<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dziennik pokładowy Aquenrala &#187; społeczeństwo</title>
	<atom:link href="http://aquenral.net/tag/spoleczenstwo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://aquenral.net</link>
	<description>Autor: Krzysztof Rewak, pseudonim Aquenral.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 29 Aug 2010 19:15:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Idą święta&#8230; Jakie święta?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/08/16/swieta/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/08/16/swieta/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 18:56:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3445</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj, to jest 15 sierpnia, obchodziliśmy Święto Wojska Polskiego upamiętniające zwycięstwo Polaków w bitwie warszawskiej podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku. Gdyby armia Józefa Piłsudskiego nie odparła wówczas ataku Czerwonych, nie wykluczone, że moglibyśmy być do dziś częścią ZSRR jako Polska Socjalistyczna Republika Radziecka&#8230; mmm, jak to dumnie brzmi, prawda? Cud nad Wisłą, bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Wczoraj, to jest 15 sierpnia, obchodziliśmy Święto Wojska Polskiego upamiętniające zwycięstwo Polaków w bitwie warszawskiej podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku. Gdyby armia Józefa Piłsudskiego nie odparła wówczas ataku Czerwonych, nie wykluczone, że moglibyśmy być do dziś częścią ZSRR jako Polska Socjalistyczna Republika Radziecka&#8230; mmm, jak to dumnie brzmi, prawda? Cud nad Wisłą, bo również takie określenie funkcjonuje w polskiej świadomości historycznej (chociaż to też zależy, bo wielu młodym ludziom data 1920 niestety nic nie mówi), jednak się wydarzył, a nasi pradziadkowie mogli się cieszyć wolnością przez następne dwadzieścia lat. Dzisiaj upamiętniamy to Świętem Wojska Polskiego, które zostało ustanowione osiemnaście lat temu i nie jest dniem wolnym od pracy.</p>
<p align="justify">Zaraz, zaraz, czyżbym się pomylił? Przecież wszystkie sklepy były wczoraj zamknięte, bynajmniej nie z powodu niedzieli, ale dnia ustawowo wolnego od pracy. Gdyby piętnasty nie wypadł akurat w ten dzień tygodnia, odczulibyśmy to może bardziej. Cóż, nie mogliśmy kupić kiełbasek na grilla czy sześciopaku ziemnego Lecha, gdyż tego dnia wypada Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, czyli upamiętnienie zabrania Matki Boskiej do nieba. Ustawa mówi właśnie o tym kościelnym święcie, ignorując kompletnie święto narodowe, jakby nigdy nie istniało; no bo w sumie po co świętować coś, dzięki czemu istniejemy jako naród, prawda? O ileż fajniej będzie zatrzymać krajową gospodarkę na jeden dzień, by przypodobać się Kościołowi. Fakt, dni wolne od pracy są potrzebne, ale dlaczego musimy tak brutalnie łączyć życie religijne z funkcjonowaniem państwa?</p>
<p align="justify">Myślę, że idealnym przykładem będzie przywołanie szóstego stycznia, czyli Trzech Króli. Jako dobry chrześcijanin, wracam ze swojej szkoły po piętnastej i idę do kościółka na siódmą. W żadnym wypadku nie przeszkadza mi fakt, że musiałem się uczyć, a moim Rodzicom, że byli w pracy. Dlatego też otwarcie mówię, że jestem stuprocentowym przeciwnikiem ustanowienia szóstego stycznia dniem wolnym&#8230; Chociażby dlatego, że frekwencja w kościele wynosi jakieś 20% ze zwykłej mszy, więc dla kogo to miałoby być? Żydów? Ateistów? Największym absurdem naszego kalendarza świąt są natomiast Zielone Świątki, które zawsze wypadają w niedzielę. Jakim sposobem znalazły się one w ustawie o dniach wolnych od pracy? Nie mam zielonego pojęcia i mnie to irytuje&#8230; Nawet nie wiem, co mogą o tym sądzić wyżej wymienieni ateiści czy osoby innych wyznań. No i jak się mogą czuć?</p>
<p align="justify">Żebym nie wyszedł na całkowitego satanistę i anarchistę, muszę wspomnieć o Bożym Narodzeniu i Wielkanocy, które przecież też są świętami kościelnymi, które są wolne od pracy, jednak nie przeszkadzają mi w żadnym stopniu. Wydarzenia te są głęboko zapisane w tradycji i kulturze Polaków, poza tym lwia część narodu to jednak chrześcijanie, więc nie widzę problemu&#8230; Ech, brzmię jak hipokryta, prawda? Wniebowzięcie czy Zielone Świątki mi przeszkadzają, ale Boże Narodzenie jest już w porządku? Nie wiem, nie potrafię tego uargumentować logicznie, bo głupio mi jakoś odnosić się do rangi wydarzenia i społecznego nastawienia, bo i tak wszyscy mnie za to zjedzą&#8230; Ale uważam, że osobom najbardziej <em>poszkodowanym</em>, czyli zawsze na wszystko krzyczącym ateistom, nie przeszkadza przerwa w grudniu, a przynajmniej nigdy nie zauważyłem jakichś wrogich komentarzy pod jej adresem.</p>
<p align="justify">Zróbmy na koniec statystykę&#8230; Mamy dwanaście dni wolnych od pracy: 1 stycznia (Nowy Rok, święto okolicznościowe), ruchomy pierwszy i drugi dzień Wielkanocy (kościelne), 1 maja (&#8222;Święto Państwowe&#8221;), 3 maja (Święto Narodowe Trzeciego Maja, rocznica uchwalenia Konstytucji), ruchomy pierwszy dzień Zielonych Światek (kościelne), ruchome Boże Ciało (kościelne), 15 sierpnia (Wniebowzięcie NMP, kościelne), 1 listopada (Wszystkich Świętych, kościelne), 11 listopada (Narodowe Święto Niepodległości, upamiętnienie odzyskania wolności spod zaborów w 1918) oraz 25 i 26 grudnia (Boże Narodzenie, kościelne). Daje nam to w sumie osiem kościelnych, trzy państwowe i jeden związany z tradycją. Nie uważacie, że coś tu nie gra? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/08/16/swieta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mit alkoholu</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Jul 2010 09:22:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3243</guid>
		<description><![CDATA[Krzychu, idziemy na piwo? Jak kilka razy na łamach Dziennika pokładowego wspominałem, a co można było zauważyć w moim zachowaniu na wszelakich imprezach, również tych osiemnastkowych, ale również i na zwykłych wypadach ze znajomymi, alkoholu nawet nie tykałem. Wyjaśniałem to wielu osobom, aczkolwiek uzasadnienie ogranicza się do stwierdzenia, iż jestem upartym człowiekiem, który próbuje sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><em>Krzychu, idziemy na piwo?</em></p>
<p align="justify">Jak kilka razy na łamach <em>Dziennika pokładowego</em> wspominałem, a co można było zauważyć w moim zachowaniu na wszelakich imprezach, również tych osiemnastkowych, ale również i na zwykłych wypadach ze znajomymi, alkoholu nawet nie tykałem. Wyjaśniałem to wielu osobom, aczkolwiek uzasadnienie ogranicza się do stwierdzenia, iż jestem upartym człowiekiem, który próbuje sobie coś udowodnić, gdzie to <em>coś</em> jest metaforycznym przedstawieniem możliwości zwyciężenia z własnymi słabościami. Udało mi się? Udało, gdyż do dnia swoich osiemnastych urodzin nie piłem ani razu, z czego jestem dumny, mimo nieprzychylnych głosów, opinii i złośliwych komentarzy wielu ludzi. Teraz natomiast mogę pić, zarówno legalnie względem prawa, jak i własnego sumienia, ale&#8230; Wciąż nie czuję żadnej potrzeby.</p>
<p align="justify">Pierwszym argumentem może być to, że przez te kilka ostatnich lat, gdzie moi rówieśnicy zawsze bawili się z alkoholem, ja wyrobiłem sobie zdolność do wkręcania się w atmosferę imprezy bez jakichkolwiek używek. I czy to typowa impreza, czy wycieczka szkolna, czy jakiś konwent, przyzwyczaiłem się już do bycia trzeźwym, chociaż nadrabiam to niespaniem całe noce, przez co wyglądam równie tragicznie jak reszta, miewam tymczasowe utraty świadomości (ach, te <em>blekałty</em>!) i kontroli motorycznej, ogólnie można by posądzić mnie rano o syndrom dnia następnego. Na szkolnej wyciecze w Karpaczu moi koledzy z pokoju byli zafascynowani tym, że potrafię wczuć się w klimat bez chociażby łyka wódki, ale, co najdziwniejsze, wcale nie czuję się z tym jakoś gorzej. Ot, funkcjonuję jak wszyscy inni, bawię się tak samo dobrze, nie przeszkadzam innym, a inni nie przeszkadzają mi. Ale argument, że umiem się rozerwać bez alkoholu nie jest dobrą wymówką, by nie pójść gdziekolwiek, prawda?</p>
<p align="justify">A więc może przekona kogoś fakt, że alkohol w ogóle mi nie smakuje. Wódkę piłem raz, symbolicznie z Tatą na osiemnastkę, rum i wino wywołują u mnie dreszcz lekkiego obrzydzenia, a piwo jest najzwyczajniej w świecie niesmaczne. Fakt, moje jedyne doświadczenia z tym ostatnim obejmują wciąż nieznany dla mnie arabski browar, Warkę, Okocimia, Reddsa i Despedarosa, z czego jedynie tego ostatniego mogę pić bez wykrzywienia, ale nie widzę sensu w zmuszaniu się do sączenia jakże przereklamowanego piwa, nawet do towarzystwa. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że większość ludzi twierdzi, iż nie lubi tego smaku, a pije jedynie, bo inni piją, a nie wypada odmówić. Okej, jeszcze tego głupiego Desperadosa rzeczywiście mogę wypić, nawet dla tego abstrakcyjnego pojęcia towarzystwa, ale czy jest to mi jakoś bardzo potrzebne? Nie, nie sądzę.</p>
<p align="justify">A na koniec zostawiłem jeszcze jedną sprawę, która została nagłośniona przez naszego kochanego Fejsbuka, a o której chcę się publicznie wypowiedzieć. Tak, oczywiście, że mi chodzi o założoną przez Kacpra grupę <em><a href="http://www.facebook.com/group.php?gid=128727283835135" target="_blank">Chcemy upojenia alkoholowego Krzysztofa &#8222;Aquenrala&#8221; Rewaka!</a></em>, która zdobyła szerokie grono fanów&#8230; O dziwo, włączając w to nawet osoby, których nie znam. Grupa w założeniu ma być żartobliwa, dzisiaj nawet wrzuciłem zdjęcie, które miałoby świadczyć o moim stanie na osiemnastce Kuby, jednak niestety jest ono niechybnie sfałszowane i zrobione ku uciesze innych. Jakoś nie widzę jakiejś wielkiej potrzeby wprowadzenia się w stan upojenia, po prostu lubię panować nad samym sobą i nie chcę później słuchać o rzeczach, których nie pamiętam. Mam do siebie samego szacunek i wolę się tego konsekwentnie trzymać. Tak, wiem, że zawiodłem kilkanaście, a może i nawet kilkadziesiąt osób, ale w najbliższej przyszłości nie zamierzam dużo pić, przykro mi. <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/20/alkohol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Księża to&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jul 2010 09:21:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3214</guid>
		<description><![CDATA[&#8230; pedofile. Ileż razy w ciągu roku można usłyszeć opinię, iż każdy ksiądz, nieważne na którym stopniu drabiny hierarchii kościelnej, nieważne z jakim stażem, nieważne z jakimi cechami charakteru, z jaką przeszłości i o jakich poglądach, lubi sobie czasami nagrzeszyć z dziećmi, a najlepiej z ministrantami? Sponsorem dzisiejszej motywacji jest wywiad jaki Olga Jackowska, pseudonim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">&#8230; <strong>pedofile</strong>. Ileż razy w ciągu roku można usłyszeć opinię, iż każdy ksiądz, nieważne na którym stopniu drabiny hierarchii kościelnej, nieważne z jakim stażem, nieważne z jakimi cechami charakteru, z jaką przeszłości i o jakich poglądach, lubi sobie czasami nagrzeszyć z dziećmi, a najlepiej z ministrantami? Sponsorem dzisiejszej motywacji jest wywiad jaki Olga Jackowska, pseudonim artystyczny Kora, udzieliła w zeszłotygodniowej Angorze, gdzie opowiedziała o swoim traumatycznym dzieciństwie, kiedy to księża (zauważcie, że celowo używam rzeczownika w liczbie mnogiej) molestowali ją seksualnie, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Wiadomo, zawsze znajdą się zboczeńcy, którzy będą chcieli wykorzystać dzieci i współczuję kobiecie przeżyć, ale bardzo nie podobało mi się to, co przedstawiała w rozmowie z dziennikarzem.</p>
<p align="justify">Według słów piosenkarki, każdy ksiądz ma ciągoty do młodzieniaszków, a tezę opiera na swoich doświadczeniach. No, powiedzcie mi czy takie stwierdzenie przeszłoby Wam przez gardło bez wyrzutów sumienia i przeświadczenia o kłamstwie? Fakt, jak już wyżej wspomniałem, zdarzają się księża-pedofile, ale czy nie znajdziemy zboczonych nauczycieli, mechaników samochodowych, polityków czy sprzedawców w dziale zabawkowym w supermarkecie? A argumenty, że pedofilia wśród księży jest gorsza, bo dotyka naszych rzekomych autorytetów, są po prostu śmieszne w swoim tragizmie; czy może być gorszy i lepszy pedofil? To jest dobry temat na dłuższy artykuł, ale nie ukrywam, że jestem bardzo konserwatywny jeśli chodzi o takie sprawy, a o karze śmierci chyba się już kiedyś gdzieś wypowiadałem. Pedofilia wśród księży to fakt, ale nie jest to zjawisko powszechne, ot, skrajne przypadki. Niedobrze jest uogólniać, prawda?</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>złodzieje</strong>. Kto nie słyszał krążących wszędzie opinii, że każdy ksiądz jest złodziejem, który trzepie nie wiadomo jakie miliony z coniedzielnej tacy. Okazuje się nagle, że każdy z koloratką kupuje jedynie najdroższe samochody za pieniądze bogobojnych staruszek, robi machlojki podatkowe na skale międzynarodową, a wszystkie środki na kościół przepuszcza na prywatne sprawy. Ech, nie cierpię takich mądrali, co z poważna miną wygłaszają takie tezy i nie mają sobie nic do zarzucenia. Prywatnie chodzę do legnickiego kościoła pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, gdzie proboszcz od kilku lat zbiera na remont świątyni i rzeczywiście widać, że wszystkie pieniądze przeznacza na ten cel.</p>
