NKtalk, Śledzik i fenomen naszej-klasy

Niesamowita nowina: zostałem dziś jednym z beta-testerów najnowszej produkcji portalu społecznościowego nasza-klasa.pl, czyli jeszcze niepopularnego komunikatora o nazwie NKtalk. Jest to jedna z ostatnich innowacji, tak zwanych nowych funkcjonalności, które mają za zadanie umilać użytkowanie portalu, dostarczać nam coraz to ciekawszych rozrywek oraz sposobów na infiltrowanie polskiego społeczeństwa oraz umożliwić sprawne przeglądanie największej publicznej bazy danych osobowych w naszym kraju. Włączyłem tego całego NKtalka, przejrzałem nieliczne ustawienia, po czym uznałem, że w rzeczywistości nie oferuje on nic ciekawego, ale… w przyszłości może to być świetna alternatywa dla monopolisty jakim jest Gadu-Gadu, bo przecież konto na naszej-klasie ma prawie każdy, więc korzystanie z nowego komunikatora może się szybko przyjąć. Z drugiej strony, w tym miejscu pojawia się problem jaki chcę dziś poruszyć, mianowicie polscy internauci nie zasługują na portale społecznościowe, bo nie umieją z nich korzystać.

Najlepszym przykładem potwierdzającym moją teorię jest poprzednia innowacja naszej-klasy: znienawidzony przez prawie wszystkich użytkowników Śledzik będący w rzeczywistości kopią facebookowego mikrobloga znajdującego się na stronie głównej portalu. Konto na Facebooku mam, aczkolwiek nie korzystam ani często, ani jakoś namiętnie. Faktem jest to, że tamtejszy mikroblog istnieje już od jakiegoś czasu i nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek na niego narzekał. U nas dziewięćdziesiąt procent wszystkich wiadomości to informacje o usuwaniu Śledzika, łańcuszki, które mają doprowadzić do jego wyłączenia albo inny frakkin’ spam, a dzięki Facebookowi widziałem, na którym odcinku Battlestara aktualnie jest Sky albo co w tym momencie robi którykolwiek z innych moich znajomych. Dlaczego Polak tylko narzeka zamiast dojrzeć jakieś plusy? Ktoś się nad tym napracował, napisał cały system, zintegrował to z gigantycznym portalem, wszystko tylko po to, by wprowadzić coś ciekawego, coś, co może się przydać, coś pożytecznego, a tutaj okazuje się nagle, że nikt tego nie potrafi nawet uszanować. Osobiście ze Śledzika nie korzystam, głównie z tego powodu, że stosunkowo rzadko odwiedzam samą naszą-klasę.pl i mam własnego bloga, gdzie wylewam swoje myśli, ale uważam, że jest to jedna z lepszych ostatnio wprowadzonych zmian.

Ale wróćmy jeszcze do NKtalka, bo to ciekawa rzecz. Komentarze do wprowadzonych zmian to tylko ogłoszenia typu „Klikajcie, zaproszę wszystkich” albo prośby o ełrogombki (pisownia oryginalna) – najwyraźniej nikt nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Twórcy powiedzieli na swoim blogu, że większa część beta-testerów pochodzi z województwa dolnośląskiego, gdyż to od nas przypłynęło najwięcej zgłoszeń. I jak tu mówić, że nie dbają oni o klientów? Wyodrębnili specjalną grupę użytkowników, żeby łatwiej mogli się między sobą komunikować i testować nową aplikację. Co mi się nie podoba? To, że jest to tylko internetowy aplet i nie można ściągnąć pełnej wersji programu, by zainstalować ją na dysku. Nie mam zielonego pojęcia na jakim protokole stoi NKtalk, ale mam cichą nadzieję, że ktoś z ekipy WTW zrobi wtyczkę umożliwiającą komunikację z ludźmi z naszej-klasy.pl. Najśmieszniejsze jest to, że wszystko, co jest wprowadzane na ten portal, jest zawsze krytykowane przez użytkowników, którzy nierzadko nie mają pojęcia o czym mówią. Tak było z pokazywaniem kto jest online?, którego używa teraz prawie każdy, tak samo było z pinezkami, które stały się dziś nieodłącznym atrybutem wszystkich zdjęć. I bądź tu człowieku mądry, so say we all!

