<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dziennik pokładowy Aquenrala &#187; fandom</title>
	<atom:link href="http://aquenral.net/tag/fandom/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://aquenral.net</link>
	<description>Autor: Krzysztof Rewak, pseudonim Aquenral.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 29 Aug 2010 19:15:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Skajkon 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/08/22/skajkon-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/08/22/skajkon-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Aug 2010 12:24:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[konwenty]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3463</guid>
		<description><![CDATA[Fani Gwiezdnych wojen to grupa społeczna bardzo trudna do prostego zdefiniowania. Obejmuje ludzi w każdym wieku (w samym legnickim fanklubie mamy dziesięciolatków, jak i czterdziestolatków), pracujących w przeróżnych miejscach (oczywiście są to głównie uczniowie i studenci, ale zdarzają się pracownicy muzeum, kina, urzędu miasta, teatru, ZUSu, a nawet operatorzy dmuchanych zjeżdżalni), przedstawicieli wszystkich poglądów politycznych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Fani <em>Gwiezdnych wojen</em> to grupa społeczna bardzo trudna do prostego zdefiniowania. Obejmuje ludzi w każdym wieku (w samym legnickim fanklubie mamy dziesięciolatków, jak i czterdziestolatków), pracujących w przeróżnych miejscach (oczywiście są to głównie uczniowie i studenci, ale zdarzają się pracownicy muzeum, kina, urzędu miasta, teatru, ZUSu, a nawet operatorzy dmuchanych zjeżdżalni), przedstawicieli wszystkich poglądów politycznych, ludzi pobożnych i ateistów, humanistów i ścisłowców, mężczyzn i kobiety&#8230; Można by mnożyć tę różnorodność bez końca, ale największe zróżnicowanie z pewnością zobaczymy patrząc na miejsce zamieszkania: od Szczecina po Kolbuszową, od Legnicy do Olsztyna. Kilka razy w roku mamy konwenty, na których jest okazja, by się w końcu spotkać, ale są małe grupki, którym nawet to nie wystarcza. Bo trzeba powiedzieć, że fandom zaczyna się zmieniać, a niektórzy przenoszą znajomości fanklubowe na inną płaszczyznę, bardziej osobistą.</p>
<p align="justify">Mogę się nazwać szczęściarzem, bo akurat nawiązałem znajomość z kilkunastoma wspaniałymi ludźmi, którzy chcą się spotykać poza oficjalnymi spotkaniami i konwentami. Wiadomo, że niemożliwością są wspólne wypady w każdy weekend, ale robimy, co możemy, więc na przykład z Amadeuszem (trasa Leszno-Legnica: sto sześćdziesiąt klików) widziałem się już osiem razy w tym roku, co bardzo mnie cieszy. W ramach podtrzymywania naszych znajomości, jakże kruchych, bo na odległość, a jednak trzymających się dzięki internetowi, Michał zaproponował na początku sierpnia zorganizowanie ogniska u siebie. Ot, w celach integracyjnych. Nazwa <strong>Skajkon</strong> miała nam mgliście przypominać konwentową genezę naszej znajomości, a cały ten artykuł będzie luźną relacją z imprezy, której domagał się Mateusz, twierdząc, iż za kilka lat będziemy mogli usiąść, przeczytać ją i dobrze się bawić wspominając stare, dobre czasy.</p>
<p align="center"><img src="http://img690.imageshack.us/img690/8219/1241s.jpg"></p>
<p align="justify">17 sierpnia 2010, godzina 11:00. Razem z Magdą, Łukaszem i ponad kilogramem karkówki stoimy na legnickim dworcu w oczekiwaniu na pociąg. Oczywiście we Wrocławiu zjawiamy się pierwsi, ale po dwudziestu minutach przyjeżdża Wielkopolska w składzie Magda, Amadeusz, Jan i Tymek, za chwilę spotykamy się z Kubą, a za pół godziny zjawia się Mateusz ze Śląska. Ekipa gotowa, gospodarz ma na nas czekać w domu w Iwinach, więc idziemy na szybkie zakupy do Biedronki i pobliskiego monopolowego. Zahaczamy również o KFC, czekając na autobus linii 110. O 16:30, z plecakami pełnymi surowego mięsa, alkoholu i pieczywa, docieramy do Iwin, by okazało się, iż Michał jeszcze nie dojechał na miejsce. Ale czy taka mała niedogodność jak nieobecność gospodarza mogłaby jakkolwiek nam w czymkolwiek przeszkodzić? Och, oczywiście, że nie, więc znaleźliśmy lokalny plac zabaw, by dobrze spożytkować czas.</p>
