Inwazja: Uchodźcy

Ten artykuł, a raczej recenzja, został zapowiedziany już w lipcu, kiedy to na łamach forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen oceniłem pierwszy zeszyt nowej komiksowej serii wydawnictwa Dark Horse, Star Wars: Invasion. Na wstępie zaznaczę, że okres historyczny, w którym rozgrywa się akcja komiksów, czyli słynna nowa era Jedi (lata 25-35 po bitwie o Yavin), to moja ulubiona epoka: galaktyka zostaje zaatakowana bez ostrzeżenia przez bezlitosnych najeźdźców, zakon Jedi staje na krawędzi zagłady, a Nowa Republika pada pod ciosami Yuuzhan Vongów. Dziewiętnaście książek z tego okresu opowiada o brutalności tejże wojny, jednak korporacje Lucasa zakończyły wydawać cokolwiek z logiem NEJ w 2003 roku, kiedy to opublikowano Jednoczącą Moc, po czym zabrano się z erę Dziedzictwa, która rozwijana jest do dziś. Skłamałbym, gdybym powiedział, że oficjalna zapowiedź przeszła obok mnie bez echa; byłem wręcz wniebowzięty, wiedząc, że mój ulubiony okres będzie dalej rozwijany i znów będę miał możliwość ujrzeć Yuuzhan Vongów, moją ulubioną rasę, w akcji.

Nie ukrywajmy: miałem wielkie nadzieje na wspaniałą serię komiksową, a otrzymaliśmy nawet niezłe dzieło, ale nie szczyt oczekiwań i marzeń. Dlaczego dziś pojawia się ta recenzje, chociaż pierwszy numer ujrzał światło dzienne w lipcu? Ano, dziś ukazał się piąty odcinek zamykający pierwszy wątek serii, Refugees. Zacznijmy może od scenariusza, którym zajął się bliżej nieznany mi Australijczyk, Tom Taylor. Nie mogę narzekać na fabułę, gdyż pan Taylor rzeczywiście zapoznał się z książkami i całą resztą EU, co widać na każdej stronie: pojawiają się liczne nawiązania do powieści, innych komiksów, a nawet gier komputerowych. Wszystko trzyma się kanonu, jedyne uchybienie to kolor miecza Anakina Solo w drugim numerze. Mamy bardzo ładnie poprowadzoną linię fabularną, która zaczyna się hitchcockowskim wybuchem – inwazją Yuuzhan Vongów na Artorias – po czym obserwujemy losy tytułowych uchodźców: księcia Finna, który kiedyś stanie się rycerzem Jedi, króla Caleda organizującego ruch oporu przeciw okupantowi, a także księżniczki i królowej złapanych przez najeźdźców i przetrzymywanych na okręcie niewolniczym. Niestety zostały wprowadzone liczne tzw. zapchajdziury, między innymi walka z sithiańskim tuk’atą czy wątek na Nar Shaddaa, jednak nie odbiera to całej przyjemności z czytania; pojawiają się również perełki takie jak bitwa o Rychel czy oblężenie i vongizacja Artorias, dla których warto zdobyć te komiksy.

Rysunkami zajął się Colin Wilson, którego znamy z Dziedzictwa i Rebelliona; twórca, którego prace są bardzo różnie oceniane i interpretowane przez fanów. Mnie osobiście rysunki bardzo się spodobały, Wilson świetnie kreuje technologię, okręty, miejsca i bitwy, jednak wielu narzeka na jego postaci. Mnie urzekło to, że wszyscy bohaterowie są wzorowani na okładkach książek (zarówno oryginalnych, jak i Tsuyoshi Nagany), co jest pewną konsekwencją i bardzo umila czytanie. Ciekawostką jest fakt, iż kobiety zdecydowanie lepiej wychodzą autorowi, a ich smukłe kształty mocno kontrastują z krępymi sylwetkami wszystkich mężczyzn. Przedstawiciele obcych ras wyglądają zabójczo, Yuuzhan Vongowie wiodą prym, ale ilustracje z Wookieemi, Vratiksami czy Pau’anami też są niczego sobie. Obowiązkowo muszę wspomnieć o niesamowicie klimatycznych okładkach autorstwa Jo Chen, które są jednymi z najładniejszych jakie do tej pory widziałem.

