się w całkowitej ciemności, więc uprzednio zaopatrzyli się w nowoczesny sprzęt noktowizyjny, którego nie pozazdrościliby nawet agenci specjalnych służb. Wyższy z nich, ubrany w ciemnobrązową skórzaną kurtkę i trzymający glocka dziewiętnastkę w prawej ręce, upewnił się, że wszyscy strażnicy nie żyją, po czym wyłuskał z kieszeni największego kartę identyfikacyjną z unikatowym chipem. Szybki ruch kawałkiem plastiku pod czytnikiem wbudowanym w ścianę zainicjował sekwencję otwierania drzwi, których nie dałoby rady sforsować tradycyjnym sposobem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Oślepiające białe światło wydobywające się z otwartego pomieszczenia zalało miejsce zbrodni. Dopiero teraz można było zobaczyć bijącą w oczy sterylność korytarza, symetrycznie usytuowane panele odkażające i oświetlające, pojemniki oznaczone symbolami zagrożenia biologicznego, chemicznego i radioaktywnego, a także symbole na ścianach mówiące, że jest to wejście do Strefy A-23. Ciała strażników niszczyły tę laboratoryjną czystość, chociaż mogliby wyglądać na śpiących, gdyby nie wszechobecna, otaczająca ich krew.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Po chwili korytarz znów zanurzył się w mroku, ale dwóch mężczyzn zniknęło. Strażnicy nie wypełnili swoich obowiązków, które mogły być jednymi z najważniejszych zadań na całym świecie. Do Wieży przedostało się dwóch morderców, którzy wiedzieli czego chcą i nie zawahali się użyć wszystkich dostępnych metod, by to zdobyć. Trzem mężczyznom leżącym w korytarzu już nic nie zaszkodzi, ale gdyby żyli, przeraziłoby ich to. A sam fakt, że szef się dowie o zaszłym wydarzeniu, mógł wskrzesić trupa, by znów go zabić ze strachu.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wieża przestała być bezpiecznym miejscem.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Jest za dużo zamieszania&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Pilnie strzeżone pomieszczenie laboratoryjne nazwane przez konstruktorów Strefą A Dwadzieścia Trzy, a przez pracujących tu naukowców Otchłanią, było stosunkowo niewielką salą. Z pozoru, wyglądem nie odbiegała od standardowego laboratorium fizycznego, jednak osoba biegła w fizycznych naukach, szczególnie wykształcona w astrofizyce lub fizyce kwantowej, mogła zauważyć niepokojące innowacje.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Takimi osobami było niewątpliwie dwóch mężczyzn, którzy wdarli się do Wieży, pozostawiając za sobą kilkanaście trupów, mając na celu dostanie się do Otchłani. Wyższy, doktor Sam Baldwin, był wykładowcą na bostońskim MIT, a specjalizował się w zagadnieniach związanych z teoriami dotyczącymi neutrin i tachionów. Ze swoimi półdługimi, nieuczesanymi włosami, kilkudniowym zarostem i zawadiackim uśmiechem wyglądał raczej na awanturnika niż na znanego i szanowanego naukowca. Doktor Arthur Wilson zdecydowanie bardziej pasował do stereotypowego wizerunku fizyka, aczkolwiek jego Smith &#038; Wesson w lewej dłoni i wojskowe wyposażenie szpiegowskie nie dawały żadnych złudzeń, że nie przybyli tutaj syntezować kwarków albo badać zachowania trójkolorowych barionów. Zresztą eksperymentowanie nad chromodynamiką kwantową było jedynie ich hobby, a tutaj czekała ich ciężka, choć bardzo ważna praca.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wbrew pozorom, do których niewątpliwie zaliczał się szlak z trupów pozostawiony wskroś całej Wieży, ci dwaj mężczyźni wcale nie byli złymi ludźmi, a śmierć jednostek była nieodzowną częścią planu, który miał na celu uratowanie świata. Ratować świat? Tak, dla Sama i Arthura również zabrzmiało to śmiesznie za pierwszy razem, kiedy umundurowany żołnierz z insygniami generalskimi przedstawił im zaistniałą sytuację. Był to generał Jonathan Cane, straszy człowiek pochodzący najpewniej z Teksasu, który gubił dźwięczność niektórych głosek i miał irytująco szczery uśmiech uwydatniający sztucznie implantowane zęby. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nasz świat stoi na krawędzi zagłady &#8211; mówił wtedy spokojnie, podczas gdy naukowcy zastanawiali się, kto mógłby spłatać im takiego figla. Generał wydawał się być stuprocentowo poważny, a kiedy rozłożył plany budynków i szkice niezwykłych urządzeń, wszystko nabrało innego kontekstu. &#8211; Ktoś, najpewniej grupa byłych radzieckich naukowców, opracowała tę machinę i konstruuję ją na terenie Stanów Zjednoczonych. Jak widzicie, konsekwencje jej uruchomienia mogą być katastrofalne w wymiarze globalnym, a nasi ludzie nie są w stanie nawet myśleć o jej unieszkodliwieniu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;I w taki oto sposób dwóch zwykłych doktorów stało się w jednej chwili wykonawcami zadań specjalnych na zlecenie Rządu Stanów Zjednoczonych. Otchłań była centralnym punktem Wieży, chociaż nikt nie zdawał sobie sprawy z jej istnienia. Prowadzono tutaj ściśle tajne eksperymenty, które mogły doprowadzić w najlepszym wypadku do armagedonu, gdyby tylko coś poszło nie tak. Samo wejście do Wieży nie było żadnym problemem, ale przedostanie się przez setki zabezpieczeń na czterdziestym czwartym piętrze stanowiło nie lada wyzwanie. Teraz, gdy formalności były za nimi, Sam i Arthur rozejrzeli się po sali.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Doktorze Baldwin, doktorze Wilson, witajcie. &#8211; Lufy S&#038;W i glocka skierowały się natychmiast w stronę, z której dochodził zachrypnięty głos. Przy największym ekranie, po którym leniwie przesuwały się rzędy cyfr, siedział starszy mężczyzna, którego można by scharakteryzować w dwóch słowach: <em>szalony naukowiec</em>. Długie, siwe włosy najprawdopodobniej nigdy nawet nie uświadczyły grzebienia, zza grubych szkieł świeciły niemożliwe do opisania oczy, biały fartuch pogłębiał stereotyp naukowca, ale gestykulacja, sposób poruszania się i ogólna prezencja pasowały raczej do niezrównoważonego schizofrenika i genialnego w swoich ograniczeniach sawanta. Dziwnym grymasem powitał niespodziewających się go gości, po czym wyciągnął ręce w geście powitania. &#8211; Witajcie w moich skromnych progach.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Kim jesteś, do cholery? &#8211; krzyknął Baldwin, podchodząc z wyciągniętym przed siebie glockiem dziewiętnastką. Dane wywiadowcze mówiły, że o tej porze Otchłań będzie pusta, a na czterdziestym czwartym piętrze Wieży będą jedynie strażnicy. &#8211; Kim, kurwa, jesteś? &#8211; krzyknął jeszcze głośniej, przystawiając pistolet do twarzy mężczyzny.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Lepiej byłoby, gdybyś zapytał kim ty jesteś, Sam &#8211; odpowiedział spokojnie, patrząc Baldwinowi głęboko w oczy. Wilson okrążył go i spojrzał na ekran, zastanawiając się nad technologią użytą w jego produkcji; jeszcze nigdy nie widział tak skomplikowanej matrycy. &#8211; Arthurze, mógłbyś nie zaglądać w moje prywatne dane?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zanim ktokolwiek zdążyłby cokolwiek zrobić, doktor Wilson leżał na sterylnej posadzce, trzymając się za głowę i wrzeszcząc z bólu. W jednym momencie jego serce przestało bić, a mózg, przeciążony napływającymi zewsząd informacjami, najzwyczajniej w świecie się wyłączył.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Co mu zrobiłeś, skurwielu? &#8211; szepnął z przerażeniem Sam, nie wiedząc czy ma celować w szalonego naukowca czy w Arthura&#8230; <em>W jego zwłoki</em>, poprawił się automatycznie w myślach. <em>To tylko zwłoki.</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wszystkie światła zgasły, a Sam Baldwin stracił poczucie równowagi. Nogi ugięły się pod ciężarem jego własnego ciała, serce zwolniło, mięśnie zwiotczały, a mózg ograniczył swoją pracę do absolutnego minimum. Stało się coś złego, ale naukowiec nie był w stanie powiedzieć co to takiego. Ba, nawet nie mógł o tym spokojnie pomyśleć. Doktor Sam Baldwin tonął w ciemności i nic nie mógł na to poradzić.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Nie mogę znaleźć ukojenia&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Sam&#8230; Sam&#8230; &#8211; niewyraźny głos wzbił się pond górami wyobraźni, z donośnym hukiem przedzierając się przez dzikie równiny imaginacji, by w końcu osiąść w dolinach snu, budząc bezbronnego trzydziestodwuletniego mężczyznę z nienaturalnego stanu balansowania między śpiączką a śmiercią. &#8211; Doktorze Baldwin, nic panu nie jest? &#8211; w pytaniu można było usłyszeć prawdziwą troskę, której natury Sam nie rozumiał. Pochylał się nad nim ten sam szalony naukowiec, który najwyraźniej jakimś sposobem doprowadził do śmierci Arthura. Szybka ocena sytuacji postawiła jeden wniosek: gdyby ten szaleniec chciał mojej śmierci, już dawno bym nie żył; tymczasem próbuje mnie ocucić, co znaczy, że coś nie poszło zgodnie z planem. I rzeczywiście, w błękitnych oczach naukowca widać było istotę przerażenia, wręcz kwintesencję strachu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dlaczego tak bardzo ci na mnie zależy? &#8211; zapytał Sam, kiedy już odzyskał władzę nad ciałem i umysłem, udało mu się wstać i usiąść pod ścianą. Rozmasowywał sobie skroń, starając nie patrzeć w stronę świeżych zwłok, które były kiedyś Arthurem. &#8211; Czy to wszystko jest twoim dziełem?