<p align="justify">Michał w końcu dotarł na swoją imprezę, by zastać nas w swoim domu. Podróż stopem nigdy nie odznaczała się punktualnością, tym bardziej, gdy wracamy z dosyć oddalonej Pragi, więc wszyscy się jedynie uśmiechaliśmy i rzeczywiście nie mieliśmy mu nic za złe. Mateusz co rusz rozśmieszał nas opowiadaniem żartów ze śląskim humorem (właściwie opowiadaniem, a nie samymi żartami), Łukasz zniszczył wszystkich ciągłym głośnym oznajmianiem swojej potrzeby fizjologicznej i późniejszą bezradnością wobec niedziałającej spłuczki, a karkóweczka i kiełbaski smażyły się pokornie na grillu. Niestety rozpadał się deszcz, więc impreza z tarasu przeniosła się do mieszkania, stając się jakże uroczą domówką.</p>
<p align="center"><img src="http://img825.imageshack.us/img825/4640/1242q.jpg"></p>
<p align="justify">W pewnym momencie pojawił się w pokoju komputer, któremu sprzeciwiałem się od początku, wiedząc jak może się skończyć tego obecność w pokoju nerdów, ale oczywiście nikt mnie nie słuchał. Fakt, wpierw było całkiem miło, gdyż z głośników sączyła się muzyka&#8230; W końcu jednak ktoś puścił przekomiczny trailer <em>Avatara 2</em>, potem jakiś teledysk Lady Gagi, by skończyć na oglądaniu najbardziej psychodelicznego filmu świata, który zyskał również najgorszej kinowej produkcji globu, surrealistycznego, postapokaliptycznego filmu fantastyczno-naukowego, czyli znanych i lubianych tak zwanych <em>Tureckich Gwiezdnych wojen</em>. Jest to taka produkcja, że cała nasza dziesiątka płakała ze śmiechu, więc było bardzo przyjemnie.</p>
<p align="justify">Nieodłączną częścią takich imprez jest alkohol, a fani <em>Gwiezdnych wojen</em> niechlubnie słyną z miłości do wszelakich trunków. Tak więc piwo tradycyjnie do grilla było (dzięki Magdzie poznałem jakże babskiego, ale również jakże dobrego Gingersa), wykwintniejsze alkohole jakoś nie znalazły się na stole (och, pamiętam jeszcze ten endorowy burbon), aż w końcu otworzyliśmy mandarynkową wódkę, którą wspólnie sprawiliśmy Michałowi jako prezent w ramach podzięki za udostępnienie nam mieszkania. Co mnie zaskoczyło najbardziej? To, że nawet Łukasz i Kuba z nami pili! Uhm, nie wspominając już o mnie, bo przyznam, że to pierwsza moja przygoda z wódką na imprezie ze znajomymi. Patrząc obiektywnie, nie było źle, a wręcz całkiem kulturalnie, gdyż nikt nie miał problemów gastrycznych, a jedynie Michał poszedł spać w połowie wypowiadanego zdania.</p>
<p align="center"><img src="http://img831.imageshack.us/img831/3160/1243.jpg"></p>
<p align="justify">Co by nie mówić, uwielbiam tych ludzi. Zdaję sobie sprawę, że <em>zwykły człowiek</em> czułby się dziwnie w naszym towarzystwie, czego przypuszczalnie doświadczyły jedyne dziewczyny, dwie Magdy. Wynika to najpewniej z mnogości naszych hermetycznych żartów, długości naszej znajomości, chociażby przez internet, a także ze zwykłego nerdyzmu, bo kto ogląda <em>Battlestara</em> o czwartej nad ranem? I do tego jeszcze robi wspólne zdjęcie z admirałem Adamą golącym wąsy po exodusie z Nowej Caprici? A po wszystkim wrzuca te fotografie na Fejsbuka, gdzie razem z dziesiątką innych osób cieszy się jak małe dziecko? Smuci mnie ogólne społeczne przekonanie, że fani <em>Gwiezdnych wojen</em> to grube nerdy, socjopaci i osoby bez normalnego życia oraz perspektyw na nie&#8230; Och, może i się takowe przypadki zdarzają, ale ja śmiem twierdzić, że może to najwspanialsza grupa ludzi jaką kiedykolwiek poznałem.</p>
<p align="justify">Chciałbym zatem na koniec podziękować wszystkim naraz i z osobna, szczególnie Michałowi, który nas ugościł, Magdom, że pomogły przełamać stereotyp nerdowskiej imprezy bez dziewcząt, a także Mateuszowi, Amadeuszowi, Tymkowi, Janowi, Łukaszowi oraz Kubie, że dane było nam się spotkać w tak miłej atmosferze. Szkoda, że kilka osób, które się deklarowały, nie dojechały, ale bawiliśmy się mimo to świetnie, więc reszta może jedynie żałować. A co w planach na najbliższą przyszłość? Zamierzam korzystać dobroczynności kochanych ludzi z fandomu i wybieram się na <em>tour de fandom</em> w ostatnim tygodniu wakacji. Na trasie Kraków, Katowice, Otwock i Leszno, zwiedzę również Warszawę, poznam gro nowych osób i spotkam się z dawno niewidzianymi twarzyczkami. Relacja na żywo będzie na moim <a href="http://twitter.com/Aquenral" target="_blank">Ćwierkaczu</a>, a Wam życzę miłego dnia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/08/22/skajkon-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Endor 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 18:47:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3263</guid>
