Sezon serialowy 2009/2010

Sezon serialowy 2009/2010 zakończył się już jakiś czas temu, dla mnie finałem był ostatni odcinek pierwszego sezonu Stargate Universe, który emitowano najpóźniej spośród wszystkich oglądanych przeze mnie seriali, a ja jeszcze nie napisałem o tym ani słowa, ech. W ramach przypomnienia, jestem człowiekiem prawie uzależnionym od produkcji telewizyjnych, a przynajmniej bardzo lubię je oglądać i traktuję to jako świetny rodzaj spędzania wolnego czasu; w zeszłym sezonie byłem na bieżąco z ośmioma serialami: pierwszymi sezonami V oraz FlashForwarda, a także z szóstym i finałowym sezonem Zagubionych stacji ABC, pierwszym sezonem Human Targeta, drugim Fringe’a oraz szóstym House’a od Foxa oraz z pierwszą połową Caprici i pierwszą serią Stargate Universe stacji SyFy. Do czego zmierzam? Wkrótce rozdanie nagród Emmy, a ja postanowiłem zrobić swój własny ranking wedle własnego uznania; w ośmiu kategoriach startować będzie osiem seriali, po trzy nominacje na kategorię. Ciekawi? Zapraszam poniżej.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy jest kategorią pierwszą i już na wstępie należy się krótkie sprostowanie. Mamy czasy, w których feministki na okrągło domagają się swoich praw, a, że tak naprawdę nie mogłem znaleźć dobrych kandydatek na najlepszą aktorkę, kategoria obejmuje i najlepszych aktorów, i najlepsze aktorki. Kim w ogóle jest postać pierwszoplanowa? Według większej części prasy zagranicznej jest to główny bohater serialu, jednak ja odcinam się od takiej formy klasyfikowania. Bo trudno chyba powiedzieć, że John Locke nie był bohaterem pierwszoplanowym w Zagubionych, prawda? Idąc takim tokiem rozumowania, wyznaczyłem trzy kreacje, które najbardziej mi się spodobały w przeciągu ostatniego roku, a są to Hugh Laurie za rolę doktora Gregory’ego House’a w Housie Foxa, John Noble za rolę doktora Waltera Bishopa we Fringe Foxa oraz Eric Stoltz za rolę Daniela Graystone’a w Caprice SyFy. Chętnie wstawiłbym jeszcze Joela Gretscha, Josha Hollowaya czy nawet Jackiego Earla Haleya, ale zostańmy przy powyższej trójce. House to House, klasa sama w sobie i nikomu nie trzeba go przedstawiać, Graystone jest świetnie nakreślonym bohaterem, aczkolwiek czekam na dalsze rozwinięcie postaci w kolejnych odcinkach, więc muszę się stwierdzić, że pokochałem Waltera Bishopa jako szalonego naukowca zmagającego się z problemami, które niewątpliwie go przerastają. Takim oto sposobem, najlepszym aktorem mijającego sezonu zostaje John Noble, a Fringe i Fox otrzymują jeden punkt do ogólnej klasyfikacji.

Najlepszy aktor drugoplanowy również obejmować będzie aktorów i aktorki, lecz definicja znowu może nam przysporzyć problemów. Więc kogo uznaję za postać drugoplanową? Myślę, że bohaterów, którzy występowali kilkakrotnie w ciągu sezonu, jednak nigdy nie zostali wymienieni w czołówce jako główna obsada. Zatem kolejna trójka nominantów to Mark Hildreth, odtwórca roli Joshui w pierwszym sezonie V ABC, James Marsters, który zagrał fenomenalną, aczkolwiek słabo wyeksploatowaną postać Barnabasa Greelaya w Caprice stacji SyFy oraz kolega Hildretha z planu, Charles Mesure, którego tutaj nie mogło zabraknąć, a który wcielił się w Kyle’a Hobbesa, również w V. Warto dodać, że ten ostatni został wypromowany do głównej obsady w sezonie drugim, więc w przyszłym roku może powalczyć o inny tytuł niż najlepszy aktor drugoplanowy. Tak, Hobbes stał się ikoną, a ktoś go już zdążył na jakimś forum nazwać największym madafakerem w telewizji, więc nie powinno Was zaskoczyć, że Charles Mesure zostaje najlepszym aktorem drugoplanowym według mojego skromnego zdania (tym samym sposobem V i ABC otrzymują po dodatkowym punkcie).

