<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dziennik pokładowy Aquenrala &#187; fantastyka naukowa</title>
	<atom:link href="http://aquenral.net/tag/fantastyka-naukowa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://aquenral.net</link>
	<description>Autor: Krzysztof Rewak, pseudonim Aquenral.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jul 2010 07:30:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Dni Fantastyki 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Jun 2010 09:29:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[konwenty]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3156</guid>
		<description><![CDATA[Mój ostatni tydzień wyglądał zdecydowanie dziwnie, gdyż od wtorku do piątku spędzałem czas w szpitalu na kardiologii (spokojnie, nic mi nie jest), do niedzieli nie spałem nawet jednej minuty, bawiąc się na wrocławskich Dniach Fantastyki, by w końcu odespać te pięćdziesiąt sześć godzin na nogach szesnastogodzinnym snem. Jak minął konwent? Dni Fantastyki 2010, bo o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Mój ostatni tydzień wyglądał zdecydowanie dziwnie, gdyż od wtorku do piątku spędzałem czas w szpitalu na kardiologii (spokojnie, nic mi nie jest), do niedzieli nie spałem nawet jednej minuty, bawiąc się na wrocławskich Dniach Fantastyki, by w końcu odespać te pięćdziesiąt sześć godzin na nogach szesnastogodzinnym snem. Jak minął konwent? <strong>Dni Fantastyki 2010</strong>, bo o nich będzie mowa przez cały ten sentymentalny wpis, odbyły się w dniach 25-27 czerwca bieżącego roku we wrocławskim CK Zamek w Leśnicy; oprócz tradycyjnych bloków programowych, w tym również gwiezdnowojennego, pojawił się blok fantastyczno-naukowy, który był głównym celem mojej wizyty ze strony prelekcyjnej&#8230; Aczkolwiek, tak naprawdę, najważniejszym priorytetem było samo spotkanie się z tymi wszystkimi ludźmi z całej Polski, by spędzić razem te kilka dni w niesamowitej atmosferze, za co czas gorąco podziękować.</p>
<p align="justify">Na samym początku chciałem gorąco podziękować <strong><abbr title="Ludwik, Loodwik tudzież Chlodwig">Mateuszowi</abbr></strong>, z którym się widzę niestety dopiero trzeci raz w życiu, a z którym rozmawiam prawie codziennie. Mimo tego, iż nie spełniłeś obietnicy przyjścia po mnie na dworzec, wciąż pozostajesz moim fandomowym bratem i chcę żebyśmy spotykali się jak najczęściej&#8230; A nawet jeszcze częściej! Konkurs wiedzowy o <em>Zagubionych</em> był przedni, mimo niektórych dziwnych pytań i nieuznawania naszych odpowiedzi (od kiedy pilot helikoptera jest profesją naukową?) był świetnie spędzoną godziną, która zaowocowała zacnymi nagrodami (ach, ten piąty sezon na dvd) i na miejscu chciałem też znowu pogratulować wszystkim współzawodnikom oraz Hani z Wojtkiem, z którymi zajęliśmy trzecie miejsce. A skoro jesteśmy przy tym, podziękowania imienne lecą również do <strong><abbr title="Moof albo Grzybal">Patryka</abbr></strong>, który był drugą osobą odpowiedzialną za konkurs, a który wytrzymywał ze mną tyle czasu bez narzekania. No i przyszedł po mnie na dworzec, więc wielki plus dla całego Otwocka!</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Amadeusz albo Misza">Amadeuszowi</abbr></strong> już kiedyś powiedziałem, że ożeniłbym się z nim, gdyby któreś z nas było kobietą i wciąż się trzymam tego stwierdzenia&#8230; No, chyba, że któremuś z nas wpadnie do głowy idiotyczny pomysł operacji, co raczej by mnie nieco odrzuciło&#8230; Uhm&#8230; Nieważne, zapomnijmy o tym. Bardzo było mi miło poznać Miszę, wielkie dzięki za ten cały spędzony razem czas, wspólne posiłki i wszystko inne, czego nie jestem w stanie wymienić, bo zabraknie mi miejsca w bazie danych na taką ilość informacji. Do zobaczenia za tydzień, kochany! <strong><abbr title="Mini">Tymkowi</abbr></strong> też się oczywiście należy wielki, heteroseksualny buziak, bo również mnie gorąco przywitał na dworcu zwalającym z nóg uściskiem i karteczką <em>Nie masz nuk, lol</em>, a później dotrzymywał towarzystwa przez cały, długi, pięćdzisięciosześciogodzinny Dzień Fantastyki. Panowie, dzięki Wam Wielkopolska staje się jednym z moich ulubionych województw i chcę się w końcu wybrać na jakieś Wasze spotkanie!</p>
<p align="center"><img src="http://img696.imageshack.us/img696/8803/76524649.jpg"></p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Hernán 'Sky' Cortés">Michał</abbr></strong> stał się bohaterem konwentu, więc chciałem złożyć hołd Hernánowi Cortésowi, trzykrotnemu wszechwładcy Chile, Urugwaju, Ekwadoru, Paragwaju, Argentyny i Peru, mając nadzieję na ponowne go spotkanie w przyszłości. Szkoda, że nie udało Ci się trafić na mój konkurs wiedzowy o <em>Battlestarze</em>, bo miałbyś szansę go wygrać, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo być może zwyciężysz w nim na następnym konwencie! Skaj zasłużył sobie jeszcze na dodatkowe podziękowanie i gorącego całusa za odwiedzenie mnie w szpitalu, kiedy to poprowadziliśmy naprawdę przyjemną rozmową na nerdowskie tematy. Ojciec Cortésa, <strong><abbr title="Ray Solar albo Pan Literka">Marcin</abbr></strong>, przybył z Mroźnej Północy i jestem nadzwyczaj usatysfakcjonowany zawarciem tej jakże ekscytującej znajomości z tak barwną osobą jaką jest polski odpowiednik doktora House&#8217;a. Żal wyciska z fok ostatnie łzy, że nie mogliśmy sobie zrobić wspólnego zdjęcia (zarówno chwalebnego Kantyna Teamu, jak i zespołu diagnostycznego), ale nadrobimy to w przyszłości, obiecuję.</p>
<p align="justify">Pierwszy raz dziękuję publicznie moim legniczanom, gdyż zawsze robiłem to na naszym prywatnym forum, jednak czas przełamać tę dziwną formę, więc <strong><abbr title="Mr. Hania">Łukasz</abbr></strong> zaczyna nową tradycję. Bezsenność we Wrocławiu najwyraźniej nie jest tylko moim problemem, ale nawet ja nigdy nie miałem <em>blackouta</em> w łazience. Okazało się, że chłopak jest wybitnym nauczyciele pokory, kiedy to zbił litrową butelkę wódki truskawkowej innych legniczan, za co Wojtek chciał go wyrzucić z naszego fanklubu. Nie rozumiem do teraz ja można było zapomnieć imienia Daniela Graystone&#8217;a, ale jestem pewnie podziwu względem wygłoszonej przez Hanię prelekcji. Fizyka kwantowa jakoś mnie trochę rozbudziła w niedzielny poranek, profesjonalne wykonanie zachwyciło (od dzisiaj sam będę robił takie prezentacje!), więc jestem w stanie powiedzieć, że była to najlepsza prelekcja na jakiej byłem, o! No i bardzo przyjemnie było się tę plazmę krawkowo-gluonową, nie powiem, że nie. <strong><abbr title="Azzedar">Wojtkowi</abbr></strong>, który siedział ze mną zdecydowaną większość konwentu, również gorąco dziękuję, a moim marzeniem jest by więcej takich ludzi jeździło z Legnicy na konwenty. Pełny profesjonalizm i zdrowe podejście, oto czego potrzebuje każdy fan!</p>
<p align="justify">Bardzo było miło mi w końcu poznać <strong><abbr title="Kaysh">Paulinę</abbr></strong>, która według kantynowego drzewa genealogicznego jest moją córką. Cóż, być może to patologia, że widzimy się dopiero pierwszy raz w życiu, chociaż bardziej chore mogłoby się wydawać to, że jest ode mnie jedynie dwa lata młodsza, ale niczemu to nie przeszkadza. Cholernie się cieszę, że wyruszyłaś w świat, by spotykać się z resztą fandomu i fajnie się wśród nas zaaklimatyzowałaś, do zobaczenia na wakacjach! A skoro jesteśmy przy rodzinie, trzeba wspomnieć o <strong><abbr title="Girdun">Michale</abbr></strong>, któy jest adoptowanym bratem mojego szwagra po nieżyjącej już żonie. Jak będziesz studiował we Wrocławiu, pewnie będziemy się spotykać częściej, ale podziwiam Cię za to, że po konwencie miałeś jeszcze czas na koncert. Ja już bym dawno umarł.</p>
<p align="center"><img src="http://img709.imageshack.us/img709/4104/29763613.jpg"></p>
<p align="justify">Artykuł zaczyna się niepokojąco wydłużać, a ja w głowie jedynie skreślam nazwiska tych, którym jeszcze muszę napisać parę zdań. Na pewno muszę wspomnieć o <strong><abbr title="Bolek">Szymonie</abbr></strong>, który znalazł niesamowity bodziec do stanu błogości jakim było smyranie mojej klatki piersiowej. Świetnie było Cię znowu, spotkać i mam nadzieję, że niedługo znów się jakoś zobaczymy, stary. Przykro mi, że nie wziąłem tego <em>Battlestara</em> i przeproś ode mnie Sylwię, ale to wina polskiej służby zdrowia, o! Kto tu jeszcze był niesamowity? Ach, jakże mogłem zapomnieć o parze, bez której to wszystko byłoby niemożliwe? <strong><abbr title="Taraissu">Iza</abbr></strong> i <strong><abbr title="Wedge">Karol</abbr></strong> umożliwiają nam spotkanie się, dobrą zabawę i świetne spędzenie czasu, gdyż czuwają nad organizacją i trzymają to wszystko w garści; nie wyobrażam sobie konwentu bez Was i nie chcę nawet na takowym kiedykolwiek być.</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Radek">Radkowi</abbr></strong> (któremu nie chciało się wymyślać nicka) i <strong><abbr title="Immo">Wojtkowi</abbr></strong> (<em>Mand&#8217;alorowi</em>, któremu nie okazuję szacunku, krzycząc <em>Cześć, Wojtku!</em>) podziękuję razem, wybaczcie, ale jakoś jesteście połączeni na stale w mojej podświadomości. Żałuję, że nie mogłem się zjawić na Waszym konkursie, gratuluję pierwszego miejsca, które robi z Was osoby mające największą wiedzę o <em>Gwiezdnych wojnach</em> w Polsce i chcę, żebyśmy spotykali się jak najczęściej, bo to wstyd, że średnio wypada nam jedno spotkanie na pół roku. Zostańmy na chwilę jeszcze przy Śląsku, bym mógł podziękować <strong><abbr title="Tremayne">Tomkowi</abbr></strong>, z którym niby już się poznałem na zeszłorocznych DeeFach, ale nigdy nie mieliśmy okazji lepiej się poznać poza Kantyną. Obściskiwanie na powitanie gęsto owłosionego olbrzyma z maczugą nigdy nie było jakoś moim priorytetem życiowym, tak samo jak rysowanie serduszek na jego plecach i obserwowanie jak hasa po szkolnych korytarzach w samej bieliźnie, ale poznanie tak ciekawej osoby, która trzyma się swego zdania do końca i nikogo nie udaje, by zdobyć znajomych jest wystarczającą rekompensatą za ekscentryczne zachowania.</p>
<p align="justify"><strong><abbr title="Padme">Kasiu</abbr></strong> i <strong><abbr title="Sev">Miśku</abbr></strong>, cieszę się, że chociaż z Wami widuję się stosunkowo często, jednak każde kolejne spotkanie jest dla mnie balsamem dla duszy, hihi. Tak się składa, że cholernie Was lubię i smucę się nad tym, że Kasia mieszka ponad dwieście klików stąd&#8230; Chociaż, z drugiej strony, daje jej to rzadsze okazje nazywania mnie zdrobniałymi nazwami owoców i narzekaniem, że się nie ogoliłem. A na poważnie, wielki buziak jeszcze się należy za wizytę w szpitalu (dwukrotną!) i perspektywę przyszłych spotkań. Następni w kolejce do publicznego podziękowania będą <strong><abbr title="Rav">Bartek</abbr></strong> z <strong><abbr title="Appo">Kubą</abbr></strong>, którzy są również podstawą dobrego konwentu, a także <strong><abbr title="Malak">Maciek</abbr></strong>, <strong><abbr title="Urthona">Aleksander</abbr></strong> i reszta wrocławskiego fanklubu.</p>
<p align="justify">Wybaczcie mi już za zbiorowe podziękowania, ale przeraża mnie ilość tekstu powyżej. Tak więc, buziaki do Legnicy, skąd przyjechali (oprócz powyższych) <strong><abbr title="Dziki">Daniel</abbr></strong>, <strong><abbr title="KAcpeross lub Moonwalker">Kacper</abbr></strong>, <strong><abbr title="Fixer">Tomek</abbr></strong> i <strong><abbr title="Wszelak">Wojtek</abbr></strong>. Nie mogę pominąć Wałbrzycha, który wysłał jedynie dwuosobową ekipę, jednak udało mi się miło pogadać z <strong><abbr title="Aresz">Arkiem</abbr></strong>; Częstochowa również nie popisała się wielką delegacją, ale jestem zaszczycony, gdyż mogłem spotkać się z <strong><abbr title="Indy Jones albo Shermi">Dawidem</abbr></strong>. Super było zobaczyć wszystkich ze Śląska (<strong><abbr title="Akasha">Daria</abbr></strong>, <strong><abbr title="Dev">Mikołaj</abbr></strong>, <strong><abbr title="Yuri">Dawid</abbr></strong>, <strong><abbr title="Jaya">Marzena</abbr></strong> z <strong><abbr title="Guf">Pawłem</abbr></strong> oraz wszyscy inni) ze szczególnym wyróżnieniem dla <strong><abbr title="Bidon">Bartka</abbr></strong>, który użył swoich magicznych zdolności, aby moja wuwuzela zniknęła na prawie cały czas trwania konwentu oraz dla <strong><abbr title="Ri">Samuela</abbr></strong>, z którym się nie pożegnałem, bo jestem zwykłym huncwotem. Wielkopolska też była niczego sobie, więc po buziaku dla <strong><abbr title="Heavy Metal Mando">Jana</abbr></strong>, <strong><abbr title="Nestor">Łukasza</abbr></strong>, <strong><abbr title="Strider">Mateusza</abbr></strong> i całej reszty wesołej ekipy, gdzie muszę wyszczególnić <strong><abbr title="Burzol">Bartka</abbr></strong>, który odwalił kawał dobrej roboty, relacjonując cały konwent na żywo przez <a href="http://twitter.com/BastionStarWars" target="_blank">Twittera</a>. Kraków też ładnie dopisał i ślę gorące pozdrowienia dla <strong><abbr title="Marc">Marcina</abbr></strong>, mając nadzieję, że wkrótce do Was wpadnę. Nie mogę oczywiście zapomnieć o <strong><abbr title="Nyka">Pawle</abbr></strong>, <strong><abbr title="Yeleń">Adamie</abbr></strong>, <strong><abbr title="Kika">Marcie</abbr></strong> z <strong><abbr title="Halcyon tudzież Noyclah">Radkiem</abbr></strong> i każdej jednej duszyczce, które przewinęły się przez leśnicki Zamek, a o których zapomniałem tutaj wspomnieć. </p>
<p align="center"><img src="http://img571.imageshack.us/img571/4049/28689489.jpg"></p>
<p align="justify">Uff, mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony, jeśli nie pojawił się na powyższej liście, ale pamięć ludzka jest zwyczajnie zawodna i mogłem najnormalniej w świecie o kim zapomnieć, jednak nie myślcie, że nie lubię Was i nie będę dziękował za wspólnie spędzony czas. Przykro mi, że nie wszyscy, którzy mieli jechać, przyjechali, tyczy się to szczególnie delegacji legnickiej, szkoda mi też tych, którzy z góry zapowiadali, że się nie pojawią (Kraków, Goleniów), a wielki buziak należy się dla wyżej wymienionego Raya, który pojawił się mimo wcześniej rezygnacji na forum Bastionu. Poza tym wspaniałą robotę odwalił Urthona, fotografując wszystkich przez całe trzy dni, zapisując tym samym wszystko w historii, którą raczej nie będziemy dzielili się z naszymi dziećmi.</p>
<p align="justify">Konwenty zaliczam do dni, które są jednymi z najlepszych w moim życiu. Na ten wynik składa się wiele czynników, a są to prelekcje, budowa programu, organizacja, baza noclegowa i jej wyposażenie, ale na pierwszym miejscu stawiam ludzi, którzy są podstawą każdego konwentu i dla którym jedzie się czasami taki kawał drogi, by tylko się spotkać i pośmiać we wspólnym towarzystwie. Zwykła osoba spotkana na ulicy nie zrozumie więzi jaka łączy wszystkich przez te trzy dni, być może nas wyśmieje, możliwe, że popuka się jedynie w czoło, ale z pewnością nie pomyśli, że to może by wspaniałe. Jesteśmy przecież tylko bandą fanatyków, a na dodatek widzimy się maksymalnie dwa razy w roku, więc jak mogą wyglądać relacje między takimi ludźmi? Przecież to chore, głupie i dziecinne&#8230; Całe szczęście, że oprócz takich osób są jeszcze świetni ludzie, którzy jeżdżą na konwenty, a gdyby fani byliby szerzej rozwiniętą grupą społeczną, tworzyliby najlepszą z najlepszych.</p>
<p align="justify">Żeby to zrozumieć, wystarczy zjawić się w takim miejscu i poczuć magię konwentu. Zawiążą się znajomości, które być może dotrwają do końca żywota, ktoś być może spotka swoją przyszłą ukochaną, a kto inny podbije Chile &#8211; gdzie indziej można tego doświadczyć? Widzę na przykładzie swoich znajomych i rodziny, że <em>zwykli ludzie</em> tego po prostu nie rozumieją, ale także nie chcą rozumieć (no, poza paroma wyjątkami) używając tak zwanego argumentu kobiecego brzmiącego <em>bo tak</em>! Warto pojechać na konwent, przyszłoroczne Dni Fantastyki, StarForce, Pyrkon czy cokolwiek innego, chociażby dla spojrzenia na to z innej perspektywy. Ja kiedyś postanowiłem spróbować i uważam, że była to świetna decyzja, która kilka rzeczy w moim życiu i we mnie zmieniła. Na lepsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/28/df-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwie minuty i trzydzieści siedem sekund</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 15:07:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3058</guid>
		<description><![CDATA[Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że wszyscy ludzie na Ziemi, włącznie z Tobą, tracą przytomność w jednym momencie. Ludzie bezwładnie opadają na chodniki, spadają ze schodów, niekontrolowane przez nikogo samochody zderzają się na wszystkich drogach, umierają wszyscy operowani w tej chwili pacjenci, rozbijają się samoloty&#8230; Innymi słowy: chaos. Ale to nie wszystko, bo wszyscy ludzie doświadczają niesamowitego, niemożliwego do opisania fenomenu fizycznego, który polega na przesunięciu czasowym świadomości w jedno miejsce w przyszłości. Wszyscy na Ziemi, każdy spośród siedmiu miliardów ludzi, widzi swoją przyszłość przez równe dwie minuty i siedemnaście sekund, by natychmiastowo powrócić do rzeczywistości&#8230; Rzeczywistości, która już nigdy nie będzie taka sama jak przed kilkoma chwilami.</p>
<p align="justify">Jest to fabuła fantastyczno-naukowej powieści Roberta Jamesa Sawyera z 1999 roku, która ukazała się (niestety nie w Polsce) pod tytułem <em>Flashforward</em>, jednak większość czytelników <em>Dziennika pokładowego</em> najprawdopodobniej będzie ją kojarzyła raczej jako główne wydarzenie w najnowszej produkcji ABC pod jakże zmienionym tytule <em>FlashForward</em>. Serial luźno bazuje na książce, ogólnie rzecz biorąc, był całkiem przyjemny w odbiorze, mimo kilku zgrzytów, o których się dzisiaj nie wypowiem, ale skasowano go po pierwszym sezonie z powodu niskiej oglądalności. Nie sądzę, by wielu fanów przeczytało książkę, chociażby z racji braku polskiego wydania i problemów ze sprowadzeniem czegokolwiek zza granicy, a warto, naprawdę warto i zaraz postaram się to udowodnić. </p>
<p align="justify">Śmiem stwierdzić, że oryginalna książka jest tysiąc razy lepsza od jej serialowej adaptacji. By rozwiać wszystkie wątpliwości, kupiłem ją poprzez <a href="http://www.empik.com/flash-forward-sawyer-robert-j,1468095,ksiazka-p" target="_blank">empik.com</a> za niecałe osiemnaście złotych, zresztą i tak nie lubię czytać na ekranie komputera. Czarna okładka może i nie robi wrażenia, szczególnie irytuje biały kwadracik reklamujący serial, ale cóż poradzimy, że jest to nowe wydanie skierowane do potencjalnych nowych czytelników, którzy będą szukali przygód swoich ulubionych bohaterów? I tutaj już pojawia się pierwsza niespodzianka! Mianowicie jedyną postacią łączącą obie formy jest Lloyd Simcoe, który i tak spełnia różne role. Fakt, Theo Procopides jest analogią do Demitriego, możemy też przeczytać o Dimitriosie, który bardziej przypomina agenta Ala niż Dema, ale nie ma żadnego odpowiednika Marka Benforda czy doktora Simona Camposa. Jednak nie tylko to jest inne, gdyż książkowe przesunięcie świadomości zostało opisane już na samym początku powieści z perspektywy jego twórców, więc praktycznie nie istnieje motyw poszukiwania sprawców. Inną sprawą jest różnica w czasie przy przesunięciu świadomości, która wynosi ponad dwadzieścia jeden lat, co zostało skrócone w serialu na potrzeby pchnięcia akcji do przodu.</p>
<p align="justify">Co mi się spodobało? Dokładnie to samo, co w większości prac fantastyczno-naukowych, coś, co po prostu uwielbiam, coś, co jest niezrozumiałe dla każdego, kto nie jest fanem gatunku. Oczywiście, że mówię o tak zwanym <em>technobełkocie</em> (mowie pseudonaukowej), który pojawia się na stronach powieści jeszcze gęściej niż w serialu, a jest jednak nieco bardziej spójny z rzeczywistymi badaniami naukowymi. Dla kogoś, kto amatorsko interesuje się fizyką, wszystkie te nazwy, wszystkie maszyny, wszystkie teorie są po prostu wspaniałe. Któż nie chciałby czytać o CERNie, Zderzaczu Tachinowo-Tardionowym, neutrinach, plazmie kwarkowo-gluonowej czy LHC? Moja wiedza na temat fizyki kwantowej jakoś nikogo nie powali, ale wystarcza do opanowania całego podanego technobelkotu. O czym jeszcze warto wspomnieć? Książka zawiera sporo materiałów paradokumentalnych rozpoczynających poszczególne rozdziały, które opisują wydarzenia na świecie po masowym <em>prolepsis</em>, a także wycinków z Mozaiki, które opisują przyszłość w roku 2030. Spośród wszystkich notatek, najbardziej zaintrygowały mnie te, gdzie papież nawołuje do modlitw&#8230; Papież nazywający się Benedykt XVI, podczas, gdy książka wyszła w 1999 roku. Ciekawe, nieprawdaż?</p>
<table align="left" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="48">
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /><br />
</tr>
</table>
<p align="justify">W tej sekcji znajdują się informacje na temat fabuły, więc czytasz je na własną odpowiedzialność; jeżeli nie chcesz sobie popsuć frajdy z czytania książki, przeskocz do następnego akapitu. <font color="white">Gdy wszyscy ludzie na Ziemi tracą przytomność, naukowcy w CERNie, którzy próbowali wytworzyć w LHC bozon Higgsa, święty Graal fizyków, zdają sobie sprawę, że do tego doprowadzili. Jeden z nich, Theo Procopides, który nie miał żadnej wizji, dostaje wkrótce informację, że zostanie zamordowany, jednak nikt nie chce udzielić mu żadnych szczegółów. Naukowcy postanawiają, ze zgodą ONZ, powtórzyć eksperyment, uprzedzając wcześniej całą ludzkość&#8230; Wszystko odbywa się jak wówczas, jednak żadne przebłyski nie następują; syntezuje się za to bozon Higgsa. Okazuje się, że globalne przesunięcie świadomości jest powiązane z eksplozją supernowej 1987A, która wyrzuciła w przestrzeń kosmiczną ogromną masę neutrin. W 2030 roku następuje kolejne zderzenie w LHC, ludzie tracą przytomność, ale jedynie doktor Simcoe ma wizję&#8230; Wizję, która odbiega miliardy lat w przyszłość, gdy nawet Ziemia przestała istnieć jako planeta w wyniku zderzenia dwóch galaktyk&#8230;</font></p>