		<description><![CDATA[Pilchowicki Endor jest wydarzeniem z tradycjami. Organizowany od ośmiu lat, jest jedyną w swoim rodzaju formą spotkania fanów Gwiezdnych wojen, gdzie nie ma oficjalnego programu, nikt nie przygotowuje żadnych prelekcji, a jedynym celem jest integracja ludzi z całego fandomu&#8230; na wielu płaszczyznach. Głównym organizatorem jest Banita, który co roku udostępnia swoją działkę w Pilchowicach, by [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Pilchowicki Endor jest wydarzeniem z tradycjami. Organizowany od ośmiu lat, jest jedyną w swoim rodzaju formą spotkania fanów <em>Gwiezdnych wojen</em>, gdzie nie ma oficjalnego programu, nikt nie przygotowuje żadnych prelekcji, a jedynym celem jest integracja ludzi z całego fandomu&#8230; na wielu płaszczyznach. Głównym organizatorem jest Banita, który co roku udostępnia swoją działkę w Pilchowicach, by fani mogli rozpalić ognisko, napić się piwa i innych trunków oraz oddać swobodnym dyskusjom na miliard różnych tematów, począwszy od filmów pokroju <em>Zębów</em> i <em>Ludzkiej stonogi</em>, a skończywszy na czynnościach fizjologicznych Tremayne&#8217;a.</p>
<p align="justify">Endor 2010, ósma już edycja, był moim debiutem na tej powszechnie szanowanej imprezie. Wcześniej nie miałem nigdy chęci się tam wybrać, chociażby z racji mojej abstynencji alkoholowej, ale w tym roku wreszcie się przekonałem, że warto jechać nawet pół Polski, by spotkać się z tak wspaniałymi i wartościowymi osobami. I co? I nie żałuję, a wręcz jestem zachwycony formułą spotkania, zgromadzonymi ludźmi i całym przedsięwzięciem, ale może zacznę od początku? O godzinie 11:13 dnia dwudziestego czwartego lipca bieżącego roku wyruszyłem z mojej rodzinnej Legnicy z półpełnym plecakiem, kurtką przeciwdeszczową w ręku i biletem do Gliwic w portfelu, by za dwie godziny spotkać się z (już podaruję sobie wypisywanie imion, bo znów wszyscy będziecie płakać, że nie wiecie o kim mówię) Ravem, Appo i Urthoną z Wrocławia oraz Amadeuszem i Minim z Wielkopolski. Jeżeli wierzyć PKP, przed szesnastą pokonałem dwieście siedemnaście klików w jakże niedocenianych polskich pociągach, płacąc za bilet w jedną stronę niecałe dwadzieścia złotych, co zasługuje na wielkie uznanie, szczególnie biorąc pod uwagę stosunek długości jazdy do ceny do komfortu.</p>
<p align="justify">Pod gliwickim dworcem czekali już na nas Jaya, Guf i Girdun, a po chwili pojawił się <em>Mand&#8217;alor</em> Immo, któremu co rusz wymyślałem nowe przydomki oraz Radek. Gdzieś mignął nam Tremayne, Death i Vissan, jednak szybko zapakowali się niczym burżuazyjni magnaci w Orzeła Siedem, by dotrzeć do Pilchowic na własną rękę; nam pozostał lokalny przewoźnik, notabene cholernie drogi, o czym trzeba z rozgoryczeniem wspomnieć. Przed piątą zero zero dotarliśmy do naszego docelowego miejsca przeznaczenia, czyli działki Banity, gdzie przywitaliśmy się z gospodarzem i ruszyliśmy do pobliskiego sklepu, by zaopatrzyć się z chleb, napoje gazowane, energetyzujące i alkoholowe oraz coś do upieczenia nad słynnym pilchowickim ogniskiem.</p>
<p align="justify">Ósma edycja Endoru była przełomowa pod kilkoma względami, jednak nie mnie jest oceniać te zmiany; akcje z poprzednich ognisk znałem jedynie z opowieści, które urosły do rangi mitów w polskim fandomie, więc nie jestem w stanie obiektywnie podsumować zeszłotygodniowych wydarzeń. Pierwszy raz zabrakło tak zwanej <em>starej gwardii</em>, więc średnia wieku drastycznie się obniżyła, pokazując, że rośnie nowe serce fandomu. Pierwszy raz również postanowiono przełamać monopol ogniska Banity na ostateczne przyrządzanie kiełbasek, gdyż Viciu zabrał ze sobą przenośnego grilla, by móc oddać się przyjemnościom nocnego smażenia przepysznej karkówki, za którą na marginesie muszę podziękować Kubie. Zdaniem uczestników poprzednich edycji, było też o wiele grzeczniej, gdyż nikt nie odpadł, a jedyne osoby, które poszły spać, zrobiły to z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie, jak dotychczas, zmuszone przez tak zwaną Moc w płynie.</p>
