Biblia

Ludzie blogi piszą. Niektórzy dadzą fragment piosenki, która wpadła im w ucho, inni opiszą swój cały dzień, a jeszcze inni wezmą się w garść i napiszą coś, co jest bogate w treść, lecz kontrowersyjne jak cholera. Taką rzecz zdecydowanie napisał wczoraj mój kolega ze szkolnej ławy, Krzysiek Partyka, na swoim blogu. Co takiego napisał? Przedstawił Biblię w świetle własnego punktu widzenia, co niespecjalnie spodobało się czytelnikom. Mnie osobiście to jakoś nie uraziło, a raczej zmusiło do głębszej refleksji, jednak co człek, to obyczaj, ale o tym zaraz.

Biblia. Czym jest dla mnie Biblia? Mógłbym rzec, identycznie jak Krzysiek, że to zwykła, najzwyczajniejsza w świecie książka, ale to byłoby kłamstwo. Pochwalę się, iż ongiś przeczytałem całą Biblię, cały Stary i Nowy Testament, co w dzisiejszych czasach wydaje się być domeną księży lub reliktem przeszłości. Ale nie, ja, na przekór wszystkim, a nawet sobie, przeczytałem tę drugą najbardziej poczytną książkę na świecie. Niektórzy mawiają, że podczas czytania Pisma Świętego doświadczają objawienia, zesłania Ducha Świętego, innych cudów. Cóż, może ze mną jest coś nie tak, ale po prostu ją przeczytałem i odłożyłem na półkę, by wziąć coś ambitniejszego. Biblia jest cholernie, ale to cholernie trudna, nawet dla kogoś, kto zna ówczesne realia, ale potrafi być przy tym zabawna, szczególnie dla tych, co ów czasów nie znają. Pismo Święte zostało przez Krzysztofa rozebrane na czynniki pierwsze, a autor artykułu wytknął wszystkie błędy i słabości Boga, wręcz śmiejąc się z tego. Niestety nie zauważył, że Stary Testament, którego fragmenty i przedstawione wydarzenia przedstawił, jest – cóż, trudno to mówić – książką fantasy. Szczególnie Księga Rodzaju, która nie ukazuje w sposób dosłowny stworzenia świata, fauny i flory, a jest jedynie mocno pokolorowaną przenośnią. Bóg wcale nie tworzył świata w siedem… sześć dni i w żaden sposób nie stworzył kobiety z żebra Adama. Trzeba mieć rozum, żeby czytać Biblię, aby rozgraniczyć prawdę od fikcji oraz rzeczywistość od przenośni.

Rozpisałem się, chociaż nie chciałem tak bardzo. To miała być krótka notka ripostująca, a wyszło… jak zawsze. Nie popadajcie w fanatyzm religijny, ale pamiętajcie, że trzeba w coś wierzyć, bo w przeciwnym wypadku życie może stracić sens. Tak mówimy wszyscy.