<p align="justify"><em>Flashforward</em> nie jest jedynie fantastyczno-naukowym bełkotem, ale także całkiem przyzwoitym thrillerem, co pokazuje jak wszechstronnie uzdolnionym pisarzem jest Robert J. Sawyer. Muszę przyznać, że chyba będę musiał się zainteresować innymi dziełami tego autora, gdyż w moim prywatnym odczuciu pisze nawet lepiej niż zachwalany przez wszystkich i być może trochę przereklamowany Dan Brown, który mimo wszystko umie stworzyć dobrą powieść. Komu się spodoba <em>Flashforward</em>? Każdemu, kto oglądał na bieżąco serial i czuje niedosyt po finałowym odcinku, ale także wszystkim innym miłośnikom fantastyki naukowej na najwyższym poziomie. Każdy inny człowiek nieorientujący się w temacie może zostać przytłoczony mnogością technicznych terminów i bliżej niewyjaśnionych zjawisk fizycznych, niektórym też może przeszkodzić brak polskiej wersji, jednak uważam, że to kawał dobrej literatury. Zatem będzie to całkiem sprawiedliwa <strong>dziewiątka</strong> w dziesięciostopniowej skali, o. Życzę miłej lektury.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/13/flashforward/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naokoło Wieży</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 19:44:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość własna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3014</guid>
		<description><![CDATA[All Along the Watchtower to zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Postanowiłem oddać hołd Bobowi Dylanowi i napisać krótkie opowiadanie bazujące lekko na jego dziele, mam nadzieję, że nie jest to łamanie prawa. Errata w pierwszym z góry komentarzu, gdyby ktoś nie załapał wszystkiego, a opinie i oceny, jak zwykle, mile widziane. Zatem zapraszam do czytania. *** [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><em>All Along the Watchtower</em> to zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Postanowiłem oddać hołd Bobowi Dylanowi i napisać krótkie opowiadanie bazujące lekko na jego dziele, mam nadzieję, że nie jest to łamanie prawa. Errata w pierwszym z góry komentarzu, gdyby ktoś nie załapał wszystkiego, a opinie i oceny, jak zwykle, mile widziane. Zatem zapraszam do czytania. </p>
<p align="center">***</p>
<p align="center"><strong>NAOKOŁO WIEŻY<br /><small>AUTOR: KRZYSZTOF REWAK</small></strong></p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Musi być stąd jakieś wyjście&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W pogrążonym w nieskończonej ciemności korytarzu unosił się słodki odór świeżej krwi. Tam, gdzie sekundę temu stało trzech mężczyzn pracujących jako specjalistyczna ochrona, w tym momencie leżały jedynie skórzane worki na kości. W jednej chwili przemienili się z kochających mężów, opiekuńczych ojców i troskliwych synów w truchła, które nigdy już nie przemówią, które nigdy nie wrócą do domu, które nigdy nawet nie pomyślą. Ich krew, powoli sącząca się z pojedynczych ran w centralnych punktach czaszek, leniwie zalewała idealnie czyste fugi między białymi kafelkami podłogi korytarza. Nawet jedyny świadek tejże smutnej sceny został unieszkodliwiony, gdy jeden z włamywaczy użył niezidentyfikowanej nowinki technicznej, która usmażyła całą elektronikę w przemysłowej kamerze umiejscowionej pod ścianą. W taki oto sposób spokojny korytarz stał się na dwie sekundy miejscem krwawej łaźni, by w ciągu kolejnej chwili powrócić do normalności.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wraz z końcem pracy kamery, w korytarzu zabrakło jedynego źródła światła, którym była migająca dioda stanu czuwania. Dwaj uzbrojeni mężczyźni, którzy czaili się teraz za sporych rozmiarów pojemnikiem na odpady chemiczne, byli przygotowani na ewentualność pogrążenia się w całkowitej ciemności, więc uprzednio zaopatrzyli się w nowoczesny sprzęt noktowizyjny, którego nie pozazdrościliby nawet agenci specjalnych służb. Wyższy z nich, ubrany w ciemnobrązową skórzaną kurtkę i trzymający glocka dziewiętnastkę w prawej ręce, upewnił się, że wszyscy strażnicy nie żyją, po czym wyłuskał z kieszeni największego kartę identyfikacyjną z unikatowym chipem. Szybki ruch kawałkiem plastiku pod czytnikiem wbudowanym w ścianę zainicjował sekwencję otwierania drzwi, których nie dałoby rady sforsować tradycyjnym sposobem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Oślepiające białe światło wydobywające się z otwartego pomieszczenia zalało miejsce zbrodni. Dopiero teraz można było zobaczyć bijącą w oczy sterylność korytarza, symetrycznie usytuowane panele odkażające i oświetlające, pojemniki oznaczone symbolami zagrożenia biologicznego, chemicznego i radioaktywnego, a także symbole na ścianach mówiące, że jest to wejście do Strefy A-23. Ciała strażników niszczyły tę laboratoryjną czystość, chociaż mogliby wyglądać na śpiących, gdyby nie wszechobecna, otaczająca ich krew.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Po chwili korytarz znów zanurzył się w mroku, ale dwóch mężczyzn zniknęło. Strażnicy nie wypełnili swoich obowiązków, które mogły być jednymi z najważniejszych zadań na całym świecie. Do Wieży przedostało się dwóch morderców, którzy wiedzieli czego chcą i nie zawahali się użyć wszystkich dostępnych metod, by to zdobyć. Trzem mężczyznom leżącym w korytarzu już nic nie zaszkodzi, ale gdyby żyli, przeraziłoby ich to. A sam fakt, że szef się dowie o zaszłym wydarzeniu, mógł wskrzesić trupa, by znów go zabić ze strachu.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wieża przestała być bezpiecznym miejscem.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Jest za dużo zamieszania&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Pilnie strzeżone pomieszczenie laboratoryjne nazwane przez konstruktorów Strefą A Dwadzieścia Trzy, a przez pracujących tu naukowców Otchłanią, było stosunkowo niewielką salą. Z pozoru, wyglądem nie odbiegała od standardowego laboratorium fizycznego, jednak osoba biegła w fizycznych naukach, szczególnie wykształcona w astrofizyce lub fizyce kwantowej, mogła zauważyć niepokojące innowacje.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Takimi osobami było niewątpliwie dwóch mężczyzn, którzy wdarli się do Wieży, pozostawiając za sobą kilkanaście trupów, mając na celu dostanie się do Otchłani. Wyższy, doktor Sam Baldwin, był wykładowcą na bostońskim MIT, a specjalizował się w zagadnieniach związanych z teoriami dotyczącymi neutrin i tachionów. Ze swoimi półdługimi, nieuczesanymi włosami, kilkudniowym zarostem i zawadiackim uśmiechem wyglądał raczej na awanturnika niż na znanego i szanowanego naukowca. Doktor Arthur Wilson zdecydowanie bardziej pasował do stereotypowego wizerunku fizyka, aczkolwiek jego Smith &#038; Wesson w lewej dłoni i wojskowe wyposażenie szpiegowskie nie dawały żadnych złudzeń, że nie przybyli tutaj syntezować kwarków albo badać zachowania trójkolorowych barionów. Zresztą eksperymentowanie nad chromodynamiką kwantową było jedynie ich hobby, a tutaj czekała ich ciężka, choć bardzo ważna praca.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wbrew pozorom, do których niewątpliwie zaliczał się szlak z trupów pozostawiony wskroś całej Wieży, ci dwaj mężczyźni wcale nie byli złymi ludźmi, a śmierć jednostek była nieodzowną częścią planu, który miał na celu uratowanie świata. Ratować świat? Tak, dla Sama i Arthura również zabrzmiało to śmiesznie za pierwszy razem, kiedy umundurowany żołnierz z insygniami generalskimi przedstawił im zaistniałą sytuację. Był to generał Jonathan Cane, straszy człowiek pochodzący najpewniej z Teksasu, który gubił dźwięczność niektórych głosek i miał irytująco szczery uśmiech uwydatniający sztucznie implantowane zęby. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nasz świat stoi na krawędzi zagłady &#8211; mówił wtedy spokojnie, podczas gdy naukowcy zastanawiali się, kto mógłby spłatać im takiego figla. Generał wydawał się być stuprocentowo poważny, a kiedy rozłożył plany budynków i szkice niezwykłych urządzeń, wszystko nabrało innego kontekstu. &#8211; Ktoś, najpewniej grupa byłych radzieckich naukowców, opracowała tę machinę i konstruuję ją na terenie Stanów Zjednoczonych. Jak widzicie, konsekwencje jej uruchomienia mogą być katastrofalne w wymiarze globalnym, a nasi ludzie nie są w stanie nawet myśleć o jej unieszkodliwieniu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;I w taki oto sposób dwóch zwykłych doktorów stało się w jednej chwili wykonawcami zadań specjalnych na zlecenie Rządu Stanów Zjednoczonych. Otchłań była centralnym punktem Wieży, chociaż nikt nie zdawał sobie sprawy z jej istnienia. Prowadzono tutaj ściśle tajne eksperymenty, które mogły doprowadzić w najlepszym wypadku do armagedonu, gdyby tylko coś poszło nie tak. Samo wejście do Wieży nie było żadnym problemem, ale przedostanie się przez setki zabezpieczeń na czterdziestym czwartym piętrze stanowiło nie lada wyzwanie. Teraz, gdy formalności były za nimi, Sam i Arthur rozejrzeli się po sali.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Doktorze Baldwin, doktorze Wilson, witajcie. &#8211; Lufy S&#038;W i glocka skierowały się natychmiast w stronę, z której dochodził zachrypnięty głos. Przy największym ekranie, po którym leniwie przesuwały się rzędy cyfr, siedział starszy mężczyzna, którego można by scharakteryzować w dwóch słowach: <em>szalony naukowiec</em>. Długie, siwe włosy najprawdopodobniej nigdy nawet nie uświadczyły grzebienia, zza grubych szkieł świeciły niemożliwe do opisania oczy, biały fartuch pogłębiał stereotyp naukowca, ale gestykulacja, sposób poruszania się i ogólna prezencja pasowały raczej do niezrównoważonego schizofrenika i genialnego w swoich ograniczeniach sawanta. Dziwnym grymasem powitał niespodziewających się go gości, po czym wyciągnął ręce w geście powitania. &#8211; Witajcie w moich skromnych progach.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Kim jesteś, do cholery? &#8211; krzyknął Baldwin, podchodząc z wyciągniętym przed siebie glockiem dziewiętnastką. Dane wywiadowcze mówiły, że o tej porze Otchłań będzie pusta, a na czterdziestym czwartym piętrze Wieży będą jedynie strażnicy. &#8211; Kim, kurwa, jesteś? &#8211; krzyknął jeszcze głośniej, przystawiając pistolet do twarzy mężczyzny.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Lepiej byłoby, gdybyś zapytał kim ty jesteś, Sam &#8211; odpowiedział spokojnie, patrząc Baldwinowi głęboko w oczy. Wilson okrążył go i spojrzał na ekran, zastanawiając się nad technologią użytą w jego produkcji; jeszcze nigdy nie widział tak skomplikowanej matrycy. &#8211; Arthurze, mógłbyś nie zaglądać w moje prywatne dane?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zanim ktokolwiek zdążyłby cokolwiek zrobić, doktor Wilson leżał na sterylnej posadzce, trzymając się za głowę i wrzeszcząc z bólu. W jednym momencie jego serce przestało bić, a mózg, przeciążony napływającymi zewsząd informacjami, najzwyczajniej w świecie się wyłączył.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Co mu zrobiłeś, skurwielu? &#8211; szepnął z przerażeniem Sam, nie wiedząc czy ma celować w szalonego naukowca czy w Arthura&#8230; <em>W jego zwłoki</em>, poprawił się automatycznie w myślach. <em>To tylko zwłoki.</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wszystkie światła zgasły, a Sam Baldwin stracił poczucie równowagi. Nogi ugięły się pod ciężarem jego własnego ciała, serce zwolniło, mięśnie zwiotczały, a mózg ograniczył swoją pracę do absolutnego minimum. Stało się coś złego, ale naukowiec nie był w stanie powiedzieć co to takiego. Ba, nawet nie mógł o tym spokojnie pomyśleć. Doktor Sam Baldwin tonął w ciemności i nic nie mógł na to poradzić.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Nie mogę znaleźć ukojenia&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Sam&#8230; Sam&#8230; &#8211; niewyraźny głos wzbił się pond górami wyobraźni, z donośnym hukiem przedzierając się przez dzikie równiny imaginacji, by w końcu osiąść w dolinach snu, budząc bezbronnego trzydziestodwuletniego mężczyznę z nienaturalnego stanu balansowania między śpiączką a śmiercią. &#8211; Doktorze Baldwin, nic panu nie jest? &#8211; w pytaniu można było usłyszeć prawdziwą troskę, której natury Sam nie rozumiał. Pochylał się nad nim ten sam szalony naukowiec, który najwyraźniej jakimś sposobem doprowadził do śmierci Arthura. Szybka ocena sytuacji postawiła jeden wniosek: gdyby ten szaleniec chciał mojej śmierci, już dawno bym nie żył; tymczasem próbuje mnie ocucić, co znaczy, że coś nie poszło zgodnie z planem. I rzeczywiście, w błękitnych oczach naukowca widać było istotę przerażenia, wręcz kwintesencję strachu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dlaczego tak bardzo ci na mnie zależy? &#8211; zapytał Sam, kiedy już odzyskał władzę nad ciałem i umysłem, udało mu się wstać i usiąść pod ścianą. Rozmasowywał sobie skroń, starając nie patrzeć w stronę świeżych zwłok, które były kiedyś Arthurem. &#8211; Czy to wszystko jest twoim dziełem?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Żeby odpowiedzieć ci na to pytanie, musiałbym wytłumaczyć problemy związane z dylatacją czasu, sposoby praktycznego wykorzystania mionów, teorie, nad którymi nawet nigdy się nie zastanawiałeś. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Przejdź do rzeczy &#8211; przerwał mu zniecierpliwiony Sam. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie pojmiesz tego &#8211; stwierdził bezbarwnym głosem, jednak jego oczy były pełne smutku. &#8211; Nazywam się Samuel Baldwin i urodziłem się dwudziestego trzeciego września 1969 roku. Za dwadzieścia jeden lat doprowadzę do upadku cywilizacji człowieka poprzez swoje eksperymenty nad akceleratorem tachionowo-mionowym. W ramach odkupienia, chcę powstrzymać samego siebie przed zdobyciem wiedzy, która swój początek zawdzięcza laboratorium Otchłani. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Każde inne stwierdzenie miałoby większy sens. Każdy inny argument bardziej przemówiłby do Sama. Każda inne wytłumaczenie byłoby bardziej racjonalne i łatwiejsze do uwierzenia. Teraz zaczynały do niego dochodzić wszystkie fakty, których nie zauważał albo nie dopuszczał ich do siebie. Ich oczy były w identycznym odcieniu błękitu, w tym samym, który odziedziczył po matce i który zawracał w głowach wielu kobiet. Pod prawym uchem, skrywana do tej pory pod włosami, biegła cienka blizna, której nabawił się podczas bijatyki w barze kilka lat temu.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Everett &#8211; powiedział starszy Sam po chwili ciszy, która ciągnęła się przez eony. &#8211; Everett miał zawsze rację.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Hugh Everett? Jego pseudonaukowa paplanina nigdy nie została udowodniona&#8230;<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Zostanie!<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Sugerujesz, że możesz zmienić przyszłość, zabijając mnie, a tym samym nie zabijając siebie? Alternatywne rzeczywistości to bzdura &#8211; krzyknął Sam z tego świata. &#8211; Co się wydarzyło, wydarzyło się i kropka. Nie zmienisz biegu historii, nawet będąc mną.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- To może lepiej rozbrójmy tę bombę, okej? &#8211; rzucił luźno Samuel pochodzący rzekomo z przyszłości. Wyciągnął rękę do siebie sprzed kilkudziesięciu lat, ale trzydziestodwuletni naukowiec odmówił pomocy we wstawaniu. Konsoleta zaświeciła się na czerwono, gdy zainicjowali start systemów. &#8211; W mojej rzeczywistości to miejsce jest początkiem końca i chociaż zostało zniszczone na krótko przed moim odejściem, na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich ludzi z mojego świata jako symbol apokalipsy.  <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Wieża? &#8211; zapytał Sam, a jego starsza kopia tylko smutno pokiwała głową.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Obie.</p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie ma się czym ekscytować, Sam.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Równania, które pojawiały się na ekranach były odpowiedziami na wszystkie najważniejsze pytania fizyków z całego świata. To niemożliwe, by jedna osoba sama to wszystko opracowała&#8230; przynajmniej nie w tym czasie. Samuel wyjaśnił, że Otchłań musiała zostać skonstruowana przez ludzi z jego rzeczywistości, którzy chcieli przejąć władzę i tutaj. Przyszłość nie malowała się w różowych barwach, skoro była rządzona przez brutalna i potężną elitą, która zamknęła się w ostatnim mieście, odmawiając resztkom ludzkości jakichkolwiek zdobyczy technologii. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Koniec świata został zapoczątkowany przez eksperyment, mający na celu wytworzenie mionów, które mogłyby egzystować dłużej niż te kilka mikrosekund. W założeniach miało to otworzyć pole do eksploatacji linii czasu, a nawet kilku, jednak pierwszy test akceleratora tachionowo-mionowego zakończył się tragedią. Wytworzone w wyniku nagłych zderzeń miony zmieniły swoje ładunki i orientację, co przełożyło się na wydłużenie ich czasu połowicznego rozpadu, co z kolei uwolniło niesamowitą energię. Eksplozja zmiotła pół kontynentu z mapy świata, a antymiony, które przedostały się do atmosfery wywołały niespotykane do tej pory załamania czasoprzestrzenne w wyniku których relatywna pozycja tamtej Ziemi we wszechświecie uległa zachwianiu. <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;A w Otchłani najwyraźniej pracowano nad podobnych eksperymentem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Zdalnie odłączymy akcelerator od zasilania i skasujemy wszystkie badania. Udało mi się już wyeliminować wszystkich stojących za tym projektem, ale będziemy musieli też zniszczyć fizycznie maszynę &#8211; stwierdził Samuel.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Gdzie się znajduje?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- W mojej rzeczywistości została zbudowana jako oficjalny projekt Unii Europejskiej zgodnie z wszystkimi procedurami na zachodnim Kaukazie. Aczkolwiek teraz byłoby to niemożliwe ze względów politycznych, więc budowę rozpoczęto w północnej Rwandzie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dlaczego&#8230; &#8211; Sam chciał się zapytać jakim sposobem ich rzeczywistości różnią się tak diametralnie, ale szybko ugryzł się w język. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym lepiej zaczynał rozumieć teorię równoległych wymiarów i skoków między nimi. &#8211; Everett, tak? <br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Dokładnie&#8230; Gotowe &#8211; rzekł, wyłączając monitor. W tym samym momencie wyciągnął swój pistolet, którego Sam nie potrafiłby zidentyfikować i wycelował w głowę swojej młodszej kopii. &#8211; Przykro mi, Samie, ale jestem zmuszony uratować świat.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Ale Sam był szybszy od Samuela. Glock szybciej się znalazł w jego ręce i szybciej wystrzelił niż futurystyczna broń rodem z <em>Gwiezdnych wojen</em>. Pocisk przebił ciało, kość i utkwił na dobre z mózgu. Ciało Samuela osunęło się i z głuchym łoskotem upadło na podłogę obok ciała Arthura.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;- Nie, starcze, nie zniszczę świata &#8211; powiedział do zwłok, po czym schował glocka za paskiem i ruszył w kierunku wyjścia. Spojrzał ostatni raz na ciało swojego przyjaciela, zastanawiając się nad poczuciem humoru ewentualnych omnipotencyjnych bytów. No, ale przeszedł już przez to, a proroctwa Samuela nie były jego przeznaczeniem, więc mógł wyjść z tej przeklętej Wieży i wrócić do swojego życia.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wychodząc z Otchłani, zerknął jeszcze na zegarek. Zbliżała się dziewiąta. <em>Musiałem być nieprzytomny przez cały wieczór</em>, pomyślał. <em>Już późno, wypadałoby się położyć&#8230;</em></p>
<p align="justify">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Naokoło wieży&#8230;</em><br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Gdzieś w oddali zawyła syrena karetki, ale nikt na nią nie zwrócił uwagi. Wieża oraz jej siostra bliźniaczka stały w centrum Nowego Jorku, a przechodzący pod nimi ludzie nie mieli zielonego pojęcia, co wydarzyło się na czterdziestym czwartym piętrze. Sam Baldwin, cały we krwi, zmęczony, ale usatysfakcjonowany, zjeżdżał właśnie pustą windą osobową na parter, by wreszcie wyjść z tej przeklętej Wieży.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W oddali pojawiły się dwa boeingi 757 niczym dwóch nadciągających jeźdźców. Nikt się ich nie spodziewał, nikt nie wiedział, co zwiastują. W momencie, gdy pierwszy z nich uderzył w wieżę World Trade Center, świat zmienił się na zawsze. Sam nawet nie poczuł momentu swojej śmierci, nie był świadomy dlaczego jego dusza oderwała się do ciała, a jego ciało i kości zostały zgniecione przez tony metalu. Świat, który miał uratować, właśnie doszedł do punktu przełomu, a jedenasty września 2001 znów stał się początkiem końca pewnej ery.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<em>Wiatr zaczął smutno dąć&#8230;</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/02/naokolo-wiezy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z kamerą wśród fanów</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Apr 2010 09:04:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2763</guid>
