Cześć, nazywam się Krzysiek

Dziennik pokładowy Aquenrala w tej wersji istnieje prawie rok, a nigdy nie doczekał się przyzwoitej autocharakterystyki, która powinna być częścią każdego bloga. Tak, przedstawiłem się pokrótce w pierwszym wpisie, ale trzeba to wszystko zaktualizować, chociażby dla mojej własnej satysfakcji. Mówi się, że autocharakterystyka jest najtrudniejszą formą opisową, bo człowiek jest tylko człowiekiem i nigdy nie patrzy obiektywnie, a szczególnie jeśli chodzi o niego samego, aczkolwiek postaram się skonstruować w miarę rzetelną wypowiedź. Więc zaczynajmy.

***

Przebieg edukacyjny
PW 175 1997-1999
SP 19 1999-2005
Gim 1 2005-2008
II LO 2008-

Dzień dobry, nazywam się Krzysztof Rewak, drugiego imienia mi na szczęście nie nadano, na bierzmowaniu przedłużyłem umowę biorąc imię Krzysztof. Urodziłem się 4 lipca 1992 roku, czyli w amerykański Dzień Niepodległości (nie, film Urodzony 4 lipca nie opowiada o mnie), w obecnie nieistniejącym legnickim szpitalu przy ulicy Jaworzyńskiej. Z racji wcześnie rozpoczętej edukacji z Babcią, już w wieku trzech lat umiałem czytać, pisać i rozwiązywać najprostsze obliczenia matematyczne; ponadto zostałem zindoktrynowany i wychowany na wzorowego chrześcijanina-katolika. W wieku pięciu lat zacząłem chodzić do również nieistniejącego już Przedszkola Wojskowego nr 175 w Legnicy, gdzie uczyłem się dwa lata. Przez następne dziewięć lat uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 19 w Legnicy i Gimnazjum nr 1 przy Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 imienia Jana Pawła II w Legnicy (odpowiednio sześć i trzy lata). Obecnie edukuję się w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy, gdzie uczęszczam do klasy o profilu matematyczno-informatyczno-fizycznym. Na dzień dzisiejszy planuję wybrać się na Politechnikę Wrocławską, kierunku jeszcze nie ustaliłem, gdyż waham się między AiR, fizyką i informatyką.

Z serii ulubiony
Kolor zielony
Liczba 4, 7, 23, ?
Potrawa lasagne
Napój sok bananowy
Miesiąc lipiec

W internecie i fandomie znany jestem bardziej jako Aquenral (ewentualnie jako Yun-Yuuzhan tudzież Yun). Jestem fanem ogólnie pojętej fantastyki z wyraźnym ukierunkowaniem na fantastykę naukową oraz space opera. Nieustannie fascynuję się Gwiezdnymi wojnami od 2001 roku, od stycznia 2007 prowadzę legnicki fanklub Gwiezdnych wojen, a od czerwca 2008 udzielam się aktywnie w fandomie. Wolę Starą Trylogię (części IV-VI), moim ulubionym bohaterem jest Han Solo i jestem dumnym posiadaczem kolekcji ponad stu książek opowiadających o tejże galaktyce. Jestem również niepoprawnym pasjonatem wszelkiej maści seriali (serial ? telenowela) i oglądam je wręcz nałogowo: Battlestar Galactica, V, FlashForward, House MD, Fringe, Stargate Universe, Zagubieni, Caprica, Scrubs, The 4400. Oczywiście lubię też filmy sci-fi (Terminator, Obcy, Star Trek 2009, Matrix) oraz stare, dobre, klasyczne kino: Indiana Jones i James Bond. Słucham muzyki praktycznie każdego gatunku, jednak ukierunkowuję się na instrumentalno-filmową, rockową i alternatywną, ostatnio głównie McCreary’ego, The Fray i pojedynczych piosenek z różnych seriali.

Jestem człowiekiem wierzącym, oficjalnie mam status katolika i nawet się za takowego uważam, chociaż moje poglądy są stanowczo zbyt liberalne. Wierzę w Boga, Chrystusa i tak dalej, aczkolwiek kwestionuję Kościół i jego kontrolowanie religii. Uważam się za człowieka tolerancyjnego, a jedyne dwie rzeczy których nie toleruję to właśnie nietolerancja oraz głupota. Jestem człowiekiem inteligentnym, sceptycznym i pysznym, staram się kierować logiką i rozumem i szukam praktycznych wyjść z każdej sytuacji. Poglądy polityczne mam nieokreślone, ale wahają się między liberalną prawicą a umiarkowaną lewicą; w najbliższych wyborach przypuszczalnie zagłosuję na PO. Jestem człowiekiem trudnym, ze specyficznym poczuciem humoru, mówię ludziom prawdę, staram się być kulturalny, nie jestem ani optymistą, ani pesymistą (w szklance jest woda), zdeklarowany egoista i podobno typ przywódcy. Lubię dżem brzoskwiniowy, mandarynki i jeżozwierze.