Najlepszy występ gościnny to już ostatnia kategoria dla aktorów, bo dalej oceniać już będę tylko kwestie techniczne. Występy gościnne, nazywane za oceanem Special Guest Star, to pojedyncze pojawienia się danego aktora w serialu. Dlaczego nas tak fascynują? Ano, często są to gwiazdy z innych produkcji, które zdążyliśmy pokochać, lecz się dawno zakończyły albo też znane persony z życia publicznego. Tak czy owak, są to zazwyczaj mrugnięcia do publiczności, swoiste ciekawostki. Z pewnością muszę nominować Elizabeth Mitchell, która pojawiła się w dwóch odcinkach szóstego sezonu Zagubionych ABC jako kochana przeze mnie Juliet Burke (tak, przez trzy poprzednie sezony miała regularną rolę w głównej obsadzie, a teraz poluje na Obcych w V). Rola była poruszająca, wszystkie sceny z Juliet wzbudziły u mnie niepokojący smutek, więc zdecydowanie zasługuje na wspomnienie, zresztą tak samo jako Leonard Nimoy, którego znamy jako startrekowego Spocka, a który wystąpił jako William Bell we Fringe Foxa. Ta-ak, lubimy takie wystąpienia, bardzo je lubimy… Ale tę kategorię również skradnie V, gdyż Michael Trucco jako mityczny John May, założyciel Piątej Kolumny i zakamuflowana jaszczurka jest najlepszą gościnną kreacją sezonu… Szkoda tylko, że na tak krótko (znów punkty dla V i ABC).

Najlepsza muzyka jest moją ulubioną kategorią, gdyż to właśnie na muzykę zwracam szczególną uwagę w każdym serialu. W dzisiejszych realiach, brak dobrego soundtracku to prawie przestępstwo, jednak coraz więcej producentów angażuje świetnych kompozytorów, by umilić nam oglądanie swoich dzieł. Każdy, kto mnie zna, powinien wiedzieć, że Bear McCreary, mój ukochany artysta, wybił się tak w moich oczach poprzez muzykę do nowego Battlestara, jednak druga z Cylonami definitywnie zakończyła się już w zeszłym sezonie i mogłoby się wydawać, że o McCrearym się zapomni… Fakt, jedną nominację dostaje Michael Giacchino za szósty sezon Zagubionych ABC, a raczej za aranżację przepięknego motywu There’s No Place Like Home, ale dwie pozostałe wędrują do mistrza McCreary’ego: jedna dla Caprici SyFy, a druga dla Human Targeta Foxa. I mogłoby się wydawać, że capricańskie ostinato Graystone’a zwycięży, ale liderem zostaje Human Target Beara McCreary’ego (punkt dla Foxa), na którego dwupłytowe wydanie czekam z niecierpliwością i już polecam każdemu koneserowi dobrej muzyki.

Najlepsza czołówka… Ach, kilka miesięcy temu robiłem taki ranking dla wszystkich seriali jakie kiedykolwiek oglądałem i jednak coś się delikatnie zmieniło. Jestem bardzo zawiedziony polityką ABC, której seriale, mimo iż dobre, ograniczają się do pięciosekundowych wstawek z logo serialu, niszcząc cały klimat i nawet nie zachęcając do oglądania. Tak, tyczy się to wszystkich ichniejszych produkcji z zeszłego sezonu, więc nominacje będzie musiał zgarnąć kto inny. Pokochałem opening Caprici z delikatną muzyką McCreary’ego, który chyba nawet jest lepszy od czołówki Battlestara, a Fringe Giacchiano wciąż pozostaje jedną z moich ulubionych, ale na prowadzenie ostatnio wysunął się Human Target McCreary’ego Foxa, w sumie sam nie wiem dlaczego. Obejrzyjcie, zakochacie się, zobaczycie.