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Żeby odpowiedzieć ci na to pytanie, musiałbym wytłumaczyć problemy związane z dylatacją czasu, sposoby praktycznego wykorzystania mionów, teorie, nad którymi nawet nigdy się nie zastanawiałeś. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Przejdź do rzeczy &#8211; przerwał mu zniecierpliwiony Sam. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie pojmiesz tego &#8211; stwierdził bezbarwnym głosem, jednak jego oczy były pełne smutku. &#8211; Nazywam się Samuel Baldwin i urodziłem się dwudziestego trzeciego września 1969 roku. Za dwadzieścia jeden lat doprowadzę do upadku cywilizacji człowieka poprzez swoje eksperymenty nad akceleratorem tachionowo-mionowym. W ramach odkupienia, chcę powstrzymać samego siebie przed zdobyciem wiedzy, która swój początek zawdzięcza laboratorium Otchłani. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Każde inne stwierdzenie miałoby większy sens. Każdy inny argument bardziej przemówiłby do Sama. Każda inne wytłumaczenie byłoby bardziej racjonalne i łatwiejsze do uwierzenia. Teraz zaczynały do niego dochodzić wszystkie fakty, których nie zauważał albo nie dopuszczał ich do siebie. Ich oczy były w identycznym odcieniu błękitu, w tym samym, który odziedziczył po matce i który zawracał w głowach wielu kobiet. Pod prawym uchem, skrywana do tej pory pod włosami, biegła cienka blizna, której nabawił się podczas bijatyki w barze kilka lat temu.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Everett &#8211; powiedział starszy Sam po chwili ciszy, która ciągnęła się przez eony. &#8211; Everett miał zawsze rację.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Hugh Everett? Jego pseudonaukowa paplanina nigdy nie została udowodniona&#8230;<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Zostanie!<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Sugerujesz, że możesz zmienić przyszłość, zabijając mnie, a tym samym nie zabijając siebie? Alternatywne rzeczywistości to bzdura &#8211; krzyknął Sam z tego świata. &#8211; Co się wydarzyło, wydarzyło się i kropka. Nie zmienisz biegu historii, nawet będąc mną.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- To może lepiej rozbrójmy tę bombę, okej? &#8211; rzucił luźno Samuel pochodzący rzekomo z przyszłości. Wyciągnął rękę do siebie sprzed kilkudziesięciu lat, ale trzydziestodwuletni naukowiec odmówił pomocy we wstawaniu. Konsoleta zaświeciła się na czerwono, gdy zainicjowali start systemów. &#8211; W mojej rzeczywistości to miejsce jest początkiem końca i chociaż zostało zniszczone na krótko przed moim odejściem, na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich ludzi z mojego świata jako symbol apokalipsy.  <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Wieża? &#8211; zapytał Sam, a jego starsza kopia tylko smutno pokiwała głową.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Obie.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie ma się czym ekscytować, Sam.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Równania, które pojawiały się na ekranach były odpowiedziami na wszystkie najważniejsze pytania fizyków z całego świata. To niemożliwe, by jedna osoba sama to wszystko opracowała&#8230; przynajmniej nie w tym czasie. Samuel wyjaśnił, że Otchłań musiała zostać skonstruowana przez ludzi z jego rzeczywistości, którzy chcieli przejąć władzę i tutaj. Przyszłość nie malowała się w różowych barwach, skoro była rządzona przez brutalna i potężną elitą, która zamknęła się w ostatnim mieście, odmawiając resztkom ludzkości jakichkolwiek zdobyczy technologii. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Koniec świata został zapoczątkowany przez eksperyment, mający na celu wytworzenie mionów, które mogłyby egzystować dłużej niż te kilka mikrosekund. W założeniach miało to otworzyć pole do eksploatacji linii czasu, a nawet kilku, jednak pierwszy test akceleratora tachionowo-mionowego zakończył się tragedią. Wytworzone w wyniku nagłych zderzeń miony zmieniły swoje ładunki i orientację, co przełożyło się na wydłużenie ich czasu połowicznego rozpadu, co z kolei uwolniło niesamowitą energię. Eksplozja zmiotła pół kontynentu z mapy świata, a antymiony, które przedostały się do atmosfery wywołały niespotykane do tej pory załamania czasoprzestrzenne w wyniku których relatywna pozycja tamtej Ziemi we wszechświecie uległa zachwianiu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;A w Otchłani najwyraźniej pracowano nad podobnych eksperymentem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Zdalnie odłączymy akcelerator od zasilania i skasujemy wszystkie badania. Udało mi się już wyeliminować wszystkich stojących za tym projektem, ale będziemy musieli też zniszczyć fizycznie maszynę &#8211; stwierdził Samuel.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Gdzie się znajduje?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- W mojej rzeczywistości została zbudowana jako oficjalny projekt Unii Europejskiej zgodnie z wszystkimi procedurami na zachodnim Kaukazie. Aczkolwiek teraz byłoby to niemożliwe ze względów politycznych, więc budowę rozpoczęto w północnej Rwandzie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dlaczego&#8230; &#8211; Sam chciał się zapytać jakim sposobem ich rzeczywistości różnią się tak diametralnie, ale szybko ugryzł się w język. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym lepiej zaczynał rozumieć teorię równoległych wymiarów i skoków między nimi. &#8211; Everett, tak? <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dokładnie&#8230; Gotowe &#8211; rzekł, wyłączając monitor. W tym samym momencie wyciągnął swój pistolet, którego Sam nie potrafiłby zidentyfikować i wycelował w głowę swojej młodszej kopii. &#8211; Przykro mi, Samie, ale jestem zmuszony uratować świat.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Ale Sam był szybszy od Samuela. Glock szybciej się znalazł w jego ręce i szybciej wystrzelił niż futurystyczna broń rodem z <em>Gwiezdnych wojen</em>. Pocisk przebił ciało, kość i utkwił na dobre z mózgu. Ciało Samuela osunęło się i z głuchym łoskotem upadło na podłogę obok ciała Arthura.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie, starcze, nie zniszczę świata &#8211; powiedział do zwłok, po czym schował glocka za paskiem i ruszył w kierunku wyjścia. Spojrzał ostatni raz na ciało swojego przyjaciela, zastanawiając się nad poczuciem humoru ewentualnych omnipotencyjnych bytów. No, ale przeszedł już przez to, a proroctwa Samuela nie były jego przeznaczeniem, więc mógł wyjść z tej przeklętej Wieży i wrócić do swojego życia.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wychodząc z Otchłani, zerknął jeszcze na zegarek. Zbliżała się dziewiąta. <em>Musiałem być nieprzytomny przez cały wieczór</em>, pomyślał. <em>Już późno, wypadałoby się położyć&#8230;</em></p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Naokoło wieży&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Gdzieś w oddali zawyła syrena karetki, ale nikt na nią nie zwrócił uwagi. Wieża oraz jej siostra bliźniaczka stały w centrum Nowego Jorku, a przechodzący pod nimi ludzie nie mieli zielonego pojęcia, co wydarzyło się na czterdziestym czwartym piętrze. Sam Baldwin, cały we krwi, zmęczony, ale usatysfakcjonowany, zjeżdżał właśnie pustą windą osobową na parter, by wreszcie wyjść z tej przeklętej Wieży.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W oddali pojawiły się dwa boeingi 757 niczym dwóch nadciągających jeźdźców. Nikt się ich nie spodziewał, nikt nie wiedział, co zwiastują. W momencie, gdy pierwszy z nich uderzył w wieżę World Trade Center, świat zmienił się na zawsze. Sam nawet nie poczuł momentu swojej śmierci, nie był świadomy dlaczego jego dusza oderwała się do ciała, a jego ciało i kości zostały zgniecione przez tony metalu. Świat, który miał uratować, właśnie doszedł do punktu przełomu, a jedenasty września 2001 znów stał się początkiem końca pewnej ery.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Wiatr zaczął smutno dąć&#8230;</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy przyjmuje dziś doktor House?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/28/w-szpitalu/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/28/w-szpitalu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 14:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2981</guid>
		<description><![CDATA[Nie, nie martwcie się, nie będę znów pisał o serialach, chociaż mam już szkic artykułu podsumowującego Zagubionych, aczkolwiek nasunął mi się inny temat&#8230; pomijając już fakt, że nie skończyłem jeszcze oglądać szóstego sezonu House&#8217;a. Jeżeli ktoś interesuje się moją skromną osobą w minimalnym stopniu, zauważył pewnie, że od środy praktycznie przestałem istnieć w wirtualnej, internetowej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Nie, nie martwcie się, nie będę znów pisał o serialach, chociaż mam już szkic artykułu podsumowującego <em>Zagubionych</em>, aczkolwiek nasunął mi się inny temat&#8230; pomijając już fakt, że nie skończyłem jeszcze oglądać szóstego sezonu <em>House&#8217;a</em>. Jeżeli ktoś interesuje się moją skromną osobą w minimalnym stopniu, zauważył pewnie, że od środy praktycznie przestałem istnieć w wirtualnej, internetowej rzeczywistości (no, poza ćwierkaniem przez komórkę), a fizycznie trafiłem do &#8211; uwaga, długa nazwa &#8211; Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. I dzięki temu niezbyt przyjemnemu doświadczeniu, mogę napisać dla odmiany artykuł skupiający się na mnie. No dobra, ale co się stało?</p>
