Kopalnia odkrywkowa

Siedzę przed monitorem, pod ręką mam klawiaturę i myszkę, obok paczkę żelek, a na uszach słuchawki z Bearem McCrearym i Michaelem Giacchino, ale nie mam zielonego pojęcia, co napisać. W podręcznym schowku WordPressa mam już sześć szkiców przeróżnych artykułów, między innymi o Gwiezdnych wojnach, katolicyzmie, częstotliwości ogłaszania żałoby narodowej, filmach fantastyczno-naukowych, a nawet o klockach lego, jednak, znając mnie, nigdy nie ujrzą one światła dziennego z powodu mojego wypalenia. Niby mam mnóstwo czasu, bo ani się nie uczę, nie mam zajęć pozaszkolnych czy korków, ale nic mi się nie chce. Gdzieś tam czytam o celibacie na lekcję religii, przygotowuję sobie prelekcję na Inne Sfery czy spotykam się ze znajomymi, ale brak czegoś konkretnego mnie dobija; jestem we wczesnym stadium grypy, ergo jestem na wszystko zły, czego konsekwencją może być chaotyczność poniższego tekstu, za co z góry przepraszam. Ale przejdźmy do rzeczy…

Ktoś wpadł na pomysł, by zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju i całkowicie uniezależnić się od innych państw (czyt. Rosji), a co jest najlepszym wyjściem? Farma elektrowni wiatrowych pod Legnicą? Reaktor atomowy w Legnickim Polu? A może inne alternatywne źródło energii? Nie, w czyjejś głowie zrodziła się iście wspaniała myśl, by stworzyć kopalnię odkrywkową, która powstanie na terenie zagłębia legnicko-lubińskiego. Gdybym mieszkał na jakiejś Suwalszczyźnie – pewnie bym nawet przyklasnął, bo co mnie obchodzą ludzie na drugim krańcu Polski? Ale tak się składa, że mieszkam w tej nieszczęsnej Legnicy (notabene bardzo lubię to miasto i nie chcę się z nim rozstawać w taki sposób) i wychodzi na to, że w przeciągu kilku następnych lat miejsce to zmieni się nie do poznania. Rzucę trzema linkami, jednym stricte encyklopedycznym, drugim, który przekierowuje na akcję Stop Odkrywce oraz trzecim, który przenosi na blog mojego znajomego, Mateusza Góraka, z czego do dwóch ostatnich się zaraz odniosę: #1, #2 i #3.

Mapa planowanej odkrywki

Cóż, można powiedzieć, że to presja tłumu czy podążanie za owczym pędem, ale również jestem za akcją Stop Odkrywce (chociaż nie tyle za samą akcją, co za ideą). Powiem prosto i wyraźnie: nie chcę mieć brudnej, śmierdzącej i zasyfionej Legnicy. Ci wszyscy projektanci i inżynierowie mogą sobie mówić, że to nowoczesna inwestycja, która nie zniszczy środowiska, ale zapominają o jednej rzeczy: podstawą egzystencji takowej kopalni jest destrukcja naturalnego ekosystemu. Poza tym jestem stuprocentowym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju wysiedlania mieszkańców, do którego ma dojść w najbliższej przyszłości. Tak się po prostu nie robi, to nie fair wobec wszystkich tych ludzi. A odnośnie bloga pana Góraka: to smutne, że tak patrzysz na to przedsięwzięcie, bo świat – mimo wszystko – nie kręci się tylko wokół pieniędzy. Czy uważasz, że powinno się wyrzucać ludzi z ich własnych domów, by zbudować molocha, który zrujnuje całe dolnośląskie środowisko, z którym i tak już nie jest najlepiej? Miejsca pracy? Wolałbym zdecydowanie budowę elektrowni atomowej, ale jestem świadom tego, że większość ludzi nie poprze i tej inicjatywy, ale o tym już kiedyś pisałem.

Powoli przekonuję się także do proekologicznej postawy Unii Europejskiej, która najprawdopodobniej będzie czynnikiem hamującym budowę kopalni. Polska, już w tym momencie, przekracza swój limit wydzielania CO2, a wierzcie mi, że taka odkrywka wcale nie zmniejsza wydobycia dwutlenku węgla. Skoro udało się powstrzymać słynną w całym świecie budowę drogi przez Dolinę Rospudy (tutaj akurat się nie zgadzam ze stanowiskiem UE), to tym bardziej polscy inżynierowie otrzymają zakaz budowy tejże kopalni. W tym momencie wszyscy mieszkańcy wsi, które znajdują się na planowanym terenie budowy, strajkują i pikietują, jakby to miało w czymkolwiek pomóc, ale podobno ma odbyć się referendum. Cóż, chyba każdy domyśli się jaki będzie jego wynik?