Najlepszy finał sezonu to nagroda, którą bardzo chciałem przyznać odcinkowi The End, który zakończył Zagubionych ABC, jednak nie dostanie on nawet nominacji za swój bezsens i zniszczenie całego serialu. Z finałem kojarzy nam się zazwyczaj mocny cliff-hanger, im mocniejszy, tym finał lepszy. O dziwo, te same zakończenia nas niesamowicie irytują, wywołując złość i rozgoryczenie spowodowane świadomością, że trzeba będzie czekać cały rok na następny odcinek… A czasami już nigdy nie ujrzymy naszych ulubionych bohaterów. A więc bardzo podobał mi się wieńczący pierwszy sezon V ABC, Future Shock, będący zakończeniem całego FlashForwarda ABC również był świetnie skonstruowany i zrealizowany, jednak palma pierwszeństwa należy się dla niesamowicie klimatycznego Over There, które każe nam czekać na trzeci sezon Fringe’a Foxa. Oby było więcej takich finałów, o!

Najlepsze efekty specjalne – muszę szczerze przyznać, że z tą kategorią miałem największe trudności. Przeszło mi nawet w pewnym momencie przez głowę V, gdyż zakochałem się w okrętach Przybyszów z zewnątrz… jednak szybko sobie przypomniałem o ich wyglądzie od środka, więc nominacja zdecydowanie odpadła. Efekty w serialach mnie jakoś nie przekonują, jednak bardzo ładnie radę sobie daje stacja SyFy, więc dwie pierwsze nominacje wędrują do Caprici i Stargate Universe, gdyż spece od CGI wykonali tam kawał dobrej roboty, szczególnie, jeżeli uwzględnić budżet malutkiej stacji. Jednak ani okręt kolonizacyjny klasy Destiny, ani Vipery klasy pierwszej, ani nawet prekursor Cylonów nie przekonają mnie bardziej niż efekty we Fringe Foxa. Okej, może nie ma ich tam wiele, ale są przyjemne dla oczu, więc nie mogę narzekać.

Ostatnią kategorią jest coś, co nazwałem najlepszym serialem sezonu, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie jak trudno dokonać wyboru. Gdybyśmy podliczyli punkty, które przyznałem w poprzednich kategoriach, wygrałby Fringe (trzy punkty), potem byłby Human Target oraz V (po dwa punkty), a reszta się nawet nie zaklasyfikowała. Jeżeli miałbym brać pod uwagę nominację, ba podium znalazłyby się Caprica i Fringe (po pięć nominacji), potem V (cztery), następnie Human Target i Lost z dwiema, a nowy Stargate, House i FlashForward zamykaliby klasyfikację z jedyną nominacją. Najlepszą premierą sezonu z pewnością będzie V, które mnie kompletnie zauroczyło, a porażką – Zagubieni, którzy zawiedli mnie na całej linii. No, niech będzie, że Fringe rozgromił innych kandydatów w zeszłym roku, brawo dla Foxa!

A co się szykuje w tym sezonie? Powraca Fringe z trzecim sezonem, V, Stargate i Human Target doczekały się drugich serii, Caprica dokończy pierwszy sezon zimą (swoją drogą, ma świetny trailer!), House pojawi się już siódmy raz, a z premier czekam na The Event, The Walking Dead i The Cape. Czy będą dobre? Zobaczymy, ale żałuję, że nie ma żadnego militarystycznego serialu fantastyczno-naukowego w planie… Albo po prostu tęsknię za Battlestarem, który zgarnąłby wszystkie nagrody, gdybym zrobił podsumowanie za zeszły rok. W takim razie polecam wszystko powyższe i życzę miłych wakacji, jeżeli ktoś takowe ma.

Twórczość fanów jako element kultury fandomowej

TWÓRCZOŚĆ FANÓW JAKO ELEMENT KULTURY FANDOMOWEJ,
czyli dlaczego fani zawsze i wszędzie muszą dorzucić swoje trzy grosze?

Kreowane przez wizjonerów fantastyczne światy i wszechświaty rządzą się swoimi prawami: zazwyczaj są objęte pewnym rodzajem kanonu, akcja nie wykracza poza z góry wytyczone granice, a świat przedstawiony często zamyka się w jednej konwencji. Wszystko to jest respektowane przez liczną rzeszę fanów w różnym stopniu (fani Gwiezdnych wojen uważają kanon za świętość, Trekkerzy interpretują wszystko po własnej myśli, a w jeszcze innych źródłach nie istnieje żadne prawo kanoniczności i wszystkie wydarzenia sobie przeczą), ale jedna rzecz trapi wszystkich: żadna fanowska praca nie dostanie się do oficjalnego świata przedstawionego. Mimo to, fani ogólnie pojętej fantastyki wciąż piszą, rysują i tworzą, a fani Gwiezdnych wojen, mimo restrykcyjnej polityki George’a Lucasa, zaliczają się do czołówki najpłodniejszych fandomów.