<p align="justify">Serdecznie chciałbym w tym miejscy pozdrowić wszystkich uczestników Endoru, gdzie lista obecności wygląda następująco: (alfabetycznie) Amadeusz, Appo, Aquenral, Banita, Bidon, Death, Dev, Girdun, Gunfan, Jaya, Immo, Mini, Radek, Rav, Tremayne, Urthona oraz Vissan. Dodatkowe buziaki należą się ekipie, która nie poszła spać i wytrwała całą tą surrealistyczną noc, gdzie poruszyliśmy wiele bardzo dziwnych tematów, a wiele z nich niekoniecznie nadawałoby się na publikację w takim miejscu. Jestem też pełen podziwu dla ekipy telefonicznej, z którą budziliśmy nasze koleżanki w okolicach od pierwszej do trzeciej w nocy, by przedstawić się jako greccy bogowie, dwunastu apostołów lub inne znane postacie biblijne&#8230; W sumie wypadałoby chyba przeprosić wszystkie dziewczęta za przerwanie snu, więc niniejszym bardzo przepraszam za siebie i swoich kolegów.</p>
<p align="justify">Endor jest wydarzeniem, które każda osoba uważająca się za część fandomu chociaż raz powinna przeżyć. Cieszę się, że miałem okazję lepiej poznać kilka osób (szczególnie miło rozmawiało mi się z Bidonem i Tremaynem), pośpiewać przy ognisku, spróbować bourbona (Mandalorianie wiedzą, co jest dobre!) i nawet jechać tym cholernym pociągiem ze świetną ekipą. Endor 2011? Och, z prawdziwą przyjemnością się znów wybiorę, mając nadzieję, że przedwczorajszy skład się utrzyma, a i dojdzie kilka starych i nowych twarzy. Za takie właśnie rzeczy kocham fandom i jestem dumny, że jestem jego częścią. Z każdą taką imprezą uświadamiam sobie jak wspaniałymi ludźmi są fajni <em>Gwiezdnych wojen</em>&#8230; szczególnie w sytuacjach, które w żaden sposób nie są powiązane z odległą galaktyką. Na koniec jeszcze podziękowania dla Urthony za <a href="http://picasaweb.google.pl/100581043859293786099/PilchowiceEndor2010#" target="_blank">masę wspaniałych zdjęć</a> i do zobaczenia za rok!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/27/endor-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rybkon 2009/2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/01/rybkon/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/01/rybkon/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Jan 2010 13:42:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[Rybkon]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1697</guid>
		<description><![CDATA[Rok 2009 się już skończył, a ja, wbrew wszystkim trendom, nie napisałem żadnego podsumowania i życzeń noworocznych. Dlaczego? Czyżby mi się nie chciało? Nie miałem weny? Uznałem, że i tak Was to nie zainteresuje? Może wszystkiego po trochu, ale mam niespodziankę, czyli raport z Rybkonu 2009/2010, czyli elitarnego i prywatnego, legnicko-chojnowsko-wrocławsko-śląskiego minikonwentu, który odbył się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Rok 2009 się już skończył, a ja, wbrew wszystkim trendom, nie napisałem żadnego podsumowania i życzeń noworocznych. Dlaczego? Czyżby mi się nie chciało? Nie miałem weny? Uznałem, że i tak Was to nie zainteresuje? Może wszystkiego po trochu, ale mam niespodziankę, czyli raport z <strong>Rybkonu 2009/2010</strong>, czyli elitarnego i prywatnego, legnicko-chojnowsko-wrocławsko-śląskiego minikonwentu, który odbył się w dniach 31.12.2009-01.01.2010 w Legnicy. Skąd taka nazwa i o co w ogóle chodzi? O tym poniżej, zapraszam do czytania.</p>
<p align="center">***</p>
<p align="justify">Rybkon nieoficjalnie rozpoczął się o godzinie 12:04, kiedy to na Dworzec Legnica wjechał pociąg z nieodległego Wrocławia (najdalszej dzielnicy Legnicy) i wysiedli z niego Komisarz Sev i Padme, czyli Michaś i Kasia. Przywitał ich nie kto inny niż ja, czyli Aquenral-Krzysztof, aktualnie dowodzący całą operacją; odprowadziłem gości do mojego domu, gdzie miał się odbyć właściwy Rybkon, ale o tym zaraz. Postanowiliśmy się wybrać na film <em><a href="http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/" target="_blank">Avatar</a></em> w towarzystwie Mr. Hani, Fixera i Dzikiego, a w kinie dołączył do nas Darkdedudis (tak, to sami członkowie legnickiego fanklubu). Po filmie nastąpiła krótka konfrontacja, której punktem zwrotnym był telefon do Matki Hani, co ostatecznie zmusiło samego Hanię do dołączenia do ekipy Rybkonu. Dziki i Darkdedudis odłączyli się pod kinem, a reszta ruszyła do HQ, gdzie dołączył do nich Atroniss, czyli Artur. Po dziewiętnastej Rybkon się rozkręcił.</p>