		<description><![CDATA[Fandom&#8230; Cóż to jest? Wszystkowiedząca Wikipedia twierdzi, iż jest to, cytuję, określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki. Definicja definicją, ale w rzeczywistości nie da się tego opisać jakąś suchą formułką, bo najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi na myśl to nietypowe zjawisko społeczne. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak zróżnicowaną pod [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Fandom&#8230; Cóż to jest? Wszystkowiedząca Wikipedia <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Fandom" target="_blank">twierdzi</a>, iż jest to, cytuję, <em>określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki</em>. Definicja definicją, ale w rzeczywistości nie da się tego opisać jakąś suchą formułką, bo najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi na myśl to <em>nietypowe zjawisko społeczne</em>. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak zróżnicowaną pod każdym względem (wieku, wykształcenia, podejścia do życia) grupą ludzi, będącą tak bardzo zgraną i niesamowitą w każdym jej aspekcie. Może dla zwykłego, normalnego człowieka wyglądamy na bandę idiotów, najprawdopodobniej coś w tym jest, ale patrząc na to z mojej perspektywy, fandom, a przynajmniej jego część, to naprawdę najwspanialsi ludzie jakich kiedykolwiek poznałem.</p>
<p align="justify">Spójrzmy na moje konto na naszej-klasie, a potem na mapę Polski: moi znajomi są porozrzucani po całej Rzeczypospolitej, od mroźnej Północy, aż po góry, włączając w to Leszno, Pszczynę, Goleniów, Inowrocław czy inne Katowice. Niby wszystko fajnie, ale największą wadą takiego rozlokowania wszystkich tych ludzi jest to, iż widzimy się maksymalnie kilka razy w roku; gdy z Bartkiem czy Michałem z Wrocławia mogę się widzieć teoretycznie co miesiąc, na upartego jeszcze pojadę do Amadeusza do Leszna, to Sopot albo Otwock pozostają poza moimi możliwościami (zarówno kwestia finansów jak i zgody Rodziców, yeah). Co nam pozostaje? Konwenty, oficjalne spotkania fanklubów lokalnych i inne wydarzenia kulturowe na terenie całej Polski, które są idealnym pretekstem do spotkania się w gronie świetnych ludzi. Weźmy taki <em>Przystanek Jedi</em>, który odbył się wczoraj, a przybyły na niego delegacje z Wielkopolski, Legnicy i Śląska. Cóż, przyszliśmy, popatrzyliśmy na punkty programu i&#8230; poszliśmy na pizzę. Jak już przed chwilą wspomniałem, był to świetny pretekst i spełnił on swoją rolę znakomicie. Spotkaliśmy się, pośmialiśmy, nakręciliśmy <a href="http://kantyna.wordpress.com/2010/04/24/zyczenia-dla-mistrza-sellera/" target="_blank">życzenia dla Łukasza</a>, Tymek postraszył ludzi w tramwaju i na mieście, po czym rozjechaliśmy się do domów.</p>
<p align="justify">Wczoraj mnie naszła refleksja na temat stereotypowego wizerunku fana <em>Gwiezdnych wojen</em>, który w Stanach Zjednoczonych jest zaniedbanym nerdem z nadwagą albo otyłością, długimi włosami i paskudnym zarostem, nie odrywa się od komputera i potrafi rozmawiać tylko o Obcych i napędach FTL. U nas jest zgoła inaczej, niekiedy nasze konwersacje mogą przerażać, ale większość to <em>normalni</em> ludzie według dzisiejszych standardów i na pierwszy rzut oka nie da się powiedzieć kto może być fanem. A fani, jak ci cholerni Cyloni, są wszędzie, jeden może być Twoim wuefistą, inny naprawia Twój samochód, a jeszcze inny zgłasza się po windykację. Na konwentach siedzimy na prelekcjach, słuchając o wyższości yuuzhańskich yorik-vec nad kanonierkami LAAT/i albo o tunelach czasoprzestrzennych, ale konwentowe noce, cóż, nie ma się co oszukiwać, to jedne z najwspanialszych chwil w życiu.</p>
<blockquote><p><strong>HMM</strong> w komentarzu w którymś z poprzednich artykułów napisał:</p>
<div>(&#8230;) Takich kulturalnych i mających co nieco w głowach nastolatków jak Ty, czy niektórzy z naszego środowiska (mam na myśli fanów SW) jest niestety wśród współczesnej młodzieży jak na lekarstwo.</div>
</blockquote>
<p align="justify">Jedyne, co mnie naprawdę boli to fakt, iż tak zwani <em>normalni ludzie</em> nie traktują nas poważnie, uważają za bandę dzieciaków, ewentualnie bandę skretyniałych idiotów bez życia towarzyskiego, przyjaciół i umiejętności dobrej zabawy. W tym miejscu muszę się całym sercem zgodzić z Janem, który słusznie zauważył, że fani przedstawiają ze sobą <em>te lepsze</em> cechy, który niekoniecznie przedstawiają już jakąkolwiek wartość w dzisiejszym społeczeństwie. Nie wiem z czego to może wynikać, ale po prostu mamy, a przynajmniej część z nas, inną mentalność i właśnie to robi z nas tak zgraną paczkę mimo wszystkich dzielących nas różnic. Można by rzec jeszcze z miliard słów, ale czy jest sens? Ważne, że ludzie w fandomie są świetni, a ja mogę z nimi obcować i spotkać się, nawet raz na rok! <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pyrkon 2010: kochamy Stocznię Fondor!</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/03/29/pyrkon/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/03/29/pyrkon/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 14:00:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2426</guid>
		<description><![CDATA[&#187; UWAGA!&#187; Wpis zawiera materiał sentymentalny i odnoszący się do prywatnego życia autora. Ich habe meine Wochenende in Posen verbracht&#8230; Wczoraj wróciłem z trzydniowego Pyrkonu 2010 i chyba nadszedł się podzielić refleksjami na ten temat. Było zacnie (przepraszam za użycie tego słowa, Amadeusz), chociaż wolę, gdy konwent jest nieco bliżej i bardziej kameralny. Nie będę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" width="48" height="48"></td>
<td><strong>&raquo; UWAGA!</strong><br /><small>&raquo; Wpis zawiera <strong>materiał sentymentalny</strong> i odnoszący się do prywatnego życia autora.<small></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Ich habe meine Wochenende in Posen verbracht</em>&#8230; Wczoraj wróciłem z trzydniowego <strong>Pyrkonu 2010</strong> i chyba nadszedł się podzielić refleksjami na ten temat. Było zacnie (przepraszam za użycie tego słowa, Amadeusz), chociaż wolę, gdy konwent jest nieco bliżej i bardziej kameralny. Nie będę streszczał wszystkich wydarzeń, prelekcji czy konkursów, bo to mija się z ostatecznym celem, którym są tradycyjne podziękowania. Pozwólcie, że wpierw podziękuję tym, którym jeszcze nigdy nie miałem okazji dziękować, czyli osobom, które poznałem dopiero w Poznaniu tudzież nawiązałem jakąkolwiek głębszą relację (och, <em>spędzenie z kimś nocy</em> nie zawsze oznacza to samo). Zatem&#8230;</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;"><strong>Amadeuszu</strong> (znany również jako <em>Edward Cullen</em> tudzież <em>Robert Pattinson</em>)! Kochany, dziękuję Ci za to, że mogliśmy się wreszcie spotkać, pogadać jak ludzie, pośmiać się ze wszystkiego&#8230; Na Tatooine jakoś nie mieliśmy okazji, by się bliżej poznać, a szkoda, bo jesteś świetnym kompanem i cholernie się cieszę, że spędziliśmy razem cały ten czas. No, poza tym jestem Twoją Bellą i musisz o tym pamiętać! Do zobaczenia na Przystanku Jedi, Dniach Fantastyki, w Egipcie i na wakacjach w Legnicy! A, no i dzięki za postarzenie (rocznik &#8217;88, <em>yeah</em>!)</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Patryku</strong>, <strong>Moofem</strong> zwany &#8211; miło poznać kolejnego Kantynowicza, z którym w internecie zna się od przynajmniej pół roku, a nigdy nie widziało się go na oczy. Należy Ci się wielki, przyjacielski (czyli czysto heteroseksualny) całus za poranną mszę w niedzielę, jestem zaskoczony Twoją dziwaczną umiejętnością wykręcania nogi i pełen podziwu, że chciało Ci się samemu jechać z tej <em>frakkin&#8217;</em> Warszawy (tak, wiem, z Otwocka). I <em>niech ginie</em>!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Szymonie</strong> (znany również jako TW <strong>Bolku</strong>), wreszcie mogłem Cię uściskać, cieszysz się? Jakoś nie udało nam się podywagować na tematy <em>stricte</em> nerdowskie, na co tak liczyłeś, ale kiedyś to jeszcze, mam nadzieję, nadrobimy. Szkoda, że nie masz już swoich włosów, jakie widziałem na zdjęciach z poprzednich konwentów czy spotkań, ale może kiedyś odrosną, hę? Do zobaczenia w czerwcu!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Yahoo</strong>, niestety zwinął się w sobotni wieczór, aczkolwiek również zasługuje na pełne podziękowania. <strong>Janie</strong>, jesteś swój chłop, w sumie tyle mam do powiedzenia! Bardzo miło było mi Cię poznać i cieszę się, że chciało Ci się poświęcać czas na legnickiego dziwaka, który zabrania Ci przeklinać, hihi.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Aedinie</strong>, czyli nie Wojtku, a <strong>Wojciechu</strong> (skoro tak wolisz), który jesteś tylko o rok ode mnie starszy, a wyglądasz na dobre dwadzieścia dwa &#8211; rozmowa z Tobą o trzeciej w nocy na tematy wszelakie była&#8230; interesująca, o. Jakoś nigdy nie miałem okazji z Tobą pogadać, chociaż widzimy się na każdym konwencie &#8211; dziwne, nieprawdaż? Następnym razem to nadrobimy, obiecuję.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Mihoo</strong> (jak wynika z ksywy &#8211; <strong>Michale</strong>), mój serdeczny kolego ze szkolnej ławy, miło było, tylko szkoda, że tak krótko. Gdyby nie nasze przypadkowe spotkanie w Picollo, żałowałbym, że zamieniłem z Tobą tylko kilka słów i nawet się nie pożegnałem, ale najwyraźniej los chciał inaczej. Mam nadzieję, że pojawisz się w czerwcu we Wrocławiu i będziemy mogli podyskutować na spokojnie.</li>
<li style="text-align: justify;">tę krótką listę kończy <strong>Bartek-Burzol</strong>, aczkolwiek wcale to nie oznacza, że jest w jakiś sposób gorszy. Żałuję, że jakoś prawie w ogóle nie mieliśmy okazji pogadać, ale wszystko można nadrobić; szkoda, że konwenty nie trwają tydzień, można by było wszystko ogarnąć (tak, zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogliby w trakcie takowych nawet i umrzeć, hihi). Do zobaczenia we Wrocławiu!</li>
</ul>
<p align="center"><img src="http://img706.imageshack.us/img706/6528/99951587.jpg"></p>
<p align="justify">Pozwolę sobie jeszcze wymienić te kilka osób, którym wręcz obowiązkowo należą się indywidualne podziękowania &#8211; inaczej byłaby to chyba obraza mogąca zakończyć się śmiertelnymi konsekwencjami. Cóż, nie będę jakoś długo smęcił, bo i tak wiecie, że Was wszystkich kocham, ale co trzeba napisać, zostanie napisane, o!</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">Kto pierwszy? Ano, <strong>Michał</strong> zwany <strong>Skajem</strong> (i teraz wszyscy patrzą w niebo, <em>yeah</em>), czyli, jak to mawia Bolek, <em>mój ulubiony nerd</em>. Wpłynęły już wnioski, by mianować Cię honorowym członkiem legnickiego fanklubu <em>Gwiezdnych wojen</em>, bo jako jeden z nielicznej garstki konwentowiczów spędziłeś mnóstwo czasu z tak zwanym festynem w pełnej krasie i nawet wydawałeś się być z tego faktu zadowolony. Pamiętaj, że trzeba <em>słyszeć nic innego niż deszcz</em>&#8230; No i <em><abbr title="'ebać Pyrkon?">jot pe</abbr> na sto procent!</em></li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Radku</strong>, nie wiem dlaczego, ale w moim odczuciu w ogóle nie pasujesz na pierwszy rzut oka do wizerunku typowego uczestnika konwentów, co najprawdopodobniej możesz potraktować jako komplement. Oczywiście nie zmienia to faktu, że bardzo miło się z Tobą spędza czas oraz rozmawia na wszystkie tematy, mimo, iż jestem tylko gówniarzem, który nie oddaje starszemu wygodniejszego krzesła. Mam nadzieje, że na Dniach Fantastyki zrobimy jakąś porządną prelekcję, no i do zobaczenia w maju!</li>
<li style="text-align: justify;">skoro Aedin to Wojciech, <strong>Immo</strong> jest <strong>Wojtusiem</strong>! Jestem niesamowicie zaszczycony, że mogę rzucać butem w samego potężnego <em>Mand&#8217;alora</em> i jeszcze żyję po dokonanym zamachu. Cieszę się, że relacje na linii Yuuzhan Vongowie &#8211; Mandalorianie nie prowadzą ku żadnej wojnie, chociaż przyjemnie porzucałoby się żukami w Mando-gejów (nie wspominam o amphistaffach z wiadomych przyczyn); tak, wiem, że nie lubisz, gdy tak się o Was mówi. W maju mam nadzieję pojawić się na Czarnym Śląsku, więc trzymaj się, <em>ner vod</em>!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Iza i Karol</strong>, czyli <strong>Łedżissu</strong> &#8211; nie podziękuję Wam, bo przyjechaliście w sobotę i w ogóle Was nie widziałem&#8230; Ech,takich rzeczy to chyba się nawet w żartach nie mówi. Po prostu kocham Wasze towarzystwo i naprawdę żałowałem, że nie było Was w piątek i nie dołączyliście do naszego kółka przyjaciół kobaltu przed gwiezdnowojennym sleeproomem, ale cieszę się, że w ogóle przybyliście (chociaż tutaj podziękowania należą się chyba tylko Izabeli, prawda?) i podyskutowaliśmy w pociągu powrotnym. Muszę natomiast laboratoryjnie potwierdzić wyrażenie <em>Wasz konwent > inny konwent</em>.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Kubie</strong> (czyli <strong>Appo</strong>) wyrazy podziękowania należą się za wewnętrzną przemianę jaką przeszedł od ostatniego roku. Jak przez cały czas miałem do Ciebie obojętny stosunek, krótką chwilę zdecydowanie działałeś mi na nerwy, to teraz jesteś dobrym kompanem do rozmów i bezalkoholowego konwentowania. No i buziak za poranną mszę z Moofem! Mawia się, że&#8230;</li>
<li style="text-align: justify;">&#8230; wszystko zostaje w rodzinie, tak? <strong>Bartek</strong>, czyli <strong>Rav</strong>, teraz mówię do Ciebie: <em>Wracaj do cyrku</em>, kobieto z brodą! <em>Das ist traurig</em>, że byłeś jedynym przedstawicielem Elity Dziewięć-Jeden, ale przynajmniej wiemy, że stawiacie na ilość, a nie na jakość. No i dzięki Tobie zapamiętałem najważniejszy wyraz w całym języku niemieckim: wcześniej wymienione: <em>traurig</em>.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Ragnusie</strong>, szczerze mówiąc, niestety nie pamiętałem jak masz na imię (teraz już zapamiętam, że brzmi ono <strong>Łukasz</strong>), co jednak nie przeszkodziło w kilku krótkich dysputach na tematy <em>Battlestara</em> i <em>Caprici</em>, które były bardzo owocne i sympatyczne. Przykro mi, że geneza konfliktu legnicko-bydgoskiego tkwiła na Twoich plecach, ale to było dawno temu i nieprawda. Daj mi znać, gdy będziecie robili te koszulki i <em>do zobaczenia po drugiej stronie</em>!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Karolu_Hellrunerze</strong>, który swoje imię umieściłeś w nicku, konwenty bez Ciebie to również nie konwenty. Wielki buziak za konkurs battlestarowy, chociaż masz dwa minusy: jeden za ścięcie włosów, drugi za to, że nie spałeś razem z nami; hihi, gdyby życie byłoby logiczne, miałbyś plusa. Izolacja i brak kontaktu najczęstszą przyczyną cierpienia, pamiętaj!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Tymku</strong> w wersji <strong>Mini</strong>, dziękuję Ci z całego serca za nauczenie mnie pieśni bojowej <em><a href="http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=430694#432572" target="_blank">Stocznia Fondor</a></em>, a nie dziękuję za nieprzyniesienie mi mojej strzykawki z promycyną! Przyjeżdżaj w kwietniu do Wrocławia i następnym razem pojaw się na swojej prelekcji, będzie fajnie, serio.</li>
</ul>
<p align="center"><img src="http://img706.imageshack.us/img706/9887/86722728.jpg"></p>
<p align="justify">Ciekawi mnie kiedy wszyscy się przyzwyczają, że używam ich imion zamiast nicków? Kacper znowu będzie jęczał, pewnie strzeli tak zwanego focha, że kolejny raz pomijam Legnicę przy podziękowaniach, ale&#8230; Cóż, to jest po prostu za dużo wszystkiego. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, jakoś nie spędzałem z Prakseum dużo czasu, bo na konwencie wolę towarzystwo ludzi, których widuję dwa razy w roku, aczkolwiek naprawdę, naprawdę, naprawdę dziękuję i ślę wielkiego buziaka do każdego z Legnicy, czyli dla <strong>Moonwalkera</strong> (zwanego również <strong>Kacperossem</strong>), <strong>Wszelaka</strong>, <strong>Herkaya</strong>, <strong>Fixera</strong>, <strong>Azzedara</strong>, <strong>Dzikiego</strong>, <strong>Daali</strong> i <strong>Rodzyna</strong>. No, a poza tym dla wszystkich innych, z którymi się widziałem, witałem, rozmawiałem i spędzałem czas: <strong>Misiek</strong>, <strong>Yuri</strong>, <strong>Guf</strong> i <strong>Jaya</strong>, <strong>Akashka</strong>, <strong>Urthona</strong>, <strong>Death</strong>, <strong>Vigo</strong>, <strong>Ki-Adi</strong>, <strong>Kamila</strong>, <strong>Rusis</strong>, a także ekipy śląska, bydgoska, toruńska i wielkopolska, uczestnicy nieszczęsnej battlestarowej wiedzówki, ludzie, których męczyliśmy rozmowami telefonicznymi (<strong>Ludwik</strong>, <strong>Ray</strong> i <strong>Onoma</strong>) oraz wszyscy inni, z którymi miałem okazję się spotkać, a nie wymienił ich powyżej. <em>Soł sej łi ol!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/03/29/pyrkon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być (fanem) albo nie być</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/03/22/starwars/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/03/22/starwars/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 11:45:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2381</guid>
		<description><![CDATA[Hej, mała, jestem fanem &#8222;Gwiezdnych wojen&#8221; &#8211; takim tekstem z pewnością można zdobyć serce niejednej młodej damy. No cóż, każdy lubi to, co mu się podoba, niektóre rzeczy mogą się innym wydawać przynajmniej dziwne, ale najważniejsze jest to, by nie wstydzić się swoich zainteresować. Ja mówię otwarcie, że jestem fanem fantastyki naukowej i uważam, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><em>Hej, mała, jestem fanem &#8222;Gwiezdnych wojen&#8221;</em> &#8211; takim tekstem z pewnością można zdobyć serce niejednej młodej damy. No cóż, każdy lubi to, co mu się podoba, niektóre rzeczy mogą się innym wydawać przynajmniej dziwne, ale najważniejsze jest to, by nie wstydzić się swoich zainteresować. Ja mówię otwarcie, że jestem fanem fantastyki naukowej i uważam, że to moja prywatna sprawa, więc nikt nie powinien mnie oceniać przez pryzmat mojego hobby. Fanem <em>Gwiezdnych wojen</em> jestem od prawie dziesięciu lat (najwcześniejsze wspomnienia sięgają 2001 roku), były one ze mną przez prawie całą szkołę podstawową, wszystkie trzy klasy gimnazjum i dotychczasową całość liceum, George Lucas zarobił na mnie dobre kilka tysięcy dolarów (ach, te wszystkie książki, komiksy i reszta kolekcjonerstwa), nie wspominam już nawet o czasie pożartym przez odległą galaktykę, bo wynik wyliczeń mógłby mnie przestraszyć. Prawda jest taka, że związało się to ze mną w tak ścisłej symbiozie, że jeszcze niedawno nie mogłem sobie wyobrazić bez tego życia, gdyż stało się to jego nieodłączną częścią, czymś tak dla mnie naturalnym jak chodzenie do szkoły czy czytanie książek (notabene większości z logiem <em>Star Wars</em>). A kilka dni temu doszedłem do wniosku, że&#8230; to mnie już w ogóle nie kręci.</p>
<p align="justify">Straciłem do tego wszystkiego jakoś zapał, jakiekolwiek chęci i motywację. Prawda, mam cholernie wielki sentyment i niejasne przeczucie, że moja fascynacja odległą galaktykę wróci i to pewnie niedługo, ale czuję się z tym zdecydowanie nieswojo. Ciekawostka autobiograficzna #1: w gimnazjum również miałem okres <em>odpłynięcia</em> od Gwiezdnej Sagi, jednak zainteresowanie wróciło po kilku miesiącach, by w końcu z tego powstał fanklub. O, właśnie, legnicki fanklub <em>Gwiezdnych wojen</em>, czyli moje trzyletnie dziecko, dzięki któremu jestem tym, kim dzisiaj jestem. Już abstrahując od faktu, że to jedno z moich największych osiągnięć życiowych i całkiem przyjemna forma spędzania wolnego czasu, fanklub, a później i fandom, dał mi możliwość spotkania się z gronem niesamowitych osób, z którymi w inny sposób nigdy bym się pewnie nie spotkał. I mimo mojej <em>przerwy</em> od <em>Gwiezdnych wojen</em>, ci ludzie wciąż są świetnymi kumplami, a nawet i przyjaciółmi. To właśnie jest powód, dla którego najbardziej cenię dzieło Lucasa &#8211; łączy ludzi lepiej niż cokolwiek innego i nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim zjawiskiem. Co mogę zawdzięczać jeszcze swojej pasji? Z pewnością to, że przez ostatnie dziesięć lat przeczytałem mnóstwo książek, przez co nie tylko wzbogaciłem swój język, ale także zdobyłem mnóstwo praktycznej w abstrakcyjnych sytuacjach wiedzy, ale o tym już chyba kiedyś pisałem na łamach tego bloga.</p>
<p align="justify">Najśmieszniejsze w tej całej sytuacji jest to, że mam to przeświadczenie, iż to tylko tymczasowe zniechęcenie, dlatego też kupuję na bieżąco literaturę i wciąż prowadzę fanklub. Wiem, że żałowałbym sprzedania chociaż jednej książki z mojej kolekcji (tutaj się muszę pochwalić, bo udało mi się skompletować wszystkie wydane w Polsce przez Amber książki, czyli około 120 pozycji), więc tylko patrzę na te wszystkie grzbiety z uczuciem nostalgii. Tutaj chciałbym podzielić się swoją refleksją na ten temat; co prawda, nie była ona jakoś szczególnie długa ani głęboka, ale to zawsze coś! Mam z tym wszystkim styczność praktycznie codziennie, więc najzwyczajniej mi się to przejadło, bo ileż można się ekscytować tym samym? Stopniowo przestawałem interesować się nieścisłościami w kanonie, niedopatrzeniami autorów, wszystkimi tymi małymi rzeczami, które mnie zawsze irytowały, aż w końcu uznałem, że chyba trzeba sobie zrobić odpoczynek. Cóż, problem polega na tym, że prowadzę legnicki fanklub, działam aktywnie w fandomie i posiadam naprawdę dużą wiedzę na temat tej galaktyki, że nie mogę oderwać się o tego całkowicie. No cóż, może to i dobrze, przynajmniej mam pewność, że wrócę.</p>
<p align="justify">A żeby nie było wątpliwości, że to wciąż ja, powiem, że przerzuciłem się z jednego fikcyjnego uniwersum na drugie i teraz obiektem mojej głębokiej fascynacji jest reimaginowany świat Dwunastu Kolonii, gdzie człowiek zabawił się w Boga, tworząc rasę Cylonów, a resztki ludzkiej cywilizacji ku zbawieniu wiedzie jeden okręt zwany <em>Galacticą</em>. Realia <em>Battlestara</em> i <em>Caprici</em> wciągnęły mnie tak szybko, że nie sądziłem, iż takie coś jest w ogóle możliwe, ale&#8230; No właśnie, pooglądam sobie kilkanaście razy moje ulubione odcinki, posłucham McCreary&#8217;ego, pokrzyczę <em>So say we all!</em>, ale w końcu znajdzie się rzecz, która przywróci mnie do gwiezdnowojennej galaktyki. Przypuszczalnie będzie to coś, co przywróci mi wiarę w to uniwersum, jakaś książka, komiks, a może fanklubowe spotkanie lub konwent, a wtedy z mojej tapety na pulpicie zniknie Kara Thrace, a z telefonu ulotnią się muzyczny motyw Adamy jako dzwonek, muzyka aktywująca Cylonów jako dźwięk esemesa i odznaka <em>Pegasusa</em> na tapecie, by ich miejsce zajęło coś związanego z <em>Gwiezdnymi wojnami</em>. No, a tymczasem przygotowuję się na prelekcję o Yuuzhan Vongach na Pyrkonie, pracuję nad fanklubową stroną i będę musiał wyruszyć do kiosku po nowy komiks. Ach, to bycie fanem, <em>so say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/03/22/starwars/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Heteroupośledzeni tolerancyjnie</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/12/homo/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/12/homo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 17:10:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2119</guid>