Żarówka żarówce nie równa

Zgodnie z unijną dyrektywą, żarówki tradycyjne mają być całkowicie wycofane z rynku do 2016 roku. Proces jest podzielony na kilka etapów. Już z początkiem roku szkolnego 2009 roku, we wszystkich krajach UE wycofane zostaną żarówki 100-watowe i te o większej mocy oraz wszystkie żarówki matowe (tak zwane mleczne). W przyszłym roku znikną ze sklepów żarówki 75-watowe, w 2011 roku 60-watowe, zaś 1 września 2012 roku – żarówki 40- i 25 watowe. (źródło)

Standardowa żarówka

Unia Europejska czasami mnie przeraża. Jestem globalistą, popieram organizacje międzypaństwowe, ale to, co niekiedy się odstawia, zdecydowanie mi się nie podoba. A jedną z takich rzeczy z pewnością jest wycofanie z rynku standardowych, tradycyjnych żarówek na rzecz pochodnych oraz całkowity zakaz ich sprzedaży wprowadzany malutkimi krokami. Rys historyczny: Joseph Wilson Swan patentuje w Anglii pierwszą żarówkę w 1878 roku; rok później patent amerykański otrzymuje Thomas Edison (notabene większość ludzi jemu właśnie przypisuje ten wynalazek). W ciągu następnych stu lat żarówka pojawia się w każdym domu w cywilizowanej części świata, stając się nieodłącznym elementem domowego ogniska. No, ale przecież Unia zatrudnia hordy tak zwanych naukowców, którzy lepiej od nas wiedzą, co jest dla nas dobre. Jeden z drugim najwyraźniej się umówili z koncernami produkującymi świetlówki czy inne badziewie, czego konsekwencje będziemy wkrótce ponosić my wszyscy, gdyż jesteśmy zmuszeni zrezygnować z tradycyjnego oświetlenia. To tak, jakby zakazać nam rozpalania ognia!

Osobiście używam w większej części domu żarówek standardowych, chociaż przy łóżku mam lampę halogenową, w kuchni frakkin’ kompaktowe lampy fluorescencyjne (tzw. żarówki energooszczędne), a na antresoli – w ramach eksperymentu – żarówki LED. I muszę przyznać, że jedynie pierwsze dwie mi odpowiadają, bo zarówno kompakty, jak i LED, są nie do wytrzymania. Jeżeli macie nieszczęście używać tych źródeł świata to wiecie jaki to ból, jeżeli nie – wkrótce się przekonacie. Maja one słabe światło, które drażni oczy, poza tym jest zimne, a otaczająca żarówkę aura przypomina atmosferę szpitala. Aż przechodzą dreszcze, gdy na to patrzysz. No i jeszcze zapomniałbym o fakcie, że tysiąclumenowa żarówka diodowa kosztuje podobno, bagatela, prawie dwieście złotych. Denerwujący jest też wydłużony czas oczekiwania na samo włączenie światła oraz zalecenia, by szybko go nie wyłączać. Śmiem twierdzić, że ani kompakty, ani LED nie przyjmą się w polskich kuchniach czy łazienkach, bo są najzwyczajniej w świecie niepraktyczne. A kto używa niepraktycznych rzeczy?

Tutaj może – i powinno – pojawić się pytanie po co w ogóle zmieniać żarówki? Oficjalny powód, a raczej przykrywka, to wciąż powracająca sprawa ochrony środowiska i wszechobecna ekologia. Ileż można? Ja rozumiem, że można bronić lasów, wieszać się na drzewach i te sprawy, ale trzeba mieć umiar. Unia Europejska chce być na topie i zabrania używania tych złych żarówek, bo one pobierają tak strasznie dużo energii, tak? Dla jest to jedna wielka machinacja, działania jakiegoś potężnego lobby, a znając życie – pewnie masonów, Żydów, Cylonów lub satanistów (albo i wszystkich naraz!), którzy chcą opanować świat poprzez kompakty. Ludzie, opamiętajcie się! Nie sądzę, aby ludzie się dostosowali szybko do dyrektyw unijnych; prędzej rozwinie się czarny rynek żarówek (jak to dumnie brzmi!), gdzie będzie można kupić po kryjomu popularną stuwatówkę, dyskretnie zamienić spojrzenia, schować pod płaszcz, by wyciągnąć ją w domu i cieszyć się ciepłym, jasnym światłem. So say we all!

Będziemy mieli atom!

OSTRZEŻENIE PRZED TECHNICZNYM BEŁKOTEM
Fizyka jądrowa, ekologia i polska gospodarka to grząskie tereny.