<p align="justify">Muzyka była przednia: wpierw odtworzono złote przeboje Seva z jego empeczwórki, a wśród wykonawców można była poznać Modern Talking, Franka Kimono, Michaela Jacksona, Tenacious D, Nightwisha i ABBĘ. Później zmieniono odtwarzacz na mp3 Aquenrala, który zaserwował zapętlone <em>The Riddle</em> Gigi&#8217;ego d&#8217;Agostino, a później mieszankę Skilleta, Nightwisha i Jona Lajoie. Jadło i napitki również były niczego sobie: smażone kiełbaski i kurczak, trzy rodzaje sałatek, mnóstwo chipsów prosto z Chojnowa, słone orzeszki, mnóstwo ciasta i jeszcze więcej kartonów z sokami pomarańczowymi i jabłkowymi. Ze względu na kwestie prawne, Rybkon propagował całkowitą abstynencję od napojów alkoholowych, co nikomu nie przeszkodziło dobrze się bawić (<em>coooo?</em>). Jak to bywa, Hania wyżarł wszystkie orzeszki, po czym skierował swoją uwagę na chipsy. Rozmowy przedstawiały zdecydowanie wysoki poziom: wpierw dysputowano o <em>Battlestarze</em>, później skierowano się na fandom, <em>Turkish Star Wars</em>, znów fandom, sprawy prywatne i na totalne absurdy, począwszy od tego, że Kasia miała kiedyś gołębia (co niesamowicie rozbawiło Hanię do tego stopnia, że spadł z sofy, płacząc ze śmiechu), a skończywszy na udowodnieniu naukowym tezy, iż zarost rośnie szybciej, gdy człowiek nie śpi. Wybicie dwunastej celebrowano symbolicznym toastem, jednak Artur z Hanią musieli trochę <em>no-life&#8217;ować</em> i włączyć komputer o 23:50, by przeglądnąć strony Lockerz. Okazało się, że Sev jest mistrzem, jeśli chodzi o zakręcone kwadraty, a Hania potrafi tańczyć Scoobi-Doo z nogą i bez nogi, cokolwiek nie miałoby to znaczyć.</p>
<p align="justify">Około piątej nad ranem postanowiliśmy podzwonić po ludziach, życząc im szczęśliwego nowego roku. Na pierwszy ogień poszedł Rav, którego brutalnie obudziliśmy, krzycząc, że potrzebujemy baniaków i nawozu <em>do</em> konia. Następna była Magda, gdzie Sevuś dzielnie udawał Forwalla, nie wiedząc, że ten siedzi obok niej. Rozmowa również się skończyła wrzaskiem Hani, który domagał się baniaków. Ale nawet rozmowa z Hellem wydaje się słaba w porównaniem z półgodzinną konwersacją z Ludwikiem:</p>
<blockquote><p><strong>Hania:</strong> (&#8230;) I jak, dobrze się bawiłeś dziś w nocy?<br />
<strong>Ludwik:</strong> Ano, całkiem fajnie.<br />
<strong>Hania:</strong> No tak, to zrozumiałe, w Twoim wieku młodzi ludzie lubią pobalować. A jakieś miłe dziewczęta spotkałeś?<br />
<strong>Ludwik:</strong> Ehe. (&#8230;) Wdepnąłem w rzygi.<br />
<strong>Hania:</strong> Ale butem czy na boso? (&#8230;) Jeśli butem, może go umyj, bo będzie śmierdział.<br />
<strong>Ludwik:</strong> Zostawiłem na korytarzu.<br />
<strong>Hania:</strong> To wspaniale. A te dziewczęta? Jakaś Ci się konkretnie spodobała? (&#8230;) Nie chcesz teraz się żenić? Wolisz poślubić jakąś starą i brzydką? A może ty jesteś homo, co?<br />
<strong>Ludwik:</strong> Nie nie&#8230;<br />
<strong>Hania:</strong> Może boisz się dziewcząt? (&#8230;)</p></blockquote>
<p align="justify">A dlaczego Rybkon? Ano, przy stole stoi sporych rozmiarów akwarium, gdzie pływają dwa skalary: biały i czarny. Szybko okazało się, że ten drugi (większy) to Murzyn, rybia wersja Mace&#8217;a Windu. Sev, z nadmiaru emocji, zaczął wyzywać skalara: <em>Hey, you! Rybish, motherfrakker, do you speak it?</em> Rybkon? Ładnie brzmi, tak konwentowo, bo wszyscy stwierdzili, że atmosfera bardzo przypomina takowe wydarzenia (no, poza standardowym upojeniem alkoholowym). Ważniejszymi punktami programu, swoistymi <em>achievmentami</em>, była gra w ping-ponga o czwartej nad ranem (Artur złamał stół!) oraz lepienie bałwana o szóstej. Swoją drogą, trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że wszyscy przejęli natywny zwyczaj łapania się z podbródek w kontemplacyjnym geście Hani, legnickie słynne <em>Cooooo?</em> i okazało się, że nie można zrobić facepalma nogą. </p>
<p align="center">***</p>
<p align="justify">Żeby było już jakoś formalniej: wszystkiego najlepszego w 2010 (mamy jeszcze szmat czasu przed końcem świata!) i spełnienia tych marzeń, które nie kolidują z moimi. Dziękuję i <em>so say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/01/rybkon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twórczość fanów jako element kultury fandomowej</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Dec 2009 13:24:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Star Trek]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość własna]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1572</guid>
