
Z kamerą wśród fanów
Fandom… Cóż to jest? Wszystkowiedząca Wikipedia twierdzi, iż jest to, cytuję, określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki. Definicja definicją, ale w rzeczywistości nie da się tego opisać jakąś suchą formułką, bo najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi na myśl to nietypowe zjawisko społeczne. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak zróżnicowaną pod każdym względem (wieku, wykształcenia, podejścia do życia) grupą ludzi, będącą tak bardzo zgraną i niesamowitą w każdym jej aspekcie. Może dla zwykłego, normalnego człowieka wyglądamy na bandę idiotów, najprawdopodobniej coś w tym jest, ale patrząc na to z mojej perspektywy, fandom, a przynajmniej jego część, to naprawdę najwspanialsi ludzie jakich kiedykolwiek poznałem.
Spójrzmy na moje konto na naszej-klasie, a potem na mapę Polski: moi znajomi są porozrzucani po całej Rzeczypospolitej, od mroźnej Północy, aż po góry, włączając w to Leszno, Pszczynę, Goleniów, Inowrocław czy inne Katowice. Niby wszystko fajnie, ale największą wadą takiego rozlokowania wszystkich tych ludzi jest to, iż widzimy się maksymalnie kilka razy w roku; gdy z Bartkiem czy Michałem z Wrocławia mogę się widzieć teoretycznie co miesiąc, na upartego jeszcze pojadę do Amadeusza do Leszna, to Sopot albo Otwock pozostają poza moimi możliwościami (zarówno kwestia finansów jak i zgody Rodziców, yeah). Co nam pozostaje? Konwenty, oficjalne spotkania fanklubów lokalnych i inne wydarzenia kulturowe na terenie całej Polski, które są idealnym pretekstem do spotkania się w gronie świetnych ludzi. Weźmy taki Przystanek Jedi, który odbył się wczoraj, a przybyły na niego delegacje z Wielkopolski, Legnicy i Śląska. Cóż, przyszliśmy, popatrzyliśmy na punkty programu i… poszliśmy na pizzę. Jak już przed chwilą wspomniałem, był to świetny pretekst i spełnił on swoją rolę znakomicie. Spotkaliśmy się, pośmialiśmy, nakręciliśmy życzenia dla Łukasza, Tymek postraszył ludzi w tramwaju i na mieście, po czym rozjechaliśmy się do domów.
Wczoraj mnie naszła refleksja na temat stereotypowego wizerunku fana Gwiezdnych wojen, który w Stanach Zjednoczonych jest zaniedbanym nerdem z nadwagą albo otyłością, długimi włosami i paskudnym zarostem, nie odrywa się od komputera i potrafi rozmawiać tylko o Obcych i napędach FTL. U nas jest zgoła inaczej, niekiedy nasze konwersacje mogą przerażać, ale większość to normalni ludzie według dzisiejszych standardów i na pierwszy rzut oka nie da się powiedzieć kto może być fanem. A fani, jak ci cholerni Cyloni, są wszędzie, jeden może być Twoim wuefistą, inny naprawia Twój samochód, a jeszcze inny zgłasza się po windykację. Na konwentach siedzimy na prelekcjach, słuchając o wyższości yuuzhańskich yorik-vec nad kanonierkami LAAT/i albo o tunelach czasoprzestrzennych, ale konwentowe noce, cóż, nie ma się co oszukiwać, to jedne z najwspanialszych chwil w życiu.
HMM w komentarzu w którymś z poprzednich artykułów napisał:
(…) Takich kulturalnych i mających co nieco w głowach nastolatków jak Ty, czy niektórzy z naszego środowiska (mam na myśli fanów SW) jest niestety wśród współczesnej młodzieży jak na lekarstwo.
Jedyne, co mnie naprawdę boli to fakt, iż tak zwani normalni ludzie nie traktują nas poważnie, uważają za bandę dzieciaków, ewentualnie bandę skretyniałych idiotów bez życia towarzyskiego, przyjaciół i umiejętności dobrej zabawy. W tym miejscu muszę się całym sercem zgodzić z Janem, który słusznie zauważył, że fani przedstawiają ze sobą te lepsze cechy, który niekoniecznie przedstawiają już jakąkolwiek wartość w dzisiejszym społeczeństwie. Nie wiem z czego to może wynikać, ale po prostu mamy, a przynajmniej część z nas, inną mentalność i właśnie to robi z nas tak zgraną paczkę mimo wszystkich dzielących nas różnic. Można by rzec jeszcze z miliard słów, ale czy jest sens? Ważne, że ludzie w fandomie są świetni, a ja mogę z nimi obcować i spotkać się, nawet raz na rok! So say we all!






Ostatnie komentarze
Endor 2010
Endor 2010
Endor 2010
Endor 2010
Endor 2010
Endor 2010
Endor 2010