		<description><![CDATA[Czas na temat religijno-społeczny! Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio poruszałem te wątki na łamach Dziennika pokładowego, a zawsze mi się przyjemnie pisze o Bogu i dzisiejszym świecie oraz zauważyłem, że to niezłe pole do dyskusji, które lubię prowadzić po napisaniu artykułu. Co prawda, mam rozpoczęte dwa artykuły, jeden stricte społeczny, drugi dotyczący zachowania młodych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Czas na temat religijno-społeczny! Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio poruszałem te wątki na łamach <em>Dziennika pokładowego</em>, a zawsze mi się przyjemnie pisze o Bogu i dzisiejszym świecie oraz zauważyłem, że to niezłe pole do dyskusji, które lubię prowadzić po napisaniu artykułu. Co prawda, mam rozpoczęte dwa artykuły, jeden <em>stricte</em> społeczny, drugi dotyczący zachowania młodych ludzi w internecie, ale dzisiaj naszła mnie ochota na rozpoczęcie wątku orientacji seksualnych, który co jakiś czas wypływa na polskiej scenie polityczno-społecznej i wywołuje takie burze, że aż miło patrzeć. Dodatkowo zmotywowała mnie <em><a href="http://aquenral.net/tag/caprica/">Caprica</a></em>, a konkretnie trzeci odcinek (<em>1&#215;03 The Reins of a Waterfall</em>) oraz postać Sama Adamy, ale o tym zaraz. Od czego chciałbym zacząć?</p>
<p align="justify">Uważam się za osobę tolerancyjną, ba, nawet za najbardziej tolerancyjną osobę jaką znam. Nie przeszkadzają mi wyznania, poglądy polityczne, sposoby ubierania się i tak dalej, i tym podobne. Niestety, moje doświadczenia z tolerancją wobec innych ras i orientacji seksualnych (czyli cech najczęściej padających ofiarą wszelakich prześladowań) opierają się jedynie na suchej teorii, gdyż, niestety, nie znam osobiście żadnych &#8211; dajmy dla przykładu &#8211; Murzynów czy homoseksualistów&#8230; przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatnio świat staje się zbyt poprawny politycznie pod względem rasizmu, a także stara się być taki wobec homofobii, ale nie możemy zapomnieć, że w sprawach tolerancji społecznej Polska leży w odległej galaktyce. Dlaczego tak jest? Z powodu ludzkiej ciemnoty, głupio gigantycznego wpływu Kościoła na nasze codzienne życie, konserwatywnej polityki największych partii w Sejmie, można by wymieniać w nieskończoność. Faktem jest to, że w Polsce nie ma krzty ogólnej tolerancji w stosunku do homoseksualistów, wszystkie przejawy innej orientacji są z zażartością tępione, a rzeczony homoseksualista nie ma żadnych praw. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo momentami wygląda to jak polowanie na czarownice, a takie zachowanie zdecydowanie nie przystoi europejskiemu państwu u zarania XXI wieku. Pozwolę sobie zacytować Lexa, który półtorej roku temu wypowiedział się na ten temat na łamach forum legnickiego fanklubu <em>Gwiezdnych wojen</em>:</p>
<blockquote><p align="justify">Nie toleruję tylko nietolerancji. Każdy, kto mówi że to choroba, ma małomiasteczkowe problemy i zapewne nigdy nie poznał żadnego homoseksualisty. Mam kilku przyjaciół o różnych <em>odmiennych</em> orientacjach i są to tacy sami ludzie jak <em>normalni</em> na tym forum. Bywałem w klubach gejowskich, nikt mnie nie próbował zgwałcić, nie był nachalny, agresywny &#8211; czego w tych dwóch ostatnich przykładach nie mogę powiedzieć o <em>normalnych</em> imprezach. Brzydzi mnie jak facet się liże z facetem na ulicy, ale brzydzi mnie mniej więcej podobnie jak robią to staruszkowie kłapiącymi sztucznymi szczękami albo różowa paniusia wylizująca sobie pyszczek ze swoim pieskiem chihuahua &#8211; tyle że tej niechęci nie okazuję. Będąc wobec siebie <em>fair</em>, gdybym popadał w homofobię, nie mógłbym oczekiwać ze społeczeństwo zaakceptuje na przykład mój wygląd czy radykalne poglądy. A tak to jestem kwita.<sup><a href="#adnote1">#1</a></sup></p>
</blockquote>
<p align="justify">Bardzo mądry człowiek i podpisuję się pod nim rękoma i nogami. Osobiście, gdyby kogoś to interesowało, jestem heteroseksualistą, ale naprawdę nie przeszkadza mi czyjaś odmienność. A gdy słyszę z ust ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym, co mówią, stwierdzenia, iż homoseksualizm to choroba, szlag mnie trafia. A gdy jeszcze ktoś wspomni o tym, że można to leczyć, aż dłoni zaciskają mi się w pięści. Nie wiem dlaczego mnie to aż tak boli, być może dlatego, że to jawne kłamstwo, a ludzie w to święcie wierzą? To na takiej samej zasadzie, gdyby twierdzić, że neonazizm lub zamiłowanie do picia kisielu na imprezach jest chorobą, z której można się wykurować (co nie zmienia faktu, iż to drugie jest stanowczo dziwne, aczkolwiek całkiem przyjemne w praktykowaniu). Boli mnie też to, że Kościół otwarcie popiera homofobię w wydaniu agresywnym i nikt się tym nie przejmuje. Ba, nawet Rząd cicho przyklaskuje i popiera to, co się dzieje. Homoseksualistom nie pozwala się nawet organizować parad, wysyła się na nich uzbrojonych policjantów&#8230; a wszystko w jakim celu? Przez to, że są inni? Okej, Bóg może ich nie kochać według wysoko postawionych hierarchów Kościoła, ale dlaczego mają cierpieć katusze ze strony całego społeczeństwa?</p>
<p align="justify">Mam niejasne przeczucie, że mogę być zlinczowany (miejmy nadzieję, że tylko w sensie dyskusyjnym) za to, co tutaj przedstawiam. Och, zaraz pewnie mnie też ktoś wyzwie od jakichś gejów i pedałów, ech. Nie rusza mnie to, wybaczcie. To chyba się rzadko zdarza, by heteroseksualista bez żadnych powiązań ze światkiem homoseksualnym bronił praw mniejszości, prawda? Może to odzywa się moja lewicowo-liberalna część? Cholera wie, ale chodzi o to, że nie podoba mi się jawna dyskryminacja praktykowana w naszym pięknym kraju. Śluby homoseksualistów? Dlaczego nie? Jeżeli wytworzyła się między nimi prawdziwa miłość, dlaczego im zabraniać związać się ze sobą? Myślę, że to ich prywatna sprawa i nikt nie powinien się interesować czy małżeństwa składa się z dwóch mężów czy dwóch żon. Nie powinniśmy się do tego mieszać, bo ktoś może przyczepić się kiedyś do jakiejś naszej odmienności.</p>
<p align="justify">Na zakończenie chciałem jeszcze powrócić do wyżej wymienionej <em>Caprici</em> i wspomnieć o roli homoseksualistów w kulturze, gdzie mówiąc <em>kultura</em>, mam na myśli rozrywki dla mas, czyli seriale, które tak namiętnie oglądam. Ostatnio motyw innych orientacji seksualnych pojawia się zdecydowanie za często; już przyzwyczaiłem się do tego, że w każdym serialu jednym z głównych bohaterów musi być Afroamerykanin (tak dla zwykłej poprawności politycznej), ale wprowadzenie par homoseksualnych do każdego <em>show</em> zaczyna mnie już irytować. Wpierw Claire w <em>Herosach</em>, później główna bohaterka we <em>FlashForwardzie</em> i ta Japonka w <em>Stargate Universe</em>&#8230; Nawet <em>Battlestar</em> się nie uchował i pojawiła się pani admirał Cain. Ciekawostką jest fakt, iż jedynie ekipa twórców <em>Galactici</em> odważyła się stworzyć męską parę homoseksualistów (panów Feliksa Gaetę i Hoshiego) a w <em>Caprice</em> pokazali, że homofobia jest zupełnie obca Taurończykom. No, w sumie większą częścią widowni seriali sci-fi są mężczyźni, którzy lubią popatrzeć na lesbijki, a na gejów niekoniecznie. Wielce tolerancyjni się znaleźli, ech. <em>So say we all!</em></p>
<h2>Adnotacja</h2>
<p align="justify"><a name="adnote1">#1</a>: Post ten został napisany dnia ósmego lipca 2008 roku o godzinie 12:54 na forum legnickiego fanklubu <em>Gwiezdnych wojen</em> przez użytkownika o nicku Lex w temacie <em>Homoseksualizm</em> założonym przez użytkownika o nicku Keating. Zacytowany tekst jest skopiowaną całością posta, wyłączając odpowiedź do innego użytkownika; kontent został również poprawiony pod względem interpunkcyjnym, w celach estetycznych</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/12/homo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierciożercy</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2010 09:52:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2039</guid>
		<description><![CDATA[Plakat promocyjny Ostatnio mało czytam. Na mojej półce przy łóżku leży rozpoczęta w październiku Diuna Herberta, Roland Stephena Kinga, bożonarodzeniowe prezenty w postaci Cieni Mindora i dwóch ostatnich tomów Nocy Coruscant (których nawet jeszcze nie otworzyłem), Opowieści wampiryczne, w których zostało mi do przeczytania jedno, ostatnie opowiadanie oraz Lalka Prusa. Na półce z książkami leży [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://images4.wikia.nocookie.net/starwars/images/0/08/Death_Troopers_poster.jpg" width="250">Plakat promocyjny</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Ostatnio mało czytam. Na mojej półce przy łóżku leży rozpoczęta w październiku <em>Diuna</em> Herberta, <em>Roland</em> Stephena Kinga, bożonarodzeniowe prezenty w postaci <em>Cieni Mindora</em> i dwóch ostatnich tomów <em>Nocy Coruscant</em> (których nawet jeszcze nie otworzyłem), <em>Opowieści wampiryczne</em>, w których zostało mi do przeczytania jedno, ostatnie opowiadanie oraz <em>Lalka</em> Prusa. Na półce z książkami leży jeszcze dziewięć książek, przez które nie udało mi się przebrnąć, między innymi sławetne <em>Dzieci Jedi</em> Barbary Hambly czy <em>Zwycięstwo na Centerpoint</em> Allena. Jako fan <em>Gwiezdnych wojen</em>, chcąc, nie chcąc, jestem osobą dużo czytającą, ale niestety zamyka się to raczej w jednym gatunku literackim, czyli w prozie fantastyczno naukowej, od której z rzadka uciekam. Ale przejdżmy do właściwego tematu, okej? W zeszłym tygodniu w polskich księgarniach pojawiła się najnowsza pozycja z tegoż uniwersum, czyli <em><strong>Szturmowcy śmierci</strong></em> (w oryginale <em>Death Troopers</em>) Joe Schreibera, a mnie wczoraj wreszcie udało się ich zakupić. Zacząłem czytać po dziewiątej wieczorem i się zakochałem.</p>
<p align="justify">Mam mieszane uczucia co do książkowych horrorów. Zacznijmy może od tego, że nawet średnio przepadam za filmami, ale swoje korzenie ma to w tym, iż kino ostatnich lat koncentruje się na <em>gore</em><sup>(<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gore" target="_blank">wtf?</a>)</sup>, które mnie zdecydowanie brzydzi. Jeszcze rok temu zastanawiałem się jak książka może kogokolwiek przestraszyć i za radą koleżanki wypożyczyłem ze szkolnej biblioteki znane i lubiane w świecie <em>Lśnienie</em> Kinga. Och, król horroru, jak go nazywają, jakoś mnie nie oczarował. Książka była zwyczajnie nudna, ale postanowiłem się nie łamać i zabrać się za coś innego. Graham Masterton pisał bardzo ciekawie, ale to były raczej thrillery, a nie czystogatunkowe horrory, no, niestety. Dlatego, gdy usłyszałem o pierwszej pozycji ze świata <em>Gwiezdnych wojen</em> będącą horrorem dla dorosłych czytelników (tak, mam świadomość istnienia serii <em>Galaxy of Fear</em>) coś we mnie drgnęło. Z jednej strony, miałem nadzieję na coś epickiego, czegoś, przez co polubię książkowe horrory, z drugiej &#8211; bałem się, że znów dostanę nudny gniot, które pewnie i tak nie skończę.</p>
<p align="justify"><em>Death Troopers</em> zrobili w Stanach furorę. Premiera książki była poprzedzona wielką kampanią reklamową, której, co prawda, nie możemy porównywać do tego, co uświadczyliśmy przy <em>Mocy wyzwolonej</em>, jednakże to była jedynie część całego projektu multimedialnego, a <em>Szturmowcy</em> to tylko zwykła powieść. Pojawiły się plakaty ze świetną grafiką autorstwa Indiki, powstał suplement do gry <em>Star Wars: Galaxies</em>, potworzyło się mnóstwo <em>in-</em> i <em>out-univerowych</em> źródłem, chociażby <a href="http://twitter.com/TK329" target="_blank">konto TK 329</a> na Twitterze. Schreiber nawet opublikował soundtrack do książki. Medialna burza przetoczyła się przez amerykański rynek, a przez dziwną polityką wydawniczą Amberu, powieść pojawiła się w Polsce trzy miesiące po światowej premierze. Przez pierwszy tydzień nie było jej w legnickim Empiku, ale wczoraj pojawił się jeden egzemplarz, który natychmiastowo zakupiłem. Książkę przeczytałem w dwie godziny, co może jest spowodowane jej minimalistyczną objętością, ale przejdźmy do konsensusu.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/arrow.png" width="16"> <strong>Aquenral ocenia</strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Fabuła: <strong>8+</strong>/10.<br />
Dialogi: <strong>7</strong>/10.<br />
Opisy: <strong>8+</strong>/10.<br />
Klimat: <strong>10</strong>/10.</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><strong>Ogółem: 8+/10</strong>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Szturmowcy śmierci</em> wciągnęli mnie niesamowicie i odnowili moją wiarę w horrorystów. Książka jest krótka, dziwnie zbudowana, jeśli chodzi o rozdziały, które mają niekiedy po trzy strony, z początku trochę nudzi, ale muszę przyznać, że to jedna z najlepszych pozycji spod znaku <em>Gwiezdnych wojen</em>, przebija ją jedynie Stover ze swoim <em>Zdrajcą</em> i ewentualnie któryś Luceno, Traviss bądź Reaves. Najciekawsze jest to, że czytając, nie mamy wrażenia, że jesteśmy w odległej galaktyce; rzecz mogłaby się dziać w każdym uniwersum, w każdej rzeczywistości, gdyby nieco pozmieniać nazwy własne. Jedynym wątkiem, który rzuca się w oczy i jest dany jakby na siłę (co nie znaczy, że przeszkadza), jest pojawienie się Hana Solo i Chewbaccy, którzy wprowadzają atmosferę Starej Trylogii. I gdyby wszystkich Rodian, Wookieech i Dugów zamienić na ludzi, a niszczyciel gwiezdny na jakiekolwiek inne laboratorium, byłaby świetna powieść dla każdego czytelnika, bo, powiedzmy sobie szczerze, niewielu sięgnie po książkę z logiem <em>Star Wars</em>. Ale wróćmy do fabuły&#8230; Najlepsze jest to, że wszystko jest ładnie i w miarę racjonalnie wytłumaczone; jakoś nie podobała mi się idea zombie w odległej galaktyce, ale muszę przyznać, że Schreiber nieźle z tego wybrnął.  Stworzył też całkiem ciekawych bohaterów z doktor Cody na czele, którą chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć w jakiejś książce. Ale największą zaletą <em>Szturmowców&#8230;</em> jest ich klimat. Krótkie rozdziały, mroczna atmosfera, wyważone dialogi i momentami makabryczne opisy nadają całej książce niesamowitą atmosferę grozy. Czytając to w nocy, w całkowitej ciszy, ma się wrażenie jakbyś sam znalazł się na opuszczonym gwiezdnym niszczycielu <em>Vector</em> i szedł pustym korytarzem, bojąc się, co Cię znajdzie za następnym zakrętem. Powraca imperialny wydział broni biologicznej z <em>Galaxy of Fear</em>, autor widocznie wystarczająco zgłębił galaktykę, gdyż pojawiają się tak mało znane rasy jak Paaerdaugowie, wspomina się o Dniu Życia, a akcja jednego rozdziału rozgrywa się na Galantosie. Nie ma upychanych na siłę wstawek o podmiotach znanych z filmów, co uparcie stosuje w swoich książkach Michael Reaves, a co mi się zdecydowanie nie podoba.</p>
<p align="justify">Podsumowanie? Jest to jedna z najlepszych książek, które noszą na okładce znak <em>Star Wars</em>, bardzo dobry horror i świetna rozrywka na zimową noc. Fakt, jest może za krótka, ale ma niesamowity klimat, który wynagradza naprawdę wszystko. Polecam ją wszystkim, naprawdę, bo to kawał dobrej, współczesnej literatury. Z niecierpliwością czekam na prequel, również autorstwa Schreibera, który ma sie pojawić pod koniec tego roku. <em>So say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/05/death-troopers/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niebieskie mleko i bezsenna noc</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/18/tatooine/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/18/tatooine/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2010 14:33:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[Tatooine]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1842</guid>
		<description><![CDATA[&#187; Poniższy wpis może zawierać materiał sentymentalny i odnoszący się do prywatnego życia autora. Prelekcja z Radkiem Właśnie powróciłem z Tatooine I, czyli pierwszego wrocławskiego konwentu poświęconemu w całości tematyce Gwiezdnych wojen, który odbył się w dniach 16-17 stycznia 2010. Było to również XVIII spotkanie legnickich fanów Gwiezdnych wojen (a za razem trzylecie istnienia fanklkubu), [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td>&raquo; Poniższy wpis może zawierać <strong>materiał sentymentalny</strong> i odnoszący się do prywatnego życia autora.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://lh4.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1MvP8D1ZOI/AAAAAAAABRI/c5kL_LYibZY/s800/Tatooine%20033.JPG" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://lh4.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1MvP8D1ZOI/AAAAAAAABRI/c5kL_LYibZY/s800/Tatooine%20033.JPG" width="250">Prelekcja z Radkiem</a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Właśnie powróciłem z <strong>Tatooine I</strong>, czyli pierwszego wrocławskiego konwentu poświęconemu w całości tematyce <em>Gwiezdnych wojen</em>, który odbył się w dniach 16-17 stycznia 2010. Było to również XVIII spotkanie legnickich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em> (a za razem trzylecie istnienia fanklkubu), LXXV Imperiada, XIII spotkanie wałbrzyskie oraz III dolnośląskie, czyli idealna okazja, by pojawić się w fandomie, spotkać świetnych ludzi i dowiedzieć się czegoś ciekawego o odległej galaktyce. Nie sposób jest opisać wszystko, czego doświadczyliśmy podczas tych wspaniałych dwóch dni, myślę, że wkrótce światło dzienne ujrzy oficjalny legnicki raport autorstwa Marcina Smolskiego, więc pominę opowiadania o Dzikim Zachodzie, rozdaniu lansu połączonym z legnickim festynem zakończonym odwieszeniem koszulki mokrej od mleka czy wielu innych sytuacjach, które będą opowiadane przez najbliższe miesiące. No cóż, tradycyjnie już, składam najszczersze podziękowania dla wszystkich obecnych, z którymi dane mi było spotkać się na tak zacnej imprezie, a szczególne wyróżnienia znajdą się poniżej. A więc&#8230;</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;"><strong>Łedżissu</strong> (tak, chodzi oczywiście o Taraissu i Wedge&#8217;a), wybaczcie, że łączę w jedno, ale inaczej chyba nawet nie wypada. Wciąż powtarzam tylko i powtarzam, jacy to jesteście niesamowici, wspaniali i świetni, ale po prostu nie umiem znaleźć innych wyrazów, które mogłyby Was opisać. Sam pomysł Tatooine już był mistrzowski, a realizacja doskonała, ale Wy musieliście jeszcze zagrać w genialnym przedstawieniu Hella i zorganizować całą galę rozdawania nagród za lans. Przepraszam za brak pożegnania, ale niestety nam się śpieszyło i wyszło jak wyszło, uściskamy się następnym razem.</li>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://lh4.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1MwDtgGv-I/AAAAAAAABSY/XM5tRMUI3Dg/s800/Tatooine%20052.JPG" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://lh4.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1MwDtgGv-I/AAAAAAAABSY/XM5tRMUI3Dg/s800/Tatooine%20052.JPG" width="250">Prelekcja z Sevem</a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<li style="text-align: justify;"><strong>Sky</strong>, tudzież <strong>Skaj</strong>, jesteś niesamowity, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu tego słowa. Tylko Ty potrafisz godzinę przed naszą prelekcję zapytać się o jej godzinę, a potem i tak przyjechać o godzinie dwudziestej. No, ale wszystko zakończyło się dobrze, więc nie ma na co narzekać, prawda? Należą Ci się wielkie podziękowania za miłe towarzystwo w niedzielę, próby przetrwania nocy oraz radość z rzucania brokatem w ludzi. Aha, a <em>Battlestara</em> obejrzymy jeszcze kiedyś razem, nie martw się. <em>So say we all!</em></li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Hellruner</strong>, twój <em>Epic Level</em> przekroczył wczoraj skalę. Szkoda, że kolor Ci spłynął z włosów, ale Twój entuzjazm i pozytywny styl życia wcale się nie zmniejszyły. Nawet nie wiesz jak żałuję, że nie mieszkasz wciąż w Legnicy, ale serdecznie zapraszam na wszystkie nasze spotkania &#8211; łóżko zawsze się gdzieś znajdzie, a brakuje nam Ciebie. Przedstawienie pierwsza klasa, czekam na kolejny spektakl, najlepiej kontynuację. No, szkoda też, że tak szybko musiałeś nas opuścić, ale nadrobimy to na Pyrkonie.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Radek</strong>, wielkie, naprawdę wielkie dzięki za prelekcję pod tytułem <em>Ogniodmuchy pod poduchy, amphistaffy do szafy</em>, czyli poglądzie na yuuzhańską technologię, na który Skaj nie przybył. Mimo, iż dowiedziałeś się o niej na pół godziny przed występem, a mieliśmy przygotowane tylko 50 zdjęć, wyszła naprawdę świetna, a cała widownia była zapełniona. Nestor uznał ją za najlepszą prelekcję konwentu, Balav przekonał się po niej do NEJ, a Zayne stwierdził, że wciąż go zaskakuję Yuuzhan Vongami. No, a Yuuzhan Vongiem z krwi i kości jeszcze zostaniesz, przekabacimy Cię ze Skajem!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Shevu</strong>, wreszcie sobie <em>poobcowaliśmy</em>, tak jak chciałeś (proszę bez sprośnych skojarzeń, dziękuję). Miło było wreszcie z Tobą spokojnie pogadać i pośmiać się z różnych rzeczy, super, że przywiozłeś resztę Wałbrzycha (pozdrowienia, szczególnie dla Aresza!) i towarzyszyłeś nam przez większość czasu, no i dzięki za przedstawienie mi Girduna. Zapraszam do Legnicy, Bartuś!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Girdun</strong>, cholera jasna, Ty ćwoku. Nie nauczyli Cię, żeby się przedstawiać ludziom? Widziałem Cię przez cały dzień i nie mogłem sobie skojarzyć twarzy z imieniem, kuźwa. Wybacz, że nie zrobiliśmy sobie tego zdjęcia, wybacz, że nie mamy grupowej foty Regimentu, wybacz, że nie zrobiliśmy sobie tej małej pielgrzymki o ósmej rano. </li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Immo</strong>, a właściwie <strong>Wojtuś</strong>, tak, będę używał Twojego imienia. Miło było się poznać tak naprawdę, bo nasze spotkania na poprzednich konwentach ograniczały się tylko do minimum, a tyś taki zacny chłop! Jak widać, Mando-geje i Yuuzhan Vongowie mogą żyć ze sobą w przyjaźni, mimo wszystko. Chciałem Ci powiedzieć, że przez tę bladość wyglądasz jak Edward, ale się bałem, hihi.</li>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://lh5.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1Mx09vyNdI/AAAAAAAABVU/MDGYMJQqd8w/s800/Tatooine%20097.JPG" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://lh5.ggpht.com/_qgEE4BGOB-I/S1Mx09vyNdI/AAAAAAAABVU/MDGYMJQqd8w/s800/Tatooine%20097.JPG" width="250">Gala lansu 2009</a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<li style="text-align: justify;"><strong>Sev</strong> i <strong>Padme</strong>, kocham Was. Teraz wszyscy będą wiedzieli, że Padme jest u Komisarza, ów Komisariat zapraszam do Legnicy jak najczęściej. Tylko, gdybyście posiedzieli z nami trochę dłużej niż do trzeciej, byłoby naprawdę super.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Dev</strong> i <strong>Bidon</strong>, czyli moja najukochańsza paro bliźniaków, jaką kiedykolwiek spotkałem. Przykro mi, że się spóźniłem na Waszą Eskadrę Łotrów, ale końcówka była całkiem-całkiem. Pamiętajcie, że przyjeżdżamy z całą Legnicą do Was w maju, a sam ze swojej strony zapraszam do nasna XIX spotkanie, łączące się z wszelaką tajemnicą, o!</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Rav</strong> i <strong>Malak</strong>, nie muszę chyba mówić, że jesteście wyjątkową parą, prawda? Gratuluję Wam obu wysokich not we wrocławskim rankingu oraz II miejsca w konkursie na najgłupsze zdjęcie roku. </li>