		<description><![CDATA[TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ, czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze? Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ,<br />
czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze?</strong></p>
<p align="justify">Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane przez liczną rzeszę fanów w różnym stopniu (fani <em>Gwiezdnych wojen</em> uważają kanon za świętość, Trekkerzy interpretują wszystko po własnej myśli, a w jeszcze innych źródłach nie istnieje żadne prawo kanoniczności i wszystkie wydarzenia sobie przeczą), ale jedna rzecz trapi wszystkich: żadna fanowska praca nie dostanie się do oficjalnego świata przedstawionego. Mimo to, fani ogólnie pojętej fantastyki wciąż piszą, rysują i tworzą, a fani <em>Gwiezdnych wojen</em>, mimo restrykcyjnej polityki George&#8217;a Lucasa, zaliczają się do czołówki <em>najpłodniejszych</em> fandomów.</p>
<p align="justify">Pamiętam, że jako dziesięciolatek w czwartej klasie szkoły podstawowej rysowałem na nudniejszych lekcjach ilustracje do książek z cyklu <em>Nowa era Jedi</em>. Może to dziwne zainteresowanie jak na małe dziecko, ale Yuuzhan Vongowie i ichniejsza technologia zawsze mnie fascynowały, więc przelewałem moje wyobrażenia na ich temat na papier za pomocą ołówka i gumki. Niedawno znalazłem plik kartek A4 i z uśmiechem na twarzy obejrzałem moje wszystkie prace: zniszczenie Sernpidala, oblężenie Gyndine, misję nad Myrkrem czy panoramę Yuuzhan&#8217;tara. Jako dziesięciolatek bez samokrytyki marzyłem, by ktoś kiedyś wydał wznowienia tychże książek, począwszy od <em>Wektora pierwszego</em>, a skończywszy na <em>Szlaku przeznaczenia</em> (dalej jeszcze nie zdążyłem przeczytać) z moimi ilustracjami ? wydawało mi się, że byłby to nie lada zaszczyt. Teraz, siedząc na podłodze i śmiejąc się z moich szkaradnych voxynów i ogniodmuchów, naszła mnie refleksja: dlaczego przestałem rysować? Wiadomo, nie każdy ma talent, a moje prace nie zaliczały się do najwybitniejszych, ale przecież mogłem rysować do przysłowiowej szuflady. Przestałem rysować, bo w końcu uznałem, że rzeczywiści mi to nie wychodzi, ale zabrałem się za coś, co uznałem za poważniejsze: pisanie. <em>Fan-fiction</em> to chyba najprężniej rozwijająca się dziedzina twórczości fanów na całym świecie; byłem święcie przekonany o swoim talencie pisarskim, a polonistka podnosiła moją samoocenę, wystawiając same piątki z wypracowań (cóż, nie zauważyłem, że większość moich kolegów ze szkolnej ławy też dostawało same piątki). Napisałem jedno opowiadanie, ale zaciąłem się w połowie. Zacząłem drugie&#8230; I też go nie skończyłem. W szóstej klasie rozpocząłem prace nad tworzeniem całkowicie nowego świata, gdyż akcja nowego <em>dzieła</em> miała rozgrywać się w galaktyce Yuuzhan Vongów podczas wojny cremleviańskiej, ale i tym razem nic nie wyszło, a czterdzieści pięć stron A4 przez długi czas leżały na dysku twardym, by w końcu zostać sformatowanymi. Zdałem sobie sprawę, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy i nigdy nie napiszę czegoś dłuższego niż kilkanaście stron. Ostatnio znów mnie złapała wena i zacząłem kreować całkiem nowy świat i nowe realia, by zrobić podwaliny pod przyszłe opowiadania, ale wyszedłem ze świata <em>Gwiezdnych wojen</em>, opuszczając tym samym rejon twórczości fanów na rzecz twórczości własnej.</p>
<p align="justify">Dlaczego? Po co rysowałem to wszystko i bezsensownie pisałem? W jakim celu, skoro nic z tego nie ujrzało światła dziennego, nie mówiąc już o publikacji w internecie? Doszedłem do wniosku, że każdy fan jest tak bardzo związany ze swoim ukochanym uniwersum, że chce w jakiś sposób wnieść coś od siebie. Jeżeli człowiek umie rysować ? rysuje. Jeżeli potrafi pisać ? pisze. Inni rzeźbią, tworzą modele i kostiumy, śpiewają albo kręcą własne fanowskie filmy. Kacper Karcz z Legnicy (nick <em>KAcpeross</em>) opowiada na pytanie dotyczące rysowania: <em>Rysuję, bo umiem</em>, po czym dodaje: <em>Wprowadzam postacie z ?Gwiezdnych wojen? w sytuacje jakie sam sobie wymyślę</em>. Fani czasami czują się przygnieceni ciężarem rozbudowanego kanonu, w którym nie mogą znaleźć wszystkiego, co by chcieli, więc sięgają po ołówki, kredki