<p align="justify">W środę, tuż po pierwszej lekcji, ogarnęło mnie ogólne osłabienie organizmu w stopniu uniemożliwiającym swobodne poruszanie się (ach, to niepanowanie nad własnymi nogami), co w kombinacji z niewielką gorączką, paskudnym kaszlem i alergią na wszystkie pylące rośliny, zakończyło się wizytą u pielęgniarki, transportem do rejonowej przychodni, a w końcu rajdem karetką do legnickiego szpitala. Chcę się pochwalić, że nie straciłem przytomności ani na sekundę, co jest podobno nie lada wyczynem w takim stanie. Żeby było śmieszniej, umieszczono mnie na pediatrii, gdyż pełnoletnim obywatelem będę dopiero za miesiąc (<em>de facto</em>, wyszło zdecydowanie na plus dla mnie, bo nie musiałem przebywać ze starcami z nie-wiadomo-jakimi chorobami). W szpitalu ostatni raz byłem bodajże w pierwszej klasie podstawówki, kiedy to wycinano mi wyrostek, więc nie miałem zielonego pojęcia, co mnie tak naprawdę czeka.</p>
<p align="justify">Na polski system szpitalnictwa narzekają wszyscy: pracownicy, zwykli pacjenci, redaktorzy wielkich pism, prezenterzy telewizyjni, a nawet politycy. A ja, wbrew wszystkiemu, muszę stwierdzić, że mój trzydniowy pobyt w WSzS w Legnicy nie był zły. Może rzeczywiście miałem nieopisane szczęście, może natrafiłem na jakiś niezdefiniowany splot zbiegów okoliczności (o ile takowe istnieją), ale dostałem świetną panią lekarz prowadzącą, niesamowicie przyjazne i kompetentne pielęgniarki i wszystko, czego było mi trzeba. Jedzenie, chyba wiadomo, jak to szpitalne, ale można było importować pożywienie z zewnątrz, więc jadałem naleśniki i smażone kartofelki. Badania? Zrobiono mi chyba wszystko, próbując zdiagnozować moją dziwną przypadłość, począwszy od badań krwi i moczu, poprzez EKG, spirometrię czy dno oka, a skończywszy na EEG i rezonansie magnetycznym. Najgorsze było chyba radzenie sobie z nudą, w czym skutecznie pomagała niezawodna empetrójka, <em>Paragraf 22</em>, krzyżówki oraz mnóstwo znajomych, którzy wpadali z wizytą albo dzwonili.</p>
<p align="justify">No, okej, co mi było? Godzinę po przyjeździe do szpitala funkcjonowałem już jak najnormalniejszy w świecie człowiek, bo wszystkie bóle i zawroty głowy zniknęły jak za dotknięcie magicznej różdżki. Leżałem sobie, chodząc w przerwach pokornie na wszystkie badania, by jakiś genialny umysł diagnostyczny połączył wszystkie poszlaki&#8230; Jednak okazało się, że to nie jest takie proste. Zarówno odczyty serca, płuc i mózgu wydają się być w stuprocentowym porządku, więc nie dało się dojść do przyczyn mojego zasłabnięcia. Najwyraźniej potrzeba nam doktora Grega House&#8217;a! Ale już mówiąc poważnie, w poniedziałek mam dalsze badania, by w końcu zdefiniować moją dolegliwość. Chciałem jeszcze tylko wspomnieć o dziwnej polityce odwiedzin szpitala, gdzie oficjalnie goście mogą przebywać na jego terenie jedynie w godzinach od czternastej do osiemnastej. W praktyce wyglądało to tak, że kumple bezproblemowo wchodzili nawet około dwunastej, a wychodzi o dziesiątej wieczorem; nie żebym narzekał, aczkolwiek wydało mi się to&#8230; przynajmniej dziwne.</p>
<p align="justify">Pozostaje mi w takim wypadku podziękować tylko wszystkim ludziom, którzy mnie odwiedzili przez te trzy dni (Magda, Kacper, Tomek, Łukasz, Olek, Patryk, Alan, Krzysztof, Grzesiek, Dawid, Paweł, Adam, Artur, wielkie dzięki), reszcie, która składała życzenia szybkiego powrotu do zdrowia telefonicznie, esemesami czy przez mobilnego Twittera, a także Wojtkowi, który stwierdził, że nauczy mnie to pokory. Przede wszystkim jednak chcę przesłać gorące podziękowania dla Kasi, a także życzyć natychmiastowego powrotu do zdrowia, gdyż biedna leży w szpitalu (wraca kwestia czy wierzymy w przeznaczenie czy też w zbiegi okoliczności) i konsolidowała się ze mną przez całe trzy dni w utrapieniach szpitalnictwa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/28/w-szpitalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Człowiek wiary, człowiek nauki</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 23 May 2010 08:53:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2951</guid>
		<description><![CDATA[Niecały rok temu mój wpis o in vitro nosił identyczny tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać przed ponownym jego użyciem. Jest to oczywiste i wyraźnie widoczne dla wszystkich fanów Zagubionych nawiązanie do pierwszego odcinka drugiego sezonu oraz do postaci Johna Locke&#8217;a, tytułowego człowieka wiary, oraz doktora Jacka Shepharda reprezentującego człowieka nauki. Ale nie, dzisiejszy wpis [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Niecały rok temu mój wpis o <a href="http://aquenral.net/2009/06/22/in-vitro/"><em>in vitro</em></a> nosił identyczny tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać przed ponownym jego użyciem. Jest to oczywiste i wyraźnie widoczne dla wszystkich fanów <em>Zagubionych</em> nawiązanie do pierwszego odcinka drugiego sezonu oraz do postaci Johna Locke&#8217;a, tytułowego <em>człowieka wiary</em>, oraz doktora Jacka Shepharda reprezentującego <em>człowieka nauki</em>. Ale nie, dzisiejszy wpis z pewnością nie będzie skupiał się na przygodach rozbitków z lotu 815 (na to przyjdzie czas jutro, tuż po wielkim finale serii), a raczej na otaczającej nas rzeczywistości. A sam tytuł? Ano, to przecież tylko ładny cytat, który idealnie pasuje do poniższych rozważań.</p>
<p align="justify">Lekcja religii, bodajże zeszły piątek. Zastanawiamy się z Wojtkiem nad różnymi, niekoniecznie związanymi z lekcją rzeczami, aż wypływa niecodzienna refleksja. Nawiązując do dzisiejszego tytułu, Wojtek nazywa sam siebie <em>człowiekiem nauki</em>, stając opozycyjnie do Patryka (znanego poniekąd jako Zayne), który jest idealnym przykładem <em>człowieka wiary</em>. A ja? Zostałem nazwany hybrydą (fantastyka naukowa uczy nas, że hybrydy są zazwyczaj mesjaszami i zbawicielami), która balansuje na krawędzi obu światów i w zasadzie reprezentuje wartości obu wyżej wymienionych typów osobowości. Nie zaprzeczę, bo poniekąd to prawda, a dodatkowo potwierdza to wyznawaną przez mnie teorię o niedualistycznej naturze świata, gdzie oprócz mocno wyeksponowanej czerni i bieli, mamy cały zakres odcieni szarości. W żadnym wypadku nie przyjmuję do wiadomości binarnych rozwiązań, gdzie brakuje miejsca na jakiekolwiek okazanie swojej indywidualności i wyrażenie osobowości, która przecież w każdym człowieku jest inna. Moglibyśmy tutaj podyskutować na temat roli jednostki w dzisiejszym, zdegenerowanym społeczeństwie, ale to chyba już temat na inny artykuł.</p>
<p align="justify">Jak to jest, że samozwańczy <em>ludzie nauki</em> toczą boje do upadłego z <em>ludźmi wiary</em>? Jako człowiek wierzący i praktykujący katolik, jestem niemiłosiernie zirytowany coraz bardziej szerzącym się sztucznym ateizmem w środowiskach inteligenckich, gdzie ludzie twierdzą, że jedyną wiarą jest nauka, która może wszystko logicznie wyjaśnić. Jako pasjonata fizyki i informatyka-amatora, ale także osobę ogólnie wykształconą w wielu kierunkach, drażni mnie ciągła walka tak zwanych ludzi wierzących z wszelakim postępem i rozwojem cywilizacyjnym, z nowinkami technologicznymi i z postępującymi badaniami w prawie każdej dziedzinie naszego życia. Nieraz spotykałem się z opinią, gdzie wielce inteligentna osoba pyszniła się, iż jedynie ludzie głupi i zaślepieni wierzą w siły nadprzyrodzone. Czy wiara, która jest integralną częścią naszego życia, ale, co najważniejsze, a zapominane, naszą prywatną sprawą, ma jakikolwiek wpływ na nasze postrzegania świata doczesnego? Nie sądzę, aby to, że wierzę w zmartwychwstanie Chrystusa sprzed dwóch tysięcy lat mogło jakoś zakłócać moją percepcję, zdolność logicznego myślenia czy przepływ impulsów w synapsach. Tym bardziej nie klasyfikuje mnie to jako osoby głupiej, bo to moja osobista decyzja poparta prywatnymi powodami. Jestem tolerancyjny, więc czyjkolwiek ateizm nie przeszkadza mi w żadnym stopniu, ale po cholerę kogoś obrażać albo namawiać do zmiany przekonań? Czy nie przypomina Wam to czegoś, czego ateiści najbardziej nie lubią u chrześcijan, czyli prób przymusowej chrystianizacji? Czy istnieje taki wyraz jak ateizacja?</p>
<p align="justify">Druga strona też nie jest taka tolerancyjna i miłosierna, jak mogłoby się wydawać po przeczytaniu powyższego akapitu. Kościół może i wyewoluował przez ostatnie dwa tysiące lat, ale niektóre zwyczaje i poglądy pozostały niezmienione od średniowiecza. Oficjalne poparcie dla nauki to kpina, coraz to nowsze zdobycze technologiczne są negowane i wręcz zabraniane przez Kościół, nakleja się etykietki grzechu, bałwochwalstwa i zła, by wszystko usprawiedliwić. Ciemnogród trwa sobie w najlepsze, odmawiając sobie postępu w imię niezrozumiałej dla mnie idei. Czyż nie łatwiej jest nazwać naukowca bezbożnikiem i go publicznie wykląć za jego osiągnięcia niż zmieniać całe kościelne prawo? <em>Ludzie wiary</em> niestety dzielą się na kilka kategorii, a fanatycy to najgorsza z nich; nie dość, że otwarcie walczą z postępującą technologią i rozwijającą się cywilizacją, to jeszcze nie akceptują <em>mniej wierzących</em> ludzi, podpierając się Biblią, gdzie Jezus otwarcie popierał dualistyczną naturę świata. </p>
