Jack fabularny
| UWAGA: KONTYNUACJA WĄTKU Poniższy temat jest rozwinięciem wcześniejszego wpisu (14/09/2009) |
Czymże jest ów Jack? Przy okazji omawiania pierwszego sezonu Fringe’a, zdefiniowałem Jacka fabularnego jako bohatera pełniącego ważną funkcje w dziele, aczkolwiek nie lubianego przez odbiorcę. Nazwa pochodzi od głównej pozytywnej postaci w serialu J. J. Abramsa, Zagubieni, Jacka Shepharda – lekarza, który cudem przeżył katastrofę samolotu linii Oceanic i znalazł się na tajemniczej Wyspie. Internetowy słownik angielsko-polski podaje takie tłumaczenie:
1: jack (rodzaj wtyczki stosowanej do podłączenia urządzeń audio-wideo)
2: (owoc podobny do owocu drzewa chlebowego)
3: podnośnik; lewar
4: członek; wacek (penis) – Jack
Nie rozumiem dlaczego twórcy wprowadzają motyw Jacka w większości dzieł fabularyzowanych, nieważne czy chodzi o książki, filmy czy seriale. Zauważyłem, że większa część odbiorców darzy antypatią ów bohaterów, jednak zawsze znajdą się wyjątki – ot, kwestia gustu. Z tego, co zaobserwowałem w internecie, amerykańscy odbiorcy nie przywiązują większej wagi do bohaterów i dbają jedynie o to, by było dużo eksplozji, głośna muzyka, ładne, roznegliżowane kobiety i sceny seksu. Postanowiłem zgłębić istotę motywu Jacka w rożnych formach kultury, począwszy od literatury, skończywszy na serialach.
Moje pierwsze spotkanie z Jackiem? Może zabrzmi to dziecinnie, ale był to Czerwony Wojownik w młodzieżowym serialu Power Rangers oraz również czerwony Toa w zabawkowej serii Bionicle – obaj byli liderami swoich formacji, aczkolwiek nigdy za nimi nie przepadałem, uważając, że są przereklamowani (ach, te przemyślenia w wieku siedmiu lat!); zawsze wolałem Zielonego Wojownika i niebieskiego Bionicle’a. Potem przyszła szkoła podstawowa i zaczęła się moja pasja Gwiezdnymi wojnami, która trwa do dziś. Dla mnie rzeczą niepojętą jest fakt, iż główny bohater Starej Trylogii i większości książek w EU, czyli Luke Skywalker, jest idealnym typem Jacka. Irytuje swoim zachowaniem, wyglądem oraz prezentacją, udaje wielkiego Jedi, nie mając pojęcia o Mocy, a później wyrywa najgorętszą laskę w galaktyce, wygrywa kilka wojen i staje się wielkim mistrzem Zakonu. Jedynie w kilku momentach zżyłem się z postacią: podczas czytania Poświęcenia, gdy Caedus zamordował Marę, a także po lekturze trzeciego zeszytu Invasion, gdzie przedstawili Skywalkera w bardzo ładny sposób. Ileż można eksploatować jedną postać? Niech w końcu umrze i zostawi miejsce dla kogoś ciekawszego.
Battlestar miał cyklicznych Jacków: szczerze mówiąc, początkowo nie lubiłem Kary Thrace, ale szybko się przekonałem, że stanie się jedną z ulubionych postaci. Lee Adama był znośny to momentu bitwy o Nową Capricę i zniszczenia Pegausa - w tym momencie stał się pełnoetatowym Jackiem, dzieląc tą funkcję z panią prezydent Laurą Roslin, której nie lubiłem od pilota. Innym, bardzo dobrym przykładem, jest serial The 4400, gdzie znienawidzoną postacią był syn federalnego agenta, Kyle Baldwin, który spędził kilka odcinków w śpiączce, po czym zamordował Jordana Colliera, wziął zastrzyk promycyny i myślał, że jest fajny. O Zagubionych chyba nie muszę wspominać, prawda? Jack Shephard cieszy się popularnością w Stanach Zjednoczonych, ale mnie już zbrzydło jego ciągłe „Musimy uciec, musimy uciec? Wracajmy na Wyspę!„, ale postać Kate Austen również toczy się po równi pochyłej w dół. Ileż można wracać do Jacka i płakać, gdzie jest Aaron? FlashForward jest natomiast świetnym serialem, który dopiero się rozpoczął, ale bohaterowie są tak bezpłciowi, że nie da się wskazać konkretnego Jacka (z drugiej strony nie lubię tej całej Olivii). Fringe wciąż się utrzymuje i nie ma żadnego antybohatera, ale agentka Dunham staje się coraz nudniejsza. Mam nadzieje, że szybko coś z tym zrobią i serial wróci na dawne tory.
Inną sprawą jest anty-Jack, czyli bohater drugo- lub trzecioplanowy, którego pokocha każdy widz. Czyż nie tak było z Remusem Lupinem w cyklu książek o Harrym Potterze? Idealnym przykładem jest Romo Lampkin z Battlestara, który pojawia się tylko kilka razy, ale kradnie serca wszystkich. To samo tyczy się Chewbaccy, Karla Agathona czy Jordana Colliera. No dobra, koniec narzekania. Wiem, że przesadzam, określając to wszystko jednym, na dodatek głupim terminem, ale każdy może sobie pozwolić na odrobinę humoru w życiu. Całość należy potraktować raczej humorystycznie i nie brać do serca. No i broń Boże przed używaniem zwrotu Jack fabularny w miejscach publicznych – nie każdy zrozumie, wierzcie mi. So say we all!


Ostatnie komentarze
Tour de fandom
Tour de fandom
Tour de fandom
Tour de fandom
Tour de fandom
Skajkon 2010
Skajkon 2010