<p align="justify">No i znów można dywagować jak to jednostki ludzkie różnią się między sobą, jak to są księża dobrzy i księża źli, jak to pieniądz potrafi wpłynąć na człowieka, ale czy będzie to miało jakiś cel? Ostatnio kilku moich znajomych dołączyło do fejsbukowej grupy <em>Opodatkować polski Kościół</em>; zastanawiałem się chwilkę nad kliknięciem magicznego <em>Lubię to!</em>, ale w końcu zrezygnowałem, gdyż co konkretnego mogłoby to dać? Oczywiście, że jestem zniesmaczony całą sytuacją, gdzie ludzie Kościoła mają przedziwne ulgi podatkowe, są zwolnieni z rożnych opłat, sprowadzają samochody z zagranicy bez ceł&#8230; Ale czy mogę jakoś temu zaradzić? No, najwyżej głosując na lewicę w zbliżających się wyborach, o.</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>hipokryci</strong>. To już jest chyba opinia popularniejsza niż obydwie powyższe, bo jakże łatwo nazwać kapłana hipokrytą, widząc dzisiejsze realia? Wystarczy przyrównać sposób ich życia do tego, co nauczał Jezus Chrystus, a co zostało nam przekazane w czterech ewangeliach. Bardzo lubię pytanie zadawane przy okazji otwierania nowych świątyń: <em>Czy Jezus chciałby mieszkać w takim pałacu</em>? Myślę, że nie podobałaby mu się wizja zamieszkania w Watykanie, który jest manifestacją bogactwa Kościoła i jego wywyższania się nad zwykłych ludzi. Gdzie tutaj jakaś równość, o której było tak głośno w Biblii? Jezus sam wychodził do ludzi, rozmawiał z tłumem, spotykał się z nimi i nauczał, podczas gdy papież zamyka się w swoich komnatach, odcinając się od świata, by raz na jakiś czas wyjrzeć przez balkon i pobłogosławić swoje owieczki.</p>
<p align="justify">Hipokryzja i zakłamanie szerzą się we wszystkich kościelnych instytucjach, bo ludzie zapomnieli o swojej misji. Zdarza się jakaś perełka, która stara się żyć nie tylko według Biblii, ale również według własnego sumienia, ale takowi kryją się po malutkich parafiach lub zamykają się w klasztorach, a żadni władzy, awansu i pozycji kapłani wspinają się coraz wyżyj i wyżej, depcząc wszystkie ideały. W którym momencie coś poszło źle, że wszystko skręciło w zły zakręt na którymś rozdrożu? Gdybyśmy się nad tym głębiej zastanowili, doszlibyśmy do średniowiecza, a może i wcześniej, aż w końcu powiedzielibyśmy sobie, że to i tak nieuniknione, gdyż zawsze się tak działo z tego typu instytucjami. <em>Wszystko to zdarzyło się wcześniej i zdarzy się znowu</em>. Ale, mimo wszystko, abstrahując od wszystkich skrajnych przypadków, od medialnej nagonki, od wyszukiwania na siłę wad, mogę powiedzieć, że księża to po prostu&#8230;</p>
<p align="justify">&#8230; <strong>zwykli ludzie</strong>. Człowiek to człowiek, bez względu na to jaką funkcję piastuje. Wszyscy mamy jakieś wady, wszyscy czemuś ulegamy, wszyscy mamy słabości i nikogo nie powinno to zaskakiwać. Ksiądz to też człowiek, tak samo jak nauczyciel czy pracownik fizyczny, ale społeczeństwo wymaga od niego czegoś więcej, gdyż utarło się, iż ma być niezachwianym autorytetem, osobą, do której zawsze można się zwrócić o pomoc, kimś, kto może być ideałem. Taki człowiek musi nie tylko spełniać swoje powinności wobec Boga, ale nagle się okazuje, że musi być rodzicem, nauczycielem, psychologiem i cholera wie kim jeszcze. Może i powinien być, kto wie? Ale to są zwykli ludzie, żadne nadistoty, więc mogą się złamać tak samo jak i my. Stereotypy lubią się jednak żywić skrajnościami, by potem wyrabiać wizję w głupim społeczeństwie. Nie twierdzę, że każdy ksiądz jest czysty jak łza, że jest dobry, prawy, wspaniały i idealny, ale nie powiem też, że wszyscy są zakłamanymi hipokrytami, złodziejami, pedofilami i sztanami. Prawda leży zawsze gdzieś pośrodku, tylko tego środka nikt jeszcze niestety nigdy nie znalazł.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/07/12/ksieza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Do broni, kamraci!</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jun 2010 14:11:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3088</guid>
		<description><![CDATA[No, patrzcie&#8230; Miałem zaplanowany na dziś artykuł przedstawiający realia polskiego fandomu i zachęcający do przyjazdu na konwenty (w szczególności na zbliżające się wielkimi krokami Dni Fantastyki we Wrocławiu; to już 25 czerwca!), ale byłem wczoraj na pełnometrażowej wersji Drużyny A, więc postanowiłem zrobić jejże recenzję. Zauważyłem jednak, że ostatnio recenzowałem książkowego FlashForwarda Sawyera, przez co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">No, patrzcie&#8230; Miałem zaplanowany na dziś artykuł przedstawiający realia polskiego fandomu i zachęcający do przyjazdu na konwenty (w szczególności na zbliżające się wielkimi krokami Dni Fantastyki we Wrocławiu; to już 25 czerwca!), ale byłem wczoraj na pełnometrażowej wersji <em>Drużyny A</em>, więc postanowiłem zrobić jejże recenzję. Zauważyłem jednak, że ostatnio recenzowałem książkowego <em>FlashForwarda</em> Sawyera, przez co byłby przesyt tematyczny, bo ileż można opisywać dzieła kulturalne, a mam równie dobry temat do opisania, więc właśnie go dziś poruszę. Temat, który wypłynął u nas w klasie na którejś z przerw międzylekcyjnych, temat mocno kontrowersyjny, temat, który zmusza do głębszej refleksji i zdrowego uargumentowania. Cóż to? Ano, legalizacja broni w Polsce.</p>
<p align="justify">Wojciech zabłysnął nieuargumentowanym i opozycyjnym w stosunku do reszty klasy stwierdzeniem, iż broń palna winna zostać w Polsce prawnie zalegalizowana. Odnosił się zapewne, niestety nie jestem tego teraz potwierdzić w stu procentach, do amerykańskiego prawa, które jakoś funkcjonuje u naszych przyjaciół zza oceanu, a które pozwala w niektórych stanach na noszenie gnatów przez każdego obywatela. Pacyfistą nie jestem zdecydowanie, ale jakoś nie widzę takiej sytuacji w państwie nad Wisłą&#8230; Cóż, stwierdzenie, że <em>byłoby bezpieczniej</em>, początkowo wywołało u mnie bardziej salwę śmiechu, ale potem, już z dala kpiących uwag ze strony rówieśników, zacząłem się nad tym zastanawiać.</p>
<p align="justify">Do czego doszedłem? Jedyną opcją, jaką przyjmuję do wiadomości jest możliwość posiadania broni na posesji prywatnej do użycia tylko na niej. Przykładowa sytuacja numer jeden wygląda tak: siedzisz sobie spokojnie w domu, oglądasz mecz, jesz odgrzewaną w mikrofalówce pizzę i słyszysz trzask: to jakiś skurwysyn włamuje się do Twojego mieszkania. Jeżeli zabiłbyś go albo chociaż obezwładnił, może on, dzięki polskim realiom, nawet Cię podać do sądu za napaść. Chore? Niestety, tak wygląda rzeczywistość, ileż było takich spraw roztrząsanych w mediach? Wariacja sytuacji numer jeden, gdzie prawo pozwala trzymać broń we własnym domu, a co ważniejsze, pozwala na jej użycie: włam do Twojego mieszkania, strzał w nogę, bandyta jedzie do więzienia, koniec bajki. Jeden z nielicznych przepisów w prawie niektórych stanów w USA to właśnie świętość własności prywatnej. <em>To jest moje i tylko moje, nikt niech nawet nie waży się tego tknąć, bo zabiję</em>. I wszystko w świetle prawa.</p>
<p align="justify">Ale zawsze jest jakieś <em>ale</em>. W tym przypadku tym nielubianym spójnikiem będzie jakże często krytykowana przeze mnie polska mentalność. Nie będę się enty raz rozpisywał, że to wynika z pięćdziesięcioletniego zacofania względem cywilizowanego świata przez zamknięcie żelazną kurtyną albo ma korzenie o ksenofobicznym podłożu, bo to nic nie da; Polak jest jaki jest i koniec. Gdyby broń była ogólnie dostępna, na ulicach działby się rzeczy&#8230; straszne. Będę szczery, nawet teraz boję się przejść wieczorem niektórymi ulicami, a co by było, gdyby każdy potencjalny człowiek przechodzący z naprzeciwka miałby glocka albo innego kolta za paskiem. Albo tacy pseudokibice po meczu? Kije bejsbolowe czy inne łomy by im nie wystarczyły, to pewne, gdyby mieli ciekawsze rozwiązania. </p>
<p align="justify">Nie, legalizacja broni nie była dobrym rozwiązaniem, nie w dzisiejszych realiach. Człowiek, który posiada broń, może zrobić głupi błąd, którego nigdy by nie popełnił, nie mając tejże broni. Błąd, którego nie dałoby się poprawić, bo jego konsekwencje sięgałby granicy życia i śmierci. Błąd, którego można by żałować do końca swojego życia. Nie sądzę, by argumenty, że była to jedynie samoobrona uspokoiły Twoje sumienie, bo, powiedzmy sobie szczerze, byłbyś w stanie pozbawić życia drugiego człowieka? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/18/bron/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory tuż-tuż</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Jun 2010 09:44:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=3023</guid>
		<description><![CDATA[Wybory nieuchronnie się zbliżają, pogłębiając jedynie moje rozdrażnienie niemożnością oddania w nich głosu, rząd zdecydowanie odmawia wprowadzenia stanu wyjątkowego, który pomógłby powodzianom, ale także odłożyłby termin głosowania, a sieć już huczy od przewidywań wyników. Na jaką stronę bym nie zajrzał, tam inne sondaże, inne wyniki, inne twarze na prowadzeniu; czasem jest to Komorowski, niekiedy Kaczyński, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Wybory nieuchronnie się zbliżają, pogłębiając jedynie moje rozdrażnienie niemożnością oddania w nich głosu, rząd zdecydowanie odmawia wprowadzenia stanu wyjątkowego, który pomógłby powodzianom, ale także odłożyłby termin głosowania, a sieć już huczy od przewidywań wyników. Na jaką stronę bym nie zajrzał, tam inne sondaże, inne wyniki, inne twarze na prowadzeniu; czasem jest to Komorowski, niekiedy Kaczyński, bywa nawet Korwin-Mikke. Mój brat znalazł wczoraj ciekawą stronę z tak zwanym <a href="http://www.test-wyborczy.pl/" target="_blank"><em>testem wyborczym</em></a>, który zadaje nam tendencyjne pytania, po czym generuje listę kandydatów, z którymi nasze przekonania najbardziej się pokrywają. Nie ukrywam, że bardzo mnie to zaintrygowało i nie mogłem przepuścić okazji do potwierdzenia własnych poglądów politycznych. Szczerze mówiąc, rozwiązywanie testu zajęło mi trochę czasu, bo niektóre pytania mnie, mówiąc kolokwialnie, <em>zagięły</em>, ale w końcu wynik wyszedł taki, jaki chciałem.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="180">
<tbody>
<tr>
<td valign="center" align="center"><img src="http://aquenral.net/wp-content/themes/Caprican/images/right-enabled.gif" width="12"> <strong>Na skróty&#8230;</strong></p>
<p><small><strong>Napieralski: 90.38%</strong><br />
Ziętek 80.77%<br />
Pawlak 76.92%<br />
Lepper 73.08%<br />
Morawiecki 69.23%<br />
Olechowski 65.38%<br />
Kaczyński 63.46%<br />
Komorowski 57.69%<br />
Jurek 57.69%<br />
Korwin-Mikke 38.46%</small></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Dziewiędziesięcioprocentowa zgodność z programem Grzegorza Napieralskiego jakoś mnie nie zaskoczyła, a zaraz przedstawię swoje wszystkie odpowiedzi w teście. Korwin-Mikke i Marek Jurek na samym dole również nie byli dla mnie zaskoczeniem, w przeciwieństwie do Bogusława Ziętka, który jest dla mnie jedną wielką niewiadomą tych wyborów. I to wcale nie dlatego, że ma jakiekolwiek szanse na wygraną, ale z tego powodu, iż nawet nie wiem jak ów kandydat wygląda; istny człowiek-tajemnica. Martwi mnie Lepper na czwartej pozycji, gdzie zgadzam się z trzema czwartymi jego poglądów, nie sądziłem też, że Kaczyński przebije Komorowskiego. Tak, zdaję sobie sprawę, że te tylko kilka pytań, które nijak się mają do ogólnego programu wyborczego, ale coś tu jest nie tak. Musiałbym zrobić jakiś sondaż czy wyniki pokrywają się z przekonaniami ludzi, bo jak na razie, wychodzi pół na pół; sytuacja zgadza się stuprocentowo albo ankieta zaskakuje, dając na pierwszym miejscu Kornela Morawieckiego.</p>
<p align="justify">Spośród dwudziestu sześciu pytań, jedynie trzy nie pokryły mi się z oficjalnym programem Napieralskiego.<em> Pytanie 4: Czy Polska powinna stać się członkiem strefy euro w ciągu najbliższych 5 lat?</em> To jest pytanie kompletnie teoretyczne, na które musiałem odpowiedzieć przecząco, gdyż nie ma fizycznej możliwości, byśmy płacili europejską walutą w przeciągu najbliższych lat. 2017? Może. Ale z pewnością nie 2015. <em>Pytanie 12: Czy polscy żołnierze powinni angażować się w misje za granicą?</em> Tutaj też długo myślałem, ale w końcu zaznaczyłem brak własnego zdania. Gdyby skonkretyzować pytanie, gdyby określić czy są to misje bojowe czy pokojowe, wtedy mógłbym udzielić jakiejś odpowiedzi, ale przeciwko wysyłaniu polskich żołnierzy do walki jestem przeciwny (nie, pacyfistą nie jestem). No i jeszcze końcówka, <em>Pytanie 26: Czy pary homoseksualne powinny mieć prawo adopcji dzieci?</em> Jak to stwierdził Paweł, cytuję, <em>już lepsze mieć dwóch ojców niż gnić w bidulu i wyrosnąć na przestępcę</em>.</p>
<p align="justify">Wybory tuż-tuż, a mnóstwo ludzi nawet nie wie na kogo głosować. Ten test jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli ma się jakieś wątpliwości, ale ja raczej traktuję go jako ciekawostkę internetową, która najwyżej może potwierdzić nasze zdanie. Na wybory trzeba iść i już; kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że im się nie chce albo też <a href="http://manobuso.wordpress.com/2010/05/17/glos-niewazny-w-wyborach-prezydenckich/" target="_blank">celowo unieważniają</a> swoje głosy. I nie ważne już jest na kogo głosujesz, najważniejsze jest to, by robić to zgodnie ze swoimi poglądami. To, że masz przekonania skrajnie prawicowe, liberalne czy też lewicowe, nie znaczy, że się czymś różnisz; co człowiek, to pogląd. Tak trudno jest przejść się 20 czerwca do najbliższej urny, skreślić jedno nazwisko i mieć poczucie spełnionego obywatelskiego obowiązku? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/06/05/wybory-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Człowiek wiary, człowiek nauki</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 23 May 2010 08:53:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[Zagubieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2951</guid>