<p align="justify">Szkoda, że na tym dziwnym świecie nie ma wielu ludzi, którzy reprezentują pozytywne cechy obu postaw? Takich, którzy nie boją się iść do przodu, nie walczą z postępem, wiedzą, czego chcą i potrafią do tego dojść, ale także takich, którzy wierzą, potrafią mieć nadzieję i żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Takich, którzy są zwyczajnie dobrze. Takich, którzy nie narzucają nikomu niczego niezgodnego z ich przekonaniami, a jednak potrafią wyrazić swoją opinię w cywilizowany sposób, nie ogniem i mieczem, nie serią przekleństw, ale logicznymi argumentami i dyskusją na poziomie. <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czerwone niebo nad nami</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 08:11:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[V]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2876</guid>
		<description><![CDATA[Sezon serialowy 2009/2010 definitywnie się kończy: z Human Targetem już się pożegnaliśmy, Lost i Fringe mają finały w tym tygodniu, za dwa tygodnie koniec FlashForwarda, a dziś jesteśmy świadkami zakończenia pierwszego sezonu najnowszej produkcji ABC jaką jest V. Sezon był krótki, bo zawierający jedynie dwanaście odcinków, ponadto włodarzy stacji przerwali emisję po czwartym odcinku, robiąc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Sezon serialowy 2009/2010 definitywnie się kończy: z <em>Human Targetem</em> już się pożegnaliśmy, <em>Lost</em> i <em>Fringe</em> mają finały w tym tygodniu, za dwa tygodnie koniec <em>FlashForwarda</em>, a dziś jesteśmy świadkami zakończenia pierwszego sezonu najnowszej produkcji ABC jaką jest <a href="http://aquenral.net/2009/11/25/v/"><em><strong>V</strong></em></a>. Sezon był krótki, bo zawierający jedynie dwanaście odcinków, ponadto włodarzy stacji przerwali emisję po czwartym odcinku, robiąc tym samym czteromiesięczna przerwę. <em>V</em> (znane w Polsce jako <em>Goście</em>) to <em>reimaginacja</em> popularnego w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia serialu o inwazji obcych i formującym się ruchu oporu ze strony ludzi. Czy nowe <em>V</em> spełniło swoją rolę?</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy, jest to mój zdecydowany faworyt w kończącym się sezonie, bijąc <em>Capricę</em> czy wyżej wspomnianych <em>Zagubionych</em>. Nie ukrywam też tego, że <em>Wijce</em>, jak ich pieszczotliwie określam, zauroczyli mnie do tego stopnia, że przebili moją ukochaną historię o 4400, wręcz zakochałem się w wykreowanym świecie przedstawionym i nie mogę doczekać się kontynuacji. Więc o co chodzi? Mamy oklepany motyw przybycia obcej rasy, która jest oczywiście o niebo lepiej rozwinięta cywilizacyjnie i technologicznie od nas. Wyglądają jak my, zachowują się jak my, rozlokowali swoje statki nad największymi miastami Ziemi i zaoferowali pomoc we wszystkich dziedzinach życia, począwszy od oferowania darmowych świadczeń medycznych, skończywszy na dzieleniu się nieskończonymi źródłami energii. Wydawać by się mogło, że to cud (co zresztą jest wielokrotnie poruszane w różnoraki sposób), ale okazuje się, że przyjaźnie nastawieni Przybysze są niewolnikami totalitarnego reżymu królowej Anny, w rzeczywistości bliżej im do gadów niż ssaków, a ich zamiary wcale nie są takie zacne. Formuje się ruch oporu zbudowany z ludzi i grupy Obcych, którzy sprzeciwiają się rządom i fikcyjnej błogości od królowej-matki, lecz wszystko działa w głębokiej konspiracji, a niczego nieświadomi ludzie żyją w przekonaniu o błogosławieństwie w postaci pojawienia się dwudziestu dziewięciu okrętów nad ich głowami.</p>
<p align="center"><img src="http://img64.imageshack.us/img64/4200/105bro.jpg"></p>
<p align="justify">Cóż, motyw oklepany, ale twórcy nieźle sobie z tym poradzili. Już w pierwszym odcinków padają słowa: <em>Stary, to prawie jak w Dniu Niepodległości</em>, nawiązując do popularnego filmu o podobnej tematyce. W porównaniu do starej wersji z lat osiemdziesiątych, wprowadzono kilka zmian, jednak ogólny motyw pozostał ten sam: Przybysze, udając ludzi, próbują doprowadzić ludzkość do zagłady. Tutaj jednak ruch oporu jest jedynie malutką grupką zwaną Piątą Kolumną, która ma nikłe szanse na zwycięstwo. Co zasługuje na pochwałę? Zdecydowanie kreacje głównych bohaterów, które od razu są akceptowane przez widza, a które wyróżniają się ze wszystkich innych seriali. Erica Evans (w tej roli nadzwyczajna Elizabeth Mitchell, czyli Juliet Burke z <em>Zagubionych</em>) jest agentką federalną, która zostaje włączona do formacji pomagającej Przybyszom, jednak jest gorliwą działaczką Piątej Kolumny i jako jedna z niewielu zna prawdę o Przybyszach. Ryan Nicols (Morris Chestnut) to afroamerykański biznesmen, którzy w rzeczywistości jest zbuntowanym Przybyszem, jednym z bojowników oryginalnego ruchu oporu, a jego działania w przeszłości spowodowały skutki widoczne w czasie teraźniejszym dla serialu. Ojciec Jack Landry (tutaj genialny Joel Gretsch, czyli agent Tom Baldwin z <em>4400</em>) jest natomiast katolickim księdzem, który przez przypadek dowiaduje się o niecnych zamiarach Przybyszów. <em>V</em> wyróżnia się spośród masy innych seriali czymś, co określiłbym brzydko jako <em>recykling aktorów</em>. Twórcy postanowili nie rekrutować jedynie nowych twarzy, co jest zwyczajem wśród współczesnych metod castingu, przez co na planie pojawia się mnóstwo nowych twarzy, o których zdążyliśmy już zapomnieć, a które wywołują w naszych sercach przyjemne ciepło. Takim oto sposobem, jako główni bohaterowie pojawiają się, oprócz wyżej wymienionych, Morena Baccarin jako Anna (<em>Firefly</em>, <em>StarGate</em>), Laura Vandervoort jako Lisa (<em>Supernatural</em>), ale także Nicolas Lea (agent Krycek z <em>Z Archiwum X</em>), Michael Trucco (Sam Anders z <em>Battlestar Galactici</em>), Alan Tudyk (<em>Firefly</em>), Samantha Ferris (<em>The 4400</em>) czy Rekha Sharma (<em>Galactica</em>). I takie coś właśnie lubię! Trzeba też wspomnieć o niesamowitym i nadzwyczajnym Charlesie Mesure w roli Kyle&#8217;a Hobbesa, który raz na zawsze zmienia definicję najlepszej postaci drugoplanowej.</p>
<p align="justify">Owszem, widzę wszystkie niedociągnięcia, ale jakoś mnie nie rażą jak innych. Przybysze wdarli się do mojego serca i zagnieździli się w nim na dobre, zajmując miejsce obok ukochanej przeze mnie <em>Galactici</em>. Nie ma co porównywać obu seriali, bo to całkiem inna kategoria, ale Wijce mają w sobie to niezidentyfikowane jeszcze przeze mnie <em>coś</em>, co powoduje, że jestem ich oddanym i zapalonym fanem. Może to klimat, który przez wszystkie odcinki jest tak gęsty, że można zawiesić siekierę w powietrzu nim przesyconym? Może to właśnie powrót ulubionych aktorów, bo gdzie indziej zobaczyłbym Joela Gretscha skoro <em>The 4400</em> skasowano? A może to tylko fakt, że łatwo utożsamić się z bohaterami? Nie wiem, naprawdę nie mam zielonego pojęcia, ale Przybysze ciągną mnie do siebie mimo wszystko. Muzyka, chociaż nie wyeksponowana, jest magiczna, co można odczuć chociażby w ostatniej scenie <em>Red Sky</em>, gra aktorska też niczego sobie (pomijając kreacje Przybyszów na okrętach, szczególnie postaci Anny i Marcusa), więc do czego można by się przyczepić? Ano, jest taka jedna rzecz&#8230;</p>
<p align="center"><img src="http://img208.imageshack.us/img208/3646/105aq.jpg"></p>
<p align="justify"><em>Sure back then, the effects were kind of cheesy, but I loved it (&#8230;)</em> &#8211; śpiewał Dave Doré w <em>A New Crew in Town</em>. Efekty specjalne to najdziwniejsza część całej produkcji jeśli chodzi o <em>Gości</em>. Potężne krążowniki Przybyszów majestatycznie unoszą się nad ziemskimi miastami i wyglądają niesamowicie; niekiedy zapierają dech w piersiach. Na mojej tapecie na pulpicie od dwóch tygodni widnieje okręt nad Moskwą i jest najzwyczajniej w świecie epicki. To samo tyczy się wahadłowców Wijców, które są piękne w swej prostocie. Ach, te poczwórne dysze silników napędzanych niebieską energią, mmm&#8230; Niczego sobie też były tak zwane Poszukiwacze, nie narzekam też na holograficzną technologię, której używa się tu na potęgę. I w tym miejscu kończą się zachwyty, a zaczyna tradycyjne, polskie narzekanie, a jest na co narzekać. Porzekadło mówi, że trzeba oceniać wnętrze, nie bacząc na to, co widzimy z zewnątrz, ale w takim razie efekty są tragiczne. Wnętrza krążowników są okropne, ktoś musiał spieprzyć jakiś algorytm, bo ściany i podłogi nie zawsze nadążają za poruszającymi się postaciami, a niektóre technologiczne nowinki jak Przeżeracz czy iglaste łózko są tragicznie wyrenderowane, co pozostawia jedynie niesmak i odrobinę smutku, bo przecież można by to zrobić lepiej. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko komercyjna ABC, a wszyscy chyba pamiętają sztandarowy przykład ichniejszych efektów specjalnych: łódź podwodną w <em>Zagubionych</em>.</p>
