O, bogowie!

Panie, widzisz i nie grzmisz!

Chrześcijaństwo to największa religia świata, która zrzesza ponad dwa miliardy ludzi (włączając w to oczywiście wszelakie kościoły protestanckie) – to fakt. Chrześcijanie wierzą, iż Jezus Chrystus jest Synem Bożym, umarł, zmartwychwstał i powróci, by sądzić żywych i umarłych – również fakt. Podstawę wiary stanowi Biblia, na którą składa się żydowski Stary Testament oraz Nowy Testament, który jest świadectwem apostołów o życiu Chrystusa – kolejny fakt. Chrześcijaństwo jest religią monoteistyczną – tutaj niestety pojawiają się problemy. Dlaczego? – możesz zapytać, drogi Czytelniku. Przecież Biblia jasno nam mówi, że jest jeden Bóg, który występuje w trzech osobach (ech, te dogmaty trynitarne) i nie ma się nad czym zastanawiać, ale ostatnio w szkole dostaliśmy zadanie zdefiniowania naszego pojęcia boskości i odpowiedzi na pytanie czy Jezus był Bogiem. W tym miejscu zaczyna się kolejna z moich religijnych refleksji, więc zapraszam wszystkich ateistów i ultrakatolików (tak, wiem, że z Waszych blogów prowadzą odnośniki do mnie!) do dyskusji.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną! – grzmi Bóg poprzez wykuty w kamieniu dekalog, który sprezentował ludzkości za pośrednictwem Mojżesza. Żydzi oczywiście stosują się do tej zasady i ich wierzenia pozostają ściśle monoteistyczne: jest jeden Stwórca, gdzieś tam przewija się Szatan, gdzieniegdzie pojawiają się anioły czy gorejące krzaki, ale to wszystko znaki świadczące o istnieniu Boga. Gdy narodził się Jezus Chrystus, wszystko, co do tej pory się liczyło, przestało przedstawiać ze sobą jakąkolwiek wartość, gdyż zostało ustanowione Nowe Przymierze. Jednym słowem: wybrane fragmenty Starego Testamentu zostały anulowane, jednak jeszcze nie doszedłem do tego, w jaki sposób i które wybrano do kasacji; ot, jedna z wielkich tajemnic Kościoła, których zapewne nigdy nie poznam. Bądź, co bądź, Stary Testament zawiera dziś dziesiątki niepotrzebnych nam rzeczy, gdyż Jezus nauczał inaczej, więc nie musimy się do tego stosować. Cóż, jest to dla mnie hipokryzja i brak szacunku dla korzeni własnej religii ze strony Kościoła katolickiego, ale skoro wysocy rangą kapłani tak ustalili, tego się będę trzymał. Nie widzi mi się przestrzeganie zakazu spożywania niekoszernych posiłków czy inne religijne głupoty. Jak już kiedyś wspominałem, uważam Stary Testament za książkę, która jest jedną wielką przenośnią, a w żadnym wypadku nie jest źródłem historycznym.

Ale wróćmy do tematu, czyli sprawy monoteizmu. W sumie moje poglądy w tej sprawie bardzo przypominają wierzenia protestantów, ale bardzo nie znaczy w całości. Nawet nie wiecie jak mnie irytuje gigantyczna ilość świętych Kościoła katolickiego. Niby Biblia napomyka coś o świętych, ale nie sądzę, by Jezus wiedział jak wiele osób zostanie kanonizowanych w przyszłości. Wystarczy, że jeden z drugim umrą, a tysiące ludzi żąda natychmiastowej beatyfikacji, tak jak to miało miejsce po śmierci Karola Wojtyły alias Jana Pawła II. Najdziwniejszym przypadkiem świętej jest kobieta – niestety nie przytoczę nazwiska, gdyż nie pamiętam – która otrzymała swój chwalebny tytuł, po tym, gdy zmarła, nie chcąc poddać się zabiegowi aborcji; porób ją zabił, a tym samym pozostawił samotnego męża z, bodajże, siódemką dzieci. I, powiedzcie mi, moi drodzy, gdzie w tym jakakolwiek świętość? Jakiekolwiek dobro? Okej, wiem, że nie modlimy się do ów świętych, tylko są oni naszym wstawiennictwem u samego Boga. Islam sobie lepiej radzi, jeśli chodzi o tę sprawę: cała chwała należy się Allahowi i na tym koniec.