Software

Oficjalnie jestem informatykiem, przynajmniej tak głosi pełna nazwa profilu mojej klasy, ale większość tekstów na tym blogu to egzystencjalne wywody, introspekcyjne refleksje czy recenzje wszystkiego, co popadnie oraz stosunkowa duża doza Gwiezdnych wojen i Battlestara. W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że większość z Was mogłaby odczytać niektóre teksty z dziedziny informatyki jako tonę technobełkotu, więc oszczędzę wszelkiej maści cierpień i nie będę dywagował na temat baz sql, połączeń ftp czy funkcji w php, bo nie będzie to miało większego sensu. Dobrym początkiem wpisów w kategorii Technologie może być krótki przewodnik po używanych przeze mnie programach, co może komuś się kiedyś przydać. A więc zaczynajmy…

Systemem operacyjnym na moim pececie jest oczywiście Windows XP w wersji Professional. Próbowałem kiedyś Linuksa (kilka dni męki na Ubuntu), ale w końcu i tak wróciłem do produktu Microsoftu, do którego tak mocno się przyzwyczaiłem, że wszystko inne mnie przynajmniej irytuje; do Visty również nigdy się nie przekonałem, a Windows 7 jakoś mnie do siebie na razie nie ciągnie. W tym miejscu kończy się moja przygoda z komercjalnym oprogramowaniem komputerowym (poza jednym wyjątkiem) i zaczyna się ciąg użytkowych programów opartych na wolnych licencjach. Co robię, gdy włączam komputer? Ano, uruchamiam przeglądarkę, która jest włączona przez jakieś 90% mojego czasu spędzanego przy monitorze. Internet Explorer? Tak, używałem kiedyś, gdyż jest to idealny program do ściągnięcia Firefoksa, najpopularniejszej obecnie przeglądarki na rynku. W szkole, co prawda, używam Chrome’a, ale w domu wolę Ognistego Lisa, który idealnie sprawdza się przy przeglądaniu zawartości internetu. Kolejnym bardzo często używanym przeze mnie programem jest oczywiście komunikator, a korzystam z WTW (wcześniej z AQQ, jeszcze wcześniej z Gadu-Gadu) oraz, okazjonalnie, ze Skype’a. Uwagę na WTW zwrócił mi zacny komentator tegoż oto bloga ukrywający się pod nickiem Mr. Hania, za co należą mu się gorące podziękowania, gdy jest to świetnie spełniający swoją funkcję komunikator bez miliona zbędnych wodotrysków i fajerwerków, a służący tylko do prostej komunikacji, czyli coś, czego mi potrzeba.

Inną rzeczą, do której korzystania jestem zmuszony, jest pakiet biurowy, czyli wszelkiej maści edytory tekstu, arkusze kalkulacyjne i programy do tworzenia prezentacji multimedialnych. Używam OpenOffice’a, który niczym nie ustępuje przed oryginalnym oprogramowaniem Microsoftu, a jest całkowicie darmowy. Writer wygląda identycznie jak Word 2003, Math to kopia Excela, a Impress to istny PowerPoint, a OO jest kompatybilny z plikami Office’a, więc wszystko gra. Odtwarzacz muzyki? Oczywiście niezastąpiony Winamp oraz AudioScrobbler, chociaż ten drugi spełni głównie funkcję zapisywania przesłuchanych w tym pierwszym utworów i wysłania tejże listy do last.fm. Idealnym narzędziem do odtwarzanie filmów jest znaleziony przypadkowo w odmętach internetu Kliper, bezkodekowe bydle, które odtworzy każdy format wideo. Bardzo mało znany program, ale bardzo użyteczny. Do torrentów (oczywiście w celach wyłącznie edukacyjnych) używam ?Torrenta, do którego również nie mam żadnych zastrzeżeń, bo jest prosty, funkcjonalny i estetyczny, czego brakuje poniektórych programom. Resztę używanego software przedstawię w krótkiej liście:

Na koniec krótkie: So say we all!

Wizja przyszłości

WYWODY OSOBISTE
Poniższy wpis traktuje o prywatnym życiu autora.