i farby. Mogą w taki sposób wizualizować swoje myśli i wyobrażenia. Rysunki, nieważne jakie by nie były, nigdy nie oddadzą tyle, co opowiadania i dłuższe formy literackie, za czym idzie fakt, iż nie mogą tyle namieszać w ogólnie przyjętym kanonie. Radek Salamończyk z Włocławka (w fandomie znany jako <em>Foleb</em>), autor opowiadania <em>Pogrom nad Cypharem</em>, twierdzi, iż napisał swoją pracę pod wpływem weny twórczej i impulsu. <em>Miałem taki motyw w głowie, który mnie nie opuszczał</em> &#8211; przypomina sobie Foleb. <em>Wszystko widziałem w głowie, niczym film, po czym tylko przelewałem to na papier, zamieniając obrazy w litery</em>. W założeniu, <em>Pogrom</em> jest pierwszym opowiadaniem z cyklu, ale w kwietniu 2009 ucichły wszystkie informacje na temat kolejnych części. Niektórzy porzucają pracę umysłową i tak jak Tomasz Rewak z Legnicy (znany również jako <em>Fixer</em>) tworzą repliki rekwizytów i zbroi z <em>Gwiezdnych wojen</em>. Fixer na swoim koncie, a raczej w warsztacie, ma już mandaloriańską zbroję, pełny ubiór Człowieka Pustyni, szatę Jedi i rękojeść miecza świetlnego, a teraz pracuje nad projektami niekoniecznie związanymi z uniwersum Lucasa (twarzołap z filmów <em>Obcy</em> oraz insygnia admiralskie z serialu <em>Battlestar Galactica</em>. Na zadane pytanie, dlaczego robi to wszystko, odpowiada bez zastanowienia:<em> Po prostu lubię to robić, sprawia mi to przyjemność. Poza tym miło jest popatrzeć na wszystko ze świadomością, że zrobiłeś to sam</em>.</p>
<p align="justify">Jak widać, fani nie próżnują. Na forum Bastionu polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em> co rusz pojawiają się nowe opowiadania, a Redakcja organizuje konkursy plastyczne, by promować młodych twórców. Większa część fanów tworzy lub tworzyła cokolwiek w przeszłości, chociaż nie każdy się teraz do tego przyznaje. Publikowane dzieła są różnie napisane, a autorzy mają zróżnicowane ambicje, ale prawda jest smutna: George Lucas nigdy nie włączy żadnej fanowskiej pracy, a tym bardziej pochodzącej od polskiego autora, do gwiezdowojennego kanonu. Prawdą jest to, że zorganizowano kilka konkursów (między innymi słynny <em>Darth Who?</em>), ale fani mają znikomy wpływ na losy tegoż uniwersum. Świadomość, iż tworzone przez nas prace nigdy nie zostaną kanonizowane nikomu jednak nie przeszkadza. Wystarczy wejść na forum Bastionu i zobaczyć, że Heavy Metal Mando dodał kolejne rysunki na swojego bloga, a Nadiru Radena opublikował kolejne opowiadanie. Wtedy trzeba tylko zaparzyć sobie herbatkę, rozsiąść się wygodnie w fotelu i doświadczyć, co twórcy chcą nam przekazać. A nuż zmotywuje nas to do stworzenia czegoś własnego?</p>
<h2>Adnotacja</h2>
<p>
<p align="justify">Wszystkie osoby cytowane w tekście wyraziły zgodę na publikację własnych wypowiedzi oraz danych personalnych. Esej brał udział w konkursie na artykuł prasowy organizowanym przez Bastion polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poczytaj mi, Mamo</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/07/27/poczytaj-mi-mamo/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/07/27/poczytaj-mi-mamo/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Jul 2009 17:08:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[J. K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[World of Warcraft]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=265</guid>
		<description><![CDATA[Wakacje mijają i zdajemy się tego nawet nie zauważać. Wikipedia mówi, że wakacje to okres wolny od nauki szkolnej [źródło cytatu], a mnóstwo ludzi traktuje to dosłownie, odcinając się od wszystkiego, co kojarzą lub łączą w skomplikowany sposób ze znienawidzoną szkołą. Nie będę marudził, że młodzież nie lubi i nie szanuje edukacji, którą otrzymuje za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wakacje mijają i zdajemy się tego nawet nie zauważać. Wikipedia mówi, że wakacje to <em>okres wolny od nauki szkolnej</em> <sup>[<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wakacje" target="_blank">źródło cytatu</a>]</sup>, a mnóstwo ludzi traktuje to dosłownie, odcinając się od wszystkiego, co kojarzą lub łączą w skomplikowany sposób ze znienawidzoną szkołą. Nie będę marudził, że młodzież nie lubi i nie szanuje edukacji, którą otrzymuje za darmo, bo to ciekawy temat na inny dzień, ale muszę zauważyć i podkreślić, że coraz więcej ów młodych ludzi utożsamia szkołę między innymi z literaturą, do której czują się zmuszani, co skutkuje tym, że przestają czytać cokolwiek. Smutne, aczkolwiek prawdziwe.</p>