		<description><![CDATA[Niecały rok temu mój wpis o in vitro nosił identyczny tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać przed ponownym jego użyciem. Jest to oczywiste i wyraźnie widoczne dla wszystkich fanów Zagubionych nawiązanie do pierwszego odcinka drugiego sezonu oraz do postaci Johna Locke&#8217;a, tytułowego człowieka wiary, oraz doktora Jacka Shepharda reprezentującego człowieka nauki. Ale nie, dzisiejszy wpis [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Niecały rok temu mój wpis o <a href="http://aquenral.net/2009/06/22/in-vitro/"><em>in vitro</em></a> nosił identyczny tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać przed ponownym jego użyciem. Jest to oczywiste i wyraźnie widoczne dla wszystkich fanów <em>Zagubionych</em> nawiązanie do pierwszego odcinka drugiego sezonu oraz do postaci Johna Locke&#8217;a, tytułowego <em>człowieka wiary</em>, oraz doktora Jacka Shepharda reprezentującego <em>człowieka nauki</em>. Ale nie, dzisiejszy wpis z pewnością nie będzie skupiał się na przygodach rozbitków z lotu 815 (na to przyjdzie czas jutro, tuż po wielkim finale serii), a raczej na otaczającej nas rzeczywistości. A sam tytuł? Ano, to przecież tylko ładny cytat, który idealnie pasuje do poniższych rozważań.</p>
<p align="justify">Lekcja religii, bodajże zeszły piątek. Zastanawiamy się z Wojtkiem nad różnymi, niekoniecznie związanymi z lekcją rzeczami, aż wypływa niecodzienna refleksja. Nawiązując do dzisiejszego tytułu, Wojtek nazywa sam siebie <em>człowiekiem nauki</em>, stając opozycyjnie do Patryka (znanego poniekąd jako Zayne), który jest idealnym przykładem <em>człowieka wiary</em>. A ja? Zostałem nazwany hybrydą (fantastyka naukowa uczy nas, że hybrydy są zazwyczaj mesjaszami i zbawicielami), która balansuje na krawędzi obu światów i w zasadzie reprezentuje wartości obu wyżej wymienionych typów osobowości. Nie zaprzeczę, bo poniekąd to prawda, a dodatkowo potwierdza to wyznawaną przez mnie teorię o niedualistycznej naturze świata, gdzie oprócz mocno wyeksponowanej czerni i bieli, mamy cały zakres odcieni szarości. W żadnym wypadku nie przyjmuję do wiadomości binarnych rozwiązań, gdzie brakuje miejsca na jakiekolwiek okazanie swojej indywidualności i wyrażenie osobowości, która przecież w każdym człowieku jest inna. Moglibyśmy tutaj podyskutować na temat roli jednostki w dzisiejszym, zdegenerowanym społeczeństwie, ale to chyba już temat na inny artykuł.</p>
<p align="justify">Jak to jest, że samozwańczy <em>ludzie nauki</em> toczą boje do upadłego z <em>ludźmi wiary</em>? Jako człowiek wierzący i praktykujący katolik, jestem niemiłosiernie zirytowany coraz bardziej szerzącym się sztucznym ateizmem w środowiskach inteligenckich, gdzie ludzie twierdzą, że jedyną wiarą jest nauka, która może wszystko logicznie wyjaśnić. Jako pasjonata fizyki i informatyka-amatora, ale także osobę ogólnie wykształconą w wielu kierunkach, drażni mnie ciągła walka tak zwanych ludzi wierzących z wszelakim postępem i rozwojem cywilizacyjnym, z nowinkami technologicznymi i z postępującymi badaniami w prawie każdej dziedzinie naszego życia. Nieraz spotykałem się z opinią, gdzie wielce inteligentna osoba pyszniła się, iż jedynie ludzie głupi i zaślepieni wierzą w siły nadprzyrodzone. Czy wiara, która jest integralną częścią naszego życia, ale, co najważniejsze, a zapominane, naszą prywatną sprawą, ma jakikolwiek wpływ na nasze postrzegania świata doczesnego? Nie sądzę, aby to, że wierzę w zmartwychwstanie Chrystusa sprzed dwóch tysięcy lat mogło jakoś zakłócać moją percepcję, zdolność logicznego myślenia czy przepływ impulsów w synapsach. Tym bardziej nie klasyfikuje mnie to jako osoby głupiej, bo to moja osobista decyzja poparta prywatnymi powodami. Jestem tolerancyjny, więc czyjkolwiek ateizm nie przeszkadza mi w żadnym stopniu, ale po cholerę kogoś obrażać albo namawiać do zmiany przekonań? Czy nie przypomina Wam to czegoś, czego ateiści najbardziej nie lubią u chrześcijan, czyli prób przymusowej chrystianizacji? Czy istnieje taki wyraz jak ateizacja?</p>
<p align="justify">Druga strona też nie jest taka tolerancyjna i miłosierna, jak mogłoby się wydawać po przeczytaniu powyższego akapitu. Kościół może i wyewoluował przez ostatnie dwa tysiące lat, ale niektóre zwyczaje i poglądy pozostały niezmienione od średniowiecza. Oficjalne poparcie dla nauki to kpina, coraz to nowsze zdobycze technologiczne są negowane i wręcz zabraniane przez Kościół, nakleja się etykietki grzechu, bałwochwalstwa i zła, by wszystko usprawiedliwić. Ciemnogród trwa sobie w najlepsze, odmawiając sobie postępu w imię niezrozumiałej dla mnie idei. Czyż nie łatwiej jest nazwać naukowca bezbożnikiem i go publicznie wykląć za jego osiągnięcia niż zmieniać całe kościelne prawo? <em>Ludzie wiary</em> niestety dzielą się na kilka kategorii, a fanatycy to najgorsza z nich; nie dość, że otwarcie walczą z postępującą technologią i rozwijającą się cywilizacją, to jeszcze nie akceptują <em>mniej wierzących</em> ludzi, podpierając się Biblią, gdzie Jezus otwarcie popierał dualistyczną naturę świata. </p>
<p align="justify">Szkoda, że na tym dziwnym świecie nie ma wielu ludzi, którzy reprezentują pozytywne cechy obu postaw? Takich, którzy nie boją się iść do przodu, nie walczą z postępem, wiedzą, czego chcą i potrafią do tego dojść, ale także takich, którzy wierzą, potrafią mieć nadzieję i żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Takich, którzy są zwyczajnie dobrze. Takich, którzy nie narzucają nikomu niczego niezgodnego z ich przekonaniami, a jednak potrafią wyrazić swoją opinię w cywilizowany sposób, nie ogniem i mieczem, nie serią przekleństw, ale logicznymi argumentami i dyskusją na poziomie. <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/23/wiara-nauka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Współczesne ocenianie</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 May 2010 16:54:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2897</guid>
		<description><![CDATA[[17:18:25] ** Aquenral słucha 7 Things Hannah Montany. (&#8230;) [17:19:16] Słaba ta piosenka. (&#8230;) [17:19:29] A podobno jej najlepsza. [17:19:35] Co oznacza, że ogólnie jest słabo. (&#8230;) [17:20:09] I w sumie uznałem, że nie mam prawa krytykować, skoro nawet nie słuchałem. (zapis z kantyny z dnia 16 maja) Naszła mnie ostatnio taka nietypowa refleksja dotycząca [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><small>[17:18:25] ** Aquenral słucha <em>7 Things</em> Hannah Montany. (&#8230;)<br />
[17:19:16] Słaba ta piosenka. (&#8230;)<br />
[17:19:29] A podobno jej najlepsza.<br />
[17:19:35] Co oznacza, że ogólnie jest słabo. (&#8230;)<br />
[17:20:09] I w sumie uznałem, że nie mam prawa krytykować, skoro nawet nie słuchałem.</p>
<p align="right">(zapis z <strong>kantyny</strong> z dnia 16 maja)</small></p></blockquote>
<p align="justify">Naszła mnie ostatnio taka nietypowa refleksja dotycząca Hannah Montany&#8230; Tak, wiem, może wydawać się to <em>troszkę</em> dziwne, ale postanowiłem włączyć Youtube&#8217;a i przesłuchać kilka jej piosenek. Zawsze przyrównywałem jej twórczość do najwyższej klasy kiczu muzycznego, ale zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę poddaję się presji tłumu, który skrzyknął się i uznał jednomyślnie jej piosenki za tandetę bez możliwości odwołania się. Cóż, kilka kliknięć i przesłuchałem sobie <em>7 Things</em>, po czym stwierdziłem, że opinia społeczna tym razem się zbiegła z moimi prywatnymi odczuciami. Wyjątki potwierdzające regułę się zdarzają, ale główna refleksja naszła mnie dopiero po odsłuchaniu tejże piosenki. <em>Dlaczego ludzie nie potrafią dokonać sami oceny i opierają się na innych?</em></p>
<p align="justify">Teraz powinienem przesłuchać wszelakiego rodzaju zespoły, na których nie zostawiam suchej nitki, z Jonas Brothers na czele, ale zwyczajnie mi się nie chce. Jednej piosenki wysłuchałem, męcząc się i mając zaciśnięte pięści, widząc tag <em>rock</em> pod fleszowym odtwarzaczem, a resztę sobie podaruję, chroniąc moją psychikę. Zdaję sobie sprawę, że ocena po jednej tylko składowej części danego <em>czegoś</em> nie może być obiektywna, ale zwyczajnie nie wytrzymuję takiej dawki kiczu. Co mi się natomiast nie podoba? To, iż kogokolwiek bym nie zapytał (no, za wyjątkiem Karola, którego pozdrawiam), powiedzą, że Hannah Montany, a właściwie Miley Cyrus, nie warto słuchać. A czy kiedykolwiek jej słuchali? Zapewne nie. Może to błahy przykład, ale nasze kochane społeczeństwo bazuje właśnie na opiniach, które biorą się zewsząd i znikąd, zapewne z głębokich czeluści kosmosu lub innych zakamarków kościelnych archiwów. </p>
<p align="justify">Weźmy na celownik książkową kwadrylogię Stephanie Meyer, czyli znany i niekochany <em>Zmierzch</em> oraz części kolejne. Lista bestsellerów w empiku od dłuższego czasu jest okupowana przez wszystkie cztery pozycje, w mediach mówi się o ewenemencie społecznym, gdzie każdy uwielbia historię nastolatki zakochanej w przystojnym wampirze, ale kogokolwiek byśmy nie zapytali, stwierdzi, że to zwykłe, za przeproszeniem, gówno. Czytał? A skądże! Może gdzieś tam obejrzał migawki z filmu, strasznie spapranego swoją drogą i na tym buduje swoją opinię. Lepiej się spodobać społeczeństwu i powiedzieć, że Bella i Edward nie zasługują nawet na przeczytanie. Nie żebym sam tak nie twierdził przed lekturą, która całkowicie zmieniła mój pogląd, bo książki są zwyczajnie dobre (nie jakieś świetne i rewelacyjne, ale czyta się przyjemnie, ot co). Ech, a jakakolwiek wzmianka o <em>Zmierzchu</em> i przyznanie się do przeczytania wszystkich pozycji w cyklu powoduje natychmiastowe wybuchy szyderczego śmiechu, zdziwienie, a niekiedy nawet czystą pogardę. Ot, tak działa dzisiejszy świat, witamy.</p>
<p align="justify">Człowiek nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego, przesłuchać każdej piosenki, zobaczyć każdy film czy serial, przeczytać każdej książki&#8230; Jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe fizycznie. Sam też nie pochwalę się swoją znajomością szeroko pojętej kultury, bo nie wszystko mnie interesuje, ale przynajmniej nie wypowiadam się na obce mi tematy. Nie oceniam bez uprzedniego zapoznania się z podmiotem, nie krytykuję bez podstawowych informacji na jego temat. Czy to naprawdę takie trudne? No tak, przecież lepiej posłuchać pierwszej-lepszej nieznanej osoby z brzegu i skopiować jej opinię. Jest ona z pewnością obiektywną ekspertyzą, którą warto propagować wśród znajomych, którzy zapewne również pokuszą się o jej rozpowszechnianie. Fakt, Miley Cyrus vel Hannah Montana śpiewa tragicznie, ale skąd możesz to wiedzieć, skoro nie słuchałeś ani jednej jej piosenki? Ptaszek Ci powiedział? <em>Do zobaczenia po drugiej stronie</em> i obyśmy nie popadli w kompletny debilizm, o.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/18/opinie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory? Znowu?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 May 2010 08:29:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2877</guid>
		<description><![CDATA[Dziewiętnasty września 2010, godzina jedenasta dwadzieścia. Właśnie skończyła się msza święta w kościele pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, więc idę w kierunku Szkoły Podstawowej nr 19, gdzie mieści się jeden z punktów wyborczych i gdzie mogę oddać głos w wyborach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Bardziej z poczucia obowiązku niż z zainteresowania, przeglądam listę kandydatów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Dziewiętnasty września 2010, godzina jedenasta dwadzieścia. Właśnie skończyła się msza święta w kościele pod wezwaniem świętych Joachima i Anny, więc idę w kierunku Szkoły Podstawowej nr 19, gdzie mieści się jeden z punktów wyborczych i gdzie mogę oddać głos w wyborach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Bardziej z poczucia obowiązku niż z zainteresowania, przeglądam listę kandydatów i natychmiast zakreślam kwadracik przy nazwisku Jerzego Szmajdzińskiego. <em>No, to będzie dobry prezydent</em>, myślę i wracam do domu z ewidentnym odczuciem spełnionego obowiązku obywatelskiego&#8230;</p>
<p align="justify">Tak przynajmniej wyglądałoby to w alternatywnej rzeczywistości, jakimś cholernym paralelnym uniwersum, gdzie wszystko jest takie samo, lecz inne. Po tamtej stronie, pod Smoleńskiem nigdy nie rozbił się żaden samolot, a Lech Kaczyński ze świtą spokojnie polecieli i wrócili. Wyborów nie przełożono na dwudziestego czerwca, a ja, mając urodziny czwartego lipca, byłem już pełnoletni i mogłem głosować. Ponadto, mój kandydat również żył, więc nie miałem żadnego problemu z zaznaczaniem czegokolwiek na karcie wyborczej. Niby jedna sytuacja dotycząca całego społeczeństwa, a potrafi zmienić naprawdę dużo w życiu i funkcjonowaniu jednostki takiej jak ja. Nie ukrywam, że zależało mi na oddaniu głosu; czułbym się o wiele lepiej, wiedząc, że w jakiś sposób przyczyniłem się do zmian, ale także miałbym jakikolwiek podstawy do narzekania.</p>
<p align="justify">Nie mamy jednak żadnych wehikułów czasu, nie potrafimy się przenosić do równoległych wymiarów, więc pozostaje nam zaakceptowanie rzeczywistości, która niekoniecznie musi nam pasować. Zaczyna się kampania wyborcza, która jest jedną z najpaskudniejszych wydarzeń w polskiej polityce, a która oczywiście będzie żerowała na ludzkiej głupocie połączonej z wywoływaniem poczucia winy, obowiązku i sztucznej żałoby narodowej związanej ze Smoleńskiem. Jarosław Aleksander Kaczyński, w mojej prywatnej opinii, przegrał w momencie, w którym zgłosił swoją kandydaturę; jest to porażka, która dyskwalifikuje go w moich oczach kompletnie. Rozumiem, że jest człowiekiem ambitnym, że jest uzależniony od władzy, ale czy nie ma ani krzty honoru? Opieranie kampanii wyborczej na tragicznej śmierci brata (która jest oczywiście podnoszona do rangi męczeństwa i oddania życia za ojczyznę) to kpina, z której nie wiem czy się śmiać, bo jest najzwyczajniej w świecie żałosna.</p>