Chyba zaczynam się staczać na dno po równi pochyłej, zastanawiając się publicznie nad swoją przyszłością, ale uznałem, że wszystkim czytelnikom należy się kilka słów wyjaśnienia, co autor zamierza robić w życiu. Własne postrzeganie przyszłości jest tak samo ważne jak pamiętanie o przeszłości i działanie w teraźniejszości, więc nie należy o nim zapominać czy spychać na drugi plan; możemy się któregoś dnia obudzić i zorientować się, że ów przyszłość stała się teraźniejszością, a my nie wiemy kiedy to się stało i nie załatwiliśmy naszych wszystkich spraw. Kim chciałaby być osoba, która zanudza Was swoimi wywodami przez ostatni rok? Admirałem battlestara klasy Mercury? Yuuzhańskim najwyższy lordem? Człowiekiem, który weźmie promycynę? Żadnym z powyższych, bo jestem jeszcze z pełni sprawny psychicznie i wiem, że nikt mi nie kupi Pegasusa, ech. Pozostają więc tylko opcje dla normalnych ludzi.

Druga klasa liceum ogólnokształcącego w trzyletnim programie edukacyjnym szybko przemija i już za chwilkę będę zmuszony do wybrania (i napisania) egzaminów maturalnych. Mawiali, że nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera, aczkolwiek komunistyczne slogany wygasły wraz z upadkiem żelaznej kurtyny, a dziś podstawą przy zatrudnianiu pracowników jest wykształcenie wyższe, dla którego maturę zdać trzeba. W tym tygodniu opublikowano nowy plan egzaminów, według którego biedni uczniowie muszą zdać wszystkie przedmioty obowiązkowe na poziomie podstawowym, a dopiero potem mogą wydziwiać z innymi pomysłami (każda kolejna matura może być zarówno z rozszerzenia, jak i podstawy jakiegokolwiek przedmiotu). Jako uczeń klasy (tak jakby)informatyczno-matematyczno-fizycznej, zamierzam zdawać:

Język polski, poziom podstawowy + ewentualnie poziom rozszerzony
Matematyka, poziom podstawowy + rozszerzony
Fizyka, poziom rozszerzony
Język angielski, poziom podstawowy
Ewentualnie chemia, poziom podstawowy

Cóż, chyba wyraźnie widać na jaką uczelnię się wybieram, prawda? Dla niezorientowanych, zamierzam studiować (a nawet uczyć się!) na Politechnice Wrocławskiej w Instytucie Informatyki, Fizyki bądź Mechaniki, z czego najprawdopodobniej skończę na którymś z dwóch pierwszych. Marzy mi się wydział astrofizyczny na PW, ale plany na najbliższą przyszłość nie przewidują utworzenia takiej możliwości, a szkoda. Pytacie dlaczego zastanawiam się nad rozszerzonym językiem polskim? Kto wie, może mi odbije po trzecim roku i będę chciał zrobić drugi tytuł na uniwersytecie z dziennikarstwa? Matura z polskiego nie powinna sprawić mi większego problemu, a zawsze może być tylną furtką na przyszłość. A gdzie matura z informatyki? Cóż, tylko jedna uczelnia w kraju, bodajże Lublin albo Rzeszów, wymaga tego egzaminu, a jest on rzeczywiście bardzo trudny, więc nie ma sensu się przejmować dodatkowym przedmiotem i lepiej zdać banalną podstawę z chemii, która da kilka punktów rekrutacyjnych.

A dlaczego nie Uniwersytet Wrocławski i jakaś filologia czy inne filozofowanie? No cóż, powiedzmy sobie prawdę, w tym kraju nie ma już miejsca dla humanistów. Mnóstwo młodych ludzi idzie na kierunki humanistyczne w liceach ogólnokształcących, kierując się zasadą: nie umiem liczyć, więc jestem humanistą – wybaczcie, ale to nie działa w ten sposób. A po co nam kolejne zastępy nic niewartych prawników, kiepskich dziennikarzy czy tragicznych poetów i filozofów? Nie lepiej wybrać kierunek, gdzie otrzymasz tytuł magistra-inżyniera i znajdziesz świetnie płatną pracę? W Polsce brakuje nie tylko informatyków, ale także wszelkiej maści inżynierów, architektów i speców budowlanych, a nie polityków czy filologów. Trzeba patrzeć przyszłościowo, o! I żeby nie było pretensji i problemów, ja naprawdę nic nie mam przeciwko humanistycznym studiom, a sam może nawet takie zrobię jako dodatek, ale trzeba zastanowić się, co rzeczywiście jest potrzebne.

Tym optymistycznym akcentem chcę zakończyć ten wywód, mając nadzieję, że nikogo nie uraziłem, gdyż nie taki był mój zamiar. So say we all!