<p align="justify">Podsumowanie? Pomimo kilku wad, uważam, że to najlepszy serial tego sezonu. Może to się zmieni po finale <em>Zagubionych</em>, jednak ich nieklimatyczny szósty sezon jest przyćmiony przez inwazję Przybyszów. Nie mogę się doczekać jakże odległego listopada, kiedy to Wijce powrócą z drugim sezonem i mam nadzieję, że będzie intensywniej. Więcej wybuchów, więcej jaszczurek, więcej ruchu oporu, więcej Hobbesa &#8211; to mnie usatysfakcjonuje w pełni. Zapraszam wszystkich na moją prelekcję na temat serialu na zbliżających się Dniach Fantastyki we Wrocławiu, a tych, którzy jeszcze nie widzieli albo zatrzymali się w połowie, zachęcam gorąco do kontynuacji. Warto, naprawdę, chociażby dla samego, zaskakującego <em>Red Sky</em>. W komentarzach proszę o używanie zaspoilerowanego tekstu, by nie zepsuć zabawy innym. <em>V</em> otrzymuje ode mnie mocne <strong>9/10</strong>, gdzie jeden punkt ucieka za efekty specjalne wewnątrz statków i grę aktorską pani Baccarin. <em>We are of peace. Always.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/19/1-sezon-v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Współczesne ocenianie</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 May 2010 16:54:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2897</guid>
		<description><![CDATA[[17:18:25] ** Aquenral słucha 7 Things Hannah Montany. (&#8230;) [17:19:16] Słaba ta piosenka. (&#8230;) [17:19:29] A podobno jej najlepsza. [17:19:35] Co oznacza, że ogólnie jest słabo. (&#8230;) [17:20:09] I w sumie uznałem, że nie mam prawa krytykować, skoro nawet nie słuchałem. (zapis z kantyny z dnia 16 maja) Naszła mnie ostatnio taka nietypowa refleksja dotycząca [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><small>[17:18:25] ** Aquenral słucha <em>7 Things</em> Hannah Montany. (&#8230;)<br />
[17:19:16] Słaba ta piosenka. (&#8230;)<br />
[17:19:29] A podobno jej najlepsza.<br />
[17:19:35] Co oznacza, że ogólnie jest słabo. (&#8230;)<br />
[17:20:09] I w sumie uznałem, że nie mam prawa krytykować, skoro nawet nie słuchałem.</p>
<p align="right">(zapis z <strong>kantyny</strong> z dnia 16 maja)</small></p></blockquote>
<p align="justify">Naszła mnie ostatnio taka nietypowa refleksja dotycząca Hannah Montany&#8230; Tak, wiem, może wydawać się to <em>troszkę</em> dziwne, ale postanowiłem włączyć Youtube&#8217;a i przesłuchać kilka jej piosenek. Zawsze przyrównywałem jej twórczość do najwyższej klasy kiczu muzycznego, ale zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę poddaję się presji tłumu, który skrzyknął się i uznał jednomyślnie jej piosenki za tandetę bez możliwości odwołania się. Cóż, kilka kliknięć i przesłuchałem sobie <em>7 Things</em>, po czym stwierdziłem, że opinia społeczna tym razem się zbiegła z moimi prywatnymi odczuciami. Wyjątki potwierdzające regułę się zdarzają, ale główna refleksja naszła mnie dopiero po odsłuchaniu tejże piosenki. <em>Dlaczego ludzie nie potrafią dokonać sami oceny i opierają się na innych?</em></p>
<p align="justify">Teraz powinienem przesłuchać wszelakiego rodzaju zespoły, na których nie zostawiam suchej nitki, z Jonas Brothers na czele, ale zwyczajnie mi się nie chce. Jednej piosenki wysłuchałem, męcząc się i mając zaciśnięte pięści, widząc tag <em>rock</em> pod fleszowym odtwarzaczem, a resztę sobie podaruję, chroniąc moją psychikę. Zdaję sobie sprawę, że ocena po jednej tylko składowej części danego <em>czegoś</em> nie może być obiektywna, ale zwyczajnie nie wytrzymuję takiej dawki kiczu. Co mi się natomiast nie podoba? To, iż kogokolwiek bym nie zapytał (no, za wyjątkiem Karola, którego pozdrawiam), powiedzą, że Hannah Montany, a właściwie Miley Cyrus, nie warto słuchać. A czy kiedykolwiek jej słuchali? Zapewne nie. Może to błahy przykład, ale nasze kochane społeczeństwo bazuje właśnie na opiniach, które biorą się zewsząd i znikąd, zapewne z głębokich czeluści kosmosu lub innych zakamarków kościelnych archiwów. </p>
<p align="justify">Weźmy na celownik książkową kwadrylogię Stephanie Meyer, czyli znany i niekochany <em>Zmierzch</em> oraz części kolejne. Lista bestsellerów w empiku od dłuższego czasu jest okupowana przez wszystkie cztery pozycje, w mediach mówi się o ewenemencie społecznym, gdzie każdy uwielbia historię nastolatki zakochanej w przystojnym wampirze, ale kogokolwiek byśmy nie zapytali, stwierdzi, że to zwykłe, za przeproszeniem, gówno. Czytał? A skądże! Może gdzieś tam obejrzał migawki z filmu, strasznie spapranego swoją drogą i na tym buduje swoją opinię. Lepiej się spodobać społeczeństwu i powiedzieć, że Bella i Edward nie zasługują nawet na przeczytanie. Nie żebym sam tak nie twierdził przed lekturą, która całkowicie zmieniła mój pogląd, bo książki są zwyczajnie dobre (nie jakieś świetne i rewelacyjne, ale czyta się przyjemnie, ot co). Ech, a jakakolwiek wzmianka o <em>Zmierzchu</em> i przyznanie się do przeczytania wszystkich pozycji w cyklu powoduje natychmiastowe wybuchy szyderczego śmiechu, zdziwienie, a niekiedy nawet czystą pogardę. Ot, tak działa dzisiejszy świat, witamy.</p>
<p align="justify">Człowiek nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego, przesłuchać każdej piosenki, zobaczyć każdy film czy serial, przeczytać każdej książki&#8230; Jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe fizycznie. Sam też nie pochwalę się swoją znajomością szeroko pojętej kultury, bo nie wszystko mnie interesuje, ale przynajmniej nie wypowiadam się na obce mi tematy. Nie oceniam bez uprzedniego zapoznania się z podmiotem, nie krytykuję bez podstawowych informacji na jego temat. Czy to naprawdę takie trudne? No tak, przecież lepiej posłuchać pierwszej-lepszej nieznanej osoby z brzegu i skopiować jej opinię. Jest ona z pewnością obiektywną ekspertyzą, którą warto propagować wśród znajomych, którzy zapewne również pokuszą się o jej rozpowszechnianie. Fakt, Miley Cyrus vel Hannah Montana śpiewa tragicznie, ale skąd możesz to wiedzieć, skoro nie słuchałeś ani jednej jej piosenki? Ptaszek Ci powiedział? <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em> i obyśmy nie popadli w kompletny debilizm, o.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory? Znowu?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 May 2010 08:29:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2877</guid>
		<description><![CDATA[Dziewiętnasty września 2010, godzina jedenasta dwadzieścia. Właśnie skończyła się msza święta w kościele pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, więc idę w kierunku Szkoły Podstawowej nr 19, gdzie mieści się jeden z punktów wyborczych i gdzie mogę oddać głos w wyborach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Bardziej z poczucia obowiązku niż z zainteresowania, przeglądam listę kandydatów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Dziewiętnasty września 2010, godzina jedenasta dwadzieścia. Właśnie skończyła się msza święta w kościele pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, więc idę w kierunku Szkoły Podstawowej nr 19, gdzie mieści się jeden z punktów wyborczych i gdzie mogę oddać głos w wyborach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Bardziej z poczucia obowiązku niż z zainteresowania, przeglądam listę kandydatów i natychmiast zakreślam kwadracik przy nazwisku Jerzego Szmajdzińskiego. <em>No, to będzie dobry prezydent</em>, myślę i wracam do domu z ewidentnym odczuciem spełnionego obowiązku obywatelskiego&#8230;</p>
<p align="justify">Tak przynajmniej wyglądałoby to w alternatywnej rzeczywistości, jakimś cholernym paralelnym uniwersum, gdzie wszystko jest takie samo, lecz inne. Po tamtej stronie, pod Smoleńskiem nigdy nie rozbił się żaden samolot, a Lech Kaczyński ze świtą spokojnie polecieli i wrócili. Wyborów nie przełożono na dwudziestego czerwca, a ja, mając urodziny czwartego lipca, byłem już pełnoletni i mogłem głosować. Ponadto, mój kandydat również żył, więc nie miałem żadnego problemu z zaznaczaniem czegokolwiek na karcie wyborczej. Niby jedna sytuacja dotycząca całego społeczeństwa, a potrafi zmienić naprawdę dużo w życiu i funkcjonowaniu jednostki takiej jak ja. Nie ukrywam, że zależało mi na oddaniu głosu; czułbym się o wiele lepiej, wiedząc, że w jakiś sposób przyczyniłem się do zmian, ale także miałbym jakikolwiek podstawy do narzekania.</p>
<p align="justify">Nie mamy jednak żadnych wehikułów czasu, nie potrafimy się przenosić do równoległych wymiarów, więc pozostaje nam zaakceptowanie rzeczywistości, która niekoniecznie musi nam pasować. Zaczyna się kampania wyborcza, która jest jedną z najpaskudniejszych wydarzeń w polskiej polityce, a która oczywiście będzie żerowała na ludzkiej głupocie połączonej z wywoływaniem poczucia winy, obowiązku i sztucznej żałoby narodowej związanej ze Smoleńskiem. Jarosław Aleksander Kaczyński, w mojej prywatnej opinii, przegrał w momencie, w którym zgłosił swoją kandydaturę; jest to porażka, która dyskwalifikuje go w moich oczach kompletnie. Rozumiem, że jest człowiekiem ambitnym, że jest uzależniony od władzy, ale czy nie ma ani krzty honoru? Opieranie kampanii wyborczej na tragicznej śmierci brata (która jest oczywiście podnoszona do rangi męczeństwa i oddania życia za ojczyznę) to kpina, z której nie wiem czy się śmiać, bo jest najzwyczajniej w świecie żałosna.</p>