<p align="justify">Przeglądam sobie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_prezydenckie_w_Polsce_w_2010_roku#Oficjalni_kandydaci" target="_blank">listę kandydatów</a> i nie widzę dla siebie żadnej alternatywy. Napieralski? Mało reprezentatywny, poza tym skłócony z Lewicą. Komorowski? Pewnie bym na niego zagłosował, chociaż byłoby to na zasadzie <em>głosuję nie na Komorowskiego, ale przeciw Kaczyńskiemu</em>. Pawlak, Olechowski, Jurek? Nie oszukujmy się, są bez szans. Kaczyński, Lepper i Korwin-Mikke nawet nie wchodzą w rachubę, a Morawieckiego i Ziętka nawet nie kojarzę. Wiemy jednak jak wygląda nasze społeczeństwo, więc obawiam się najgorszego. Nie chcę tego przyjmować do wiadomości, ale patrząc na to obiektywnie i poddając to chłodnej kalkulacji, mam nieodparte wrażenie, że niestety zwycięży Kaczyński, co będzie katastrofalne w skutkach, bo w rzeczywistości nic się nie zmieni. Dalej będziemy mieli <em>de facto</em> dwuwładzę, blokowanie wszystkich ustaw i otwartą nienawiść na arenie międzynarodowej w stosunku do wszystkich oprócz naszych <em>największych przyjaciół</em>: Stanów Zjednoczonych i Gruzji. Ech, zero perspektyw na przyszłość. Rzekłoby się <em>do zobaczenia po drugiej stronie</em>, ale chyba powrócę do tradycyjnego <em>so say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/16/wybory/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie matura, lecz chęć szczera&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 17:19:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2859</guid>
		<description><![CDATA[Maj trwa sobie w najlepsze (chociaż pogoda na to nie wskazuje w żadnym wypadku), gdzieś tam podobno kwitną kasztany, a zgraja młodych ludzi próbuje zdać testy maturalne zwane dumnie egzaminem dojrzałości. Wszystko to jeszcze przede mną, bo podchodzę do niego za rok, ale poczułem jakiś wewnętrzny imperatyw, by nawiązać do tego jakże wdzięcznego tematu i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Maj trwa sobie w najlepsze (chociaż pogoda na to nie wskazuje w żadnym wypadku), gdzieś tam podobno kwitną kasztany, a zgraja młodych ludzi próbuje zdać testy maturalne zwane dumnie egzaminem dojrzałości. Wszystko to jeszcze przede mną, bo podchodzę do niego za rok, ale poczułem jakiś wewnętrzny imperatyw, by nawiązać do tego jakże wdzięcznego tematu i poznęcać się psychicznie nad biednymi humanistami, którzy biadolą nad obowiązkową maturą z matematyki. O, i to właśnie będzie motywem przewodnim dzisiejszego wywodu, w którym nie będę się koncentrował na krytykowaniu humanistów (och, przecież i ja do nich po części należę) jak twierdzą niektórzy z Was, ale spojrzę na temat w miarę obiektywnie i wysunę odpowiednie wnioski.</p>
<p align="justify"><em>Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie oficera</em> mówi stare porzekadło, którego korzenie sięgają ery głębokiego komunizmu, a które jest w dzisiejszych czasach tak&#8230; nieprawdziwe. Niestety, jak to w Polsce bywa, przeszliśmy z jednej skrajności, którą było niedocenianie posiadania wiedzy ponadprogramowej (zdana matura i studia były powodem do zdziwienia), w drugą, gdzie prawie każdy młody człowiek czuje niezidentyfikowaną potrzebę zdania egzaminu maturalnego i uczęszczania na jakąś, czasami jakąkolwiek uczelnię. Cóż, sam wybieram się na studia, ale dlatego, że tego zdecydowanie chcę, widzę konkretne powody oraz, nie oszukujmy się, jestem po prostu zdolny. Poziom edukacyjny dzisiejszych dzieci spada na łeb, na szyję, co jest bardzo smutne, a nie możemy temu w żaden sposób zaradzić; owe dzieci są coraz głupsze, nie mają wyobraźni, nie potrafią logicznie myśleć&#8230; Gdybym był złośliwszy, zdefiniowałbym ich dwoma słowami: <em>współcześni humaniści</em>.</p>
<p align="justify">Nie, nie chcę obrażać humanistów, naprawdę. Problem w tym, że w ciągu ostatnich lat zawieruszyła się gdzieś definicja humanisty jako człowieka wszechstronnie uzdolnionego, który w małym palcu ma całą wiedzę matematyczną, przyrodniczą, związaną z literaturą, kulturą i wszystkim innym. A dziś? Nie ma co ubierać następującego zdania w ładne słówka, bo niczemu to nie pomoże: dzisiejszy humanista, a przynajmniej przykładowy osobnik wyciągnięty z grupy stu osób uważających się za humanistów, to zwykły nieuk, który nie radzi sobie z matematyką. <em>Nie potrafię liczyć, cholera, zostanę humanistą!</em> Fakt, może trochę hiperbolizuję, ale sami wiecie jak wygląda sytuacja, prawda?</p>
<p align="justify">I w tym miejscu znów wracamy do tematu matury. W tym roku wreszcie przywrócono obowiązkowy egzamin z matematyki dla wszystkich zdających. Nie ukrywam, że to jedno z najlepszych posunięć Ministerstwa od wielu, wielu lat, a jakby lepiej się przyjrzeć, może i najlepsze. No i mamy wielki płacz, lament, zgrzytanie zębów, bo tysiące <em>humanistów</em> boi się o swoją przyszłość. Ludzie, do cholery! Przecież matematyka jest podstawą wszystkiego w dzisiejszym świecie i nie macie szans bez jej znajomości przetrwać. Tutaj mógłbym napisać i ze dwa akapity na ten temat, ale kto to przeczyta? Piąty maja, dzień matury, setki tysięcy maturzystów z przerażeniem spogląda na swoje arkusze, po czym&#8230; Okazuje się, że Ministerstwo przygotowało dobry dowcip.</p>
<p align="justify">Mnie matura podstawowa (którą i tak muszę zdać) zajęła niecałe pół godziny, gdzie zrobiłem wszystkie zadania z tematów, które braliśmy do tej pory w szkole. Przy drugim zadaniu rozpłakałem się ze śmiechu, żeby po chwili znaleźć czas na smutną refleksję. Jeżeli czegoś takiego wymagają na maturze, jaki ona reprezentuje poziom? Mówi się, że zrobili takie proste zadania, by każdy zdał, a ja się pytam dlaczego? Przecież nie każdy musi mieć maturę, cholera. Jeżeli w założeniach każdy ma ją zdać, jaki jest sens jej istnienia? To tylko marnotrawienie czasu, sił, środków i pieniędzy. Ech, naprawdę zawiodłem się na tegorocznej maturze, po prostu jest mi przykro. A jeszcze gorsze jest to, że są ludzie, którzy jej nie zdają, a to już jest nie lada wyczyn. Skoro nie chcecie obowiązkowej matematyki, po co w ogóle szliśmy do liceum <em>ogólnokształcącego</em>, hę? <em>Do zobaczenie po drugiej stronie</em>, o!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/13/matura/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Seks w wielkim mieście</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 May 2010 20:12:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2831</guid>
		<description><![CDATA[Tytuł może mylący, ale naprawdę nie zamierzam dziś opowiadać o popularnym serialu, który nosi identyczną nazwę&#8230; Ani o jego wersji z wielkiego ekranu, jeśli o tym mowa. Więc na czym mogę się skupić, mając taki specyficzny nagłówek? Och, oczywiście, że chcę poruszyć temat szeroko pojętej seksualności w świetle dzisiejszego świata, głównie patrząc jak ludzie postrzegają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Tytuł może mylący, ale naprawdę nie zamierzam dziś opowiadać o popularnym serialu, który nosi identyczną nazwę&#8230; Ani o jego wersji z wielkiego ekranu, jeśli o tym mowa. Więc na czym mogę się skupić, mając taki specyficzny nagłówek? Och, oczywiście, że chcę poruszyć temat szeroko pojętej seksualności w świetle dzisiejszego świata, głównie patrząc jak ludzie postrzegają ją przez pryzmat religii z ukierunkowaniem na katolicyzm. Nie obejdzie się bez zagadnienia seksu przedmałżeńskiego (który miał być początkowo głównym tematem artykułu) czy stosowania antykoncepcji, która jest przecież takim wdzięcznym tematem, szczególnie na polu ja kontra niektórzy z Was. Zatem, bez zbędnego lania słów na wstępie, zapraszam do dalszej lektury (i oczywiście do wzięcia udziału w dyskusji, co mnie bardzo uraduje).</p>
<p align="justify">Seks, cóż to jest? Przypuszczam, że większość ludzi ma swoją definicję, więc nie ma sensu generalizować. Dla jednych to zwykła potrzeba fizjologiczna, inni powiedzą, że to stosunek płciowy, koniec, kropka, a ktoś jeszcze romantycznie powie, że to coś wyższego. Ta-a, jako, że uważam się za tradycjonalistę i właśnie romantyka (bądźże przeklęty na zawsze, a kysz!), podzielam trzecią opinię. Całkowicie wykluczam jakąkolwiek możliwość tak zwanego <em>przygodnego seksu</em>, kiedy to ogranicza się on do <em>szybkiego numerka</em> w toalecie na dyskotece z nieznajomą, która najpewniej jest pijana, zresztą tak jak i Ty. Nie, wtedy nie ma to żadnego sensu, przynajmniej w moim odczuciu. Dla mnie powinien być to rytuał między dwoma rzeczywiście kochającymi się osobami, gdzie te osoby żyją w stałym związku i robią to z uczucia. Tak, zdaję sobie sprawę, że brzmię zdecydowanie jak niesiedemnastolatek, ale jak już nieraz wspominałem, najprawdopodobniej jestem z innej epoki, ot co.</p>
<p align="justify">Seks przedmałżeński zdecydowanie jest zmorą kościoła katolickiego i czymś, czego się zakazuje, a nikt w rzeczywistości nie wie nawet dlaczego. Tutaj mógłbym wkleić milion cytatów z Biblii czy innego KKK, ale czy miałoby to jakiś większy sens? Zabranianie uprawienia miłości przed ślubem, powołując się na gniew Boży, piekło czy inną apokalipsę jest dla mnie&#8230; śmieszne? Smutne? Sam nie wiem, szczerze powiedziawszy. Jeśli dwoje ludzi się kocha, dlaczego nie mieliby spełniać się w pełni? Bóg sam nakazał, byśmy się miłowali, prawda? Fakt, z tym poniekąd wiąże się uniemożliwianie zdrady i rozwiązłości, bo przecież ludzie związani przed Bogiem pozostają ze sobą już do końca, co z kolei oznacza, że nie powinni kochać się z nikim innym. To wszystko oczywiście nie zawsze prawidłowo funkcjonuje, ale założenia są prawidłowe. Dzisiaj dziewictwo nie jest nic warte, w niektórych kręgach nawet wyśmiewane, ale podziwiam ludzi, którzy chcą <em>utrzymywać czystość</em> do ślubu. A ja? Nie okłamujmy się, przecież to wszystko zależy od partnerki; przecież jej nie zgwałcę, przecież jej do niczego nie zmuszę.</p>
<p align="justify">No i jeszcze obiecana antykoncepcja, również potępiana wszystkimi siłami i możliwymi środkami przez Watykan, która jest przecież niezbędna w dzisiejszych czasach. Seks otacza nas ze wszystkich stron, czy tego chcemy czy nie, więc powinniśmy być ubezpieczeni na każdą okazję. Nie oszukujmy się, czasami silna wola nie zawsze daje radę ze wszystkim. Tak, mimo wyznawanej religii, jestem gorącym zwolennikiem antykoncepcji, która uniemożliwia zrobienie dużego błędu, którego ktoś może żałować do końca życia, niekoniecznie swojego. Chcecie mieć dziecko? Okej, nie ma sprawy, ale wypadałoby, żebyście byli razem i mieli środki na jego utrzymanie, umiejętności na wychowanie i siły na życie z nim pod jednym dachem przez następne minimum dwadzieścia lat. W każdym innym wypadku, szczególnie jeśli chodzi o młodzież, która z wiadomych celów nie podoła powyższym warunkom, a w seksie szuka jedynie przyjemności, założenie głupiej gumki nie zaszkodzi, naprawdę.</p>
<p align="justify">I tak, w gruncie rzeczy, wszystko zależy od nas samych. To, co robimy, jak działamy, jak funkcjonujemy, to tylko nasza sprawa i sami będziemy ponosili konsekwencje własnych działań. Takim optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć swój monolog, dając tym samym Wam, moi kochani, pole do popisu. Zatem <em>so say we all</em>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/05/08/seks/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z kamerą wśród fanów</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Apr 2010 09:04:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[życie fana]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne wojny]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2763</guid>
		<description><![CDATA[Fandom&#8230; Cóż to jest? Wszystkowiedząca Wikipedia twierdzi, iż jest to, cytuję, określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki. Definicja definicją, ale w rzeczywistości nie da się tego opisać jakąś suchą formułką, bo najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi na myśl to nietypowe zjawisko społeczne. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak zróżnicowaną pod [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Fandom&#8230; Cóż to jest? Wszystkowiedząca Wikipedia <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Fandom" target="_blank">twierdzi</a>, iż jest to, cytuję, <em>określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki</em>. Definicja definicją, ale w rzeczywistości nie da się tego opisać jakąś suchą formułką, bo najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi na myśl to <em>nietypowe zjawisko społeczne</em>. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak zróżnicowaną pod każdym względem (wieku, wykształcenia, podejścia do życia) grupą ludzi, będącą tak bardzo zgraną i niesamowitą w każdym jej aspekcie. Może dla zwykłego, normalnego człowieka wyglądamy na bandę idiotów, najprawdopodobniej coś w tym jest, ale patrząc na to z mojej perspektywy, fandom, a przynajmniej jego część, to naprawdę najwspanialsi ludzie jakich kiedykolwiek poznałem.</p>
<p align="justify">Spójrzmy na moje konto na naszej-klasie, a potem na mapę Polski: moi znajomi są porozrzucani po całej Rzeczypospolitej, od mroźnej Północy, aż po góry, włączając w to Leszno, Pszczynę, Goleniów, Inowrocław czy inne Katowice. Niby wszystko fajnie, ale największą wadą takiego rozlokowania wszystkich tych ludzi jest to, iż widzimy się maksymalnie kilka razy w roku; gdy z Bartkiem czy Michałem z Wrocławia mogę się widzieć teoretycznie co miesiąc, na upartego jeszcze pojadę do Amadeusza do Leszna, to Sopot albo Otwock pozostają poza moimi możliwościami (zarówno kwestia finansów jak i zgody Rodziców, yeah). Co nam pozostaje? Konwenty, oficjalne spotkania fanklubów lokalnych i inne wydarzenia kulturowe na terenie całej Polski, które są idealnym pretekstem do spotkania się w gronie świetnych ludzi. Weźmy taki <em>Przystanek Jedi</em>, który odbył się wczoraj, a przybyły na niego delegacje z Wielkopolski, Legnicy i Śląska. Cóż, przyszliśmy, popatrzyliśmy na punkty programu i&#8230; poszliśmy na pizzę. Jak już przed chwilą wspomniałem, był to świetny pretekst i spełnił on swoją rolę znakomicie. Spotkaliśmy się, pośmialiśmy, nakręciliśmy <a href="http://kantyna.wordpress.com/2010/04/24/zyczenia-dla-mistrza-sellera/" target="_blank">życzenia dla Łukasza</a>, Tymek postraszył ludzi w tramwaju i na mieście, po czym rozjechaliśmy się do domów.</p>