***

Dziękuję za uwagę i życzę wszystkim miłego dnia.

Zabezpieczony: Nauczanie w dzisiejszej szkole

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Nigdy więcej tureckiego filmu!

[PG-18] OSTRZEŻENIE PRZED PSYCHOZĄ
Omawiany temat może mieć szkodliwy wpływ na Twoją psychikę.

Dzień dobry, cześć i czołem, na początku chciałem wytłumaczyć całą sytuację, by nikt nie miał wątpliwości, co do mojej sprawności psychicznej. W dniach 26-27 września bieżącego roku odbyły się Inne Sfery 2009, za które podziękuję na samym dole tego wpisu, by wpierw wyżalić się na temat tego, co widziałem. Punkt programu o zachęcająco brzmiącej nazwie Noc filmów plugawych trwał całą noc z soboty na niedzielę, a ja mam zwyczaj nie spać na konwentach fantastycznych. Plan pokazu obejmował nadzwyczajny film, który mogę zdecydowanie nazwać najgłupszym filmem jaki kiedykolwiek w życiu widziałem. Najgorsze w całej sytuacji jest to, że byłem obecny na dwóch (w sumie to na półtorej) seansach tego dzieła, co wywołało wiele szkód w mojej psychice. Zatem trzymajcie się foteli, bo zagłębiamy się w świat tureckiego kina fantastyczno-naukowej akcji.

Dünyayi kurtaran adam znaczy tyle, co Mężczyzna, który uratował świat, jednak internet nadał mu nazwę Turkish Star Wars, czyli Tureckie Gwiezdne wojny. Zaznaczam od razu, że nie są to Gwiezdne wojny w języku tureckim. Film ten powstał w 1982 roku, czyli pięć lat po filmie George’a Lucasa, w momencie, gdy Imperium kontratakuje jeszcze nie dotarło do Turcji. Główną rolę zagrał Cüneyt Arkin, znany turecki aktor, który na scenie istnieje do dziś; reżyserem jest nie mniej znany Çetin Inanç (Turkish Rambo, Turkish Rocky, Turkish Jaws). Muzykę do filmu napisał John Williams… Zaraz, zaraz, jak to? Ano, tak się złożyło, że pan Inanç zapożyczył sobie motyw przewodni filmów o Indianie Jonesie, który wykorzystał na potęgę w swoim dziele. Podobno można znaleźć i inne motywy muzyczne, ale moje ucho o siódmej rano wyłapało tylko przerobioną wersję głównego motywu ze starego Battlestara. Zabolało mnie to cholernie, bo jak można tak wykorzystywać pracę innych i jeszcze na tym zarabiać (film przecież sprzedawano), ale nie to było najgorsze: w filmie były wklejone sceny wycięte żywcem z Nowej nadziei. Sceny walk kosmicznych były akcją nad Gwiazdą Śmierci, pojawiali się szturmowcy, występowały eksplozje rodem z filmu. W zasadzie ten film, oprócz tychże scen, nie ma nic wspólnego z baśnią Lucasa, ale internetowy tytuł przylgnął tak bardzo, że każdy zna ten film jako Tureckie Gwiezdne wojny.


Finałowa scena

W zasadzie, miał być to kawał dobrego kina akcji w realiach post-apokaliptycznych z wątkiem miłosnym w tle; ot, fantastyczno-naukowa heroiczna tragedia. Obraz przedstawia wiele problemu, które uciekają dzisiejszemu zabieganemu społeczeństwu, a także wykorzystuje motywy znane w kulturze od wieków. Ważnym elementem jest religia, wspomina się o postaciach historycznych jak Mahomet i Jezus (którego mieszkańcy budują miasta pod ziemią!), a tolerancja religijna i ekumenizm wysuwają się na pierwszy plan. Warto wspomnieć w ważnym wątku miłości, zarówno tradycyjnej, jak i homoseksualnej, a także bezinteresownej miłości do dzieci. Widzimy świat po nuklearnym holokauście, co daje nam do myślenia nad naszą przyszłością, zmusza do introspekcyjnej refleksji. Poruszany jest także wątek polityczny (wymuszenia terytorialne, ekspansja agresorów, emigracja, rola uchodźcy w społeczeństwie), ale wszytko koncentruje się na prostej, aczkolwiek bardzo głębokiej konwencji walki dobra ze złem. Cały ten akapit brzmi jak recenzja najnowszej superprodukcji, która podbija serce każdego widza, prawda? W rzeczywistości są tam takie momenty, ale wykreowane najwyraźniej przez przypadek; no cóż, zdarza się. Jest to bezsensowna siekanina, gdzie bohaterowie wciąż biegają i zabijają przerośnięte mupety w brutalny sposób (przebijanie ich klatek piersiowych ich własnymi rękami, odrywanie głów, przepoławianie) i rzucają tak idiotycznymi cytatami, że nie jestem zdolny ich nawet przytoczyć.