Co do kwestii świata przedstawionego, wspomniałem już, że scenarzysta całkiem nieźle zna Expanded Universu i umie je wykorzystać. Dialogi obfitują w nawiązania do wszystkiego, niczym żywcem wyjęte z powieści Jamesa Luceno, pojawiają się bohaterowie znani z kart wielu powieści, widzimy rzeczy, które nigdy dotąd nie zostały w taki sposób przedstawione. I to jest właśnie najpiękniejsze: Invasion jest znakomitą ilustracją do książek z cyklu Nowa era Jedi. Rasa Chazrachów została wprowadzona w 2000 roku, a dopiero dwa miesiące temu zobaczyliśmy jak w rzeczywistości wyglądają. Tu-Scart i Sgauru pojawili się w Punkcie równowagi i do dziś nie było również żadnych wizualnych przedstawień tych potworów. Wracają bohaterowie tacy jak Kyp Durron (wyglądający identycznie jak w Essential Guide to the Force!), ukazane są retrospekcje z wydarzeń na Sernpidalu, widzimy stan Hana oraz bezradność jego rodziny. Na Artorias powstaje ruch oporu, któremu przewodniczy król Caled i wiążę z tym wątkiem wielkie nadzieje.Największym minusem całej serii jest… główny bohater, gdyż Finn jest najzwyklejszym w świecie jackiem fabularnym – a szkoda. Pierwszy główny wątek tak naprawdę zakończył nie wyjaśniając żadnych spraw, a wprowadzając nowe pytania. Typowy serialowy cliff-hanger stosowany z taką lubością przez twórców Zagubionych czy najnowszego FlashForwarda. Moim marzeniem byłby drugi wątek o nazwie Resistance ukazujący działania Caleda na Artorias i całkowicie odcinający nas od Finna. Z pewnością możemy też liczyć na numer lub kilka z perspektywy Yuuzhan Vongów (swoisty The Plan) oraz kontynuację wątku rodzeństwa Solo. Zastanawia mnie tylko jak daleko to wszystko się posunie? Czy ujrzymy oblężenie Coruscant? Będziemy świadkami masakr ze strony voxynów? Zobaczymy Yuuzhan’tar? Oby.

Na dzień dzisiejszy Invasion: Refugees otrzymuje ode mnie ocenę 6+/10: nie jest wybitnie, nie spełniło moich wszystkich oczekiwań, ale jednak dobrze jest znów zobaczyć te wszystkie wytatuowane mordy i być świadkiem inwazji na galaktykę. Teraz pozostaje nam czekać na wydanie zbiorcze, a także modlić się o szybkie opublikowanie w Polsce przez Egmont. A szósty numer? Niestety będzie przerwa i zobaczymy go prawdopodobnie najbliżej dopiero w marcu. Do tego czasu zachęcam wszystkich do przeczytania Refugees i podzielenia się swoimi opiniami. Do-ro’ik vong pratte i so say we all!

Gwiezdnowojenny serial aktorski

Dawno nie już nie pisałem o Gwiezdnych wojnach, więc trzeba to szybko nadrobić. Domyślam, się, że wielu z Was może nie przypaść do gustu ten temat, ale nie można mieć zawsze wszystkiego. O czym dzisiaj napiszę? O zapowiadanej od dawna produkcji LucasFilmu, która ma być telewizyjnym serialem, której akcja będzie rozgrywała się w odległej galaktyce. Początkowo śmierdziało mi to Star Trekiem, którego egzystencja opiera się na serialach, a przecież Gwiezdne wojny to coś zgoła całkiem innego; mamy wciąż rozszerzający się wszechświat, który ewoluuje dzięki książkom, grom, komiksom, ewentualnie animowanym serialom telewizyjnym. Z czasem się pojawiały różne plotki, które różnie wpływały na moją opinię, ale teraz odczuwam chęć zobaczenia tego dzieła, jednak mam pewne obawy. Ech, jak zwykle.

Co wiemy? Akcja ma toczyć się w trakcie mrocznych czasów, czyli epoki powstawiania Imperium (lata 19-0 BBY), czyli pomiędzy filmami Zemsta Sithów i Nowa nadzieja. George Lucas i Rick McCallum mają być producentami, mówi się o roli Daniela Logana jako młodego Boby Fetta, a Jay Laga’aia jest w trakcie rozmów. Nie ma być Jedi, podobno pojawią się wyścigi ścigaczy, będziemy widzieli szturmowców w akcji, a główni bohaterowie filmowi, tacy jak Imperator Palpatine czy Darth Vader, będą mieli jedynie wystąpienia gościnne. Serial ma się koncentrować na przygodach przemytników, łowców nagród i innych szumowin, a ma nawiązywać do klimatu Kronik młodego Indiany Jonesa. Pojawiały się również wypowiedzi, które mnie co najwyżej rozbawiły: serial ma przypominać krzyżówkę Battlestara i Firefly’a. Podczas gdy pierwsze to arcydzieło, a drugiego jeszcze nie oglądałem, nie wierzę, że uda im się coś takiego zrobić. Może i patrzę na to pesymistycznie przez pryzmat prequelowej Trylogii i Wojen klonów, ale skoro to im się nie udało tamto dlaczego to ma się udać?