<p align="justify">Wczoraj mnie naszła refleksja na temat stereotypowego wizerunku fana <em>Gwiezdnych wojen</em>, który w Stanach Zjednoczonych jest zaniedbanym nerdem z nadwagą albo otyłością, długimi włosami i paskudnym zarostem, nie odrywa się od komputera i potrafi rozmawiać tylko o Obcych i napędach FTL. U nas jest zgoła inaczej, niekiedy nasze konwersacje mogą przerażać, ale większość to <em>normalni</em> ludzie według dzisiejszych standardów i na pierwszy rzut oka nie da się powiedzieć kto może być fanem. A fani, jak ci cholerni Cyloni, są wszędzie, jeden może być Twoim wuefistą, inny naprawia Twój samochód, a jeszcze inny zgłasza się po windykację. Na konwentach siedzimy na prelekcjach, słuchając o wyższości yuuzhańskich yorik-vec nad kanonierkami LAAT/i albo o tunelach czasoprzestrzennych, ale konwentowe noce, cóż, nie ma się co oszukiwać, to jedne z najwspanialszych chwil w życiu.</p>
<blockquote><p><strong>HMM</strong> w komentarzu w którymś z poprzednich artykułów napisał:</p>
<div>(&#8230;) Takich kulturalnych i mających co nieco w głowach nastolatków jak Ty, czy niektórzy z naszego środowiska (mam na myśli fanów SW) jest niestety wśród współczesnej młodzieży jak na lekarstwo.</div>
</blockquote>
<p align="justify">Jedyne, co mnie naprawdę boli to fakt, iż tak zwani <em>normalni ludzie</em> nie traktują nas poważnie, uważają za bandę dzieciaków, ewentualnie bandę skretyniałych idiotów bez życia towarzyskiego, przyjaciół i umiejętności dobrej zabawy. W tym miejscu muszę się całym sercem zgodzić z Janem, który słusznie zauważył, że fani przedstawiają ze sobą <em>te lepsze</em> cechy, który niekoniecznie przedstawiają już jakąkolwiek wartość w dzisiejszym społeczeństwie. Nie wiem z czego to może wynikać, ale po prostu mamy, a przynajmniej część z nas, inną mentalność i właśnie to robi z nas tak zgraną paczkę mimo wszystkich dzielących nas różnic. Można by rzec jeszcze z miliard słów, ale czy jest sens? Ważne, że ludzie w fandomie są świetni, a ja mogę z nimi obcować i spotkać się, nawet raz na rok! <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/25/fandom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A może by tak zbudować piramidę?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/14/pogrzeb/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/14/pogrzeb/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Apr 2010 17:40:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba narodowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2683</guid>
		<description><![CDATA[Obiecywałem sobie, naprawdę obiecywałem w głębi duszy, że nie będę już pisał o całej tej sytuacji związanej z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, utwierdzałem się w przekonaniu, że cała sprawa robi się momentami tak żałosna, że szkoda gadać, wręcz zmuszałem samego siebie, by nie wchodzić na serwisy informacyjne i nie włączać TVN24&#8230; Co z tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Obiecywałem sobie, naprawdę obiecywałem w głębi duszy, że nie będę już pisał o całej tej sytuacji związanej z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, utwierdzałem się w przekonaniu, że cała sprawa robi się momentami tak żałosna, że szkoda gadać, wręcz zmuszałem samego siebie, by nie wchodzić na serwisy informacyjne i nie włączać TVN24&#8230; Co z tego wyszło? Oczywiście wszystkie te obietnice poszły na marne. Po prostu nie mogę tak siedzieć i nie skomentować bieżących wydarzeń, bo mnie szlag bierze. Przepraszam Was, że staję się widocznie monotematyczny, ale czuję ten wewnętrzny imperatyw, niemożliwą do opisania potrzebę, poza tym, co rusz, słyszę głosy aprobaty wiążące się z publikowaniem nowych artykułów (z czego, swoją drogą, jestem bardzo szczęśliwy). O czym dzisiaj przeczytacie? Chyba już każdy zgadł, prawda?</p>
<p align="justify">Nie ukrywam, że wczoraj cholernie się wkurzyłem. Cyrk hipokryzji, który był dość irytujący, ale standardowy przy takich sytuacjach, przerodził się w niczym nieograniczany festiwal czystego debilizmu, gdzie mogłoby się wydawać, że uczestnicy próbują się prześcignąć we własnej głupocie, a wszyscy tylko temu przyklaskują. Mam nadzieję, że już odgadnęliście, iż mówię o niedzielnej uroczystości pogrzebowej pary prezydenckiej, która odbędzie się nie gdzie indziej niż na krakowskim Wawelu, a dokładnie w krypcie obok nikogo innego niż samego Józefa Piłsudskiego. Soczyste przekleństwa same cisną się na usta i muszę powiedzieć, że naprawdę dawno nic mnie tak bardzo nie oburzyło i zbulwersowało. Bazylika wawelska? A może od razu na Olimpie, jak to powiedział Patryk? A może, kuźwa, wybudujemy mu piramidę? Niechaj będzie większa od tej, w której spoczywa Cheops, bo przecież Lechowi Kaczyńskiemu należy się teraz cały świat i jeszcze więcej! Najfajniej będzie, gdy pokryjemy ją całą złotem, a na szczycie osadzimy gigantyczny brylant, który będzie upamiętniał bohaterską śmierć największego męczennika naszego kraju. Rzygam tym wszystkim, tą całą pieprzoną hipokryzją, bezgraniczną ludzką głupotą i strachem przed publicznym sprzeciwieniem się czemukolwiek.</p>
<p align="justify">Wydarzyła się tragedia, okej, zrozumieliśmy. Mamy żałobę, okej, przyjęliśmy do wiadomości (swoją drogą, przedłużanie żałoby narodowej jest żałosne). Ale dlaczego, powiedzcie mi, moi kochani, dlaczego mamy teraz zgadzać się na wszystkie propozycje związane z świętej pamięci Lechem Kaczyńskim, jego zmarłą małżonką i całą resztą świty, która zginęła pod Smoleńskiem? Jaki jest tego cel? Smutną i tragiczną prawdą jest to, że o cokolwiek by nie poproszono w ramach celebrowania śmierci Kaczyńskiego, wszystkie propozycje zostaną natychmiastowo spełnione i nikt nie może na to nic poradzić. Cały nasz kochany Rząd, Marszałek i Premier mają związane ręce, bo wiedzą jak sprzeciw odbiłby się w sondażach wyborczych, a zwykli śmiertelnicy, tacy jak my, nie mają na to żadnego wpływu. Lech Kaczyński zginął w przykrym wypadku, w zwykłej katastrofie samolotowej, a teraz okazuje się, że jest męczennikiem i osobą, która oddała życie za kraj, za co należą mu się wszystkie możliwe honory i formy szacunku. I właśnie z tej czary wylewają się hektolitry gęstej głupoty, idiotyzmu i wszelkiej maści debilizmu, które zalewają biednych Polaków jak Polska długa i szeroka.</p>
<p align="justify">Dlaczego nie pochowamy Prezydenta w tak zwanej Świątyni Opatrzności Bożej, której budowie tak mocno dopingował Lech Kaczyński? Dlaczego musimy go kłaść obok polskich królów, wieszczów narodowych i Józefa Piłsudskiego? Jest mi po prostu szkoda słów na to wszystko, jeszcze głowa mi pęka i zaraz wracam do ciepłego łóżka. Liczę na to, że się wypowiecie i zrodzi się jakaś miła dyskusja z dobrymi, zdrowymi i kulturalnymi argumentami. Zatem, <em>so say we all</em> i na dodatek: <em>John May lives!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/14/pogrzeb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>29</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cyrk pełen hipokryzji</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/12/hipokryzja/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/12/hipokryzja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Apr 2010 14:34:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba narodowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2638</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejszy wpis, ostrzegam na wstępie, będzie pozbawiony smutnych refleksji, wszechobecnego poczucia starty i ogólnego, za przeproszeniem, pieprzenia na temat katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, którymi przesączony był poprzedni artykuł. Zamiast sentymentalnych bzdur, postaram się rzucić trochę światła na reakcję polskiego społeczeństwa na tę straszliwą tragedię i spróbuję dojść dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Dzisiejszy wpis, ostrzegam na wstępie, będzie pozbawiony smutnych refleksji, wszechobecnego poczucia starty i ogólnego, za przeproszeniem, pieprzenia na temat katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, którymi przesączony był <a href="http://aquenral.net/2010/04/10/smolensk-2010/">poprzedni artykuł</a>. Zamiast sentymentalnych bzdur, postaram się rzucić trochę światła na reakcję polskiego społeczeństwa na tę straszliwą tragedię i spróbuję dojść dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej w obliczu takich wydarzeń. O co mi konkretnie chodzi? Ależ oczywiście, że o całą tę szopkę, cały cyrk hipokryzji, który wjechał brutalnie do naszego życia i nie ma zamiaru się z niego wynosić. W pewnym momencie dojdę też do patriotyzmu i podywaguję czy jeszcze istnieje on w naszym pokoleniu. Innymi słowami: ogarnę wszystko to, o czym kłóciliśmy się dzisiaj na szkolnych przerwach, ewentualnie dodając późniejsze refleksje. Zatem, do dzieła!</p>
<p align="justify">Pozwólcie od tego, że zacznę od stwierdzenia, iż każdy odbierał informacje dotyczące Smoleńska na swój sposób: jednymi to głęboko zachwiało emocjonalnie, innych zmusiło do modlitwy, a jeszcze innych, choć nielicznych, nie poruszyło w ogóle. Nie ukrywam, że należę do tej pierwszej grupy (zaznaczam od razu, że nie wymieniłem wszystkich reakcji &#8211; to niemożliwe) i nie wstydzę się tego; odczułem tę stratę jako wyrwę w mojej Ojczyźnie i wręcz zaskoczyła mnie moja własna reakcja. Kolejną sprawą jest to, że każdy na inny sposób czuje chęć (lub niechęć) okazywania żałoby; ja przypiąłem czarną wstążeczkę na blogu i przestałem na jakiś czas zakładać ubrania o krzykliwych kolorach&#8230; ale to wciąż moja sprawa. Wszystko zależy od człowieka i sądzę, że to w jaki sposób ktoś oddaje cześć zmarłym jest jego prywatną rzeczą i nie należy się w to wtrącać. Wiadomo, każdy to przeżył inaczej i nie możemy mieć zielonego pojęcia jak dana osoba to odebrała i jak się czuje w tej chwili.</p>
<p align="justify">I w tym miejscu dochodzimy do starego zwyczaju, który twierdzi, iż o zmarłych się źle nie mówi i basta. Okej, może i jest w tym krztyna racji, bo nieboszczykom należy się szacunek, ale&#8230; No właśnie, ludowe powiedzenie nic nie wspomina o kłamaniu, by polepszyć wizerunek zmarłego, prawda? A tego teraz możemy doświadczyć na każdym kroku, staje się to nieodłączną częścią rytuałów funeralnych, a ja to kwituję tylko smutnym uśmiechem i wewnętrznym poczuciem wstydu. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że chodzi mi o Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego, którego postać wyrasta teraz do rangi bohatera narodowego. Gruzini już odznaczyli go najważniejszym medalem, we wszystkich mediach wciąż mówi się tylko o tym czego to on nie zrobił dla polskiej, europejskiej i światowej polityki, o jego niesamowitych zasługach i programach politycznych, o wspaniałych stosunkach międzynarodowych&#8230; Aż chce się rzygać. To, jak pełnił swoje obowiązki, każdy może subiektywnie ocenić we własnym zakresie; ja osobiście byłem całkowitym przeciwnikiem jego polityki, ale w końcu to Prezydent wybrany większością głosów w demokratycznych wyborach, więc szacunek się zwyczajnie należy.</p>
<p align="justify">I właśnie z powodu mojej ogólnej antypatii, którą okazywałem wiele razy, nie wypowiadam się na temat pana Kaczyńskiego czy też panów Gosiewskiego, Putry albo Kochanowskiego, bo nie chcę źle mówić o zmarłych. Uważam się za człowieka prawego, więc z pewnością nie będę kłamał tylko po to, by przedstawić kogoś w lepszym świetle; dlatego też milczę, po prostu się nie odzywam. Fakt, wielce mi żal pana Jerzego Szmajdzińskiego, na którego chciałem głosować w nadchodzących wyborach prezydenckich i którego zawsze lubiłem, szkoda mi pani Kaczyńskiej, która wydawała się być zawsze uśmiechniętą i miłą kobietą, przykro mi z powodu straty całego głównego sztabu Wojska Polskiego&#8230; A co widzimy w mediach? Okazuje się nagle, że wszyscy zmarli byli bliskimi przyjaciółmi całego grona poselskiego i wszystkich przywódców europejskich, a każda osoba na ulicy znała przynajmniej kilkoro z nich. W ruch poszła cała machina związana z polskim mesjanizmem, bo przecież Katyń musi być ziemią przeklętą, nie istnieją zbiegi okoliczności, a Polacy z całą pewnością są narodem wybranym. <a href="http://www.sport.pl/sport/1,65025,7761191,Pomysl_bloggera__Stadion_Narodowy_imienia_Lecha_Kaczynskiego.html" target="_blank">Ktoś</a> gdzieś wpadł na pomysł nazwania budującego się Stadionu Narodowego imieniem Lecha Kaczyńskiego, wszędzie widać masową gloryfikację i wręcz sakralizację wszystkich ofiar. Ludzie mówią o ofiarach nie w sensie ofiar wypadku, ale o ofierze złożonej nie wiadomo komu i za co. Padło nawet porównanie Kaczyńskiego do Piłsudskiego&#8230; W takich momentach nawet ja nie wiem jak to skomentować.</p>
<p align="justify">W szkole, podczas przerw międzylekcyjnych, a nawet na lekcjach, doszło do ostrej wymiany zdań na temat konsekwencji wypadku prezydenckiego samolotu. Co się okazało? Ano, podobno polska młodzież, a przynajmniej większość według niektórych, zatraciła w sobie jakiekolwiek poczucie patriotyzmu. Spotkałem się nawet z nieprzyjemną uwagą: <em>a po cholerę Ci ten cały patriotyzm, przecież nawet tego do CV nie wpiszesz</em>. Jestem jednak, mimo wszystko, pełen wiary w młodych ludzi i wydaję mi się, że gdzieś tam u każdego z nas tkwi uśpiony duch patrioty. A zresztą, o czym my tu mówimy? Nie sądziłem, że ta katastrofa wywoła u mnie takie poczucie smutku, żalu i rozpaczy ze względu na cios zadany Ojczyźnie; nie podejrzewałbym siebie o takie przywiązanie do własnego kraju i tak mocną reakcję. Fakt, zawsze uważałem, że patriotyzm jest ważną, potrzebną i cenną cechą w życiu każdego człowieka, a szczególnie Polaka, ale nie miałem fizycznego dowodu na swoje umiejscowienie w tym wszystkim. Co mnie natomiast najbardziej zdziwiło? To, że niektórzy zdegradowali to szlachetne uczucie do&#8230; No, zgadnijcie, proszę. Tak, do kibicowania w rozgrywkach sportowych swojej drużynie. Proszę Was, bez przesady. Myślę, że reakcja każdego Polaka na przedwczorajszą katastrofę jest idealnym testem na sprawdzenie własnego, nazwijmy to, <em>poziomu patriotyzmu</em>; ja z zadowoleniem stwierdzam, że <em>test zaliczyłem</em>.</p>