<p align="justify">Przeglądam sobie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_prezydenckie_w_Polsce_w_2010_roku#Oficjalni_kandydaci" target="_blank">listę kandydatów</a> i nie widzę dla siebie żadnej alternatywy. Napieralski? Mało reprezentatywny, poza tym skłócony z Lewicą. Komorowski? Pewnie bym na niego zagłosował, chociaż byłoby to na zasadzie <em>głosuję nie na Komorowskiego, ale przeciw Kaczyńskiemu</em>. Pawlak, Olechowski, Jurek? Nie oszukujmy się, są bez szans. Kaczyński, Lepper i Korwin-Mikke nawet nie wchodzą w rachubę, a Morawieckiego i Ziętka nawet nie kojarzę. Wiemy jednak jak wygląda nasze społeczeństwo, więc obawiam się najgorszego. Nie chcę tego przyjmować do wiadomości, ale patrząc na to obiektywnie i poddając to chłodnej kalkulacji, mam nieodparte wrażenie, że niestety zwycięży Kaczyński, co będzie katastrofalne w skutkach, bo w rzeczywistości nic się nie zmieni. Dalej będziemy mieli <em>de facto</em> dwuwładzę, blokowanie wszystkich ustaw i otwartą nienawiść na arenie międzynarodowej w stosunku do wszystkich oprócz naszych <em>największych przyjaciół</em>: Stanów Zjednoczonych i Gruzji. Ech, zero perspektyw na przyszłość. Rzekłoby się <em>do zobaczenia po drugiej stronie</em>, ale chyba powrócę do tradycyjnego <em>so say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie matura, lecz chęć szczera&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 17:19:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2859</guid>
		<description><![CDATA[Maj trwa sobie w najlepsze (chociaż pogoda na to nie wskazuje w żadnym wypadku), gdzieś tam podobno kwitną kasztany, a zgraja młodych ludzi próbuje zdać testy maturalne zwane dumnie egzaminem dojrzałości. Wszystko to jeszcze przede mną, bo podchodzę do niego za rok, ale poczułem jakiś wewnętrzny imperatyw, by nawiązać do tego jakże wdzięcznego tematu i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Maj trwa sobie w najlepsze (chociaż pogoda na to nie wskazuje w żadnym wypadku), gdzieś tam podobno kwitną kasztany, a zgraja młodych ludzi próbuje zdać testy maturalne zwane dumnie egzaminem dojrzałości. Wszystko to jeszcze przede mną, bo podchodzę do niego za rok, ale poczułem jakiś wewnętrzny imperatyw, by nawiązać do tego jakże wdzięcznego tematu i poznęcać się psychicznie nad biednymi humanistami, którzy biadolą nad obowiązkową maturą z matematyki. O, i to właśnie będzie motywem przewodnim dzisiejszego wywodu, w którym nie będę się koncentrował na krytykowaniu humanistów (och, przecież i ja do nich po części należę) jak twierdzą niektórzy z Was, ale spojrzę na temat w miarę obiektywnie i wysunę odpowiednie wnioski.</p>
<p align="justify"><em>Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie oficera</em> mówi stare porzekadło, którego korzenie sięgają ery głębokiego komunizmu, a które jest w dzisiejszych czasach tak&#8230; nieprawdziwe. Niestety, jak to w Polsce bywa, przeszliśmy z jednej skrajności, którą było niedocenianie posiadania wiedzy ponadprogramowej (zdana matura i studia były powodem do zdziwienia), w drugą, gdzie prawie każdy młody człowiek czuje niezidentyfikowaną potrzebę zdania egzaminu maturalnego i uczęszczania na jakąś, czasami jakąkolwiek uczelnię. Cóż, sam wybieram się na studia, ale dlatego, że tego zdecydowanie chcę, widzę konkretne powody oraz, nie oszukujmy się, jestem po prostu zdolny. Poziom edukacyjny dzisiejszych dzieci spada na łeb, na szyję, co jest bardzo smutne, a nie możemy temu w żaden sposób zaradzić; owe dzieci są coraz głupsze, nie mają wyobraźni, nie potrafią logicznie myśleć&#8230; Gdybym był złośliwszy, zdefiniowałbym ich dwoma słowami: <em>współcześni humaniści</em>.</p>
<p align="justify">Nie, nie chcę obrażać humanistów, naprawdę. Problem w tym, że w ciągu ostatnich lat zawieruszyła się gdzieś definicja humanisty jako człowieka wszechstronnie uzdolnionego, który w małym palcu ma całą wiedzę matematyczną, przyrodniczą, związaną z literaturą, kulturą i wszystkim innym. A dziś? Nie ma co ubierać następującego zdania w ładne słówka, bo niczemu to nie pomoże: dzisiejszy humanista, a przynajmniej przykładowy osobnik wyciągnięty z grupy stu osób uważających się za humanistów, to zwykły nieuk, który nie radzi sobie z matematyką. <em>Nie potrafię liczyć, cholera, zostanę humanistą!</em> Fakt, może trochę hiperbolizuję, ale sami wiecie jak wygląda sytuacja, prawda?</p>
<p align="justify">I w tym miejscu znów wracamy do tematu matury. W tym roku wreszcie przywrócono obowiązkowy egzamin z matematyki dla wszystkich zdających. Nie ukrywam, że to jedno z najlepszych posunięć Ministerstwa od wielu, wielu lat, a jakby lepiej się przyjrzeć, może i najlepsze. No i mamy wielki płacz, lament, zgrzytanie zębów, bo tysiące <em>humanistów</em> boi się o swoją przyszłość. Ludzie, do cholery! Przecież matematyka jest podstawą wszystkiego w dzisiejszym świecie i nie macie szans bez jej znajomości przetrwać. Tutaj mógłbym napisać i ze dwa akapity na ten temat, ale kto to przeczyta? Piąty maja, dzień matury, setki tysięcy maturzystów z przerażeniem spogląda na swoje arkusze, po czym&#8230; Okazuje się, że Ministerstwo przygotowało dobry dowcip.</p>
<p align="justify">Mnie matura podstawowa (którą i tak muszę zdać) zajęła niecałe pół godziny, gdzie zrobiłem wszystkie zadania z tematów, które braliśmy do tej pory w szkole. Przy drugim zadaniu rozpłakałem się ze śmiechu, żeby po chwili znaleźć czas na smutną refleksję. Jeżeli czegoś takiego wymagają na maturze, jaki ona reprezentuje poziom? Mówi się, że zrobili takie proste zadania, by każdy zdał, a ja się pytam dlaczego? Przecież nie każdy musi mieć maturę, cholera. Jeżeli w założeniach każdy ma ją zdać, jaki jest sens jej istnienia? To tylko marnotrawienie czasu, sił, środków i pieniędzy. Ech, naprawdę zawiodłem się na tegorocznej maturze, po prostu jest mi przykro. A jeszcze gorsze jest to, że są ludzie, którzy jej nie zdają, a to już jest nie lada wyczyn. Skoro nie chcecie obowiązkowej matematyki, po co w ogóle szliśmy do liceum <em>ogólnokształcącego</em>, hę? <em>Do zobaczenie po drugiej stronie</em>, o!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Seks w wielkim mieście</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 May 2010 20:12:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2831</guid>
		<description><![CDATA[Tytuł może mylący, ale naprawdę nie zamierzam dziś opowiadać o popularnym serialu, który nosi identyczną nazwę&#8230; Ani o jego wersji z wielkiego ekranu, jeśli o tym mowa. Więc na czym mogę się skupić, mając taki specyficzny nagłówek? Och, oczywiście, że chcę poruszyć temat szeroko pojętej seksualności w świetle dzisiejszego świata, głównie patrząc jak ludzie postrzegają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Tytuł może mylący, ale naprawdę nie zamierzam dziś opowiadać o popularnym serialu, który nosi identyczną nazwę&#8230; Ani o jego wersji z wielkiego ekranu, jeśli o tym mowa. Więc na czym mogę się skupić, mając taki specyficzny nagłówek? Och, oczywiście, że chcę poruszyć temat szeroko pojętej seksualności w świetle dzisiejszego świata, głównie patrząc jak ludzie postrzegają ją przez pryzmat religii z ukierunkowaniem na katolicyzm. Nie obejdzie się bez zagadnienia seksu przedmałżeńskiego (który miał być początkowo głównym tematem artykułu) czy stosowania antykoncepcji, która jest przecież takim wdzięcznym tematem, szczególnie na polu ja kontra niektórzy z Was. Zatem, bez zbędnego lania słów na wstępie, zapraszam do dalszej lektury (i oczywiście do wzięcia udziału w dyskusji, co mnie bardzo uraduje).</p>
<p align="justify">Seks, cóż to jest? Przypuszczam, że większość ludzi ma swoją definicję, więc nie ma sensu generalizować. Dla jednych to zwykła potrzeba fizjologiczna, inni powiedzą, że to stosunek płciowy, koniec, kropka, a ktoś jeszcze romantycznie powie, że to coś wyższego. Ta-a, jako, że uważam się za tradycjonalistę i właśnie romantyka (bądźże przeklęty na zawsze, a kysz!), podzielam trzecią opinię. Całkowicie wykluczam jakąkolwiek możliwość tak zwanego <em>przygodnego seksu</em>, kiedy to ogranicza się on do <em>szybkiego numerka</em> w toalecie na dyskotece z nieznajomą, która najpewniej jest pijana, zresztą tak jak i Ty. Nie, wtedy nie ma to żadnego sensu, przynajmniej w moim odczuciu. Dla mnie powinien być to rytuał między dwoma rzeczywiście kochającymi się osobami, gdzie te osoby żyją w stałym związku i robią to z uczucia. Tak, zdaję sobie sprawę, że brzmię zdecydowanie jak niesiedemnastolatek, ale jak już nieraz wspominałem, najprawdopodobniej jestem z innej epoki, ot co.</p>