<li style="text-align: justify;">A skoro już jesteśmy przy parach, <strong>Nestor</strong> i <strong>Amadeusz</strong>, jesteście świetni, szczególnie jeśli chodzi o kompanów do nocnych rozmów. Poza tym miło było wreszcie poznać Amadeusza (znam więcej osób z <em>Kantyna Teamu</em>!) i jakoś dłużej pogadać, o wampirach i nie tylko. Do zobaczenia na Waszej ziemi na Pyrkonie, moi drodzy!</li>
</ul>
<p align="justify">Legnicy, która się pojawiła licznie, nie dziękuję, bo jesteście poza skalą niesamowitości. Jesteśmy festynem i powinniśmy być z tego dumni! Zatem gorące buziaki idą do <strong>KAcperossa</strong>,  <strong>Zayne&#8217;a</strong>, <strong>Mr. Hani</strong>, <strong>Azzedara</strong>, <strong>Wszelaka</strong>, <strong>Herkaya</strong>, <strong>Fixera</strong>, <strong>Dzikiego</strong>, <strong>Drakesa</strong>, <strong>Dessela</strong>, <strong>Asimmo</strong>, <strong>Hella</strong> i <strong>Seva</strong>. Poza tym podziękowania dla wszystkich innych: Rodzyna, Urthony, Appo, Aeri i Azeriusa, Ri, Ragnusa, Akashy, Mandousa, Jenth, Obi-Wana i Yodi, Olorina, Barraha, Nomi, Jinna, Preziego, (pana) Maquisa i wszystkich innych, których nie wymieniłem albo nie poznałem. <em>So say we all!</em></p>
<p align="justify">Aha, nie, to nie był zjazd homoseksualistów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/18/tatooine/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już świta</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 13:46:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1786</guid>
		<description><![CDATA[Daybreakers (2010) Przechodzę ostatnio niesamowicie zaawansowaną fascynację wampirami i wszystkim, co jest z nimi pośrednio lub bezpośrednio związane, więc nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż wybrałem się do kina na najnowszą produkcję braci Spierig o wdzięcznym tytule Daybreakers. Można by powiedzieć, że to kolejny film bazujący na wampiromanii wywołanej Zmierzchem, ale tutaj się pojawia pewna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://www.shockya.com/news/wp-content/uploads/daybreakers_poster3.jpg" width="200"><em>Daybreakers</em> (2010)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Przechodzę ostatnio niesamowicie zaawansowaną fascynację wampirami i wszystkim, co jest z nimi pośrednio lub bezpośrednio związane, więc nikogo chyba nie zdziwi fakt, iż wybrałem się do kina na najnowszą produkcję braci Spierig o wdzięcznym tytule <em><strong>Daybreakers</strong></em>. Można by powiedzieć, że to kolejny film bazujący na wampiromanii wywołanej <em><a href="2009/12/23/zmierzch/" target="_blank">Zmierzchem</a></em>, ale tutaj się pojawia pewna niekonsekwencja: <em>Świt </em>jest całkowitym przeciwieństwem (i to dosłownie) świata stworzonego przez panią Meyer. Gdy tylko zobaczyłem <a href="http://www.youtube.com/watch?v=ayYiMygqlfo" target="_blank">trailer na Youtube</a> przed dwoma tygodniami, od razu zakochałem się w tytule i nie mogłem się doczekać premiery. Byłem, zobaczyłem&#8230; i zaraz postanowię Was przekonać do przejścia się do kina.</p>
<p align="justify">Mamy rok 2019, dziesięć lat wcześniej wybuchła epidemia, która przekształciła większą część ludzkości w wampiry (od razu zaznaczam, że to prawdziwe wampiry, które muszą pić ludzką krew, nie wychodzą na słońce, a ich odbić nie widać w lustrach), które postanowiły prowadzić dalej konsumpcyjną cywilizację człowieka. Wiadomo, zmiany są bolesne i tak dalej, więc mamy kilka innowacji: przebudowę miast na potrzeby nocnego życia, modyfikacje samochodów do jazdy w dzień, butiki z ciepłą krwią na dworcach&#8230; I to jest chyba najwspanialsza rzecz w tym filmie: klimatycznie zbudowany świat przedstawiony. Nie odczuwamy tego, że wszyscy ludzie w całym mieście to w rzeczywistości potwory, które piją kawę z krwią, a na imprezy przynoszą krew w butelkach po winie. Głodujący bezdomni chodzą z kartonikami z napisami <em>Proszę o krew</em>, a w telewizji lecą reklamy pasty do kłów <em>Bielsze nie będą</em>, jednak wydaje się to&#8230; naturalne? Mnie wszystkie takie rzeczy niesamowicie bawiły, wprowadzały mroczną atmosferę i nastrój, który opacznie mi się udzieliły, ale pokazały też, że wampiry to też ludzie, jeśli wiecie o co mi chodzi. No właśnie, a gdzie się podziewają poczciwi <em>Homo sapiens</em>? Nieliczne egzemplarze, które przeżyły masową wampiryzację ukrywają się w słonecznych miejscach w obawie przed prześladowaniami na tle stricte rasowym, bowiem nasi bladzi przyjaciele polują na nich i przetrzymują na farmach, gdzie pobiera się hektolitry krwi, by zaspokoić wampirze potrzeby. I tutaj się zaczyna cała fabuła, która jest mocnym, naprawdę mocnym fundamentem całego filmu.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://gfx.filmweb.pl/ph/97/23/209723/105992.1.jpg" width="200">Narada wojenna.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Brakuje krwi. No, kto by pomyślał, że tak przyziemna sprawa jak brak pożywienia może zaszkodzić wampirzej cywilizacji? Nieśmiertelni i piękni są narażeni na obrzydliwą mutację, która przemienia ich w instynktownie szukające krwi bestie z wielkimi pazurami, kłami, skrzydłami i całą resztą wyposażenia, którego ludzki wampir nie posiada. Firmy hematologiczne (które zmieniły target z rynku medycznego na spożywczy) próbują opracować substytut krwi, który wcale nie ma pomóc umęczonej rasie ludzkiej, ale przeprowadzić wampiry znad przepaści, na którą same się zapędziły. Znowu pojawia się ten niesamowity klimat: głodujące wampiry przyspieszają własną mutację, pijąc własną krew, w mediach mówi się o braku krwi w trzecim świecie i o pożarach wywoływanych przez płonące zwampiryzowane zwierzęta, które wychodzą na światło słoneczne, dzieci rozkopują cmentarze, mając nadzieję na znalezienie choć kropelki krwi, a wszędzie panuje nieufność i atmosfera nadchodzącej burzy. W takim świecie żyje Edward (cholera jasna!) Dalton, miłośnik ludzi i hematolog, który został zmieniony w wampira wbrew sobie. Oczywiście spotyka ludzką kobietę, oczywiście jest ona piękna i oczywiście zakochuje się ? w taki oto sposób mamy całkowitą odwrotność <em>Zmierzchu</em>. Edward pojawia się sam w domu pełnym ludzi, którzy marzą tylko o jego śmierci, a sam chce się stać na powrót człowiekiem, bo okazuje się, że proces dewampiryzacji jest możliwy (ot, ciekawostka naukowa). </p>
<p align="justify">Fabuła może wyglądać teraz na przewidywalną, ale z ręką na sercu powiem, że takiego zakończenia z pewnością się nie spodziewałem. Nie ma tutaj typowej amerykanizacji przemysłu filmowego (no, poza plakatem rekrutacyjnym do armii z Wujem Samem), która ostatnio zdominowała wszelakie kinowe produkcje. Okej, podniecam się klimatem, zachwycam fabułą, ale przecież coś trzeba było spieprzyć, prawda? Ano, prawda. Efekty specjalne, które wykonywała ta sama firma, co do <em>Władcy pierścieni</em>, zawiodły mnie; inaczej się nie wyrażę, bo szkoda cennych bajtów w bazie danych. Sam efekt płonących wampirów na świetle słonecznym był już średni, ale niesmak wzbudziły u mnie przede wszystkim zmutowane wampiry, które grasowały po mieście w poszukiwaniu krwi. Sam pomysł jest świetny: nie pijesz ludzkiej krwi, więc zamieniasz się w potwora; dla takiego idealisty jak Edward to nie lada wyzwanie etyczno-moralne, bo spożywanie krwi też uważa za potworny czyn. Jedyną sceną, gdzie mutant mi się podobał, był atak ów stwora na Edwarda w jego własnym domu. Biedny ogrodnik wyczuł zapach butelki z krwią przyniesionej przez brata Eda i nie mógł powstrzymać głodu. Moment, gdy zlizuje krople krwi z mebli i rysuje szponami na skrzydłach szafki jest po prostu piękny; późniejsza walka wypada słabo, no, ale nie jest z drugiej strony taka tragiczna. Mimo wszystko, myślę, że można było wyłożyć więcej pieniążków i zrobić coś atrakcyjniejszego wizualnie, bo mam dziwne wrażenie, że połowa budżetu poszła na ostatnią bitwę w centrum hematologicznym.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/arrow.png" width="16"> <strong>Aquenral ocenia</strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Trailer: <strong>10</strong>/10.<br />
Fabuła: <strong>9+</strong>/10.<br />
Klimat: <strong>10</strong>/10.<br />
Efekty: <strong>5</strong>/10.<br />
Muzyka: <strong>2</strong>/10.</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><strong>Ogółem: 7-/10</strong>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">O aktorach nie będę się wypowiadał, bo zagrali dobrze. Asia zauważyła, iż Ethan Hawke wygląda przystojniej jako człowiek niż wampir (cóż, ja nie zwróciłem na to uwagi), ale spodobała mi się rola Willem Dafoe jako Elvisa. Małym smaczkiem dla mnie, jako fana <em>Gwiezdnych wojen</em>, było pojawienie się Jaya Laga&#8217;aii  (Gregar Typho) jako wampirzego senatora z proludzkimi sympatiami. Na całej linii zawiodłem się na muzyce: nie mam zielonego pojęcia, kto ją pisał, ale mam wrażanie, że nawet nikt jej nie skomponował. Przydałaby się potężna orkiestra albo chociaż smętne <em>Running Up That Hill</em> Placebo z trailera, a tu nic. Polało się sporo krwi, wyrwano wiele kończyn i zjedzono jeszcze więcej ludzi, ale myślę, że można byłoby trochę okroić film z brutalności. Mówi się, że <em>Zmierzch </em>jest gwałtem na wampirach. Cóż, trzeba obejrzeć <em>Daybreakers </em>i dopiero wtedy się wypowiedzieć, o. <em>So say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/11/daybreakers/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Witamy w Mieście Obietnicy</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 16:24:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Jordan Collier]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1730</guid>
		<description><![CDATA[Promises Broken (2009) Battlestar może i jest najlepszym serialem fantastyczno-naukowym jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale jest inna produkcja, która bezkompromisowo bije Galacticę na głowę, szczególnie jeśli chodzi o podstawę fabularną. Chodzi mi oczywiście o The 4400, czyli niedocenianą produkcję CBS z lat 2004-2007, która przez naprawdę długi czas była moim ulubionym serialem, a i wciąż zajmuje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://farm3.static.flickr.com/2669/4100781006_92a0b19d66.jpg" width="160"><em>Promises Broken</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Battlestar</em> może i jest najlepszym serialem fantastyczno-naukowym jaki kiedykolwiek zrealizowano, ale jest inna produkcja, która bezkompromisowo bije <em>Galacticę</em> na głowę, szczególnie jeśli chodzi o podstawę fabularną. Chodzi mi oczywiście o <em><strong>The 4400</strong></em>, czyli niedocenianą produkcję CBS z lat 2004-2007, która przez naprawdę długi czas była moim ulubionym serialem, a i wciąż zajmuje w moim sercu ważne miejsce. Trudno wszystko pokrótce opisać, bo główna fabuła oś fabularna skręcała czasami w dziwne miejsca, ale postaram się Wam wyjaśnić główne wątki, bym spokojnie przeszedł do właściwej recenzji. W postapokaliptycznej przyszłości światem rządzi brutalna i potężna elita, która zwyciężyła w Wojnie. Opozycjoniści porywają dokładnie 4400 ludzi z przeszłości, konkretnie z przełomu XX i XXI wieku, wstrzykują do ich organizmów sztuczny neuroprzekaźnik, wywołując nadprzyrodzone zdolności, po czym <em>odstawiają</em> ich zbiorowo do 2004 roku. Kilkanaście zdarzeń doprowadza w końcu do tego, że Jordan Collier, zmartwychwstały lider 4400, przejmuje rządowy zapas promcyny, owego neuroprzekaźnika z przyszłości, rozpoczynając swój plan dystrybucji, który ma uratować świat przed czyhającą w przyszłości Katastrofą. Jedynym mankamentem jest jedna z właściwości promcyny: zabija ona połowę ludzi, którzy biorą zastrzyk. Gdy młody Danny Farrell podejmuje decyzję i wstrzykuje sobie ową substancję do krwi, zyskując zdolność rozprzestrzeniania promycyny przez powietrze, pogrąża całe Seattle w chaosie. Ruch Colliera przejmuje inicjatywę, nazywając metropolię Miastem Obietnicy i odcinając się od struktur rządowych. Ostatnią sceną ostatniego odcinka jest Tom Baldwin, główny bohater, agent NTAC i pośrednik między teraźniejszością i przyszłością, siedzący we własnym domu i kontemplujący zażycie promycyny. I w takim właśnie miejscu USA Network zostawiło nas wszystkich na lodzie, serial skasowano z ramówki i nigdy byśmy nie dowiedzieli jak to wszystko się kończy&#8230;</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://farm3.static.flickr.com/2651/3903944503_097a5e8146.jpg" width="160"><em>Welcome to Promise City</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">&#8230; ale od czego jest pojęcie <em>expanded universe</em>? Napisano cztery książki z serii <em>The 4400</em>. Akcja dwóch pierwszych rozgrywa się podczas drugiego i trzeciego sezonu serialu, ale dwie następne opowiadają już o zdarzeniach po <em>The Great Leap Forward</em> i na tych pozycjach chcę się dzisiaj skupić. <em><strong>Welcome to Promise City</strong></em> Grega Coksa i <em><strong>Promises Broken</strong></em> Davida Macka to, nie oszukujmy się, tak zwane <em>must-read</em> dla każdego fana czterech-czterystu. Przykro mi to pisać, ale jestem na dzień dzisiejszy chyba jedyną osobą w Polsce, która przeczytała owe powieści, a reprezentują one ze sobą naprawdę wysoki poziom. Zaskoczyło mnie to, ale obaj panowie wykonali kawał dobrej roboty i wyraźnie widać, że zależało im na spójności ze światem przedstawionym. Rozwiązują się wątki (niestety nie wszystkie) z serialu, których nie dało się zrealizować albo zniknęły bez słowa wyjaśnienia w połowie show: powraca Dennis Ryland, którego ostatnio widzieliśmy w trzecim sezonie, widzimy, co się dzieje z Richardem Tylerem po jego zesłaniu do więzienia, przewijają nam się Pasażerowie, którzy przewijali się przez wszystkie sezony i aż miło czytać te nazwisko: Heather Tobey, Gary Navarro, Orson Bailey, Tess Doerner, Lewis Mesirow, Lindsey Hammond&#8230; Niestety stosunkowo dawno oglądałem <em>The 4400</em> (co zamierzam niedługo nadrobić), więc nie wyłapałem wszystkich smaczków, ale nieraz się uśmiechnąłem widząc jak autorzy popisują się swoją wiedzą, nawiązują do prawie każdego odcinka (a to szarlotka z Evanston, a to <em>No Exit</em> PJa, nie mówiąc już o incydencie z inhibitorem). Głównymi bohaterami wciąż pozostają Tom Baldwin i Diana Skouris, ale na pierwszy plan wysuwają się też inni, których raczej nie spodziewałem się znów zobaczyć: Richard Tyler czy Jed Garrity.</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie obu książek.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em>Welcome to Promise City</em> zaczyna się już po Wielkim Krok Naprzód. Seattle jest już formalnie Miastem Obietnicy, Jordan Collier jest królem na zamku, a p-pozytywni wszędzie się panoszą. <font color="white">Szalony p-pozytywny grabarz i agentka NTAC postanawiają dokończyć <em>dzieło</em> Danny&#8217;ego Farrella i używając swoich zdolności, klonują ciało chłopaka wraz ze zdolnością wytwarzania wirusa promcyny. Tymczasem Collier odbija Richarda Tylera z rządowego tajnego więzienia dla p-pozytywnych i wykorzystuje go jako zawodowego zabójcę, który poluje na Oznaczonych, wciąż panoszących się po świecie. </font> <em>Promises Broken</em> jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej książki. Armia Stanów Zjednoczonych otacza Miasto Obietnicy, jednak Jordan wcale nie chce wywoływać wojny. <font color="white">Gdy kryzys przeradza się w otwarty konflikt na ostrą amunicję, a rząd USA wykorzystuje do walki nadżołnierzy ze zdolnościami, Collier broni miasta za wszelką cenę. Trójka pozostałych przy życiu Oznaczonych buduje w kooperacji z Dennisem Rylandem broń opartą na antymaterii, która ma niszczyć wiązania promycyny, pozbawiając ludzi zdolności. Ryland nie wie, że agenci z przyszłości mają inny cel. W ostatnim starciu wszystko, dosłownie wszystko, będzie zależało od decyzji podjętej przez Toma Baldwina.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie obu książek.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Koniec <em>Promises Broken</em> jest większym cliff-hangerem niż <em>The Great Leap Forward</em>, a ostatnie zdanie brzmi: <em>Here ends the First Saga of The 4400</em>. Niestety, z tego co widzę na Amazonie, nie ma jeszcze żadnych zapowiedzi kolejnych powieści z cyklu, które niewątpliwie chciałbym przeczytać. Mam szczerą nadzieję na kontynuację, bo serial z pewnością już nie wróci, a książki szybko i przyjemnie się czyta, a autorzy potrafią stworzyć niesamowity klimat. Pierwsza opisywana powieść otrzymuje ode mnie <strong>6/10</strong>, a druga &#8211; <strong>8/10</strong>, ale polecam wszystkim, którzy widzieli serial, bo to po prostu trzeba przeczytać, o. Więc <em>so say we all</em> i <em>We&#8217;re not a threat, we&#8217;re salvation. The world will have to deal with us</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/03/4400/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Błąd 644: Nie można wczytać Avatara</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Dec 2009 14:30:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Avatar]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[James Cameron]]></category>
		<category><![CDATA[Terminator]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1663</guid>
		<description><![CDATA[Avatar (2009) James Cameron. W środowiskach fanów fantastyki naukowej jest to człowiek legenda, twórca słynnego cyklu Terminator, reżyser Aliens i deweloper trójwymiarowej technologii przeznaczonej do kin. Gdy tylko w marcu dowiedziałem się, że od trzech lat pracuje on nad nowym filmem, z miejsca zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety, jedyną informacją w owym czasie był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://photogallery.filmofilia.com/data/media/11/avatar_poster_01.jpg" width="180"><em>Avatar</em> (2009)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">James Cameron. W środowiskach fanów fantastyki naukowej jest to człowiek legenda, twórca słynnego cyklu <em>Terminator</em>, reżyser <em>Aliens</em> i deweloper trójwymiarowej technologii przeznaczonej do kin. Gdy tylko w marcu dowiedziałem się, że od trzech lat pracuje on nad nowym filmem, z miejsca zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety, jedyną informacją w owym czasie był nic niemówiący tytuł <strong><em>Avatar</em></strong> oraz fakt, iż głównego bohatera będzie grał bliżej nieznany nikomu wtedy Sam Worthington. Długi czas nie publikowano żadnych zdjęć z planu, nie przeciekały żadne informacje, nie zaprezentowano nawet oficjalnego plakatu &#8211; wszystko tworzono w ścisłej tajemnicy, a jedynymi osobami, które cokolwiek wiedziały, byli inni znani ludzie kina, przed którymi Cameron chwalił się swoją pracą. Koniec końców, rozpoczęła się gigantyczna kampania reklamowa, a sam film pojawił się na ekranach w grudniu tego roku; jest świeżo po seansie, więc postaram się przybliżyć Wam powody, dla których musicie obejrzeć <em>Avatara</em>.</p>