<p align="justify">Na zakończenie chciałem tylko powiedzieć, że przykro jest mi też z tego powodu, że nie każdy potrafi żałobę uszanować. Nie chcesz jej obchodzić? Okej, to Twoja prywatna sprawa, ale nie przeszkadzaj innym w oddawaniu szacunku i hołdu zmarłym. Co jeszcze? Nie idź za tłumem, który uważa za fajne i <em>trendy</em> dobre mówienie o wszystkich zmarłych; czasami lepiej po prostu milczeć. A więc, już tradycyjnie&#8230; <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/12/hipokryzja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smoleńsk 2010</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/10/smolensk-2010/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/10/smolensk-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Apr 2010 14:13:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba narodowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2603</guid>
		<description><![CDATA[Obudziwszy się dzisiaj rano ze snu, za który dałbym wszystko, by się spełnił, spojrzałem w okno i powiedziałem na głos, że szykuje się ciekawy dzień. Ogarnęło mnie niemałe zdziwienie, gdy zobaczyłem Rodziców oglądających TVN24, gdzie przerażony prezenter przedstawiał informację o katastrofie samolotu, którym leciał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Włączenie komputera i wejście na bastionową kantynę (czat [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Obudziwszy się dzisiaj rano ze snu, za który dałbym wszystko, by się spełnił, spojrzałem w okno i powiedziałem na głos, że szykuje się ciekawy dzień. Ogarnęło mnie niemałe zdziwienie, gdy zobaczyłem Rodziców oglądających TVN24, gdzie przerażony prezenter przedstawiał informację o katastrofie samolotu, którym leciał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Włączenie komputera i wejście na bastionową kantynę (czat polskiego fandomu) otworzyło mi możliwość dyskusji z kilkoma osobami na ten temat oraz bezpośredni wgląd do najświeższych wydarzeń, więc szybko dowiedziałem się o wstrząsających informacjach. Szczerze powiedziawszy, następne dwie godziny dalej roztrząsaliśmy tę sprawę, a do mnie wciąż nie doszedł ogrom katastrofy, nie mogłem ogarnąć całej sytuacji i zrozumieć tego, co zaszło. Jesteśmy świadkami największej tragedii jaka dotknęła Polskę w ciągu ostatnich lat i nic nie możemy na to poradzić.</p>
<p align="justify">Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej będący zwierzchnikiem sił zbrojnych, szef sztabu generalnego WP, wicemarszałkowie Sejmu, posłowie, RPO, generałowie, biskupi, cywile&#8230; Dziewięćdziesiąt sześć osób zginęło w jednym momencie i nie muszę chyba nawet mówić, że wśród nich są najważniejsze osoby dla naszego kraju jeśli chodzi o jego sprawne funkcjonowanie. Wiadomo, można powiedzieć, że każda śmierć jest wielką tragedią samą w sobie, ale tutaj mówimy o całkowitym zniszczeniu struktury najwyższych szczebli administracji państwowej i śmierci Prezydenta RP, który jest w końcu głową państwa. Tak jak już wspomniał Wojtek, najgorsze w tej całej katastrofie jest to, że wręcz nie lubiliśmy większości osób, które były na pokładzie tego samolotu; ja sam bardzo często śmiałem się ze wszystkiego, co ze sobą reprezentowali panowie Kaczyński, Gosiewski, Szczygło, Wassermann, Putra czy Kochanowski&#8230; Ale, na Boga, o zmarłych podobno źle się nie mówi, a szacunek trzeba im oddać, więc zamilknę na ten temat.</p>
<p align="justify">Szczerze powiedziawszy, dalej nie mogę tego wszystkiego ogarnąć zdrowym rozumem. Gdy patrzę na te nazwiska, znane mi z prasy, telewizji i internetu, nazwiska, do których brzmienia już się przyzwyczaiłem w każdym kontekście, nazwiska, które coś znaczą w naszym kraju i próbuje sobie uzmysłowić, że ci wszyscy ludzie po prostu nie żyją&#8230; Uhm, jakoś do mnie to jeszcze nie dociera. Marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski, przejął władzę w państwie zgodnie z Konstytucją, a w ciągu dwóch tygodni zostaną rozpisane nowe wybory prezydenckie; w tym konkretnych miejscu odzywa się mój egoizm, który krzyczy na cały głos, że niestety nie będę mógł wziąć w nich udziału, bo pełnoletnim będę dopiero w lipcu. Skłamałbym, mówiąc, że nie interesowałem się możliwością oddania głosu, ech. Co mnie natomiast najbardziej martwi? Nie, wcale nie to, że polska polityka leży teraz w ruinie, narodowa tragedia znów wydarzyła się pod Katyniem czy zauważam widmo możliwych napięć na linii Warszawa-Moskwa. Nie, martwią mnie ludzie, głównie młodzi, którzy nie potrafią zrozumieć powagi tej tragicznej sytuacji i nie umieją okazać szacunku zmarłym. I nie mówię wcale o jakichś widocznych znakach żałoby, nadgorliwej modlitwie w miejscach publicznych, stawianiu wirtualnych świeczek czy czarnej czcionce na czacie, ale o zwykłej chwili zadumy i refleksji.</p>
<p align="justify">Wróćmy jeszcze do kilku spraw, które mnie gryzą najbardziej. W jaki sposób na pokładzie jednego samolotu było aż tyle ważnych osób? Dlaczego do jednej maszyny wsiadł Prezydent, prawie cała jego kancelaria, praktycznie cały sztab Wojska Polskiego, posłowie, senatorowie i cała reszta ważnych oficjeli? Całe szczęście, że Premier RP i jego świta zdecydowali się lecieć do Katynia w innym terminie &#8211; w innym wypadku nasz kraj rozpadłby się na maciupkie kawałki. Już słyszę głosy, że zawinić mógł pilot&#8230; Pamiętacie może sprawę, gdy prezydent Kaczyński leciał do Gruzji, a pilot odmówił lądowania w Tbilisi ze względu na trudne warunki, za co później dostał naganę? A co, jeśli tutaj pilot również nie chciał lądować, ale mając za sobą wszystkich możliwych przełożonych, musiał wykonać bezpośredni rozkaz? Tak, ja wiem, że na pokładzie to pilot jest najważniejszą osobą, ale nie każdy to pojmuje i mogą pojawić się nadużycia uprawnień. Irytują mnie też liczne głosy mówiące: <em>To wina Rosjan</em> czy <em>Ruscy ich zestrzelili</em>; brawo, jeszcze trzeba nam narastających konfliktów polsko-rosyjskich&#8230; I jeszcze pojawia się na koniec kwestia zbliżających się wyborów: kogo może wystawić PiS, skoro jego szeregi zostały przetrzebione w takim stopniu? Ziobro wystartuje? A może Jarosław Kaczyński?</p>
<p align="justify">Niestety, będzie kolejna data w najnowszej historii Polski, którą trzeba będzie zapamiętać. Pierwszy raz spotykamy się z sytuacją, że nie mamy urzędującej głowy państwa, a konstytucyjne przepisy, które nigdy nie były używane w praktyce, są wprowadzane w życie. A mnie pozostaje uwierzenie w to, czego słucham przez ostatnie godziny i jakaś głębsza refleksja. W sumie, życzę Wam tego samego, <em>so say we all</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/10/smolensk-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wesołych świąt?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/04/01/wesolych-swiat/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/04/01/wesolych-swiat/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Apr 2010 19:39:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2523</guid>
		<description><![CDATA[Zacząłem już pisać recenzję pierwszej połowy pierwszego sezonu Caprici, kusi mnie, by ocenić publicznie Remember Me, na którym byłem wczoraj w kinie, gdzieś tam mam szkice dwóch artykułów, a w głowie pomysł na jeszcze kolejny, ale postanowiłem uraczyć Was dzisiaj, moi drodzy, niedługim wywodem na temat wiary. Właśnie się zaczęło triduum paschalne roku pańskiego 2010, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Zacząłem już pisać recenzję pierwszej połowy pierwszego sezonu <em>Caprici</em>, kusi mnie, by ocenić publicznie <em>Remember Me</em>, na którym byłem wczoraj w kinie, gdzieś tam mam szkice dwóch artykułów, a w głowie pomysł na jeszcze kolejny, ale postanowiłem uraczyć Was dzisiaj, moi drodzy, niedługim wywodem na temat wiary. Właśnie się zaczęło triduum paschalne roku pańskiego 2010, czyli trzydniowe oczekiwanie na zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa &#8211; przynajmniej w to wierzymy albo twierdzimy, że wierzymy. Jeżeli w którejś ze sfer mojego życia miałbym być hipokrytą, to z pewnością chodzi o moją wiarę, wyznawaną religię i ogólnie kwestię uczęszczania do kościoła. Dlaczego? Bo chyba rzeczywiście jestem hipokrytą.</p>
<p align="justify">Oficjalnie nazywam siebie samego człowiekiem wierzącym i praktykującym, należącym do kościoła rzymskokatolickiego, jestem po wszystkich sakramentach jakich mogłem dostąpić w tym wieku (chrzest, eucharystia, bierzmowanie) i chodzę co tydzień do kościoła&#8230; nawet w trakcie konwentu. Fakt, wychowano mnie w takiej tradycji, od dziecka uczono mnie jak postępować wedle przykazań Bożych, można by rzec, iż była to preinstalacja wiary, ale myślę, że nie definiuje to ostatecznie mojej osoby. Moje dzisiejsze ukierunkowania są raczej wynikiem moich własnych doświadczeń i wyborów niż wpływu ludzi i czegokolwiek innego. Do czego zmierzam? Piszę to sobie, piszę, ale mogliście przecież przeczytać kilkanaście artykułów, które definitywnie przeczą temu, co stwierdziłem powyżej. Jestem osobą, która otwarcie potępia Kościół za większość jego działań, popiera aborcję i eutanazję, nie ma nic przeciwko homoseksualizmowi, śmieje się z absurdów, które wylewają się rwącymi potokami z Watykanu&#8230; Więc po cholerę mi cała ta wiara, khę?</p>
<p align="justify">Nie potrafię na to jasno odpowiedzieć; to tak jakbyście mnie zapytali dlaczego kocham jakąś osobę. Do kościoła chodzę co tydzień, gdyż czuję taką wewnętrzną potrzebę, coś mnie do tego motywuje i dzięki temu dobrze się czuję. To samo chyba jest z wiarą w Boga, w Jezusa i jego zmartwychwstanie i całą resztą &#8211; mam wrażenie, że człowiek musi w coś wierzyć, bo tak został skonstruowany; bez tego jest tylko tułającą się po ciemnym wszechświecie pustą skorupą, która chce się czymś napełnić (och, jak to poetycko zabrzmiało). Cały myk polega na tym, żeby wierzyć w coś rzeczywiście, a nie tylko udawać. Dlatego też moje poglądy znacznie wpływają na moją wiarę, odsiewam niepotrzebne dla mnie reguły i nakazy, by oddać się temu w całości. Fakt, mogę być uznawany (i w zasadzie powinienem być) za heretyka, bluźniercę czy bałwochwalcę, ale wolę to niż oszukiwać samego siebie. Dlatego nie uznaję większej części Starego Testamentu, pocztu świętych i nieomylności papieża, dlatego nie daję pieniędzy na tacę, dlatego też podczas adoracji nie całuję krzyża, a jedynie przed nim klękam (tu wychodzą też problemy natury higienicznej). Najważniejsze jest, by pozostać sobą i pamiętać, że żyjemy. Życie należy do nas i nieważne czy otrzymaliśmy je od Boga, bogów, Matki Natury czy kosmitów, powinniśmy żyć wedle własnego sumienia i rozumu.</p>
<p align="justify">Tak więc, chcę Wam życzyć wesołych świąt, chociaż nie wiem jak obchody śmierci człowieka, który żył dwa tysiące lat temu mogą być dla kogoś radosne. Niestety, Wielkanoc nie ma krzty klimatu jaki otacza święta Bożego Narodzenia, ale cóż poradzimy? Wszystkiego najlepszego, kochani. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/04/01/wesolych-swiat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jedno życie, drugie, trzecie&#8230;</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/18/kara-smierci/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/18/kara-smierci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Feb 2010 13:42:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo komunizmu]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2165</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj rozpoczął się Wielki Post &#8211; dla informatyków okres niewybrednych żartów (skoro przed Wielkanocą jest POST, to czy przed Bożym Narodzeniem jest GET?), dla większości ludzi na świecie najzwyklejsze dni w roku, a dla rzymskich katolików, w domyśle i mnie, czas oczekiwania na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa oraz głęboka refleksja nad życiem, śmiercią, miłością i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Wczoraj rozpoczął się Wielki Post &#8211; dla informatyków okres niewybrednych żartów (<em>skoro przed Wielkanocą jest POST, to czy przed Bożym Narodzeniem jest GET?</em>), dla większości ludzi na świecie najzwyklejsze dni w roku, a dla rzymskich katolików, w domyśle i mnie, czas oczekiwania na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa oraz głęboka refleksja nad życiem, śmiercią, miłością i całą resztą trudnych zagadnień. Już kilkakrotnie dywagowałem tutaj na pierwszy z powyższych tematów, ostatniego nie zamierzam w ogóle poruszać, ale zawsze można dłużej zastanowić się nad śmiercią, bo trzeba przyznać, iż to materiał bardzo dobry na rozważania. Już jakiś czas mnie gryzie tematyka kary śmierci, a, że ostatnio lubicie trudne tematy, postanowiłem wyrazić moją opinię. No, zatem zaczynajmy.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://img51.imageshack.us/img51/6387/stryczek.jpg" width="180"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Jak mogliście zauważyć przy moim <a href="http://aquenral.net/2010/02/12/homo/">poprzednim wpisie</a>, jestem zdeklarowanym i zatwardziałym liberałem z lewicowymi odchyłami, co przekłada się na moje przekonania i czyny, jednak nic nie jest nigdy jednokolorowe, więc jakaś część mnie przejawia konserwatywne poglądy, które nawet mnie czasami przerażają (uf, długie zdanie). Tak właśnie jest z moim stosunkiem do kary śmierci, bo w zasadzie powinienem się jej sprzeciwiać, ale w jakiś przewrotny sposób jestem jej zwolennikiem. Tak, widzę już te komentarze (a raczej chciałbym je widzieć), gdzie wypominacie mi, że kara śmierci nie jest żadnym rozwiązaniem, że jest nieodwracalna, co jest złe w przypadku pomyłki systemu sądowniczego, i w końcu, że jest sprzeczna ze wszystkim, w co wierzymy. Tak, zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale mimo wszystko myślę, że czasami nie ma innej alternatywy. Weźmy dla przykładu sprawę z zeszłego tygodnia, gdzie siedemnastoletni gówniarz zabił policjanta w warszawskim tramwaju. Morderca, bo inaczej w miejscu publicznym nazwać go nie możemy, pójdzie teraz za kraty, gdzie zostanie poddany tak zwanemu procesowi resocjalizacji. I, powiedzcie mi, proszę, co to da? Za kilka lat wyjdzie na wolność za dobre sprawowanie, po czym znowu kogoś zabije; już abstrahuję od faktu, że za zamordowanie funkcjonariusza państwowego, nieważne czy na służbie czy po, każdy powinien otrzymywać dożywocie&#8230; albo tytułową karę śmierci.</p>