<p align="justify">Seks przedmałżeński zdecydowanie jest zmorą kościoła katolickiego i czymś, czego się zakazuje, a nikt w rzeczywistości nie wie nawet dlaczego. Tutaj mógłbym wkleić milion cytatów z Biblii czy innego KKK, ale czy miałoby to jakiś większy sens? Zabranianie uprawienia miłości przed ślubem, powołując się na gniew Boży, piekło czy inną apokalipsę jest dla mnie&#8230; śmieszne? Smutne? Sam nie wiem, szczerze powiedziawszy. Jeśli dwoje ludzi się kocha, dlaczego nie mieliby spełniać się w pełni? Bóg sam nakazał, byśmy się miłowali, prawda? Fakt, z tym poniekąd wiąże się uniemożliwianie zdrady i rozwiązłości, bo przecież ludzie związani przed Bogiem pozostają ze sobą już do końca, co z kolei oznacza, że nie powinni kochać się z nikim innym. To wszystko oczywiście nie zawsze prawidłowo funkcjonuje, ale założenia są prawidłowe. Dzisiaj dziewictwo nie jest nic warte, w niektórych kręgach nawet wyśmiewane, ale podziwiam ludzi, którzy chcą <em>utrzymywać czystość</em> do ślubu. A ja? Nie okłamujmy się, przecież to wszystko zależy od partnerki; przecież jej nie zgwałcę, przecież jej do niczego nie zmuszę.</p>
<p align="justify">No i jeszcze obiecana antykoncepcja, również potępiana wszystkimi siłami i możliwymi środkami przez Watykan, która jest przecież niezbędna w dzisiejszych czasach. Seks otacza nas ze wszystkich stron, czy tego chcemy czy nie, więc powinniśmy być ubezpieczeni na każdą okazję. Nie oszukujmy się, czasami silna wola nie zawsze daje radę ze wszystkim. Tak, mimo wyznawanej religii, jestem gorącym zwolennikiem antykoncepcji, która uniemożliwia zrobienie dużego błędu, którego ktoś może żałować do końca życia, niekoniecznie swojego. Chcecie mieć dziecko? Okej, nie ma sprawy, ale wypadałoby, żebyście byli razem i mieli środki na jego utrzymanie, umiejętności na wychowanie i siły na życie z nim pod jednym dachem przez następne minimum dwadzieścia lat. W każdym innym wypadku, szczególnie jeśli chodzi o młodzież, która z wiadomych celów nie podoła powyższym warunkom, a w seksie szuka jedynie przyjemności, założenie głupiej gumki nie zaszkodzi, naprawdę.</p>
<p align="justify">I tak, w gruncie rzeczy, wszystko zależy od nas samych. To, co robimy, jak działamy, jak funkcjonujemy, to tylko nasza sprawa i sami będziemy ponosili konsekwencje własnych działań. Takim optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć swój monolog, dając tym samym Wam, moi kochani, pole do popisu. Zatem <em>so say we all</em>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Porwanie doskonałe</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/07/porwanie-doskonale/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/07/porwanie-doskonale/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 May 2010 15:36:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość własna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2799</guid>
		<description><![CDATA[Witam, kochani. Przepraszam za tygodniową nieobecność, ale serwer nawalił i nie miałem na to żadnego wpływu. Spokojnie, niedługo i tak się przenosimy, ale wszystko w swoim czasie. Ażeby nie zanudzać Was jakimiś głębokimi refleksjami, wklejam krótki tekst, który napisałem przez ostatni długi weekend. Życzę miłej lektury i zapraszam do oceniania, so say we all! *** [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Witam, kochani. Przepraszam za tygodniową nieobecność, ale serwer nawalił i nie miałem na to żadnego wpływu. Spokojnie, niedługo i tak się przenosimy, ale wszystko w swoim czasie. Ażeby nie zanudzać Was jakimiś głębokimi refleksjami, wklejam krótki tekst, który napisałem przez ostatni długi weekend. Życzę miłej lektury i zapraszam do oceniania, <em>so say we all</em>!</p>
<p align="center">***</p>
<p align="center"><strong>PORWANIE DOSKONAŁE<br /><small>AUTOR: KRZYSZTOF REWAK</small></strong></p>
<p align="right">24 listopada 1971,<br />
PDX, Portland, Oregon</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Chłodna i nieprzyjemna listopadowa pogoda straszyła za oknem międzynarodowego portu lotniczego w Portland. Jesienne popołudnia w Oregonie nigdy nie należały do najpiękniejszych, aktualnie na zewnątrz padał rzęsisty deszcz, a w oddali unosiła się gęsta, nieprzejrzana mgła, ale nic nie wskazywało, by jakiekolwiek loty miały być odwołane lub mocno opóźnione. Czterdziestoletni mężczyzna w czarnej, skórzanej kurtce wszedł przez automatycznie rozsuwane drzwi i rozejrzał się po obszernym terminalu. W oczy rzucała się jego starannie wyprasowana koszula ozdobiona czarnym, niby-żałobnym krawatem z nieczęsto widzianą spinką z masy perłowej, a także przeciwsłoneczne okulary nijak potrzebne w listopadzie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Niewyraźny kobiecy głos z megafonów umieszczonych na kolumnach i pod sufitem oznajmił wszystkim zgromadzonym w terminalu turystom, iż lot trzysta pięć linii Northwest Orient wystartuje zgodnie z planem, co przyjęto do wiadomości z ogólnym zadowoleniem. Mężczyzna spojrzał na zegarek na prawej ręce, uśmiechnął się pod nosem i ruszył ku nowiutkiemu boeingowi 727-100, niosąc w lewej ręce czarną walizkę, którą nikt się nie przejął, której nikt nie skontrolował, której nikt nawet nie zauważył. To przeoczenie, a raczej brak odpowiednich procedur, mimo poprzednich zdarzeń, włączając w to słynne porwanie lotu 1320 sprzed półtora roku, sprawiło, iż lot trzysta pięć zostanie zapamiętany na zawsze jako arcyspektakularny wyczyn oraz przestępstwo doskonałe.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Niepognieciony, lecz skasowany bilet z nadrukowanym fałszywym nazwiskiem, kosztujący osiemnaście dolarów i pięćdziesiąt dwa centy, spoczywał w kieszeni czarnego płaszcza, nie wiedząc, że umożliwił wejście na pokład boeinga pragmatycznemu  porywaczowi, który znał swój cel i doskonale wiedział, co robi. W samolocie panował standardowy spokój, który nikomu nie przypominał przysłowiowej ciszy przed burzą; ludzie powoli zajmowali swoje miejsca, gubiąc się bezustannie w kolejkach i nie mogąc przeczytać numeru własnego fotela nadrukowanego na bilecie. Florence Schaffner, jedna ze stewardess, młoda i niebrzydka blondynka z niebieskimi oczami i krótkimi włosami, spojrzała na przystojnego czterdziestolatka zajmującego miejsce osiemnaście ce;  ten mrugnął, w jej odczuciu, zalotnie i wyciągnął spod połów czarnego płaszcza prostokątną karteczkę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Da mi swój numer telefonu?</em> &#8211; zadała sobie w myślach pytanie, po czym z profesjonalnym uśmiechem stewardessy podeszła do nieznajomego, odwzajemniła mrugnięcie i odwróciła się, by odsłużyć kolejną parę. To był jej błąd, bo mężczyzna, kulturalny dżentelmen, najwyraźniej chciał się przedstawić, a ona, taka głupia i nieobyta, zignorowała go. <em>Brawo, Flo, dlatego nie masz żadnego faceta</em> &#8211; przeleciało jej przez głowę, ale pasażer nachylił się nad jej prawym uchem, szepcząc:<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nazywam się Daniel Benjamin Cooper &#8211; <em>kto się przedstawia, podając obydwa imiona?</em> zamyśliła się, ale pan Cooper szybko wyrwał ją z fantazjowania. &#8211; Powinna pani lepiej przyjrzeć się tej notatce &#8211; powiedział bez żadnych uczuć, po czym zrobił iście teatralną pauzę. &#8211; Mam bombę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>O kurwa!</em> &#8211; Florence była zbyt przerażona, by cokolwiek przedostało się przez jej zaciśnięte gardło, ale nic nie zakłócało połączeń między neuronami, więc jej wybujała wyobraźnia szalała. Natychmiast zobaczyła czarną walizkę, skojarzyła wszystkie fakty i jeszcze bardziej pobladła. Wyciągnęła karteczkę z małej kieszonki i przeczytała napisaną pięknym pismem notatkę Coopera: <em>W walizce mam bombę. Użyję jej jeśli będzie to konieczne. Chcę żebyś usiadła obok mnie. Zostaliście porwani</em>. W odczuciu biednej Flo Schaffner był to początek jej końca.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Cooper żąda dwustu tysięcy dolarów w nieoznaczonych banknotach &#8211; William Scott próbował przedstawić sytuację służbie kontroli ruchu powietrznego w Seattle. &#8211; Chce też czterech spadochronów, które zostaną mu przekazana na lotnisku SEA. W każdym innym wypadku&#8230; &#8211; Scott wziął głęboki oddech, przełknął ostentacyjnie ślinę, po czym kontynuował. &#8211; W każdym innym wypadku Cooper zdetonuje ładunki.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Gdy z kabiną pilotów skontaktowała się jedna ze stewardess, Flo Jakaśtam, nikt nie przeczuwał takiego obrotu sytuacji. Ot, zwykły lot, niczym nie wyróżniający się spośród dziesiątek odlotów z PDX; kapitan Scott spędził już tyle czasu w powietrzu, iż wszystkie czynności przychodziły mu naturalnie, a wszystko pokryło się niebezpieczną rutyną. Porwania samolotów dla okupu stały się w dzisiejszych czasach istną plagą, ale Will nie sądził, aby kiedykolwiek miałoby mu się to przydarzyć. Telewizja telewizją, ale przecież to była jego praca!<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Kapitanie Scott, tutaj Donald Nyrop &#8211; pilot natychmiastowo zorientował się, że rozmawia ze swoim przełożonym i to nie byle jakim. Nyrop był prezesem linii Northwest, czyli najwyżej położonym zwierzchnikiem jakiego można było sobie wyobrazić poza Bogiem, w którego zakres kompetencji wchodziło wszystko, włącznie ze strącaniem samolotów. &#8211; Kapitanie, skonsultowałem się z agentami Biura i muszę wydać rozkaz współpracy z porywaczem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Współpracy? No bez jaj</em> &#8211; pomyślał Scott, lecz był świadom powagi sytuacji, by nie wypowiadać tego na głos. Odesłał Schaffner do porywacza i kazał dyskretnie sprawdzić czy mężczyzna rzeczywiście ma ładunki wybuchowe. <em>Ładnie by nas wszystkich załatwił, biorąc dwieście tysięcy, mając w walizce jakiś cholerny kilogram bananów</em>. Stewardessa wróciła po kilku chwilach, a przerażenie w jej oczach dobitnie potwierdzało rzeczywistość zagrożenia ze strony Coopera.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- I jeszcze jedno&#8230; &#8211; łamanym głosem dodała po opisaniu czerwonych walców, licznych przewodów i wielkiej baterii. &#8211; Nie może pan lądować póki na lotnisko nie dostarczą wymaganego okupu &#8211; oświadczyła, powtarzając słowa porywacza. Napięta atmosfera w kabinie była całkowitym przeciwieństwem aury otaczającej przedział pasażerski, a przynajmniej miejsce 18C:  Cooper w tej chwili siedział spokojnie w swoim fotelu, popijając burbona z limon-line sodą, za które nawet zapłacił i bawiąc się przypinką od krawata.  Wszystko było pod jego kontrolą, nikt nie mógł nic zrobić, by nie narazić bezpieczeństwa ludzi i maszyny, a wkrótce miał dostać swoje dwieście tysięcy i zniknąć bez śladu&#8230; By rozpocząć nowe życie bez zmartwień i trosk.</p>