Jak podają wszelakie media, za sześć lat ma ruszyć budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej (źródło). Mimo, iż od 1983 roku mamy Instytut Energii Atomowej, który ładnie pobiera pieniądze Skarbu Państwa, Polska nie może pochwalić się żadną elektrownią jądrową, poza reaktorem Maria, który powstał w celach eksperymentalnych. Nie jestem ekspertem z dziedziny gospodarki ani fizykiem jądrowym, więc nie mogę powiedzieć dokładnie, dlaczego Polska nie ma takowych źródeł energii, ale orientuję się na tyle dobrze, że wiem o nieco zapomnianej elektrowni w Żarnowcu, która miała być pierwszym takim obiektem w kraju. Budowano ją od roku 1982, by zlikwidować w 1992, jeszcze przed zakończeniem prac budowlanych. Oficjalnie chodziło o kwestie ergonomiczne i sprawy bezpieczeństwa, bojąc się powtórki feralnej katastrofy w Czarnobylu sprzed kilkunastu lat. To był pierwszy poważny błąd w polskiej atomistyce, którego konsekwencje odczuwamy do dziś.

Muszę wspomnieć o kwestii ekologicznej, bo to mnie gryzie najbardziej. Energia atomowa jest czysta, nie szkodzi środowisku, jest tania, jednak ekologom i tak nie pasuje. Wybaczcie słownictwo, ale jest to banda hipokrytów, sukinsynów, którym nigdy nic nie odpowiada. Flagowym przykładem jest akcja, gdy protestowali przeciwko budowie elektrowni wiatrowej na Bałtyku, bo miała ona zasłaniać piękny widok. Hipokryzja w czystym wydaniu. Albo inna sprawa: ekolodzy żądali zamordowania (bo dlaczego mamy używać słowa uśpienie?) polarnego niedźwiadka Knuta, który żył w berlińskim zoo. Dlaczego? Bo nie powinien żyć bez matki, a ogród zoologiczny przeciwstawia się naturze. W tym wypadku ekolodzy bronią się argumentami, iż elektrownie atomowe są niebezpieczne, gdyż skutki wybuchu są katastrofalne (zaraz do tego wrócę). Często popierają ich zaściankowi wieśniacy z zadupia, gdzie ma powstać ów elektrownia (ech, ciężkie słowa, ale po co mam ubierać to w ładne kolory?), którzy boją się jej, bo to wytwór Szatana Dla mnie jest to kompletne nieporozumienie. Czy lepiej jest tworzyć kolejną kopalnię odkrywkową? W sumie to były plany zbudowania takiej w okolicach Legnicy, ale Polska i tak przekracza już limity wydzielania CO2, więc nie ma na to żadnych szans.

Wróćmy do problemu katastrof jądrowych. Wszyscy podają za przykład Czarnobyl, mówiąc, że każda elektrownia skończy w taki sposób. Tak naprawdę, problem wypadków jądrowych jest niewielki, a możliwość wystąpienia takiego zdarzenia – minimalna. No, ale cóż, niewykształceni Ludzie Wsi wiedzą przecież lepiej od nas, prawda? Są ekspertami w dziedzinie promieniowania jonizującego, wiedzą wszystko o cezie-137, a przy pacierzu wspominają o statystycznej dawce promieniowania (2,4 mSv). Może wybuchnąć, a na dodatek nie wspomina się o tym w Biblii? Dzieło Szatana! Przez to właśnie zaprzestano budowy Żarnowca. Miała być energia atomowa, która jest tania i bezpieczna – skończyło się na wielkiej betonowej konstrukcji w środku lasu, która tylko straszy ludzi. Dlaczego tak trudno jest przekonać społeczeństwo, że energetyka jądrowa to przyszłość? Wszyscy żyją mitami i stereotypami, nie widząc możliwości. Wszyscy boją się budowy elektrowni w pobliżu swojego miasta. Ja mówię: budujcie nawet pod Legnicą. Dlaczego nie? Przynajmniej będę miał prąd za darmo (bo proponowali takie gratyfikacje!), który z pewnością się przyda.

Do czego dochodzimy? Do tego, co zawsze. Polacy to społeczeństwo zaściankowe i zacofane pod względem technologicznym. Można by rzec, że jesteśmy sto lat za Murzynami, tyle, że w Afryce też mają takowe elektrownie (Kongo, Libia, Maroko). Nawet Rumunia ma elektrownię atomową! Ech, szkoda mi czasem, że żyję w takim miejscu, ale mam nadzieje, że za kilkanaście lat pójdziemy do przodu. Jakiś Great Leap Forward czy inna rewolucja moralno-społeczno-technologiczno-polityczna. Obym dożył takich czasów. Bądź, co bądź, jestem w pełni za odnawialnymi źródłami energii. Tak mówimy wszyscy!