<p align="justify">Widzieliście może tegorocznego <em>Star Treka</em>? Był to świetny fantastyczno-naukowy film przepełniony akcją, efektami specjalnymi i klimatem; oglądało się go z prawdziwą przyjemnością. Był niczym w porównaniu z <em>Avatarem</em>. Dzieło Camerona miało być przyrównywane do wprowadzenia dźwięku w filmach &#8211; jest to oczywisty eufemizm i chwyt reklamowy, co nie zmienia faktu, że film pozostawia w człowieku niezapomniane wrażania. Co jest największym plusem? Z pewnością efekty specjalne, których nie da się opisać w kilku zdaniach. Pan Cameron nie próżnował przez cztery lata i <em>Avatar</em> jest istnym majstersztykiem i prawdziwą ucztą dla oka. Praktycznie cały film, każda pojedyncza scena i całość razem wzięta, naprawdę wszystko jest zrealizowane w najnowszej technologii trójwymiarowego kina, nad którą reżyser pracował przez ostatnie lata. Nie uświadczymy nielicznych efektów, które towarzyszą nam w większości filmów 3D z ostatnich lat &#8211; <em>Avatar</em> zmienia dla mnie postrzeganie filmów trójwymiarowych, a raczej zmienia ich klasyfikowanie. Wszystkie <em>Epoki lodowcowe 3</em> mogą się schować ze swoją technologią, bo po prostu nie dorastają <em>Avatarowi</em> do pięt. Cała Pandora, planeta, na której dzieje się akcja filmu, jest wygenerowana w CGI, ale olśniewa swoją urodą i bujnością przyrody. Na&#8217;vi, humanofelinoidalni (jest taki wyraz?) natywni, również wyglądają całkiem naturalnie, mimo karykaturalnej budowy ciała przystosowanej do panujących na księżycu warunków grawitacyjno-atmosferycznych. Wszystko, naprawdę wszystko jest idealnie dopracowane i dopięte na ostatni guzik, nikt niczego nie zaniedbał, wyraźnie widać, że nie szczędzono pieniędzy na efekty. I bardzo dobrze, o to przecież nam chodzi, prawda?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie <em>Avatara</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://blogs.amctv.com/scifi-scanner/avatar2.jpg" width="180">Jake i Neytiri</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Jake Sully, weteren-kaleka, zostaje członkiem programu Avatar na Pandorze w układzie Alfa Centauri. Dostaje on wyhodowane dzięki inżynierii genetycznej ciało wojownika Na&#8217;vi, którym może zdalnie sterować z bezpiecznego laboratorium. <font color="white">Wkrótce okazuje się, że chciwi urzędnicy i bojowo nastawieni wojskowi chcą doprowadzić do eksterminacji tubylców, by zdobyć niewyobrażalnie drogi i potrzebny surowiec energetyczny występujący jedynie na Pandorze. Żeby było jeszcze śmieszniej, Sully zakochuje się w córce wodza plemienia, pięknej (według na&#8217;viański standardów) Neytiri. Po splocie kilkunastu wydarzeń, dochodzi do wielkiej bitwy pomiędzy ludźmi a Na&#8217;vi, która kończy się wygnaniem najeźdźców z Pandory. Amerykańskim <em>happy endem</em> jest permanentna przemiana Jake&#8217;a w niebieskiego humanofelinoida.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie <em>Avatara</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/0f/Jake_flying_Great_Leonoptyrex.jpg" width="180">Jake Sully w swoim avatarze</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Tak, zdaję sobie sprawę, że często miewam tendencje do przesadzania, szczególnie, gdy jestem świeżo po doświadczeniu czegoś, ale uważam, że <em>Avatar</em> to film roku 2009. Zdecydowanie, definitywnie i bezkompromisowo &#8211; najlepsze dzieło światowej kinematografii bieżącego roku. Dzięki niemu, do czołówki moich ulubionych aktorów trafia Sam Worthington, którego znamy teraz jako Marcusa z <em>Terminatora: Zbawienie</em>, a wkrótce zobaczymy jako Perseusza w <em>Zmierzchu tytanów</em>, Sigourney Weaver, mimo swojego wieku, pokazała, że wspaniale sobie radzi na wielkim ekranie, a i miło było zobaczyć piękną i niepowtarzalną Michelle Rodriguez. <em>Avatar</em> Jamesa Camerona dostaje ode mnie <strong>10/10</strong>, za czym idzie mocna rekomendacja i oficjalny znaczek <em>must-see</em>. Zdecydowanie polecam wszystkim, nieważne czy lubią kino sci-fi czy też nie &#8211; ten film po prostu trzeba zobaczyć. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/26/avatar/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już się zmierzcha</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Dec 2009 10:54:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[J. K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1613</guid>
		<description><![CDATA[&#187; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury. Zmierzch (2005) Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako Saga Zmierzch. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&raquo; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/1/1d/Twilightbook.jpg/250px-Twilightbook.jpg" width="180"><em>Zmierzch</em> (2005)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em><abbr title="Twilight, 2005">Zmierzch</abbr></em>, <em><abbr title="New Moon, 2006">Księżyc w nowiu</abbr></em>, <em><abbr title="Eclipse, 2007">Zaćmienie</abbr></em> i <em><abbr title="Breaking Dawn, 2009">Przed świtem</abbr></em> &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako <em>Saga Zmierzch</em>. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny szum społeczny i zbudowany przez autorkę świat przedstawiony, o którym wiele słyszałem, a który niszczy wszystko to, w co do tej pory wierzyłem: książki opowiadają o miłości między śmiertelną dziewczyną i wampirem, który w imię większej sprawy porzucił typowy dla swojego gatunku tryb życia i przestał posilać się ludzką krwią. Oprócz wampira-wegetarianina pojawiają się wilkołaki, które mogą przybierać postać wilka w dowolnie wybranym momencie, a wszystko jest opisywane z perspektywy nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez przypadek znalazła się w samym środku mitycznego świata. <em>No dobra, okej, zobaczmy, czym ludzie się tak podniecają</em> &#8211; pomyślałem, po czym pożyczyłem wszystkie cztery opasłe tomy (pozdrowienia dla siostry Michała) i&#8230; się zakochałem.</p>
<p align="justify">Książki, mimo swojej objętości (odpowiednio 416, 480, 560 i 720 stron), czytało mi się nadspodziewanie szybko, miło i przyjemnie: na każdą, oprócz <em>Przed świtem</em>, przypadł jeden wieczór. Jedyne, do czego mogę to porównać, to cykl <em>Harry Potter</em> J. K. Rowling, tomy od piątego wzwyż. Pani Meyer stworzyła tak interesujący świat przedstawiony, że nie można mu się oprzeć. Nawet ja, osoba, która zacięcie broniła praw wampirów jako typowych morderców, musiałem ulec temu urokowi. Nawet nie wiecie jak głupio jest mi o tym pisać, ale trudno mi się nie utożsamić z główną bohaterką, Bellą Swan; do reszty również się mentalnie przywiązałem i szkoda było mi się z nimi rozstawać po lekturze ostatniego tomu. Okazuje się, że książki nie są typowymi romansidłami, a przepełnia je akcja, mistyczno-mityczne zagadnienia i wiele problemów głębszych niż mogłoby się wydawać. Autorka stworzyła świetną świat i coś człowieka skręca w środku, gdy dowiaduje się, że <em>Przed świtem</em> kończy naszą przygodę z rodziną Cullenów. No, dobra, ale o co w ogóle chodzi?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Bella Swan przeprowadza się do swojego ojca mieszkającego w Forks w stanie Waszyngton, gdzie poznaje tajemniczego chłopaka, Edwarda Cullena, w którym natychmiast się zakochuje. <font color="white">Wychodzi na jaw, że Edward jest wampirem, jednak jego rodzina dawno przestała zabijać ludzi &#8211; stali się łagodnie usposobionymi <em>wegetarianami</em>. Wkrótce okazuje się, że indiańskie plemię mieszkające w pobliżu jest w rzeczywistości watahą wilkołaków, których głównym zadaniem jest ochrona ludzi przed wampirami. Sytuację pogarsza fakt, iż Jacob Black, najlepszy przyjaciel Belli, jest samcem alfą sfory. Bieg wydarzeń zmusza wampiry i wilkołaki do współpracy, by chronić Bellę wpierw przed nowo narodzonymi, dzikimi wampirami, a później przed potężnym rodem Volturi. Bella wychodzi za Edwarda i rodzi hybrydę, coś jak Hera Helo i Sharon. Wszystko dobrze się kończy, a nieśmiertelna Bella, już jako wampir, ma trwać przy Edwardzie do końca świata.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://fc09.deviantart.net/fs32/f/2008/220/a/1/Edward_Cullen_by_NovemberNightsx.jpg" width="180">Edward Cullen</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie ma co ukrywać, fabuła jest przewidywalna do bólu. Każdy może się domyślić czy Bella stanie się wampirzycą, w kogo wpoi się Jacob albo jak będzie wyglądało ostateczne starcie z Volturi. Okazuje się, że <em>Zmierzch</em> wcale nie wypacza czystego wampiryzmu &#8211; to Cullenowie są wyrzutkami, outsiderami. Wszystkie inne wampiry funkcjonują normalnie i nie mają problemów etyczno-moralnych przy zaspokajaniu swojego głodu. Idealnie wręcz rozwiązali kwestię wilkołaków z La Push i Dzieci Księżyca &#8211; wilkołaki są dalej wilkołakami i nie mogę kontrolować swojego przekleństwa. Książka jest dobra, ale&#8230; dla mnie. Jest dobra dla osoby, która jest świadoma, że to czysta fikcja i wcale nie chodzi mi o sprawy wampiro-wilkołacze. Wyobrażam sobie, co musi czuć dziewczę, które nie doświadczyło nigdy miłości, a stawia się przed nią wyidealizowany związek Belli i Edwarda. Nawet ja odczuwałem efekty prania mózgu po lekturze, ale byłem świadomy jak to może wyglądać; książki wyrabiają w młodych ludziach chore spojrzenia na miłość. Nie oszukujmy się, Edward Cullen został maksymalnie możliwie wyidealizowany, mało brakowałoby i nawet ja mógłbym się zakochać. Na dodatek, wszystko jest opisywane z perspektywy słabej emocjonalnie i psychicznie siedemnastolatki, z którą nie sposób się nie utożsamić. A Edwarda szukać ze świecą w prawdziwym świecie. Inna rzeczą, na którą zwrócił mi wczoraj uwagę Patryk, jest fakt, że książki te może i mogą mieć szkodliwy wpływ na człowieka, ale też propagują coś dobrego. Mianowicie wracają do typu mężczyzny-romantyka, który jest szczery, czuły i dobry. Dzisiaj jest <em>moda</em> na dresów i metroseksualistów, a dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca: takich, którzy odnoszą się do kobiet z szacunkiem, przepuszczają przodem, całują w dłoń. Może pijawka-Cullen coś zmieni w kobiecych umysłach? Wyraźnie propagowana też jest wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem, czyli coś, czego nie uświadczymy w dzisiejszej (pop)kulturze. To temat na inny, długi wpis, ale myślę, że autorka postąpiła dobrze wplatając w fabułę ten motyw. </p>
<p align="justify"><em>Zmierzch</em> jest niesamowity i uważam, że trzeba go przeczytać, by zrozumieć, o co chodzi. Sam jeszcze dwa tygodnie temu narzekałem, ale podobno tylko pasące się na łące krowy nie zmieniają swoich poglądów. Jeśli nie odstrasza Cię perspektywa spędzenia wieczoru z zakochaną po uszy nastolatką, a chcesz spojrzeć na to z całkiem innej strony, a na dodatek lubisz klimaty fantasy, polecam z czystym sercem. Słyszałem, że filmowe adaptacje zostały zrobione kiepsko, ale mówię wprost: nie zrażajcie się nimi. Szczerze jednak polecam ścieżkę dźwiękową do <em>Zmierzchu</em> napisaną przez Cartera Burwella &#8211; oczywiście McCreary to to nie jest, ale jest całkiem przyjemna i sympatyczna. Moja ogólna ocena to <strong>7/10</strong>, z czego sam <em>Zmierzch</em> otrzymuje <strong>8/10</strong>, <em>Księżyc w nowiu</em> &#8211; <strong>6-/10</strong>, <em>Zaćmienie</em> &#8211; <strong>7-/10</strong>, a  <em>Przed świtem</em> mocne <strong>7+/10</strong>. Teraz pozostaje mi tylko przeczytać <em>Intruza</em> Meyer, a później biorę się za zakończenie <em>The 4400</em>: <em>Welcome to Promise City</em> i <em>Promises Broken</em>. A abstrahując już od książek, chciałem życzyć wszystkim Czytelnikom wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twórczość fanów jako element kultury fandomowej</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Dec 2009 13:24:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fandom]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Star Trek]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość własna]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1572</guid>
		<description><![CDATA[TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ, czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze? Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ,<br />
czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze?</strong></p>
<p align="justify">Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane przez liczną rzeszę fanów w różnym stopniu (fani <em>Gwiezdnych wojen</em> uważają kanon za świętość, Trekkerzy interpretują wszystko po własnej myśli, a w jeszcze innych źródłach nie istnieje żadne prawo kanoniczności i wszystkie wydarzenia sobie przeczą), ale jedna rzecz trapi wszystkich: żadna fanowska praca nie dostanie się do oficjalnego świata przedstawionego. Mimo to, fani ogólnie pojętej fantastyki wciąż piszą, rysują i tworzą, a fani <em>Gwiezdnych wojen</em>, mimo restrykcyjnej polityki George&#8217;a Lucasa, zaliczają się do czołówki <em>najpłodniejszych</em> fandomów.</p>
<p align="justify">Pamiętam, że jako dziesięciolatek w czwartej klasie szkoły podstawowej rysowałem na nudniejszych lekcjach ilustracje do książek z cyklu <em>Nowa era Jedi</em>. Może to dziwne zainteresowanie jak na małe dziecko, ale Yuuzhan Vongowie i ichniejsza technologia zawsze mnie fascynowały, więc przelewałem moje wyobrażenia na ich temat na papier za pomocą ołówka i gumki. Niedawno znalazłem plik kartek A4 i z uśmiechem na twarzy obejrzałem moje wszystkie prace: zniszczenie Sernpidala, oblężenie Gyndine, misję nad Myrkrem czy panoramę Yuuzhan&#8217;tara. Jako dziesięciolatek bez samokrytyki marzyłem, by ktoś kiedyś wydał wznowienia tychże książek, począwszy od <em>Wektora pierwszego</em>, a skończywszy na <em>Szlaku przeznaczenia</em> (dalej jeszcze nie zdążyłem przeczytać) z moimi ilustracjami ? wydawało mi się, że byłby to nie lada zaszczyt. Teraz, siedząc na podłodze i śmiejąc się z moich szkaradnych voxynów i ogniodmuchów, naszła mnie refleksja: dlaczego przestałem rysować? Wiadomo, nie każdy ma talent, a moje prace nie zaliczały się do najwybitniejszych, ale przecież mogłem rysować do przysłowiowej szuflady. Przestałem rysować, bo w końcu uznałem, że rzeczywiści mi to nie wychodzi, ale zabrałem się za coś, co uznałem za poważniejsze: pisanie. <em>Fan-fiction</em> to chyba najprężniej rozwijająca się dziedzina twórczości fanów na całym świecie; byłem święcie przekonany o swoim talencie pisarskim, a polonistka podnosiła moją samoocenę, wystawiając same piątki z wypracowań (cóż, nie zauważyłem, że większość moich kolegów ze szkolnej ławy też dostawało same piątki). Napisałem jedno opowiadanie, ale zaciąłem się w połowie. Zacząłem drugie&#8230; I też go nie skończyłem. W szóstej klasie rozpocząłem prace nad tworzeniem całkowicie nowego świata, gdyż akcja nowego <em>dzieła</em> miała rozgrywać się w galaktyce Yuuzhan Vongów podczas wojny cremleviańskiej, ale i tym razem nic nie wyszło, a czterdzieści pięć stron A4 przez długi czas leżały na dysku twardym, by w końcu zostać sformatowanymi. Zdałem sobie sprawę, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy i nigdy nie napiszę czegoś dłuższego niż kilkanaście stron. Ostatnio znów mnie złapała wena i zacząłem kreować całkiem nowy świat i nowe realia, by zrobić podwaliny pod przyszłe opowiadania, ale wyszedłem ze świata <em>Gwiezdnych wojen</em>, opuszczając tym samym rejon twórczości fanów na rzecz twórczości własnej.</p>
<p align="justify">Dlaczego? Po co rysowałem to wszystko i bezsensownie pisałem? W jakim celu, skoro nic z tego nie ujrzało światła dziennego, nie mówiąc już o publikacji w internecie? Doszedłem do wniosku, że każdy fan jest tak bardzo związany ze swoim ukochanym uniwersum, że chce w jakiś sposób wnieść coś od siebie. Jeżeli człowiek umie rysować ? rysuje. Jeżeli potrafi pisać ? pisze. Inni rzeźbią, tworzą modele i kostiumy, śpiewają albo kręcą własne fanowskie filmy. Kacper Karcz z Legnicy (nick <em>KAcpeross</em>) opowiada na pytanie dotyczące rysowania: <em>Rysuję, bo umiem</em>, po czym dodaje: <em>Wprowadzam postacie z ?Gwiezdnych wojen? w sytuacje jakie sam sobie wymyślę</em>. Fani czasami czują się przygnieceni ciężarem rozbudowanego kanonu, w którym nie mogą znaleźć wszystkiego, co by chcieli, więc sięgają po ołówki, kredki i farby. Mogą w taki sposób wizualizować swoje myśli i wyobrażenia. Rysunki, nieważne jakie by nie były, nigdy nie oddadzą tyle, co opowiadania i dłuższe formy literackie, za czym idzie fakt, iż nie mogą tyle namieszać w ogólnie przyjętym kanonie. Radek Salamończyk z Włocławka (w fandomie znany jako <em>Foleb</em>), autor opowiadania <em>Pogrom nad Cypharem</em>, twierdzi, iż napisał swoją pracę pod wpływem weny twórczej i impulsu. <em>Miałem taki motyw w głowie, który mnie nie opuszczał</em> &#8211; przypomina sobie Foleb. <em>Wszystko widziałem w głowie, niczym film, po czym tylko przelewałem to na papier, zamieniając obrazy w litery</em>. W założeniu, <em>Pogrom</em> jest pierwszym opowiadaniem z cyklu, ale w kwietniu 2009 ucichły wszystkie informacje na temat kolejnych części. Niektórzy porzucają pracę umysłową i tak jak Tomasz Rewak z Legnicy (znany również jako <em>Fixer</em>) tworzą repliki rekwizytów i zbroi z <em>Gwiezdnych wojen</em>. Fixer na swoim koncie, a raczej w warsztacie, ma już mandaloriańską zbroję, pełny ubiór Człowieka Pustyni, szatę Jedi i rękojeść miecza świetlnego, a teraz pracuje nad projektami niekoniecznie związanymi z uniwersum Lucasa (twarzołap z filmów <em>Obcy</em> oraz insygnia admiralskie z serialu <em>Battlestar Galactica</em>. Na zadane pytanie, dlaczego robi to wszystko, odpowiada bez zastanowienia:<em> Po prostu lubię to robić, sprawia mi to przyjemność. Poza tym miło jest popatrzeć na wszystko ze świadomością, że zrobiłeś to sam</em>.</p>
<p align="justify">Jak widać, fani nie próżnują. Na forum Bastionu polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em> co rusz pojawiają się nowe opowiadania, a Redakcja organizuje konkursy plastyczne, by promować młodych twórców. Większa część fanów tworzy lub tworzyła cokolwiek w przeszłości, chociaż nie każdy się teraz do tego przyznaje. Publikowane dzieła są różnie napisane, a autorzy mają zróżnicowane ambicje, ale prawda jest smutna: George Lucas nigdy nie włączy żadnej fanowskiej pracy, a tym bardziej pochodzącej od polskiego autora, do gwiezdowojennego kanonu. Prawdą jest to, że zorganizowano kilka konkursów (między innymi słynny <em>Darth Who?</em>), ale fani mają znikomy wpływ na losy tegoż uniwersum. Świadomość, iż tworzone przez nas prace nigdy nie zostaną kanonizowane nikomu jednak nie przeszkadza. Wystarczy wejść na forum Bastionu i zobaczyć, że Heavy Metal Mando dodał kolejne rysunki na swojego bloga, a Nadiru Radena opublikował kolejne opowiadanie. Wtedy trzeba tylko zaparzyć sobie herbatkę, rozsiąść się wygodnie w fotelu i doświadczyć, co twórcy chcą nam przekazać. A nuż zmotywuje nas to do stworzenia czegoś własnego?</p>
<h2>Adnotacja</h2>
<p>
<p align="justify">Wszystkie osoby cytowane w tekście wyraziły zgodę na publikację własnych wypowiedzi oraz danych personalnych. Esej brał udział w konkursie na artykuł prasowy organizowanym przez Bastion polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/18/fanart/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cześć, nazywam się Krzysiek</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/05/autocharakterystyka/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/05/autocharakterystyka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Dec 2009 08:51:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[inne]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[Caprica]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[Fringe]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[House]]></category>
		<category><![CDATA[informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[Star Trek]]></category>
		<category><![CDATA[Stargate: Universe]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[V]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1450</guid>
		<description><![CDATA[Dziennik pokładowy Aquenrala w tej wersji istnieje prawie rok, a nigdy nie doczekał się przyzwoitej autocharakterystyki, która powinna być częścią każdego bloga. Tak, przedstawiłem się pokrótce w pierwszym wpisie, ale trzeba to wszystko zaktualizować, chociażby dla mojej własnej satysfakcji. Mówi się, że autocharakterystyka jest najtrudniejszą formą opisową, bo człowiek jest tylko człowiekiem i nigdy nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><strong><em>Dziennik pokładowy Aquenrala</em></strong> w tej wersji istnieje prawie rok, a nigdy nie doczekał się przyzwoitej autocharakterystyki, która powinna być częścią każdego bloga. Tak, przedstawiłem się pokrótce w <a href="http://aquenral.net/2008/12/28/zaczynamy-od-nowa/" target="_blank">pierwszym wpisie</a>, ale trzeba to wszystko zaktualizować, chociażby dla mojej własnej satysfakcji. Mówi się, że autocharakterystyka jest najtrudniejszą formą opisową, bo człowiek jest tylko człowiekiem i nigdy nie patrzy obiektywnie, a szczególnie jeśli chodzi o niego samego, aczkolwiek postaram się skonstruować w miarę rzetelną wypowiedź. Więc zaczynajmy.</p>
<p align="center">***</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center colspan="2"><strong><small>Przebieg edukacyjny</strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small><abbr title="Przedszkole Wojskowe nr 175 w Legnicy">PW 175</abbr> </small></td>
<td align="center"><small>1997-1999</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small><abbr title="Szkoła Podstawowa nr 19 w Legnicy">SP 19</abbr></small></td>
<td align="center"><small>1999-2005</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small><abbr title="Gimnazjum nr 1 przy Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 imienia Jana Pawła II w Legnicy">Gim 1</abbr></small></td>
<td align="center"><small>2005-2008</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small><abbr title=" II Liceum Ogólnokształcące imienia Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy">II LO</abbr></small></td>