Inną sprawą jest kult maryjny, który, ostatnimi czasy, przybrał ogromne rozmiary za sprawą wspominanego już Karola Wojtyły. Już niech będzie Bóg w trzech osobach (Ojca, Syna i Ducha Świętego), ale dlaczego każdy kościół ma obrazy z Maryją i oddają jej cześć nie mniejszą niż Jezusowi? Jest to dla mnie niepojęte, że kobieta, która w zasadzie tylko urodziła Pana naszego, jest obiektem takiej liczby modłów i obrządków. Jak to ktoś ostatnio stwierdził: przecież [Bóg] mógł wybrać każdą, ale wybrał Maryję. Myślę, że była ona tylko narzędziem Boga, którego użył, by wydać Syna Człowieczego, a dzisiejszy świat szuka czegoś bardziej epickiego. Kultura europejska tak bardzo opiera się na systemie patriarchalno-matriarchalnym, że ludzie muszą wiedzieć, że matka Boga była osobą bynajmniej ważną. Najbardziej zaskakujące jest to, że nawet najwyżsi rangą hierarchowie Kościoła wyznają kult maryjny; ludzie ci powinni świecić przykładem oddając cześć samemu Bogu, a okazuje się, że odwalają taką szopkę. No nic, trzeba w coś wierzyć. So say we all!

Edukacyjne dno

Ów wpis miał nazywać się Progresywna degeneracja cywilizacji #2: Edukacyjne dno, ale nie chcę tutaj tworzyć żadnych cykli, bo znam siebie i wiem, że to może się w przyszłości tragicznie skończyć. Zostawiłem zatem sam podtytuł, żebyście mogli się cieszyć jego krótką formą. Ale skończmy na formalnościach i przejdźmy do właściwego dzisiejszego tematu. Uczęszczam do II Liceum Ogólnokształcącego w Legnicy, które praktycznie jest najlepszą szkołą ponadgimnazjalną w moim mieście (najwyższy poziom rekrutacyjny plus najlepiej zdane matury), czego konsekwencją powinien być wysoki poziom wiedzy powszechnej, ewentualnie z ukierunkowaniami na poszczególne dziedziny (profile klas). Dzisiejsza lekcja geografii uświadomiła mi, że ludzie stają się coraz gorsi, coraz głupsi, coraz mniej ambitni. Człowiek przestaje od siebie wymagać, a tym samym przestaje robić cokolwiek w kierunku ulepszenia siebie.

Położenie Norwegii

Co mnie zmusiło to takiej refleksji? Nie, pani profesor wcale nie skłania do introspekcyjnych wywodów egzystencjalnych – raczej wywołuje strach i niepokój. Standardowe wydarzenie na nudnej, wtorkowej lekcji: ktoś idzie do odpowiedzi, gdzie musi wymienić znane mu rodzaje wybrzeża. Problem pojawia się, gdy ów uczeń musi wskazać kraje, które posiadają ów wybrzeża, a zacina się on, gdy trzeba wskazać Norwegię. Okej, może rzeczywiście można nie wiedzieć, gdzie znajduje się ten kraj (wszak to tylko 10. największe państwo w Europie, ech), ale przeraża mnie to. Sam nie wiem, gdzie dokładnie leży jakiś Honduras czy inne Malawi, ale myślę, że każdy powinien wiedzieć, gdzie znajdują się chociażby europejskie kraje. To część naszej kultury, naszej cywilizacji i powinniśmy o to dbać. Ale zejdźmy z tego konkretnego przykładu, by spojrzeć na problem szerzej.