<p align="justify"><em>Oko za oko, ząb za ząb</em> &#8211; kłania się kodeks Hammurabiego. Wiem, że był on <em>nieco</em> zbyt restrykcyjny, szczególnie w odniesieniu do naszych <em>cywilizowanych</em> czasów, ale przewidywał karę śmierci jako odpowiedź na morderstwo. Bo jakże inaczej można ukarać człowieka, który dopuścił się najbardziej karygodnej zbrodni? Nawet dożywotnie więzienie nie będzie jakąś wybitną męczarnią, a na dodatek to ja będę musiał owego mordercę opłacać z własnych pieniędzy. Nie, dziękuję. Dlaczego nie można by odpłacić mu pięknym za nadobne i ukrócić i jego żywot? Przecież można to zrobić humanitarnie, zastrzykiem z szybko działającą trucizną, ewentualnie na krześle elektrycznym, jeżeli takowy sposób byłby możliwy. A co jeśli okaże się, że jednak był niewinny? Nie wiem czy za niewinną można uznać osobę, która w publicznym miejscu, na oczach tuzina ludzi zadźgała bezbronnego policjanta; nie mówię przecież o zlikwidowaniu więzień i poddawania wszystkich karze śmierci. Przecież to nie jest też odpowiedź na wszystko, a tym bardziej realnie odpowiednią karą.</p>
<p align="justify">W gruncie rzeczy, wprowadzenie kary śmierci do Polski wiele by nie zmieniło. Abstrahując od tego, że zerwalibyśmy z milion umów międzynarodowych, nasze rodzime sądy nie chciałyby skazywać winnych na ten rodzaj kary. Fakt, zawsze znalazłby się jakiś porywczy sędzia, ale&#8230; to nie na nasze realia. Może to i brutalne, ale czyż nasz świat nie jest właśnie taki? Kończę, bo niestety muszę jeszcze załatwić kilka spraw, więc na koniec chciałem tylko pozdrowić Karola (wszystkiego najlepszego!) i tradycyjnie krzyknąć <em>so say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/18/kara-smierci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy jestem złym człowiekiem?</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/09/refleksja/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/09/refleksja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 13:20:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[prywatne życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=2070</guid>
		<description><![CDATA[Zło to jedna z dwóch, podstawowych wartości moralnych, przeciwieństwo dobra. &#8230; tak przynajmniej twierdzi niczym niezastąpiona w definiowaniu wszystkich trudnych terminów Wikipedia. Postawmy jednak sobie pytanie: czymże tak naprawdę jest zło? Oho, zaczyna się temat etyczno-religijno-egzystencjalny, czyli coś, co nieczęsto pojawia się na łamach mojego Dziennika, a jest sprawą na tyle ciekawą i wartą dyskusji, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Zło to jedna z dwóch, podstawowych wartości moralnych, przeciwieństwo dobra.</p></blockquote>
<p align="justify">&#8230; tak przynajmniej twierdzi niczym niezastąpiona w definiowaniu wszystkich trudnych terminów <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82o" target="_blank">Wikipedia</a>. Postawmy jednak sobie pytanie: czymże tak naprawdę jest zło? Oho, zaczyna się temat etyczno-religijno-egzystencjalny, czyli coś, co nieczęsto pojawia się na łamach mojego Dziennika, a jest sprawą na tyle ciekawą i wartą dyskusji, że poświęcę te kilkadziesiąt kilobajtów, by przelać swoje refleksje. Ale wpierw wróćmy do pytania z tytułu owego artykułu: <em>czy jestem złym człowiekiem?</em> Asia twierdzi, że jestem; sam, po dłuższych refleksjach, podzielam tę opinię. Natomiast Wojciech wczoraj stwierdził, iż (tu cytat) <em>każdy dobry człowiek mówi o sobie, że jest zły</em>. No, okej, jestem bardzo, bardzo zły, ale dlaczego tak uważam?</p>
<p align="justify">Zacznijmy może od tego, iż przymiotnikiem <em>zły</em> określało się (i czasami wciąż określa) zjawiska człowiekowi nieznane. W tym kontekście źli byli ludzie innych wyznań, złe były ekscentryczne wynalazki, zła nawet była herbata sprowadzona do Europy w XVI wieku. <em>Złym</em> oczywiście stało się także wszystko, co komuś w jakikolwiek sposób szkodziło, więc w konsekwencji przyrównano to, co obce do tego, co niebezpieczne. Ludzie zawsze się bali odmienności, zawsze starali się trzymać swoich norm, niekiedy tylko jawnie się im przeciwstawiając (ach, te rewolucje), zawsze też starali się walczyć z ów wyłamującymi się przed szereg. Idąc za tym tokiem myślenia, każda inność jest traktowana źle, bo ludzie się jej po prostu boją. Czas więc powrócić do pytania ze wstępu i na nie jasno odpowiedzieć; więc dlaczego uważam się za złego człowieka, no, dlaczego?</p>
<p align="justify">Adam twierdzi, iż nie pasuję do większej części dzisiejszej młodzieży, a konkretyzując, do mojej klasy. Cóż, była to głębsza refleksja po kilku głębszych na osiemnastce kolegi, podczas gdy ja piłem przesłodzoną herbatę, ale uznałem, że, no cóż, to prawda. Och, jakie to straszne, co nie? No cóż, tutaj zaczyna się definiowanie mojej <em>złej</em> natury, gdyż złym człowiekiem niewątpliwie jestem, odnosząc się do tego, co wyżej napisałem. Nie piję alkoholu, co jest zjawiskiem zdecydowanie nieczęstym, szczególnie jeśli chodzi o ludzi w moim wieku. Interesuję się tym, czym się interesuję i nie obchodzi mnie zdanie innych na ten temat. Jestem osobą, która wręcz odruchowo wytyka ludziom ich błędy i wady, mówi szczerze, co o nich sądzi i nie boi się powiedzieć prawdy, nawet przy niesprzyjających okolicznościach. Ponadto kieruję się własnym systemem etyczno-moralnym i mam własne spojrzenie na świat, które większości ludzi może się wydawać nieprzyjemne. Żeby było jeszcze śmieszniej, mam skrzywione poczucie humoru, które nie każdy rozumie i za które nie zamierzam nikogo przepraszać; nie mniej jednak, jestem osobą specyficzną. </p>
<p align="justify">Weźmy na przykład moje podejście do cech, które się ogólnie uważane za negatywne, czyli <em>złe</em>. Sztandarowym przykładem jest mój stosunek do czegoś, co nazywa się egoizmem i altruizmem. Podczas, gdy jestem gorącym zwolennikiem i wyznawcą tego pierwszego, to drugiego kompletnie nie rozumiem i nie ogarniam. Egoizm jest dla mnie&#8230; naturalny? I nie chodzi mi wcale o to, że troszczę się tylko o siebie, że nie interesuje mnie nikt inny, o nie. Jestem egoistą, ale takim, który rozszerza swoje pole manewru na osoby mi bliskie: rodzinę, przyjaciół, nawet kolegów. Los nieznajomych jakoś mnie nie rusza, może to wina mojego wychowania, może czegoś, co siedzi w głębi mnie, ale po prostu nie potrafiłbym być altruistą. Owszem, zdarzy mi się pomóc komuś nieznajomemu na ulicy, ale to wynika raczej z chęci zrobienia czegoś konstruktywnego raz na jakiś czas niż z potrzeby niesienia pomocy. W gruncie rzeczy, jestem chyba dobrym człowiekiem, ale przymiotnik <em>zły</em> jakoś lepiej do mnie pasuje; przynajmniej lepiej mi z takim określeniem, gdyż mogę się odróżnić od reszty społeczeństwa. Chyba czas zakończyć tę refleksję, a na zakończenie się nada piosenka Johnny&#8217;ego Casha, <em><a href="http://www.youtube.com/watch?v=o22eIJDtKho" target="_blank">Hurt</a></em>, w której się przedwczoraj zakochałem. <em>So say we all!</em></p>
<p align="right">Ech, tak, to ma charakter ironiczny, moi drodzy. Dziękuję.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/09/refleksja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>F-81.0, czyli mamy problem!</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/02/01/dysleksja/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/02/01/dysleksja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2010 10:29:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[matura]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1992</guid>
		<description><![CDATA[Dajmy już spokój wampirom, którymi męczę Was od dłuższego czasu i przejdźmy do tematów bardziej cywilizowanych, koncentrując się na kwestiach społeczno-edukacyjnych. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy temat jest bardzo kontrowersyjny, gdyż dotyka całkiem sporą część naszego społeczeństwa i wielu się ze mną nie zgodzi; przeprosiłbym z góry za cały poniższy tekst, ale nie piszę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Dajmy już spokój <a href="http://aquenral.net/tag/wampiry/">wampirom</a>, którymi męczę Was od dłuższego czasu i przejdźmy do tematów bardziej cywilizowanych, koncentrując się na kwestiach społeczno-edukacyjnych. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy temat jest bardzo kontrowersyjny, gdyż dotyka całkiem sporą część naszego społeczeństwa i wielu się ze mną nie zgodzi; przeprosiłbym z góry za cały poniższy tekst, ale nie piszę tego, by kogokolwiek urazić. Ot, prawda to tylko prawda i nic więcej. Zatem czymże jest ów tajemniczo brzmiące <strong>F-81.0</strong> z tytułu dzisiejszego wywodu? Ano, to zwykłe medyczne oznaczenie choroby psychicznej według Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10, które w języku polskim nazywane jest nie inaczej jak dysleksją.</p>
<p align="justify">Dysleksja to <em>zaburzenie manifestujące się trudnościami w nauce czytania i pisania przy stosowaniu standardowych metod nauczania i inteligencji na poziomie co najmniej przeciętnym oraz sprzyjających warunkach społeczno-kulturowych</em> &#8211; przynajmniej tak twierdzi <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dysleksja" target="_blank">Wikipedia</a>. Co to może oznaczać dla zwykłego zjadacza chleba? Dyslektycy mają problem z najbardziej podstawowymi czynnościami związanymi z pobieraniem i przekazywaniem informacji w formie słowa pisanego, co jest widocznym upośledzeniem, jednak w naszej kulturze wykształciła się nutka współczucia wobec nich, której konsekwencje można dostrzec gołym okiem. Okej, ktoś ma problem, nie potrafi dobrze czytać, gubi literki, robi rażące błędy i nie zdaje z nich sobie sprawy, ale dlaczego dzisiaj otrzymuje on miano dyslektyka, podczas gdy dwadzieścia lat temu był nazywany nieukiem? Co mnie najbardziej boli? Ano, fakt, iż owi dyslektycy mają liczne uprawnienia i udogodnienia, o których zwykły uczeń może pomarzyć, a gorszy &#8211; pozazdrościć. Nie, ja niczego im nie zazdroszczę, nie chcę też żadnych taryf ulgowych, ale trzeba być konsekwentnym i nikt nie powinien być wyróżniany. To tak, jakby Jan Kowalski był świetny z matematyki, więc nauczycielka przygotowywałaby mu inny zestaw pytań i punktację w odpowiedzi na jego ponadprzeciętną inteligencję i zdolności (tak również się zdarza). Po coś ktoś opracował system ocen, by wszyscy byli oceniani według jednej skali i aby wyniki były w jakiś sposób miarodajne. Jeżeli ktoś ma problemy z czytaniem, w jaki sposób może liczyć na czwórkę tudzież piątkę z języka polskiego? Dyskalkulik powinien na zawsze porzucić nadzieję na pozytywną ocenę z matematyki, a dysgrafik &#8211; z plastyki. </p>
<p align="justify">Och tak, jestem złym człowiekiem i nie rozumiem przypadłości dolegającym innym. Szkoda tylko, że moje zdanie nie jest zbudowane na kaprysie, chęci dokopania leżącemu czy zwykłej, ludzkiej złośliwości, ale jest poprzedzone licznymi obserwacjami i znajomością z wieloma dyslektykami. Znam przypadki, gdzie w szkole podstawowej dziecku zdiagnozowano dysortografię, a dziś pisze w miarę poprawnie z częstotliwością błędów <em>zwykłego</em> człowieka. Dlaczego tak jest? Bo dysleksja jest jedynie ładną nazwą na brak zdolności w jakiejś dziedzinie i brak chęci na ich zdobycie lub poprawienie. Jestem człowiekiem, który lubi sprawiedliwość, więc niesamowicie mnie drażnią uprawnienia dyslektyków &#8211; wydłużony czas pisania egzaminów kończących szkołą, włączając w to maturę, ulgi podczas sprawdzania prac klasowych, społeczne poparcie i zrozumienie dla ułomności. Czy dlatego, że nie potrafię rozróżnić promycyny od ptialiny powinienem być zwolniony z lekcji biologii? Czy brak znajomości dat poparty świstkiem z poradni psychologicznej wykluczy mnie z oceniania z historii? Nie.</p>
<p align="justify">Dlaczego? Jeżeli nie umiem czytać wykresów &#8211; jestem debilem; jeżeli nie potrafię poprawnie czytać &#8211; jestem biednym, chorym człowiekiem. Chociaż nie, nawet nie chorym, bo przecież dysleksja nie jest chorobą, tylko przypadłością! Mówi się, że dyslektycy wcale nie są gorsi od reszty społeczeństwa, a ja się pytam dlaczego nie są? Skoro nie umieją zrobić poprawnie tego, co jest ogólnie uznanym standardem, są definitywnie gorsi. Bardzo dobrze, jeżeli się starają, próbują coś ze sobą zrobić i wyjść z tejże ułomności, ale większa część tkwi w swojej głupocie, nie mając zamiaru nic robić. Skoro mogą mieć ulgi, korzystają z nich, nie bacząc, że zagłębiają się w debilizmie i lenistwie. I gdzie jest ten miarodajny system ocen, skoro moja skromna osoba ma piątkę z wypracowania na języku polskim za bezbłędną pracę klasową, a kolega zrobił iks błędów i otrzymuje tę samą ocenę? Dlaczego dyslektyk ma mieć wydłużony czas na maturze? Skoro ma problemy, to jego prywatna sprawa. Najbardziej mnie jednak zaskakuje społeczna postawa wobec wszelakiego rodzaju dysleksji: podczas, gdy ludzie wyśmiewają wszystkie ułomności i skrzywienia, w stosunku do dysleksji pozostają obojętni albo wręcz bronią biednych przed takimi złymi ludźmi jak ja.</p>