<td align="center"><small>2008-</small></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Dzień dobry, nazywam się <strong><a href="http://aquenral.net/2009/11/30/internet/" target="_blank">Krzysztof Rewak</a></strong>, drugiego imienia mi na szczęście nie nadano, na bierzmowaniu <em>przedłużyłem umowę</em> biorąc imię Krzysztof. Urodziłem się 4 lipca 1992 roku, czyli w amerykański Dzień Niepodległości (nie, film <em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Urodzony_4_lipca" target="_blank">Urodzony 4 lipca</a></em> nie opowiada o mnie), w obecnie nieistniejącym legnickim szpitalu przy ulicy Jaworzyńskiej. Z racji wcześnie rozpoczętej edukacji z Babcią, już w wieku trzech lat umiałem czytać, pisać i rozwiązywać najprostsze obliczenia matematyczne; ponadto zostałem zindoktrynowany i wychowany na wzorowego chrześcijanina-katolika. W wieku pięciu lat zacząłem chodzić do również nieistniejącego już Przedszkola Wojskowego nr 175 w Legnicy, gdzie <em>uczyłem</em> się dwa lata. Przez następne dziewięć lat uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 19 w Legnicy i Gimnazjum nr 1 przy Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 imienia Jana Pawła II w Legnicy (odpowiednio sześć i trzy lata). Obecnie edukuję się w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy, gdzie uczęszczam do klasy o profilu matematyczno-informatyczno-fizycznym. Na dzień dzisiejszy <a href="http://aquenral.net/2009/10/26/studia/" target="_blank">planuję</a> wybrać się na Politechnikę Wrocławską, kierunku jeszcze nie ustaliłem, gdyż waham się między AiR, fizyką i informatyką.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="165">
<tbody>
<tr>
<td align=center colspan="2"><strong><small>Z serii <em>ulubiony</em>&#8230;</small></strong></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Kolor</small></td>
<td align="center"><small>zielony</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Liczba</small></td>
<td align="center"><small>4, 7, 23, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82oty_podzia%C5%82" target="_blank">?</a></small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Potrawa</small></td>
<td align="center"><small>lasagne</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Napój</small></td>
<td align="center"><small>sok bananowy</small></td>
</tr>
<tr>
<td align="center"><small>Miesiąc</small></td>
<td align="center"><small>lipiec</small></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">W internecie i fandomie znany jestem bardziej jako <a href="http://aquenral.net/2009/01/11/dlaczego-aquenral/" target="_blank"><strong>Aquenral</strong></a> (ewentualnie jako <em>Yun-Yuuzhan</em> tudzież <em>Yun</em>). Jestem fanem ogólnie pojętej fantastyki z wyraźnym ukierunkowaniem na fantastykę naukową oraz <em>space opera</em>. Nieustannie fascynuję się <em>Gwiezdnymi wojnami</em> od 2001 roku, od stycznia 2007 prowadzę <a href="http://starwars.legnica.pl/" target="_blank">legnicki fanklub <em>Gwiezdnych wojen</em></a>, a od czerwca 2008 udzielam się aktywnie w fandomie. Wolę Starą Trylogię (części IV-VI), moim ulubionym bohaterem jest Han Solo i jestem dumnym posiadaczem kolekcji ponad stu książek opowiadających o tejże galaktyce.  Jestem również niepoprawnym pasjonatem wszelkiej maści seriali (serial ? telenowela) i oglądam je wręcz nałogowo: <em><a href="http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/" target="_blank">Battlestar Galactica</a></em>, <em><a href="http://aquenral.net/2009/11/25/v/" target="_blank">V</a></em>, <em>FlashForward</em>, <em>House MD</em>, <em><a href="http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/" target="_blank">Fringe</a></em>, <em>Stargate Universe</em>, <em>Zagubieni</em>, <em><a herf="http://aquenral.net/2009/08/12/caprica/" target="_blank">Caprica</a></em>, <em>Scrubs</em>, <em>The 4400</em>. Oczywiście lubię też filmy sci-fi (<em>Terminator</em>, <em>Obcy</em>, <em>Star Trek</em> 2009, <em>Matrix</em>) oraz stare, dobre, klasyczne kino: <em>Indiana Jones</em> i <em>James Bond</em>. <a href="http://www.lastfm.pl/user/Aquenral" target="_blank">Słucham muzyki</a> praktycznie każdego gatunku, jednak ukierunkowuję się na instrumentalno-filmową, rockową i alternatywną, ostatnio głównie <a href="http://aquenral.net/2009/08/10/bsg-ost/" target="_blank">McCreary&#8217;ego</a>, The Fray i pojedynczych piosenek z różnych seriali. </p>
<p align="justify">Jestem człowiekiem wierzącym, oficjalnie mam status katolika i nawet się za takowego uważam, chociaż moje poglądy są stanowczo zbyt liberalne. Wierzę w Boga, Chrystusa i tak dalej, aczkolwiek kwestionuję Kościół i jego kontrolowanie religii. Uważam się za człowieka tolerancyjnego, a jedyne dwie rzeczy których nie toleruję to właśnie nietolerancja oraz głupota. Jestem człowiekiem inteligentnym, sceptycznym i pysznym, staram się kierować logiką i rozumem i szukam praktycznych wyjść z każdej sytuacji. Poglądy polityczne mam nieokreślone, ale wahają się między liberalną prawicą a umiarkowaną lewicą; w najbliższych wyborach przypuszczalnie zagłosuję na PO. Jestem człowiekiem trudnym, ze specyficznym poczuciem humoru, mówię ludziom prawdę, staram się być kulturalny, nie jestem ani optymistą, ani pesymistą (w szklance jest woda), zdeklarowany egoista i podobno typ przywódcy. Lubię dżem brzoskwiniowy, mandarynki i jeżozwierze. </p>
<p align="center">***</p>
<p align="justify">Dziękuję za uwagę i życzę wszystkim miłego dnia. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/05/autocharakterystyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To tylko początek &#8211; V, sezon 1.0</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/11/25/v/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/11/25/v/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 09:59:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[Stargate: Universe]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[V]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1183</guid>
		<description><![CDATA[Kojarzycie Battlestara, którym Was męczę co jakiś czas? Jest to nowa produkcja bazująca na starym pomyśle, gdyż serial Battlestar Galactica był emitowany oryginalnie w 1978 roku. Współczesna wersja nie jest remakem, bo odbiega konwencją od pierwotnej wersji, ma innych bohaterów, inne założenia fabularne tudzież inaczej się kończy. Taka operacja nazywa się fachowo reimagine, co ładnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;"><script type='text/javascript' language='javascript' charset='utf-8' src='http://s3.polldaddy.com/p/2300862.js'></script><noscript> <a href='http://answers.polldaddy.com/poll/2300862/'>View Poll</a></noscript></div>
<p align="justify">Kojarzycie <em><a href="http://aquenral.net/2009/07/20/battlestar/" target="_blank">Battlestara</a></em>, którym Was męczę co jakiś czas? Jest to nowa produkcja bazująca na starym pomyśle, gdyż serial <em>Battlestar Galactica</em> był emitowany oryginalnie w 1978 roku. Współczesna wersja nie jest remakem, bo odbiega konwencją od pierwotnej wersji, ma innych bohaterów, inne założenia fabularne tudzież inaczej się kończy. Taka operacja nazywa się fachowo <em>reimagine</em>, co ładnie brzmi w języku polskim jako reimaginacja, a jest bardzo popularna ostatnimi czasy (<em>Planeta małp</em> Burtona czy też <em>Bionic Woman</em> Eicka). Fani starych seriali sci-fi z pewnością pamiętają produkcję o tytule <strong>V</strong> z 1983 roku opowiadającą o Przybyszach, którzy mają niecne zamiary względem ludzkości, jednak wydają się być przyjaźnie nastawieni. Serial był hitem w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a dziś ktoś postanowił reimaginować jego realia, tworząc nowe <em>V</em>, bardziej odpowiadające naszym czasom. Producentem został sam Scott Peters (tak, to twórca <em>The 4400</em>), a główne role otrzymały same serialowe gwiazdy, między innymi Elizabeth Mitchell (<em>Zagubieni</em>), Joel Gretsch (<em>The 4400</em>) i Morena Baccarin (<em>Firefly</em>). Stacja ABC wydała grube miliony na reklamę, pierwszy odcinek obejrzało ponad 14 milionów Amerykanów plus kolejne miliony widzów w internecie, a pierwsza część pierwszego sezonu zakończyła się właśnie dziś. Wrażenia? Trudno wyrazić je w kilku słowach.</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://mytakeontv.files.wordpress.com/2009/11/118453_0350_pre.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Założenia fabularne są proste i mogłoby się wydawać, że wręcz splagiatowane z innych filmów fantastyczno-naukowych: przybywają Obcy w wielkich statkach kosmicznych, są oczywiście na wyższym poziomie technologiczno-cywilizacyjnym, ale zamiast niszczyć Ziemi, oferują oni pomoc. Dwadzieścia dziewięć okrętów zajmuje miejsca nad największymi ziemskimi miastami (Nowy Jork, LA, Londyn, Kair, Moskwa, Tokio&#8230;), a naczelny dowódca Przybyszów, bo tak się sami nazwali, nawiązuje łączność z ludźmi, gwarantując, że przybyli w pokoju i chcą jedynie wspólnego dobra. I w tym momencie pojawia się główny motyw oryginalnej serii: Przybysze wcale nie są ani tak przyjaźnie nastawieni, ani tacy ładni i przystojni, gdyż w rzeczywistości są zielonymi gadami, które klonują ludzką skórkę, by się do nas upodobnić, wejść w nasze szeregi i zniszczyć od środka. Mają swój ukryty cel, ale także opracowali cholernie skomplikowany plan, o niebo lepszy i przemyślany niż ten <a href="http://aquenral.net/2009/10/22/plan/" target="_blank">brata Cavila</a>. Na długo przed przybyciem floty, stworzyli komórki Przybyszów, które miały wywoływać rozruchy i zamieszki; byli niczym Cyloni. I to jest właśnie chyba najlepsza część serialu: wszechobecna nieufność. Zaczynam się czuć, jakbym znów oglądał <em>Galacticę</em> i zastanawiam się czy ojciec Travis lub agentka Malik to Cyloni&#8230; tfu! Przybysze. Był to mój ulubiony wątek w <em>Battlestarze</em>, a tutaj może być jeszcze ciekawiej, bo nikt nie ogranicza niczego liczbą modeli i powtarzalnością kopii.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://img69.imageshack.us/img69/4801/56275200.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Co mi się bardzo spodobało? Bohaterowie są nadzwyczaj wyraziści i człowiek może się z nimi bez przeszkód utożsamić (w przeciwieństwie do innej produkcji ABC, <em>FlashForwarda</em>). Agentki Eriki Evans (tak, to Juliet z <em>Zagubionych</em>) biegającej z bronią i walczącej z Przybyszami nie da się nie polubić; to samo zresztą tyczy się ojca Jacka Landry, duchownego, któremu przybycie obcych namąci w głowie w kwestii wiary. Tajemniczy Ryan Nicols jest wręcz ekstraordynaryjny, jeśli mogę użyć takiego słowa i czuję, że w przyszłości odegra jeszcze większą rolę. Jedynie nie trawię Tylera, syna Eriki, który jest stereotypowym nastolatkiem zafascynowanym Przybyszami, a także Anny, przywódczyni obcych. Wszyscy się podniecają urodą pani Baccarin, ale ja nie dostrzegam w niej nic wybitnie pociągającego; już Mitchell i Vandervoort są o niebo ładniejsze. I teraz jedna z najważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o filmy i seriale fantastyczno-naukowe: efekty specjalne. Informatycy odwalili kawał dobrej roboty, a producent zadbał o wszystkie niuanse, bo wszelakie CGI wygląda naprawdę świetnie, a nie doświadczymy żadnego przesytu. Krążowniki Przybyszów są piękne w swojej prostocie, ichniejsze wahadłowce ładnie przecinają niebo, a technologia nie zadziwia, ale podoba się oku. A skoro już jesteśmy przy kwestiach technicznych, trzeba wspomnieć o muzyce, której kompozytorem jest bliżej mi nieznany Marco Beltrami. Podczas pierwszego seansu nie zauważyłem nic szczególnego, ale po dzisiejszym porannym maratonie z <em>V</em> (cały sezon 1.0), muszę przyznać, iż jest bardzo ładna, tylko mało wyeksponowana. Z całego serca liczę na wydanie płyty ze ścieżką dźwiękową, bo dobrej muzyki serialowej nigdy nie jest za dużo.</p>
<table style="float:left; margin: 0px 10px 0px 0px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://tvbythenumbers.com/wp-content/uploads/2009/08/V-2009.jpg" width="200"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Największą wadą pierwszej części pierwszego sezonu jest jej długość. No, powiedzcie mi czy słyszeliście kiedykolwiek o tym, by robić serial za miliony dolarów, który ma tylko cztery odcinki? Fakt, wszystkie te cztery odcinki w mojej skali do dziesięciu otrzymują noty powyżej osiem plus, ale dlaczego ABC każe nam czekać na kontynuację aż do wiosny 2010? Skoro już jesteśmy przy ocenianiu&#8230; Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że <em>V</em> tak mi się spodoba. Media pisały, że dają oceny 11/10 odcinkowi pilotażowemu, ale wiem jak to bywa z krytykami; tym większe było moje zaskoczenie po pozytywnym odbiorze nie tylko 1&#215;01, ale także następnych odcinków. Klimat mnie niesamowicie szybko wciągnął i mogę oficjalnie mówić, że jestem fanem <em>V</em>. Chcę jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach, mianowicie o spadku oglądalności i konwencji fabularnej. W internecie aż huczy od informacji o wciąż obniżającym się wskaźniku liczby widzów nowej produkcji ABC. Okej, spada, ale powiedzcie czy jakikolwiek serial notuje teraz wzrost oglądalności? Nie wiem czy w ogóle taki termin istnieje w tej branży, a wynik 14 milionów widzów to najwyższa zanotowana do tej pory oglądalność. Najwyższa! Więc jak, do cholery, ma się jeszcze bardziej podnieść? I tak <em>V</em> bije na głowę słabego <em>FlashForwarda</em> czy jeszcze gorsze <em>Stargate: Universe</em>. Druga rzecz to ciągłe narzekania ludzi na konwencję fabularną: wszyscy mówią, że jest za mało tajemnic, za mało wątków, za mało <em>Zagubionych</em>. A żeby było śmieszniej, ci sami <em>frakkin&#8217;</em> hipokryci piszą, że w <em>FF</em> jest za dużo wyżej wymienionych cech.</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy jest to mój ulubiony serial, a w ogólnym rozrachunku jest na drugim miejscu, tuż za <em>Galacticą</em>. Mam świadomość, że to dopiero cztery odcinki, ale zaprezentowały one tak wysoki poziom, że muszę wystawić ocenę <strong>9/10</strong>, a co za tym idzie, polecić <em>V</em> każdemu, bo to świetny serial dla zatwardziałych fanów sci-fi, jak i doskonały początek dla kogoś, kto z tematyką fantastyczno-naukową nie miał wcześniej do czynienia. Zatem oglądajcie <em>V</em>, a ja czekam na 1&#215;05, a tymczasem&#8230; <em>We are of peace. Always.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/11/25/v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inwazja: Uchodźcy</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 06:57:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[komiksy]]></category>
		<category><![CDATA[Moc]]></category>
		<category><![CDATA[Yuuzhan Vongowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1090</guid>
		<description><![CDATA[Ten artykuł, a raczej recenzja, został zapowiedziany już w lipcu, kiedy to na łamach forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen oceniłem pierwszy zeszyt nowej komiksowej serii wydawnictwa Dark Horse, Star Wars: Invasion. Na wstępie zaznaczę, że okres historyczny, w którym rozgrywa się akcja komiksów, czyli słynna nowa era Jedi (lata 25-35 po bitwie o Yavin), [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Ten artykuł, a raczej recenzja, został zapowiedziany już w lipcu, kiedy to na łamach forum <a href="http://gwiezdne-wojny.pl/" target="_blank">Bastionu polskich fanów <em>Gwiezdnych wojen</em></a> oceniłem pierwszy zeszyt nowej komiksowej serii wydawnictwa Dark Horse, <em>Star Wars: Invasion</em>. Na wstępie zaznaczę, że okres historyczny, w którym rozgrywa się akcja komiksów, czyli słynna nowa era Jedi (lata 25-35 po bitwie o Yavin), to moja ulubiona epoka: galaktyka zostaje zaatakowana bez ostrzeżenia przez bezlitosnych najeźdźców, zakon Jedi staje na krawędzi zagłady, a Nowa Republika pada pod ciosami Yuuzhan Vongów. Dziewiętnaście książek z tego okresu opowiada o brutalności tejże wojny, jednak korporacje Lucasa zakończyły wydawać cokolwiek z logiem NEJ w 2003 roku, kiedy to opublikowano <em>Jednoczącą Moc</em>, po czym zabrano się z erę Dziedzictwa, która rozwijana jest do dziś. Skłamałbym, gdybym powiedział, że oficjalna zapowiedź przeszła obok mnie bez echa; byłem wręcz wniebowzięty, wiedząc, że mój ulubiony okres będzie dalej rozwijany i znów będę miał możliwość ujrzeć Yuuzhan Vongów, moją ulubioną rasę, w akcji.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://images4.wikia.nocookie.net/starwars/images/e/eb/Invasion_poster.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://images2.wikia.nocookie.net/starwars/images/thumb/e/eb/Invasion_poster.jpg/250px-Invasion_poster.jpg" width="180"></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie ukrywajmy: miałem wielkie nadzieje na wspaniałą serię komiksową, a otrzymaliśmy nawet niezłe dzieło, ale nie szczyt oczekiwań i marzeń. Dlaczego dziś pojawia się ta recenzje, chociaż pierwszy numer ujrzał światło dzienne w lipcu? Ano, dziś ukazał się piąty odcinek zamykający pierwszy wątek serii, <em>Refugees</em>. Zacznijmy może od scenariusza, którym zajął się bliżej nieznany mi Australijczyk, Tom Taylor. Nie mogę narzekać na fabułę, gdyż pan Taylor rzeczywiście zapoznał się z książkami i całą resztą EU, co widać na każdej stronie: pojawiają się liczne nawiązania do powieści, innych komiksów, a nawet gier komputerowych. Wszystko trzyma się kanonu, jedyne uchybienie to kolor miecza Anakina Solo w drugim numerze. Mamy bardzo ładnie poprowadzoną linię fabularną, która zaczyna się hitchcockowskim wybuchem &#8211; inwazją Yuuzhan Vongów na Artorias &#8211; po czym obserwujemy losy tytułowych uchodźców: księcia Finna, który kiedyś stanie się rycerzem Jedi, króla Caleda organizującego ruch oporu przeciw okupantowi, a także księżniczki i królowej złapanych przez najeźdźców i przetrzymywanych na okręcie niewolniczym. Niestety zostały wprowadzone liczne tzw. <em>zapchajdziury</em>, między innymi walka z sithiańskim tuk&#8217;atą czy wątek na Nar Shaddaa, jednak nie odbiera to całej przyjemności z czytania; pojawiają się również perełki takie jak bitwa o Rychel czy oblężenie i vongizacja Artorias, dla których warto zdobyć te komiksy.</p>
<p align="justify">Rysunkami zajął się Colin Wilson, którego znamy z <em>Dziedzictwa</em> i <em>Rebelliona</em>; twórca, którego prace są bardzo różnie oceniane i interpretowane przez fanów. Mnie osobiście rysunki bardzo się spodobały, Wilson świetnie kreuje technologię, okręty, miejsca i bitwy, jednak wielu narzeka na jego postaci. Mnie urzekło to, że wszyscy bohaterowie są wzorowani na okładkach książek (zarówno oryginalnych, jak i Tsuyoshi Nagany), co jest pewną konsekwencją i bardzo umila czytanie. Ciekawostką jest fakt, iż kobiety zdecydowanie lepiej wychodzą autorowi, a ich smukłe kształty mocno kontrastują z krępymi sylwetkami wszystkich mężczyzn.  Przedstawiciele obcych ras wyglądają zabójczo, Yuuzhan Vongowie wiodą prym, ale ilustracje z Wookieemi, Vratiksami czy Pau&#8217;anami też są niczego sobie. Obowiązkowo muszę wspomnieć o niesamowicie klimatycznych okładkach autorstwa Jo Chen, które są jednymi z najładniejszych jakie do tej pory widziałem.</p>
<p align="justify">Co do kwestii świata przedstawionego, wspomniałem już, że scenarzysta całkiem nieźle zna <em>Expanded Universu</em> i umie je wykorzystać. Dialogi obfitują w nawiązania do wszystkiego, niczym żywcem wyjęte z powieści Jamesa Luceno, pojawiają się bohaterowie znani z kart wielu powieści, widzimy rzeczy, które nigdy dotąd nie zostały w taki sposób przedstawione. I to jest właśnie najpiękniejsze: <em>Invasion</em> jest znakomitą ilustracją do książek z cyklu <em>Nowa era Jedi</em>. Rasa Chazrachów została wprowadzona w 2000 roku, a dopiero dwa miesiące temu zobaczyliśmy jak w rzeczywistości wyglądają. Tu-Scart i Sgauru pojawili się w <em>Punkcie równowagi</em> i do dziś nie było również żadnych wizualnych przedstawień tych potworów. Wracają bohaterowie tacy jak Kyp Durron (wyglądający identycznie jak w <em>Essential Guide to the Force</em>!), ukazane są retrospekcje z wydarzeń na Sernpidalu, widzimy stan Hana oraz bezradność jego rodziny. Na Artorias powstaje ruch oporu, któremu przewodniczy król Caled i wiążę z tym wątkiem wielkie nadzieje.Największym minusem całej serii jest&#8230; główny bohater, gdyż Finn jest najzwyklejszym w świecie <a href="http://aquenral.net/2009/10/10/jack/" target="_blank">jackiem fabularnym</a> &#8211; a szkoda. Pierwszy główny wątek tak naprawdę zakończył nie wyjaśniając żadnych spraw, a wprowadzając nowe pytania. Typowy serialowy <em>cliff-hanger</em> stosowany z taką lubością przez twórców <em>Zagubionych</em> czy najnowszego <em>FlashForwarda</em>. Moim marzeniem byłby drugi wątek o nazwie <em>Resistance</em> ukazujący działania Caleda na Artorias i całkowicie odcinający nas od Finna. Z pewnością możemy też liczyć na numer lub kilka z perspektywy Yuuzhan Vongów (swoisty <a href="http://aquenral.net/2009/10/22/plan/" target="_blank"><em>The Plan</em></a>) oraz kontynuację wątku rodzeństwa Solo. Zastanawia mnie tylko jak daleko to wszystko się posunie? Czy ujrzymy oblężenie Coruscant? Będziemy świadkami masakr ze strony voxynów? Zobaczymy Yuuzhan&#8217;tar? Oby.</p>
<p align="justify">Na dzień dzisiejszy <em>Invasion: Refugees</em> otrzymuje ode mnie ocenę <strong>6+/10</strong>: nie jest wybitnie, nie spełniło moich wszystkich oczekiwań, ale jednak dobrze jest znów zobaczyć te wszystkie wytatuowane mordy i być świadkiem inwazji na galaktykę. Teraz pozostaje nam czekać na wydanie zbiorcze, a także modlić się o szybkie opublikowanie w Polsce przez Egmont. A szósty numer? Niestety będzie przerwa i zobaczymy go prawdopodobnie najbliżej dopiero w marcu. Do tego czasu zachęcam wszystkich do <a href="http://invasion.starwars.legnica.pl/" target="_blank">przeczytania</a> <em>Refugees</em> i podzielenia się swoimi opiniami. <em>Do-ro&#8217;ik vong pratte</em> i <em>so say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/11/06/inwazja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jack fabularny</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/10/10/jack/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/10/10/jack/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Oct 2009 07:12:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[FlashForward]]></category>
		<category><![CDATA[Fringe]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[Jordan Collier]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni ?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=839</guid>