Pamiętam, że jako dziesięciolatek w czwartej klasie szkoły podstawowej rysowałem na nudniejszych lekcjach ilustracje do książek z cyklu Nowa era Jedi. Może to dziwne zainteresowanie jak na małe dziecko, ale Yuuzhan Vongowie i ichniejsza technologia zawsze mnie fascynowały, więc przelewałem moje wyobrażenia na ich temat na papier za pomocą ołówka i gumki. Niedawno znalazłem plik kartek A4 i z uśmiechem na twarzy obejrzałem moje wszystkie prace: zniszczenie Sernpidala, oblężenie Gyndine, misję nad Myrkrem czy panoramę Yuuzhan’tara. Jako dziesięciolatek bez samokrytyki marzyłem, by ktoś kiedyś wydał wznowienia tychże książek, począwszy od Wektora pierwszego, a skończywszy na Szlaku przeznaczenia (dalej jeszcze nie zdążyłem przeczytać) z moimi ilustracjami ? wydawało mi się, że byłby to nie lada zaszczyt. Teraz, siedząc na podłodze i śmiejąc się z moich szkaradnych voxynów i ogniodmuchów, naszła mnie refleksja: dlaczego przestałem rysować? Wiadomo, nie każdy ma talent, a moje prace nie zaliczały się do najwybitniejszych, ale przecież mogłem rysować do przysłowiowej szuflady. Przestałem rysować, bo w końcu uznałem, że rzeczywiści mi to nie wychodzi, ale zabrałem się za coś, co uznałem za poważniejsze: pisanie. Fan-fiction to chyba najprężniej rozwijająca się dziedzina twórczości fanów na całym świecie; byłem święcie przekonany o swoim talencie pisarskim, a polonistka podnosiła moją samoocenę, wystawiając same piątki z wypracowań (cóż, nie zauważyłem, że większość moich kolegów ze szkolnej ławy też dostawało same piątki). Napisałem jedno opowiadanie, ale zaciąłem się w połowie. Zacząłem drugie… I też go nie skończyłem. W szóstej klasie rozpocząłem prace nad tworzeniem całkowicie nowego świata, gdyż akcja nowego dzieła miała rozgrywać się w galaktyce Yuuzhan Vongów podczas wojny cremleviańskiej, ale i tym razem nic nie wyszło, a czterdzieści pięć stron A4 przez długi czas leżały na dysku twardym, by w końcu zostać sformatowanymi. Zdałem sobie sprawę, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy i nigdy nie napiszę czegoś dłuższego niż kilkanaście stron. Ostatnio znów mnie złapała wena i zacząłem kreować całkiem nowy świat i nowe realia, by zrobić podwaliny pod przyszłe opowiadania, ale wyszedłem ze świata Gwiezdnych wojen, opuszczając tym samym rejon twórczości fanów na rzecz twórczości własnej.