<p align="justify"><em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/02/01/dysleksja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Porażka roku</title>
		<link>http://aquenral.net/2010/01/20/blog-roku/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2010/01/20/blog-roku/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 18:22:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aquenral]]></category>
		<category><![CDATA[głupota ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[portale społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[weblog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1887</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli jesteście stałymi czytelnikami moich dywagacji na wszelakie tematy, z pewnością zauważyliście prośbę o głosowanie na Dziennik pokładowy w onetowskim konkursie Blog Roku 2009, w którym miałem, a w zasadzie wciąż mam, wątpliwy zaszczyt uczestniczyć. Nie no, okej, idea jest dobra, bo warto promować świetnych bloggerów i ich dzieła, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Jeśli jesteście stałymi czytelnikami moich dywagacji na wszelakie tematy, z pewnością zauważyliście prośbę o głosowanie na <em>Dziennik pokładowy</em> w onetowskim konkursie <em>Blog Roku 2009</em>, w którym miałem, a w zasadzie wciąż mam, wątpliwy zaszczyt uczestniczyć. Nie no, okej, idea jest dobra, bo warto promować świetnych bloggerów i ich dzieła, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Wczoraj zagadała do mnie, poprzez komunikator Gadu-Gadu, autorka bloga <em><a href="http://szelest-stron.pl/" target="_blank">Szelest Stron</a></em>, Ewelina Dziubińska, która startuje w mojej kategorii w owym konkursie. Doszliśmy razem do wniosku, że <em>Blog Roku</em> jest źle skonstruowany, że niektórzy ludzie nie rozumieją przesłania, że potrzebne byłyby zmiany. Tak, zmiany są bolesne i zawsze ciągną ze sobą koszta, ale niosą również możliwość ewolucji i widmo poprawienia dziedziny, której się tyczą. Ale dlaczego w ogóle narzekam?</p>
<p><img src="http://www.blogroku.pl/_d/2009/panel_srodek4.gif" align="center"></p>
<p align="justify">Spójrzmy na pierwszą dziesiątkę blogów w kategorii <em><a href="http://www.blogroku.pl/kategoria.html?catId=40" target="_blank">Ja i moje życie</a></em>, w której startuję. Pierwsze miejsce zajmuje blog nieuleczalnie chorej osoby, trzecie należy do matki (jeśli dobrze rozumiem) zmarłego dziecka, później znów się powtarzają motywy zmarłych i chorych. Zdaję sobie sprawę, że wyjdę teraz na bezwzględnego drania bez uczuć, ale muszę to publicznie napisać, bo korci mnie to od samego początku trwania owego konkursu. Powinna powstać osobna kategoria dla, nie bójmy się tego stwierdzić, sierot życiowych, których popularność blogów bazuje jedynie na współczuciu, bo nie przedstawiają one ze sobą żadnej wartości merytorycznej. Tak, zdaję sobie sprawę, że ludzie przechodzą swoje osobiste tragedie, muszą czasami przejść przez piekło i chcą się tym z innymi podzielić, ale&#8230; dlaczego to jest tak celebrowane przez internetową społeczność? Przykro mi, że ludzie cierpią, ale jaki jest sens opisywania tego wszystkiego? Przez takie oto <em>pamiętniki</em>, prawdziwe blogi przegrywają w niezdrowej rywalizacji pomiędzy ludzkim współczuciem a potrzebą zdobywania informacji. I nie chodzi mi wcale o to, że nie jestem już nawet w pierwszej dziesiątce (cóż, 30. miejsce też jest dobre), bo nie zależy mi już jakoś szczególnie na zwycięstwie, ale to jest, najzwyczajniej w świcie, nie <em>fair</em>, a ja nie lubię, gdy coś przeczy ogólnie przyjętym standardom.</p>
<p align="justify">W zeszłym roku zwyciężyła dziewczynka, która opisywała swoje życie po śmierci ojca. <a href="http://mojtata.blog.onet.pl/" target="_blank">Spójrzmy</a>: kiepska platforma do blogowania, paskudny wystrój, mnóstwo brzydkich reklam, zero gramatyki, składni, poprawności ortograficznej czy interpunkcyjnej. Ale jednak zwycięzca, czyli, jakby nie patrzeć, wzór do naśladowania. Gdyby wszystkie blogi wyglądały tak jak ten, już dawno przestałbym przeglądać lokalną blogosferę. No cóż, niestety, ale wygrywa ludzka słabość do ludzkiej słabości (tak, wiem jak to brzmi) i prawdziwy blog nie ma żadnych szans ze zmarłymi i nieuleczalnie chorymi, a ludzi zasługujących na palmę pierwszeństwa jest co nie miara. Ech, jest jednak tak jak jest i nic z tym nie zrobimy, chociaż bardzo ucieszyłbym się z kategorii dla połamańców, którą można by dyplomatycznie nazwać, chociażby, <em>Problemy życiowe</em>.</p>
<p align="justify">A skoro jesteśmy przy konkursach, dziękuję wszystkim dobrym duszom, które wysłały tego esemesa na mnie, dzięki czemu piastuję trzydzieste miejsce, o! Z dniem dzisiejszym startuję w kolejnym konkursie, miejmy nadzieję, że pozbawionym niezdrowej rywalizacji. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2010/01/20/blog-roku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już się zmierzcha</title>
		<link>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/</link>
		<comments>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Dec 2009 10:54:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Rewak</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka naukowa]]></category>
		<category><![CDATA[Harry Potter]]></category>
		<category><![CDATA[J. K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[Zmierzch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://aquenral.net/?p=1613</guid>
		<description><![CDATA[&#187; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury. Zmierzch (2005) Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako Saga Zmierzch. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&raquo; Recenzję tę dedykuję Magdalenie Mikołajczyk, która tak gorąco namawiała mnie do lektury.</p>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/1/1d/Twilightbook.jpg/250px-Twilightbook.jpg" width="180"><em>Zmierzch</em> (2005)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify"><em><abbr title="Twilight, 2005">Zmierzch</abbr></em>, <em><abbr title="New Moon, 2006">Księżyc w nowiu</abbr></em>, <em><abbr title="Eclipse, 2007">Zaćmienie</abbr></em> i <em><abbr title="Breaking Dawn, 2009">Przed świtem</abbr></em> &#8211; bardzo długo przekonywałem sam siebie, by w końcu przeczytać słynną kwadrylogię Stephenie Meyer znaną jako <em>Saga Zmierzch</em>. Już na początku odrzucała mnie sama tematyka (nie mam w zwyczaju czytać romansów), ogólny szum społeczny i zbudowany przez autorkę świat przedstawiony, o którym wiele słyszałem, a który niszczy wszystko to, w co do tej pory wierzyłem: książki opowiadają o miłości między śmiertelną dziewczyną i wampirem, który w imię większej sprawy porzucił typowy dla swojego gatunku tryb życia i przestał posilać się ludzką krwią. Oprócz wampira-wegetarianina pojawiają się wilkołaki, które mogą przybierać postać wilka w dowolnie wybranym momencie, a wszystko jest opisywane z perspektywy nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez przypadek znalazła się w samym środku mitycznego świata. <em>No dobra, okej, zobaczmy, czym ludzie się tak podniecają</em> &#8211; pomyślałem, po czym pożyczyłem wszystkie cztery opasłe tomy (pozdrowienia dla siostry Michała) i&#8230; się zakochałem.</p>
<p align="justify">Książki, mimo swojej objętości (odpowiednio 416, 480, 560 i 720 stron), czytało mi się nadspodziewanie szybko, miło i przyjemnie: na każdą, oprócz <em>Przed świtem</em>, przypadł jeden wieczór. Jedyne, do czego mogę to porównać, to cykl <em>Harry Potter</em> J. K. Rowling, tomy od piątego wzwyż. Pani Meyer stworzyła tak interesujący świat przedstawiony, że nie można mu się oprzeć. Nawet ja, osoba, która zacięcie broniła praw wampirów jako typowych morderców, musiałem ulec temu urokowi. Nawet nie wiecie jak głupio jest mi o tym pisać, ale trudno mi się nie utożsamić z główną bohaterką, Bellą Swan; do reszty również się mentalnie przywiązałem i szkoda było mi się z nimi rozstawać po lekturze ostatniego tomu. Okazuje się, że książki nie są typowymi romansidłami, a przepełnia je akcja, mistyczno-mityczne zagadnienia i wiele problemów głębszych niż mogłoby się wydawać. Autorka stworzyła świetną świat i coś człowieka skręca w środku, gdy dowiaduje się, że <em>Przed świtem</em> kończy naszą przygodę z rodziną Cullenów. No, dobra, ale o co w ogóle chodzi?</p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
<td><strong>OSTRZEŻENIE PRZED SPOILERAMI</strong><br />W poniższej sekcji znajduje się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Bella Swan przeprowadza się do swojego ojca mieszkającego w Forks w stanie Waszyngton, gdzie poznaje tajemniczego chłopaka, Edwarda Cullena, w którym natychmiast się zakochuje. <font color="white">Wychodzi na jaw, że Edward jest wampirem, jednak jego rodzina dawno przestała zabijać ludzi &#8211; stali się łagodnie usposobionymi <em>wegetarianami</em>. Wkrótce okazuje się, że indiańskie plemię mieszkające w pobliżu jest w rzeczywistości watahą wilkołaków, których głównym zadaniem jest ochrona ludzi przed wampirami. Sytuację pogarsza fakt, iż Jacob Black, najlepszy przyjaciel Belli, jest samcem alfą sfory. Bieg wydarzeń zmusza wampiry i wilkołaki do współpracy, by chronić Bellę wpierw przed nowo narodzonymi, dzikimi wampirami, a później przed potężnym rodem Volturi. Bella wychodzi za Edwarda i rodzi hybrydę, coś jak Hera Helo i Sharon. Wszystko dobrze się kończy, a nieśmiertelna Bella, już jako wampir, ma trwać przy Edwardzie do końca świata.</font></p>
<table align="center" style="margin: 0px 0px 10px 0px;" border="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td align="right"><strong>KONIEC SPOILERÓW</strong><br />W tym miejscu kończy się streszczenie sagi <em>Zmierzch</em>.</td>
<td align="right"><img src="http://aquenral.net/wp-includes/images/warning.png" alt="" width="48" height="48" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<table style="float:right; margin: 0px 0px 0px 10px;" border="0" width="160">
<tbody>
<tr>
<td align=center><img class="aligncenter" src="http://fc09.deviantart.net/fs32/f/2008/220/a/1/Edward_Cullen_by_NovemberNightsx.jpg" width="180">Edward Cullen</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p align="justify">Nie ma co ukrywać, fabuła jest przewidywalna do bólu. Każdy może się domyślić czy Bella stanie się wampirzycą, w kogo wpoi się Jacob albo jak będzie wyglądało ostateczne starcie z Volturi. Okazuje się, że <em>Zmierzch</em> wcale nie wypacza czystego wampiryzmu &#8211; to Cullenowie są wyrzutkami, outsiderami. Wszystkie inne wampiry funkcjonują normalnie i nie mają problemów etyczno-moralnych przy zaspokajaniu swojego głodu. Idealnie wręcz rozwiązali kwestię wilkołaków z La Push i Dzieci Księżyca &#8211; wilkołaki są dalej wilkołakami i nie mogę kontrolować swojego przekleństwa. Książka jest dobra, ale&#8230; dla mnie. Jest dobra dla osoby, która jest świadoma, że to czysta fikcja i wcale nie chodzi mi o sprawy wampiro-wilkołacze. Wyobrażam sobie, co musi czuć dziewczę, które nie doświadczyło nigdy miłości, a stawia się przed nią wyidealizowany związek Belli i Edwarda. Nawet ja odczuwałem efekty prania mózgu po lekturze, ale byłem świadomy jak to może wyglądać; książki wyrabiają w młodych ludziach chore spojrzenia na miłość. Nie oszukujmy się, Edward Cullen został maksymalnie możliwie wyidealizowany, mało brakowałoby i nawet ja mógłbym się zakochać. Na dodatek, wszystko jest opisywane z perspektywy słabej emocjonalnie i psychicznie siedemnastolatki, z którą nie sposób się nie utożsamić. A Edwarda szukać ze świecą w prawdziwym świecie. Inna rzeczą, na którą zwrócił mi wczoraj uwagę Patryk, jest fakt, że książki te może i mogą mieć szkodliwy wpływ na człowieka, ale też propagują coś dobrego. Mianowicie wracają do typu mężczyzny-romantyka, który jest szczery, czuły i dobry. Dzisiaj jest <em>moda</em> na dresów i metroseksualistów, a dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca: takich, którzy odnoszą się do kobiet z szacunkiem, przepuszczają przodem, całują w dłoń. Może pijawka-Cullen coś zmieni w kobiecych umysłach? Wyraźnie propagowana też jest wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem, czyli coś, czego nie uświadczymy w dzisiejszej (pop)kulturze. To temat na inny, długi wpis, ale myślę, że autorka postąpiła dobrze wplatając w fabułę ten motyw. </p>
<p align="justify"><em>Zmierzch</em> jest niesamowity i uważam, że trzeba go przeczytać, by zrozumieć, o co chodzi. Sam jeszcze dwa tygodnie temu narzekałem, ale podobno tylko pasące się na łące krowy nie zmieniają swoich poglądów. Jeśli nie odstrasza Cię perspektywa spędzenia wieczoru z zakochaną po uszy nastolatką, a chcesz spojrzeć na to z całkiem innej strony, a na dodatek lubisz klimaty fantasy, polecam z czystym sercem. Słyszałem, że filmowe adaptacje zostały zrobione kiepsko, ale mówię wprost: nie zrażajcie się nimi. Szczerze jednak polecam ścieżkę dźwiękową do <em>Zmierzchu</em> napisaną przez Cartera Burwella &#8211; oczywiście McCreary to to nie jest, ale jest całkiem przyjemna i sympatyczna. Moja ogólna ocena to <strong>7/10</strong>, z czego sam <em>Zmierzch</em> otrzymuje <strong>8/10</strong>, <em>Księżyc w nowiu</em> &#8211; <strong>6-/10</strong>, <em>Zaćmienie</em> &#8211; <strong>7-/10</strong>, a  <em>Przed świtem</em> mocne <strong>7+/10</strong>. Teraz pozostaje mi tylko przeczytać <em>Intruza</em> Meyer, a później biorę się za zakończenie <em>The 4400</em>: <em>Welcome to Promise City</em> i <em>Promises Broken</em>. A abstrahując już od książek, chciałem życzyć wszystkim Czytelnikom wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku. <em>So say we all!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://aquenral.net/2009/12/23/zmierzch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