Boję się o kanon. Wiemy jak pan Lucas potraktował kanon przy produkcji Wojen klonów – olał całkowicie. Wpierw były tworzone odcinki, a potem sprawdzane pod względem kanoniczności, a jedynym obrońcą był Dave Filoni. Przez tCW z Gwiezdnych wojen zrezygnowała Karen Traviss, kto wie, co może stać się przy większej produkcji? Podobno ma się pojawić Jay Laga’aia, który odgrywał rolę kapitana Typho. Pojawia się tylko mały problem, gdyż kapitan zginął tuż po wydarzeniach przedstawionych w Zemście Sithów (źródło: Coruscant Nights II: Street of Shadows). Warto dodać, że zarówno Ian McDiarmid, jak i Peter Mayhew wyrazili chęci wystąpienia w tejże produkcji. Mówi się także o Samie Witwerze, którego znamy z roli Crashdowna z BSG oraz Galena Mareka z The Force Unleashed. W 2007 pojawiła się notka prasowa, mówiąca, że:

Rebelianckie bazy i imperialne niszczyciele gwiezdne… Imperialni będą wszędzie w nowej produkcji – tajne operacje, imperialni oficerowie i budzący postrach Darth Vader. Bohaterowie: Oola, Bib Fortuna, Boba Fett, Thall Joben, rebeliancki generał o nazwiesku Durron, rebeliantka o naziwsku Nabierre, a także przynajmniej jeden Mandalorianin oraz generał Papanoida – są zatwierdzeni i pojawią się w serialu

Zobaczymy jak to będzie. Nie oczekuję czegoś na miarę Battlestara, ale przynajmniej czegoś na średnim poziomie. Nie chcę mieszania w kanonie, nie chcę przy tym ręki George’a Lucasa. Ech, te marzenia.

Podziękowania

Kto zasługuje na podziękowania? Myślę, że wszyscy, ale trzeba co niektórych wyróżnić. Najpierw Legnica:

Asimmo Adenn: za przyprowadzenie drugiej ekipy z Legnicy, za kostium, za prawie-prelekcje oraz za materac
Azzedar: za zdjęcia, rozmowy w stanie nietrzeźwości, za poparcie w różnych kwestiach, za przenoszenie Zayne’a, za Warhammera do zera oraz za to, że wreszcie zaczynasz wtapiać się w fanklub
Corran Horn: za pseudo-prelki i mega-konkurs, za pomoc przy Zaynie, za to, że nie miałem critical hita oraz oczywiście za konkurs drużynowy
Fixer: za pierwsze miejsce w konkursie konstruktorskim, za nie-spanie w pierwszą noc, za prelkę o kostiumach
Herkay: za trzecie miejsce w konstruktorskim
KAcpeross: za dwie pseudo-prelki, za pokazanie mi Lodowego Ciacha, za kalambury (zarówno wersja oficjalna, jak i nie)
Karol_Hellruner: za laptopa, który uratował na życie, za heavy metal w pociągu, za Nykę, za sen od 23 do 6, za robienie na szybko prelek, za konkurs o CSM
Lux: za krótkie rozmowy, za pobyt
Mr. Hania: za twarz, za bezsenną noc i uzależnienie od cukrów, za te prawie-prelki
Wszelak (aka Wszak): za prawie epic faila drugiej nocy, za prelki, za pociąg, za rozmowy z Yeleniem
Zayne: za mistrzostwo świata w rzyganiu, za pierwszą noc, za teksty w łazience, za prelkę

A także reszcie, czyli:

Wedge i Issu: za całą organizację, za prelekcje, za rozmowy, ofiarowanie miejsca do spania, za koszulke legnicką Wedge’a, za kalambury i Zonamę Sekot, za wszystko, cały konwent, jesteście najlepsi
Ludwik (aka Chlodwig): za pogawędki, za NEJkę, za ciągłe przywitanie się, za hełm klona jako wyrocznię, za możliwość bliższego poznania
Sky: za Yuuzhan Vongów, za Incydent, za genialne teksty typu Ty, to o nas, gdy prowadzący wspomniał o Yuuzhan Vongach, za Khorna
Vykk: za przytelepanie się aż z Łodzi i ponowne spotkanie od ostatnich DFów, za minisy, za nocne pogawędki
Treymane (aka Najeźdźca): za Zayne’a oraz za konkurs wiedzowy
Malak i Yeleń (okazjonalnie plus Ludwik): za NEJkę i za predatory, a także nasienie predatorów

A także reszta, która zasługuje na wspomnienie (kolejność przypadkowa):

Nyka, Ogór, FoolECK, Nestor, HMM (aka H&M), X-Yuri, Padme, Carno, Tezuki, Shevu i ekipa wałbrzyska, Radek, Misiek, Rav, Appo, Aeri, Khorn, a także cała orkiestra, 501st, rebel Legion i wszyscy, których nicków nie zapamiętałem, mimo nawet dłużsych rozmów. Jesteście hardcore’ami i czekam na DFy 2010!