<p style="text-align: justify;">Osobiście nie jestem jakimś wielkim bibliofilem, który czyta kolejną opasłą księgę codziennie i nie widzi świata poza biblioteką, ale muszę się przyznać, że czytam stosunkowo sporo. Staram się, aby w ciągu tygodnia przeczytać chociaż jedną książkę, jednak na wakacjach coś gorzej mi to idzie. O ironio, mam mnóstwo czasu, nie czuje się przez nic przyciskany, nie muszę myśleć o jutrzejszym sprawdzianie z fizyki czy kolejnej lekcji geografii, jednak w ciągu ostatniego miesiąca skończyłem zaledwie jedną książkę, przy czym w drugiej, zakładka tkwi w połowie od dwóch tygodni. W roku szkolnym o wiele ładniej to wygląda, potrafię przeczytać nawet do dziesięciu tomów na miesiąc. Nie ukrywam, że głównie czytam fantastykę(-naukową), ale także ostatnio próbuję sił z horrorami, kryminałami, thrillerami i powieściami historycznymi. Najśmieszniejsze jest to, że uważam to za rzecz naturalną, wręcz standard ludzki, jednak nie, oczywiście społeczeństwo znów zadziwia człowieka, który tyle razy się na nim zawiódł i ma fałszywe nadzieje na jego polepszenia z dnia na dzień. Ludzie nie czytają literatury, nawet <em>frakkin&#8217;</em> uczniowie nie sięgają po obowiązkowe z założenia lektury szkolne, które mają na celu poszerzyć ich horyzonty, czegoś nauczyć o brutalnym świecie oraz odchamić, co poniektórym się bardzo by się przydało.</p>
<p style="text-align: justify;">Najsmutniejsze jest to, że coraz więcej młodych ludzi jest zaskoczona faktem, że jakiś tam odsetek wciąż czyta. Jest to dla nich abstrakcja, coś nie do pojęcia, rzecz niemożliwa, że ktoś wieczorem siada w fotelu i bierze do ręki książkę. Argumenty co niektórych są wręcz żenujące, gdy mówią, że nie przeczytają książki, bo już ją ekranizują. Film w żaden sposób nie odda tego, co przekazuje nam autor na piśmie, bo bardzo trudno jest na ekranie pokazać emocje lub wewnętrzne przemyślenia bohatera. <em>Ale co tam, po co to komu?</em> Coraz głębiej uciera się stereotyp, że po książki sięgają już tylko kujony, nerdy lub <em>no-life&#8217;y</em>, bo przecież lepiej jest spotkać się z kumplami w <em>World of Warcraft</em> lub napisać jakiś komentarz na naszej-klasie. Książka staje się reliktem przeszłości, a ratują ją nieliczne premiery, które trafiają do wszystkich, między innymi <em>Harry Potter</em> J. K. Rowling. Ludzie mogą mówić, co chcą, ale to istny fenomen, że tak wiele młodych ludzi, wręcz dzieci, jednak wróciło na chwile do książek, by przenieść się na magicznego świata i przeżyć niezliczone przygody z Harrym, którego tak cenią. Miło jest popatrzeć, jednakże ubolewam nad tym, że jedno dziecko na sto przeczyta z własnej woli coś innego. Sytuacji z pewnością nie polepszają rodzice, którzy nie zachęcają swoich pociech do wybierania lektur i nie czytają im we wczesnym dzieciństwie, by obeznać z literaturą, najgorsi są jednak rówieśnicy, którzy wręcz czasami przechwalają się, że nigdy w życiu nie przeczytali żadnej książki. Gdy jest to siedmiolatek &#8211; to nic dziwnego, bo jeszcze ma czas. Dwunastolatek &#8211; to zaczyna być niepokojące. Siedemnastolatek &#8211; to żenujące. Człowiek, który nie obcuje w żaden sposób z literaturą, staje się jednocześnie człowiekiem uboższym mentalnie. Bo jak chociażby powiększy swój zasób leksykalny? Poprzez filmy i gry komputerowe?</p>
<p style="text-align: justify;">Chciałem jednak zauważyć ciekawą i fajną rzecz. Mianowicie jest jedna grupa społeczna, może nie jakaś popularna w mass-mediach, ale bliska mojemu sercu, która czyta stosunkowo dużo książek. Więc któż to taki? Oczywiście, że fani <em>Gwiezdnych wojen</em>. Może i odległa galaktyka zaczynała się w filmach, ale każdy prawdziwy fan wie, że wszechświat się wciąż rozszerza, a to przez wciąż wydawane nowe powieści science-fiction. Nie znam innych grup, które tak często nie tylko czytają cokolwiek, ale także kupują na bieżąco najnowsze pozycje. Przynajmniej ta jedna rzecz jest kryształkiem cukru w czarze goryczy. <em>Tak mówimy wszyscy</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/07/27/poczytaj-mi-mamo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