<p align="right">17:20</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Biały boeing siedem-dwa-siedem zatoczył kolejne koło nad zatoką Puget. W oddali widać było światła aglomeracji Seattle, gdzieś tam majaczyła potężna sylwetka góry Rainer, a Atlantyk rozpościerał się na resztę panoramy nieskończonością ciemnych hektolitrów wody. Na międzynarodowym lotnisku w Seattle panował nieopisany chaos spowodowany sytuacją związaną z Cooperem; agenci FBI i policjanci tłoczyli się na płycie, zastanawiając się jak rozwiązać zaistniały problem i czekając na telefony <em>z góry</em>.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zebrane pieniądze w czarnych walizkach, równe dwieście tysięcy amerykańskich dolarów w banknotach o nominale dwadzieścia, właśnie wjechały na płytę lotniska w opancerzonym wozie. Mimo bezpośredniego polecenia od Coopera, by były one nieoznaczone, Biuro Śledcze zdecydowało się przepuścić wszystkie przez nowiuteńką maszynę sprowadzoną prosto z Langley. Recordak, bo tak brzmiał jej kryptonim, wykonał automatycznie mikrofilm z każdym banknotem, rejestrując wszystkie numery seryjne do późniejszego wglądu agentów Biura; ponadto, większość pieniędzy pochodziła z Los Angeles i została wydrukowana w 1969, a ich numery seryjne zaczynały się literą <em>L</em>, co miało ułatwić późniejsze ich wytropienie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Panie komisarzu, właśnie przyjechał transport ze spadochronami &#8211; zameldował młody policjant, który najwyraźniej pierwszy raz brał udział w tak poważnej akcji. Sprzęt początkowo miał być sprowadzony z wojskowej bazy lotnictwa w McChord, ale porywacz się na to nie zgodził. Chciał cywilnych spadochronów, koniec, kropka. Policja i FBI zmuszone było przeszukać całe Seattle, aż w końcu znalazły się w jakiejś starej szkole dla spadochroniarzy-amatorów. Komisarz zerknął na zegarek wskazujący siedemnastą dwadzieścia cztery. Piętnaście najdłuższych minut w jego życiu później, ktoś krzyknął:<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nadlatuje! Skurwysyn zaraz wyląduje!</p>
<p align="right">17:39</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Kapitanie Scott &#8211; Cooper zawsze zwracał się do wszystkich kulturalnie, z zachowaniem pełnej etykiety. &#8211; Proszę wylądować na najdalszym pasie, a pani, panno Mucklow &#8211; zwrócił się do jednej ze stewardess &#8211; zaraz po podkołowaniu przyciemni szyby &#8211; porywacz niewątpliwie bał się policyjnych snajperów, którym światło i rzucane cienie ułatwiłyby pracę. Lądowanie boeinga poszło zdumiewająco gładko jak na pilota mającego za sobą szaleńca z bombą&#8230; Chociaż, jakby popatrzeć na to z innej perspektywy, Dan Cooper był najmniej szalony spośród całej załogi i pasażerów.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Po niecałej minucie na płycie lądowiska pojawił się nieopancerzony, cywilny samochód, a bezimienny pracownik NWO trzymał na przednim siedzeniu żądane pieniądze i spadochrony.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- No, moi drodzy &#8211; rzekł Cooper przez wewnętrzny interkom &#8211; dziękuję serdecznie wszystkim za miłe towarzystwo i niesamowite opanowanie. Wszyscy mogą teraz opuścić pokład samolotu &#8211; na to dziwne polecenie pasażerowie feralnego lotu  trzysta pięć odetchnęli z ulgą, ale porywacz nie skończył swojego monologu. &#8211; Kapitan Scott, panna Mucklow, pierwszy oficer Rataczak i mechanik pokładowy Anderson mają pozostać w maszynie &#8211; i dla nadania powagi swoim słowom, pokazał jeszcze raz materiały wybuchowe. Stewardessa Mucklow zeszła po <em>przesyłkę od policji</em>, jak to określił Cooper, po czym posłusznie wróciła na pokład ze spuszczoną głową i łzami w oczach. Daniel, widząc tę zapłakaną, bezradną i nie mającą żadnych nadziei kobietę, położył dłoń na jej ramieniu i rzekł spokojnie: &#8211; Kochana, nic ci się nie stanie. Obiecuję.</p>
<p align="right">20:13</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Głupcy</em>, pomyślał Cooper, spoglądając na oddalające się światła miasta Seattle. Jakiś nadgorliwy urzędas z FAA, Michael Makhnik (a może Maknich? Machnik? cholera wie) chciał wytłumaczyć Danowi konsekwencje porywania samolotów i podszedł do drzwi, nieświadom ryzyka, na jakie wystawia całą załogę. Ponadto, jakiś spryciarz myślał, że instalując korek parowy w pompie paliwowej cysterny i opóźniając przepływ paliwa zyska coś na czasie. Oczywiście się mylił, a Cooper musiał kolejny raz przypominać, że ma mnóstwo wybuchających zabawek. <em>Czy ludzie są naprawdę tacy głupi, czy tylko udają?</em> Kapitan Scott wystartował pół godziny temu i boeing zmierzał teraz w stronę Meksyku.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Daniel Benjamin Cooper został sam w kabinie. Kazał pannie Mucklow przejść do następnego przedziału, a sam zaczął zakładać spadochron. Przeżegnał się, podniósł walizkę i przystąpił do procedury otwierania drzwi wyjściowych. Natychmiastowo włączył się interkom, a przerażony zaistniałą sytuacją kapitan Scott zapytał czy wysłać mechanika Andersona, który pomoże w usterce.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;To była jedyna i ostatnia odpowiedź jaką usłyszeli od Daniela Coopera. W tym samym momencie mężczyzna opuścił schody ogonowe, kolejny raz się przeżegnał, po czym wyskoczył. Zmiana ciśnienia natychmiast została odnotowana przez instrumenty samolotu, jednak nikt nie mógł tego przewidzieć czy temu zapobiec. Panna Mucklow pobiegła natychmiast zamknąć klapę i zobaczyła pozostawioną przez Coopera walizkę z materiałami wybuchowymi.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dobry Boże&#8230; &#8211; załkała. Cała załoga, czyli cztery pozostałe na pokładzie osoby, wstrzymały oddech, czekając na nieunikniony koniec. Sekundy trwały eony, a minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Stewardessa w końcu nie wytrzymała napięcia, pokonała własny strach i spojrzała do wnętrza walizki. Przekonana, że zobaczy odliczający zegar, odetchnęła z ulgą i zapłakała ze szczęścia. Nigdy w życiu nie czuła się lepiej niż teraz, dwudziestego czwartego listopada o godzinie dwudziestej piętnaście. Dna Cooper rzeczywiście dotrzymał swojej ostatniej obietnicy, bo w walizce zostawił rozbrojoną bombę, zerwany kwiat i karteczkę ze starannie wykaligrafowanym słowem <em>Przepraszam</em>.</p>
<p align="right">Gdzie i kiedy indziej.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Daniel Cooper wreszcie się przebudził.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Nie pamiętał lądowania, ale wiedział, że z pewnością wyskoczył z tego cholernego samolotu trzymając walizkę z pieniędzmi. Jednak teraz nie miał nic&#8230; nawet jego ubranie zniknęło. Otaczające go sterylne ściany też nie wyglądały na miłe, oregońskie pola. <em>Gdzie jestem?</em>, zapytał się w myślach, nie oczekując odpowiedzi.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Witaj, Danielu Benjaminie Cooperze. To, co ci teraz opowiemy może wydawać się niewiarygodne, ale i tak zaraz o tym zapomnisz &#8211; zanim Dan zdążyłby cokolwiek odpowiedzieć, odziany na biało naukowiec, który niespodziewanie wtargnął do sali operacyjnej, kontynuował. &#8211; Zostałeś przeniesiony do przyszłości, by pomóc ją zmienić. Właśnie wstrzykujemy ci neurotransmiter, który umożliwi twojemu organizmowi wykorzystać więcej możliwości twojego mózgu, po czym wymażemy te wszystkie wspomnienia i prześlemy z powrotem w przeszłość.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Ale&#8230; Nie, to niemożliwe.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Niemożliwe to archaiczny zwrot z twoich czasów, Danielu &#8211; odpowiedział spokojnie, ale Dan przestał już go słuchać. Świat wokół niego zaczął wirować w białym świetle. Ostatnie słowa, które usłyszał brzmiały: <em>Witaj w nowym świecie, Danielu</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/07/porwanie-doskonale/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