Film jest tak głupi i psychodeliczny, że polecam go każdemu, bo można się naprawdę dobrze pośmiać z przedstawionych idiotyzmów. Trwa on półtorej godziny i każdy go skończy ze łzami w oczach i bólem brzucha ze śmiechu. Każdy fan powinien zobaczyć to przynajmniej raz w życiu, zresztą tak jak Holiday Special; w sumie tak to wszystko by wyglądało, gdyby George był Turkiem. Muszę oczywiście wszystkim podziękować za Inne Sfery, bo na konwenty jeździ się dla ludzi! Oczywiście ogromne i gorące podziękowania dla ekipy legnickiej w składzie ja, Kacpeross, Zayne, Hania, Fixer, Wszelak, Hell, Dziki, Corran i Klotek, indywidualne poniżej.

  • na początek mój kochany Komisarz Sev, współzałożyciel jakże wspaniałego Regimentu ’92 (chwała na wieki!), przewodnik po zakamarkach Wrocławia, autor prelekcji o 11 rano w niedzielę i swój chłop; toż to prawdziwy legniczanin, bez słów!
  • wielkiego buziaka musi też dostać Rav, który cały konwent był moim Chewiem, bo co to za Han Solo bez Chewbaccy? Dzięki za konkurs wiedzowy, grę w BSG, pomoc w skakaniu w nadświetlną i dzwonienie do ludzi w nocy
  • Łedżissu, jesteście kochani! Wrocław bez Was to nie Wrocław, o! Następnym razem nie możemy się wkopać w tego całego BSG, nocujcie na terenie konwentu i nie cieszcie się tak z powodu kopalni w Legnicy, bo u Was zbudują dwa razy większą! Przyjeżdżajcie do Legnicy i do zobaczenia w październiku, moi drodzy. A, i Łedż, nie postarałeś się z Holiday Special!
  • Padme, bardzo miło się z Tobą rozmawiało, pokazujesz, że można się bawić na konwencie bez alkoholu i tak trzymać! Następnym razem wyciągnij więcej Ślązaków, bo nie wypada tak samej jeździć w tak dalekie i niebezpieczne strony. Do zobaczenia na Niuconie i odezwij się czasami za pomocą jakiegoś komentarzyka
  • Hellu, stęskniłem się za Tobą przez te wakacje, musimy się widywać częściej. Twojego przedstawienie szybko nie zapomnę, masz to jak w banku, mój drogi. Twoja rozmowa z Onomą chyba wejdzie na stałe do kanonu opowieści konwentowych. Baw się dobrze w Łedżolandii, a co do Nyki, to o wiele lepiej wyglądasz w krótkich włosach (krótkie włosy ftw!)
  • Wszelak, jesteś niezastąpionym ludzkim budzikiem, który potrafi wypić tyle, że ja bym umarł od samego patrzenia; wkręcenia kumplom z klasy, że się nawaliłem i rzygam też było niczego sobie, heh. Brawo za prelekcję i umiejętności manualne przy podłączaniu głośników, mój wspaniały informatyku!
  • Shevu i cała ekipa wałbrzyska: nie spodziewałem się, że pojawicie się tak liczni i cholernie miło mnie zaskoczyliście. Sympatycznie się gadało z Areszem, z którym do tej pory nie miał przyjemności się zapoznać. Trzymaj ich krótko i prowadź ten fanklub tak, by stał się drugim najlepszym na Dolnym Śląsku (rzecz jasna, pierwszym jest Legnica)
  • Legnicy podziękowałem powyżej, więc czas na resztę, z którymi dane mi było się znów spotkać. Urthona, który zrobił wspaniałe zdjęcia, Appo, Revan, Jenth, która wygrała wiedzówkę, Obi-Wan i Szare Miecze oraz Haart, a także ludzie od Battlestara (a ja uważałem się za nerda, ech), wszystkie nerdy, miłe panie z przedszkola i nieprzyjemny cieć – jesteście świetni! Jeszcze podziękowania dla Mateusza i Marcina, że odebrali telefon w środku nocy i pogadali z nami chwilkę. Teraz trzeba czekać na Niucon 2009, Tatooine, Pyrkon 2010 i Dni Fantastyki 2010! Kocham Was wszystkich!