		<description><![CDATA[UWAGA: KONTYNUACJA WĄTKUPoniższy temat jest rozwinięciem wcześniejszego wpisu (14/09/2009) Czymże jest ów Jack? Przy okazji omawiania pierwszego sezonu Fringe&#8217;a, zdefiniowałem Jacka fabularnego jako bohatera pełniącego ważną funkcje w dziele, aczkolwiek nie lubianego przez odbiorcę. Nazwa pochodzi od głównej pozytywnej postaci w serialu J. J. Abramsa, Zagubieni, Jacka Shepharda &#8211; lekarza, który cudem przeżył katastrofę samolotu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>UWAGA: KONTYNUACJA WĄTKU</strong><br />Poniższy temat jest rozwinięciem wcześniejszego wpisu <sup>(<a href="2009/10/10/2009/09/14/fringe/">14/09/2009</a>)</sup></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Czymże jest ów <em>Jack</em>? Przy okazji omawiania pierwszego sezonu <em>Fringe&#8217;a</em>, zdefiniowałem <em>Jacka fabularnego</em> jako bohatera pełniącego ważną funkcje w dziele, aczkolwiek nie lubianego przez odbiorcę. Nazwa pochodzi od głównej pozytywnej postaci w serialu J. J. Abramsa, <em>Zagubieni</em>, Jacka Shepharda &#8211; lekarza, który cudem przeżył katastrofę samolotu linii Oceanic i znalazł się na tajemniczej Wyspie. Internetowy słownik angielsko-polski podaje takie tłumaczenie:</p>
<blockquote><p>
    1: jack (rodzaj wtyczki stosowanej do podłączenia urządzeń audio-wideo)<br />
    2: (owoc podobny do owocu drzewa chlebowego)<br />
    3: podnośnik; lewar<br />
    4: członek; wacek (penis) &#8211; Jack</p></blockquote>
<p align="justify">
Nie rozumiem dlaczego twórcy wprowadzają motyw Jacka w większości dzieł fabularyzowanych, nieważne czy chodzi o książki, filmy czy seriale. Zauważyłem, że większa część odbiorców darzy antypatią ów bohaterów, jednak zawsze znajdą się wyjątki &#8211; ot, kwestia gustu. Z tego, co zaobserwowałem w internecie, amerykańscy odbiorcy nie przywiązują większej wagi do bohaterów i dbają jedynie o to, by było dużo eksplozji, głośna muzyka, ładne, roznegliżowane kobiety i sceny seksu. Postanowiłem zgłębić istotę motywu Jacka w rożnych formach kultury, począwszy od literatury, skończywszy na serialach.</p>
<p align="justify">Moje pierwsze spotkanie z Jackiem? Może zabrzmi to dziecinnie, ale był to Czerwony Wojownik w młodzieżowym serialu <em>Power Rangers</em> oraz również czerwony Toa w zabawkowej serii Bionicle &#8211; obaj byli liderami swoich formacji, aczkolwiek nigdy za nimi nie przepadałem, uważając, że są przereklamowani (ach, te przemyślenia w wieku siedmiu lat!); zawsze wolałem Zielonego Wojownika i niebieskiego Bionicle&#8217;a. Potem przyszła szkoła podstawowa i zaczęła się moja pasja <em>Gwiezdnymi wojnami</em>, która trwa do dziś. Dla mnie rzeczą niepojętą jest fakt, iż główny bohater Starej Trylogii i większości książek w EU, czyli Luke Skywalker, jest idealnym typem Jacka. Irytuje swoim zachowaniem, wyglądem oraz prezentacją, udaje wielkiego Jedi, nie mając pojęcia o Mocy, a później wyrywa najgorętszą laskę w galaktyce, wygrywa kilka wojen i staje się wielkim mistrzem Zakonu. Jedynie w kilku momentach zżyłem się z postacią: podczas czytania <em>Poświęcenia</em>, gdy Caedus zamordował Marę, a także po lekturze trzeciego zeszytu <em>Invasion</em>, gdzie przedstawili Skywalkera w bardzo ładny sposób. Ileż można eksploatować jedną postać? Niech w końcu umrze i zostawi miejsce dla kogoś ciekawszego.</p>
<p align="justify"><em>Battlestar </em>miał cyklicznych Jacków: szczerze mówiąc, początkowo nie lubiłem Kary Thrace, ale szybko się przekonałem, że stanie się jedną z ulubionych postaci. Lee Adama był znośny to momentu bitwy o Nową Capricę i zniszczenia <em>Pegausa </em>- w tym momencie stał się pełnoetatowym Jackiem, dzieląc tą funkcję z panią prezydent Laurą Roslin, której nie lubiłem od pilota. Innym, bardzo dobrym przykładem, jest serial <em>The 4400</em>, gdzie znienawidzoną postacią był syn federalnego agenta, Kyle Baldwin, który spędził kilka odcinków w śpiączce, po czym zamordował Jordana Colliera, wziął zastrzyk promycyny i myślał, że jest fajny. O <em>Zagubionych </em>chyba nie muszę wspominać, prawda? Jack Shephard cieszy się popularnością w Stanach Zjednoczonych, ale mnie już zbrzydło jego ciągłe &#8222;<em>Musimy uciec, musimy uciec? Wracajmy na Wyspę!</em>&#8222;, ale postać Kate Austen również toczy się po równi pochyłej w dół. Ileż można wracać do Jacka i płakać, gdzie jest Aaron? <em>FlashForward </em>jest natomiast świetnym serialem, który dopiero się rozpoczął, ale bohaterowie są tak bezpłciowi, że nie da się wskazać konkretnego Jacka (z drugiej strony nie lubię tej całej Olivii). <em>Fringe </em>wciąż się utrzymuje i nie ma żadnego antybohatera, ale agentka Dunham staje się coraz nudniejsza. Mam nadzieje, że szybko coś z tym zrobią i serial wróci na dawne tory.</p>
<p align="justify">Inną sprawą jest <em>anty-Jack</em>, czyli bohater drugo- lub trzecioplanowy, którego pokocha każdy widz. Czyż nie tak było z Remusem Lupinem w cyklu książek o Harrym Potterze? Idealnym przykładem jest Romo Lampkin z <em>Battlestara</em>, który pojawia się tylko kilka razy, ale kradnie serca wszystkich. To samo tyczy się Chewbaccy, Karla Agathona czy Jordana Colliera. No dobra, koniec narzekania. Wiem, że przesadzam, określając to wszystko jednym, na dodatek głupim terminem, ale każdy może sobie pozwolić na odrobinę humoru w życiu. Całość należy potraktować raczej humorystycznie i nie brać do serca. No i broń Boże przed używaniem zwrotu Jack fabularny w miejscach publicznych &#8211; nie każdy zrozumie, wierzcie mi. <em>So say we all</em>! </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/10/10/jack/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nigdy więcej tureckiego filmu!</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 15:01:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[Legnica]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[podziękowania]]></category>
		<category><![CDATA[Prakseum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=773</guid>
		<description><![CDATA[[PG-18] OSTRZEŻENIE PRZED PSYCHOZĄOmawiany temat może mieć szkodliwy wpływ na Twoją psychikę. Dzień dobry, cześć i czołem, na początku chciałem wytłumaczyć całą sytuację, by nikt nie miał wątpliwości, co do mojej sprawności psychicznej. W dniach 26-27 września bieżącego roku odbyły się Inne Sfery 2009, za które podziękuję na samym dole tego wpisu, by wpierw wyżalić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>[PG-18] OSTRZEŻENIE PRZED PSYCHOZĄ</strong><br />Omawiany temat może mieć szkodliwy wpływ na Twoją psychikę.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Dzień dobry, cześć i czołem, na początku chciałem wytłumaczyć całą sytuację, by nikt nie miał wątpliwości, co do mojej sprawności psychicznej. W dniach 26-27 września bieżącego roku odbyły się <strong>Inne Sfery 2009</strong>, za które podziękuję na samym dole tego wpisu, by wpierw wyżalić się na temat tego, co widziałem. Punkt programu o zachęcająco brzmiącej nazwie <em>Noc filmów plugawych</em> trwał całą noc z soboty na niedzielę, a ja mam zwyczaj nie spać na konwentach fantastycznych. Plan pokazu obejmował nadzwyczajny film, który mogę zdecydowanie nazwać najgłupszym filmem jaki kiedykolwiek w życiu widziałem. Najgorsze w całej sytuacji jest to, że byłem obecny na dwóch (w sumie to na półtorej) seansach tego <em>dzieła</em>, co wywołało wiele szkód w mojej psychice. Zatem trzymajcie się foteli, bo zagłębiamy się w świat tureckiego kina fantastyczno-naukowej akcji.</p>
<p align="justify"><strong><em>Dünyayi kurtaran adam</em></strong> znaczy tyle, co <em>Mężczyzna, który uratował świat</em>, jednak internet nadał mu nazwę <em>Turkish Star Wars</em>, czyli <em>Tureckie Gwiezdne wojny</em>. Zaznaczam od razu, że nie są to <em>Gwiezdne wojny</em> w języku tureckim. Film ten powstał w 1982 roku, czyli pięć lat po filmie George&#8217;a Lucasa, w momencie, gdy <em>Imperium kontratakuje</em> jeszcze nie dotarło do Turcji. Główną rolę zagrał Cüneyt Arkin, znany turecki aktor, który na scenie istnieje do dziś; reżyserem jest nie mniej znany Çetin Inanç (<em>Turkish Rambo</em>, <em>Turkish Rocky</em>, <em>Turkish Jaws</em>). Muzykę do filmu napisał John Williams&#8230; Zaraz, zaraz, jak to? Ano, tak się złożyło, że pan Inanç <em>zapożyczył</em> sobie motyw przewodni filmów o Indianie Jonesie, który wykorzystał na potęgę w swoim dziele. Podobno można znaleźć i inne motywy muzyczne, ale moje ucho o siódmej rano wyłapało tylko przerobioną wersję głównego motywu ze starego <em>Battlestara</em>. Zabolało mnie to cholernie, bo jak można tak wykorzystywać pracę innych i jeszcze na tym zarabiać (film przecież sprzedawano), ale nie to było najgorsze: w filmie były wklejone sceny wycięte żywcem z <em>Nowej nadziei</em>. Sceny walk kosmicznych były akcją nad Gwiazdą Śmierci, pojawiali się szturmowcy, występowały eksplozje rodem z filmu. W zasadzie ten film, oprócz tychże scen, nie ma nic wspólnego z baśnią Lucasa, ale internetowy tytuł przylgnął tak bardzo, że każdy zna ten film jako <em>Tureckie Gwiezdne wojny</em>.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="200">
<tbody>
<tr>
<td align=center><object width="200" height="160"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tx7PYAAOwxE&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/tx7PYAAOwxE&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="200" height="160"></embed></object><br />Finałowa scena</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">W zasadzie, miał być to kawał dobrego kina akcji w realiach post-apokaliptycznych z wątkiem miłosnym w tle; ot, fantastyczno-naukowa heroiczna tragedia. Obraz przedstawia wiele problemu, które uciekają dzisiejszemu zabieganemu społeczeństwu, a także wykorzystuje motywy znane w kulturze od wieków. Ważnym elementem jest religia, wspomina się o postaciach historycznych jak Mahomet i Jezus (którego mieszkańcy budują miasta pod ziemią!), a tolerancja religijna i ekumenizm wysuwają się na pierwszy plan. Warto wspomnieć w ważnym wątku miłości, zarówno tradycyjnej, jak i homoseksualnej, a także bezinteresownej miłości do dzieci. Widzimy świat po nuklearnym holokauście, co daje nam do myślenia nad naszą przyszłością, zmusza do introspekcyjnej refleksji. Poruszany jest także wątek polityczny (wymuszenia terytorialne, ekspansja agresorów, emigracja, rola uchodźcy w społeczeństwie), ale wszytko koncentruje się na prostej, aczkolwiek bardzo głębokiej konwencji walki dobra ze złem. Cały ten akapit brzmi jak recenzja najnowszej superprodukcji, która podbija serce każdego widza, prawda? W rzeczywistości są tam takie momenty, ale wykreowane najwyraźniej przez przypadek; no cóż, zdarza się. Jest to bezsensowna siekanina, gdzie bohaterowie wciąż biegają i zabijają przerośnięte mupety w brutalny sposób (przebijanie ich klatek piersiowych ich własnymi rękami, odrywanie głów, przepoławianie) i rzucają tak idiotycznymi cytatami, że nie jestem zdolny ich nawet przytoczyć.</p>
<p align="justify">Film jest tak głupi i psychodeliczny, że polecam go każdemu, bo można się naprawdę dobrze pośmiać z przedstawionych idiotyzmów. Trwa on półtorej godziny i każdy go skończy ze łzami w oczach i bólem brzucha ze śmiechu. Każdy fan powinien zobaczyć to przynajmniej raz w życiu, zresztą tak jak <em>Holiday Special</em>; w sumie tak to wszystko by wyglądało, gdyby George był Turkiem. Muszę oczywiście wszystkim podziękować za Inne Sfery, bo na konwenty jeździ się dla ludzi! Oczywiście ogromne i gorące podziękowania dla ekipy legnickiej w składzie ja, Kacpeross, Zayne, Hania, Fixer, Wszelak, Hell, Dziki, Corran i Klotek, indywidualne poniżej.</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>na początek mój kochany <strong>Komisarz Sev</strong>, współzałożyciel jakże wspaniałego Regimentu &#8217;92 (chwała na wieki!), przewodnik po zakamarkach Wrocławia, autor prelekcji o 11 rano w niedzielę i swój chłop; toż to prawdziwy legniczanin, bez słów!</li>
<li>wielkiego buziaka musi też dostać <strong>Rav</strong>, który cały konwent był moim Chewiem, bo co to za Han Solo bez Chewbaccy? Dzięki za konkurs wiedzowy, grę w BSG, pomoc w skakaniu w nadświetlną i dzwonienie do ludzi w nocy</li>
<li><strong>Łedżissu</strong>, jesteście kochani! Wrocław bez Was to nie Wrocław, o! Następnym razem nie możemy się wkopać w tego całego BSG, nocujcie na terenie konwentu i nie cieszcie się tak z powodu kopalni w Legnicy, bo u Was zbudują dwa razy większą! Przyjeżdżajcie do Legnicy i do zobaczenia w październiku, moi drodzy. A, i Łedż, nie postarałeś się z <em>Holiday Special</em>!</li>
<li><strong>Padme</strong>, bardzo miło się z Tobą rozmawiało, pokazujesz, że można się bawić na konwencie bez alkoholu i tak trzymać! Następnym razem wyciągnij więcej Ślązaków, bo nie wypada tak samej jeździć w tak dalekie i niebezpieczne strony. Do zobaczenia na Niuconie i odezwij się czasami za pomocą jakiegoś komentarzyka</li>
<li><strong>Hellu</strong>, stęskniłem się za Tobą przez te wakacje, musimy się widywać częściej. Twojego przedstawienie szybko nie zapomnę, masz to jak w banku, mój drogi. Twoja rozmowa z Onomą chyba wejdzie na stałe do kanonu opowieści konwentowych. Baw się dobrze w Łedżolandii, a co do <strong>Nyki</strong>, to o wiele lepiej wyglądasz w krótkich włosach (krótkie włosy ftw!)</li>
<li><strong>Wszelak</strong>, jesteś niezastąpionym ludzkim budzikiem, który potrafi wypić tyle, że ja bym umarł od samego patrzenia; wkręcenia kumplom z klasy, że się nawaliłem i rzygam też było niczego sobie, heh. Brawo za prelekcję i umiejętności manualne przy podłączaniu głośników, mój wspaniały informatyku!</li>
<li><strong>Shevu</strong> i cała ekipa wałbrzyska: nie spodziewałem się, że pojawicie się tak liczni i cholernie miło mnie zaskoczyliście. Sympatycznie się gadało z <strong>Areszem</strong>, z którym do tej pory nie miał przyjemności się zapoznać. Trzymaj ich krótko i prowadź ten fanklub tak, by stał się drugim najlepszym na Dolnym Śląsku (rzecz jasna, pierwszym jest Legnica)</li>
</ol>
<p align="justify">Legnicy podziękowałem powyżej, więc czas na resztę, z którymi dane mi było się znów spotkać. Urthona, który zrobił wspaniałe zdjęcia, Appo, Revan, Jenth, która wygrała wiedzówkę, Obi-Wan i Szare Miecze oraz Haart, a także ludzie od <em>Battlestara</em> (a ja uważałem się za nerda, ech), wszystkie nerdy, miłe panie z przedszkola i nieprzyjemny cieć &#8211; jesteście świetni! Jeszcze podziękowania dla Mateusza i Marcina, że odebrali telefon w środku nocy i pogadali z nami chwilkę. Teraz trzeba czekać na Niucon 2009, Tatooine, Pyrkon 2010 i Dni Fantastyki 2010! Kocham Was wszystkich!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/09/28/is-2009/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na granicy światów &#8211; 1. sezon Fringe</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Sep 2009 14:45:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aquenral</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlestar Galactica]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Fringe]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[technologia]]></category>
		<category><![CDATA[The 4400]]></category>
		<category><![CDATA[Z Archiwum X]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=721</guid>
		<description><![CDATA[Nie tak dawno wspominałem, że jednym z seriali, które zamierzam obejrzeć jest Fringe (w Polsce emitowany jako Fringe: Na granicy światów), a że nie rzucam słów na wiatr, obejrzałem cały pierwszy sezon i jestem Wam winien recenzję. Battlestar mnie zachwycił swoją magią, ale Fringe nie jest przykładem hard sci-fi, mimo poruszanych tu problemów. Nie martwcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><a href="http://static.tvfanatic.com/images/gallery/fringe-poster.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" title="Fringe" src="http://static.tvfanatic.com/images/gallery/fringe-poster.jpg" alt="" width="150" height="200" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie tak dawno <a href="2009/08/26/seriale/">wspominałem</a>, że jednym z seriali, które zamierzam obejrzeć jest <em><strong>Fringe</strong></em> (w Polsce emitowany jako <em>Fringe: Na granicy światów</em>), a że nie rzucam słów na wiatr, obejrzałem cały pierwszy sezon i jestem Wam winien recenzję. <em>Battlestar</em> mnie zachwycił swoją magią, ale <em>Fringe</em> nie jest przykładem <em>hard sci-fi</em>, mimo poruszanych tu problemów. Nie martwcie się, nie będzie żadnych nieoznakowanych spoilerów, więc możecie czytać bez obaw, gdyż mam nadzieję, że również sięgniecie po to dzieło. Podchodziłem do tego bardzo entuzjastycznie: po pierwsze, tworzyli to twórcy <em>Zagubionych</em>, a po drugie, miało bardzo dobre recenzje i opinie. Obejrzałem (podziękowania dla Siwca) i&#8230; mam kolejny serial na liście moich ulubionych seriali.</p>
<p align="justify"><em>Fringe</em> &#8211; dziwna nazwa? Słownik podaje, że oznacza to tyle, co <em>skraj</em> czy <em>brzeg</em>, co w rzeczywistości bardzo dobrze odnosi się do świata rzeczywistego serialu. Mamy oddział FBI, który zajmuje się badaniem spraw paranormalnych określanych mianem Wzorca. Pojawiają się świetne wątki, między innymi teleportacja, wilkołaki czy projekcje astralne, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że autorzy nie skąpili nam technobełkotu, który wręcz wylewa się z każdego odcinka. Osobiście jestem wielkim fanem takiej formy w produkcjach fantastyczno-naukowych i wolę takie wyjaśnienia niż anioły czy bogowie. Wszystko jest wyjaśniane, a człowiek, który nie orientuje się w zawiłościach genetyki, chemii molekularnej czy fizyki kwantowej może w to naprawdę uwierzyć. Inna rzeczą jest to, że sam serial odbiega od konwencji, którą J. J. Abrams przedstawił nam w <em>Zagubionych</em>. Każdy odcinek jest o czymś innym, a sprawy początkowo nie są niczym powiązane, co przypomina mi <em>Z Archiwum X</em>, jednak śmiem twierdzić, że <em>Fringe</em> bije Muldera i Scully na głowę jeśli chodzi o zjawiska paranormalne; fakt, nie uświadczymy Obcych, a technologia zdaje się mieć swoje ograniczenia, ale wygląda to wszystko o wiele bardziej realnie i współcześnie. Każdy odcinek ma również elementy głównego strumienia fabularnego, jednakże tak zmyślnie wplecione w całość, że nikomu nie przeszkadzają, a w późniejszym okresie pięknie rozwijają akcję.</p>
<p align="justify">Urzekają również bohaterowie, chociaż nie mamy skomplikowanej analizy psychicznej, którą zaserwowano nam w <em>Battlestarze</em>, aczkolwiek przywiązujemy się do nich, gdyż możemy w nich odnaleźć nasze cechy. Główna bohaterka, Olivia Dunham, jest młodą i atrakcyjną agentką FBI, która brutalnie zderza się z ponurą rzeczywistością, gdzie technologia jest wykorzystywana do złych celów. Zostaje ona przydzielona do specjalnego wydziału, którym kieruje Philip Broyles (aktor, który grał Matthew Abbadona w <em>Zagubionych</em>) i szybko werbuje Petera Bishopa oraz jego ojca, Waltera, który przebywał ostatnie 18 lat w szpitalu psychiatrycznym po tym, jak doprowadził do śmierci asystentki. Walter Bishop jest ekspertem w dziedzinie nauki jaką jest <em>fringe science</em> i ongiś pracował do rządu amerykańskiego i wojska, produkując przerażające technologie. Bohaterowie są angażowani do coraz dziwniejszych spraw, które w końcu doprowadzą ich do&#8230; Niespodzianka!</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie pierwszego sezonu <em>Fringe</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><font color="white">Walter Bishop i William Bell pracują jaką naukowcy na Harvardzie, opracowując coraz to nowsze technologie dla wojska; eksperymentują między innymi nad dziećmi, z których chcą wykreować superżołnierzy. Bishop trafia do szpitala psychiatrycznego, a Bell zakłada firmę Massive Dynamics, stając się najbogatszym i najbardziej wpływowym człowiekiem na świecie. Pisze on również swój manifest i powołuje organizację ZFT, której członkowie zamierzają nie dopuścić do zbliżającej się Wojny. 18 lat później wypadek lotu hamburskiego powoduje utworzenie specjalnej jednostki, która ma się zająć sprawą Wzorca oraz atakami, które przeprowadza ZFT prowadzone przez bezwzględnego byłego pracownika Bella, Davida Roberta Jonesa. Wkrótce okazuje się, że ZFT chce otworzyć przejście do alternatywnej rzeczywistości, by zabić Williama Bella, który przedostał się tam w tajemniczy sposób. Ostatnia scena <em>1&#215;20</em> to Olivia Dunham (na której w przeszłości Bell przeprowadzał eksperymenty z cortexiphanem) rozmawiająca z Williamem Bellem w jednym z wieżowców WTC w roku 2009.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie pierwszego sezonu <em>Fringe</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Właśnie słucham świetnego utworu <em>The Fringe Equation</em> Michaela Giacchino i z niecierpliwością czekam na pierwszy odcinek drugiego sezonu, który startuje 17 września. Jeszcze kilka ważnych rzeczy na koniec, o których muszę wspomnieć. Po pierwsze, w serialu nie występuje Jack, co jest niewątpliwie zaletą. Kim, a raczej czym jest Jack? Jest to określenie głównego bohatera, którego tak naprawdę nikt nie lubi (na przykład Jack z <em>Zagubionych</em>, Lee z <em>Battlestara</em>, Kyle z <em>4400</em> czy Czerwony Power Ranger). Po drugie, <em>Fringe</em> jest cholernie klimatyczny, ale też zagmatwany. Konwencja fabularna pozwala na oglądanie pojedynczych odcinków, ale wcześniej wspominany główny strumień fabularny jest stosunkowo skomplikowany; do trzech czwartych sezonu nie wiemy nawet kto jest <em>tym złym</em>. Ponadto, odcinki są na zadziwiająco wysokim poziomie; rzeczywiście, nie podobał mi się tylko jeden, 1&#215;15 <em>Inner Child</em>.</p>
<p align="justify">Wystarczy. Polecam wszystkim, bo to naprawdę dobrze wykorzystany czas na przyjemnej rozrywce; moja ocena: <strong>9/10</strong>. <em>So say we all</em> i uważajcie na Obserwatora!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/09/14/fringe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