Dlaczego? Po co rysowałem to wszystko i bezsensownie pisałem? W jakim celu, skoro nic z tego nie ujrzało światła dziennego, nie mówiąc już o publikacji w internecie? Doszedłem do wniosku, że każdy fan jest tak bardzo związany ze swoim ukochanym uniwersum, że chce w jakiś sposób wnieść coś od siebie. Jeżeli człowiek umie rysować ? rysuje. Jeżeli potrafi pisać ? pisze. Inni rzeźbią, tworzą modele i kostiumy, śpiewają albo kręcą własne fanowskie filmy. Kacper Karcz z Legnicy (nick KAcpeross) opowiada na pytanie dotyczące rysowania: Rysuję, bo umiem, po czym dodaje: Wprowadzam postacie z ?Gwiezdnych wojen? w sytuacje jakie sam sobie wymyślę. Fani czasami czują się przygnieceni ciężarem rozbudowanego kanonu, w którym nie mogą znaleźć wszystkiego, co by chcieli, więc sięgają po ołówki, kredki i farby. Mogą w taki sposób wizualizować swoje myśli i wyobrażenia. Rysunki, nieważne jakie by nie były, nigdy nie oddadzą tyle, co opowiadania i dłuższe formy literackie, za czym idzie fakt, iż nie mogą tyle namieszać w ogólnie przyjętym kanonie. Radek Salamończyk z Włocławka (w fandomie znany jako Foleb), autor opowiadania Pogrom nad Cypharem, twierdzi, iż napisał swoją pracę pod wpływem weny twórczej i impulsu. Miałem taki motyw w głowie, który mnie nie opuszczał – przypomina sobie Foleb. Wszystko widziałem w głowie, niczym film, po czym tylko przelewałem to na papier, zamieniając obrazy w litery. W założeniu, Pogrom jest pierwszym opowiadaniem z cyklu, ale w kwietniu 2009 ucichły wszystkie informacje na temat kolejnych części. Niektórzy porzucają pracę umysłową i tak jak Tomasz Rewak z Legnicy (znany również jako Fixer) tworzą repliki rekwizytów i zbroi z Gwiezdnych wojen. Fixer na swoim koncie, a raczej w warsztacie, ma już mandaloriańską zbroję, pełny ubiór Człowieka Pustyni, szatę Jedi i rękojeść miecza świetlnego, a teraz pracuje nad projektami niekoniecznie związanymi z uniwersum Lucasa (twarzołap z filmów Obcy oraz insygnia admiralskie z serialu Battlestar Galactica. Na zadane pytanie, dlaczego robi to wszystko, odpowiada bez zastanowienia: Po prostu lubię to robić, sprawia mi to przyjemność. Poza tym miło jest popatrzeć na wszystko ze świadomością, że zrobiłeś to sam.

Jak widać, fani nie próżnują. Na forum Bastionu polskich fanów Gwiezdnych wojen co rusz pojawiają się nowe opowiadania, a Redakcja organizuje konkursy plastyczne, by promować młodych twórców. Większa część fanów tworzy lub tworzyła cokolwiek w przeszłości, chociaż nie każdy się teraz do tego przyznaje. Publikowane dzieła są różnie napisane, a autorzy mają zróżnicowane ambicje, ale prawda jest smutna: George Lucas nigdy nie włączy żadnej fanowskiej pracy, a tym bardziej pochodzącej od polskiego autora, do gwiezdowojennego kanonu. Prawdą jest to, że zorganizowano kilka konkursów (między innymi słynny Darth Who?), ale fani mają znikomy wpływ na losy tegoż uniwersum. Świadomość, iż tworzone przez nas prace nigdy nie zostaną kanonizowane nikomu jednak nie przeszkadza. Wystarczy wejść na forum Bastionu i zobaczyć, że Heavy Metal Mando dodał kolejne rysunki na swojego bloga, a Nadiru Radena opublikował kolejne opowiadanie. Wtedy trzeba tylko zaparzyć sobie herbatkę, rozsiąść się wygodnie w fotelu i doświadczyć, co twórcy chcą nam przekazać. A nuż zmotywuje nas to do stworzenia czegoś własnego?

Adnotacja

Wszystkie osoby cytowane w tekście wyraziły zgodę na publikację własnych wypowiedzi oraz danych personalnych. Esej brał udział w konkursie na artykuł prasowy organizowanym przez Bastion polskich fanów Gwiezdnych wojen.

Cześć, nazywam się Krzysiek

Dziennik pokładowy Aquenrala w tej wersji istnieje prawie rok, a nigdy nie doczekał się przyzwoitej autocharakterystyki, która powinna być częścią każdego bloga. Tak, przedstawiłem się pokrótce w pierwszym wpisie, ale trzeba to wszystko zaktualizować, chociażby dla mojej własnej satysfakcji. Mówi się, że autocharakterystyka jest najtrudniejszą formą opisową, bo człowiek jest tylko człowiekiem i nigdy nie patrzy obiektywnie, a szczególnie jeśli chodzi o niego samego, aczkolwiek postaram się skonstruować w miarę rzetelną wypowiedź. Więc zaczynajmy.