Ludzie się uwsteczniają – to wiem nie od dziś. Niby tyle się mówi o tym, że wiedza jest teraz podstawą, że nie ma bez niej żadnej przyszłości, ale tak naprawdę to tylko słowa, które wlewa się młodzieży, by się czegokolwiek uczyła. Oczywiście, że nauka jest nam potrzebna, bez niej nie dostaniemy żadnego wykształcenia, nie zarobimy pieniędzy na utrzymanie rodziny i tak dalej, ale to tylko jeden z punktów widzenia. Program edukacyjny wciąż się zmienia, nie mamy na to żadnego wpływu i możemy mieć tylko nadzieję na to, że nie upodobni się do amerykańskiego, który jest porażką. Tam istnieje system edukowania profilowanego, którego konsekwencją jest to, że niektórzy nie znają nawet podstaw historii własnego kraju (nie wspominając już o historii powszechnej), inni nie mają zielonego pojęcia o geografii, a następni nie będą umieli poprawnie przeliterować własnego imienia. Jeśli to się nie zmieni, wkrótce będziemy mogli wynająć sprzątacza, który macha miotłą w lewo oraz drugiego, który będzie machał w prawo – ten od ruchów przód-tył będzie gratis. Paradoksalnie, sam jestem zwolennikiem kierunkowego kształcenia, ale dopiero od wieku 18-19 lat, kiedy to człowiek powinien potrafić zdecydować, co zamierza robić w przyszłości. Do tego czasu, powinna być szkoła ogólnokształcąca, gdzie uczeń pozna wszystko dokładnie. Jestem zwolennikiem starego porządku szkolnego, to jest ośmiu lat podstawówki, 3/4/5 – szkoły średniej, chociaż jeszcze lepszym rozwiązaniem byłaby ogólnokształcąca szkoła z dziesięcioma klasami, a później profil ukierunkowana na daną dziedzinę.

Ludzie przestają interesować się edukacją ponadprogramową. Zdecydowana większość uczniów idzie do szkoły, która jest darmową możliwością zdobywania wiedzy, z wielkim cierpieniem, nie widząc potencjalnych korzyści, jakie mogą z niej wynieść. Każda nieobowiązkowa informacja jest przez nich ignorowana, tak jakby mogła im zaszkodzić. Co z tego, że nie znam podstaw, że nie wiem, kiedy był chrzest Polski, nie potrafię wskazać żołądka i nie umiem pokazać Norwegii – przecież wcale mi to nie pomoże w życiu. Takie myślenie zabija. Szkoda byłoby, gdyby nowe pokolenie wyrosło na nieobeznaną z niczym bandę idiotów, którzy nawet nie będą mogli pomagać swoim dzieciom w odrabianiu zadań domowych. Jakie to uczucie, gdy własny syn pyta się Ciebie, gdzie znajduje się Morze Adriatyckie, a Ty nie umiesz mu odpowiedzieć? Mam nadzieję, że zarówno ja, jak i Wy, otworzycie atlas i pokażecie mu przestrzeń między Chorwacją i Włochami, czując uznanie własnego dziecka, które uważa Was za najmądrzejszych na świecie. Nie dajmy się owczemu pędowi, który propaguje niewiedzę i debilizm. So say we all!

Będziemy mieli atom!

OSTRZEŻENIE PRZED TECHNICZNYM BEŁKOTEM
Fizyka jądrowa, ekologia i polska gospodarka to grząskie tereny.

Jak podają wszelakie media, za sześć lat ma ruszyć budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej (źródło). Mimo, iż od 1983 roku mamy Instytut Energii Atomowej, który ładnie pobiera pieniądze Skarbu Państwa, Polska nie może pochwalić się żadną elektrownią jądrową, poza reaktorem Maria, który powstał w celach eksperymentalnych. Nie jestem ekspertem z dziedziny gospodarki ani fizykiem jądrowym, więc nie mogę powiedzieć dokładnie, dlaczego Polska nie ma takowych źródeł energii, ale orientuję się na tyle dobrze, że wiem o nieco zapomnianej elektrowni w Żarnowcu, która miała być pierwszym takim obiektem w kraju. Budowano ją od roku 1982, by zlikwidować w 1992, jeszcze przed zakończeniem prac budowlanych. Oficjalnie chodziło o kwestie ergonomiczne i sprawy bezpieczeństwa, bojąc się powtórki feralnej katastrofy w Czarnobylu sprzed kilkunastu lat. To był pierwszy poważny błąd w polskiej atomistyce, którego konsekwencje odczuwamy do dziś.