***

Przebieg edukacyjny
PW 175 1997-1999
SP 19 1999-2005
Gim 1 2005-2008
II LO 2008-

Dzień dobry, nazywam się Krzysztof Rewak, drugiego imienia mi na szczęście nie nadano, na bierzmowaniu przedłużyłem umowę biorąc imię Krzysztof. Urodziłem się 4 lipca 1992 roku, czyli w amerykański Dzień Niepodległości (nie, film Urodzony 4 lipca nie opowiada o mnie), w obecnie nieistniejącym legnickim szpitalu przy ulicy Jaworzyńskiej. Z racji wcześnie rozpoczętej edukacji z Babcią, już w wieku trzech lat umiałem czytać, pisać i rozwiązywać najprostsze obliczenia matematyczne; ponadto zostałem zindoktrynowany i wychowany na wzorowego chrześcijanina-katolika. W wieku pięciu lat zacząłem chodzić do również nieistniejącego już Przedszkola Wojskowego nr 175 w Legnicy, gdzie uczyłem się dwa lata. Przez następne dziewięć lat uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 19 w Legnicy i Gimnazjum nr 1 przy Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 imienia Jana Pawła II w Legnicy (odpowiednio sześć i trzy lata). Obecnie edukuję się w II Liceum Ogólnokształcącym imienia Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy, gdzie uczęszczam do klasy o profilu matematyczno-informatyczno-fizycznym. Na dzień dzisiejszy planuję wybrać się na Politechnikę Wrocławską, kierunku jeszcze nie ustaliłem, gdyż waham się między AiR, fizyką i informatyką.

Z serii ulubiony
Kolor zielony
Liczba 4, 7, 23, ?
Potrawa lasagne
Napój sok bananowy
Miesiąc lipiec

W internecie i fandomie znany jestem bardziej jako Aquenral (ewentualnie jako Yun-Yuuzhan tudzież Yun). Jestem fanem ogólnie pojętej fantastyki z wyraźnym ukierunkowaniem na fantastykę naukową oraz space opera. Nieustannie fascynuję się Gwiezdnymi wojnami od 2001 roku, od stycznia 2007 prowadzę legnicki fanklub Gwiezdnych wojen, a od czerwca 2008 udzielam się aktywnie w fandomie. Wolę Starą Trylogię (części IV-VI), moim ulubionym bohaterem jest Han Solo i jestem dumnym posiadaczem kolekcji ponad stu książek opowiadających o tejże galaktyce. Jestem również niepoprawnym pasjonatem wszelkiej maści seriali (serial ? telenowela) i oglądam je wręcz nałogowo: Battlestar Galactica, V, FlashForward, House MD, Fringe, Stargate Universe, Zagubieni, Caprica, Scrubs, The 4400. Oczywiście lubię też filmy sci-fi (Terminator, Obcy, Star Trek 2009, Matrix) oraz stare, dobre, klasyczne kino: Indiana Jones i James Bond. Słucham muzyki praktycznie każdego gatunku, jednak ukierunkowuję się na instrumentalno-filmową, rockową i alternatywną, ostatnio głównie McCreary’ego, The Fray i pojedynczych piosenek z różnych seriali.

Jestem człowiekiem wierzącym, oficjalnie mam status katolika i nawet się za takowego uważam, chociaż moje poglądy są stanowczo zbyt liberalne. Wierzę w Boga, Chrystusa i tak dalej, aczkolwiek kwestionuję Kościół i jego kontrolowanie religii. Uważam się za człowieka tolerancyjnego, a jedyne dwie rzeczy których nie toleruję to właśnie nietolerancja oraz głupota. Jestem człowiekiem inteligentnym, sceptycznym i pysznym, staram się kierować logiką i rozumem i szukam praktycznych wyjść z każdej sytuacji. Poglądy polityczne mam nieokreślone, ale wahają się między liberalną prawicą a umiarkowaną lewicą; w najbliższych wyborach przypuszczalnie zagłosuję na PO. Jestem człowiekiem trudnym, ze specyficznym poczuciem humoru, mówię ludziom prawdę, staram się być kulturalny, nie jestem ani optymistą, ani pesymistą (w szklance jest woda), zdeklarowany egoista i podobno typ przywódcy. Lubię dżem brzoskwiniowy, mandarynki i jeżozwierze.

***

Dziękuję za uwagę i życzę wszystkim miłego dnia.