Muszę wspomnieć o kwestii ekologicznej, bo to mnie gryzie najbardziej. Energia atomowa jest czysta, nie szkodzi środowisku, jest tania, jednak ekologom i tak nie pasuje. Wybaczcie słownictwo, ale jest to banda hipokrytów, sukinsynów, którym nigdy nic nie odpowiada. Flagowym przykładem jest akcja, gdy protestowali przeciwko budowie elektrowni wiatrowej na Bałtyku, bo miała ona zasłaniać piękny widok. Hipokryzja w czystym wydaniu. Albo inna sprawa: ekolodzy żądali zamordowania (bo dlaczego mamy używać słowa uśpienie?) polarnego niedźwiadka Knuta, który żył w berlińskim zoo. Dlaczego? Bo nie powinien żyć bez matki, a ogród zoologiczny przeciwstawia się naturze. W tym wypadku ekolodzy bronią się argumentami, iż elektrownie atomowe są niebezpieczne, gdyż skutki wybuchu są katastrofalne (zaraz do tego wrócę). Często popierają ich zaściankowi wieśniacy z zadupia, gdzie ma powstać ów elektrownia (ech, ciężkie słowa, ale po co mam ubierać to w ładne kolory?), którzy boją się jej, bo to wytwór Szatana Dla mnie jest to kompletne nieporozumienie. Czy lepiej jest tworzyć kolejną kopalnię odkrywkową? W sumie to były plany zbudowania takiej w okolicach Legnicy, ale Polska i tak przekracza już limity wydzielania CO2, więc nie ma na to żadnych szans.

Wróćmy do problemu katastrof jądrowych. Wszyscy podają za przykład Czarnobyl, mówiąc, że każda elektrownia skończy w taki sposób. Tak naprawdę, problem wypadków jądrowych jest niewielki, a możliwość wystąpienia takiego zdarzenia – minimalna. No, ale cóż, niewykształceni Ludzie Wsi wiedzą przecież lepiej od nas, prawda? Są ekspertami w dziedzinie promieniowania jonizującego, wiedzą wszystko o cezie-137, a przy pacierzu wspominają o statystycznej dawce promieniowania (2,4 mSv). Może wybuchnąć, a na dodatek nie wspomina się o tym w Biblii? Dzieło Szatana! Przez to właśnie zaprzestano budowy Żarnowca. Miała być energia atomowa, która jest tania i bezpieczna – skończyło się na wielkiej betonowej konstrukcji w środku lasu, która tylko straszy ludzi. Dlaczego tak trudno jest przekonać społeczeństwo, że energetyka jądrowa to przyszłość? Wszyscy żyją mitami i stereotypami, nie widząc możliwości. Wszyscy boją się budowy elektrowni w pobliżu swojego miasta. Ja mówię: budujcie nawet pod Legnicą. Dlaczego nie? Przynajmniej będę miał prąd za darmo (bo proponowali takie gratyfikacje!), który z pewnością się przyda.

Do czego dochodzimy? Do tego, co zawsze. Polacy to społeczeństwo zaściankowe i zacofane pod względem technologicznym. Można by rzec, że jesteśmy sto lat za Murzynami, tyle, że w Afryce też mają takowe elektrownie (Kongo, Libia, Maroko). Nawet Rumunia ma elektrownię atomową! Ech, szkoda mi czasem, że żyję w takim miejscu, ale mam nadzieje, że za kilkanaście lat pójdziemy do przodu. Jakiś Great Leap Forward czy inna rewolucja moralno-społeczno-technologiczno-polityczna. Obym dożył takich czasów. Bądź, co bądź, jestem w pełni za odnawialnymi źródłami energii. Tak mówimy wszyscy!